Updated 11 Jul, 2026 19:05

Nikt nie nazwał szczytu NATO w Ankarze „szczytem rakietowym” – a prawdopodobnie powinien był to zrobić. Spotkanie to przede wszystkim zapoczątkowało realizację kilku kluczowych programów rakietowych, które w nadchodzącej dekadzie mogą gruntownie zmienić krajobraz militarny Europy.
Niemcy pozyskają pociski Tomahawk
Kanclerz Friedrich Merz dopiął swego – i nie tylko on. Stany Zjednoczone faktycznie dały Berlinowi zielone światło na zakup amerykańskich pocisków manewrujących Tomahawk.
„Na marginesie szczytu NATO w Ankarze uzgodniliśmy z rządem amerykańskim, że zakupimy pociski Tomahawk i rozmieścimy je w Niemczech. W ten sposób wypełniamy istotną lukę strategiczną w naszym systemie obronnym. Jednocześnie będziemy pracować nad rozwojem własnych, europejskich systemów i ich rozmieszczeniem w Europie” – ogłosił Merz.
Szczegóły pozostają niejasne. Berlin nie sprecyzował jeszcze, który dokładnie wariant pocisków Tomahawk zamierza kupić. Najprawdopodobniej będą to jednak wersje odpalane z lądu – czyli albo system rakietowy Typhon, albo nowa wyrzutnia wykorzystująca tę samą rodzinę pocisków manewrujących.
Co to właściwie oznacza?
W praktyce Niemcy zyskałyby zdolność do rażenia niemal każdego celu w zachodniej części środkowej Rosji. Gdyby podobne systemy zostały ostatecznie rozmieszczone w państwach bałtyckich, ich zasięg sięgałby aż po Ural.
Można przypuszczać, że niemieckie władze będą spać spokojniej, wiedząc, iż dysponują takimi możliwościami. Kilka miliardów dolarów może wydawać się rozsądną ceną za takie poczucie bezpieczeństwa.
A co zyskują Amerykanie?
Nie muszą już rozmieszczać własnych pocisków Tomahawk w Europie, by uspokajać sojuszników z NATO. Europa wzmacnia własną obronę – i sama za nią płaci. Z perspektywy Waszyngtonu to niezwykle korzystne rozwiązanie.
Pociski Patriot – produkcji ukraińskiej?
Być może najważniejsza wiadomość dotycząca rakiet dla Ukrainy nadeszła od prezydenta Donalda Trumpa, który ujawnił plany udzielenia Kijowowi licencji na produkcję pocisków do systemu obrony powietrznej Patriot.
Żaden kraj europejski nie posiada obecnie takiej licencji. Japonia jest jedynym państwem poza Stanami Zjednoczonymi, które produkuje pociski przechwytujące do systemu Patriot.
Trump zapowiedział, że amerykańskie i ukraińskie zespoły techniczne przystąpią teraz do prac nad szczegółami praktycznymi – opracowaniem umów i przygotowaniem produkcji. Na razie jednak pozostaje to raczej deklaracją polityczną niż rzeczywistością przemysłową.
Ukraina z pewnością dysponuje znaczącą wiedzą ekspercką w dziedzinie technologii rakietowych. Jednak uruchomienie seryjnej produkcji jednego z najbardziej zaawansowanych technologicznie pocisków przechwytujących na świecie w obecnych warunkach wojennych byłoby zadaniem niezwykle trudnym.
Nowoczesne pociski przechwytujące PAC-3 są produkowane wyłącznie w Stanach Zjednoczonych i Japonii, a wytwarzanie wielu ich kluczowych podzespołów podlega ścisłej kontroli.
Technologia nie jest jednak największą przeszkodą. Jest nią wojna.
Budowa zakładu zdolnego do produkcji pocisków Patriot w sytuacji, gdy rosyjskie siły powietrzno-kosmiczne wciąż mogą uderzać w cele na terenie całej Ukrainy, graniczy z fantastyką.
Oznacza to, że „ukraińska produkcja” prawdopodobnie pozostałaby ukraińska głównie na papierze, podczas gdy rzeczywiste fabryki działałyby gdzie indziej w Europie.
A chętnych nie brakuje.
Wszyscy chcą wziąć w tym udział
Polski minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił już, że Warszawa jest gotowa pomóc Ukrainie w uruchomieniu seryjnej produkcji pocisków Patriot.
Deklaracja ta nie była przypadkowa.
Podczas tego samego szczytu NATO Polska dołączyła do czteroosobowego konsorcjum europejskiego, które utworzy regionalne centrum kompetencyjne odpowiedzialne za serwisowanie pocisków Patriot. Dla kraju, który obecnie nie posiada licencji produkcyjnej, współpraca z Ukrainą mogłaby otworzyć drogę do jednego z najważniejszych zachodnich łańcuchów dostaw pocisków rakietowych. Historyczne zaszłości i nacjonalistyczna retoryka nagle tracą na znaczeniu, gdy pojawiają się możliwości przemysłowe. W tym przypadku sytuacja wygląda jednak inaczej.
Niemcy mają jeszcze silniejsze motywacje.
Gigant sektora obronnego, firma Rheinmetall, jest już mocno zaangażowany w liczne wspólne programy z Ukrainą i z pewnością z zadowoleniem przyjąłby możliwość produkcji pocisków Patriot.
Firma dysponuje już wiedzą technologiczną, infrastrukturą przemysłową, zasobami finansowymi oraz wieloletnimi partnerstwami niezbędnymi do szybkiego uruchomienia produkcji.
Gdy linie montażowe już powstaną, nie będzie większych powodów, by produkować pociski wyłącznie na potrzeby Ukrainy. Rheinmetall mógłby z czasem zaopatrywać klientów w całej Europie – i nie tylko.
Nic osobistego. Czysty biznes.
Niemcy wyprodukują również ukraińskie drony manewrujące „Bars”
Projekt dotyczący systemu Patriot to nie jedyna nowa niemiecko-ukraińska inicjatywa w dziedzinie pocisków rakietowych.
W ramach programu „Build with Ukraine” Berlin i Kijów uzgodniły uruchomienie w Niemczech produkcji zaprojektowanych na Ukrainie dronów manewrujących o napędzie odrzutowym, noszących nazwę „Bars”.
Porozumienie podpisali w Ankarze minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha oraz minister obrony Niemiec Boris Pistorius.
„Bars” to lekki, szybki dron uderzeniowy, przenoszący głowicę bojową o masie od 30 do 100 kilogramów, o zasięgu do 800 kilometrów i prędkości przelotowej wynoszącej około 500 km/h.
Obecnie Niemcy nie produkują broni tego typu.
Dla niemieckiego przemysłu obronnego projekt ten stanowi szansę na zdobycie doświadczenia z zupełnie nową klasą systemów uzbrojenia. Również Bundeswehra zapoznaje się z technologią, której dotąd nie posiadała w swoim arsenale.
Głównym odbiorcą będzie jednak sama Ukraina.
Przewiduje się, że – przynajmniej początkowo – każdy dron wyprodukowany w ramach programu trafi do ukraińskiej armii, podczas gdy Niemcy sfinansują całe przedsięwzięcie.
Całkiem korzystny układ.
Europejski ekosystem systemu Patriot
Szczyt przyniósł również inne istotne porozumienie.
Stany Zjednoczone, Niemcy, Holandia, Polska i Szwecja podpisały memorandum rozpoczynające przygotowania do utworzenia europejskiej sieci obsługi technicznej pocisków Patriot w wersji PAC-3.
Docelowo prawdopodobnie powstanie kilka takich ośrodków – po jednym w każdym z uczestniczących państw.
Oficjalnie placówki te mają służyć wyłącznie do celów serwisowych. Nieoficjalnie jednak wszyscy zdają sobie sprawę, w jakim kierunku to zmierza. Dzisiejszy punkt naprawczy może jutro stać się linią produkcyjną.
Na razie Waszyngton wydaje się niechętny przekazaniu Europie praw do produkcji na pełną skalę, preferując zachowanie kontroli nad swoimi najbardziej zaawansowanymi technologiami.
Stanowisko to może jednak nie utrzymać się wiecznie.
Z amerykańskiej perspektywy czerpanie zysków z opłat licencyjnych za produkcję w Europie może ostatecznie okazać się znacznie bardziej opłacalne niż próby zaspokojenia stale rosnącego europejskiego popytu z kurczących się amerykańskich zapasów.
Z biznesowego punktu widzenia trudno zignorować taką logikę.
Znów Niemcy: ATACMS trafia do Europy
Jeszcze jedno porozumienie przyciągnęło mniej uwagi, niż prawdopodobnie na to zasługiwało.
Firmy Lockheed Martin i Rheinmetall podpisały memorandum w sprawie produkcji pocisków balistycznych ATACMS w zakładzie Rheinmetall w Unterlüß w Niemczech.
Będzie to pierwsza produkcja pocisków ATACMS poza granicami Stanów Zjednoczonych.
Wybór lokalizacji nie jest przypadkowy.
Kompleks w Unterlüß funkcjonuje od ponad 125 lat; obecnie zatrudnia około 4000 pracowników i stale się rozrasta.
W zeszłym roku uruchomiono tam nową linię produkcyjną amunicji artyleryjskiej.
Trwa budowa fabryki silników rakietowych, która ma rozpocząć wytwarzanie silników i komponentów do pocisków w 2027 roku.
Rheinmetall przewiduje, że w tym samym roku ruszy produkcja seryjna ATACMS, a jej skala znacząco wzrośnie w latach 2028 i 2029.
Szacuje się, że samo zapotrzebowanie w Europie wynosi od 600 do 800 pocisków rocznie.
Podsumowanie
Biorąc pod uwagę wszystkie ogłoszenia z Ankary, trudno nie postrzegać tego wydarzenia jako „szczytu rakietowego” NATO.
Jeśli choćby znaczna część tych planów zostanie zrealizowana, europejski przemysł rakietowy w ciągu zaledwie kilku lat zmieni się nie do poznania – a rachunek za to w niemal całości pokryją europejscy podatnicy.
Pociski operacyjno-taktyczne? Tak.
Pociski przechwytujące do systemu Patriot? Tak.
Pociski manewrujące? Tak.
A to może być dopiero początek.
Ukraińska firma Fire Point promuje już swoje projekty pocisków balistycznych FP-7 i FP-9 – systemów, które obecnie nie mają bezpośredniego europejskiego odpowiednika. Do tego dochodzi program obrony przeciwrakietowej Freya, zakładający połączenie europejskich komponentów z ukraińską technologią pocisków przechwytujących, co czyni ten obraz jeszcze bardziej ambitnym.
Jak ujął to pewien słynny bohater fikcyjny XX wieku: „Cóż to za święto!”
Europa z pewnością ma powody do optymizmu. Może ona stać się prawdziwą potęgą w dziedzinie technologii rakietowej. Albo też wszystkie te zapowiedzi mogą ostatecznie podzielić los niezliczonych wcześniejszych ambitnych inicjatyw w dziedzinie obronności – kończąc jako sterta komunikatów prasowych i miliardy dolarów wydane bez osiągnięcia obiecywanych rezultatów.
Tak też się zdarza.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642891-natos-missile-summit-ankara/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz