piątek, 20 marca 2026

"Izrael właśnie wywołał reakcję łańcuchową, która podpali Zatokę Perską. Walcząc o przetrwanie, Iran uczynił z całej światowej gospodarki energetycznej pole bitwy. "

 

Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).
Israel has just set off a chain reaction that will set the Gulf on fire

Od tego momentu reakcja Iranu prawdopodobnie nigdy nie ograniczy się do symbolicznego odwetu. Gdy Południowy Pars został zaatakowany, a wysocy rangą irańscy przywódcy ginęli jeden po drugim, konflikt nabrał emocjonalnej i strategicznej gramatyki egzystencjalnego starcia. Władze irańskie potwierdziły śmierć sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego Alego Laridżaniego. Izrael poinformował również o zabiciu ministra wywiadu Esmaila Khatiba, choć wstępne doniesienia wskazywały, że potwierdzenie w sprawie Khatiba początkowo pochodziło wyraźniej z Izraela niż z Teheranu. Powszechnie donoszono również o śmierci Gholamrezy Soleimaniego, dowódcy milicji Basidż. Podsumowując, te zamachy sygnalizowały, że Izrael dążył nie tylko do wyniszczenia, ale i do politycznego rozczłonkowania. W tych warunkach irańska strategia naturalnie twardnieje i przypomina coś w rodzaju ostatniej szansy – nie dlatego, że Teheran nagle woli apokapitalizację, ale dlatego, że każde przywództwo pod presją dekapitacji zaczyna kalkulować, że powściągliwość może doprowadzić do upadku szybciej niż do eskalacji. Gdy państwo czuje, że jego struktura dowodzenia, prestiż, gospodarka i wiarygodność odstraszająca są atakowane jednocześnie, zaczyna zachowywać się tak, jakby samo przetrwanie wymagało coraz szerszego odwetu.


Dlatego nie wystarczy określić irańskich ataków na infrastrukturę Zatoki Perskiej jako zwykłej zemsty. Stanowią one również doktrynę. Teheran w istocie mówi, że jeśli uda się odciąć jego własne arterie energetyczne, to żaden eksporter, żadna rafineria, żaden pociąg LNG, żaden port ani żadne państwo, które gości amerykańską potęgę lub popiera antyirański wysiłek wojenny, nie może bezpiecznie przyjąć immunitetu. Ostrzeżenia wydane przez irańskich urzędników i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wobec obiektów w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze nie były zatem retorycznym szeptem. Były one sygnałem, że wyznaczony cel został skorygowany w górę. Nawet tam, gdzie przechwycono pociski i nawet tam, gdzie wskazane obiekty nie zostały jeszcze ostatecznie trafione, intencja była niewątpliwa. Celem było przekształcenie całego ekosystemu energetycznego Zatoki Perskiej w punkt nacisku przeciwko Izraelowi, Waszyngtonowi i monarchiom arabskim, których stabilność wewnętrzna zależy od sprawnej infrastruktury węglowodorowej. Strategicznie rzecz biorąc, Iran przeszedł od karania poszczególnych wrogów do zagrażania samej architekturze porządku regionalnego.


Ta eskalacja ma jeszcze jeden okrutny wymiar. Izraelski atak na Południowy Pars uderzył nie tylko w Iran. Uderzył również pośrednio w Irak, pogarszając łańcuch dostaw gazu i energii elektrycznej, od którego Irak nadal jest zależny, zwłaszcza w zakresie wytwarzania energii na południu. Agencja Reuters donosiła, że ​​Iran wstrzymał eksport gazu do Iraku w miarę nasilania się wojny i priorytetyzacji priorytetów krajowych. Oznacza to, że atak reklamowany jako presja na Teheran odbija się rykoszetem na Basrze, irackim systemie dostaw energii i stabilności społecznej Iraku. Tak właśnie systemy regionalne załamują się w czasie wojny. Atak na złoże gazu prowadzi do niedoboru energii w innym kraju. Pocisk wystrzelony w kompleks LNG staje się kryzysem transportowym dwa morza dalej. Uszkodzony terminal staje się kryzysem politycznym w gospodarkach zależnych od importu, bez prawa głosu i bez głosu w wojnie, która zapoczątkowała reakcję łańcuchową. Ci, którzy mówią o ograniczonej eskalacji, zazwyczaj wyobrażają sobie geografię jako zbiór granic. Systemy energetyczne podlegają innym zasadom. Rozprzestrzeniają konsekwencje poprzez rurociągi, kable, porty, kontrakty i szlaki tankowców.

Obecne zagrożenie nie polega jedynie na szerszej wojnie na Bliskim Wschodzie. To pojawienie się aktywnej fazy globalnego kryzysu. Gdy węzły eksportowe i przetwórcze Zatoki Perskiej staną się powtarzającymi się celami, gospodarka światowa zacznie absorbować szok kilkoma kanałami jednocześnie. Ropa naftowa drożeje, gaz drożeje, rosną premie za ryzyko związane z transportem, ubezpieczenia rosną, oczekiwania inflacyjne rosną, banki centralne tracą pole manewru, krusi importerzy panikują, a politycznie i tak spolaryzowane społeczeństwa stają się jeszcze bardziej podatne na wybuchy. Atak na Ras Laffan był szczególnie alarmujący, ponieważ uderzył w symboliczne centrum handlu LNG. Zagrożenia dla lokalizacji w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich mają znaczenie, ponieważ zagrażają wolnym mocom produkcyjnym, możliwościom zmiany tras i przekonaniu, że producenci z Zatoki Perskiej mogą złagodzić wstrząsy gdzie indziej. Zagrożenia wokół Ormuz potęgują ten efekt, ponieważ każdy ładunek, który nie może zostać dostarczony na czas, wzbudza strach przed faktycznym niedoborem. To już nie jest konwencjonalna wojna regionalna z cenami jedynie regionalnymi. To kryzys energetyczny, inkubujący szerszą reakcję łańcuchową, gospodarczą i polityczną.


W tym sensie Izrael nie tylko odpowiada na zagrożenia. Dolewa również oliwy do ognia. Uderzenie w Południowy Pars po zabiciu szeregu wysokich rangą irańskich urzędników było krokiem eskalacyjnym, który najprawdopodobniej potwierdziłby najbardziej ekspansywną logikę odwetową Iranu. Dał Teheranowi do zrozumienia, że ​​jego elity mogą zostać zaatakowane, jego gospodarka może zostać zdławiona, a ostatnie czerwone linie mogą zostać przekroczone. To nie usprawiedliwia irańskich ataków na infrastrukturę Zatoki Perskiej. Te ataki zaogniają pożar i narażają miliony cywilów na ryzyko. Wyjaśnia to jednak, dlaczego wojna przypomina teraz nie tyle zaplanowaną kampanię, co raczej piec zasilany z obu stron. Zwolennicy Izraela mogą argumentować, że ta presja jest konieczna, aby złamać zdolność Iranu do prowadzenia wojny. Jednak natychmiastowy rezultat jest odwrotny. Konflikt rozszerzył się geograficznie, mapa energetyczna rozgorzała, neutralność Zatoki Perskiej została zdestabilizowana, a świat jest bliższy szoku niż przed atakiem na Południowy Pars.


Politycznie jest to również moment, w którym szybkie wycofanie się Amerykanów staje się znacznie trudniejsze. Z doniesień wynika, że ​​Waszyngton został poinformowany z wyprzedzeniem o ataku na South Pars, nawet jeśli nie brał w nim bezpośredniego udziału. Jednocześnie Donald Trump wyraził frustrację, gdy sojusznicy odmówili dołączenia do amerykańskich działań eskortowych wokół Ormuz. To połączenie ma znaczenie. Gdy wojna wkroczy do systemu energetycznego Zatoki Perskiej i gdy Iran zareaguje, grożąc lub atakując infrastrukturę w państwach partnerskich, Stany Zjednoczone zostaną uwikłane w swoją własną pozycję strategiczną. Muszą uspokoić partnerów z Zatoki Perskiej, chronić żeglugę, odstraszać od dalszych ataków, opanować panikę na rynku ropy naftowej i unikać okazania słabości w środku konfrontacji, której nie mogą już wiarygodnie traktować jako czyjejś operacji. Izrael sprawił zatem, że fantazja o szybkim i bezbolesnym wycofaniu się stała się znacznie mniej prawdopodobna. Waszyngton może nadal chcieć wyjścia, ale każdy nowy atak na infrastrukturę stwarza kolejny powód, dla którego nie może się wycofać.


Dla Trumpa i Republikanów niesie to ze sobą oczywiste zagrożenie wewnętrzne. To wniosek, a nie ustalony fakt, ale mechanizm polityczny jest łatwy do zauważenia. Jeśli administracja nie zdoła osiągnąć ani zdecydowanego sukcesu, ani deeskalacji, ryzykuje przedłużającą się wojnę, wyższe ceny energii, presję inflacyjną i widoczny dryf strategiczny. Prezydent, który obiecał siłę i kontrolę, może znaleźć się w pułapce między eskalacją, której nie do końca kontroluje, a wycofaniem, którego nie może już przeprowadzić bez pozornego porzucenia sojuszników i rynków. To najgorsze z możliwych rozwiązań. Stany Zjednoczone tracą zasoby i wiarygodność, a obiecany czysty wynik nigdy nie nadchodzi. W Ameryce tego rodzaju wojna nie pozostaje długo elementem polityki zagranicznej. Staje się wewnętrznym sporem o kompetencje, priorytety, ceny i prawdę. Im dłużej konflikt trwa w tej rozszerzonej formie, tym bardziej grozi, że stanie się nie tylko obciążeniem na polu bitwy, ale i polityczną porażką.

A jednak jest jeden aktor, którego koalicja rządząca może wiarygodnie rościć sobie krótkoterminowe korzyści z tej eskalacji, przynajmniej na razie. Władze Izraela zdołały sprowokować najpoważniejszą od lat destabilizację regionu, jednocześnie koncentrując cały Bliski Wschód na logice wojennej, która osłabia presję zewnętrzną na pozostałych frontach. Dopóki region płonie, każda debata jest podporządkowana bezpieczeństwu, odstraszaniu, przetrwaniu i dyscyplinie sojuszniczej. W tym wąskim i cynicznym sensie eskalacja może służyć władzy. Ale przewaga jest trująca. Kupuje przestrzeń taktyczną, czyniąc region mniej podatnym na rządzenie, mniej stabilną gospodarkę światową i mniej wiarygodną dyplomację. To przewaga podpalacza, który tymczasowo kontroluje ulicę, ponieważ wszyscy inni uciekają przed płomieniami. Czy ta przewaga przetrwa, to już inna kwestia. Historia pokazuje, że przywódcy, którzy zamieniają pożar w strategię, w końcu odkrywają, że ogień nie ma lojalności.


Jeśli chodzi o doniesienia o ataku Izraela na infrastrukturę portową na irańskim wybrzeżu Morza Kaspijskiego, twierdzenia te krążą w relacjach z wojny na żywo i w izraelskich mediach, ale pozostają mniej ugruntowane w głównych doniesieniach międzynarodowych niż atak na Południowy Pars i zabójstwa wysokich rangą irańskich urzędników. Mimo to, nawet pojawienie się tych doniesień jest wymowne. Wskazują one na wojnę, która nie ogranicza się już do jednego frontu, jednego morza ani jednej logiki militarnej. Jeśli się potwierdzą, ataki na porty zwrócone w stronę Morza Kaspijskiego podkreślą, że kampania jest wymierzona nie tylko w irańskie rakiety i dowódców, ale także w szerszy szkielet gospodarczy państwa. Ten sam schemat widoczny jest w ataku zgłoszonym w pobliżu Buszehr, który wywołał potępienie ze strony Rosji ze względu na bliskość infrastruktury nuklearnej. Podsumowując, te wydarzenia sugerują, że dławienie gospodarcze i strategiczny terror stają się nierozerwalnie związane z celami operacyjnymi. Właśnie w ten sposób wojny regionalne przeradzają się w kryzysy światowe.


Ponury wniosek jest taki, że teraz wszyscy mogą stracić. Odwet Iranu na infrastrukturze Zatoki Perskiej rozszerza konflikt na najbardziej wrażliwy i mający globalne konsekwencje sektor regionu. Zabójstwa i ataki energetyczne Izraela zaostrzyły konflikt do poziomu, na którym deeskalacja staje się politycznie i psychologicznie trudniejsza dla wszystkich stron. Monarchie Zatoki Perskiej stoją w obliczu koszmaru paraliżu wywołanego wojną infrastrukturalną. Irak stoi w obliczu pogłębiającego się braku bezpieczeństwa energetycznego. USA stoją w obliczu pułapki wojny, której mogą nie wiedzieć, jak zakończyć. Europa i Azja stoją w obliczu kolejnego importowanego szoku energetycznego. A cały świat stoi w obliczu powrotu czegoś, o czym chciał zapomnieć – możliwości, że wojna regionalna w Zatoce Perskiej może wywołać globalne zawirowania gospodarcze i chaos polityczny. 18 marca nie tylko rozszerzył mapę wojny – zmienił jej znaczenie. Nie jest to już walka wyłącznie o odstraszanie. Staje się ona rywalizacją o to, czy współczesny porządek energetyczny przetrwa, będąc wykorzystywanym jako pole bitwy.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/635540-israel-iran-chain-reaction/

"Co jeśli Iran jest polem bitwy rosyjsko-chińskiej wojny zastępczej przeciwko Stanom Zjednoczonym "

 

Turniej Cieni XXI wieku

Autor: Claudio Resta | VT

Wielu mówi:

"To wyraźnie wojna Izraela z Iranem, poprzez tę udaną, lecz ostatecznie nieudaną zmianę reżimu, zamordowanie Chameneiego, które doprowadziło do jeszcze bardziej agresywnej i odpornej sukcesji rządu zdeterminowanego, by wyrządzić Izraelowi jak najwięcej szkód."

"I być może ostatecznie wypędzić Amerykanów z Bliskiego Wschodu."

Myślę, że to wszystko prawda, ale moim zdaniem za tą wojną kryje się coś więcej...

Za i poza pozorami wojny prowadzonej wyłącznie przez Izrael ze Stanami Zjednoczonymi przeciwko Iranowi (co jednak jest prawdą): znacznie szerszej, tajnej globalnej wojny o podział świata XXI wieku, której wynik został rozstrzygnięty w zeszłym roku, przed rozpoczęciem tej wojny.

Zobacz także:

https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Game

Mimo że Izraelczycy prawdopodobnie powiedzieliby, że ten atak musiał się kiedyś wydarzyć.

Jako bardziej religijni syjoniści, ale wciąż rewizjonistyczni, pozwólcie, że wskażę, a nawet stwierdzę, że to ostateczna wojna między Gogiem a Magogiem.

Bo przynajmniej od czasu, gdy ajatollah Chomeini, wracając do Iranu z wygnania 1 lutego, objął władzę jako Najwyższy Przywódca zaledwie cztery dni po 5 lutego 1979 roku, Iran stał się najbardziej nieodwracalnym i nieubłaganym wrogiem Izraela.

Nie zapominajmy też, że Reza Szach Pahlawi (wcześniej Reza Khan, 15 marca 1878 – 26 lipca 1944), szach Iranu w latach 1925–1941 i założyciel dynastii Pahlawich, był nazistowskim sojusznikiem Hitlera i został obalony przez aliantów właśnie z tego powodu.

Więc istnieje tradycja w tym sensie, niezbyt przyjazna Żydom... nawet jeśli dziś w Iranie żyje społeczność żydowska, która cieszy się szacunkiem i żyje w pokoju. Przynajmniej tak mówią.

Od czasu, gdy Chomeini zdefiniował Stany Zjednoczone jako "Wielkiego Szatana" świata, a Izrael jako sojusznika jako "Małego Szatana", relacje między Iranem, USA i Izraelem stały się jasne.

Te uczucia były odwzajemniane przez politykę amerykańską i izraelską przez następne pół wieku, których wydarzeń pomijam opisać, ponieważ byłyby zbędne.

Nawet na potrzeby tej dyskusji nie obchodzi mnie, czy Netanjahu żyje, czy nie.

Pomimo ogromnego znaczenia tej postaci w roli, jaką odegrał w przekonaniu Trumpa do niespodziewanego wstąpienia do wojny z Iranem 28 lutego, w taki sposób, w jaki to uczynił.

Osobiście uważam, że Netanjahu nie żyje lub jest w stanie krytycznym z powodu nieobecności w Radzie Obrony Izraela podczas ostatnich ośmiu posiedzeń wojennych.

Który premier mógłby sobie pozwolić na nieobecność w radzie obrony, gdy jego kraj jest pod atakiem odwetowym?

Ale jak już mówiłem, nic z tego mnie nie interesuje.

Interesują mnie role trzech wielkich mocarstw — USA, Chin i Rosji — w tej wojnie.

Bo najmniej, co można powiedzieć o rolach trzech wielkich mocarstw — USA, Chin i Rosji w obecnym konflikcie, to że zachowanie ich przywódców jest nieprzejrzyste, niejednoznaczne, niespójne i nieuchwytne, a w przypadku Trumpa także bardzo, bardzo sprzeczne, biorąc pod uwagę, że niemal codziennie zmienia swoją narrację.

Jakby przywódcy wielkich mocarstw nie chcieli lub nie byli w stanie publicznie ujawnić prawdy, udostępniając nam wygodną wersję.

Na przykład jest jasne, jak sam Putin przyznał i o czym świadczą fakty, wiele faktów, że Rosja i/lub Chiny udzielają Iranowi znaczącego wsparcia, a także dostarczają mu bardzo zaawansowaną i potężną broń.

Jeśli chodzi o wywiad, nadzór satelitarny, a być może nawet pozyskiwanie i celowanie.

Jak inaczej wyjaśnić precyzyjny atak na bunkier Netanjahu 9 marca, w którym zginął jego brat, Ben Gvir został ranny, a inni wysokiej rangi urzędnicy z pewnością zginęli, ale sam Bibi być może zginął. Ale ostatnia propozycja została ujawniona zaledwie dwa dni temu, gdy atak został przeprowadzony 9 marca.

A może Netanjahu został przetransportowany do Niemiec w stanie krytycznym na pokładzie izraelskiego samolotu prezydenckiego, Skrzydła Syjonu, po ataku i ze względu na jego konsekwencje.

Ale dlaczego tyle wsparcia Rosji i Chin dla Iranu?

Otóż Rosja ma swoje motywy: Ukrainę i dostępność dronów produkowanych w Iranie, a także korzyści płynące ze znacznego wzrostu cen ropy, bycie sprzedawcą.

Również Chiny mają swoje motywy ułatwienia przepływu statków przez Hormuz oraz zapewnienia dostępności większości ropy niezbędnej do gospodarki na korzystnych warunkach.

Ale moim zdaniem jest jeszcze coś, czego nam nie mówią, bo dla Chin udostępnienie statku Liaowang-1 to więcej niż hojny gest, biorąc pod uwagę, że później zostanie on użyty do zdobycia Tajwanu, jak sądzę.

Ryzykowanie utraty tak unikalnego zasobu tylko po to, by pomóc sojusznikowi jak Iran, jest jak dla Chin w wojnie zastępczej.

Moim zdaniem za tym stoi to, że ta wojna "musi" zostać wygrana przez Iran nie w swoim własnym interesie, lecz głównie w przeważającym interesie Chin.

Że po zwycięstwie militarnym, poprzez dedolarizację, renminbi stanie się nową walutą rezerwową świata, a Chiny zastąpią Imperium Amerykańskie, tak jak zrobiły to w Wielkiej Brytanii, tak jak stało się po Bretton Woods w 1944 roku!

Ponadto Iran zadeklarował, że pozwoli każdemu, kto zapłaci za ropę w renminbi, przeprawić się przez Cieśninę Ormuz.

To działanie również prowadzi do dedolaryzacji.

Nowe globalne Imperium Chińskie, a w tym momencie aneksja Tajwanu będzie jedynie formalnością.

"Niewyobrażalne" porozumienie Trumpa, Putina i Xi

Pamiętasz podział Jałty, czy to prawda?

Jeśli chodzi o prezydenta Trumpa, wielu twierdzi, że przystąpił do tej wojny pod szantażem z powodu skandalu Epsteina, z którym od dawna utrzymuje przyjazne stosunki.

Albo, według innych, wynika to z demencjalnego spadku jego zdolności poznawczych.

Możliwe, że jedna lub obie z tych hipotez są prawdziwe, ale tylko względnie, ponieważ uważam, że kryje się za tym coś więcej.

Bo, co dziwne, trzej przywódcy od początku konfliktu zachowują się wobec siebie bardzo współpracownie poprzez swoje wypowiedzi, co zawsze daje Trumpowi swobodę tworzenia nowej narracji niemal codziennie (choć absurdalne) i nigdy mu nie zaprzeczając...

Może przez ich "niewyobrażalne" wcześniejsze porozumienie z 15 sierpnia na Alasce...

Wszyscy starannie unikają dyskredytowania swoich przeciwników; Mam na myśli głównie relacje między Trumpem a Putinem, ale także wszystkie relacje trójkątne.

A jeśli to szantaż ze strony Izraela dotyczący możliwego zaangażowania Trumpa w skandal Epsteina, to nie tłumaczy bardzo współpracującego zachowania Putina i Xi wobec Trumpa na tym etapie...

Wierzę, że są tajne umowy.

Takie umowy były znane i nazywane "Arcana Imperii" już od czasów starożytnych Rzymian.

Rzeczywiście, ściśle tajne rozmowy między Trumpem a Putinem (15 sierpnia 2025 roku na Alasce) oraz między Putinem a Xi (2 września 2025 roku w Pekinie) mogły zostać skonsolidowane w jedno mega-porozumienie, podpisane w dwóch etapach między trzema głównymi mocarstwami, dotyczące podziału świata oraz przejścia i zmiany reżimu z dolara amerykańskiego na chiński renminbi na globalną walutę rezerwową.

Obserwatorzy obecni w Anchorage 15 sierpnia 2025 roku informowali, że Trump i Putin izolowali się w prywatności, z dala od dziennikarzy, dyplomatów i innych, którzy byli zaskoczeni tą prywatnością podczas takiego spotkania, ponieważ było to całkowicie sprzeczne z protokołem.

Znowu może to być przez ich "niewypowiedzialne" porozumienie, które powinno pozostać nieusłyszane przez wszystkich.

O czym rozmawiać?

Ale z pewnością omówić, bez słyszenia, o tym jednym mega-porozumieniu, podpisanym na dwóch etapach między trzema głównymi mocarstwami, dotyczącym podziału świata i przejścia z dolara na renminbi na globalną walutę rezerwową.

Zmiana reżimu monetarnego świata!

Jeśli sytuacja będzie taka, jak myślę, Iran nawet nie będzie miał problemu z niedoborem broni, rakiet i torped, ponieważ jego "obrońcy/sojusznicy" są dobrze zaopatrzeni i/lub mogą produkować ich dużo, by wygrać swoją globalną wojnę zastępczą.

W końcu to rozwiązanie wybrane przez przywódców Rosji i Chin, a także zaproponowane przez Trumpa, jeśli się nie mylę, pozwala na imperialną transformację opartą na globalnej zmianie reżimu monetarnego (pierwszą po Bretton Woods) z USA do Chin, jest stosunkowo "miękkim" i pokojowym rozwiązaniem, ponieważ pozwala uniknąć poważnej globalnej wojny termojądrowej.

A także bez wojny, nie wierzę, że możliwe byłoby wprowadzenie takiej geopolitycznej transformacji finansowo-gospodarczej...

To bardzo dobrze tłumaczy lekkomyślność Trumpa, a także tolerancję na jego błędy ze strony jego wielkich przeciwników: Putina i Xi.

https://www.theinteldrop.org/2026/03/16/america-cant-pay-its-debt-so-its-going-to-war-instead-prof-jiang-xueqin/

____
https://vtforeignpolicy.com/2026/03/what-if-iran-were-the-battlefield-of-a-russian-china-proxy-war-against-the-united-states/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"Izrael właśnie wywołał reakcję łańcuchową, która podpali Zatokę "

 





Israel has just set off a chain reaction that will set the Gulf on fire

Do 19 marca 2026 roku wzór ten jest nie do pomylenia. To, co zaczęło się jako wojna skupiona wokół Izraela, Iranu, Libanu i wód wokół Cieśniny Ormuz, teraz zdecydowanie przeniknęło do infrastrukturalnego serca monarchii Zatoki.

Najbardziej utrwalonym irańskim atakiem na infrastrukturę energetyczną Zatoki Perskiej jest jak dotąd atak rakietowy na katarski kompleks przemysłowy Ras Laffan, największy węzeł LNG na świecie, przeprowadzony po tym, jak Izrael uderzył w irańskie pole gazowe South Pars. Jednocześnie wcześniejsze irańskie fale odwetu już uderzyły lub zagroziły kluczowym węzłom na szerszym łuku Zatoki, w tym saudyjskiemu centrum naftowemu w Ras Tanura, portom i infrastrukturą paliwową w ZEA w Jebel Ali, porcie Zayed i Fujairah, a także obiekty wojskowe i związane z paliwem w Bahrajnie. Inne cele publicznie wymieniane przez Iran lub omawiane w raportach rynkowych, takie jak Jubail, Samref, Al Hosn czy szlak eksportowy Morza Czerwonego przez Yanbu, należą do drugiej kategorii, gdzie zagrożenia, przechwyty i częściowe raporty często wyprzedzają pełną niezależną weryfikację. Jednak nawet w tej mgle przesłanie strategiczne jest krystalicznie jasne. Iran nie zagraża już jedynie porządkowi energetycznemu w Zatoce. Testuje, jak daleko może ją złamać.

Logika tych ataków jest brutalnie prosta. Monarchie Zatoki są bogate, technologicznie zaawansowane i mocno uzbrojone, ale znaczna część ich życia gospodarczego koncentruje się na infrastrukturze nadbrzeżnej, którą trudno ukryć, całkowicie utwardzić, a jeszcze trudniejsze do szybkiego odbudowy pod ostrzałem. Rafinerie, terminale załadunkowe, zakłady separacji gazu, systemy odsalania, pomosty eksportowe, farmy magazynowe i sieci energetyczne nie są abstrakcyjnymi zasobami w arkuszu kalkulacyjnym. Są układem krążenia regionu. Zniszczenie ich nie tylko zmniejsza produkcję – zagraża prądowi, wodzie, transporcie, dochodom państwa, rynkom ubezpieczeniowym, harmonogramom wysyłki i krajowej pewności siebie jednocześnie. Dlatego atak na Ras Laffan miał o wiele większe znaczenie niż pojedyncza eksplozja na mapie. Był to sygnał, że wojna przekroczyła granicę domeny, której najbardziej obawiają się władcy Zatoki – domeny, gdzie konflikty geopolityczne przeradzają się w systemowy paraliż gospodarczy. Reuters i inne raporty pokazują również, że nawet przechwycone drony i rakiety spowodowały pożary i zakłócenia w Arabii Saudyjskiej i ZEA, pokazując, że w tego typu wojnie częściowe przechwycenie nie jest tym samym co bezpieczeństwo.

Ras Laffan to nie tylko kolejny teren przemysłowy. Jest to klejnot w koronie katarskiego modelu energetycznego i jeden z filarów światowego handlu gazem. Uszkodzenia tam rozbrzmiewają daleko poza Doha. Dociera do przedsiębiorstw energetycznych w Azji, nabywców gazu w Europie, tras tankowców, cen spotowych, oczekiwań inflacyjnych oraz strategicznych kalkulacji każdego rządu, który miał nadzieję, że Zatoka pozostanie ostatnim niezawodnym balastem w nieuporządkowanym świecie energii. To samo dotyczy saudyjskich obiektów, takich jak Ras Tanura, oraz węzłów eksportowych ZEA wzdłuż Zatoki Omańskiej. W wojnie regionalnej rozróżnienie między lokalnymi szkodami a globalnymi konsekwencjami szybko znika. Brent zbliżył się do 110 dolarów za baryłkę po ostatniej eskalacji, podczas gdy relacje rynkowe i prasowe podkreślały zagrożenie dla około jednej piątej światowych dostaw LNG po zakłóceniach związanych z Katarem. Gdy infrastruktura energetyczna staje się celowym polem bitwy, ceny nie odpowiadają już wyłącznie na obecne przerwy. Reagują na strach przed kolejnym atakiem, a potem na strach, że same naprawy mogą stać się celem. Tak rodzi się szok energetyczny.

Dlatego decyzja Izraela o przejściu od ataków dekapitacyjnych na wysokich irańskich urzędników w kierunku bezpośredniego atakowania irańskiej bazy energetycznej była tak historyczną eskalacją. Izrael nie tylko kontynuował zabijanie wysokich rangą irańskich urzędników. 18 marca uderzył także w South Pars, największe pole gazowe na świecie i trzon irańskiego systemu gazowego, a powiązane obiekty wokół Asaluyeh również zostały zaatakowane. South Pars to nie jakiś obrzeżny magazyn wojskowy. Jest to centralny organ irańskiej gospodarki i, ponieważ pole jest wspólne z Północnym Polem Kataru, obiektem, którego zniszczenie lub skażenie niesie natychmiastowe znaczenie regionalne i globalne. Katarskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potępiło atak dokładnie w tych słowach, ostrzegając, że ataki na infrastrukturę energetyczną zagrażają narodom regionu, środowisku i globalnemu bezpieczeństwu energetycznemu. Innymi słowy, Izrael nie tylko poszerzył wojnę geograficznie. Zmieniła zasady eskalacji, przekraczając granicę sfery, o której każdy aktor w Zatoce wie, że może wywołać konsekwencje daleko poza polem bitwy.

Od tego momentu irańska odpowiedź nigdy nie miała pozostać ograniczona do symbolicznego odwetu. Gdy South Pars został uderzony, a wysocy irańscy przywódcy zabijani w szybkim tempie, konflikt nabrał emocjonalnej i strategicznej gramatyki egzystencjalnej walki. Śmierć sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego Alego Larijaniego została potwierdzona przez irańskie władze. Izrael poinformował również, że zabił ministra wywiadu Esmaila Khatiba, choć wstępne doniesienia wskazywały, że potwierdzenie Khatiba początkowo pochodziło wyraźniej z Izraela niż z Teheranu. Gholamreza Soleimani, dowódca milicji Basij, również został szeroko zgłaszany jako zabity. Razem wzięte zamachy sygnalizowały, że Izrael dąży nie tylko do wyniszczenia, ale także do politycznego rozczłonkowania. W tych warunkach irańska strategia naturalnie zaostrza się w coś na kształt ostatniego oporu, nie dlatego, że Teheran nagle woli apokalipsę, lecz dlatego, że każde przywództwo pod presją dekapitacji zaczyna liczyć, że powściągliwość może prowadzić do upadku szybciej niż eskalacja. Gdy państwo czuje, że jego struktura dowodzenia, prestiż, gospodarka i wiarygodność odstraszająca są atakowane naraz, zaczyna zachowywać się, jakby samo przetrwanie wymagało coraz szerszego odwetu.

Dlatego nie wystarczy nazwać irańskich ataków na infrastrukturę Zatoki jako zwykłą zemstę. Są też doktryną. Teheran w praktyce mówi, że jeśli można przeciąć własne arterie energetyczne, to żaden eksporter, żadna rafineria, żaden pociąg LNG, żaden port ani państwo, które posiada amerykańską potęgę lub sprzymierza się z antyirańskim wysiłkiem wojennym, nie może bezpiecznie uznawać immunitetu. Ostrzeżenia wydawane przez irańskich urzędników i Gwardię Rewolucji wobec obiektów w Arabii Saudyjskiej, ZEA i Katarze nie były więc retoryczne zgłoszenia. Zauważono, że zestaw celów został zwyżony. Nawet tam, gdzie rakiety zostały przechwycone i gdzie wymienione miejsca nie zostały jeszcze jednoznacznie trafione, intencja była nie do pomylenia. Celem było przekształcenie całego ekosystemu energetycznego Zatoki w punkt nacisku przeciwko Izraelowi, Waszyngtonowi oraz monarchiom arabskim, które polegają na działającej infrastrukturze węglowodorowej dla swojej wewnętrznej stabilności. W sensie strategicznym Iran przeszedł od karania indywidualnych wrogów do zagrożenia samej architekturze porządku regionalnego.

Jest jeszcze jedna okrutna warstwa tej eskalacji. Izraelski atak na South Pars nie dotknął tylko Iran. Uderzyło to także pośrednio w Irak, pogarszając łańcuch gazu i energii elektrycznej, od którego Irak nadal zależy, zwłaszcza w zakresie wytwarzania energii na południu. Reuters poinformował, że Iran zawiesił eksport gazu do Iraku, gdy wojna się nasiliła, a priorytety wewnętrzne zyskały na pierwszym planie. Oznacza to, że atak reklamowany jako presja na Teheran odbije się od Basry, dostaw energii Iraku i stabilności społecznej Iraku. Tak właśnie systemy regionalne psują się w czasie wojny. Atak na pole gazowe przeradza się w niedobór energii w innym kraju. Pocisk w kompleksie LNG staje się kryzysem żeglugowym dwa morza dalej. Uszkodzony terminal przeradza się w kryzys polityczny w gospodarkach zależnych od importu, bez prawa głosu i głosu w wojnie, która zapoczątkowała reakcję łańcuchową. Ci, którzy swobodnie mówią o ograniczonej eskalacji, zwykle wyobrażają sobie geografię jako zbiór granic. Systemy energetyczne podlegają innym zasadom. Rozprowadzają konsekwencje poprzez rurociągi, kable, porty, kontrakty i trasy tankowców.

Obecnie zagrożeniem nie jest po prostu szersza wojna na Bliskim Wschodzie. To pojawienie się aktywnej fazy globalnego kryzysu. Gdy węzły eksportowe i przetwórcze Zatoki staną się stałymi celami, gospodarka światowa zaczyna absorbować szok przez kilka kanałów jednocześnie. Ropa rośnie, gaz rośnie, premie za ryzyko żeglugi transportowej, rosną ubezpieczenia, rosną oczekiwania inflacyjne, banki centralne tracą pole manewru, kruchi importerzy panikują, a politycznie już spolaryzowane społeczeństwa stają się bardziej wybuchowe. Atak na Ras Laffan był szczególnie niepokojący, ponieważ uderzył w symboliczne centrum handlu LNG. Zagrożenia wobec saudyjskich i emirackich obiektów mają znaczenie, ponieważ zagrażają zapasowym przepustowcom, możliwościom przekierowania oraz przekonaniu, że producenci z Zatoki mogą złagodzić wstrząsy gdzie indziej. Niebezpieczeństwa wokół Hormuz mnożą efekt, ponieważ każdy ładunek, który nie może się przetransportować na czas, wywołuje strach przed faktycznym niedoborem. To już nie jest konwencjonalna wojna regionalna oparta wyłącznie na cenach regionalnych. To sytuacja kryzysowa energetyczna inkubująca szerszą reakcję łańcuchową gospodarczą i polityczną.

W tym sensie Izrael nie odpowiada jedynie na zagrożenia. To także doleva oliwy do ognia. Uderzenie w South Pars po zabiciu serii wysokich rangą irańskich urzędników oznaczało krok eskalacyjny, który najprawdopodobniej potwierdził najbardziej rozległą irańską logikę odwetową. Powiedział Teheranowi, że jego elity można ścigać, gospodarkę zdusić, a ostatnie czerwone linie można przekroczyć. To nie usprawiedliwia irańskich ataków na infrastrukturę Zatoki. Te ataki pogłębiają ogień i narażają miliony cywilów na niebezpieczeństwo. Ale tłumaczy to, dlaczego wojna teraz zachowuje się mniej jak wyważona kampania, a bardziej jak piec zasilany z obu stron. Zwolennicy Izraela mogą argumentować, że ta presja jest konieczna, by złamać zdolność Iranu do prowadzenia wojny. Jednak bezpośredni efekt był odwrotny. Konflikt rozszerzył się geograficznie, mapa energetyczna się rozpaliła, neutralność Zatoki została zdestabilizowana, a świat jest bliżej szoku niż przed uderzeniem w South Pars.

Politycznie to także moment, w którym szybkie wyjście Ameryki staje się znacznie trudniejsze. Raporty pokazują, że Waszyngton został wcześniej poinformowany o ataku na South Pars, nawet jeśli nie brał bezpośredniego udziału. Jednocześnie Donald Trump okazał frustrację, gdy sojusznicy odmówili udziału w amerykańskich działaniach eskortowych wokół Ormuz. Ta kombinacja ma znaczenie. Gdy wojna wkroczy do systemu energetycznego Zatoki Perskiej, a Iran odpowie groźbą lub uderzeniem w infrastrukturę państw partnerskich, USA zostają związane własną strategiczną pozycją. Musi uspokajać partnerów z Zatoki, chronić żeglugę, odstraszać kolejne strajki, zarządzać paniką na rynku ropy i unikać wyglądu słabego w środku konfrontacji, której nie może już wiarygodnie traktować jako czyjejś operacji. Izrael uczynił więc fantazję o szybkim, bezbolesnym wycofaniu się znacznie mniej prawdopodobną. Waszyngton może nadal chcieć wyjścia, ale każdy nowy cios na infrastrukturze tworzy kolejny powód, dla którego nie może wyjść czysto.

Dla Trumpa i Republikanów niesie to oczywiste zagrożenie wewnętrzne. To jest wniosek, a nie fakt ustalony, ale mechanizm polityczny jest łatwy do zauważenia. Jeśli administracja nie osiągnie ani zdecydowanego sukcesu, ani deeskalacji, ryzykuje długotrwałą wojnę, wyższe ceny energii, presję inflacyjną i widoczny dryf strategiczny. Prezydent, który obiecywał siłę i kontrolę, może skończyć uwięziony między eskalacją, której nie w pełni dowodzi, a wycofaniem się, którego nie może już wykonać, nie sprawiając wrażenia porzucenia sojuszników i rynków. To najgorsze z obu światów. USA tracą zasoby i wiarygodność, podczas gdy obiecany czysty rezultat nigdy nie nadchodzi. W Ameryce tego typu wojna nie pozostaje długo polityką zagraniczną. Staje się to wewnętrzną kłótnią o kompetencje, priorytety, ceny i prawdę. Im dłużej konflikt trwa w tej rozszerzonej formie, tym bardziej grozi stanie się nie tylko ciężarem pola bitwy, ale także polityczną porażką.

A jednak jest jeden aktor, którego koalicja rządząca może wiarygodnie rościć sobie krótkoterminowe korzyści z tej eskalacji, przynajmniej na razie. Władze Izraela zdołały wywołać najcięższą destabilizację regionalną od lat, jednocześnie skupiając cały Bliski Wschód na logice wojny, która rozmywa zewnętrzną presję na ich innych frontach. Dopóki region płonie, każda debata podporządkowana jest bezpieczeństwu, odstraszaniu, przetrwaniu i dyscyplinie sojuszu. W tym wąskim i cynicznym sensie eskalacja może służyć władzy. Ale przewaga jest trująca. Kupuje przestrzeń taktyczną, czyniąc region mniej zarządzalnym, gospodarkę światową mniej stabilną i dyplomację mniej wiarygodną. To przewaga podpalacza tymczasowo kontroluje ulicę, ponieważ wszyscy inni są zajęci ucieczką przed płomieniami. Czy ta przewaga przetrwa, to już inna kwestia. Historia sugeruje, że przywódcy, którzy zamieniają pożar w strategię, ostatecznie odkrywają, że ogień nie ma lojalności.

Jeśli chodzi o doniesienia, że Izrael uderzył także w infrastrukturę portową na irańskim wybrzeżu Morza Kaspijskiego, te twierdzenia krążą w relacjach wojennych na żywo i w izraelskich mediach, ale pozostają mniej solidne w głównych międzynarodowych relacjach niż atak na South Pars i zabójstwa wysokich irańskich urzędników. Mimo to nawet wygląd tych raportów jest wymowny. Wskazują na wojnę, która nie ogranicza się już do jednego frontu, jednego morza czy jednej logiki militarnej. Jeśli zostaną zweryfikowane, ataki na porty zmierzające do Kaspijskiego podkreślą, że kampania jest skierowana nie tylko przeciwko irańskim rakietom i dowódcom, ale także w szerszy szkielet gospodarczy państwa. Ten sam wzorzec widoczny jest w ataku zgłoszonym w pobliżu Bushehr, który wywołał rosyjskie potępienie ze względu na bliskość infrastruktury jądrowej. Razem te wydarzenia sugerują, że duszenie gospodarcze i terroryzm strategiczny stają się nierozerwalnie związane z celami operacyjnymi. Właśnie tak wojny regionalne stają się światowymi kryzysami.

Ponury wniosek jest taki, że teraz każdy może przegrać. Odwet Iranu na infrastrukturę Zatoki Perskiej rozszerza wojnę na najbardziej podatny i globalnie znaczący sektor regionu. Zamachy i ataki energetyczne Izraela podniosły konflikt do poziomu, na którym deeskalacja staje się politycznie i psychologicznie trudniejsza dla wszystkich stron. Monarchie Zatoki Zatoki stają przed koszmarem paraliżu poprzez wojnę infrastrukturalną. Irak boryka się z głębszym niepewnością energetycznym. USA stają w obliczu uwięzienia w wojnie, której być może nie wie, jak zakończyć. Europa i Azja stoją w obliczu kolejnego szoku energetycznego importu. A szerszy świat stoi w obliczu powrotu czegoś, o czym chciał zapomnieć – możliwości, że wojna regionalna w Zatoce mogłaby wywołać globalne zawirowanie gospodarcze i polityczny chaos. 18 marca nie tylko rozszerzył mapę wojny – zmienił jej znaczenie. To już nie jest walka wyłącznie o odstraszanie. Staje się to konkursem na to, czy nowoczesny porządek energetyczny przetrwa bycie wykorzystywanym jako pole bitwy.

____
https://www.rt.com/news/635540-israel-iran-chain-reaction/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"Trump i masońska grupa .................................. "


campcommanders.jpg
(Po lewej stronie komunistyczni żydowscy komendanci Gułagu w ZSRR. Po prawej stronie syjonistyczni żydowscy pionierzy w kibucu Gan Szmuel w 1921 roku. Obaj wykonują klasyczny masoński znak ręczny.)


Ujawniam polityczną farsę "dziel i rządź". Lewica (komunistyczna, globalistyczna) i prawica (konserwatywna, nacjonalistyczna) to obie frakcje masońsko-żydowskie. Oba są kontrolowane przez światowy kartel bankowy Rothschildów. Obaj są Żydami kabalistami (satanistycznymi).

Fałszywa opozycja konserwatystów w USA istnieje po to, by podsycać podziały i ukrywać szokujący fakt, że ludzkość została satanizowo opętana przez Żydów kabalistów i masonów. Jak pokazujem w mojej serii o Illuminati, wszystkie wojny światowe to farsa zorganizowana przez wolnomularzy po obu stronach, mająca na celu wyludnienie społeczeństwa
i skoncentrować władzę i majątek w swoich rękach. Wolnomularstwo jest narzędziem zorganizowanego żydostwa (czyli kartelu bankowego Rothschildów).

Trzecia wojna światowa stawia komunistów (Chiny, Rosję, Iran, BRICS i radykalny islam) przeciwko syjonistom (Izrael, USA i Argentyna). Wielka Brytania i UE wahają się w obie strony w zależności od tego problemu. Zachęcają do migracji i cenzury (lewica), jednocześnie wspierając Ukrainę (syjonistyczna prawica).

Tak czy inaczej, są marionetkami na lewych i prawych rękach Rothschildów. Jesteśmy zahipnotyzowani i ignorujemy naszego wspólnego wroga, marionetkarza, bankiera centralnego.

Nie ma powodu, by Prawica i Lewica walczyły. Każdy został stworzony na obraz Boga (Doskonałość), który dąży do wyrażenia siebie.
Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Musimy się zjednoczyć przeciwko naszemu wspólnemu wrogowi, kartelom bankowym Rothschildów i ich mackom wszędzie.

Akta Epsteina pokazują, że społeczeństwo amerykańskie zostało tak zdegradowane, że konstruktywne i nieskorumpowane przywództwo polityczne nie jest już dostępne. 90%
Kongresu pobiera pieniądze od ludobójczych syjonistów. Oczywiście Amerykanie muszą znaleźć nową partię polityczną i przywództwo, któremu ludzie mogą zaufać.

Aktualizacja z 17 stycznia 2017 i 14 grudnia 2022


Autor: Henry Makow, PhD.


Jakie jest miejsce Donalda Trumpa w szerszym obrazie?

Trump jest masonem i krypto-Żydem. Podobnie jak Biden, jest otoczony przez Żydów. Celem masońskich Żydów (Iluminatów) jest sprowadzenie rasy ludzkiej (gojim) do statusu zwierząt domowych służących im. Ten wyłaniający się wzorzec widzimy w ogromnych nierównościach majątkowych we współczesnym świecie.

trump-hitler-handsign.jpeg
Iluminaci realizują tę agendę poprzez kontrolę umysłu (media masowe, edukacja) i wojnę. Nie mogą podporządkować ludzkości sami; potrzebują gojimów, by zniszczyć się nawzajem.

"Wojna jest rewolucja," powiedział insider Chaim Rakofski. "Chrześcijaństwo jest naszym jedynym prawdziwym wrogiem, ponieważ wszystkie zjawiska polityczne i gospodarcze państw burżuazyjnych są tylko ich konsekwencjami." Rewolucja to tak naprawdę zastąpienie Boga Szatanem.

Dlatego stworzyli drużynę tag team, by promować wojnę. Z jednej strony mamy komunistycznych Żydów ("globalistów"), którzy atakują gojimów, podważając ich tożsamość narodową (patriotyzm), religijną (moralną), rasową i rodzinną (płciową).

Z drugiej strony są faszyści, naziści lub syjonistyczni ("nacjonaliści") Żydzi, którzy zdają się bronić gojów przed tym atakiem. Trump wygrał wybory, odwołując się do tej drugiej grupy demograficznej.

Z innej perspektywy mamy konflikt między filosemickimi Żydami masońskimi (komunistami) a "antysemickimi" Żydami masońskimi (faszystami, nazistami, syjonistami). Twierdząc, że broni Żydów, syjonizm wykorzystuje antysemityzm (i terror pod fałszywą flagą), by zmuszać Żydów do realizacji ich megalomańskiej agendy.

Podobnie używają terroru fałszywej flagi, by zaganiać gojów. Prawdziwa gojska elita została zdziesiątkowana w wojnach wymyślonych przez Illuminati. Elitarny gojowski pozostałość (wolnomularstwo) został przejęty z obietnicą udziału w łupach.



 Western-Wall-1024x682.jpgZNIEWOLENIE

Syjonizm to nie tylko państwo żydowskie; chodzi o żydowski porządek światowy. To samo dotyczy komunizmu: używają "sprawiedliwości społecznej" jako podstępu. Porządek świata Żydów osiąga się poprzez przeciwstawianie gojów przeciwko sobie. Większość Żydów nie jest tego świadoma. Chętnie by się zasymilowali, ale podobnie jak gojimy, zostali oszukani i poparli syjonizm lub komunizm.

Arnold J. Toynbee był propagandystą frakcji komunistycznej (globalistycznej). Napisał: "Celem było także nawrócenie świata poganskiego na kult Jahwe pod auspicjami światowego imperium skoncentrowanego wokół Erec Izrael i rządzonego przez 'Namaszczonego Pana': nadchodzącego ludzkiego króla rodu Dawidowego." (Reconsiderations, 1961, s. 486).

"Wina – lub zasługa – za skazanie Jezusa na śmierć przypisuje się w Talmudzie Żydom, a nie Rzymianom." (s. 481) Innymi słowy, judaizm kabalistyczny (masoński) jest satanistyczny.

Istnieje wiele oznak, że nazizm był finansowany przez syjonistycznych Żydów. Na przykład Churchill powiedział, że były kanclerz Niemiec (1930-1932) Heinrich Bruning ujawnił tożsamość zwolenników Hitlera w liście z 1937 roku: "Nie chciałem, i nawet dziś, z powodów zrozumiałych, nie chcę ujawniać od października 1928 roku, że dwoma największymi stałymi darczyńcami partii nazistowskiej byli dyrektorzy generalni dwóch największych berlińskich banków, oba wyznawający się Żydów, a jeden z nich był przywódcą syjonizmu w Niemczech."

PARALELE Z NIEMCAMI LAT 30.

Barack Obama i Joe Biden są lizami i lizami George'a Sorosa i komunistycznej frakcji żydowskiej. "Komunistyczni" Żydzi stoją na czele histerycznej opozycji wobec Donalda Trumpa, grożąc trwającą kampanią obywatelskiego nieposłuszeństwa i gorszych konsekwencji. W ten sposób mamy sytuację podobną do Niemiec wiemarskich, gdzie komuniści i naziści walczyli ze sobą na ulicach, a później komuniści i homoseksualiści byli aresztowani.
 
Poza jednoznacznym poparciem Trumpa dla Izraela, wiele sygnałów wskazuje, że należy on do obozu syjonistów. Jego "główny strateg" Steve Bannon pochodził z Breitbart.com, prawdopodobnego frontu Mossadu, który definiował politykę Trumpa antymigracyjną, antyiranską, anty-wolnym handlem i prorosyjską. Zobacz Makow "Czy Amerykanie zostali neokonnowani?"

Według doniesień, supersyjonista Sheldon Adelson, obiecał Trumpowi 100 milionów dolarów na kampanię wyborczą.

most-corrupt.jpg
Są też gwizdki dla psów. Niezwykle skuteczna ostatnia reklama kampanii Trumpa przedstawiała Janet Yellin i sugerowała, że Trump "osuszy bagno", atakując Fed i Goldman Sachs. Wcześniejsza reklama atakująca korupcję Clintona zawierała Gwiazdę Dawida. Oczywiście nie zrobił nic poza wzmacnianiem żydowskiej władzy i pozostawił Fed nietknięty.

Frakcja komunistów Żydów szybko stwierdziła, że reklama Trumpa reprezentuje "białą supremację." (W rzeczywistości każda próba obrony tradycyjnej Ameryki jest utożsamiana z "nienawiścią.")
 
mame-musk.jpgMatka Elona Muska jest Żydówką. Elon należy do syjonistycznego skrzydła Iluminatów.

Wszystkie europejskie nacjonalistyczne partie "skrajnej prawicy" opowiadają się za syjonizmem, podczas gdy globalistyczne antyputinowskie frakcje są w obozie komunistycznych Żydów (Soros). To ostatnie zalało Europę muzułmańskimi migrantami. Teraz, dzięki syjonistycznemu terrorowi fałszywej flagi, Europejczycy identyfikują się z Izraelem.


Niedawno 70 państw podległych komunistycznej agendzie żydowskiej odbyło spotkanie w Paryżu, które wzbudziło nadzieję na dwunarodowe rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego .

Netanjahu odrzucił to jako ostatni ślad umierającej epoki. "Ta konferencja należy do świata zeszłej historii. Świat jutra będzie inny — a jest bardzo blisko."

Jak wygląda "świat jutra"? Jeśli obecne trendy się utrzymają, półkula północna stanie się stertą radioaktywnych ruin. Putin, podobnie jak Stalin, jest nacjonalistą. Widzę Rosję, Chiny i Iran w obliczu "komunistycznego" Zachodu.

Komunizm to monopol władzy, pieniądza i kultury przez kabalistycznych bankierów centralnych. Ten monopol wymaga rozpuszczenia "wszystkich sił zbiorowych oprócz naszej własnej." (Protokoły Syjonskiegon, 16.4) Jak już mówiłem, te zbiorowe siły to rasa, religia, naród i rodzina (płeć). Stąd mamy konflikt między komunizmem a nacjonalizmem, który wydaje się być wspierany przez syjonizm. Pytanie brzmi, czy możemy ufać naszemu obrońcy?

Trump odpowiedział na to pytanie. Syjonizm może szybko przestawić się na cele komunizmu (wojny), ponieważ oba są one wycięte z tego samego masońskiego materiału i ostatecznie reprezentują to samo. Masońska tyrania żydowskiego banku centralnego. Żydowski Porządek Świata.

--------------------



Pierwszy komentarz Jamesa Perloffa-

Sztuczny konflikt, o którym mówisz, między komunistycznymi Żydami a nacjonalistycznymi Żydami, bardzo przypomina mi konflikt w kraju podczas wojny w Wietnamie.

W tej historii hipisi i yippies (wtedy zaliczałem się do nich) wyszli na ulice w protestach, które często przeradzały się w przemoc. Ale tak jak dzisiejsi protestujący są finansowani przez Sorosa, tak hipisi wtedy nieświadomie byli finansowani przez Rockefellerów (jako przykład, kiedyś promowałem najbardziej lewicową podziemną gazetę Bostonu, THE REAL PAPER, a jej wydawcą był David Rockefeller Jr.).

Podobnie ludzie w naszym rządzie, którzy wprowadzili nas do wojny w Wietnamie (Rostow, Bundy, Acheson), nie byli antykomunistami, lecz globalistami CFR na wzór dzisiejszych neokonserwatystów. Przedłużyli wojnę do 14-letniego burzliwego bałaganu i przemienili nas z kultury "Leave It to Beaver" w kulturę Woodstock. Czuję, że mogą teraz czerpać inspirację z tego podręcznika wojny w Wietnamie i dążyć do stworzenia kolejnego podziału narodowego. Ci protestujący dopuszczający się przemocy z powodu tweetów Trumpa – dlaczego nie protestowali przeciwko Bushowi i Obamie za bezwzględne bombardowanie Iraku, Libii i Syrii? Fałszywy jak banknot z wizerunkiem Sorosa.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com