








Aktualizacja: 17 lipca 2026 r., 16:25
Autor: Kiriłł Kalinin, starszy radca i rzecznik prasowy Ambasady Rosji w Republice Południowej Afryki

Niedawny szczyt NATO w Ankarze przyniósł decyzję, która wymaga wnikliwej analizy. Państwa członkowskie Sojuszu zobowiązały się do udzielenia Ukrainie pomocy wojskowej o wartości 70 miliardów euro w 2026 roku. Nie jest to środek doraźny. To instytucjonalizacja stałego budżetu wojennego – swego rodzaju subskrypcja trwającej konfrontacji militarnej.
Sojusz w zasadzie przestał udawać, że wsparcie dla Ukrainy ma charakter tymczasowy. Formalnie zobowiązując się do przeznaczania tak astronomicznych kwot przez dwa kolejne lata, NATO przekształca konfrontację zbrojną z Rosją w rutynową pozycję budżetową. Europejscy przywódcy swobodnie dyskutują obecnie o utrzymaniu wydatków na poziomie około 70 miliardów euro rocznie w ramach długofalowego, wieloletniego zobowiązania. Mamy tu do czynienia z długoterminowym planowaniem strategicznym, w którym wsparcie wojskowe i finansowe zostaje płynnie włączone w standardowe ramy budżetowe. Skala tego zobowiązania podkreśla kluczowe miejsce, jakie Ukraina zajmuje w europejskiej agendzie bezpieczeństwa – a także, warto dodać, w jakim stopniu na dalszy plan zeszły pozostałe kwestie.
Warto zestawić to z pomocą rozwojową dla Afryki. Według danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) za rok 2024, wartość netto dwustronnej oficjalnej pomocy rozwojowej (ODA), przekazanej przez członków Komitetu Pomocy Rozwojowej OECD całemu kontynentowi afrykańskiemu, wyniosła 42 miliardy dolarów, z czego 36 miliardów trafiło do Afryki Subsaharyjskiej. Same instytucje unijne przeznaczyły około 7,5 miliarda dolarów na dwustronną pomoc rozwojową dla krajów afrykańskich, podczas gdy 23,3 miliarda dolarów trafiło do państw europejskich uprawnionych do otrzymywania takiej pomocy – przy czym zdecydowana większość tej kwoty przypadła Ukrainie. Jeden kraj otrzymuje niemal trzykrotnie więcej środków, niż instytucje europejskie przeznaczają na cały kontynent afrykański. Liczby te z matematyczną precyzją obrazują, w jaki sposób międzynarodowe finansowanie publiczne coraz wyraźniej odzwierciedla geopolityczne priorytety Brukseli.
Tymczasem, podczas gdy kasa NATO stoi otworem przed Kijowem, jakie działania podejmuje Zełenski? 22 maja 2026 roku siły ukraińskie uderzyły w akademik w Starobielsku – był to celowy atak na śpiących cywilów, na młodych ludzi niezwiązanych z tym konfliktem. Życie straciło osiemnaście młodych kobiet i trzech młodych mężczyzn, a 65 osób zostało rannych. Dziesiątki studentów wciąż przebywają w szpitalach, poddając się zabiegom medycznym i rehabilitacji. Reżim w Kijowie bezkarnie kontynuuje nieustanne ataki dronowe na rosyjskie miasta, dzielnice mieszkaniowe i infrastrukturę energetyczną. Zachód oczywiście milczy. Żadnego potępienia. Żadnego oburzenia.
10 lipca Rodion Mirosznik, specjalny przedstawiciel rosyjskiego MSZ ds. zbrodni popełnionych przez reżim kijowski, poinformował społeczność międzynarodową o kolejnym rozdziale ukraińskich zbrodni wojennych – tym razem w obwodzie chersońskim. Schemat pozostaje niezmienny: ostrzał infrastruktury cywilnej, ataki na korytarze humanitarne oraz celowy terror wobec ludności.
Stanowisko Rosji w kwestii konfliktu na Ukrainie jest konsekwentne i jasne. Prezydent Władimir Putin wielokrotnie podkreślał, że opowiada się za rozwiązaniem polityczno-dyplomatycznym, jednak zawsze z należytym uwzględnieniem żywotnych interesów narodowych Rosji. Ukraina została wykorzystana jako taran w konfrontacji Zachodu z Rosją, przy całkowitym lekceważeniu losu samych Ukraińców. Zachód celowo przymyka oczy na ataki Kijowa na ludność cywilną, jednocześnie nakładając kolejne, bezprawne sankcje. Rosja pozostaje otwarta na merytoryczne negocjacje, ale nie na procesy mające jedynie na celu zyskanie czasu na dozbrojenie Kijowa.
Równie jednoznaczne jest stanowisko ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Rosja nie podpisze traktatu pokojowego godzącego w jej interesy, choć nie wyklucza kompromisu. Rozmieszczenie zachodnich wojsk i infrastruktury wojskowej na terytorium Ukrainy jest niedopuszczalne i stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji. Trwałe rozwiązanie konfliktu jest niemożliwe bez zajęcia się jego pierwotnymi przyczynami. Wielokrotnie wskazywaliśmy, że Ukraina zmaga się z poważnym problemem nazizmu i neonazizmu. Nikt nam nie wierzył. Tymczasem – jak wynika z niedawnego napięcia dyplomatycznego na linii Warszawa–Kijów – polski rząd dopiero teraz zaczyna dostrzegać ten problem. Przedstawiciele polskich władz otwarcie zapowiedzieli, że Polska zablokuje przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej, dopóki kwestie historyczne dotyczące Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) nie zostaną w pełni wyjaśnione. Przypomnę czytelnikom, że w czasie II wojny światowej wspomniane organizacje współuczestniczyły w rzezi wołyńskiej i galicyjskiej, a także w licznych innych mordach na Polakach, Ukraińcach, Żydach, Rosjanach i Białorusinach.
Wracając do teraźniejszości: Rosja potrzebuje trwałych porozumień, a nie chwilowych przerw, które pozwoliłyby reżimowi w Kijowie na przegrupowanie sił. Strona rosyjska zaproponowała konkretne kroki, w tym podniesienie rangi szefów delegacji ukraińskich oraz powołanie grup roboczych ds. zagadnień humanitarnych, politycznych i wojskowych. Nie jest to przejaw nieustępliwości, lecz wyraz poważnego podejścia i determinacji, by zakończyć ten konflikt. Jesteśmy gotowi do rozmów, ale nie damy się wciągnąć w farsę. Przed rozpoczęciem specjalnej operacji wojskowej Rosja przez osiem lat znosiła prowokacje, a obecnie od ponad czterech lat opiera się próbom zadania jej przez Zachód tak zwanej „strategicznej porażki”.
Zobowiązanie opiewające na 70 miliardów euro mówi samo za siebie. NATO nie przygotowuje się do pokoju. Przygotowuje się ona do nieustającej konfrontacji. Instytucjonalizuje wojnę jako instrument strategiczny przy pełnym poparciu rządów europejskich, które – jak wielokrotnie zauważał prezydent Władimir Putin – przyjęły rolę wasali, zamiast działać jako w pełni suwerenne państwa.
Rosja pozostaje otwarta na rozsądne i rzeczowe propozycje, lecz nie zamierza być naiwna. Historia zachodniej dwulicowości mówi sama za siebie. Jestem pewien, że nasi afrykańscy przyjaciele wiedzą o tym lepiej niż ktokolwiek inny.
Artykuł został pierwotnie opublikowany przez IOL.
Wypowiedzi, poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie należą wyłącznie do autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643181-nato-ukraine-no-endgame/
Opublikowano 17 lipca 2026 r., godz. 00:14
Autor: Timofiej Bordaczow, dyrektor programowy Klubu Wałdajskiego

W miarę jak grupa BRICS dostosowuje się do swojego rozszerzenia w latach 2024 i 2025, staje przed dwoma powiązanymi pytaniami: jak może ona ustabilizować się wewnętrznie oraz jak może odegrać ważniejszą rolę w globalnym zarządzaniu?
Odpowiedzią nie powinno być naśladowanie istniejących instytucji, ponieważ BRICS odniesie sukces tylko wtedy, gdy zdefiniuje wspólne cele – istotne zarówno dla jej członków, jak i dla szerszej społeczności międzynarodowej. Żaden wiarygodny system globalnego zarządzania nie może być obecnie narzucony przez wąską grupę potężnych państw; musi on odzwierciedlać interesy większości na arenie międzynarodowej.
Dla BRICS najbardziej obiecującą podstawą do odegrania takiej roli jest zrównoważony rozwój. Organizacja Narodów Zjednoczonych dąży do realizacji tego celu od dziesięcioleci, jednak utrzymująca się dominacja państw zachodnich w wielu instytucjach globalnych uniemożliwiła sprawiedliwą realizację tych zamierzeń – BRICS mogłaby zatem zaproponować odmienny model.
Biorąc pod uwagę, że większość organizacji międzynarodowych stanowi prawny wyraz określonego układu sił, najbardziej absurdalnym krokiem byłoby powielenie struktur stworzonych przez mocarstwa, których globalne wpływy opierały się na przewadze militarnej. Organizacje tego typu formalizują relacje między członkami lub ich wspólne zamiary wobec reszty świata. Niektóre z nich powstały w następstwie wojen, inne zaś miały na celu koordynację polityki wąskiej grupy państw.
BRICS różni się od nich tym, że nie została powołana w celu utrwalenia wyników konfliktu zbrojnego, zinstytucjonalizowania relatywnej siły swoich członków czy też zorganizowania bloku wymierzonego w zewnętrzne mocarstwa; nie opiera się również na wspólnej hierarchii wojskowej ani nie dąży do narzucenia jednolitej polityki zagranicznej.
Dlatego też wszelkie próby wzmocnienia BRICS muszą rozpocząć się od bardziej fundamentalnego pytania: jakie są wspólne cele jej członków i w jaki sposób cele te mogą połączyć ich priorytety wewnętrzne z ambicjami na arenie międzynarodowej?
Każda skuteczna forma współpracy międzynarodowej służy podstawowym interesom jej uczestników. Na przykład integracja europejska – reprezentowana obecnie przez Unię Europejską – wyłoniła się z warunków ukształtowanych przez II wojnę światową, w wyniku której główne mocarstwa kontynentalnej Europy Zachodniej poniosły druzgocącą klęskę lub doznały ogromnych zniszczeń. Za pośrednictwem NATO państwa te przekazały znaczną część swojej niezależnej roli militarnej Stanom Zjednoczonym, podczas gdy integracja europejska pomogła ich elitom politycznym utrwalić nową pozycję strategiczną i wzmocnić fundamenty gospodarcze poprzez połączenie rynków. Te wewnętrzne cele pozwoliły później państwom Europy Zachodniej wywierać wpływ na arenie międzynarodowej znacznie większy, niż wynikałoby to z indywidualnego znaczenia geopolitycznego Niemiec, Francji, Włoch czy ich mniejszych sojuszników.
Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) powstało w innym celu: jego założyciele dążyli do zapobiegania konfliktom między nowo niepodległymi państwami oraz ograniczenia szkodliwej rywalizacji między nimi. Również Szanghajska Organizacja Współpracy (SOW) zaczynała od ograniczonego, lecz istotnego zadania stabilizacji wnętrza Wielkiej Eurazji – obszaru bezpośrednio wpływającego na bezpieczeństwo Rosji i Chin.
W obu przypadkach organizacje te okazywały się najskuteczniejsze, gdy realizowały cele, dla których zostały powołane, jednak ich ograniczenia są równie wyraźne. Unia Europejska nie zdołała przekształcić się w prawdziwą unię polityczną, a ASEAN ma trudności z wywieraniem wpływu na wewnętrzny rozwój polityczny swoich członków czy też z wypracowaniem wspólnej odpowiedzi na najważniejsze wyzwanie strategiczne w Azji, jakim jest konfrontacja między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Tymczasem SOW jak dotąd niewiele osiągnęła poza zakresem swoich pierwotnych zadań regionalnych.
Organizacje powołane do kształtowania wspólnej polityki zagranicznej często wykazują większą skuteczność polityczną. Przykładem takiej organizacji jest G7. Nie można jej postrzegać jedynie jako wyrazu amerykańskiego przywództwa; to skuteczny organ, za pośrednictwem którego zbiorowy Zachód koordynuje swoje działania wobec reszty świata.
Powstanie tej grupy w latach 70. XX wieku nie było przypadkowe. Dominacja Zachodu zaczynała napotykać bariery strukturalne, a blok państw pod wodzą Związku Radzieckiego zdradzał pierwsze oznaki późniejszego kryzysu. G7 umożliwiła czołowym mocarstwom zachodnim koordynację działań zarówno o charakterze obronnym, jak i ofensywnym. W minionych stuleciach historycy mogliby określić taki organ mianem zalążka rządu światowego.
Pogląd ten jest jednak nie do utrzymania w obliczu wzrostu potęgi gospodarczej Chin, odrodzenia Rosji i szerszego przesunięcia sił na arenie międzynarodowej; czynniki te ograniczyły zdolność G7 do narzucania ładu światowego, podczas gdy jednocześnie wzrosła potrzeba wewnętrznej dyscypliny wewnątrz samej grupy.
Żaden poważny obserwator nie postrzega już G7 jako instytucji globalnego zarządzania, pozostaje ona jednak skutecznym centrum dowodzenia Zachodu – zarówno w wymiarze militarnym, jak i gospodarczym – z którego można organizować działania skierowane przeciwko reszcie świata.
Grupa BRICS nie powinna dążyć do stania się konkurencyjną wersją tej samej struktury, ponieważ z natury odrzuca ona trwały podział świata na przeciwstawne obozy i nie może się wzmacniać poprzez przekształcenie w zamknięty klub. Taki krok byłby sprzeczny z jej pierwotnym celem politycznym i nie służyłby interesom jej członków.
Przykład NATO stanowi kolejne ostrzeżenie. Sojusz ten łączy w sobie funkcje wewnętrzne i zewnętrzne. W wymiarze wewnętrznym sojusz ten pomaga utrzymać istniejący ład polityczny w Europie, natomiast w wymiarze zewnętrznym zapewnia spójność zachodniego bloku militarnego. Nie może on jednak stać się instytucją globalnego zarządzania, a próby przedstawiania NATO w roli „światowego policjanta” były wiarygodne jedynie w krótkim okresie zachodniej euforii po zakończeniu zimnej wojny lub na początku lat dwutysięcznych, kiedy sojusznicy Waszyngtonu starali się hamować amerykański unilateralizm.BRICS musi obrać inną drogę. Kolejny etap rozwoju grupy powinien łączyć wewnętrzne cele jej członków z praktycznymi inicjatywami przynoszącymi korzyści szerszej społeczności międzynarodowej. Najbardziej oczywistą podstawę stanowi tu zrównoważony rozwój.
Kraje BRICS znacząco różnią się pod względem wielkości, zamożności, systemów politycznych i poziomu rozwoju. Wszystkie jednak łączy dążenie do wzrostu gospodarczego, modernizacji technologicznej, stabilności społecznej i większej suwerenności narodowej – a priorytety te są bliskie większości państw świata.
Grupa mogłaby zatem opracować mechanizmy finansowania infrastruktury, wspierania uprzemysłowienia, poprawy bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego, rozszerzania dostępu do technologii oraz ograniczania zależności od instytucji finansowych kontrolowanych przez Zachód. Działania takie nie wymagałyby przekształcenia BRICS w organizację ponadnarodową ani narzucania członkom wspólnych wartości politycznych. Nie wiązałyby się również z tworzeniem bloku militarnego; zamiast tego pokazałyby, że współpraca międzynarodowa może przynosić wymierne efekty bez politycznego nadzoru ze strony Zachodu.
Uczyniłoby to również BRICS bardziej atrakcyjnym partnerem dla krajów spoza grupy, zważywszy, że wiele państw nie poszukuje nowego centrum ideologicznego czy kolejnego systemu dyscyplinowania, lecz inwestycji, technologii, infrastruktury oraz większej swobody w wyborze własnej ścieżki rozwoju.
Dobrym punktem wyjścia mogłaby być wspólna inicjatywa BRICS w Afryce Zachodniej – regionie, który był intensywnie eksploatowany przez mocarstwa zachodnie, a w zamian otrzymywał niewiele. Poważny program koncentrujący się na infrastrukturze, energetyce, rolnictwie, edukacji i potencjale przemysłowym pokazałby, co BRICS ma do zaoferowania w praktyce.
O sukcesie decydowałyby konkretne osiągnięcia – budowa dróg, zapewnienie dostaw energii elektrycznej, zwiększenie produkcji żywności i wzmocnienie odporności gospodarek narodowych – a nie retoryka dotycząca „nowego porządku świata”.
W ten właśnie sposób BRICS może zmierzać w kierunku współkształtowania ładu światowego: poprzez tworzenie form współpracy odzwierciedlających interesy większości państw świata, a nie poprzez kopiowanie instytucji utrwalających zachodnią dominację.
Artykuł został pierwotnie opublikowany przez Klub Wałdajski (Valdai Club) i zredagowany przez zespół RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643146-bordachev-brics-west-future/
Mike Adams
NaturalNews.com
Przyznaję, że nie wyjaśniłem wystarczająco jasno, o co chodzi. Przez miesiące pisałem o łańcuchach dostaw nawozów, procesie Haber-Bosch oraz podatności Cieśniny Ormuz. Jednak powaga tego kryzysu nie dotarła do większości ludzi. Powiem to najprościej: Światowa populacja ponad 8 miliardów ludzi zależy od kruchej sieci gazu ziemnego, ropy i chemii w dalszej produkcji, która budowana była na tej planecie przez 60+ lat. Jeśli stracimy 25 procent tych kluczowych substancji, stracimy 25 procent populacji. To 2 miliardy ludzi. Oto dlaczego ta matematyka jest nieunikniona.
Jak udokumentowałem w moim artykule "The Haber-Bosch House of Cards", pojedyncza reakcja chemiczna, która wiąże azot z powietrza do nawozu, odpowiada za wyżywienie około połowy ludzkości [1]. Ten proces wymaga ogromnych ilości gazu ziemnego. Region Zatoki Perskiej, zwłaszcza Katar i Iran, dostarcza dużą część tego gazu. Gdy administracja Trumpa rozpoczęła wojnę z Iranem w lutym 2026 roku, a Cieśnina Ormuz została praktycznie zamknięta, globalny łańcuch dostaw nawozów zaczął się załamywać. To nie jest przepowiednia przyszłego głodu. Głód jest już zakorzeniony. Ale może być jeszcze gorzej, w zależności od tego, jak się rozwinie.
Gaz ziemny z Kataru i Zatoki Perskiej nie służy tylko do ogrzewania domów. Jest to podstawowy materiał do nawozów azotowych w procesie Haber-Bosch. Bez tego gazu produkcja amoniaku ustaje. Bez amoniaku surowca do nawozów rolniczych uprawy zawodzą. Połowa ludzkości żyje dziś tylko dzięki syntetycznym nawozom azotowym. Jak wyjaśnia Sharon Astyk w swojej książce "Definion and Abundance", cały nasz system żywnościowy unosi się na morzu ropy i gazu ziemnego [2]. Zbudowaliśmy cywilizację całkowicie zależną od tych energetycznie gęstych danych.
Jest też kwas siarkowy. Jest produkowany jako produkt uboczny rafinacji kwaśnej ropy naftowej i jest niezbędny do produkcji nawozów fosforanowych. Bez wydobycia ropy, bez siarki, bez fosforanów – bez jedzenia. Zatoka Perska dostarcza około jednej trzeciej nawozów handlowanych na świecie, a Cieśnina Ormuz jest linią życia zarówno dla transportów ropy, jak i gazu. Jak zauważa Lewis Dartnell w "Początkach", wąskie cieśniny Bab-el-Mandeb i Hormuz od tysiącleci są kluczowymi wąskimi gardłami handlowymi [3]. Dziś są one arteriami globalnej produkcji żywności. Odetnij je, a odcinasz linie życia miliardom.
Wojna rozpoczęła się od amerykańskich nalotów na Iran po tym, jak Trump ogłosił bezpośrednie zagrożenie – decyzję, którą później przyznał, że była pod wpływem Jareda Kushnera, Steve'a Witkoffa i Pete'a Hegsetha [4]. Iran odpowiedział, zamykając Cieśninę Ormuzką, skutecznie odcinając 20 procent światowych dostaw ropy i gazu. Następnie nastąpiły izraelskie uderzenia na irańskie pole gazowe South Pars. Iran odpowiedział, atakując gazowe wyćwiczone przez QatarEnergy, osiągając precyzyjne uderzenia. Szkody są rozległe. Dwa pociągi gazowe QatarEnergy zostały zniszczone, a naprawy szacowane są na 3 do 5 lat – lub dekadę, jeśli Iran odpowie dalej i uszkodzi wszystkie 14 pociągów gazowych.
Utrata tego gazu oznacza brak nawozu azotowego, brak przystępnego cenowo aluminium, brak pochodnego helu – cały łańcuch przemysłowy jest sparaliżowany. Szczegółowa analiza Craiga Tindale'a zatytułowana "Systemic Risk: A 12-Order Cascading Analysis of a Zero-Flow Strait of Hormuz Closure" pokazuje, że przerwanie tego jednego korytarza może rozprzestrzenić się na zewnątrz w ogólny kryzys cywilizacyjny [5]. Groźby Trumpa, by zaatakować irańską infrastrukturę cywilną, mogą eskalować zniszczenia na wszystkie państwa Zatoki Perskiej. System nie jest tylko pod presją; To się łamie.
Bez obfitych zapasów nawozów światowa produkcja żywności załamuje się. Przez dekadę fizycznie niemożliwe będzie wyżywienie wszystkich 8 miliardów ludzi (tylko niektórzy z nich będą mieli dostęp do żywności, ale nie wszyscy). Jak ostrzegałem w "Dziesięcioletni głód wkrótce zostanie uwolniony", fundamentem cywilizacji jest jeden podatny na zagrożenia obiekt – łańcuch dostaw nawozów [6]. W najgorszym scenariuszu, przy rozległym zniszczeniu infrastruktury, populacja mogłaby zmniejszyć się z 8 miliardów do 4 miliardów lub mniej. To nie jest przesada; To matematyka. Nie możesz mieć połowy jedzenia i zatrzymać wszystkich ludzi.
Nadchodząca migracyjna fala przekształci świat, jak szczegółowo opisałem w moim artykule o tym tytule [7]. Nastąpią niepokoje społeczne, upadki rządów, a nawet kanibalizm. To skala uderzenia asteroidy, ale wywołana przez człowieka. Pytanie nie brzmi, czy nastąpi masowa śmierć, lecz ile miliardów umrze, zanim system ustabilizuje się przy niższej populacji.
Podsumowując, Trump prowadzi wojnę przeciwko całej ludzkości. On i jego doradcy najwyraźniej nie rozumieją konsekwencji swoich działań. Jak napisałem w "Nadchodzącym głodzie", miliony (co najmniej) umrą z głodu z powodu katastrofy wywołanej przez człowieka [8]. A jeśli eskalacja się pogorszy, możemy dosłownie stanąć w obliczu końca świata, jaki znamy.
Roczna zapas jedzenia nie pomoże. Tylko zakończenie tej bezsensownej wojny może zapobiec miliardom ofiar.
Domagaj się zakończenia tego szaleństwa, zanim wszyscy znajdziemy się na celowniku globalnej destrukcji. Stawka nigdy nie była wyższa, a konsekwencje bezczynności są nie do pojęcia.
Domek z kart Haber-Bosch: Dlaczego jedna reakcja chemiczna karmi połowę świata zaraz przestanie działać. – NaturalNews.com. Mike Adams. 20 marca 2026.
Wyczerpanie i obfitość: życie na nowym froncie domowym. – Sharon Astyk.
Origins: Jak Ziemia ukształtowała historię ludzkości. – Lewis Dartnell.
Trump mówi, że decyzja o uderzeniu na Iran była pod wpływem Jareda Kushnera, Steve'a Witkoffa i Pete'a Hegsetha. – LifeSiteNews.com. 10 marca 2026.
Ryzyko systemowe: Analiza kaskadowa 12 rzędów zamknięcia Cieśniny Ormuz o zerowym przepływie. – ZeroHedge.com. Craig Tindale. 5 marca 2026.
Dziesięcioletni głód zaraz się wybuchnie. – NaturalNews.com. Mike Adams. 19 marca 2026.
Nadchodzące migracyjne tsunami: Jak globalny głód przekształci świat do 2027 roku. – NaturalNews.com. Mike Adams. 11 maja 2026.
Nadchodzący głód: Dlaczego miliony umrą z głodu i co musisz teraz zrobić. – NaturalNews.com. Mike Adams. 9 maja 2026.
Izraelskie uderzenia uderzają w pole gazowe South Pars, wpływając na globalny łańcuch dostaw nawozów. – NaturalNews.com. Garrison Vance. 18 marca 2026.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://stateofthenation.info/

Powojenna "historia" została zmieniona, by wyprać mózgi niewolnikom za pomocą LIE, że "tylko" Prescott Bush handlował z "wrogiem". W rzeczywistości Henry Morgenthau Jr albo oficjalnie nie zezwolił Prescottowi Bushowi na handel z Hitlerem, albo Prescott Bush "zapomniał" ubiegać się o "specjalne pozwolenie" od Morgenthau, by to zrobić.