wtorek, 9 czerwca 2026

"Koniec Unii Europejskiej, jaką znamy "

 

Europa 2.0, Poza Brukselą:
Koniec Unii
Europejskiej, jaką znamy

Projekt europejski w UE osiągnął swoje granice: scentralizowana biurokracja zastępuje samą politykę, odbiera legitymację i kieruje się z powrotem ku suwerennym, konkurencyjnym państwom.

Autor: Frank-Christian Hansel
Amerykańska Wielkość

Europa osiągnęła koniec pewnej ery. Nie koniec jego historii, lecz koniec jego fałszywej formy. Przez dziesięciolecia Unia Europejska była wielkim projektem zastępczym kontynentu, który nie odważył się już myśleć politycznie. Obiecywał pokój bez władzy, porządek bez narodu, jedność bez korzeni i dobrobyt bez kosztów. To było jego kłamstwo założycielskie i od samego początku było kłamstwem.

Porządek polityczny nie wyrasta z proceduralnych rutynow, dokumentów komisji czy moralnego samoinkantowania. Wyrasta z ludzi, interesów, granic, lojalności i gotowości do obrony tego, co własne. Prawowita władza opiera się na narodzie i jego zgodzie, a nie na aparatze i jego doświadczeniu. To starsze pojęcie — że rząd czerpie swoje życie z rządzonych, a nie z kompetencji administratorów — to dokładnie to, co Bruksela przez dwa pokolenia próbowała wykluczyć.

Dlatego dzisiejsza UE nie jest szczytem europejskiej historii, lecz jej biurokratycznym wyczerpaniem. Jest zbyt scentralizowana, by była wolna, i zbyt sztuczna, by była wiążąca. Wymaga ogromnego zbioru zasad i nie posiada żadnej podtrzymującej duszy politycznej. Ma instytucje, ale nie ma historycznie wykształconej legitymacji, która łączy społeczność przez pokolenia.

I tak odpowiada na każdy kryzys tym samym refleksem: większa centralizacja, więcej redystrybucji, więcej standaryzacji, więcej dyscypliny. To, co jest sprzedawane jako rozwiązanie, jest tylko powiększanym problemem.

Europa nie udaje się z powodu braku Brukseli. Europa upada, bo jest zbyt wiele Brukseli. Zawodzi z powodu klasy politycznej, która nie postrzega już kontynentu jako przestrzeni historycznej, lecz jako obiekt administracji. Zawodzi z powodu ideologii, która traktuje każdą organicznie wyhodowaną różnicę jako wadę i dlatego traktuje ludy, tradycje i szczególności narodowe jako surowce do przetworzenia. I zawodzi z powodu funkcjonalnej elity, która nauczyła się udawać władzę jako moralność i przedstawiać własne interesy jako wartości uniwersalne.

Istnieje nazwa takiego rządzenia: państwo administracyjne — trwała, niewybieralna warstwa, która przetrwa każde wybory, nie odpowiada przed żadnym wyborcą i rozwija się, czy to czy społeczeństwo tego chce, czy nie. Bruksela to warstwa podniesiona do rangi potęgi kontynentalnej i uwolniona nawet od niedogodności związanych z narodowym elektoratem. Nie ma europejskich dem, które mogłyby głosować przeciwko menedżerom. To nie jest wada w projekcie. To jest projekt.

Prawdziwym skandalem Europy dziś nie jest nawet jej materialne złe zarządzanie, lecz intelektualna arogancja. Unia zachowuje się, jakby mogła zawiesić historię — jakby kultury można było harmonizować jak standardy techniczne, jakby lojalność polityczna mogła być ustanowiona tak, jak wydaje się regulacje opakowań. Jakby kontynent radykalnie odmiennych doświadczeń historycznych, struktur gospodarczych, trajektorii demograficznych i realiów bezpieczeństwa mógł zostać sprowadzony w jedną ustandaryzowaną formę bez szkód. A jednak szkody są już widoczne. UE nie jednoczy Europy. To ją wyczerpuje.

Aby zrozumieć dlaczego, warto wrócić do tekstu, który przewidział całą sytuację. W 2011 roku, na długo przed dzisiejszymi zakłóceniami, niemiecki naukowiec społeczny Gunnar Heinsohn opublikował esej, którego tytuł zapożyczyłem i rozszerzyłem tutaj: "Europa 2.0: Neuzuschnitt der Alten Welt" (Europa 2.0: Przekształcenie Starego Świata). Została napisana w pierwszej panice ratunkowej euro, a zestarzała się z niewygodną precyzją.

Argument Heinsohna nie był w pierwszej kolejności skargą na Brukselę. To była kłótnia o arytmetykę. Zaczął od łańcucha zobowiązań, które produktywna europejska klasa średnia — netto podatnicy, ludzie, którzy wkładają więcej niż pobierają — została cicho zmuszona do zagwarantowania. Po pierwsze, ratowanie banków z 2008 roku. Potem grecki pakiet ratunkowy i wielkie euro zabezpieczenia z 2010 roku, które chroniły obligatorów i wygodne klasy peryferii kosztem podatników, których nigdy o to nie proszono. Wtedy ukryte gwarancje rozciągnęły się na starzejące się, kurczące się państwa europejskiego Wschodu. A pod tym wszystkim stale rosnąca liczba mieszkańców domowych, które trzeba utrzymać przez całe życie. Decydujący punkt był prosty i bezlitosny: gdy wszystkie te obietnice — w górę, w dół i na zewnątrz — przyjdą na czas natychmiast, nikt nie zostanie do ratowania tych, którzy zostali zmuszeni do tego dokonania.

Mechanizm jest ogólny. Rząd, który kolektywizuje dług, anonimizuje odpowiedzialność i zaciera odpowiedzialność, zawsze skończy się na opodatkowaniu ludzi, którzy nigdy nie zgadzali się na złe decyzje innych. Heinsohn jedynie pokazał, że Unia Europejska wpisała tę zasadę w samą swoją konstytucję. Każde postanowienie, które traktuje różnice przede wszystkim jako problem finansowy, musi zdegenerować się do maszyny transferowej. A maszyna transferowa prędzej czy później jest politycznie znienawidzona — ponieważ moralnie wywłaszcza produktywnych i politycznie infantilizuje słabych, nie nagradzając ani cnoty, ani reformy, lecz jedynie zależność. Ostatecznie nie daje solidarności, lecz uraza: biurokratyczne wyczerpanie dobra wspólnego.

Ale głębszym posunięciem Heinsohna było ustawienie tej fiskalnej machiny na szczycie demograficznej — i tutaj argument staje się naprawdę radykalny. Transfery te nie są jedynie niesprawiedliwe; Są skazani na zagładę matematycznie, ponieważ populacja, która ma ich szanować, się załamuje. W dużej części Europy, a najbardziej na Wschodzie, wskaźniki urodzeń od dwóch pokoleń są znacznie poniżej poziomu zastępowania. Baza produkcyjna kurczy się, podczas gdy baza zależna rośnie i starzeje się. Nie można zagwarantować rozszerzającego się imperium gwarancji z państwem kontraktującym poręczycieli. Liczby nie wybaczają ideologii.

Z tego Heinsohn wyciągnął wniosek, którego uprzejma Europa wciąż nie chce mówić na głos: nie cały kapitał ludzki jest równy, a cywilizacja, która traci zdolność do przyciągania i rozwijania talentów, nie pozostaje długo bogata. Innowacja jest decydowana na szczycie rozkładu, przez gęstość osób o wysokich możliwościach, a nie na podnoszeniu średniej.

Sprowadzanie dużej liczby osób o niskich kwalifikacjach, jak twierdził, kosztuje miliardy i nie zastępuje ani jednego pierwszorzędnego umysłu, podczas gdy społeczeństwo, które selekcjonuje pod kątem zdolności — jak już robią to Szwajcarzy i Duńczycy — odnawia się. Odrzuć prowokację i pozostaje bardziej oczywista teza: poważny kraj prowadzi imigrację we własnym interesie, jako system selektywny, wybierając potrzebne osoby, zamiast przyjmować tych, którzy akurat przybywają. Cywilizacja, która nie chce się rozmnażać, i tak już zastawiła własną przyszłość. Cokolwiek ktoś sądzi o tych twierdzeniach, esej Heinsohna z 2011 roku dziś czyta się mniej jak powieść kostiumową, a bardziej jak prognozę.

Jaka więc jest alternatywa? Odpowiedź Heinsohna nie brzmiała "więcej Europy" i nie "powrót do państw narodowych z 1914 roku". To było przecięte — celowe podział kontynentu na przestrzenie polityczne, które faktycznie mogą funkcjonować, każda zorganizowana wokół dwóch twardych kryteriów: waluty naprawdę solidnej oraz społeczeństwa naprawdę atrakcyjnego dla potrzebnych talentów.

Jego model dla obu nie był abstrakcją. To było coś w rodzaju Szwajcarii.

Weźmy pod uwagę, co Heinsohn w niej podziwiał. Jej bank centralny nie monetyzuje długów źle zarządzanych rządów; Nie przyjmie ich papieru jako zabezpieczenia i nie kupi go — co właśnie dlatego kraj poniżej dziewięciu milionów może posiadać walutę o ratingu rezerwowym. Solidne pieniądze, wymuszone przez odmowę wyciągnięcia kaucji. Jej kantony nie subsydiują się nawzajem, by stałe zależnić od siebie; Nie ma wielkiego systemu wyrównywania, który przesuwa pieniądze od kompetentnych do powiązanych. Zamiast tego kantony konkurują — o innowacyjne firmy, o zdolnych pracowników, o inwestycje — i zwiększają swoje przychody, wygrywając tę konkurencję, zamiast lobbować o większy udział w czyimś udziale. Konkurencja podatkowa, dyscyplina fiskalna i federalizm jako sport, a nie wymusza. A władze imigracyjne działają na poziomie lokalnym: to gminy, a nie odległe centralne ministerstwo, decydują, kto gdzie się osiedla — dlatego dzieci szwajcarskich imigrantów zwykle zachowują się jak szwajcarskie dzieci, a nie jak stała klasa niższej zaparkowana tam, gdzie biurokrata znajdzie miejsce.

Lista cech jest łatwa do wyznaczenia: solidne pieniądze, zdecentralizowana władza, lokalna kontrola nad tym, kto gdzie się osiedla, konkurencja podatkowa zamiast redystrybucji oraz rząd centralny, który koordynuje tylko te nieliczne rzeczy, które naprawdę muszą być skoordynowane, a resztę pozostawia na poziomie najbliższym decyzji. Europejskim słowem na to jest subsydiarność. Cichą prowokacją Heinsohna było wskazanie, gdzie faktycznie przetrwała — nie w Unii Europejskiej, lecz w małej, upartej konfederacji, którą Unia przez dwie dekady próbowała ograniczyć, wywierać presję i wcisnąć do posłuszeństwa.

Heinsohn doprowadził zasadę do końca i zapytał, jak wyglądałaby Europa, gdyby była zorganizowana według tych kryteriów, a nie według dziedzicznych granic. Kryteria same w sobie są sednem i warto je jasno przedstawić, ponieważ opisują kierunk, a nie cel:

Realna przestrzeń, według niego, to taka, która może zabezpieczyć własną, solidną walutę bez monetyzowania czyichkolwiek długów; na tyle atrakcyjny, by przyciągnąć i zatrzymać potrzebne talenty, a nie tylko pozyskane osoby; taką rządzoną na tyle blisko swojego ludu, że zgoda jest rzeczywista i nie jest tylko zakładana; oraz wolna od nieograniczonej odpowiedzialności za niepowodzenia innych. Przestrzenie, które mogą spełnić te kryteria, same się tworzą. Przestrzeni, których nie można utrzymywać razem przez transfery i dekrety — co jest właśnie warunkiem, który Europa obecnie wyczerpuje, próbując utrzymać.

Na tej podstawie naszkicował celowo prowokującą mapę — nie prognozę ani plan, lecz sposób na konkretne ukształtowanie kryteriów. Wyobrażał sobie, że kontynent ponownie przydziela się do kilku postnarodowych przestrzeni ekonomicznych i kulturowych, posegregowanych według pokrewieństwa i zdolności do spełnienia tych wyników:

Północna federacja skupiająca kraje skandynawskie z zamożną niemiecką północą. Federacja alpejska zbudowana wokół szwajcarskiego rdzenia, obejmująca bogate regiony południowych Niemiec, Austrii i północnych Włoch, które już dzielą jego gospodarczy charakter. Odrodzona rzeczpospolita na terenie dawnej polsko-litewskiej przestrzeni na wschodzie. Śródziemnomorska unia z własną południową walutą i własnym powołaniem, sięgająca od Atlantyku Iberyjskiego aż po wschodni brzeg morza. I tam, gdzie pozostały dawne centra powojennego porządku, pozostał blok zachodni wokół Berlina, Paryża i Londynu. Pozwolił sobie nawet na herezję, że regiony produkcyjne mogą kiedyś politycznie wybrać, do której przestrzeni przynależą — że samo przynależność może podążać za funkcją, a nie dziedziczeniem.

Przedstawiłem to tak, jak przedstawił to Heinsohn: jako eksperyment myślowy mający wyjaśnić kierunek — nie jako czyjś program, a już na pewno nie jako mój. Jego wartość nie tkwi w granicach, które wyznacza, lecz w pytaniu, które wymusza. Przynależność polityczna nie jest prawem natury na zawsze ustalonym przez kartografów z 1815 roku, a przestrzenie, które nie generują ani prawdziwej suwerenności, ani prawdziwej lojalności, nie mają prawa do trwałości tylko dlatego, że akurat istnieją. Heinsohn zauważył z przekąsem, że jego przerysowana mapa to konserwatywna, ziemska opcja — znacznie bardziej ugruntowana niż libertariański sen o seasteadingu, o ucieczce na sztuczne wyspy poza zasięgiem jakiegokolwiek rządu. Gdy trzeźwą alternatywą jest przecięty kontynent, a radykalną to dryfujące miasta na wodach międzynarodowych, można mieć całkiem spory obraz tego, jak bardzo odziedziczony porządek się wyczerpał.

Użytecznym rdzeniem tego wszystkiego nie jest mapa, lecz zasada, a to właśnie zasada chcę kontynuować. Europa nie powinna być już postrzegana jako projekt jednolitości, lecz jako system zróżnicowanych przestrzeni politycznych. To nie jest regresja w drobnostkowy fragment. To spóźnione uznanie europejskiej rzeczywistości. Kontynent zawsze był najbardziej produktywny, gdy łączył różnorodność z formą — gdy jego jednostki polityczne pozostawały zarządzalne, legalne i zdolne do działania, a szersza współpraca odbywała się tylko tam, gdzie miało to prawdziwy sens. Słabła za każdym razem, gdy tworzyła instytucje, które nie dawały ani prawdziwej suwerenności, ani prawdziwego przynależności.

Nowa Europa zaczęłaby się więc od bezwzględnego rozplątania. Wszystko, co nie wymaga absolutnie regulacji kontynentalnej, pochodzi z suwerennych państw — nie z nostalgii, lecz z rozsądku. Ochrona granic, główne korytarze infrastrukturalne, wybrana współpraca w zakresie bezpieczeństwa, bezpieczeństwo surowców i energii oraz pewne kwestie handlowe: mogą one wymagać wspólnej koordynacji. Ale polityka kulturowa, polityka społeczna, pytania tożsamości, ogromne obszary prawa gospodarczego i regulacyjnego, a przede wszystkim kwestia demokratycznego samorządu, nie należą do ponadnarodowego aparatu. Gdziekolwiek polityka staje się egzystencjalna, decyzja musi wrócić ku ludziom i państwu.

To także tutaj leży najgłębszy i najdelikatniejszy punkt, który oddziela poważny porządek kontynentalny od zarządzanego bloku. Europa może myśleć jako kontynent tylko wtedy, gdy przestanie organizować się wokół stałej architektury wrogów. Rząd zbudowany głównie przeciwko Rosji w dłuższej perspektywie wcale nie jest porządkiem europejskim;

jest to strategiczne rozszerzenie interesów zewnętrznych realizowanych na europejskiej ziemi. Realny porządek kontynentalny musiałby znaleźć sposób, by włączyć Rosję, zamiast ją ekskomunikować na zawsze.

To nie jest sentymentalna rusofilia i nie zaprzecza istnieniu prawdziwych konfliktów. To uznanie podstawowego faktu geopolityki: kontynent, który na stałe wykreśla swoją największą potęgę wschodnią z mapy, staje się celem innych. Pokój nie wynika z moralnego oburzenia. Pochodzi z trwałego porządku władzy, interesów i przestrzeni — zrównoważonych interesów bezpieczeństwa, ograniczonych stref wpływów oraz zreorganizowanej współzależności gospodarczej. Ktokolwiek definiuje Rosję poza Europą, definiuje Europę jako geopolitycznie niekompletną przestrzeń, zależną dla swojego bezpieczeństwa od decyzji podejmowanych gdzie indziej. A kontynent, który nie będzie się bronił, finansował ani nawet nie zdefiniował siebie, trudno dziwić, gdy jego sojusznicy zaczną pytać, dlaczego mieliby to robić w jego imieniu.

I tutaj monetarna intuicja Heinsohna powraca po raz ostatni. Wyobrażał sobie, że nawet nazwy walut mogą podtrzymać europejskie uczucia — korona nordyjska, frank alpejski, euroeurowschodni, zachodni i śródziemnomorski, rywalizujące o międzynarodowe zaufanie. Odrzuć szczegóły, a zasada jest prosta: konkurencja dyscyplinuje pieniądze tak, jak dyscyplinuje wszystko inne. Jednolita waluta narzucona radykalnie nierównym gospodarkom nie jest symbolem jedności. To mechanizm przekształcający czyjąś niedyscyplinę w własną inflację.

Z tego wszystkiego wynika jedna europejska zasada: współpraca bez fuzji. Bliskość bez centralizmu. Kontynentalność bez imperium. Europa nie byłaby już unią ideologicznej konformizmu, lecz konfederacją historycznych narodów i przestrzeni politycznych — zdolną znów oddychać, bo nie wszystko musiałoby być zmuszane do tej samej instytucjonalnej, ekonomicznej i moralnej temperatury. Zamiast harmonizacji za wszelką cenę: wolność kształtowania własnego porządku. Zamiast integracji jako celu samego w sobie: współpracy opartej na wspólnych interesach. Zamiast normatywnego superpaństwa: Europa o różnych prędkościach, formach i punktach centralnych.

I właśnie to jest jedyna droga do prawdziwej europejskiej suwerenności. Europa nie stanie się suwerenna, ponieważ Bruksela zgromadzi więcej władz. Stanie się suwerenna dopiero wtedy, gdy jej państwa i narody odzyskają realną wartość polityczną i zawarją na tej podstawie sojusze. Suwerenność wymaga zdolności, a nie retoryki — przemysłowej, wojskowej, technologicznej i kulturowej samoafirmacji. Europa, która obsesyjnie skupia się na cenzurze i regulacjach w kraju, a jednocześnie nie zabezpiecza swoich granic, energii ani strategicznej infrastruktury za granicą, nie jest suwerenna. To normatywny kolos na geopolitycznych glinianych stopach.

To właśnie tutaj maska europejskiego moralizmu w końcu opada. Unia mówi o demokracji, jednocześnie zawężając zakres dopuszczalnych opinii. Mówi o różnorodności, jednocześnie dążąc do kulturowej konformizmu. Mówi o pokoju, jednocześnie tworząc nowe linie konfrontacji poprzez ideologiczną logikę bloku. Mówi o otwartości, jednocześnie tracąc kontrolę nad swoimi granicami. Mówi o odporności, jednocześnie będąc zależnym. To wszystko nie jest przypadkiem. To logiczny rezultat projektu, który zastąpił rzeczywistość polityczną normatywnym samoinscenizowaniem.

Alternatywą nie jest naiwny nacjonalizm, lecz realizm europejski, realizm, który rozumie, że narody nie znikają, bo elity uważają je za zawstydzające; że przestrzenie nie tracą znaczenia, ponieważ technokraci redefiniują je jako strefy funkcjonalne; że historia nie kończy się, bo biurokracja próbuje ją uregulować; a ten porządek trwa tylko tam, gdzie wolność, przynależność i odpowiedzialność zostają połączone.

Europa zatem nie potrzebuje kosmetycznej korekty swoich instytucji. Potrzebuje zmiany formy politycznej: odejścia od moralnie nacechowanej unii administracyjnej w kierunku porządku kontynentu; oddalając się od abstrakcyjnej ideologii uniwersalnej i kierując się ku konkretnej cywilizacyjnej polityce; i z dala od trwałego wysiłku definiowania Europy w przeciw samym warunkom, które umożliwiły Europę. Europa musi przestać próbować wyzwolić się ze swojego dziedzictwa i na nowo nauczyć się czerpać z niego siłę.

Dopiero wtedy dzisiejsza strefa kryzysu mogłaby ponownie stać się przestrzenią historyczną: Europą niebędącą już pod opieką własnego aparatu; Europę, która nie traktuje każdej wewnętrznej różnicy jako zagrożenia ani każdej granicy zewnętrznej jako moralnej porażki; Europę, która traktuje siebie poważnie jako kontynent — pluralistyczny w formie, wyraźny w granicach, powściągliwy w swoich interesach i zdeterminowany, by się bronić.

Czas Unii, jaką znamy, dobiega końca. Jedynym pytaniem jest, czy Europa sama ukształtuje tę transformację — czy też zostanie rozerwana przez sprzeczności własnej sztucznej konstrukcji i czy jej miejsce na świecie zostaną zdecydowane przez innych.

Alternatywa jest bardziej oczywista, niż wielu chciało przyznać:

Albo Europa znów stanie się polityczna—albo pozostaje aparatem, dopóki inne mocarstwa nie zdecydują o jej miejscu na świecie.

* * *

Frank-Christian Hansel jest członkiem Izby Reprezentantów (Abgeordnetenhaus) z ramienia Alternative für Deutschland (AfD), gdzie pełni funkcję rzecznika swojej grupy parlamentarnej ds. spraw gospodarczych, energii i lotnictwa. Regularnie pisze o polityce europejskiej, metapolityce i strategii.

____
https://amgreatness.com/2026/06/06/europe-2-0-beyond-brussels-the-end-of-the-european-union-as-we-know-it/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"PRAWDZIWY PLAN: Przez wysoce celowy projekt "

 


SOTN Nota redakcyjna: Każdy analityk wojny w Iranie powinien już jasno zrozumieć, że stale zmieniająca się blokada Cieśniny Ormuz to w rzeczywistości długo planowany i dobrze zorganizowany plan zmierzający do upadku cywilizacji.

OPERACJA ENERGY & FOOD COLLAPSE NABIERA TEMPA!
Huti ogłaszają "całkowity zakaz" izraelskich statków, gdy kryzys podwójnego
wąskiego ruchu wprawia łańcuch dostaw w ruinę

Nie tylko drapieżnicy szczytowi na samym szczycie łańcucha pokarmowego planety chcą wykonać swoją misternie zaplanowaną OPERACJĘ ENERGY COLLAPSE, ale także są zdeterminowani, by przeprowadzić OPERACJĘ FOOD COLLAPSE. Jak zawsze, prawdziwym problemem tutaj, zwłaszcza dla nas wszystkich bezużytecznych jedzących, jest to, że jeśli "Jeśli nie jesteś przy stole, jesteś w menu".

Dlatego konieczne jest, aby ludzie właściwie zrozumieli, czego wszyscy naprawdę jesteśmy świadkami w kontekście tej przejrzyście inscenizowanej wojny z Iranem. Jak poniżej:

Psychologiczna operacja Trumpa + operacja w Cieśninie Ormuz =
globalny rozpad energetyczny +
długo planowany upadek cywilizacji

Oznacza to, że za każdym razem, gdy pojawiają się tytuły takie jak poniższy, powinny być napisane jako kategoryczne stwierdzenia, na przykład: "Trump otworzył puszkę Pandory — CELOWO!"

Czy Trump otworzył puszkę Pandory?

Ale jaki jest kluczowy punkt, który Patriot Movement powinien właściwie zrozumieć?

Nigdy nie było tak ważne, by wiedzieć, co na pewno nadchodzi za zakrętem, aby cokolwiek się da, nadal można było zrobić ... Wcześniej nie jest możliwe żadne przygotowanie, prawda?

Globalny upadek w 2026 roku oznacza
chaos i katastrofę nigdy wcześniej nie widzianą

Stan Narodu 8
czerwca 2026

Uwaga: Czytaj dalej, ponieważ poniższa analiza rozwija szkielet tego trwającego i bardzo potajemnie zaplanowanego "upadku cywilizacyjnego".


UPADEK CYWILIZACJI USA/ZACHODNIEJ NIE JEST BŁĘDNYM OSZACOWANIEM, LECZ
CZYSTO CELOWYM DEMONICZNYM ZAMYSŁEM

Wieczne wojny, wirusowe pandemie, kryzysy energetyczne i żywnościowe oraz upadające gospodarki są celowo tworzone przez te same ludobójcze złe elity, zdeterminowane, by wygładzić globalną populację ludzką i planetę opartą na węglu, zastąpione przez spaloną ziemię opartą na krzemie opartej na sztucznej inteligencji, całkowicie martwą planetę. A wykorzystanie masowego mordowania wszystkich Palestyńczyków przy tak małym oporze ze strony rządów światowych oznacza zielone światło na zabicie reszty ludzkości. Jak już powiedziano, "wszyscy jesteśmy teraz Palestyńczykami."

Zgodnie z lucyferiańskim zamysłem, ten dystopijny koszmar końcowy z tygodnia na tydzień przyspiesza. Najnowszy kryzys popychający cywilizację ludzką w to, co Biblia nazywa Ostatecznymi Czasami, to druga, nieprowokowana wspólna wojna agresji USA i Izraela przeciwko Iranowi, rozpoczęta 28 lutegoth, zaledwie osiem miesięcy po ich wcześniejszej nieprowokowanej, nieudanej 12-dniowej wojnie w czerwcu ubiegłego roku przeciwko narodowi, którego cywilizacja przetrwała ponad 5 000Rs. W porównaniu z zaledwie 250 latami Ameryki i maleńką kropką Izraela z 78 latami istnienia, jest więcej niż oczywiste, że Iran jest znacznie starszym, dojrzalszym i mądrzejszym narodem oraz kulturą.

Historia Iranu i jego narodu perskiego okazała się znacznie bardziej pokojowym krajem i cywilizacją, nie najechając żadnego innego państwa od 1738 roku. W rażącym, haniebnym kontraście, od 1776 roku USA interweniowały militarnie niemal 400 razy na obcej ziemi, a w ciągu 81 lat od zakończenia II wojny światowej, kiedy formalnie zastąpiły panowanie Imperium Brytyjskiego polegające na kolonialnych podbojach i terrorze, hegemon USA był agresorem wojskowym ponad 300 razy, wykazując się jako zdecydowanie najbardziej brutalny, wojowniczy, prymitywnie niedojrzały naród na Ziemi, zaangażowany w wojny zabijające narody innych narodów w 93% [233 lata po] swojego ćwierć tysiąclecia jako tak zwany suwerenny naród... Nie jest to najlepszy dorobek dla pokoju.

Największym bliskowschodnim wytwórcą wojny o nieznacznie niewielkich rozmiarach New Jersey jest ludobójczy Izrael, który bezlitośnie zabija wciąż bezpaństwowych arabskich Palestyńczyków według własnej woli podczas i przed swoją marną, 78-letnią historią jako państwa, jednocześnie najeżdżając wszystkich sześciu arabskich sąsiadów jako część amerykańskiej kolonii bogatej w ropę islamskiego Bliskiego Wschodu. Kradzież ropy z innych krajów od dawna jest amerykańskim nałogiem. Spójrz na największe na świecie złoża ropy w Wenezueli, gdzie na początku tego roku bezprawny drapieżnik USA nielegalnie porwał i uwięził jej przywódcę oraz kradnie ropę potrzebną do produkcji swojej maszyny wojennej.

Ale teraz rząd Stanów Zjednoczonych ujawnił się jako syjonistyczna kolonia należąca do jego pana Izraela i założyciela żydowskiego państwa Rothschilda City of London. Dlatego to brutalny pasożyt Izrael siał tyle nieludzkiego spustoszenia na tym świecie, od samego początku w pełni finansowany, uzbrojony oraz bezwarunkowo wspierany i chroniony przez USA. Ale obecnie papierowy tygrys, były Imperium Chaosu i Zniszczenia, w gwałtownym upadku, okazuje się zbyt słaby, by dalej walczyć [i przegrywać] swoje bezprawne, niemoralne wojny dla Projektu Wielkiego Izraela (GIP).

Przez osiem kolejnych dekad, gdy Ameryka pompowała pieniądze, a młoda krew własnych żołnierzy ginęła dla Izraela, rozsądnym pytaniem jest, co Ameryka otrzymała w zamian za całe swoje krwawe poświęcenie dla Izraela? Zamordowany, ukochany prezydent USA na JFK w 1963 roku za próbę powstrzymania nieustannej kradzieży skradzionych tajemnic nuklearnych i uranu przez Izrael oraz determinację, by powstrzymać państwo żydowskie przed opracowaniem bomb nuklearnych i opcji Sampsona. Niecałe cztery lata później Izrael zamordował 34 amerykańskich marynarzy i ranił kolejnych 171 na pokładzie USS Liberty. Są też dziesiątki tysięcy innych zabitych amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli walcząc w amerykańskich, finansowanych z podatków wojnach na Bliskim Wschodzie o wartości 4,5 biliona dolarów, a potem 3 000 kolejnych zamordowanych Amerykanów za 11 września pod wpływem kolejnych intryg GIP.

Powiedziałbym, że w tej jednostronnej, pasożytniczej relacji jesteśmy zarówno OSZUKANI, jak i oszukani. Wszystkie te tragiczne fakty wyraźnie pokazują, że Izrael udowodnił, iż jest naszym największym wrogiem. Zapytaj Bibi w Finks Bar w 1990 roku, jak Izrael przez dekady "wysysa Amerykę do sucha", powoli wysysając jej siłę i życiodajną krew przez własny zły, demoniczny plan. Jakby ta ponura rzeczywistość nieustannego zdrady i zdrady ze strony państwa żydowskiego nie była wystarczająco niepokojąca, by zniszczyć jakąkolwiek szansę na pokój na Bliskim Wschodzie, w tym tygodniu Izrael zwiększył liczbę zabójstw w Libanie, grożąc bombardowaniem, inwazją i zamienianiem swojej stolicy Bejrutu w kolejną Gazę.

Coraz częściej, jako dwa najbardziej znienawidzone, walczące ze sobą państwa pariasowe na świecie, zgodnie z ustawą NDAA z 2027 roku, która obecnie podlega głosowaniu w Kongresie, armie USA i Izraela łączą się w jedną całość. Obecne przepisy zakładają pełną integrację izraelskich Sił Ofensywnych (IOF) z amerykańską machiną wojskową. Zgodnie z jednostronną, wyzyskującą dynamiką różnicową, krytycy ustawy o autoryzacji obrony narodowej trafnie oceniają, że amerykańskie wojsko jest obecnie podporządkowane Izraelowi zarówno we wszystkich amerykańskich badaniach związanych z obroną, jak i w całym amerykańskim kompleksie wojskowo-przemysłowym. Znów, tak jak Izrael wielokrotnie udowodnił, że Ameryka jest izraelską suką, sprowadzoną do całkowitej własności i kontroli naszego zdradzieckiego rządu federalnego przez Państwo Żydowskie poprzez jawne łapówkarstwo i pedofilno-szantażowe wymuszenia wobec wszystkich zdrajców infiltrowanych przez Izrael Pierwszy, zaczynając od Trumpa.

Zarówno prezydent USA, jak i Kongres są jedynie marionetkami podążającymi za rozkazami w wojnach Projektu Wielkiego Izraela i jego "wyższych rang" żydowskich założycieli państwa – marionetkarzami Rothschildów i ich oligarchi. Jeśli nie zauważyłeś, oprócz najbardziej publicznej twarzy rodu Rothschildów wśród planetarnych władców, kontrolerzy linii Black Noble są teraz całkowicie zaangażowani w wojny o wyludnienie, ścigając się, by całkowicie wyeliminować w większości nieświadomą, miotającą się ludzkość.

Pięć dni przed tym, jak USA i Izrael rozpoczęły druzgocącą porażkę wojny bez wygranej z Iranem w drugiej rundzie, z poważnymi konsekwencjami światowego upadku, głodu i masowego głodu, napisałem artykuł zatytułowany:

Anunnaki-Nephilim to dzisiejszi potomkowie pedo-hybryd, ujawnieni w aktach Epsteina

Archeologiczne dowody historyczne potwierdzają, że starożytni pozaziemcy, wśród nich cywilizacja Anunnaki, skolonizowali Ziemię około 250 000 tysięcy lat temu i potajemnie utrzymywali kontrolę nad naszą planetą dzięki swoim potomkom Nefilim, którzy do dziś rządzą dzięki starożytnym arystokratycznym liniom czarnej szlachty, które od zawsze wykorzystywały tajne okultystyczne rytuały kabalistyczne, by przywoływać międzywymiarowe demoniczne siły archonów, uwolnione zarówno z geopolityki podziemnej, jak i powierzchniowej do dziś. Dzięki tajnej kontroli linii krwi te same podludzkie, drapieżne demony pozostają dziś mocno u władzy. Jako mistrzowie oszustwa, w dużej mierze pozostawali ukryci, ale wraz z pojawianiem się namacalnych dowodów, ujawniających ich nieustanną krwiożerczą obecność i kontrolę, te Mroczne Siły zdołały w dużej mierze przejąć rozwój ewolucji człowieka poprzez wieczną wojnę dziel i rządzić oraz zubożenie zniewoleń.

Ale gdy brudna, mroczna prawda się rozprzestrzenia, teraz szatańscy elity obawiają się, że ich przestępcza zabawa wreszcie się skończyła. Elity wiedzą, że ich karmiczna rozliczenia są już dawno potrzebne. Z przebudzonymi, rozgniewanymi globalnymi masami "widły", wzmocnionymi mroczną, brzydką prawdą, której już nie ukrywają, te demoniczne siły obawiają się, że w końcu zostaną pociągnięte do odpowiedzialności za wszystkie swoje zbrodnie przeciwko ludzkości i dzieciom na przestrzeni wieków.

Prezydent George HW Bush, król pedofilów, został zacytowany przez wieloletnią korespondentkę Białego Domu Sarah McLendon w 1992 roku, odpowiadając, co zrobią Amerykanie, jeśli dowiedzą się o skandalu Iran-Contra:

"Sarah, jeśli Amerykanie kiedykolwiek dowiedzą się, co zrobiliśmy, będą nas gonić ulicą i linczują."

Tata Bush wiedział, że jeśli społeczeństwo USA się dowie, jego kontrolerzy klasy Epsteina zginą na skutek publicznych wieszeń przez tłum. I to prawie tutaj, gdzie jesteśmy teraz. Jako obecny przykład spójrzmy, gdzie teraz ukrywa się Panicky Pete Thiel, współzałożyciel i miliarder z Palantir i "ekspert" od antychrysta – w Argentynie, podobnie jak inny znany faszystowski Adolf Hitler.

Tak więc nasz wspólny wróg desperacko i ludobójczo miażdży ludzkość, wywołując nieodwracalne mega-kryzysy – III wojna światowa, więcej broni biologicznej, obowiązkowe cyfrowe dowody tożsamości, upadek gospodarczy, masowe niedobory żywności i paliwa, nieosiągalne koszty przetrwania – wszystko po to, by wygładzić nasz gatunek, zanim ostatecznie usuniemy go z władzy. Jeśli Bóg pozwoli, ludzkość może wreszcie zostać uwolniona ze swoich niewoli, by ostatecznie zakończyć wywrotowe, brutalnie krwawe, szalejące panowanie naszego wroga nad planetą Ziemia. Starożytne biblijne powiedzenie, że ziemskie panowanie Szatana może zostać ostatecznie oczyszczone, gdy wystarczająco dużo ludzi kierowanych prawdą i wiarą w naszego Stwórcę wreszcie zdjędzie nasze kajdany, by uderzyć w naszego długoletniego drapieżnego wroga w tej wiekowej, ziemskiej walce między dobrem a złem a Bogiem z Szatanem.

Dzisiejszy szerszy obraz, tak katastrofalnie ukazany jak wydarzenia Końca Czasów przepowiedziane w chrześcijańskiej Biblii, eskalacja militarna Trumpa na Bliskim Wschodzie w jego nieprowokowanej, nielegalnej wojnie agresji przeciwko Iranowi nie jest wynikiem żadnego błędnego kalkulowania. Zostało to zaplanowane wieki temu przez tajne stowarzyszenia wolnomularzy i iluminatów, które nadal rządzą III wojną światową między syjonistami a islamem. Biblia nazywa to Armagedonem naszych Czasów Ostatecznych, oznaczającym powrót Jezusa Chrystusa na Ziemię.

Po czerwcowej wojnie dwunastodniowej Iran wyraźnie i wielokrotnie ostrzegał Trumpa i Netanjahu, że jeśli zaatakują ponownie, Teheran zamknie swoje wąskie gardło w Cieśninie Ormuz, odpowiedzialne za dostarczanie 21% światowej ropy i gazu. Tak więc obecna wojna nie ma nic wspólnego z błędną kalkulacją czy błędem w ocenie, a wszystko z długo zaplanowaną, celową agresją, mającą ostatecznie zniszczyć USA i całą cywilizację zachodnią. Nieustanna odwetowa atakacja rakietowa i dronowa Iranu w zeszłym roku szybko zmusiła dwóch agresorów państw pariasów, zwłaszcza Izrael, który poniósł ciężkie straty, do wywierania presji na apel Trumpa o pokój. Jednak plan od początku zakładał jedynie wykorzystanie zawieszenia broni jako okazji do tymczasowego przegrupowania, by później odnowić 28 lutegoth uderzenie dekapitacyjne, w którym zabił najwyższego przywódcę Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, oraz innych najwyższych generałów Iranu.

Druga runda tej katastrofalnej wojny wznowiła się pod koniec lutego, po tym jak Iran, w pełni świadomy, że agresorzy uderzą ponownie, przez poprzednie osiem miesięcy uzupełniał niemal nieograniczony arsenał rakiet dronów i odbudowywał radar oraz zdolności obrony powietrznej, w dużej mierze dzięki swoim strategicznym sojusznikom, Chinam i Rosji. Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA, generał Dan Caine, ostrzegł Trumpa, by nie atakował ponownie Iranu, ponieważ Pentagon zdawał sobie sprawę, że wznowienie drugiej wojny groziłoby katastrofalnymi skutkami. Mimo że to wiedział, pod wpływem pedofilno-szantażowych wymuszeń ze strony wyższych rang płac Netanjahu i City of London, bez żadnych błędów, tegoroczna druga tura przewidywalnie doszła do przodu.

Aby pozostać u władzy i uniknąć więzienia, zarówno Chabad-Lubavitch marionetki, Bibi, jak i Trumpnie mieli wyboru i musieli spełnić żądania swoich chazaryjskich kontrolerów mafijnych. W końcu dawno temu obaj ci marionetkowi przywódcy Ciemnej Strony byli przygotowywani do swoich obecnych szatańskich ról. Te same elity krwi najpierw wybrały zdziesiątkowanie wielkiego dobrobytu klasy średniej Zachodu, nadużywając i poświęcając umierające angielsko-amerykańsko-syjonistyczne Imperium Zniszczenia, w szalenie samobójczym Zachodzie przeciwko rosnącym mocarstwom Wschodu: Iranowi, Rosji i Chinom, w ramach swojej drastycznej agendy dziel i rządź, która obecnie obowiązuje.

Tymczasem, przechodząc do frontu ukraińsko-rosyjskiego, gdzie Trump wykorzystał fałszywą obietnicę, by zostać ponownie wybraną, chwaląc się, że zakończy wojnę w ciągu 24 godzin, ponownie według "wyższego stopnia płacowego", wojna na Ukrainie również została przeciągnięta do piątego roku. Chociaż nawet w pierwszej kadencji Trump nieustannie groził wycofaniem się z NATO, a potem z wojny na Ukrainie, przesuwając priorytet wyłącznie na wojnę Projektu Wielkiego Izraela przeciwko Iranowi, podobnie samobójcze marionetki zachodnie UE i NATO w obliczu rozpadającej się deindustrializowanej gospodarki Europy podporządkownie wykonywały rozkazy City of London, by pogrążyć kontynent w całkowitej samodestrukcji na froncie III wojny światowej przeciwko znacznie bardziej militarnie przewyższonym Rosyjski przeciwnik. Widzisz tu długo ustalony, zaprogramowany wzorzec? Na obu frontach Zachód popada w płomieniach, gdy wielobiegunowa potęga światowa przesuwa się na wschód do kontrolowanej opozycji – Rosji, Chin i Iranu, a City of London pozostaje u władzy. Znów, nic z tego nie jest konsekwencją złego osądu, niekompetencji czy rażącego błędu, ponieważ zarówno media głównego nurtu, jak i alternatywnego zdają się bezmyślnie powtarzać. To jest skrupulatnie zaplanowane od wieków temu, kontrolując tajne satanistyczne społeczeństwa wywodzące się z upadłych aniołów Nephilim.

Praktycznie wszystko, co dziś jest przekazywane jako wiadomości, nie jest naturalnymi, organicznie rozwijającymi się wydarzeniami, lecz starannie, misternie zaplanowanym i obliczonym przez precyzyjny gematryczny, astrologiczny, kabalistyczny plan. Dlatego nie jest przypadkiem, że 75% dzisiejszej populacji żyje w kraju cierpiącym na poważne warunki suszy. I nie jest też przypadkiem, że po wybudowaniu ponad 3 000 centrów danych AI w Ameryce, 1 500 kolejnych jest obecnie planowanych lub obecnie w trakcie budowy. Wykładnicza proliferacja centrów danych pochłania także rolnicze serce Ameryki przez diaboliczne zamysły. Cała ta maniakalna chciwość faszystowskiego technokracji systemu kontrolujących maniaków wymyka się spod kontroli, szybko kradnąc i wysysając nasz podziemny system wodonośny potrzebny do przetrwania, wraz ze wszystkimi jeziorami i rzekami szybko wysychającymi, celowo przeciążając naszą już i tak bardzo kruchą sieć elektryczną, co okazuje się niemożliwe do utrzymania dla Ameryki, Meksyku, Indii i całego światowego życia ludzkiego i naturalnego. I właśnie to jest ich strategia końcowa.

Wraz ze wszystkim, co zostało celowo zaplanowane tak, by teraz iść źle, nadchodzące masowe niedobory żywności i energii spowodowane planowaną wojną z Iranem i zamknięciem Cieśniny Ormuzkiej, powodujące, że mocznik w nawozach i oleju napędowym jest obecnie niebezpiecznie niedoborowy, niezbędny do uprawy żywności oraz napędzania traktorów i ciężarówek rolniczych transportujących żywność, cała ta sztuczna katastrofa to nic innego jak strategia boom-to-bust kontrolerów w końcowej fazie gry. Rzucając na nas te Bronie Masowego Rażenia ze wszystkich stron, nasz wspólny wróg bezmyślnie niszczy nasz naturalny, węglowy, życiodajny świat poprzez zamierzone propagowanie wojny i przejęcie świata robotyki przez AI, by pomóc transhumanistycznym elitom Epsteina w ich długo planowanej eugenicznej masowej śmierci ludzi.


Joachim Hagopian to absolwent West Point, były oficer armii i autor książki "Don't Let the Bastards Getcha Down", ujawniającej wadliwy system dowodzenia wojskowego USA oparty na wspinaniu się po drabinie starszeństwa, nieuchronnie eliminując najlepszych i najzdolniejszych, pozostawiając przeciętnych i zwolenników porządku na szczycie jako polityków-biurokratów generałów wyznaczonych do przegrania każdej nowoczesnej wojny z USA przez elitę zamysłową. Po służbie wojskowej Joachim uzyskał tytuł magistra psychologii klinicznej i przez ponad ćwierć wieku pracował jako licencjonowany terapeuta w dziedzinie zdrowia psychicznego z młodzieżą i młodzieżą doświadczającą przemocy. W Los Angeles znalazł się w walce z największymi powiatowymi ośrodkami ochrony dzieci w kraju w ramach całkowicie zepsutego i skorumpowanego systemu opieki nad dziećmi w Ameryce.

Doświadczenie zarówno w wojsku, jak i w systemie opieki nad dziećmi dobrze przygotowało go jako badacza i niezależnego dziennikarza, ujawniając zło wielkiej farmacji oraz to, jak kontrolowany przez Rockefellera system medyczny i psychiatryczny wyrządza więcej szkody niż pożytku, przykładem jest pandemia i genobójstwo związane z zabójstwem. Jako niezależny dziennikarz od ostatniej dekady, Joachim napisał setki artykułów dla wielu serwisów informacyjnych, w tym thegovernmentrag.com, stateofthenation.info, jameshfetzer.org,
theinteldrop.org and Global Research oraz lewrockwell.com
. Jako autor pięciotomowej serii zatytułowanej Pedophilia & Empire: Satan, Sodomy & the Deep State, książki i rozdziały Joachima są bestsellerami Amazona w kategoriach praw dzieci i praw człowieka. Jego seria książek A-Z w pełni dokumentuje i ujawnia globalną plagę pedofilii i pozostaje dostępna bezpłatnie na https://pedoempire.org/content s/. Joachim prowadzi także cotygodniowy program radiowy Revolution "Cabal Empire Exposed" w piątkowe poranki o 6:00 EST (ID: revradio, hasło: rocks!), a dodatkowo regularnie prowadzi analityk geopolityczny w dwóch cotygodniowych podcastach z Jamesem Fetzerem.

____
https://thegovernmentrag.com/articles/us-western-civilizational-collapse-is-no-miscalculation-but-purely-by-deliberate-demonic-design/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/