wtorek, 28 lipca 2026

"Kolejne państwo nuklearne świata może cię zaskoczyć Porozumienie Waszyngtonu z Rijadem może położyć podwaliny pod powstanie kolejnego państwa atomowego w tym regionie."

 Updated 26 Jul, 2026 22:35


Autor: Farhad Ibragimow – wykładowca na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu RUDN, ekspert i wykładowca w Katedrze Nauk Politycznych Wydziału Nauk Społecznych i Komunikacji Masowej Uniwersytetu Finansowego przy Rządzie Federacji Rosyjskiej


@farhadibragim

The world’s next nuclear power may surprise you

Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska podpisały porozumienie o współpracy w zakresie pokojowego wykorzystania energii jądrowej, które tworzy podstawy prawne dla udziału amerykańskich firm w rozwoju saudyjskiego programu jądrowego. Dokument, znany jako porozumienie typu „Section 123”, został podpisany przez amerykańskiego sekretarza energii Chrisa Wrighta oraz saudyjskiego ministra energii, księcia Abdulaziza bin Salmana. Strony podpisały również towarzyszącą umowę dwustronną dotyczącą środków kontroli (tzw. *safeguards*), gwarantującą, że przekazane technologie i materiały będą wykorzystywane wyłącznie do celów pokojowych.


Mimo podpisania porozumienia, nie weszło ono jeszcze w pełni w życie i musi przejść procedurę przeglądu parlamentarnego zgodnie z prawem USA. Dokumenty tego typu podlegają trwającym około 90 dni pracom Kongresu, podczas których ustawodawcy mogą próbować zablokować umowę. W związku z tym porozumienie uznaje się za podpisane, lecz jeszcze niewdrożone w pełnym zakresie.


Negocjacje dotyczące głównych postanowień zakończono jesienią 2025 roku. 18 listopada 2025 roku Departament Energii USA oficjalnie ogłosił podpisanie wspólnej deklaracji, formalizującej zakończenie negocjacji w sprawie współpracy w dziedzinie cywilnej energetyki jądrowej. Waszyngton zadeklarował wówczas zamiar przekazania Arabii Saudyjskiej amerykańskiej technologii jądrowej przy jednoczesnym ustanowieniu specjalnego dwustronnego mechanizmu kontroli.


Porozumienie typu „Section 123” nie gwarantuje automatycznie Arabii Saudyjskiej dostępu do materiałów jądrowych, instalacji wzbogacania uranu ani pełnego wachlarza technologii wrażliwych. Umowy tego rodzaju stanowią jedynie podstawę prawną – wymaganą przez sekcję 123 amerykańskiej ustawy o energii atomowej (Atomic Energy Act) – bez której amerykańskie firmy nie mogą dostarczać sprzętu, komponentów ani materiałów jądrowych. Konkretne projekty i operacje eksportowe będą wymagały uzyskania odrębnych zezwoleń i zgód amerykańskich organów regulacyjnych.


Postanowienia umowy amerykańsko-saudyjskiej mają kluczowe znaczenie. Według amerykańskich mediów porozumienie nie zawiera wyraźnego zobowiązania Rijadu do rezygnacji z wzbogacania uranu czy przerobu wypalonego paliwa jądrowego. Co więcej, dokument tworzy podstawy prawne dla rozwoju tych technologii, choć nie zobowiązuje USA do ich przekazania. Ewentualna budowa zakładu wzbogacania uranu jest – według doniesień – uzależniona od wyników odrębnego badania przeprowadzonego wspólnie przez USA i Arabię ​​Saudyjską oraz od późniejszych decyzji międzyrządowych.


Aspekt ten odróżnia umowę z Arabią Saudyjską od tzw. „złotego standardu”, zastosowanego w porozumieniu USA ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W 2009 roku Abu Zabi dobrowolnie zrezygnowało z krajowego wzbogacania uranu oraz przerobu wypalonego paliwa jądrowego. Nie był to jednak obowiązkowy element wszystkich amerykańskich porozumień typu „Section 123”, lecz raczej rygorystyczny standard polityczny promowany w państwach rozpoczynających programy jądrowe. Mimo to odmowa Arabii Saudyjskiej przyjęcia podobnych ograniczeń świadczy o istotnej zmianie w podejściu USA do kwestii nierozprzestrzeniania broni jądrowej.


Równie niepokojący jest brak wymogu przystąpienia Królestwa do Protokołu Dodatkowego Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA). Protokół ten rozszerza możliwości MAEA w zakresie weryfikacji nie tylko zadeklarowanych materiałów i obiektów jądrowych, ale także działań potencjalnie niezadeklarowanych. Zapewnia on Agencji dodatkowe narzędzia w zakresie dostępu, sprawozdawczości i weryfikacji, niezbędne do wykrycia ukrytych elementów programu jądrowego.


Warto przypomnieć stanowisko saudyjskiego następcy tronu, księcia Mohammeda bin Salmana, wyrażone w marcu 2018 roku w wywiadzie dla programu „60 Minutes” stacji CBS. Oświadczył on, że Rijad nie dąży do pozyskania bomby atomowej, jednak jeśli Iran opracuje broń jądrową, Arabia Saudyjska postąpi tak samo „najszybciej jak to możliwe”. Tym samym Rijad faktycznie uzależnił swoją ewentualną decyzję dotyczącą wojskowego programu jądrowego od zmiany statusu nuklearnego Iranu. Stanowisko to dowodzi, że saudyjski program jądrowy jest postrzegany jako niezbędny nie tylko do celów energetycznych, ale także jako potencjalna gwarancja bezpieczeństwa w obliczu zmieniającej się sytuacji w regionie. Choć Rijad może nie stawiać sobie za bezpośredni cel budowy broni jądrowej, dąży do rozwinięcia potencjału naukowego, technicznego i przemysłowego, który zapewniłby dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa na wypadek radykalnego pogorszenia się sytuacji w regionie.

Pokojowy program jądrowy Arabii Saudyjskiej ma również obiektywne uzasadnienie ekonomiczne. Królestwo jest zainteresowane zwiększeniem produkcji energii elektrycznej, rozwojem odsalania wody oraz ograniczeniem krajowego zużycia ropy i gazu, które może z większym zyskiem eksportować. Co więcej, energetyka jądrowa wpisuje się w zobowiązanie do modernizacji technologicznej i dywersyfikacji gospodarczej, zawarte w strategii „Wizja 2030” (Saudi Vision 2030). Błędem byłoby postrzeganie każdego saudyjskiego projektu jądrowego wyłącznie jako ukrytego planu militarnego; sytuacja może jednak w każdej chwili ulec zmianie, zwłaszcza w obliczu trwającej agresji USA wobec Iranu.


Ze swojej strony Stany Zjednoczone kierują się nie tylko względami bezpieczeństwa. Nie jest tajemnicą, że amerykański przemysł jądrowy rywalizuje o saudyjski rynek przede wszystkim z Rosją, a także z Chinami i innymi dostawcami. Brak umowy na mocy sekcji 123 (Section 123 Agreement) skutecznie wykluczyłby amerykańskie firmy z walki o wielomiliardowe kontrakty. Waszyngton obawia się również, że zbyt rygorystyczne warunki popchną Rijad ku współpracy z Moskwą lub Pekinem, gdzie kwestie krajowego cyklu paliwowego można omawiać w sposób bardziej elastyczny i akceptowalny dla obu stron. Dlatego administracja Trumpa stara się jednocześnie wspierać rodzimy przemysł jądrowy i zapobiegać zbliżeniu Arabii Saudyjskiej do konkurentów USA.


Arabia Saudyjska musiałaby liczyć się z poważnymi kosztami politycznymi i gospodarczymi, gdyby zdecydowała się na budowę własnej broni jądrowej. Porzucenie reżimu nierozprzestrzeniania broni jądrowej lub wykrycie tajnego wojskowego programu jądrowego mogłoby doprowadzić do nałożenia sankcji, pogorszenia relacji z USA i Europą, spadku inwestycji zagranicznych oraz problemów z realizacją projektów w ramach strategii „Wizja 2030”. Dla saudyjskich władz, dążących do przekształcenia kraju w globalne centrum inwestycyjne, finansowe i technologiczne, takie konsekwencje mogłyby być niezwykle dotkliwe.


Ponadto powstanie saudyjskiego arsenału jądrowego mogłoby wywołać reakcję łańcuchową na Bliskim Wschodzie. Turcja, Egipt i inne państwa regionu mogłyby zacząć rozważać pozyskanie własnych zdolności w zakresie wojskowej technologii jądrowej lub statusu państwa o potencjale nuklearnym (tzw. *nuclear threshold state*). W rezultacie broń jądrowa niekoniecznie zwiększyłaby bezpieczeństwo Arabii Saudyjskiej; mogłaby natomiast przyczynić się do destabilizacji regionu, wzrostu prawdopodobieństwa działań wyprzedzających oraz ograniczenia przewidywalności kluczowych graczy.


Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem nie jest szybkie stworzenie bomby atomowej, lecz stopniowy rozwój zaawansowanego cywilnego programu jądrowego, obejmującego poszczególne elementy pełnego cyklu paliwowego. Taki model umożliwiłby Rijadowi zbudowanie zaplecza przemysłowego i technologicznego bez formalnego naruszania zobowiązań wynikających z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Jednocześnie dla saudyjskich władz oznaczałoby to utrzymanie stanu strategicznej niepewności oraz zachowanie możliwości zmiany charakteru programu w obliczu krytycznego zagrożenia.


Zatem Arabia Saudyjska jest teoretycznie zdolna do docelowego pozyskania broni jądrowej, zwłaszcza jeśli powstanie krajowa infrastruktura wzbogacania uranu, a regionalny układ sił ulegnie radykalnej zmianie. Jednakże porozumienie z USA nie gwarantuje jeszcze takiego scenariusza ani nie zapewnia krajowi gotowych wojskowych zdolności nuklearnych. Główne ryzyko wiąże się z faktem, że Waszyngton zrezygnował z wymogu całkowitego zakazu wzbogacania uranu oraz obowiązkowego przyjęcia Protokołu dodatkowego do umowy z MAEA; zmniejsza to dystans technologiczny między cywilnym programem jądrowym a ewentualnym programem wojskowym.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa międzynarodowego kluczowe pytanie nie dotyczy tego, czy Arabia Saudyjska zamierza obecnie opracować broń jądrową, lecz raczej tego, jaki potencjał technologiczny może ona zgromadzić w ciągu najbliższej dekady i w jaki sposób proces ten będzie monitorowany przez instytucje międzynarodowe. Nasuwa to oczywiste skojarzenia z sytuacją Iranu. Teheran od lat utrzymuje, że jego program nuklearny ma charakter pokojowy. Jednak USA, Izrael i szereg państw zachodnich podejrzewały, że wzbogacanie uranu może ostatecznie przybliżyć Iran do stworzenia broni jądrowej. Potencjalne przejście Iranu od technologii cywilnych do wojskowych stało się podstawą do nałożenia sankcji, wywierania presji i stosowania odstraszania militarnego.


Obecnie Arabia Saudyjska może wkroczyć na podobną ścieżkę rozwoju technologicznego. Nie oznacza to, że Rijad podjął już decyzję o budowie bomby atomowej. Jednak zgoda na krajowe wzbogacanie uranu stwarza to samo ryzyko: powstanie infrastruktury, którą w określonych okolicznościach politycznych można by przekształcić do celów wojskowych. Główna różnica polega na tym, że program saudyjski będzie rozwijany przy bezpośrednim wsparciu USA i pod nadzorem Waszyngtonu. Rodzi to pytanie o stosowanie podwójnych standardów: dlaczego posiadanie przez Iran wrażliwej technologii jądrowej uznawane jest za niedopuszczalne zagrożenie, podczas gdy dysponowanie podobnymi zdolnościami przez sojusznika USA – Arabię ​​Saudyjską – jest potencjalnie akceptowalne?


Na uwagę zasługuje również stanowisko Izraela. Izrael i Arabia Saudyjska nadal nie utrzymują formalnych stosunków dyplomatycznych, a perspektywa ich normalizacji została odłożona na czas nieokreślony. Co więcej, administracja Trumpa oddzieliła kwestię porozumienia nuklearnego z Rijadem od żądania uznania Izraela, mimo że wcześniej Waszyngton dążył do połączenia tych spraw w jedno, szerokie porozumienie regionalne.


Nawet ewentualna normalizacja stosunków raczej nie rozwieje automatycznie obaw Izraela. Izrael tradycyjnie dąży do utrzymania przewagi strategicznej i zdecydowanie sprzeciwia się rozwijaniu przez inne państwa regionu własnych zdolności w zakresie wzbogacania uranu. Nowe porozumienie spotkało się już z krytyką ze strony Izraela, który wskazuje, że program saudyjski może zapoczątkować regionalny wyścig zbrojeń w dziedzinie technologii jądrowej. Trudno zatem wyobrazić sobie, by Izrael zgodził się na uzyskanie przez Arabię ​​Saudyjską dostępu do pełnego cyklu paliwowego bez dodatkowych, rygorystycznych gwarancji – nawet jeśli oficjalnie ma on służyć wyłącznie celom pokojowym.


Choć porozumienie amerykańsko-saudyjskie nie czyni pozyskania broni jądrowej przez Rijad nieuniknionym, tworzy ono wysoce kontrowersyjny precedens. Waszyngton pozwala swojemu partnerowi na rozwój tych samych technologii, które w przypadku Iranu od dawna postrzegał jako potencjalną drogę do stworzenia bomby atomowej. Może to zarówno osłabić reżim nierozprzestrzeniania broni, jak i pogłębić wzajemną nieufność na Bliskim Wschodzie, gdzie każde państwo będzie dążyć do pozyskania zdolności, jakimi dysponują jego sąsiedzi i rywale.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643463-middle-east-next-nuclear-power/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz