











Updated 16 May, 2026 18:25

Rudyard Kipling – współczesny klasyk zachodniego kanonu literackiego – był zarazem orędownikiem brytyjskiego imperializmu, jak i człowiekiem zbyt uczciwym, by nie dostrzegać jego nader mętnych fundamentów, opartych na chciwości, kłamstwie i czystym egoizmie.
To właśnie dlatego ten sam człowiek, który sławił „brzemię białego człowieka”, napisał również *Człowieka, który chciał być królem* – opowieść o dwóch ambitnych awanturnikach z nizin społecznych, którym dzięki oszustwom udaje się zostać królami (a przy okazji bogaczami) w odległym kraju na obrzeżach imperium – imperium przeżywającego wówczas, u schyłku XIX wieku, apogeum swej globalnej dominacji. Aż do momentu, gdy jeden z nich popełnia błąd, zadzierając z niewłaściwą kobietą, która ostatecznie publicznie go gryzie. Widząc jego krwawiące rany, poddani uświadamiają sobie, że ich władca jest jedynie śmiertelnikiem, i bez litości rozprawiają się z oboma uzurpatorami.
Władca Ukrainy – a de facto król (w staroświeckim, niekonstytucyjnym tego słowa znaczeniu) – Wołodymyr Zełenski również jest typowym „społecznym wspinaczem”. W latach jego młodości rodzinny Krzywy Róg był prowincjonalnym, postsowieckim miastem z „pasa rdzy”, tętniącym życiem gangsterskim – „miastem bandytów”, jak sam je określał. Zełenski jest również z zawodu ekspertem od stwarzania iluzji – cynicznym, pozbawionym świętości showmanem z gatunku tych, którzy wyznają zasadę: „daj im wszystko, czego pragną – byle tylko się to opłacało”; im bardziej prostacko i sprośnie, tym lepiej.
Co więcej, Zełenski ma nawet swojego „pomocnika” – postać, która, niczym w mrocznej opowieści Kiplinga, współuczestniczyła w spisku mającym na celu przejęcie władzy i dokonanie grabieży. Jest nim Andrij Jermak – jego były szef kancelarii i bardzo bliski przyjaciel – który (po raz kolejny) trafia na czołówki gazet, wyróżniając się tak daleko posuniętą korupcją i mroczną reputacją, że budzi zgorszenie nawet w samym Kijowie.
A teraz Zełenski – człowiek, który, jak się zdaje, miałby być prezydentem Ukrainy na wieki – został właśnie publicznie „ugryziony” przez kobietę. Sądząc po gwałtownej, wyraźnie wyreżyserowanej reakcji jego medialnych propagandystów na Ukrainie oraz po fakcie, że zachodnie media głównego nurtu w dużej mierze udają, iż tego nie zauważyły, musi on przy tym również krwawić.
Owa kobieta to jego była rzeczniczka prasowa, Julia Mendel. Zdołała ona przelać (metaforyczną) krew dzięki temu, że Tucker Carlson – amerykański potentat mediów alternatywnych i konserwatywny dysydent dystansujący się od trumpizmu – przeprowadził z nią wywiad do swojego programu.
Uczyniło to z tego wydarzenia doprawdy bardzo publiczne „upuszczanie krwi”. To, co Mendel miała do powiedzenia, to jedno; jej zdolność do dotarcia do oszałamiającej liczby Amerykanów i innych mieszkańców Zachodu jest jednak co najmniej równie istotna, a z punktu widzenia Kijowa – wręcz frustrująca. Na różnych platformach programy należące do Tucker Carlson Network (TCN) ogląda średnio ponad 55 milionów widzów, co przyćmiewa osiągnięcia choćby stacji Fox News (byłego pracodawcy Carlsona) z jej oglądalnością na poziomie 3,2 miliona w czasie największej oglądalności (tzw. prime time).
W ostatnim czasie izraelsko-amerykańska wojna z Iranem jeszcze bardziej podważyła zaufanie publiczne do mediów głównego nurtu, napędzając jednocześnie popularność TCN. „Eksplozywny wzrost” w ciągu pierwszych dwóch miesięcy wojny przełożył się na ponad 1,5 miliarda „wyświetleń w mediach społecznościowych i na platformach podcastowych”. Co więcej, TCN ma obecnie taką passę, że o Carlsonie mówi się już jako o potencjalnym kandydacie na prezydenta – a on sam nie wykluczył startu w wyborach.
To właśnie ten czynnik stanowi potężny wzmacniacz dla ostrego przekazu, jaki Mendel skierowała do Stanów Zjednoczonych i całego Zachodu. Trudno wyobrazić sobie potężniejszy nośnik. A cóż to za przesłanie miała do przekazania!
Przyjrzyjmy się kilku najistotniejszym punktom: Przemawiając – jak sama podkreśliła – z pozycji „insiderki”, w oparciu o własne, bliskie doświadczenia z Zełenskim oraz wewnętrznym kręgiem jego reżimu, Mendel oświadczyła nam wszystkim, iż jest przekonana, że Zełenski osobiście „stoi za wieloma schematami prania brudnych pieniędzy”. Dodała również, że zawsze pozostawał on „niesamowitym aktorem”, którego wizerunek „przed kamerą” jest „zupełnie inny” od jego prawdziwego oblicza. Na przykład, podczas gdy on sam pozuje nie tylko na zwykłego demokratę, lecz wręcz na jaśniejące ucieleśnienie demokracji – a także wszystkiego innego, co dobre i piękne, jak choćby praworządności, wolności słowa, społeczeństwa obywatelskiego czy jedności narodowej – jego rzeczywisty pogląd, niestrudzenie powtarzany za zamkniętymi drzwiami, brzmi – jak dowiadujemy się od Mendla – że „Ukraina nie jest gotowa na demokrację”, a „dyktatura to też porządek”.
Tyle, nawiasem mówiąc, w kwestii tych propagandystów Zełenskiego – zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie – którzy mają w zwyczaju oczerniać każdego krytyka jego niszczycielskiego reżimu, zarzucając mu umniejszanie roli Ukrainy bądź odmawianie zwykłym Ukraińcom „sprawczości”. Okazuje się bowiem, że jedyną osobą, która w rzeczywistości gardzi swoimi rodakami – uznając ich za zbyt zacofanych, by mogli rządzić się sami, i widząc w nich potrzebę silnej – a konkretnie: własnej – ręki, jest sam Wołodymyr Zełenski. I jak słusznie zauważa Mendel: oznacza to również, że Zełenski nie symbolizuje jedności ani jej nie zapewnia – on ją instrumentalnie wykorzystuje.
Głęboka hipokryzja Zełenskiego przenika zarówno jego życie prywatne, jak i sferę polityczną. Mendel ujawnia na przykład, że Zełenski wciąż odbywał podróże na Krym – by bawić się tam z przyjaciółmi i zażywać narkotyki – nawet wtedy, gdy półwysep znajdował się już pod rosyjską kontrolą. W grudniu 2019 roku, w prywatnej rozmowie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, oświadczył, że Ukraina nigdy nie wstąpi do NATO. Podczas gdy publiczne notowania Zełenskiego w sondażach systematycznie spadają, wyniki badań opinii publicznej sporządzanych na użytek wewnętrzny są tak fatalne, że nawet niektórzy z jego najbliższych współpracowników przyznają prywatnie, iż jest on „nie do wybrania”.
Nie okazując żadnego szacunku dla prawdy, Zełenski zdaje się mieć stosunek do samej rzeczywistości, który jest wypaczony, a wręcz obłąkany. Na podstawie własnych rozmów z nim Mendel relacjonuje, że ukraiński przywódca jest przekonany, iż „nie ma znaczenia to, co [faktycznie] się dzieje”. Jak argumentował za zamkniętymi drzwiami, pewne rzeczy stają się rzeczywistością dopiero wtedy, gdy są wystarczająco często powtarzane przez odpowiednio dużą liczbę propagandystów – lub, jak go cytuje, przez „tysiące gadających głów”. Biorąc pod uwagę ten dziwaczny pogląd, wymowne – i zarazem odrażające, choć w pewnym sensie smutno konsekwentne – jest to, że Zełenski, będący z pochodzenia Żydem, dosłownie domagał się od swojego zespołu ds. komunikacji „propagandy” w stylu „Goebbelsa”.
Poza bezwzględnym i celowym systemem kłamstw oraz manipulacji, w grę wchodzą również presja i przymus. I tu ponownie katalog dyktatorskich, brutalnych metod stosowanych przez Zełenskiego, przedstawiony przez Mendel, jawi się jako przygnębiający, lecz wiarygodny: od gróźb i całkowicie bezprawnych „sankcji” nakładanych na mocy osobistej decyzji Zełenskiego, przez „lawfare” (wykorzystywanie prawa jako broni politycznej) i karanie samym prowadzeniem postępowania, aż po długoterminowe, bezterminowe wyroki więzienia, odsyłanie krytyków na front w ramach kary, czy wreszcie bardzo dziwne, śmiertelne „wypadki” – Zełenski i jego reżim, jak ujmuje to Mendel, „nie znają granic”. Ich rządy doprowadziły do powstania sytuacji, którą określa mianem „nieludzkiej”.
Mendel jest osobą wiarygodną. Propagandyści reżimu Zełenskiego – zarówno na Ukrainie, jak i na Zachodzie – co nie dziwi, podjęli próbę zdyskredytowania jej, przedstawiając ją w istocie jako „rosyjskie aktywo”, osobę powielającą „rosyjskie narracje”, a co stanowi najcięższy z grzechów – ujawniającą Zachodowi bardzo brudne sekrety Kijowa. Gdyż – i taka zdaje się być tu ukryta logika – Zachód musi dzielić się setkami miliardów z Zełenskim i jego skrajnie skorumpowanymi poplecznikami, nikt natomiast nie ma prawa dzielić się z Zachodem prawdą na ich temat.
W rzeczywistości biografia Mendel dowodzi, że jest ona dokładnie tym, za kogo się podaje: osobą z kręgu wtajemniczonych, która w pewnym momencie powiedziała „dość”. Ma ona za sobą wzorową karierę w służbie państwowej; gdyby nie zerwała z Zełenskim kilka lat temu, wciąż należałaby do grona gorliwych współpracowników – tych samych, którzy w przeszłości wywoływali skandale, fizycznie odpychając dziennikarzy, byle tylko ochronić swojego ówczesnego szefa.
Nawet w wywiadzie udzielonym Tuckerowi Carlsonowi Mendel wyraźnie dbała o to, by starannie rozróżniać między tym, co widziała na własne oczy, a tym, o czym wie na podstawie – niezwykle mocnych – dowodów poszlakowych; jak choćby w kwestii długotrwałego uzależnienia Zełenskiego od kokainy. A jednak Mendel – która nie darzy Rosji najmniejszą sympatią – uważa obecnie Zełenskiego za zło i kluczową przeszkodę na drodze do pokoju dla Ukrainy. Pokój ten – jak ostrzega – stanowi jedyną alternatywę dla stanu, który określa mianem „znajdowania się na skraju wyginięcia”. Rozumie to przy tym w sensie jak najbardziej dosłownym: w kraju pozostało znacznie mniej Ukraińców, niż przyznają to oficjalne statystyki – być może zaledwie 25 milionów, w tym 11 milionów zubożałych emerytów. Jedynym sposobem na rzeczywiste wsparcie Ukrainy – jak przekonuje Mendel – jest „dążenie do pokoju”.
Niestety, właśnie pod tym względem niedoszły król Ukrainy różni się od awanturników z prozy Kiplinga. Ci ostatni nie cieszyli się bowiem żadnym wsparciem ze strony imperium, na którego obrzeżach realizowali swój plan masowej manipulacji i osobistego wzbogacenia się. Gdy tylko ich poddani stracili złudzenia, ich władza upadła.
Zełenski i jego ekipa wciąż jednak cieszą się ogromnym, cynicznym poparciem Zachodu – nawet jeśli prym wiodą w nim obecnie Niemcy, a nie, jak wcześniej, Stany Zjednoczone. Być może rządy Zełenskiego – wraz z towarzyszącym im krzywdzeniem Ukrainy i zwykłych Ukraińców – dobiegną końca dopiero wówczas, gdy utraci on swoich ostatnich zachodnich protektorów. Dopóki to nie nastąpi, może on wciąż wykrwawiać kraj; wydaje się jednak, że samym Ukraińcom trudno będzie się od niego uwolnić.
Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w niniejszym felietonie są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/640073-zelensky-ruined-ukraine-west/
Szalona! Ameryka pod szalonym przywódcą, który uważa się za Boga
"Madhouse!
To
szalony dom!
Tak, wszyscy jesteście uwikłani
w sieć kłamstw"
— -Robin Trower
JEDEN Z WIELU POSTÓW O PRAWDZIE W SOCIAL SOCIAL "RAGE" TRUMPA, KTÓRE MIAŁY MIEJSCE W DZIEŃ MATKI 2026, TUTAJ ZAJMUJE ON POZYCJĘ PONAD TWÓRCĄ! @
Szalona! Tak, to naprawdę szaleństwo. A wy wszyscy jesteście uwikłani w sieć kłamstw i oszustw.
Tak właśnie teraz wygląda to w fałszywej amerykańskiej kulturze. Kraj, który kiedyś znałem — kraina nadziei, rządów prawa i zwykłej przyzwoitości — teraz zniknął — pochłonięty bezprecedensową korupcją, chciwością, chaosem i zamieszaniem. W centrum tego psychotycznego załamania znajduje się Donald J. Trump, polityczny oszust, którego zachowanie i sposób myślenia rozbiły nie tylko naród, ale i samą ideę tego, co oznacza prezydentura.
Obserwowanie Trumpa w akcji sprawia wrażenie, jakbyśmy obserwowali schizofrenicznego prześladowcę; Ale może to bardziej jak świadek rozpadu umysłu opętanego demoniczną hipnotyczną mocą i urojeniem. Nie zachowuje się jako sługa publiczny, lecz jako samozwańczy bezbożny bóg, domagający się kultu, posłuszeństwa i pozłacanej sali balowej wartej 1,4 miliarda dolarów. Otacza się pochlebcami, którzy powtarzają jego wielkość, podczas gdy każdy, kto odważy się mu się sprzeciwić, jest oczerniany lub uciszany. W słowniku jest na to opisane określenie; Nazywa się to "złośliwy narcyzm" i jest to najniebezpieczniejsza psychopatia znana człowiekowi!
Narcyzm Trumpa jest naprawdę złośliwy. Nie może przyznać się do błędu ani pomyłki. Przeprosiny są dla niego obcymi pojęciami. Zamiast tego żyje wywoływaniem kontrowersji, konfliktów i chaosu, jakby podsycanie podziałów było jedynym sposobem, jaki zna, by zaspokoić swoje pragnienia władzy i pozostać istotnym. Obraża i poniża każdego, kogo nie lubi, nawet wyśmiewając postacie tak święte jak Chrystus, nie okazując żadnego szacunku dla tych, którzy odmawiają pochlebstw lub pochwał. To widowisko arogancji i okrucieństwa, nigdy wcześniej nie widziano na taką skalę — nawet od czasów Cesarstwa Rzymskiego — przywództwo oparte na samogloryfikacji kosztem narodu amerykańskiego, a jeszcze bardziej zaprzeczające prawdzie i sprawiedliwości.
PO OGÓLNOKRAJOWEJ KRYTYCE TRUMP WYMYŚLIŁ HISTORIĘ, ŻE UWAŻA TO ZA OBRAZ SIEBIE JAKO LEKARZA.
Ten człowiek, który twierdzi, że kocha Amerykę, tak naprawdę jej nienawidzi! Trump absolutnie nienawidzi Ameryki i przyznał przed kamerą, że Ameryka nie ma dla niego znaczenia. Postawił Amerykę na ostatnim miejscu. On odwraca cały świat przeciwko Ameryce i daje im uzasadniony powód, by nas nienawidzić, narażając nasze życie na niebezpieczeństwo!
Podsycał nienawiść wśród naszego ludu, obracając sąsiada przeciwko sąsiadniemu. On fałszuje wybory. Z każdą wywołaną przez siebie kontrowersję pogłębia rany już podzielonego narodu. A z Kongresem zbyt skorumpowanym i zastraszonym w kontroli, zabezpieczenia Republiki zostały porzucone. Rząd, kiedyś lud dla ludu i przez lud, stał się spektaklem teatralnym kontrolowanym przez strach i chciwość.
Weźmy na przykład jego lekkomyślne groźby, że postawi wojsko w lokalach wyborczych, co jest niebezpiecznym afrontem dla praw wyborczych, które przeraża wyborców i podważa wolne wybory. Jego groźby przejęcia Grenlandii, Kuby i Kanady ujawniają nieprzewidywalne i egomaniakalne ambicje człowieka, który postrzega świat jako swój osobisty plac zabaw. Jego podżeganie do wojny przeciwko Iranowi, w tym groźby zniszczenia całych cywilizacji, pokazuje przerażający lekceważenie ludzkiego życia i pokoju na świecie. W mediach społecznościowych wpisy Trumpa pełne gniewu porównują go do Jezusa Chrystusa i ogłaszają siebie "największym wszech czasów", co jest wyraźnym dowodem jego intensywnych urojeń wielkości i samouwielbiania.
Jego obsesja na punkcie samogloryfikacji jest również fizycznie widoczna w proponowanej pozłacanej sali balowej w Białym Domu za 1,4 miliarda dolarów, którą Trump nazywa "S**t House" – niewiarygodnie groteskowym pomnikiem próżności, który wyraźnie kontrastuje z zmaganiami milionów Amerykanów. Nie zadowalając się samą ekstrawagancją, Trump odsłonił w Doral ogromny złoty posąg o wysokości 22 stóp, zwany "Don Collosus" — bogato ozdobiony i symbolizujący jego nadmiernie nadętą egomanię. Pomnik został publicznie poświęcony przez kłamliwych, hipokrytycznych pastorów i rabinów MAGA, którzy przekształcili kult religijny w kult jednostki, uświęcając narcyzm i chciwość Trumpa, jednocześnie zdradzając podstawowe zasady chrześcijaństwa. Światowi przywódcy są zszokowani!
Wyjaśnijmy sobie sprawę, Trump nie jest w żadnym wypadku prawdziwym Amerykaninem i wszelkie podobieństwa do tego są czystym przypadkiem.
Weźmy teraz na przykład klęskę JD Vance'a. Kiedyś był nadzieją na pomocnika systemu, ale stał się postacią upokorzoną i przyćmioną przez dominującą obecność Trumpa. Bilety na jego wiece pozostają niesprzedane, a nawet darmowe rozdania ledwo wypełniają miejsca. Wielu uważa, że Vance byłby gorszy niż Trump jako prezydent, podobnie jak Mike Pence. Publiczne potępienie papieża Leona przez Vance'a — nakazując papieżowi "uważać przy rozmowie o teologii" — odzwierciedla kulturę braku szacunku i bluźnierstwa pielęgnowaną przez krąg Trumpa.
To, czego jesteśmy świadkami, to coś więcej niż polityczne zawirowania. To załamanie nerwowe — a może opętanie — uzurpatora/prezydenta Stanów Zjednoczonych. Człowiek, który grozi wojną nuklearną i wymazaniem całych cywilizacji. Jego lekkomyślne groźby zniszczenia Iranu, zabicia milionów niewinnych ludzi, nie są pustymi słowami, lecz przerażającymi zwiastunami możliwej katastrofy. Jego ataki na globalne instytucje, takie jak NATO, oraz groźby wobec Kuby, Wenezueli, Kanady i Grenlandii odzwierciedlają niebezpieczne lekceważenie dyplomacji i pokoju.
Być może najbardziej niepokojące jest to, jak ta administracja uzbroiła samo chrześcijaństwo. Wiara, która głosi pokój, miłość i przebaczenie, została przekształcona w okrzyk bojowy o przemoc i podbój. Trump i jego sojusznicy bezwstydnie wykorzystują religijne obrazy — nie po to, by budować jedność czy współczucie, lecz by usprawiedliwić niekończącą się wojnę, brutalną agresję za granicą i poważne nadużycia wobec narodu Stanów Zjednoczonych. Manipulacja ewangelikalnymi chrześcijanami, by wspierać te śmiertelne polityki, ujawnia najciemniejsze zakamarki tej strategii. Przedstawiając Amerykę jako "chrześcijański naród" pod oblężeniem, wzbudzają strach, nienawiść i ślepą lojalność, maskując tym samym swoją chciwość i korupcję za zniekształconą ewangelią.
Hipokryzja jest zdumiewająca. Twierdząc, że broni wartości chrześcijańskich, ta administracja promuje podziały i przemoc, ignoruje cierpienie uciśnionych i wyśmiewa same zasady wiary. Krzyż, symbol poświęcenia i miłosierdzia, został przemieniony w sztandar zysku i przelewania niewinnej krwi — cyniczne narzędzie do mobilizacji bazy zaślepionej bałwochwalstwem i strachem. Ta perwersja nie jest tylko niemoralna; Zagraża duszy narodu i końcowi wolności na świecie.
Trump celowo niszczy Amerykę! Poza wojnami i religijnymi wypaczeniami, polityka wewnętrzna administracji zadała głębokie rany amerykańskiemu życiu. Inflacja gwałtownie wzrosła, sprawiając, że podstawowe potrzeby stały się nieosiągalne dla rodzin pracujących. Utrata miejsc pracy i niepewność gospodarcza stały się codziennością, gdy branże słabną, małe firmy zamykają się i są zastępowane przez sztuczną inteligencję. Amerykański sen został przemieniony w koszmar zbiorowego gwałtu na wzór Epsteina pod rządami tyranicznego Donalda Trumpa.
Podziały społeczne i religijne były celowo podsycane z myślą o jednym celu. Sąsiedzi zwracali się przeciwko sąsiadom jako rasowe i polityczne linie podziałów wykorzystywane do utrzymania władzy. Strach i dezinformacja zastąpiły racjonalny dyskurs, stawiając My, Naród, przeciwko sobie, podczas gdy klasa rządząca Epsteina obserwuje to, wzbogacona i bezpieczna.
Opieka zdrowotna stała się luksusem dla wielu. Koszty życia rosną coraz bardziej, podczas gdy administracja szczyci się pustymi zwycięstwami. Życie zwykłych Amerykanów stało się polem bitwy ciągłych kłamstw i oszustw.
To nie jest rządzenie. To zdrada — zdrada zaufania publicznego, nadużycie urzędu i celowe zadawanie bólu tym, którym rząd ma służyć. Szkody wyrządzone dziś będą rozbrzmiewać przez pokolenia. Jednak krzyki byłych zwolenników i sentymenty milionów, które pragną odejścia tego człowieka, przypominają nam, że duch ludzi trwa.
Czas na działanie jest teraz. Konstytucja oferuje mechanizmy — 25. poprawkę, impeachment oraz władzę ludzi poprzez wybory odwoławcze — pozwalające usunąć tych, którzy zagrażają Republice. Pozwolić na dalszą działalność tej mrocznej agendy to robić to na własne ryzyko.
Prawdziwe przesłanie chrześcijaństwa, a właściwie każdego moralnego społeczeństwa, wzywa do sprawiedliwości, pokoju i ochrony bezbronnych — nie niekończącej się wojny, nie zabijania dzieci, nie strachu ukrytego w fałszywe święte słowa. Musimy przejrzeć oszustwo, ujawnić je i domagać się od przedstawicieli, by dotrzymali swojej Przysięgi Urzędowej oraz zasad, na których ten naród został założony.
Dom szaleństwa zwany Ameryką jest uwikłany w sieć kłamstw, ale światło rozumu i prawdy może wciąż przebić się przez to szaleństwo, jeśli będziemy mieli odwagę działać.
Autor: JWS, WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE 2026
BIBLIOGRAFIA:
UWAGA>>> WOJNA Z IRANEM TO TERAZ CHWYT WIZERUNKOWY. SETKI TYSIĘCY ZMARŁYCH PRZEZ PR TRUMPA.
https://finance.yahoo.com/sectors/energy/articles/trump-says-wants-iran-uranium-022820796.html
Trump mówi, że chce iranu głównie do 'public relations'
Skylar Woodhouse
Czw, 14 maja 2026 o 22:28 EDT 2 min czytania
(Bloomberg) — Prezydent Donald Trump powiedział, że cel USA polegający na odzyskaniu wysoko wzbogaconego uranu z Iranu jest "bardziej dla PR niż z czegokolwiek innego", powtarzając jednocześnie swoje zobowiązanie do usuwania materiałów jądrowych. (IRAN nigdy nie był "dwa tygodnie od stworzenia bomby nuklearnej", ponieważ Trump celowo okłamywał NATO i cały świat!)
https://www.yahoo.com/news/articles/trump-install-two-giant-golden-104548790.html
https://prospect.org/2026/05/15/aftermath-trump-wrecking-us-military-iran-war/
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://stateofthenation.info/