niedziela, 26 kwietnia 2026

"„UE oszalała – trzeba to powstrzymać” – mówi Siergiej Karaganow Siergiej Karaganow przedstawił miażdżącą ocenę Europy Zachodniej w wywiadzie dla Aleksandra Karejewskiego w programie Russia 24, argumentując, że od dawna jest ona źródłem globalnych konfliktów i teraz należy ją „powstrzymać”. "


‘The EU has gone mad – it must be stopped,’ says Sergey Karaganov

Aleksander Kariejewski: Europa Zachodnia coraz bardziej angażuje się w wojnę na Ukrainie. Nasi urzędnicy już wygłaszają oświadczenia. Tymczasem doniesienia medialne dotyczące przygotowań UE do wojny rodzą coraz więcej pytań. Jak powinniśmy na to zareagować? Dla przykładu wspomnę o wiadomości, że Niemcy wyprodukowali już 5000 dronów na podstawie ukraińskich projektów. To śmieszne, jakie ukraińskie projekty? Wiadomo, że niemiecki przemysł zbrojeniowy pracuje bezpośrednio nad dronami, które atakują nasze terytorium. A pamiętacie aferę „Taurusa”? Niemcy podjęli sprytny ruch: formalnie nie dostarczają takiej broni, a teraz najwyraźniej postanowili nękać nas dronami, których produkują coraz więcej. Z czasem obrona przed dronami będzie coraz trudniejsza. Oczywiście prędzej czy później znajdzie się sposób na przeciwdziałanie, ale na razie widać, że drony są o wiele groźniejsze niż na przykład pociski rakietowe. Choć oczywiście wszystko zależy od sposobu ich wykorzystania. Niemniej jednak kwestia pozostaje bardzo złożona, a bezczelność, z jaką zachowują się przywódcy UE, wyraźnie czując się całkowicie bezkarni, sugeruje, że potrzebna jest reakcja.


Już zareagowaliśmy. W szczególności Siergiej Szojgu stwierdził, że na terytorium UE istnieją uzasadnione cele i że Ministerstwo Obrony opublikowało listę lokalizacji, w których produkowane są te drony. I rzeczywiście, w odpowiedzi rzeczniczka Komisji Europejskiej Anitta Hipper stwierdziła już, cytuję: „Komisja Europejska nie ma dowodów na twierdzenia Federacji Rosyjskiej”. Innymi słowy, ich zdaniem najwyraźniej sfabrykujemy ataki na nasze miasta, na naszą infrastrukturę, w tym infrastrukturę cywilną, w tym strategiczną infrastrukturę cywilną, i tak dalej. A kraje, które o tym poinformowały, Finlandia i państwa bałtyckie, udają, że nic nie wiedzą. Zanim to nastąpi, przypomnę jeszcze raz: same twierdziły, że „widziałyśmy coś przelatującego obok. Nie widzieliśmy… To nie leciało w naszą stronę, to odleciało gdzie indziej”. Innymi słowy, udają głupich. I co mamy z tym zrobić? Jak możemy przemówić tym zachodnim Europejczykom do rozsądku? Czy istnieje taka możliwość i na jakim etapie konfrontacji się obecnie znajdujemy?


Z Zatoki Perskiej wciąż napływa mnóstwo wiadomości. Wydaje się, że – podkreślam to słowo – nastąpiło pewne złagodzenie napięć, jak mawiano w czasach sowieckich. Co więcej, ostatnio pojawiło się wiele oświadczeń samego Trumpa. Wygląda na to, że strona irańska również wypowiada się na temat otwarcia Cieśniny Ormuz. Nawiasem mówiąc, ceny akcji rosną w odpowiedzi na te doniesienia i tak dalej. Krótko mówiąc, tak wygląda obecna sytuacja; taki obraz się wyłania. Wróćmy do Europy i oczywiście porozmawiajmy o Iranie.


Siergiej Karaganow: Przede wszystkim musimy coś ze sobą zrobić. Musimy zrozumieć, że Europa Zachodnia po raz kolejny rozpętała wojnę z Rosją. To jest szczera prawda. Inicjatorem tej wojny były Stany Zjednoczone Ameryki, które wciągnęły w nią Unię Europejską. A teraz Amerykanie, zdając sobie sprawę, że nie uda im się nas pokonać, a co więcej, że eskalacja do poziomu nuklearnego jest prawdopodobna i możliwa, nawet na terytorium USA, zaczęli się wycofywać, choć wciąż ogrzewają ręce ogniem toczącej się europejskiej wojny.


Jeśli chodzi o Europejczyków Zachodnich, elity UE, są one kompletnymi bankrutami. Nie mają żadnych podstaw, by pozostać u władzy: żadnych podstaw moralnych, politycznych ani ekonomicznych, ponieśli porażkę na każdym froncie. Podsycają histerię militarną, by odwrócić uwagę od własnych problemów, ale jednocześnie przygotowują się do wojny. I trzeba to traktować poważnie. Przypomnę, że w ciągu ostatnich pięciuset lat Europa była generalnie źródłem wszystkich największych nieszczęść ludzkości, w tym większości wojen, w tym dwóch wojen światowych. Dlatego nie możemy tracić czujności.


Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, że rozpoczęła się wojna światowa. Jest ona prowadzona w Europie, głównie przez Europejczyków Zachodnich, podczas gdy Stany Zjednoczone Ameryki, wraz z Izraelem, zaczęły destabilizować południową Eurazję.


Musimy więc mieć absolutną jasność, że znajdujemy się w takiej właśnie sytuacji. Co powinna zrobić UE? Ameryka to osobna sprawa, trzeba ją po prostu stanowczo powstrzymać i odciągnąć od tej sytuacji. UE musi w końcu zrozumieć, że zostanie zniszczona, jeśli agresja będzie trwała. Im szybciej to zrozumie, tym mniej ludzi zginie.


Dlatego wydaje mi się, że nadejdzie czas, gdy prezydent [Władimir Putin] będzie musiał mianować naczelnego dowódcę na teatrze działań wojennych, który będzie miał prawo, a nawet obowiązek, użyć dowolnego rodzaju broni, i wprowadzić do doktryny wojskowej zapis stanowiący, że w przypadku wojny z nami, prowadzonej przez wroga przewyższającego nas pod względem demograficznym i ekonomicznym, będziemy musieli użyć broni jądrowej. Oczywiście, nie od razu. Po pierwsze, możemy uderzyć w cele wskazane przez nasze Ministerstwo Obrony lub inne. Najprawdopodobniej będą to cele symboliczne lub węzły komunikacyjne, które zostaną zaatakowane amunicją konwencjonalną. Jeśli nie zaprzestaniemy, będziemy musieli przejść na wyższy poziom.

Ci Zachodni Europejczycy muszą zostać powstrzymani; znów oszaleli. Co więcej, jeśli nie powstrzymamy ich teraz, sytuacja pogorszy się za kilka lat, ponieważ poziom antyrosyjskiej propagandy przewyższa już poziom z czasów Hitlera. W konsekwencji społeczeństwo ulega jej.


Jest bardzo prosty sposób, aby to powstrzymać: położyć silny nacisk na odstraszanie nuklearne i jasno dać do zrozumienia, że ​​UE musi zostać powstrzymana. Co więcej, jak już wspomniano, niektóre z nich przygotowują się do rozbudowy swojego potencjału nuklearnego, a nawet do stworzenia nowych sił jądrowych. Małpom nie wolno pozwolić na posiadanie broni jądrowej.


Dlatego musimy teraz stanowczo położyć kres UE. Wolałbym, aby stało się to bez użycia broni jądrowej, a już na pewno bez masowego ataku; w końcu Europa jest częścią naszej duszy, naszej kultury. Musimy jednak zrozumieć, że Europa Zachodnia jest ucieleśnieniem wszystkich poważnych nieszczęść dotykających ludzkość i Rosję. I trzeba ją powstrzymać. Oszalała.


Aleksandr Kariejewski: Siergieju Aleksandrowiczu, wiesz, jeśli przejdziemy do konkretów – bo mówisz o tym od dawna i słusznie, a rozwój wydarzeń potwierdza to, co mówiłeś, a mianowicie, że UE stanie się jeszcze bardziej bezczelna. Jest oczywiste, że istnieje wiele propozycji, jak sprawić, by przestali zachowywać się tak, jak się zachowują. Dmitrij Miedwiediew stwierdził już, że istnieją uzasadnione cele w Europie Zachodniej itd. Lista opublikowana przez nasze Ministerstwo Obrony. Powiedzmy sobie szczerze: to nasza ostatnia próba, żeby ich, że tak powiem, przestraszyć, żeby podjęli decyzję. Ale nawet teraz, kiedy rozmawiam z moimi kolegami, wszyscy mówią: „Co to jest, kolejna czerwona linia? Gdyby chcieli, dawno by przekroczyli”. Co na to powiesz?

Siergiej Karaganow: Zbyt długo liczyliśmy na pojednanie; w naszym społeczeństwie i wśród elit panowały, a być może nadal panują, bardzo silne nastroje proeuropejskie, choć muszę podkreślić, że w obecnych okolicznościach nastroje proeuropejskie i postawy prozachodnie są oznaką głupoty i moralnej dwulicowości. Musimy zatem działać zdecydowanie, zdając sobie sprawę, że UE musi zostać powstrzymana. Jeśli jej nie powstrzymamy, wybuchnie wielka wojna, która i tak doprowadzi do zniszczenia Europy, ale nie musimy tracić naszych najlepszych ludzi i ryzykować naszych miast dla dobra UE. Musimy ją powstrzymać. Uwolniła się z kajdan po raz kolejny, jak to już wielokrotnie miało miejsce w historii.


Powtarzam: musimy mianować naczelnego dowódcę na teatrze działań wojennych, który będzie miał prawo i odpowiedzialność użycia broni jądrowej, jeśli Europa odmówi wycofania się, a nawet kapitulacji. Wkrótce będziemy w stanie postawić im ultimatum, jeśli będą nadal tak postępować. To poważna sprawa. Być może kiedyś uda się dojść do porozumienia z Amerykanami; są tam jeszcze rozsądni ludzie. W Europie Zachodniej takich już nie ma. Oczywiście, istnieją na normalnym, ludzkim poziomie, ale jest ich coraz mniej i są spychani na margines. Elity UE są szalone; intelektualnie całkowicie zdegenerowały się. A na dodatek nie boją się nas. Potrzebujemy, żeby naprawdę się nas bali; musimy zaszczepić w nich terror.


Myślę, że będziemy musieli podjąć bardziej zdecydowane działania: między innymi przeciąć kable i rozpocząć testy broni jądrowej. Jeśli to nie pomoże, będziemy musieli zaatakować cele w Europie Zachodniej, ostrzegając, że jeśli będą kontynuować, kolejne fale ataków będą nuklearne. Zapomnijcie o nonsensie, że wojny nuklearnej nie da się wygrać, można ją wygrać.


Ale nie daj Boże, żeby tak się stało, bo byłby to grzech ciężki. Jeśli jednak nie powstrzymamy Europy, która zwariowała, będzie to grzech śmiertelny, niewybaczalny zarówno dla naszego narodu, jak i dla całej ludzkości. Bestia musi zostać, jeśli nie wykończona, to przynajmniej zamknięta w klatce.


Aleksander Karejewski: Panie Karaganow, zawsze mówi pan szczerze, zwłaszcza w telewizji na żywo. Wśród nas, zwykłych ludzi, obecnie dużo się mówi. Widzimy, że na szczycie, część elity, to właśnie ta proeuropejska, prozachodnia grupa itd., anglofile i cała reszta, która zawsze była w Rosji: zawsze mieliśmy okcydentalistów, słowianofilów itd. I bardzo wielu z tej wyższej warstwy naszej elity chce, żeby wszystko pozostało po staremu, żeby wrócić do Courchevel itd. Być może musimy sami uporządkować sprawy wewnętrznie. A kto jest naszym wrogiem? Jasne jest, że wrogiem jest reżim kijowski; chłopaki z nim walczą, wszystko jasne. Ale my sami twierdzimy, że ktoś za tym stoi. I kto to jest? Rozumiemy jasno: jeśli to UE, to dlaczego sprzedajemy tam gaz, ropę i wszystko inne? Jeśli to nie wróg i teoretycznie możliwe jest dojście z nim do porozumienia, to inna polityka. Może musimy się uporządkować: kim jesteśmy i czego ostatecznie chcemy? Z reguły ludzie popierają działania prezydenta. Ale moim zdaniem nie wszyscy w elicie podzielają to zdanie.


Siergiej Karaganow: Powtarzam: w obecnych okolicznościach proeuropejskie nastroje są oznaką słabości umysłowej, zepsucia moralnego i zdrady. To „własowizm”. [to znaczy zdrada – red.] Musimy traktować ludzi, którzy próbują ponownie negocjować z Europą, właśnie w ten sposób. Musimy ich wypędzić, w miarę możliwości łagodnymi środkami, z naszych umysłów i z naszych szeregów. A jeśli łagodne środki zawiodą, trzeba będzie zastosować surowe środki. Powtarzam: znów stoimy w obliczu groźby wielkiej wojny. Musimy jej zapobiec. Wojna już się rozpoczęła. Jeśli jej teraz nie powstrzymamy, a niestety, wahamy się już od czterech lat, sytuacja będzie się tylko pogarszać. Będzie więcej broni, być może nowa broń jądrowa i nowe roje dronów. Elita będzie jeszcze bardziej brutalna, a społeczeństwo jeszcze bardziej zindoktrynowane. Zapominamy, że propaganda w Europie Zachodniej, a zwłaszcza w Europie Północno-Zachodniej, dotycząca Rosji jest równie zła, a nawet gorsza niż propaganda Hitlera z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, czyli II wojny światowej. Musimy potraktować to jak najpoważniej. Unia Europejska musi zostać powstrzymana. Jeśli jej nie powstrzymamy, będziemy musieli ją zniszczyć. Wolelibyśmy tego nie robić, bo przecież Europa jest częścią naszej kultury.

Choć oczywiście musimy w końcu zwrócić się ku temu, co jest nam najdroższe i zrozumieć, kim jesteśmy. Jesteśmy wielkim narodem-cywilizacją euroazjatycką, z duchowymi korzeniami na południu, w Bizancjum, Palestynie, świecie muzułmańskim i buddyjskim, podczas gdy nasz system polityczny pochodzi ze Wschodu. Wpływ Piotra Wielkiego, częściowo technologiczny, a częściowo kulturowy, był dla nas korzystny. Ale trwamy w naszej europejskiej podróży od co najmniej 120-130 lat. Gdybyśmy odwrócili się wtedy od Europy, tak jak zamierzał Aleksander III, myślę, że nie mielibyśmy tak tragicznego, strasznego XX wieku. Nie możemy pozwolić, aby to się powtórzyło. Musimy położyć kres Europie w naszych sercach, w przeciwnym razie będziemy musieli położyć kres jej fizycznie. A tego bardzo chcielibyśmy uniknąć.


Aleksander Karejewski: Panie Karaganow, dlatego uśmiechałem się, kiedy pan mówił: wydaje się pan dziś nieco bardziej życzliwy wobec Europy niż zwykle. Zastanawiam się, co się za tym kryje?


Siergiej Karaganow: Jestem milszy?


Aleksander Kariejewski: Dziś tak. Powiedziałeś: „Część naszej duszy tam leży”. Kiedyś tego nie mówiłeś.


Siergiej Karaganow: Powiedziałem to, ponieważ głęboko zaangażowałem się w tę kwestię. W końcu jesteśmy tam obecni. Gdyby nie wpływy europejskie, nie mielibyśmy Karamzina, nie mielibyśmy Puszkina, nie mielibyśmy Czajkowskiego, Musorgskiego, Tołstoja, a nawet Dostojewskiego, który, jak wiesz, był raczej sceptyczny wobec Europy. Zgoda. Europa jest więc źródłem wszelkiego zła, zwłaszcza dla Rosji, zarówno moralnego, jak i militarnego. Pięćset lat potwornej historii, a nawet więcej, sięgającej czasów Aleksandra Newskiego. Musimy położyć kres naszej europejskiej historii, a ci, którzy pragną wrócić do Europy, do swoich dworów lub stolicy, muszą zostać usunięci z naszej elity lub wypędzeni. Jednak niektórzy z nich już uciekli dzięki operacji wojskowej na Ukrainie. Nie warto jednak kontynuować jej w nieskończoność i marnować naszych najlepszych ludzi na próby przekonania Europy Zachodniej do rozsądku. Musimy zacząć kontratakować.


Aleksander Kariejewski: Cóż, wciąż próbujemy przekonać Europę, odwołując się do ich rozsądku, i tak dalej, ale jak dotąd z marnym skutkiem.


Siergiej Karaganow: Nie ma w tym żadnego rozsądku. Stają się coraz śmielsi na naszych oczach, to wszystko. To nieprawda. Mamy do czynienia z bezmyślną sforą hien. Trzeba ich albo obić kijem po głowie, albo po prostu zabić. To jedyne wyjście.


Aleksander Kariejewski: Ludzie będą ci zarzucać w ten sposób. Zachodni Europejczycy powtarzają: „To ty zacząłeś wojnę na Ukrainie, a kiedy ją zakończysz, znów będziemy przyjaciółmi i wszystko będzie wspaniale; to nie nasza wina. Ty byłeś pierwszy, który ją zaczął”. Co Pan na to powie?


Siergiej Karaganow: Nawiasem mówiąc, nie możemy o nich zapominać, a Unia Europejska rozpoczęła agresję wobec Rosji, gdy chcieliśmy stać się częścią Europy i częścią Zachodu. To było w połowie lat 90., kiedy podjęli decyzję o rozszerzeniu NATO. Pisałem i mówiłem o tym – prawdopodobnie nadal Pan pamięta – że to nieuchronnie doprowadzi, prędzej czy później, do wojny. A oni to robili celowo, świadomie nas prowokując. Tolerowaliśmy to o wiele za długo. To był nasz błąd. Nie możemy tego dłużej tolerować. Musimy zrozumieć, że – powtarzam raz jeszcze – jeśli musimy położyć kres Europie Północno-Zachodniej, to jest to okropny wybór, ale jest to wybór konieczny dla całej ludzkości. Ten wrzód musi zostać albo w jakiś sposób wyleczony, albo po prostu wycięty.


Aleksander Karejewski: Mówi Pan o Europie Zachodniej. Ale spójrz, jak wyprano mózgi mieszkańcom Węgier. Chcą żyć tak jak w Europie Zachodniej, rozumiesz? Chociaż migranci gwałcą swoich rodaków w przejściach podziemnych, mówią: „Wytrzymajcie, może to po prostu minie”, jak powiedzieli w naszym filmie. Bardzo szybko przeformatowali swoje umysły. I wydaje mi się, że tak jest wszędzie w Europie. I próbują nas w tym samym kierunku popchnąć. Chcesz, żeby tam też tak było? Życie tam jest wspaniałe.

Siergiej Karaganow: Na przykład? To nasze nieszczęście, że uważamy, że życie tam jest wspaniałe. Życie tam jest coraz gorsze. Oczywiście, zachodni Europejczycy są na nas bardzo źli, ponieważ kiedyś, w latach 50., 60. i później, pozbawiliśmy ich przewagi militarnej i to właśnie na tym fundamencie zbudowaliśmy ich zdolność do narzucania swojej kultury, swoich interesów politycznych, kolonializmu, rasizmu i, co najważniejsze, grabieży całego świata. Podkopaliśmy ten fundament. Dlatego elity zachodnioeuropejskie, być może nie cała populacja, nienawidzą nas z pasją. I piorą mózgi swoim własnym ludziom. Pamiętacie, jak nasi poprzednicy mawiali: „Niemcy to kraj kulturalny”. Jak mogli? Cóż, teraz Europejczycy są przekształcani w niemieckich faszystów. Dlatego musimy ich powstrzymać, zanim, po tym, jak oszaleją, wpadną w wielką, naprawdę wielką wojnę. Toczą wojnę przeciwko nam.


Aleksander Kariejewski: Musimy to przyznać, wybaczcie mi i ogłosić.


Siergiej Karaganow: Tak. I ogłosić europejski teatr wojny.


Nie toczymy wojny na Ukrainie z nieszczęsnym, oszukanym narodem ukraińskim, mimo że jest tam oszałamiająca liczba ludzi, którzy zostali oszukani i poddani praniu mózgu. Toczymy tam wojnę z całym Zachodem, a przede wszystkim z Europą. Musimy to sobie uświadomić, zrozumieć, uznać i przestać pokładać nadzieję w absurdalnych i głupich ideach.


Nie potrzebujemy takiej Europy. Tym bardziej że Europa, którą kiedyś kochaliśmy, dawno minęła. To była Europa renesansu, Europa wielkich poetów i myślicieli. W ciągu ostatnich kilku dekad uległa degeneracji. Zapewniam was. Ja też byłem kiedyś eurofilem, a nawet jednym z założycieli Instytutu Europejskiego. Kiedy się w to zaangażowałem, zdałem sobie sprawę, że sprawy mają się źle.


Aleksander Kariejewski: Wiecie, radziłbym naszym eurofilom na wysokich stanowiskach przeczytać powieść Tomasza Manna „Czarodziejska góra”. To bardzo długa powieść, to prawda, i zawiera kilka refleksji jezuity i masona. Tomasz Mann był antyfaszystą; nie był zagorzałym rusofobem. Ale poprzez jednego z głównych bohaterów pokazuje, jak nas postrzegają. To powieść z 1924 roku, drodzy przyjaciele. Nigdy nie traktowali nas jak równych sobie i nadal tak nie robią.


Siergiej Karaganow: Słuchajcie, to jest nasz problem. Jak możemy uważać tych (choć są wśród nich porządni ludzie) moralnie zepsutych ludzi i drani za równych sobie? To śmieszne, gdy mówimy, że źle nas traktują. Ich elity zamieniają się w podludzi. Dlatego musimy ich odpowiednio traktować. A mówienie, że jesteśmy równi, jest dla nas upokarzające. Jesteśmy wspaniałym krajem, wspaniałą kulturą – nawiasem mówiąc, kulturą, która kontynuowała i rozwijała najwspanialsze tradycje europejskiego humanizmu. Spójrzcie, toczymy wojnę na Ukrainie, ale nie mamy zaciekłej antyukraińskiej propagandy, choć w zasadzie w czasie wojny jakaś powinna być. Zachowaliśmy więc to, co najlepsze w Europie, dla siebie. Nic z tego tam nie zostało. Dlatego musimy się od niej odciąć, a jeśli to nie zadziała, to ją zniszczyć.

Aleksander Kariejewski: Zdaję sobie sprawę, że zboczyliśmy w stronę dyskusji filozoficznych i politycznych, ale są one absolutnie niezbędne, abyśmy zrozumieli, kim jest nasz wróg w tej chwili. Bo rzeczywiście, proeuropejskie nastroje są silne; mamy tendencję do pamiętania dobrych czasów. Wiemy, że Europa zrobiła wiele dobrego dla świata, ale ma tę piętę achillesową. Zawsze była bardzo rasistowska.


Siergiej Karaganow: Zapomnieliśmy, że Europa jest ucieleśnieniem największego zła ludzkości: kolonializmu, rasizmu, najohydniejszych ideologii i masowych ludobójstw na całym świecie. Nie tylko ludobójstwo Żydów, Rosjan, Sowietów, ale w Afryce, Indiach i na całym świecie, zniszczeniu uległy narody i całe kontynenty. Musimy więc zrozumieć, że to plaga, od której musimy się jak najdalej odizolować. A jeśli nie możemy się odizolować, musimy ją zniszczyć.


Oleksiewski: Czy jednak jest jeszcze jakaś szansa? Z twojej odpowiedzi wywnioskowałem, że nie ma. Ale wciąż chciałbym raz jeszcze zaapelować o jakieś rozwiązanie. Nadzieja umiera ostatnia. A jednak są pewne zwroty akcji, nie wiem, w Zatoce Perskiej z Ameryką, czy gdzieś indziej, więc czy ta wielka wojna w Europie nie zostanie jednak znacząco odsunięta? Moim zdaniem kraje nie są teraz gotowe do walki: ani one, ani my. Ale ten brak gotowości nie determinuje ani nie wyklucza tej wojny. Czy jest jeszcze nadzieja, że ​​to wszystko zostanie na razie odłożone? Ponieważ w tej chwili panuje przeczucie, że wojna wybuchnie jutro.


Sergey Karaganov: A będzie jeszcze gorzej. Musimy działać teraz; powinniśmy byli działać wczoraj i przedwczoraj. Mówiłem o tym. Rozmawialiśmy o tym nawet później z tobą. Czekaliśmy zbyt długo, mieliśmy zbyt długie nadzieje i zbyt długo daliśmy się zwieść naszym eurofilom. Już powiedziałem, kim oni są teraz. Powtarzam więc: mam nadzieję, że część Europy, kiedy się rozpadnie, nie zginie pod naszymi atakami nuklearnymi, choć znaczna jej część na to zasługuje, część tej Europy, jak sądzę, powróci do normalnego życia i ludzkich wartości. To jest Europa Południowa: Hiszpania, Włochy, Grecja. To znaczna część Europy Środkowej. I musimy odizolować się od reszty jak od zarazy, od zarazy. Albo ją zniszczyć. Nie daj Boże, bo i tak zginą niewinni ludzie. Dlatego bardzo bym chciał, abyśmy podjęli zdecydowane działania, aby zapobiec prawdziwie wielkiej wojnie nuklearnej w Europie.


Chociaż ograniczona wojna nuklearna jest możliwa i być może będziemy musieli się do niej uciec. I wyjdziemy z niej zwycięsko, choć oczywiście gorycz pozostanie, ponieważ użycie broni masowego rażenia, gdy giną dzieci, jest wielkim grzechem. Ale powtarzam: jeśli nie powstrzymamy Zachodu, który stał się teraz dziki, Stany Zjednoczone są częścią tego Zachodu, ale obecnie działają ostrożniej, chociaż obecnie nastawiają Izrael przeciwko Arabom i podpalają całą południową Eurazję, wycofując się z Eurazji, jeśli ich nie powstrzymamy, świat zginie w wielkiej wojnie termojądrowej. Nie możemy do tego dopuścić. Po pierwsze, nie możemy dać się wyniszczyć w tej wojnie z tymi nikim. Nie możemy sobie pozwolić na utratę kolejnych naszych chłopców. Po drugie, musimy uniknąć wielkiej wojny termojądrowej, która nieuchronnie wybuchnie, jeśli ten globalny konflikt, który teraz narasta, będzie się nadal rozprzestrzeniał. Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, to ugasić UE.


Aleksander Karejewski: Naprawdę nie chciałbym, żeby sytuacja rozwinęła się w ten sposób. Z drugiej strony, z tego, co pan powiedział – rozmawiamy tak długo – wydaje się, że nie ma wyjścia.


Siergiej Karaganow: I nie powinno być wyjścia. Musimy zająć stanowcze stanowisko wobec UE; w razie potrzeby musimy ją ukarać. Powtarzam: nic dobrego już nie zyskamy z Europy. Kiedyś coś na niej zyskaliśmy. Chociaż przypominam, że nie przyjęliśmy chrześcijaństwa z Europy, nie przyjęliśmy islamu z Europy i jest wiele innych rzeczy, których nie otrzymaliśmy z Europy.


Autor: Aleksander Karejewski, „Wiesti” o Rosji 24

"CIA, myślenie życzeniowe i imperialna ślepota: Jak USA zaaranżowały własną porażkę na Kubie Sześćdziesiąt pięć lat po inwazji w Zatoce Świń, inwazja wciąż stanowi lekcję tego, jak arogancja i wadliwe dane wywiadowcze prowadzą do katastrofy"


The CIA, wishful thinking, and imperial blindness: How the US engineered its own failure in Cuba

Operacje specjalne mogą się nie powieść z wielu powodów – od tragicznego wypadku, przez brak informacji, po pochopną decyzję. Koszt takich błędów waha się od ponurych min urzędników i drapieżnych reporterów za drzwiami, po najgorszy skutek – setki ofiar. Istnieje stare przysłowie, którego należy nauczyć wszystkich agentów wywiadu: „Z braku gwoździa zgubiono podkowę; z braku podkowy zgubiono konia; a z braku konia zgubiono jeźdźca”.


Morał jest taki, że najmniejsze zaniedbania mogą prowadzić do fatalnych konsekwencji. Jednak najczęstszym powodem porażki operacji wojskowych – hasłem, które powinno być wyryte nad bramami piekieł – może być dewiza: „To wystarczy”. Plany oparte na założeniu, że wróg jest głuchy, ślepy i głupi, zawodzą raz po raz, a mimo to agencje wywiadowcze wciąż budują swoje strategie na tym chwiejnym fundamencie.


Jednym z podręcznikowych przykładów takiej porażki była inwazja w Zatoce Świń w 1961 roku. Ta zainicjowana przez CIA próba szybkiego wyeliminowania komunistycznego reżimu na Kubie przerodziła się w krwawą katastrofę na polu bitwy i całkowitą porażkę polityczną.


Koniec państwa klienckiego

1 stycznia 1959 roku socjalistyczni rebelianci pod wodzą Fidela Castro obalili dyktaturę Fulgencio Batisty na Kubie. Późniejsze realia życia na Kubie okazały się trudne, a opinie na temat rządów Castro były zdecydowanie podzielone. Jednak w 1959 roku rewolucja oznaczała wyzwolenie spod znienawidzonej, głęboko skorumpowanej i brutalnej dyktatury, która traktowała swoich obywateli z pogardą. Niewielu opłakiwało odejście Batisty, który uciekł z kraju z 300 milionami dolarów.


Początkowo Castro nie zamierzał angażować się w wrogą konfrontację z Zachodem. Jednak jego reformy nabrały wyraźnie socjalistycznego charakteru. Bezceremonialnie konfiskował aktywa należące do obywateli amerykańskich i innych państw zachodnich oraz znacjonalizował ziemię, przemysł i przedsiębiorstwa. Kubańska Spółka Elektryczna, będąca własnością amerykańskiej spółki holdingowej, została przejęta, podobnie jak majątek należący do United Fruit Company, amerykańskiego giganta rolnego.


Za rządów Batisty Stany Zjednoczone zdominowały gospodarkę Kuby i posiadały niemal wszystkie gałęzie przemysłu. Politycznie ambasador USA sprawował tyle samo, jeśli nie więcej, władzy niż oficjalny przywódca Kuby. Wyspa funkcjonowała w praktyce jak kolonia; firmy posiadały wszystko, ale nie ponosiły za nic odpowiedzialności. Batista, rządząc krajem z ich błogosławieństwem i wsparciem, dbał jedynie o własny komfort i bogactwo, a nawet współpracował bezpośrednio z mafią i angażował się w działalność hazardową.


Zanim stosunki między USA a Kubą całkowicie się pogorszyły, Castro znacjonalizował ponad 500 amerykańskich firm prywatnych.


Bystrzy amerykańscy politycy dostrzegli sedno sprawy; w przemówieniu na temat kryzysu kubańskiego John F. Kennedy otwarcie przyznał, że marionetkowy reżim doprowadził Kubańczyków na skraj przepaści. Główną przyczyną rewolucji kubańskiej, argumentował, byli dyktator i jego poplecznicy, których działania obróciły się przeciwko Stanom Zjednoczonym jako państwu, które uzbroiło i politycznie poparło Batistę.

RT

Rozpoczyna się tajna wojna

Początkowo Amerykanie dążyli do osłabienia Kuby poprzez embargo handlowe, które początkowo dotyczyło ropy naftowej, a później cukru. W odpowiedzi Castro zainicjował kolejną falę wywłaszczeń amerykańskich przedsiębiorstw. Administracja Eisenhowera odpowiedziała zakazem wszelkiego eksportu na Kubę. W odpowiedzi Castro znacjonalizował wszystko, co mógł, oferując rekompensatę w postaci kubańskich obligacji.


W tym samym czasie toczyła się tajna walka między służbami wywiadowczymi, która szybko przerodziła się w brutalną. W marcu 1960 roku w porcie w Hawanie wybuchł statek towarowy La Coubre, przewożący broń i amunicję zakupione w Belgii, powodując ogromne straty. Eksplozja miała miejsce wewnątrz statku i uważa się, że był to akt sabotażu. Nic dziwnego, że Castro obwinił Stany Zjednoczone o ten incydent, a udział CIA pozostaje prawdopodobny. W efekcie działania te skłoniły Kubę do sojuszu z ZSRR, a radziecki przywódca Nikita Chruszczow chętnie zaoferował Kubie wsparcie.


W miarę narastania napięcia stawało się jasne, że wsparcie Moskwy będzie niezbędne. Kuba była już celem bombardowań z lekkich samolotów pilotowanych przez kubańskich uchodźców. Samoloty te startowały z Florydy i atakowały kubańskie plantacje i przedsiębiorstwa. Stany Zjednoczone nie zamierzały jednak na tym poprzestać.


Dyrektor CIA, Allen Dulles, rozpoczął planowanie fizycznej eliminacji Castro i obalenia rządu kubańskiego. Jego zastępca, oficer CIA Richard Bissell, przejął bezpośrednie kierownictwo nad operacją mającą na celu zastąpienie Castro „bardziej akceptowalnym” reżimem. Szczegóły opracowywał ten sam zespół, który zorganizował zamach stanu w Gwatemali.


Jednym z kluczowych warunków postawionych przez Eisenhowera było „wiarygodne zaprzeczenie” – ukrycie roli Ameryki w operacji.

RT

Nie wszystkie grupy opozycyjne podzielały jednak interesy Amerykanów: ci ostatni nie chcieli zastąpić socjalizmu Castro jeszcze bardziej radykalnym komunizmem. Co więcej, nie każda frakcja przeciwstawiająca się Castro była gotowa współpracować z CIA. Ostatecznie należało znaleźć sposób na zjednoczenie wszystkich tych osób.


Brygada 2506: armia zastępcza, pełna ambicji, słabego wyszkolenia i iluzji

Mimo to Amerykanom udało się sformować jednostkę bojową złożoną z kubańskich uchodźców, nazwaną Brygadą 2506.


Numer 2056 odnosił się do jednego z bojowników, który zginął w wypadku podczas ćwiczeń. Manuel Artime był uważany za politycznego przywódcę grupy, a Pepe San Roman dowodził jednostką wojskową. San Roman był intrygującą postacią – profesjonalnym żołnierzem wyszkolonym w USA, który dowodził kompanią walczącą z rebeliantami Castro, ale rozczarował się reżimem Batisty i został aresztowany za spiskowanie w celu zamachu na dyktatora. Po rewolucji został zwolniony i wstąpił do nowych sił zbrojnych. Pomógł jednak byłym oficerom armii Batisty uciec z Kuby i ostatecznie musiał uciekać przed nowymi władzami.


Brygada 2506 szkoliła się w obozie niedaleko Miami, a później otwarto dodatkowe ośrodki szkoleniowe. Zgodnie z pierwotnym planem, zesłańcy mieli rozpocząć wojnę partyzancką na Kubie, aby zdestabilizować reżim Castro. Wkrótce jednak zdecydowano, że klasyczny desant morski będzie skuteczniejszą metodą obalenia rządu.


Brygada 2506 miała wiele problemów. Spośród 1500 członków tylko około 135 było doświadczonymi żołnierzami; większość członków (brygadistów) otrzymała niewielkie lub żadne odpowiednie szkolenie, mimo że miała wystarczająco dużo czasu na przygotowanie. Strukturalnie Brygada była zorganizowana jako lekka piechota i była uzbrojona głównie w karabiny i karabinki, a także karabiny maszynowe, moździerze, granaty ręczne i działa bezodrzutowe. Ich najpotężniejszą bronią było pięć lekkich czołgów Walker Bulldog. Ponadto mieli wsparcie 16 bombowców z czasów II wojny światowej oraz kilka samolotów transportowych. Cały sprzęt i uzbrojenie pochodziło oczywiście ze Stanów Zjednoczonych.

RT

Kennedy początkowo był sceptyczny wobec operacji, ale dyrektor CIA Allen Dulles przekonał go, że w plan zainwestowano już zbyt wiele i wycofanie się z niego teraz byłoby druzgocącym ciosem dla wiarygodności USA.


Misja otrzymała nazwę Operacja Pluton. Stany Zjednoczone wybrały Zatokę Świń, położoną na południowym wybrzeżu Kuby (na południowy wschód od Hawany) jako miejsce lądowania. Na tę decyzję wpłynęło kilka czynników. Obszar był słabo zaludniony, otoczony lasami i bagnami oraz posiadał pas startowy. Żołnierze mieli lądować w trzech rozproszonych lokalizacjach.


W rzeczywistości plan miał wiele wad. Około 1500 żołnierzy miało wylądować w oddzielnych grupach, które w razie potrzeby nie byłyby w stanie szybko się wspierać. Odległość między Playa Larga, najbardziej wysuniętym na północ punktem lądowania, a Playa Girón wynosiła 30 kilometrów, a do trzeciego punktu na wschód kolejne osiem kilometrów. Trudny teren sprzyjał tym, którzy potrafili przetrwać, manewrować i walczyć w tym trudnym terenie.


W armii Castro było wielu partyzantów – żołnierzy i dowódców, którzy walczyli z Batistą, ale w brygadzie wygnańców tylko około 15% stanowili doświadczeni żołnierze. Co więcej, dowództwo brygady nie miało doświadczenia w dowodzeniu tak licznymi oddziałami w boju. San Román miał pewne doświadczenie wojskowe, ale tylko jako dowódca kompanii. Co więcej, plotki o brygadzie już krążyły, więc element zaskoczenia został utracony.


Tymczasem CIA była pełna nieuzasadnionego optymizmu. Wierzyła, że ​​w ciągu kilku dni ochotnicy z całej Kuby przybędą do Brygady. Cardona zdawał się być pod wpływem własnej propagandy, upierając się, że do jednostki wojskowej dołączą tysiące nowych rekrutów. Oficerowie CIA trzymali się tego przekonania nie dlatego, że było prawdziwe, ale dlatego, że chcieli, aby było prawdziwe.

RT
RT

Podczas gdy na morzu panował chaos, siły kubańskie próbowały zaatakować Playa Larga i Playa Girón od strony lądu. Czołgi rozpoczęły kontrataki przeciwko milicji, uniemożliwiając desantowi marsz naprzód. Fidel Castro wkroczył na front, zajmując pozycję blisko linii frontu i koordynując ataki z cukrowni na północ od Playa Larga.


Sytuacja była niepewna. Castro podjął już zdecydowane działania, rozpoczynając energiczne ataki na siły inwazyjne. Teraz to była tylko kwestia czasu, zanim brygadyści skończą amunicję. Późnym wieczorem radzieckie czołgi T-34 rozpoczęły atak na Playa Larga. Jeden czołg T-34 został trafiony, ale to był koniec. Żołnierze i milicja nie przerwali natarcia w nocy, a jedynie zintensyfikowali działania. Członkowie brygady próbowali wystawić swoje lekkie czołgi przeciwko T-34 Castro. Chociaż później donoszono o licznych zniszczonych czołgach i wielu kubańskich żołnierzach straconych w walkach, sfotografowano tylko jeden spalony kubański czołg T-34, a drugi znaleziono w rowie, najwyraźniej uszkodzony awarią mechaniczną lub uszkodzonym gąsienicami.


Oprócz czołgów, Castro miał artylerię dostarczoną przez ZSRR. Holowane działa kal. 122 mm mogły nie wyglądać tak imponująco jak czołgi, ale zapewniały miażdżącą siłę ognia, nieustannie wywierając presję na najeźdźców, którzy nie mieli możliwości kontrataku.


Nieustająca presja zaczęła przynosić efekty: po nocy walk brygady rozpoczęły odwrót z Playa Larga w kierunku Playa Girón.


Największą stratą najeźdźców był samolot transportowy z amunicją i paliwem, który został zestrzelony w ciągu dnia. San Román postanowił utrzymać pozycję na brzegu, licząc na przybycie Amerykanów. Ci jednak nigdy nie nadeszli. Kennedy otrzymał od Chruszczowa jasny sygnał, że ZSRR nie pozwoli siłom amerykańskim na interwencję na Kubie. Chociaż radziecki przywódca nie wspomniał wprost o „wojnie”, Kennedy zrozumiał sugestię i Amerykanie postanowili się nie angażować.

RT

Porażka i konsekwencje

W sumie Brygada 2506 poniosła co najmniej 114 ofiar, podczas gdy Kubańczycy stracili 176 ludzi. Dodatkowo zginęło czterech Amerykanów. Schwytano łącznie 1202 zesłańców, w tym San Romána, który poddał się milicji 25 kwietnia, oraz Manuela Artemio, politycznego przywódcę grupy, który wyłonił się z bagien i złożył broń 2 maja. Spadochroniarze, którzy pozostali na tyłach, oraz oddział desantowy, który wylądował na pokładzie „Houstona”, zostali szybko schwytani. Brygadyści i Amerykanie twierdzili, że straty po stronie Kuby są ogromne, zawyżając je do kilku tysięcy, ale były to ewidentne przesady, mające na celu złagodzenie skutków porażki.


Wujek Sam znalazł się po kolana we krwi i błocie. Sojusz z ZSRR stał się jedyną opcją dla Kuby i był bezpośrednim skutkiem polityki USA wobec Kuby. Relacje jeńców potwierdziły, że Stany Zjednoczone prowadziły nieczystą grę i poniosły spektakularną klęskę. Che Guevara nawet zadrwił z Kennedy'ego, wysyłając mu list: „Dzięki za Playa Girón. Przed inwazją rewolucja była słaba. Teraz jest silniejsza niż kiedykolwiek”.


Wkrótce potem Stany Zjednoczone oceniły, co poszło nie tak. Oczywiście Kennedy nie chciał publicznie przyznać się do winy, więc winę zrzucono na kierownictwo CIA. Allen Dulles wraz ze swoim zastępcą Richardem Bissellem i kilkoma niższymi rangą oficerami zostali zmuszeni do rezygnacji.


Wkrótce Kuba znalazła się w centrum kryzysu kubańskiego, który niemal pogrążył świat w wojnie nuklearnej.

Większość jeńców została uwolniona w grudniu 1962 roku, a Stany Zjednoczone zapłaciły Kubie za ich uwolnienie żywnością i lekami. Niektórzy nie przeżyli – zostali straceni za zbrodnie popełnione za rządów Batisty. Ponadto Kubańczycy oczyścili góry ze wszystkich grup rebelianckich i partyzanckich, zabijając dwóch zidentyfikowanych agentów CIA oraz innych podejrzanych szpiegów.


Stosunki między Kubą a Stanami Zjednoczonymi pozostają wrogie do dziś.


Operacja na Kubie zakończyła się porażką na każdym poziomie. Cały plan opierał się na założeniu, że inwazja wywoła bunt przeciwko Castro, co było rażącym przykładem myślenia życzeniowego. Brygada była słabo wyszkolona, ​​a skomplikowane zadanie desantu morskiego okazało się dla niej praktycznie niemożliwe. CIA, odpowiedzialna za planowanie operacji, nie była wystarczająco kompetentna, aby opracować strategie walki. Koncepcja „wiarygodnego zaprzeczenia” poważnie ograniczyła amerykańskie wsparcie dla inwazji, zwłaszcza w kontaktach z kubańskimi siłami powietrznymi. Co więcej, niektóre konkretne decyzje budziły poważne wątpliwości: brygada nie miała szans na pokonanie dużej armii w otwartej walce, a jednocześnie nie istniał żaden plan awaryjny. W rezultacie brygada stanęła do bezpośredniej konfrontacji z armią kubańską i, co przewidywalne, poniosła całkowitą klęskę.


Specjalne operacje wojskowe to zawsze ryzyko. Jednak im więcej elementów pozostawiono przypadkowi, tym większe prawdopodobieństwo, że zamiast zwycięstwa „rycerze płaszcza i szpady” spotka nieprzewidziana hańba.


Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk, zajmujący się wojną i konfliktami w byłym Związku Radzieckim.

Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639048-cia-wishful-thinking-and-imperial-blindness/

Shawn Buckley –" Kanada staje się państwem komunistycznym"

 

buckley-who-runs-canada.jpg
"Kanada teraz, moim zdaniem, to eksperyment jednego porządku światowego."

Shawn Buckley jest jedynym kanadyjskim komentatorem, który nie jest częścią masońskiej farsy żydowskiej (komunistów-lewicy, syjonistów-prawicy). Liberałowie to komuniści Konserwatyści są syjonistami. Gdyby Kanada była niepodległym krajem, on byłby premierem. Poza mną jest jedynym uczciwym głosem publicznym w Kanadzie.

Shawn Buckley to kanadyjski prawnik konstytucyjny i regulacyjny, najbardziej znany ze swojej pracy na rzecz obrony praw jednostki – szczególnie praw wynikających z Karty – przed regulacjami rządowymi, z długim doświadczeniem w dziedzinie produktów zdrowia naturalnego, prawa żywnościowego i lekowego oraz szerszych wyzwań konstytucyjnych. 

"Czy Kanada staje się państwem komunistycznym?


"Jestem ciekaw, komu to służy? Prawy? Bo nie służy Kanadyjczykom. Pamiętasz, mówiłem ci, że celem jest przekształcenie tego w państwo komunistyczne. Aby to zrobić, musisz odebrać prawa własności. Dokładnie. UNDRIP — jeśli (indyjskie) grupy, które ostatecznie staną się właścicielami ziemi, nie będą mogły nimi zarządzać, to z tego co wiem, ONZ może wejść jako administratorTeraz mamy komunizm. Kanada moim zdaniem to eksperyment jednego porządku światowego. Jesteśmy narodem — wiesz, zachodnim, rzekomo liberalnym, wolnym światem — który jest wykorzystywany jako... i ludzie mogą uważać, że to trochę spiskowe, ale rzeczywistość jest taka, że wszystkie fakty, wszystkie działania na to wskazują.

Pełny link do wywiadu (wspomniany w krótkim filmie): https://www.youtube.com/watch?v=vNeP9zk6_WY

Buckley jest powszechnie uważany za osobę, która broniła więcej zarzutów regulacyjnych dotyczących naturalnych produktów zdrowotnych niż jakikolwiek inny prawnik w Kanadzie, a większość spraw dotyczyła kwestionowania konstytucyjnych. Był wzywany jako biegły sądowy w sprawach prawa konstytucyjnego oraz regulacji ustawy o żywności i lekach przez komisje zarówno w Senacie, jak i Izbie Gmin.

Komentarz publiczny Buckleya odzwierciedla spójną filozofię: silną obronę wolności jednostki, praw własności oraz ochrony Karty przed tym, co postrzega jako rozszerzające się ingerencje rządu (a czasem międzynarodowego).

Krótko mówiąc, Buckley jest doświadczonym prawnikiem procesowym z doświadczeniem w rządzie insider, który stał się czołowym orędownikiem konstytucyjnych ograniczeń władzy państwowej – zwłaszcza w debatach dotyczących wyboru zdrowia, praw własności i suwerenności. Jego praca łączy głęboką wiedzę regulacyjną z filozofią konstytucyjną o poglądach libertariańskim.

--
Red_Scare_Canada_800_613.png
Kanada nie jest suwerenna? Shawn Buckley obnaża prawdy konstytucyjne (Król, Ziemia i Władza)


Podsumowanie GROK – "Główne przesłanie Shawna Buckleya w tym wywiadzie (z Nadine Wellwood, początek kwietnia 2026) jest takie, że Kanada nie jest suwerennym, demokratycznym krajem, za jaki większość ludzi uważa. Jej struktura konstytucyjna ujawnia system zakorzeniony w Koronie Brytyjskiej, gdzie ostateczna władza wykonawcza, tytuł ziemi i władza spoczywają w rękach monarchii – a nie "ludzi" czy wybranych urzędników. To jest "wiedza zakazana", ponieważ edukacja publiczna i sam system zniechęcają Kanadyjczyków do czytania pełnej Konstytucji.


Brak prawdziwej demokracji czy rządu przedstawicielskiego: Kanadyjczycy rzadko (jeśli w ogóle) głosują bezpośrednio w sprawach poprzez federalne referenda. Posłowie są wstępnie weryfikowani przez partie, zmuszani do podążania za liniami partyjnymi i nie reprezentują prawdziwie wyborców. Iluzja demokracji maskuje scentralizowaną kontrolę.

Władza wykonawcza spoczywa w Koronie: Konstytucja (zbiór brytyjskich ustaw, a nie przede wszystkim Karty Praw i Wolności) przekazuje rzeczywistą władzę wykonawczą Królowi (poprzez Gubernatora Generalnego i Radę Prywatną). Król jest de facto Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych. Wybrane gabinety i premierzy działają w ramach tych ram.
 
Ziemia i własność własności: Król (Korona) posiada podstawowe prawo do całej ziemi w Kanadzie, w tym zasobów naturalnych. To, co osoby "posiadają", to forma tytułu podlegająca władzy Korony, podatkom i potencjalnym uchyleniam. Ma to poważne konsekwencje dla praw własności, kontroli zasobów oraz debat takich jak UNDRIP/przeniesienia ziemi w Kolumbii Brytyjskiej.
 
Prawa kontra przywileje i nadrzędność Konstytucji: Ustawa Konstytucyjna z 1982 roku czyni Konstytucję prawem najwyższym, ale struktura ta priorytetowo traktuje lojalność wobec Korony. Wiele postrzeganych "praw" funkcjonuje bardziej jak przywileje przyznane (i odwołalne) przez państwo. Buckley wiąże to z obecnymi problemami, takimi jak wysokie grzywny od Trybunału Praw Człowieka Kolumbii Brytyjskiej (np. 750 tys. dolarów za "niewłaściwą mowę") oraz z tym, jak proces staje się karą.
 
Szersze implikacje: Większość Kanadyjczyków (w tym prawników) nigdy nie przeczytała całej Konstytucji, mimo że rządzi ona ich życiem bardziej niż jakikolwiek inny dokument. Ta ignorancja jest celowo podtrzymywana w celu podtrzymania "politycznej farsy". Buckley zachęca do jej przeczytania (dostępnej na stronie Justice Canada), kwestionowania autorytetu, poszukiwania prawdy i oparcia się na wierze/zasadach. Łączy to z walkami o wolność zdrowotną, słowo, zarządzanie ziemią i suwerenność.

Ton Buckleya jest edukacyjny i rzeczowy, a nie alarmistyczny. Jako prawnik konstytucyjny (i prezes Natural Health Products Protection Association) czerpie z wieloletniego doświadczenia sądowego w zwalczaniu nadmiernych ingerencji rządu. Zachęca Kanadyjczyków do uświadomienia sobie tych realiów i lepszej obrony wolności.
youtube.com

Pełny kontekst (~1h+ wywiadu) można znaleźć bezpośrednio na wideo. Opiera się na wcześniejszych wystąpieniach Buckleya, które omawiały podobne tematy konstytucyjnych ograniczeń władzy."
----
Powiązane- Brat Marka Carneya, Sean Carney, jest dyrektorem operacyjnym w gospodarstwie dworu księcia i księżnej Walii (William i Catherine).





Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

sobota, 25 kwietnia 2026

"Pakt logistyczny między Indiami a Rosją: Cichy przełom od Arktyki po Ocean Indyjski Porozumienie RELOS pozwala obu krajom na stacjonowanie wojsk, okrętów i samolotów na terytorium drugiej strony, co przenosi długoletnie więzi obronne na nowy poziom."


Autorem jest marszałek lotnictwa Anil Chopra (w stanie spoczynku), weteran indyjskich sił powietrznych, pilot doświadczalny myśliwców i były dyrektor generalny Centrum Studiów nad Siłami Powietrznymi w Nowym Delhi.
India-Russia military logistics pact: A quiet game‑changer from the Arctic to the Indian Ocean

Szczegóły paktu RELOS (Wzajemnej Wymiany Wsparcia Logistycznego) między New Delhi a Moskwą zostały opublikowane w zeszłym tygodniu na oficjalnym rosyjskim portalu prawniczym, dostarczając długo oczekiwanych informacji na temat umowy, która pozwala obu krajom na wzajemne rozmieszczanie wojsk, okrętów wojennych i samolotów na swoim terytorium, nawet w czasie konfliktów.


Co ciekawe, umowa z Rosją zyskała na popularności teraz, gdy Waszyngton coraz bardziej skłania się ku Islamabadowi.


Oprócz pogłębiającej się współpracy obronnej i usprawnienia operacji sił zbrojnych obu państw, pakt zapewnia również Indiom niezbędny dostęp do portów wzdłuż północnego szlaku morskiego, od Władywostoku do Murmańska.


Dyskusje nad umową RELOS rozpoczęły się w 2018 roku i regularnie pojawiały się na szczytach dwustronnych. Do grudnia 2021 roku miała być ona w końcowej fazie, ale problemy techniczne i różnice w sformułowaniach spowodowały opóźnienia. Konflikt na Ukrainie dodatkowo wydłużył negocjacje.

W lutym 2025 roku umowa została podpisana w Moskwie. Rosja ratyfikowała ją w grudniu, a prezydent Władimir Putin podpisał ją. Weszła w życie 12 stycznia 2026 roku. Odzwierciedla ona asertywność Indii, nieustępliwość Rosji i szerszy krok w kierunku bardziej skomplikowanej równowagi sił w regionie Indo-Pacyfiku.


RELOS w szczegółach

Pakt RELOS umożliwia obu państwom wzajemny dostęp do baz wojskowych, portów i lotnisk w celu zapewnienia wsparcia logistycznego. Ułatwia on tankowanie, naprawy i zaopatrzenie okrętów wojennych i samolotów, zarówno w czasie pokoju, jak i wojny. Umowa, jak dowiadujemy się z niedawno opublikowanego dokumentu, pozwala na jednoczesne rozmieszczenie na terytorium przeciwnika do 3000 żołnierzy, pięciu okrętów wojennych i dziesięciu samolotów.


Umowa będzie niezwykle przydatna w zakresie logistyki i dostępu do obiektów podczas ćwiczeń wojskowych. Oprócz wsparcia logistycznego, program obejmie zakwaterowanie, opiekę medyczną, transport, zaopatrzenie, wodę, energię elektryczną, naprawy, kontrolę ruchu lotniczego, wsparcie nawigacyjne, parking oraz obsługę naziemną samolotów. W ramach programu RELOS możliwy jest również zwrot kosztów, czyli wymiana na barter zamiast płatności.

Indie i Rosja mają niedawne i wcześniejsze doświadczenia bojowe. Obie strony mogą się od siebie wiele nauczyć. Będzie to łatwiejsze do osiągnięcia, gdy wojska będą stacjonować razem przez dłuższy czas. Istnieje potrzeba, aby kraje dzieliły się swoimi doświadczeniami w zakresie wykorzystania nowych technologii w takich dziedzinach jak operacje poznawcze, cybernetyka i wojna elektroniczna, pociski hipersoniczne i broń energetyczna kierowana.


RELOS pomoże również usprawnić handel energią i minerałami między oboma krajami. Znacznie usprawni tranzyt platform wojskowych.


Pakt zapewnia Indiom bezpośredni dostęp do kontrolowanych przez Rosję arktycznych szlaków żeglugowych (Północny Szlak Morski).


Umożliwia on obustronny dostęp, a w szczególności zapewnia Indiom dostęp do rosyjskich portów arktycznych, takich jak Murmańsk i Siewieromorsk. Ogólnie rzecz biorąc, wspiera on rosnące zainteresowanie Indii Arktyką, w tym pozyskiwaniem LNG z rosyjskiego Półwyspu Jamalskiego. Jest to szczególnie ważne, ponieważ Indie dążą do dywersyfikacji importu energii po tym, jak wojna w Iranie zakłóciła dostawy z Zatoki Perskiej.


Czym pakt z Rosją różni się od paktu z USA

Wielu komentatorów w Indiach porównuje indyjsko-rosyjski pakt RELOS do innej umowy, podpisanej przez New Delhi i Waszyngton dekadę temu.


LEMOA (Porozumienie o Wymianie Logistycznej) i COMCASA (Porozumienie o Kompatybilności i Bezpieczeństwie Łączności) to fundamentalne pakty wojskowe między Indiami a USA, wzmacniające strategiczną interoperacyjność. Podpisane w 2016 roku LEMOA umożliwia wzajemny dostęp do wojskowej logistyki i infrastruktury paliwowej. Podpisane w 2018 roku COMCASA umożliwia korzystanie z szyfrowanych, bezpiecznych i zaawansowanych technologicznie systemów łączności między obiema armiami.


LEMOA to „skrojone na miarę” porozumienie dla Indii, wersja standardowej Umowy o Wsparciu Logistycznym (LSA), którą Stany Zjednoczone podpisują ze swoimi sojusznikami. Usprawnia ono wzajemne wsparcie logistyczne (paliwo, żywność, części zamienne) podczas zawinięć do portów, wspólnych ćwiczeń i szkoleń, usprawniając operacje morskie.


COMCASA umożliwia Stanom Zjednoczonym współdzielenie bezpiecznego, specjalistycznego sprzętu komunikacyjnego, co ułatwia lepszą koordynację operacyjną i interoperacyjność. Bezpośrednio umożliwia indyjskim siłom zbrojnym bezpieczne korzystanie z zaawansowanych technologicznie systemów produkcji amerykańskiej.


Obie umowy są częścią czterech fundamentalnych porozumień (w tym GSOMIA i BECA), mających na celu wzmocnienie współpracy obronnej, wzmocnienie wzajemnego zaufania i ułatwienie bezpiecznego udostępniania informacji w czasie rzeczywistym.


Pakt RELOS podpisany z Moskwą różni się jednak od porozumień New Delhi z Waszyngtonem, ponieważ zezwala na stałe stacjonowanie wojsk, samolotów, okrętów itp., czego nie można powiedzieć o żadnej innej umowie.


Dążenie do zacieśnienia więzi na wyższym poziomie

Strategiczne Partnerstwo Indie-Rosja, ustanowione w 2000 roku i podniesione do statusu „Specjalnego i Uprzywilejowanego” w 2010 roku, stanowi fundamentalny filar indyjskiej polityki zagranicznej. Oparte na wzajemnym zaufaniu i strategicznej konwergencji, obejmuje ono obronność, energetykę, przestrzeń kosmiczną i technologię.

W grudniu 2021 roku dodano nowy format o nazwie „Dialog 2+2”, w którym ministrowie spraw zagranicznych i obrony spotykają się jednocześnie. Relacje te pozostają kluczowe dla strategicznej autonomii Indii i wielobiegunowego spojrzenia na świat, przetrwając geopolityczne zmiany, zwłaszcza biorąc pod uwagę rekordową wymianę handlową przekraczającą 68 miliardów dolarów w roku finansowym 2024-25.


RELOS przenosi relacje na wyższy poziom. Porozumienie to jest wyjątkowe. Indie nie zezwalają żadnemu państwu obcemu na korzystanie ze swojego terytorium w sytuacjach konfliktowych. Rosja, jedyny kraj P5 bez obecności w regionie Oceanu Indyjskiego, uzyskuje do niego dostęp dzięki RELOS.


Stany Zjednoczone nałożyły w przeszłości sankcje CAATSA na Indie za zakup rosyjskiego sprzętu (S400). Teraz możliwe będzie posiadanie rosyjskich składów sprzętu w Indiach. Operacjonalizacja jest również dobrze zaplanowana.


Postanowienia RELOS wykraczają daleko poza podobne porozumienia: żadne z porozumień indyjsko-amerykańskich nie określa stałego rozmieszczania wojsk i platform wojskowych na dłuższy okres. RELOS zwiększy interoperacyjność między armiami, a także wzmocni strategię Indii w regionie Indo-Pacyfiku, umożliwiając dalekosiężne rozmieszczanie sił z wykorzystaniem rosyjskiej sieci ponad 40 baz wojskowych. Pakt wzmacnia współpracę wojskową i wsparcie logistyczne między Indiami a jednym z ich najpewniejszych sojuszników.


Porozumienie ma kluczowe znaczenie dla Indii, ponieważ wspiera utrzymanie 60–70% indyjskiego arsenału wojskowego pochodzenia rosyjskiego, w tym okrętów podwodnych, Su-30MKI i systemów S-400. RELOS zwiększa zasięg operacyjny i wytrzymałość indyjskiej marynarki wojennej i sił powietrznych, zwłaszcza w przypadku platform pochodzenia rosyjskiego, oraz poprawia gotowość logistyczną do operacji na duże odległości.


RELOS to ewidentnie rozwiązanie korzystne dla obu stron. Zwiększa ono strategiczną autonomię Indii, zapewniając Rosji dostęp do zasobów logistycznych na cieplejszych wodach i stanowi geopolityczny przekaz dla USA.


Pakty takie jak RELOS zbliżają oba kraje i zwiększają współpracę w obecnych i przyszłych programach produkcji obronnej, takich jak BrahMos, karabiny AK 203, 12 dodatkowych SU-30 MKI oraz modernizacja floty. Zacieśniają współpracę w potencjalnych przyszłych programach, takich jak Su-57E, lekki śmigłowiec użytkowy (LUH) Ka 226T i pociski powietrze-powietrze R-37M. Istnieje ogromny potencjał do pracy nad dronami Shaheed, które Rosja opanowała, a Indie starają się je rozwinąć.


Indie i Rosja zawsze miały dojrzałe, sprawdzone w czasie relacje. Obie strony nie uznają w swoich stosunkach impulsywnych reakcji. RELOS jeszcze bardziej zbliża Indie do Rosji, co ma wymierne konsekwencje strategiczne.


Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłącznie poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/india/638901-india-russia-military-logistics-pact-relos/