niedziela, 22 marca 2026

"Wojna Ameryki z Iranem może zniszczyć NATO od wewnątrz. Jeśli Waszyngton okaże się skłonny poświęcić spójność na rzecz jednostronnej eskalacji, jego sojusznicy wycofają się, byle tylko chronić siebie."

 

Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).
Telegram
America’s war with Iran could destroy NATO from within

To, co dzieje się wokół Iranu, to nie tylko kolejna wojna na Bliskim Wschodzie. To także głęboki test politycznej, strategicznej i moralnej spójności świata atlantyckiego.


Narastająca konfrontacja, napędzana działaniami militarnymi USA i Izraela przeciwko Iranowi, ujawnia coś znacznie większego niż kryzys regionalny. Ujawnia przyspieszony rozpad jedności Zachodu w momencie, gdy stara architektura niekwestionowanej hegemonii amerykańskiej wyraźnie zanika. W tym sensie ataki na Iran nie są jedynie aktem eskalacji na jednym teatrze działań. Stanowią one historyczny test wytrzymałości dla samego NATO, dla wiarygodności przywództwa Waszyngtonu i dla całych zachodnich roszczeń do strategicznej spójności w epoce globalnych turbulencji.


Przez dekady sojusz atlantycki opierał się na prostym założeniu. Stany Zjednoczone miały przewodzić, Europa miała podążać, a nawet w przypadku tarć struktura ta przetrwała, ponieważ wszystkie strony wierzyły, że utrzymanie amerykańskiej dominacji jest tożsame z utrzymaniem własnego bezpieczeństwa. Ta formuła rozpada się w czasie rzeczywistym. Wojna wokół Iranu sprawiła, że ​​nie sposób tego zignorować. Przywódcy Europy Zachodniej nie wyrażają już jedynie dyskretnego dyskomfortu czy rytualnego zaniepokojenia. Publicznie i demonstracyjnie odmawiają wciągnięcia w amerykańską awanturę militarną, której celów nie rozumieją, której konsekwencji nie kontrolują i której koszty, jak wiedzą, będą musieli ponieść. Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Hiszpania odrzuciły bezpośredni udział w amerykańsko-izraelskiej kampanii wojskowej przeciwko Iranowi, podczas gdy czołowi europejscy urzędnicy stwierdzili w istocie, że to nie jest ich wojna, że ​​Europa nie została należycie skonsultowana i że Waszyngton nie przedstawił żadnego przekonującego planu na sukces.

To ma znaczenie, ponieważ spór nie dotyczy wyłącznie taktyki. Dotyka sedna polityki sojuszniczej. Jeśli Waszyngton potrafi rozpalić konflikt o ogromnych globalnych implikacjach, a następnie zażądać wsparcia od sojuszników po fakcie, nie oferując jednocześnie konsultacji ani wiarygodnego rozwiązania, wówczas NATO przestaje funkcjonować jako sojusz skoordynowanej strategii i zaczyna przypominać system imperialnej rekwizycji. Europejczycy to rozumieją. Ich odmowa jest sygnałem, że USA coraz częściej traktują swoich sojuszników nie jako suwerennych partnerów, lecz jako instrumenty, które należy zmobilizować po podjęciu decyzji w Waszyngtonie i Zachodniej Jerozolimie. Oznacza to, że gdy strategiczne centrum staje się chaotyczne, jednostronne i gotowe na eksternalizację ryzyka, peryferie zaczynają się odłączać.


Retoryka samego Donalda Trumpa jeszcze bardziej uwypukliła tę rzeczywistość. Kiedy członkowie NATO odmówili poparcia amerykańskich działań wokół Iranu i wysłania sił morskich do Cieśniny Ormuz, Trump nie zareagował jak zarządca sojuszu. Zareagował jak rozgoryczony patron, którego klienci nie byli posłuszni. Doniesienia medialne cytowały jego słowa o odmowie NATO, które nazwał bardzo głupim błędem i jasno dał do zrozumienia, że ​​Stany Zjednoczone zapamiętają, że wszyscy zgadzali się na słowa, ale nie chcieli pomagać w czynach. W tej samej atmosferze politycznej zasygnalizował również, że ze względu na amerykańską potęgę militarną Stany Zjednoczone nie potrzebują ani nie pragną pomocy NATO i w istocie nigdy jej tak naprawdę nie potrzebowały. Waszyngton jest coraz bardziej skłonny grozić, upokarzać lub porzucać własnych sojuszników, gdy tylko przestają być taktycznie użyteczni.


Dlatego obecny podział jest tak poważny. To nie tylko Europa stawia opór wojnie. To Europa jest zmuszona zmierzyć się z możliwością, że Stany Zjednoczone wolą zaryzykować spójność NATO niż powstrzymać własną eskalację. Innymi słowy, Waszyngton wydaje się coraz bardziej gotowy poświęcić nie tylko komfort i stabilność sojuszników, ale potencjalnie także polityczną istotę samego sojuszu, jeśli wymaga tego zachowanie amerykańskiej wolności działania. Tak często wygląda upadek imperializmu. Hegemon w fazie wzrostu buduje instytucje, ponieważ instytucje rozszerzają jego zasięg. Upadający hegemon pozbawia te same instytucje sensu, ponieważ zaczynają one ograniczać jego impulsy. NATO staje się wówczas mniej wspólnotą wzajemnej obrony, a bardziej sceną, na której amerykańska potęga domaga się oklasków, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do samodzielnego działania.

Konsekwencje ekonomiczne tego kursu są równie poważne, jak dyplomatyczne. Eskalacja na Bliskim Wschodzie już teraz uderza w rynki energetyczne z brutalną siłą. Ceny ropy naftowej gwałtownie rosną, ponieważ Iran grozi kolejnymi atakami na instalacje energetyczne w całym regionie. Cieśnina Ormuz, jedna z najważniejszych arterii eksportu węglowodorów, znajduje się pod rosnącą presją, a około jedna piąta światowego handlu ropą naftową i LNG jest narażona na zakłócenia przez ten korytarz. To cios wymierzony w układ krążenia światowej gospodarki.


Wrażliwość Europejczyków nie sprowadza się wyłącznie do uproszczonej mapy bezpośredniego importu ropy naftowej. W ujęciu czysto fizycznym UE jest mniej zależna od Zatoki Perskiej niż wiele gospodarek azjatyckich, a mimo to pozostaje głęboko narażona na wojnę na Bliskim Wschodzie poprzez ceny, szlaki żeglugowe, surowce przemysłowe i zarażenie rynku gazu. Najnowsze analizy europejskie wykazały, że w 2025 roku tylko około 6% importu ropy naftowej do UE pochodziło bezpośrednio z Bliskiego Wschodu, podczas gdy inni dostawcy, tacy jak Norwegia, nadal byli znacznie ważniejsi pod względem wolumenu. Nie eliminuje to jednak strategicznego zagrożenia, ponieważ Europa nie żyje poza globalnym systemem cen.


Nawet jeśli baryłka zostanie zakupiona z Norwegii, Stanów Zjednoczonych lub innego kraju, UE nadal ponosi koszty szoku w Zatoce Perskiej poprzez globalne wskaźniki, koszty transportu, składki ubezpieczeniowe i konkurencję o alternatywne ładunki. Równie ważny jest aspekt gazowy. Dane Komisji Europejskiej pokazały, że LNG stanowiło 45% unijnego importu gazu w 2025 roku. W drugim kwartale tego roku Stany Zjednoczone dostarczyły 58% unijnego LNG, Rosja 14%, a Katar 8%. W wąskim ujęciu dostawców nie oznacza to, że Europa jest przede wszystkim uzależniona od gazu z Zatoki Perskiej. Strategicznie jednak naraża kontynent na wszelkie kryzysy, które zacieśniają globalny rynek LNG, zmieniają trasy dostaw lub podnoszą koszt krańcowy importowanego gazu na wszystkich rynkach.


Turcja jest jeszcze bardziej narażona, ponieważ leży na skrzyżowaniu tranzytu energii, handlu regionalnego i przetwórstwa żywności. Niedawna analiza energetyczna wykazała, że ​​Turcja importuje około 99% swojego zapotrzebowania na gaz ziemny, podczas gdy LNG stanowiło 44% tureckiego importu gazu w pierwszym kwartale 2025 roku. Tureckie zakupy gazu historycznie obejmowały znaczne ilości z Rosji, Iranu i Azerbejdżanu, a także LNG od dostawców takich jak Katar i Algieria. Jeśli chodzi o ropę naftową, Ankara również pracowała nad dywersyfikacją w kierunku ropy irackiej i kazachskiej, a trasa Kirkuk-Cejhan odzyskała znaczenie w czasie obecnych zakłóceń. Turcja nie jest zatem odległym obserwatorem tego kryzysu. Jest jednym z krajów, przez które konsekwencje energetyczne i logistyczne szerszej wojny na Bliskim Wschodzie są niemal natychmiast przekazywane.


Energia nigdy nie jest tylko energią. Ropa naftowa i gaz nie są izolowanymi surowcami, pozostającymi poza realną gospodarką. Są one osadzone we wszystkim. Kształtują one bazę kosztową petrochemikaliów, ekonomikę nawozów, opłacalność energochłonnej produkcji, ceny transportu, odporność łańcuchów logistycznych i stabilność systemów żywnościowych. Wzrost cen węglowodorów nie powoduje jedynie wzrostu rachunków za ogrzewanie gospodarstw domowych ani cen benzyny. Rozprzestrzeniają się one na wszystkie warstwy przemysłu. Wraz z nimi rosną ceny tworzyw sztucznych, rozpuszczalników, włókien syntetycznych, amoniaku, mocznika, frachtu, rolnictwa napędzanego olejem napędowym, opakowań, ubezpieczeń transportowych i surowców przemysłowych. W globalnej gospodarce, osłabionej już latami sankcji wojennych, szoków inflacyjnych i fragmentacji podaży, kolejny szok energetyczny staje się nie tymczasowym zaburzeniem, lecz zwielokrotnieniem systemowej kruchości.

Kwestia nawozów jest szczególnie wymowna, ponieważ pokazuje, jak szybko eskalacja geopolityczna przeradza się w brak bezpieczeństwa żywnościowego. Producenci nawozów w niektórych częściach Azji podobno wstrzymali nowe zamówienia, ponieważ zakłócenia związane z konfliktem i niemal całkowity paraliż kluczowych korytarzy żeglugowych odcięły znaczną część dostaw nawozów z Bliskiego Wschodu, a także ropy naftowej i gazu ziemnego wykorzystywanych do ich produkcji. Ceny surowców gwałtownie wzrosły w ciągu kilku dni.


Ma to znaczenie wykraczające poza granice jednego regionu. Nawozy są jednym z ukrytych fundamentów współczesnej produkcji żywności. Kiedy ceny gazu ziemnego rosną, a przepływy nawozów maleją, koszty produkcji żywności rosną, marże spadają, a niższe dawki mogą negatywnie wpłynąć na plony. Bezpieczeństwo żywnościowe staje się wówczas zakładnikiem wojny, sprzedawanej językiem odstraszania i strategicznej konieczności.


UE nie jest marginalnym obszarem rolniczym, który może zignorować wstrząsy nawozowe i paliwowe. Dane Eurostatu pokazują, że w 2024 roku UE wyprodukowała 258 milionów ton zbóż, 162 miliony ton surowego mleka i 21 milionów ton wieprzowiny. Ta skala ma znaczenie, ponieważ nowoczesne rolnictwo europejskie jest energochłonne na każdym etapie – od produkcji nawozów i zmechanizowanej uprawy, po suszenie, chłodzenie, ubój, pakowanie i transport. Rosnące ceny gazu i ropy naftowej nie ograniczają się do hurtowych giełd energii. Przekładają się one bezpośrednio na koszty chleba, mięsa, nabiału, pasz i logistyki na całym kontynencie.


Powiązanie z nawozami jest szczególnie dotkliwe, ponieważ nawozy azotowe są strukturalnie powiązane z gazem ziemnym. W materiałach Komisji Europejskiej od dawna podkreśla się, że gaz ziemny jest zarówno surowcem, jak i źródłem energii do produkcji amoniaku, a Eurostat wykazał, jak bardzo przemysł nawozów azotowych jest zależny od importowanego gazu. Szacuje się, że w 2023 roku rolnictwo UE zużyło 8,3 miliona ton nawozów azotowych. Oznacza to, że ewentualny ponowny szok gazowy w Europie nie tylko negatywnie wpływa na rynki ogrzewania lub energii elektrycznej. Uderza to w jeden z chemicznych fundamentów samej produkcji rolnej.


Turcja ma tu również znaczenie, nie tylko jako konsument, ale także jako centrum przetwórstwa i reeksportu. Raporty USDA opisują Turcję jako głównego gracza w reeksporcie rolnym, który importuje surowce, przetwarza je i wysyła gotowe produkty na okoliczne rynki. FAO zauważyła również, że w latach obrotowych 2025 i 2026 eksport zbóż z Turcji wstępnie prognozowano na 5,4 miliona ton metrycznych, z czego największy udział miałaby pszenica. Nawet przy pewnych wahaniach z roku na rok, Turcja pozostaje ważnym węzłem młynarskim, mącznym i przetwórstwa żywności dla szerokiego pasa rozciągającego się na Bliski Wschód, Afrykę Północną i części Eurazji. Jeśli ceny energii wzrosną, korytarze żeglugowe się zawężą, a importowane zboże lub surowce staną się droższe, szok ten przeniesie się nie tylko na tureckich konsumentów, ale także na znacznie szerszą geografię żywności, powiązaną z tureckimi kanałami przetwórstwa i eksportu.


Europa Zachodnia rozumie to zagrożenie szczególnie wyraźnie, ponieważ pozostaje dotkliwie podatna na zakłócenia w sektorze energetycznym. Wcześniejsze doniesienia medialne z marca sugerowały, że Europa mogłaby zamortyzować najnowszy szok energetyczny na Bliskim Wschodzie, ale niewiele więcej, biorąc pod uwagę wyższe ceny kontraktów terminowych na gaz przez dłuższy czas i rosnące obawy urzędników o wpływ na przemysł i konsumentów. Konsekwencje są oczywiste. Europa nie wchodzi w ten kryzys z pozycji komfortu przemysłowego. Wchodzi w niego po latach inflacji, presji deindustrializacji i traumy poprzedniego szoku energetycznego związanego z wojną na Ukrainie. Kolejny długotrwały wzrost kosztów energii uderzy jednocześnie w produkcję chemiczną, nawozy, metale, transport i konkurencyjność produkcji. Sektory, od których zależy również odporność militarna, ponownie znajdą się pod presją.

To prowadzi nas do często pomijanego, ale decydującego punktu. Eskalacja konfliktu z Iranem może nie tylko zagrozić dobrobytowi Europy. Może również podważyć europejską bazę produkcyjną, a tym samym jej zdolność do samozbrojenia się i kontynuowania dostaw dla Ukrainy na skalę, jakiej domaga się jej własna retoryka. Amunicja nie pojawia się znikąd. Wymaga materiałów wybuchowych, propelentów, chemii nitrowania, metali, energii, transportu i funkcjonujących łańcuchów przemysłowych. Doniesienia medialne z marca wskazywały, że główni producenci materiałów wybuchowych w Europie byli już pod presją, aby zwiększyć produkcję w ciągu kilku lat, co samo w sobie stanowi ostrzeżenie. Europejski ekosystem amunicyjny pozostaje napięty, zależny od wąskich węzłów przemysłowych i podatny na wstrząsy w dostawach energii i chemikaliów. Jeśli energochłonne gałęzie przemysłu ponownie ucierpią z powodu rosnących cen gazu i ropy naftowej, jeśli surowce staną się droższe, a szlaki żeglugowe pozostaną pod presją, wówczas każda obietnica dotycząca utrzymania produkcji amunicji stanie się trudniejsza do spełnienia.


W tym sensie eskalacja na Bliskim Wschodzie koliduje bezpośrednio z europejskim teatrem działań. Bruksela i główne państwa NATO nie mogą jednocześnie twierdzić, że Ukraina potrzebuje wsparcia w długotrwałej wojnie, że europejska produkcja obronna musi gwałtownie wzrosnąć, a nowy wstrząs energetyczny i przemysłowy spowodowany konfrontacją z Iranem pod przewodnictwem Ameryki nie wpłynie na zdolności zaopatrzeniowe.


Kontynent, który już ściga się z uzupełnianiem zapasów, odbudową produkcji pocisków i finansowaniem nowych kontraktów wojskowych, nie potrzebuje wstrząsu węglowodorowego, który podniósłby koszty produkcji na wszystkich frontach. Kontynuując ryzykowną konfrontację w Zatoce Perskiej, Waszyngton w rzeczywistości prosi Europę o gwarantowanie dwóch strategicznych kryzysów jednocześnie, nie zachowując jednocześnie znaczącego głosu w sprawie tego, który może sparaliżować jej bazę gospodarczą.


To jeden z powodów, dla których odmowy sojuszników były tak jednoznaczne. Europa nie tylko stara się uniknąć uwikłania. Stara się uniknąć strategicznego samookaleczenia. Relacje medialne opisywały stosunki transatlantyckie, które są już poważnie napięte z powodu sporów o Ukrainę, ceł i ogólnej nieprzewidywalności Trumpa. Wojna z Iranem nasiliła to napięcie, pokazując, że Biały Dom może podejmować decyzje o globalnych konsekwencjach gospodarczych, a następnie wywierać presję na sojuszników, aby je militarnie uzasadniali. Rządy europejskie potępiły ataki jako lekkomyślne, destabilizujące i prawnie wątpliwe. Podkreślały dystans wobec konfliktu i rozważały opcje bezpieczeństwa morskiego wyłącznie na warunkach niepodporządkowanych celom wojennym Waszyngtonu. To polityczny język dysocjacji, a nie solidarności.


Istnieje tu również głębsza ironia historyczna. Sojusz atlantycki zawsze przedstawiano jako instytucjonalny wyraz rzekomo opartego na zasadach porządku. Jednak w chwilach kryzysu przekaz z Waszyngtonu brzmi coraz mniej jak prawo, a coraz bardziej jak przymus. Wesprzyj nas po fakcie. Przyjmij negatywne skutki. Ponieś koszty ekonomiczne. Zaakceptuj strategiczną niejednoznaczność. Nie pytaj, kto podjął decyzję. Nie pytaj o plan. To nie jest zarządzanie sojuszem. To hierarchia w stresie. A hierarchie w stresie stają się niestabilne, ponieważ osoby pod nimi zaczynają pytać, czy posłuszeństwo nadal służy ich interesom.

Konsekwencje mogą być poważniejsze niż chwilowy spór o Iran. Pojawia się możliwość, że wojna przyspieszy przejście od porządku atlantyckiego do bardziej surowego i otwarcie pluralistycznego świata. Jeśli Waszyngton okaże się skłonny poświęcić spójność NATO w imię jednostronnej eskalacji, sojusznicy będą bardziej agresywnie się zabezpieczać, dywersyfikować swoje sojusze i inwestować w dystans polityczny jako formę samoobrony. Im częściej to będzie się zdarzać, tym mniej wiarygodne staną się zachodnie twierdzenia o niepodzielnej jedności strategicznej. Nie oznacza to płynnej ani pokojowej transformacji. Wręcz przeciwnie. Okresy, w których dawne hegemonie słabną, rzadko są spokojne. Są one zmienne właśnie dlatego, że słabnące centrum wciąż dysponuje ogromną siłą militarną, tracąc jednocześnie autorytet polityczny, który niegdyś organizował wokół niego zgodę.


Dlatego obecna eskalacja jest tak niebezpieczna. Może pociągnąć świat w stronę szerszej wojny, w której fronty regionalne się połączą, szlaki energetyczne staną się polami bitwy, przemysłowe łańcuchy dostaw staną się narzędziami przymusu, a zobowiązania sojusznicze staną się niestabilne. Konflikt, który rozpoczyna się od ataków na Iran, może nie ograniczać się do Republiki Islamskiej. Może się rozszerzyć poprzez odwet, konfrontację morską, eskalację zastępczą, panikę rynkową i strategiczną przesadę. W takich warunkach różnica między wojną regionalną a globalną przerażająco się zawęża.


Jednak z tego właśnie zagrożenia wyłania się inna rzeczywistość. Zarysy nowego porządku świata stają się widoczne przez szczeliny starego. Nie porządku harmonijnego, nie porządku moralnie oczyszczonego, lecz porządku bardziej pluralistycznego i bardziej otwarcie kwestionowanego. Świata, w którym władza jest bardziej rozproszona, w którym zachodnie instytucje nie mogą już automatycznie wymuszać posłuszeństwa, a w którym wiele ośrodków decyzyjnych w coraz większym stopniu kształtuje rezultaty. Droga do takiego świata może być gwałtowna i niestabilna, i może prowadzić przez dokładnie taki kryzys, jaki obecnie się rozwija. Ale sedno pozostaje niezmienne. Wojna wokół Iranu nie dotyczy tylko Iranu. Mowa tu o końcu automatycznej spójności Zachodu, rosnących kosztach amerykańskiego unilateralizmu i bólach porodowych ery bardziej wielobiegunowej.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/635767-iran-war-destroy-nato/

"Potwierdzając, dlaczego moja książka jest tłumiona? "


ill4-cover2.jpg
Po tym, jak Amazon usunął Illuminati4 – Genocide & War, dałem książkę dwóm osobom
Patriot Publishers bez tantiem. Zobowiązuję się na przekazanie wszystkich pozostałych dochodów z angielskiego wydania
do sprawy antyglobalistycznej. Chociaż informacje są dostępne na mojej stronie, książka jest zebrana
To w sposób niezaprzeczalny. Internet nie zawsze jest dostępny lub stosunkowo darmowy.

Opublikowana 14 miesięcy temu, Illuminati4 – Genocide & War trafnie wyjaśnia to, czego obecnie jesteśmy świadkami.
Nie do zrozumienia jest, że ta książka jest tłumiona. Sześciu innych poszukiwaczy prawdy zgodziło się przyjąć
Przeglądaj egzemplarze, a potem zniknął. Jedynymi recenzjami, jakie otrzymałem, były recenzje Kevina Barretta i Daniela Josepha (poniżej).

Trump, Putin i Netanjahu należą do Chabadu, żydowskiego kultu suprematystycznego
który opowiada się za eksterminacją nie-satanistów, w tym zasymilowanych Żydów,
wykorzystując kolejną wymyśloną wojnę światową jako pretekst. Wolnomularze kontrolują obie strony
Konflikty izraelsko-arabskie i ukraińskie.

Nikt nie chce wiedzieć, że ludzkość została podważona przez satanistyczny kult, który dąży do
zgasić wszelkie oznaki Boskiego Ducha w człowieku. Ten satanistyczny kult to judaizm kabalistyczny (wolnomularstwo
frankizm sabatejski) które trzyma nas w niewoli psychicznych, stawiając komunistyczne (lewicowe, woke) skrzydło wolnomularstwa przeciwko prawicowemu skrzydłu (syjonistycznemu, faszystowskiemu, nacjonalistycznemu). Nie można krytykować ludobójstwa w Gazie, jeśli nie należycie do skrzydła komunistycznego. Nie ma przywódców nacjonalistycznych przeciwko izraelskiemu barbarzyństwu.

Teraz ponownie wchodzą w grę II wojny światowej – faszyści kontra komuniści. Iluminaci 1-4 pokazują, że wolnomularze zorganizowali II wojnę światową, by zabijać patriotów po obu stronach. Satanizm to kult Śmierci, Cierpienia i Zniszczenia. Hitler był "brytyjskim" agentem.

Sytuacja jest poważna. Nigdy nie pokonamy zła, jeśli nie będziemy realistyczne co do jego prawdziwej natury.



od 20 marca 2025

autor: Daniel Joseph
(henrymakow.com)

Jest rok 2025... Pewnego dnia prawdopodobnie zrozumiesz następujące spostrzeżenia, miejmy nadzieję, że szybciej, a nie za późno. Następujący głęboki światopogląd został odkryty, i to trafnie, przez historyka świata głębokiego Henry'ego Makowa, PhD z Kanady. Inny elitarny badacz sekty, David Icke, również zgadza się z tą niezwykle cenną wiedzą.

Czy ty i twoja rodzina naprawdę chcecie wiedzieć, co naprawdę dzieje się za kulisami??? Jeśli tak, podziel się tym, jakby twoje życie zależało od tej wiedzy, i to proaktywnie, bo to faktycznie prawda faktyczna, a ty/My-Ludzie-polegasz na tym, by to wiedzieć.

Ogólnie rzecz biorąc, wielu globalnie bogatych, oszustów "Żydów", w rzeczywistości satanistów, będących tajemniczymi "wolnomularzami" społeczeństwa i reprezentującymi dwie dialektyczne strony polityczne, od pokoleń celowo wywołuje wojny światowe, by podważać i mordować niesatanistów oraz zwykłych ludzi, których nazywają "gojami". To słowo to hebrajski slang oznaczający "zwierzęta".

Trump, Netanyahu, Putin i Jinping dyskretnie współpracują i są kierowani [za kulisami] przez czarnoskórą organizację o nazwie "Chabad-Lubawicz"; supremacjonistyczny judeo-satanistyczny kult zagłady, który wymaga przyszłej "katastrofy społecznej", by wprowadzić [fałszywego] żydowskiego Mesjasza.


Ten elitarny kult, "Chabad", obecnie przygotowuje grunt pod bardziej celowe globalne pandemie, wraz z trzecią wojną światową; które będą oparte na nadchodzących inscenizowanych wydarzeniach z fałszywą flagą z masowymi ofiarami oraz natychmiastowej pokręconej propagandzie masowej. Zakres wydarzeń może obejmować terroryzm nuklearny, cyberataki, przerwy w dostawie Internetu lub prądu, a nawet inscenizowaną "inwazję obcych" z wykorzystaniem tajnie opracowanej technologii pływających statków antygrawitacyjnych.

Wojny na dużą skalę prowadzone są inscenizowane między dwoma gałęziami wolnomularstwa żydowskiego – komunistycznym (lewicowy) i syjonistycznym (prawicowym).

schneerson-hasten-his-coming.png
(W 1991 roku Chabad Rebbe Schneerson namawia Satanyahu, ambasadora ONZ, do rozpoczęcia III wojny światowej, aby wypełnić przepowiednię.

{Trump i Netanjahu (reprezentujący syjonizm) & Putin i Xi Jinping (reprezentujący komunizm)} Ci wybrani przywódcy nie są wrogami, lecz raczej ukrytymi "braterskimi" globalnymi "wolnomularzami". * Tak samo CIA-Mossad-MI6 ustanowili "najwyższych przywódców" Iranu! * To inscenizowane aktorstwo jest niezwykle ważne dla wszystkich ludzi, by je zrozumieli.

Ta nowa, bezcenna, aktualna książka na rok 2025 pokazuje, jak obecne wydarzenia są psychopatycznie orkiestrowane.

Znowu ten globalny kult satanistów rozpoczyna i wykorzystuje wojny na całym świecie, by zabijać zwykłych ludzi/gojów: zwłaszcza chrześcijan, patriotów narodowych oraz etnicznych, zasymilowanych lub konserwatywnych Żydów. To jest biblijne w pełnym kontekście.

Propagandowe wojny hamują globalną cywilizację, masowo eliminują patriotów i dodatkowo koncentrują bogactwo i władzę w rękach "iluminatów"/"globalistów".

Spiskowcy wolnomularzy po obu stronach dialektyki inicjują każdą poważną wojnę, wykorzystując mordercze działania agencji wywiadowczych prowadzonych pod fałszywą flagą oraz scentralizowaną propagandę medialną. Wojny na Ukrainie, w Gazie i kolejnym Iranie nie są wyjątkiem.

Ten zbiór artykułów w tej książce wyjaśnia, jak ten starożytny, diaboliczny spisek planuje i prowadzi nas w kolejne społeczne zawirowania i szeroko rozległe zniszczenia; Jeśli my wspólnie na dużą skalę nie powstrzymamy tego przed realizacją.

Mówiąc potocznie, do 1913 roku My, Ludzie, przekazywali nasze narodowe karty kredytowe ludziom, którzy gardzą tym, co dobre i spiskują, by zniszczyć nasze obecne społeczeństwo/nas. Ta podaż kredytów zadłużenia wyemitowana przez bank centralny jest obecnie siłą napędową naszej gospodarki krajowej i globalnej.

judaism1-kill-all.jpg
Ten syjonistyczny pogląd dotyczy wszystkich, którzy odmawiają czczenia ich jako Boga.

Kartel bankowy kierowany przez Rothschildów, trzon tej złowrogiej kabały, od dawna magicznie tworzył światową walutę prosto z powietrza, jako inwestycję w nieograniczony dług, dla siebie i dla siebie. Nasze rządy potrafią drukować pieniądze bez długu i odsetek, ale państwa od dawna są gospodarczo związane z bankierami Illuminati. Kabała rodu Rothschildów planuje kolejne pandemie, coraz bardziej śmiertelne/rakotwórcze zastrzyki z mRNA oraz III wojnę światową, by zapewnić, że pojmane państwa nigdy nie uciekną ze swoich finansowych niewoli.

Trump, Netanjahu, Putin i Jinping są powiązani z "Chabadem", podstępnym, pasożytniczym, żydowskim suprematycznym kultem zagłady finansowanym przez Illuminati, który kontroluje zorganizowane Żydy, a co za tym idzie media masowe i światowe wierzenia.

Aby spełnić "biblijne proroctwa", czarnoklasowi dyrektorzy Chabadu knują nielegalne, podstępne pandemie wywołane przez laboratoria broni biologicznej, masową kontrolę umysłu oraz kontrolowaną/ograniczoną wojnę nuklearną, by wywołać globalny popyt i zainstalować charyzmatycznego, choć tylko tymczasowego, [fałszywego] "Mesjasza"/władcę.

Kult Chabadu traktuje wszystkich nie-Żydów jako niewolników urodzonych do służby elitarnym Żydom satanistycznym. Postrzegani squattersi na Ziemi, "nie-Żydzi", mają być zubożeni, okradani, eksmitowani i militarnie poddawani holokaustowi (głównie w wyznaczonych obozach kryzysowych lub pandemicznych); chyba że nie wpadniemy w pułapki i nie podporządkujemy się.

reminder-pike.jpg
Słowo "Żyd" jest obecnie w dużej mierze redefiniowane przez przyjęcie "Lucyfera" (Szatana); Nie przez genetykę. Nie-szatanistyczni, etniczni lub konserwatywni Żydzi, którzy mają odrzucić nadchodzącego izraelskiego "Mesjasza" wkrótce po wzniesieniu 3. Świątyni żydowskiej w miejscu meczetu Al-Aksa, mają zostać zmyleni i popełnieni samobójstwa; dosłownie globalnie "ofiarą holokaustu" w połączeniu z łatwowiernymi chrześcijanami oraz z biednymi muzułmanami, hinduistami i buddystami itd.

Jako źródło większości naszych problemów i uzależnień, satanistyczne/lucyferiaństwo masoneria podważyła, a w zbyt wielu przypadkach zerwała głębszy szacunek i lojalność wobec Ojca Stworzenia, Króla Niebios, dla większości ludzi.

Więc szybko otwórz oczy i umysł na 200 stron faktów pokazujących, jak świat jest obecnie zarządzany za kulisami.

I codziennie czytaj ważne wiadomości na Twitterze @henrymakow.com (Żydowski badacz Głębokiej Historii Świata, PhD)

Teraz wysyłaj SMS, e-maile i publikuj tę ważną wiedzę; a także jutro, dla wszystkich na całym świecie...


-

Powiązane – Michael Snyder – 7 działań krajów NATO wskazujących, że nadchodzi coś naprawdę wielkiego




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

piątek, 20 marca 2026

"Izrael właśnie wywołał reakcję łańcuchową, która podpali Zatokę Perską. Walcząc o przetrwanie, Iran uczynił z całej światowej gospodarki energetycznej pole bitwy. "

 

Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).
Israel has just set off a chain reaction that will set the Gulf on fire

Od tego momentu reakcja Iranu prawdopodobnie nigdy nie ograniczy się do symbolicznego odwetu. Gdy Południowy Pars został zaatakowany, a wysocy rangą irańscy przywódcy ginęli jeden po drugim, konflikt nabrał emocjonalnej i strategicznej gramatyki egzystencjalnego starcia. Władze irańskie potwierdziły śmierć sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego Alego Laridżaniego. Izrael poinformował również o zabiciu ministra wywiadu Esmaila Khatiba, choć wstępne doniesienia wskazywały, że potwierdzenie w sprawie Khatiba początkowo pochodziło wyraźniej z Izraela niż z Teheranu. Powszechnie donoszono również o śmierci Gholamrezy Soleimaniego, dowódcy milicji Basidż. Podsumowując, te zamachy sygnalizowały, że Izrael dążył nie tylko do wyniszczenia, ale i do politycznego rozczłonkowania. W tych warunkach irańska strategia naturalnie twardnieje i przypomina coś w rodzaju ostatniej szansy – nie dlatego, że Teheran nagle woli apokapitalizację, ale dlatego, że każde przywództwo pod presją dekapitacji zaczyna kalkulować, że powściągliwość może doprowadzić do upadku szybciej niż do eskalacji. Gdy państwo czuje, że jego struktura dowodzenia, prestiż, gospodarka i wiarygodność odstraszająca są atakowane jednocześnie, zaczyna zachowywać się tak, jakby samo przetrwanie wymagało coraz szerszego odwetu.


Dlatego nie wystarczy określić irańskich ataków na infrastrukturę Zatoki Perskiej jako zwykłej zemsty. Stanowią one również doktrynę. Teheran w istocie mówi, że jeśli uda się odciąć jego własne arterie energetyczne, to żaden eksporter, żadna rafineria, żaden pociąg LNG, żaden port ani żadne państwo, które gości amerykańską potęgę lub popiera antyirański wysiłek wojenny, nie może bezpiecznie przyjąć immunitetu. Ostrzeżenia wydane przez irańskich urzędników i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wobec obiektów w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze nie były zatem retorycznym szeptem. Były one sygnałem, że wyznaczony cel został skorygowany w górę. Nawet tam, gdzie przechwycono pociski i nawet tam, gdzie wskazane obiekty nie zostały jeszcze ostatecznie trafione, intencja była niewątpliwa. Celem było przekształcenie całego ekosystemu energetycznego Zatoki Perskiej w punkt nacisku przeciwko Izraelowi, Waszyngtonowi i monarchiom arabskim, których stabilność wewnętrzna zależy od sprawnej infrastruktury węglowodorowej. Strategicznie rzecz biorąc, Iran przeszedł od karania poszczególnych wrogów do zagrażania samej architekturze porządku regionalnego.


Ta eskalacja ma jeszcze jeden okrutny wymiar. Izraelski atak na Południowy Pars uderzył nie tylko w Iran. Uderzył również pośrednio w Irak, pogarszając łańcuch dostaw gazu i energii elektrycznej, od którego Irak nadal jest zależny, zwłaszcza w zakresie wytwarzania energii na południu. Agencja Reuters donosiła, że ​​Iran wstrzymał eksport gazu do Iraku w miarę nasilania się wojny i priorytetyzacji priorytetów krajowych. Oznacza to, że atak reklamowany jako presja na Teheran odbija się rykoszetem na Basrze, irackim systemie dostaw energii i stabilności społecznej Iraku. Tak właśnie systemy regionalne załamują się w czasie wojny. Atak na złoże gazu prowadzi do niedoboru energii w innym kraju. Pocisk wystrzelony w kompleks LNG staje się kryzysem transportowym dwa morza dalej. Uszkodzony terminal staje się kryzysem politycznym w gospodarkach zależnych od importu, bez prawa głosu i bez głosu w wojnie, która zapoczątkowała reakcję łańcuchową. Ci, którzy mówią o ograniczonej eskalacji, zazwyczaj wyobrażają sobie geografię jako zbiór granic. Systemy energetyczne podlegają innym zasadom. Rozprzestrzeniają konsekwencje poprzez rurociągi, kable, porty, kontrakty i szlaki tankowców.

Obecne zagrożenie nie polega jedynie na szerszej wojnie na Bliskim Wschodzie. To pojawienie się aktywnej fazy globalnego kryzysu. Gdy węzły eksportowe i przetwórcze Zatoki Perskiej staną się powtarzającymi się celami, gospodarka światowa zacznie absorbować szok kilkoma kanałami jednocześnie. Ropa naftowa drożeje, gaz drożeje, rosną premie za ryzyko związane z transportem, ubezpieczenia rosną, oczekiwania inflacyjne rosną, banki centralne tracą pole manewru, krusi importerzy panikują, a politycznie i tak spolaryzowane społeczeństwa stają się jeszcze bardziej podatne na wybuchy. Atak na Ras Laffan był szczególnie alarmujący, ponieważ uderzył w symboliczne centrum handlu LNG. Zagrożenia dla lokalizacji w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich mają znaczenie, ponieważ zagrażają wolnym mocom produkcyjnym, możliwościom zmiany tras i przekonaniu, że producenci z Zatoki Perskiej mogą złagodzić wstrząsy gdzie indziej. Zagrożenia wokół Ormuz potęgują ten efekt, ponieważ każdy ładunek, który nie może zostać dostarczony na czas, wzbudza strach przed faktycznym niedoborem. To już nie jest konwencjonalna wojna regionalna z cenami jedynie regionalnymi. To kryzys energetyczny, inkubujący szerszą reakcję łańcuchową, gospodarczą i polityczną.


W tym sensie Izrael nie tylko odpowiada na zagrożenia. Dolewa również oliwy do ognia. Uderzenie w Południowy Pars po zabiciu szeregu wysokich rangą irańskich urzędników było krokiem eskalacyjnym, który najprawdopodobniej potwierdziłby najbardziej ekspansywną logikę odwetową Iranu. Dał Teheranowi do zrozumienia, że ​​jego elity mogą zostać zaatakowane, jego gospodarka może zostać zdławiona, a ostatnie czerwone linie mogą zostać przekroczone. To nie usprawiedliwia irańskich ataków na infrastrukturę Zatoki Perskiej. Te ataki zaogniają pożar i narażają miliony cywilów na ryzyko. Wyjaśnia to jednak, dlaczego wojna przypomina teraz nie tyle zaplanowaną kampanię, co raczej piec zasilany z obu stron. Zwolennicy Izraela mogą argumentować, że ta presja jest konieczna, aby złamać zdolność Iranu do prowadzenia wojny. Jednak natychmiastowy rezultat jest odwrotny. Konflikt rozszerzył się geograficznie, mapa energetyczna rozgorzała, neutralność Zatoki Perskiej została zdestabilizowana, a świat jest bliższy szoku niż przed atakiem na Południowy Pars.


Politycznie jest to również moment, w którym szybkie wycofanie się Amerykanów staje się znacznie trudniejsze. Z doniesień wynika, że ​​Waszyngton został poinformowany z wyprzedzeniem o ataku na South Pars, nawet jeśli nie brał w nim bezpośredniego udziału. Jednocześnie Donald Trump wyraził frustrację, gdy sojusznicy odmówili dołączenia do amerykańskich działań eskortowych wokół Ormuz. To połączenie ma znaczenie. Gdy wojna wkroczy do systemu energetycznego Zatoki Perskiej i gdy Iran zareaguje, grożąc lub atakując infrastrukturę w państwach partnerskich, Stany Zjednoczone zostaną uwikłane w swoją własną pozycję strategiczną. Muszą uspokoić partnerów z Zatoki Perskiej, chronić żeglugę, odstraszać od dalszych ataków, opanować panikę na rynku ropy naftowej i unikać okazania słabości w środku konfrontacji, której nie mogą już wiarygodnie traktować jako czyjejś operacji. Izrael sprawił zatem, że fantazja o szybkim i bezbolesnym wycofaniu się stała się znacznie mniej prawdopodobna. Waszyngton może nadal chcieć wyjścia, ale każdy nowy atak na infrastrukturę stwarza kolejny powód, dla którego nie może się wycofać.


Dla Trumpa i Republikanów niesie to ze sobą oczywiste zagrożenie wewnętrzne. To wniosek, a nie ustalony fakt, ale mechanizm polityczny jest łatwy do zauważenia. Jeśli administracja nie zdoła osiągnąć ani zdecydowanego sukcesu, ani deeskalacji, ryzykuje przedłużającą się wojnę, wyższe ceny energii, presję inflacyjną i widoczny dryf strategiczny. Prezydent, który obiecał siłę i kontrolę, może znaleźć się w pułapce między eskalacją, której nie do końca kontroluje, a wycofaniem, którego nie może już przeprowadzić bez pozornego porzucenia sojuszników i rynków. To najgorsze z możliwych rozwiązań. Stany Zjednoczone tracą zasoby i wiarygodność, a obiecany czysty wynik nigdy nie nadchodzi. W Ameryce tego rodzaju wojna nie pozostaje długo elementem polityki zagranicznej. Staje się wewnętrznym sporem o kompetencje, priorytety, ceny i prawdę. Im dłużej konflikt trwa w tej rozszerzonej formie, tym bardziej grozi, że stanie się nie tylko obciążeniem na polu bitwy, ale i polityczną porażką.

A jednak jest jeden aktor, którego koalicja rządząca może wiarygodnie rościć sobie krótkoterminowe korzyści z tej eskalacji, przynajmniej na razie. Władze Izraela zdołały sprowokować najpoważniejszą od lat destabilizację regionu, jednocześnie koncentrując cały Bliski Wschód na logice wojennej, która osłabia presję zewnętrzną na pozostałych frontach. Dopóki region płonie, każda debata jest podporządkowana bezpieczeństwu, odstraszaniu, przetrwaniu i dyscyplinie sojuszniczej. W tym wąskim i cynicznym sensie eskalacja może służyć władzy. Ale przewaga jest trująca. Kupuje przestrzeń taktyczną, czyniąc region mniej podatnym na rządzenie, mniej stabilną gospodarkę światową i mniej wiarygodną dyplomację. To przewaga podpalacza, który tymczasowo kontroluje ulicę, ponieważ wszyscy inni uciekają przed płomieniami. Czy ta przewaga przetrwa, to już inna kwestia. Historia pokazuje, że przywódcy, którzy zamieniają pożar w strategię, w końcu odkrywają, że ogień nie ma lojalności.


Jeśli chodzi o doniesienia o ataku Izraela na infrastrukturę portową na irańskim wybrzeżu Morza Kaspijskiego, twierdzenia te krążą w relacjach z wojny na żywo i w izraelskich mediach, ale pozostają mniej ugruntowane w głównych doniesieniach międzynarodowych niż atak na Południowy Pars i zabójstwa wysokich rangą irańskich urzędników. Mimo to, nawet pojawienie się tych doniesień jest wymowne. Wskazują one na wojnę, która nie ogranicza się już do jednego frontu, jednego morza ani jednej logiki militarnej. Jeśli się potwierdzą, ataki na porty zwrócone w stronę Morza Kaspijskiego podkreślą, że kampania jest wymierzona nie tylko w irańskie rakiety i dowódców, ale także w szerszy szkielet gospodarczy państwa. Ten sam schemat widoczny jest w ataku zgłoszonym w pobliżu Buszehr, który wywołał potępienie ze strony Rosji ze względu na bliskość infrastruktury nuklearnej. Podsumowując, te wydarzenia sugerują, że dławienie gospodarcze i strategiczny terror stają się nierozerwalnie związane z celami operacyjnymi. Właśnie w ten sposób wojny regionalne przeradzają się w kryzysy światowe.


Ponury wniosek jest taki, że teraz wszyscy mogą stracić. Odwet Iranu na infrastrukturze Zatoki Perskiej rozszerza konflikt na najbardziej wrażliwy i mający globalne konsekwencje sektor regionu. Zabójstwa i ataki energetyczne Izraela zaostrzyły konflikt do poziomu, na którym deeskalacja staje się politycznie i psychologicznie trudniejsza dla wszystkich stron. Monarchie Zatoki Perskiej stoją w obliczu koszmaru paraliżu wywołanego wojną infrastrukturalną. Irak stoi w obliczu pogłębiającego się braku bezpieczeństwa energetycznego. USA stoją w obliczu pułapki wojny, której mogą nie wiedzieć, jak zakończyć. Europa i Azja stoją w obliczu kolejnego importowanego szoku energetycznego. A cały świat stoi w obliczu powrotu czegoś, o czym chciał zapomnieć – możliwości, że wojna regionalna w Zatoce Perskiej może wywołać globalne zawirowania gospodarcze i chaos polityczny. 18 marca nie tylko rozszerzył mapę wojny – zmienił jej znaczenie. Nie jest to już walka wyłącznie o odstraszanie. Staje się ona rywalizacją o to, czy współczesny porządek energetyczny przetrwa, będąc wykorzystywanym jako pole bitwy.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/635540-israel-iran-chain-reaction/

"Co jeśli Iran jest polem bitwy rosyjsko-chińskiej wojny zastępczej przeciwko Stanom Zjednoczonym "

 

Turniej Cieni XXI wieku

Autor: Claudio Resta | VT

Wielu mówi:

"To wyraźnie wojna Izraela z Iranem, poprzez tę udaną, lecz ostatecznie nieudaną zmianę reżimu, zamordowanie Chameneiego, które doprowadziło do jeszcze bardziej agresywnej i odpornej sukcesji rządu zdeterminowanego, by wyrządzić Izraelowi jak najwięcej szkód."

"I być może ostatecznie wypędzić Amerykanów z Bliskiego Wschodu."

Myślę, że to wszystko prawda, ale moim zdaniem za tą wojną kryje się coś więcej...

Za i poza pozorami wojny prowadzonej wyłącznie przez Izrael ze Stanami Zjednoczonymi przeciwko Iranowi (co jednak jest prawdą): znacznie szerszej, tajnej globalnej wojny o podział świata XXI wieku, której wynik został rozstrzygnięty w zeszłym roku, przed rozpoczęciem tej wojny.

Zobacz także:

https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Game

Mimo że Izraelczycy prawdopodobnie powiedzieliby, że ten atak musiał się kiedyś wydarzyć.

Jako bardziej religijni syjoniści, ale wciąż rewizjonistyczni, pozwólcie, że wskażę, a nawet stwierdzę, że to ostateczna wojna między Gogiem a Magogiem.

Bo przynajmniej od czasu, gdy ajatollah Chomeini, wracając do Iranu z wygnania 1 lutego, objął władzę jako Najwyższy Przywódca zaledwie cztery dni po 5 lutego 1979 roku, Iran stał się najbardziej nieodwracalnym i nieubłaganym wrogiem Izraela.

Nie zapominajmy też, że Reza Szach Pahlawi (wcześniej Reza Khan, 15 marca 1878 – 26 lipca 1944), szach Iranu w latach 1925–1941 i założyciel dynastii Pahlawich, był nazistowskim sojusznikiem Hitlera i został obalony przez aliantów właśnie z tego powodu.

Więc istnieje tradycja w tym sensie, niezbyt przyjazna Żydom... nawet jeśli dziś w Iranie żyje społeczność żydowska, która cieszy się szacunkiem i żyje w pokoju. Przynajmniej tak mówią.

Od czasu, gdy Chomeini zdefiniował Stany Zjednoczone jako "Wielkiego Szatana" świata, a Izrael jako sojusznika jako "Małego Szatana", relacje między Iranem, USA i Izraelem stały się jasne.

Te uczucia były odwzajemniane przez politykę amerykańską i izraelską przez następne pół wieku, których wydarzeń pomijam opisać, ponieważ byłyby zbędne.

Nawet na potrzeby tej dyskusji nie obchodzi mnie, czy Netanjahu żyje, czy nie.

Pomimo ogromnego znaczenia tej postaci w roli, jaką odegrał w przekonaniu Trumpa do niespodziewanego wstąpienia do wojny z Iranem 28 lutego, w taki sposób, w jaki to uczynił.

Osobiście uważam, że Netanjahu nie żyje lub jest w stanie krytycznym z powodu nieobecności w Radzie Obrony Izraela podczas ostatnich ośmiu posiedzeń wojennych.

Który premier mógłby sobie pozwolić na nieobecność w radzie obrony, gdy jego kraj jest pod atakiem odwetowym?

Ale jak już mówiłem, nic z tego mnie nie interesuje.

Interesują mnie role trzech wielkich mocarstw — USA, Chin i Rosji — w tej wojnie.

Bo najmniej, co można powiedzieć o rolach trzech wielkich mocarstw — USA, Chin i Rosji w obecnym konflikcie, to że zachowanie ich przywódców jest nieprzejrzyste, niejednoznaczne, niespójne i nieuchwytne, a w przypadku Trumpa także bardzo, bardzo sprzeczne, biorąc pod uwagę, że niemal codziennie zmienia swoją narrację.

Jakby przywódcy wielkich mocarstw nie chcieli lub nie byli w stanie publicznie ujawnić prawdy, udostępniając nam wygodną wersję.

Na przykład jest jasne, jak sam Putin przyznał i o czym świadczą fakty, wiele faktów, że Rosja i/lub Chiny udzielają Iranowi znaczącego wsparcia, a także dostarczają mu bardzo zaawansowaną i potężną broń.

Jeśli chodzi o wywiad, nadzór satelitarny, a być może nawet pozyskiwanie i celowanie.

Jak inaczej wyjaśnić precyzyjny atak na bunkier Netanjahu 9 marca, w którym zginął jego brat, Ben Gvir został ranny, a inni wysokiej rangi urzędnicy z pewnością zginęli, ale sam Bibi być może zginął. Ale ostatnia propozycja została ujawniona zaledwie dwa dni temu, gdy atak został przeprowadzony 9 marca.

A może Netanjahu został przetransportowany do Niemiec w stanie krytycznym na pokładzie izraelskiego samolotu prezydenckiego, Skrzydła Syjonu, po ataku i ze względu na jego konsekwencje.

Ale dlaczego tyle wsparcia Rosji i Chin dla Iranu?

Otóż Rosja ma swoje motywy: Ukrainę i dostępność dronów produkowanych w Iranie, a także korzyści płynące ze znacznego wzrostu cen ropy, bycie sprzedawcą.

Również Chiny mają swoje motywy ułatwienia przepływu statków przez Hormuz oraz zapewnienia dostępności większości ropy niezbędnej do gospodarki na korzystnych warunkach.

Ale moim zdaniem jest jeszcze coś, czego nam nie mówią, bo dla Chin udostępnienie statku Liaowang-1 to więcej niż hojny gest, biorąc pod uwagę, że później zostanie on użyty do zdobycia Tajwanu, jak sądzę.

Ryzykowanie utraty tak unikalnego zasobu tylko po to, by pomóc sojusznikowi jak Iran, jest jak dla Chin w wojnie zastępczej.

Moim zdaniem za tym stoi to, że ta wojna "musi" zostać wygrana przez Iran nie w swoim własnym interesie, lecz głównie w przeważającym interesie Chin.

Że po zwycięstwie militarnym, poprzez dedolarizację, renminbi stanie się nową walutą rezerwową świata, a Chiny zastąpią Imperium Amerykańskie, tak jak zrobiły to w Wielkiej Brytanii, tak jak stało się po Bretton Woods w 1944 roku!

Ponadto Iran zadeklarował, że pozwoli każdemu, kto zapłaci za ropę w renminbi, przeprawić się przez Cieśninę Ormuz.

To działanie również prowadzi do dedolaryzacji.

Nowe globalne Imperium Chińskie, a w tym momencie aneksja Tajwanu będzie jedynie formalnością.

"Niewyobrażalne" porozumienie Trumpa, Putina i Xi

Pamiętasz podział Jałty, czy to prawda?

Jeśli chodzi o prezydenta Trumpa, wielu twierdzi, że przystąpił do tej wojny pod szantażem z powodu skandalu Epsteina, z którym od dawna utrzymuje przyjazne stosunki.

Albo, według innych, wynika to z demencjalnego spadku jego zdolności poznawczych.

Możliwe, że jedna lub obie z tych hipotez są prawdziwe, ale tylko względnie, ponieważ uważam, że kryje się za tym coś więcej.

Bo, co dziwne, trzej przywódcy od początku konfliktu zachowują się wobec siebie bardzo współpracownie poprzez swoje wypowiedzi, co zawsze daje Trumpowi swobodę tworzenia nowej narracji niemal codziennie (choć absurdalne) i nigdy mu nie zaprzeczając...

Może przez ich "niewyobrażalne" wcześniejsze porozumienie z 15 sierpnia na Alasce...

Wszyscy starannie unikają dyskredytowania swoich przeciwników; Mam na myśli głównie relacje między Trumpem a Putinem, ale także wszystkie relacje trójkątne.

A jeśli to szantaż ze strony Izraela dotyczący możliwego zaangażowania Trumpa w skandal Epsteina, to nie tłumaczy bardzo współpracującego zachowania Putina i Xi wobec Trumpa na tym etapie...

Wierzę, że są tajne umowy.

Takie umowy były znane i nazywane "Arcana Imperii" już od czasów starożytnych Rzymian.

Rzeczywiście, ściśle tajne rozmowy między Trumpem a Putinem (15 sierpnia 2025 roku na Alasce) oraz między Putinem a Xi (2 września 2025 roku w Pekinie) mogły zostać skonsolidowane w jedno mega-porozumienie, podpisane w dwóch etapach między trzema głównymi mocarstwami, dotyczące podziału świata oraz przejścia i zmiany reżimu z dolara amerykańskiego na chiński renminbi na globalną walutę rezerwową.

Obserwatorzy obecni w Anchorage 15 sierpnia 2025 roku informowali, że Trump i Putin izolowali się w prywatności, z dala od dziennikarzy, dyplomatów i innych, którzy byli zaskoczeni tą prywatnością podczas takiego spotkania, ponieważ było to całkowicie sprzeczne z protokołem.

Znowu może to być przez ich "niewypowiedzialne" porozumienie, które powinno pozostać nieusłyszane przez wszystkich.

O czym rozmawiać?

Ale z pewnością omówić, bez słyszenia, o tym jednym mega-porozumieniu, podpisanym na dwóch etapach między trzema głównymi mocarstwami, dotyczącym podziału świata i przejścia z dolara na renminbi na globalną walutę rezerwową.

Zmiana reżimu monetarnego świata!

Jeśli sytuacja będzie taka, jak myślę, Iran nawet nie będzie miał problemu z niedoborem broni, rakiet i torped, ponieważ jego "obrońcy/sojusznicy" są dobrze zaopatrzeni i/lub mogą produkować ich dużo, by wygrać swoją globalną wojnę zastępczą.

W końcu to rozwiązanie wybrane przez przywódców Rosji i Chin, a także zaproponowane przez Trumpa, jeśli się nie mylę, pozwala na imperialną transformację opartą na globalnej zmianie reżimu monetarnego (pierwszą po Bretton Woods) z USA do Chin, jest stosunkowo "miękkim" i pokojowym rozwiązaniem, ponieważ pozwala uniknąć poważnej globalnej wojny termojądrowej.

A także bez wojny, nie wierzę, że możliwe byłoby wprowadzenie takiej geopolitycznej transformacji finansowo-gospodarczej...

To bardzo dobrze tłumaczy lekkomyślność Trumpa, a także tolerancję na jego błędy ze strony jego wielkich przeciwników: Putina i Xi.

https://www.theinteldrop.org/2026/03/16/america-cant-pay-its-debt-so-its-going-to-war-instead-prof-jiang-xueqin/

____
https://vtforeignpolicy.com/2026/03/what-if-iran-were-the-battlefield-of-a-russian-china-proxy-war-against-the-united-states/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/