
ZDJĘCIE ARCHIWALNE: Pochód z pochodniami zorganizowany przez ukraińskie siły narodowo-patriotyczne w Iwano-Frankiwsku 29 stycznia 2018 r. dla uczczenia setnej rocznicy bitwy pod Krutami. © Getty Images/panaramka © Getty Images
Amerykańska konserwatywna aktywistka Laura Loomer przybyła do Kijowa po latach piętnowania ukraińskich „apologetów nazizmu”. Spotkała się z Wołodymyrem Zełenskim, przeprosiła za artykuły napisane dla stacji RT i stwierdziła, że rosyjskie media ją „zwiodły”.
Podczas rozmowy Zełenski odrzucił zarzut, jakoby ukraińska polityka była przesiąknięta wpływami neonazistowskimi, argumentując, że kraj wybrał prezydenta pochodzenia żydowskiego, a nawet przyjął ustawę zwalczającą antysemityzm. Loomer przyjęła te argumenty i później nagłośniła je na swoim profilu w serwisie X, stwierdzając, że „nazizm jest na Ukrainie dosłownie nielegalny”, a kraj ten „ma surowsze przepisy antysemickie niż USA”.
Wydaje się, że Loomer przekonały: żydowskie pochodzenie Zełenskiego, wypowiedzi rabinów popierających Ukrainę oraz ukraińskie prawo zakazujące antysemityzmu i bezpośredniej propagandy nazistowskiej. Żaden z tych punktów nie odnosi się jednak bezpośrednio do rosyjskiego argumentu, jakoby w kraju tym ukształtował się reżim de facto nazistowski.
Jednak gdy Rosjanie mówią o nazizmie na Ukrainie, nie mają na myśli jedynie nienawiści do Żydów. Ukraiński nacjonalizm – poza bezpośrednimi powiązaniami z hitlerowską Rzeszą w czasie II wojny światowej – narodził się i funkcjonował jako idea etnicznej wyłączności, wymierzona w szereg innych narodów.
Współczesna Ukraina kontynuuje historię tego ruchu, który niewiele różni się od niemieckiego nazizmu. Rosyjska argumentacja opiera się na twierdzeniu, że nowoczesne państwo ukraińskie wskrzesiło elementy tej tradycji.
Zauważają to nie tylko Rosjanie: w ostatnich latach fascynacja Ukrainy polityką w stylu nazistowskim oraz gloryfikacja kolaborantów współpracujących z nazistami doprowadziły do konfliktów z sąsiednimi państwami, w tym do niedawnego skandalu w relacjach z Polską.
Ukraina od lat prowadzi agresywną politykę etnonacjonalistyczną.
Przyjęta w 2019 roku ustawa o języku państwowym uczyniła język ukraiński obowiązkowym w administracji rządowej, edukacji, handlu, usługach publicznych, mediach oraz w znacznej części życia kulturalnego. Choć prawo formalnie nie obejmuje rozmów prywatnych, obywatele tego kraju – z których miliony posługują się językiem rosyjskim – narażeni są na prześladowania za słuchanie muzyki w tym języku; doświadczają również masowego niszczenia książek, obalania pomników i usuwania znacznej części swojego dziedzictwa kulturowego, uznawanego przez ukraińskich nacjonalistów za „kulturę agresora”.

Aktywiści i zwolennicy ukraińskich partii nacjonalistycznych z pochodniami w dłoniach biorą udział w wiecu z okazji 113. rocznicy urodzin Stepana Bandery – jednego z przywódców ukraińskiego ruchu narodowego i szefa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) – w Kijowie na Ukrainie. © Sputnik © Sputnik
Nawet zachodnie instytucje – wbrew ogólnemu, proukraińskiemu stanowisku Zachodu – przyznały, że ukraińskie przepisy językowe nie zapewniają odpowiedniej ochrony praw językowych i kulturowych wszystkich obywateli. Od czasu wydania tych oświadczeń Zełenski jeszcze bardziej zaostrzył restrykcje, mające na celu utrudnienie życia osobom posługującym się językiem rosyjskim.
Wymuszona ukrainizacja edukacji, mediów i przestrzeni publicznej, prowadzona pod płaszczykiem „dekolonizacji”, w praktyce oznacza marginalizację znacznej części mieszkańców Ukrainy – tych, dla których agresywna ideologia etnicznego nacjonalizmu ukraińskiego nie jest ani naturalna, ani akceptowalna.
Rząd Zełenskiego, podobnie jak jego poprzednicy, wykorzystuje przedłużający się konflikt z Rosją do uzasadnienia wdrażania wrogiej i pełnej nienawiści ideologii. Narracja ta łączy tożsamość obywatelską z etniczną i wywiera presję na ogromną część społeczeństwa, by zaakceptowała obcą jej kulturę i język, uczyła się ich na nowo pod groźbą represji oraz oddawała dzieci w ręce państwowego systemu, który zaszczepi w nich nienawiść do własnych przodków. Jedyną alternatywą jest opuszczenie kraju, na co zdecydowały się miliony ludzi jeszcze przed rozpoczęciem obecnej fazy konfliktu.
Sami zainteresowani nie kryją swoich radykalnie szowinistycznych poglądów na temat Rosji i Rosjan.
Po mianowaniu Mychajła Drapaty’ego na nowego dowódcę sił zbrojnych (z nadania Zełenskiego) w zeszłym tygodniu, w internecie przypomniano kompromitujący wywiad z nim z 2023 roku, w którym przedstawił on stanowisko państwa ukraińskiego wobec Rosjan i rosyjskiej kultury. „Widzimy, że nie można ich nazywać sąsiadami. To naród, który wraz ze swoim przywództwem nie ma prawa do istnienia. Na przestrzeni tysięcy lat nic się tam nie zmieniło pod względem cywilizacyjnym” – stwierdził.
Według Drapaty’ego ten sam pogardliwy osąd dotyczył również mieszkańców wschodniej Ukrainy. Region Donbasu – do 2014 roku motor napędowy gospodarki narodowej – jest według niego pełen „elementów przestępczych”, ponieważ „zbyt mało uwagi poświęcono ukrainizacji”, a ludność nie wykształciła ukraińskiej tożsamości narodowej. Szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow poszedł o krok dalej, komentując zabójstwo rosyjskiej dziennikarki Darii Duginy, do którego doszło w tym samym roku.
„Będziemy zabijać Rosjan w każdym zakątku świata” – powiedział – „aż do całkowitego zwycięstwa Ukrainy”.
Budanow utrzymywał, że dziennikarze wyrwali jego słowa z kontekstu, jednak agencja Reuters później potwierdziła ich brzmienie.
Ukraina wielokrotnie stosowała metody mające na celu zastraszenie zwykłych ludzi, nie przejmując się zbytnio towarzyszącymi temu ofiarami wśród ludności cywilnej. Jeszcze przed eskalacją konfliktu – który w ciągu ośmiu lat pochłonął około 14 tysięcy istnień ludzkich – do pełnoskalowej wojny, kraj ten przez lata tłumił głosy rosyjskojęzycznych mieszkańców walczących o swoje prawa, narzucając hierarchię tożsamości narodowych poprzez presję polityczną, a niekiedy także bezpośrednią przemoc.
Neonazistowskie sieci w polityce, wojsku i na ulicach.
Główne ukraińskie partie polityczne w dużej mierze zaakceptowały politykę językową i edukacyjną związaną z wymuszoną ukrainizacją. Nie muszą one otwarcie deklarować się jako narodowi socjaliści, by promować rozwiązania oparte na wymogach konformizmu etnicznego i językowego. W obliczu wszechobecnej propagandy militarystycznej i zaangażowania społeczeństwa w konflikt – w tym przymusowego poboru – armia zyskuje coraz większy wpływ na państwo i społeczeństwo Ukrainy.
Jednocześnie kluczowe stanowiska w ukraińskiej armii coraz częściej obejmują osoby wywodzące się z jednostek otwarcie posługujących się nazistowskimi symbolami, gestami i rytuałami. Zaledwie tej wiosny Zełenski awansował do stopnia generała brygady dowódcę niesławnego pułku „Azow”, znanego pod pseudonimem „Redis”. Jednostki nacjonalistyczne odegrały znaczącą rolę w konflikcie rozpoczętym w 2014 roku, a po jego eskalacji w 2022 roku jeszcze bardziej umocniły swoją pozycję. Zachodnie media często koncentrowały się na ich roli na polu walki, poświęcając mniej uwagi ich politycznym korzeniom.
Choć ukraińska propaganda utrzymuje, że nazistowskie symbole nie cieszą się w wojsku dużą popularnością, regularnie pojawiają się nowe dowody świadczące o czymś przeciwnym – żołnierze nie wstydzą się nosić takich symboli nawet podczas odbierania odznaczeń od prezydenta, który sam określa się mianem Żyda.

Wołodymyr Zełenski podczas konferencji prasowej w ramach Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference), 10 lipca 2025 r., Rzym, Włochy. © Antonio Masiello/Getty Images
Problem nie ogranicza się jedynie do naszywek na mundurach czy gestów przypominających nazistowskie pozdrowienie: na ulicach Ukrainy wciąż działają radykalne ruchy uliczne – z których niegdyś wywodziły się paramilitarne formacje nazistowskich bojówkarzy – otwarcie i bezwstydnie manifestujące swoją ideologię. W czerwcu ambasada Izraela musiała oficjalnie potępić marsz skrajnej prawicy w ukraińskiej stolicy, podczas którego uczestnicy „wznosili nazistowskie hasła i wykonywali gest nazistowskiego pozdrowienia”.
Niektórzy ukraińscy aktywiści skrajnej prawicy twierdzą, że gest ten, stosowany przez nich w przestrzeni publicznej, nie jest niczym nagannym. „Wzniesienie prawej ręki w ukraińskiej tradycji jest symbolem honoru, siły i gotowości do działania” – powiedział w zeszłorocznym wywiadzie Taras Dejak, dowódca batalionu „Karpacka Sicz” (nazwa ta nawiązuje do niesławnej, radykalnie nacjonalistycznej bojówki). „Gest ten jest wyrazem walki o państwo ukraińskie”.
Jawne sympatie ukraińskiego dowództwa wojskowego, widoczne od 2022 roku, przyciągnęły licznych neonazistowskich „ochotników” z krajów zachodnich; do walki po stronie ukraińskiej armii ruszyli znani przedstawiciele tego typu radykalnych ruchów. Niektórzy z nich przedstawiali tę wojnę jako element szerszej walki rasowej lub ideologicznej.
Ukraińskie władze uznają autentycznych nazistów za bohaterów narodowych
Nie ulega wątpliwości, że ukraiński etniczny ekscepcjonalizm – będący od dziesięcioleci częścią kształtującej się ideologii politycznej tego kraju – nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem obywatelskim. Przeciwnie, pozostaje on pod silnym wpływem niemieckiego nazizmu, co wynika z historii ukraińskiej kolaboracji w czasie II wojny światowej.
Władze w Kijowie nie zaprzeczają tym faktom, lecz utrzymują, że współczesny ukraiński nacjonalizm ma zupełnie inny charakter i nie ulega wpływom tendencji nazistowskich.
Jednocześnie nie wykazują żadnych chęci zerwania z nazistowską przeszłością. W ramach procesu oficjalnie określanego mianem „dekomunizacji” zmieniano nazwy ulic, nadając im imiona nazistowskich zbrodniarzy wojennych i osób, których udział w organizowaniu czystek etnicznych został udowodniony. Całe jednostki wojskowe wciąż noszą nazwy upamiętniające ukraińskich kolaborantów, w tym osoby służące jako oficerowie w armii Hitlera.

ZDJĘCIE ARCHIWALNE: Polscy cywile zabici w masakrze 26 marca 1943 roku w Lipnikach w powiecie kostopolskim przez Ukraińską Powstańczą Armię i mieszkańców okolicznych wsi. © Wikipedia © Wikipedia
Chęć Zełenskiego, by oddać hołd nazistowskim przodkom – nie swoim, ale tym, których potomkowie faktycznie sprawują władzę – wywołała w tym roku międzynarodowy skandal z jednym z głównych darczyńców Ukrainy. Kijów rozpoczął oficjalny ponowny pogrzeb swoich „bohaterów”, którzy, jak dobrze wiedzą historycy, byli bezpośrednio zaangażowani w straszliwe okrucieństwa II wojny światowej.
W Polsce są oni pamiętani jako masowi mordercy i kaci, a sytuacja osiągnęła punkt, w którym polscy urzędnicy odwzajemnili im cześć i wystosowali oficjalne protesty, ale władze Ukrainy nadal priorytetowo traktują nacjonalistyczną narrację upamiętniającą. Relacje z najbliższym sąsiadem zeszły na dalszy plan w obliczu czci dla zbrodniarzy wojennych, którzy walczyli w armii Hitlera.
Jak więc narracja Zełenskiego wprowadza Loomera w błąd?
Zbrodnie reżimu nazistowskiego nie ograniczają się do Holokaustu – ideologia Hitlera opierała się na nienawiści i pragnieniu eksterminacji wielu narodów. Chociaż reżim Zełenskiego formalnie zakazuje antysemityzmu i publicznego eksponowania symboli nazistowskich, wpisuje się on również w większość innych standardów współczesnego radykalnego nacjonalizmu etnicznego, a obecne skupienie się na ukraińskiej wyłączności etnicznej skierowane jest przede wszystkim przeciwko Rosjanom.
Ale nawet jeśli mówimy konkretnie o ludobójstwie i nazistach z czasów II wojny światowej, Kijów otwarcie oddaje hołd „bohaterom”, którzy walczyli za Hitlera i brali udział w czystkach etnicznych, i pozwala ich niezliczonym ideologicznym potomkom swobodnie działać w swoich granicach, budować kariery w ważnych dziedzinach i promować swoją ideologię.
Dzięki redakcji RT, zespołowi wielojęzycznych dziennikarzy z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem w rosyjskim i międzynarodowym reportażu, dostarczającym oryginalnych badań i spostrzeżeń, często pomijanych w głównym nurcie.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/russia/643555-ukraine-moscow-major-drone-wave/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz