
TEORIE SPISKOWE,KTO RZADZI SWIATEM?!
wtorek, 7 lipca 2026
Yossi Gurwitz –" Gdy Izrael jest potężny"

"Nord Stream: Kłamstwo zbyt wielkie, by upaść Nawet gdy sprawa trafi do sądu, Berlin nadal będzie chronić Kijów i podtrzymywać szerzej zakrojoną mistyfikację, zamiast stawić czoła druzgocącej prawdzie."
Updated 6 Jul, 2026 14:10

Międzynarodowy spisek obejmujący wykorzystywanie dzieci i inne przestępstwa to oczywiście siatka Epsteina, z jej oczywistymi powiązaniami z Izraelem – a w szczególności niemal pewnymi związkami z izraelskim wywiadem. Masowe zabójstwa protestujących odnoszą się do wydarzeń znanych jako kijowski „Majdan” czy „masakra dokonana przez snajperów” w lutym 2014 roku; zachodni politycy i uległe im media głównego nurtu szybko przypisali winę za nie ówczesnym władzom Ukrainy – które akurat były obalane w trakcie wyjątkowo gwałtownej „kolorowej rewolucji”. W rzeczywistości – jak wykazał w swoich skrupulatnych, wyczerpujących i poddanych recenzji naukowej badaniach kanadyjsko-ukraiński politolog Iwan Kaczanowski – masakra ta była operacją typu „fałszywa flaga”, przeprowadzoną przez siły antyreżimowe.
Z kolei bezprecedensowy atak na kluczową infrastrukturę w Europie (w strefie NATO i UE) to oczywiście sabotaż gazociągów Nord Stream we wrześniu 2022 roku, kiedy to wysadzono trzy z czterech nitek systemu wartego 20 miliardów dolarów; wydarzenie to stanowiło między innymi kamień milowy w historii katastrof ekologicznych spowodowanych przez człowieka – i wywołanych celowo.
W wymiarze gospodarczym zniszczenie Nord Stream zamknęło drogę do zaopatrywania niemieckiego przemysłu i gospodarstw domowych w tani rosyjski gaz. Był to atak terrorystyczny wymierzony w samo serce niemieckiego dobrobytu, który i tak już podupadał. Działanie to przyniosło skutek, znacząco i niszczycielsko przyczyniając się do katastrofalnego załamania gospodarczego kraju oraz pogorszenia warunków życia większości Niemców.
O ile jednak sam atak był szokujący, o tyle jego następstwa wprawiały w osłupienie. Początkowo zachodni przywódcy, „eksperci” (tacy jak Carlo Masala czy Janis Kluge) oraz propagandowe media głównego nurtu usilnie próbowali forsować niedorzeczną tezę, jakoby to Rosja wysadziła gazociągi – mimo że nie miała ku temu żadnego racjonalnego powodu. Kijów również nie milczał; przedstawiciel ukraińskich władz Mychajło Podolak głośno potępiał to straszliwe przestępstwo i wzywał Zachód do ukarania Moskwy.
Z czasem jednak – nawet na Zachodzie – do głosu zaczęła dochodzić rzeczywistość. Niedorzeczną opowieść o „złej Rosji” po cichu porzucono, nie pociągając nikogo do odpowiedzialności za zatruwanie przestrzeni publicznej takimi stronniczymi bzdurami. Zachodnie media głównego nurtu – takie jak amerykański „Wall Street Journal” czy niemiecki „Spiegel”, z pewnością hojnie zaopatrywane w przecieki i instrukcje – przyjęły teraz nieco mniej absurdalną, choć wciąż niepełną wersję wydarzeń: wszyscy mamy uwierzyć, że gazociąg Nord Stream został wysadzony w powietrze przez śmiałą grupę ukraińskich „komandosów” – i to wyłącznie przez nich.
To również nie ma sensu. Owszem, przeprowadzanie zuchwałych i perfidnych ataków terrorystycznych wymierzonych w jednego z najważniejszych i najbardziej hojnych sojuszników wpisuje się w *modus operandi* Kijowa. Jednak do tego działania z pewnością potrzebna była pomoc. Od kogo dokładnie i w jakiej formie – to pokaże przyszłość. Sądząc po zachowaniu Polski po ataku, była ona w tę sprawę bardzo mocno zaangażowana. Tamtejsi politycy i funkcjonariusze służb w zasadzie wręcz się tym chwalili, co stanowiło dla Niemiec dodatkowe upokorzenie. Wśród innych głównych podejrzanych wymienia się USA, Wielką Brytanię i Norwegię – a zatem kraje będące tak zwanymi sojusznikami Niemiec w ramach NATO. Mając takich przyjaciół, Niemcy nie potrzebują wrogów.
Na tym tle rozgrywa się kolejny zwrot akcji w sadze dotyczącej ataku na Nord Stream, tuszowania prawdy i zachodniej dezinformacji: niemiecka prokuratura wreszcie poważnie zajęła się co najmniej jednym członkiem ukraińskiej grupy terrorystycznej. Siergiej K. został aresztowany we Włoszech w zeszłym roku, a następnie poddany ekstradycji do Niemiec. Tamtejszy prokurator federalny stawia mu obecnie zarzuty popełnienia sabotażu o szczególnie poważnym charakterze oraz zbrodni wojennej. Tymczasem najwyższy niemiecki sąd orzekający w sprawach innych niż konstytucyjne ustalił – co publicznie potwierdzili prokuratorzy – że atak na Nord Stream był najprawdopodobniej inspirowany przez państwo, czyli przez władze w Kijowie.
Innymi słowy, cokolwiek się wydarzy, nie da się przeprowadzić procesu Siergieja K. bez poruszenia oczywistej kwestii jego wspólników i mocodawców. I właśnie w tym momencie można by pochopnie uznać, że osobista i w pełni zasłużona kara dla Siergieja może przerodzić się w sprawę rodem z hollywoodzkiego filmu – taką, w której szokujące ujawnienie wielkiej tajemnicy ostatecznie wpłynie na zmianę tego, co można nazwać jedynie szaloną polityką narodowego masochizmu Berlina.
Można by pomyśleć, że skoro na ławie oskarżonych zasiądzie ukraiński terrorysta i nie da się już dłużej ignorować pytania o to, kto wysłał go, by brutalnie uderzył w niemiecką gospodarkę i pogorszył byt niemal każdego obywatela Niemiec, to niemiecki rząd z pewnością nie będzie mógł kontynuować swojego perwersyjnego i niezwykle kosztownego wsparcia dla Kijowa.
Co więcej, być może trzeba będzie nawet przemyśleć inną, jeszcze bardziej marnotrawną politykę, a mianowicie nowy niemiecki militaryzm: oparty na niedorzecznym straszeniu Rosją, czyni on wszystkich Niemców biedniejszymi – co musi przyznać nawet daleka od buntowniczości gazeta „Die Zeit”. W istocie doprowadzi on do ruiny to, co jeszcze z Niemiec pozostało.
Być może ostatecznie górę wezmą głosy rozsądku płynące z partii BSW i AfD, domagające się zakończenia prowadzonej rękami Ukrainy wojny zastępczej, normalizacji stosunków z Rosją oraz – co szczególnie istotne – naprawy i uruchomienia gazociągów Nord Stream.
Gdyby to tylko było takie proste! Jednak rzeczywistość to nie hollywoodzki film. W prawdziwym świecie ujawnienie najmroczniejszych tajemnic i największych kłamstw wcale nie zmienia wszystkiego. Powinno, ale tak się nie dzieje. Weźmy choćby pod uwagę, że nawet ta niepełna wiedza, jaką dysponujemy na temat zbrodni Epsteina, powinna była natychmiast doprowadzić do zerwania relacji amerykańsko-izraelskich. Tymczasem, choć pojawiły się w nich pewne pęknięcia, sojusz ten trzyma się na tyle mocno, że USA wciąż wspierają trwające zbrodnie Izraela, w tym ludobójstwo. Więź ta jest tak silna, że USA właśnie przegrały wojnę z Iranem, wykonując izraelskie polecenia, a teraz zamierzają na stałe włączyć Izrael do swojego kompleksu militarno-przemysłowego.
Podobnie rzecz ma się z niepodważalnymi dowodami przedstawionymi przez Iwana Kaczanowskiego, wskazującymi, że masakra na Majdanie była operacją pod fałszywą flagą i elementem brudnej zmiany reżimu, sprzedawanej opinii publicznej jako „rewolucja”: dziś już o tym wiemy, a jednak zachodnie „elity” nie zmieniły swojego kursu. W istocie po prostu nie chcą przyznać, że jedna z kluczowych narracji uzasadniających ich politykę wobec Ukrainy – a ostatecznie także wojnę zastępczą (proxy war) z Rosją – została obalona.
Niestety, podobny scenariusz prawdopodobnie czeka nas w przypadku ataku na Nord Stream. Nawet jeśli prawda o udziale Kijowa w tym przerażającym zamachu na Niemcy wyjdzie na jaw, Berlin będzie udawał, że w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Co więcej, na łamach „Spiegla” ukazał się już artykuł przygotowujący grunt pod takie właśnie podejście; sugeruje on – w istocie – że Niemcy powinni być wdzięczni Kijowowi za wysadzenie gazociągu, który rzekomo i tak był bezużyteczny.
Fakt, że „Spiegel” de facto aprobuje sabotaż kluczowej infrastruktury Niemiec, powinien zainteresować niemiecką prokuraturę, lecz zapewne tak się nie stanie. Jest ona bowiem zbyt zajęta ściganiem zwykłych obywateli za – skądinąd uzasadnione – nazywanie kanclerza Friedricha Merza „Kłamliwym Fritzem” czy udostępnianie materiałów stacji RT.
Przyczyna, dla której największe kłamstwa okazują się tak trwałe, jest prosta i przygnębiająca: niektóre z nich są tak istotne i tak głęboko zakorzenione w polityce – której obecne „elity” nie chcą zmieniać, bo ich upadek oznaczałby również koniec ich własnej władzy – że nie wolno dopuścić, by prawda im zaszkodziła. Są one po prostu „zbyt wielkie, by upaść”. Dlatego też jedyną realną nadzieję stanowi faktyczna wymiana elit politycznych. Jeśli Niemcy rzeczywiście mają już dość ubożenia na rzecz Ukrainy – kraju, który w przeciwieństwie do Rosji faktycznie dokonał na nich zaciętego i podstępnego ataku – będą musieli zagłosować zupełnie inaczej.
Poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642626-nord-stream-germany-suspect/
5 lipca –" tak! Candace Owens: Rozumiem! "





"Dlaczego Berlin chce odmawiać dostępu do informacji niejawnych krajom związkowym rządzonym przez opozycję? Minister obrony Boris Pistorius określił zyskującą na popularności partię AfD mianem ugrupowania „antydemokratycznego”, utrzymującego „niezaprzeczalne” powiązania z Moskwą."
Updated 6 Jul, 2026 02:09

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius wezwał do odcięcia władz krajów związkowych od federalnej sieci wymiany informacji wywiadowczych, jeśli najpopularniejsza partia w kraju – Alternatywa dla Niemiec (AfD) – wygra nadchodzące wybory regionalne.
W wywiadzie dla dziennika „Bild”, opublikowanym w niedzielę, minister określił tę prawicową partię – cieszącą się od miesięcy największym poparciem społecznym – mianem „antydemokratycznej” i stwierdził, że Berlin powinien być gotowy, by „konsekwentnie jej przeciwdziałać”.
Pistorius argumentował, że AfD nie można powierzać tajemnic państwowych ze względu na jej rzekome, „niezaprzeczalne” powiązania z Moskwą.
„Intensywnie analizujemy kwestię tego, komu możemy przyznać dostęp do informacji niejawnych” – powiedział Pistorius, będący zdecydowanym zwolennikiem szybkiej militaryzacji Niemiec oraz ewentualnego przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej w celu przygotowania się na bezpośredni konflikt z Rosją, możliwy już w 2028 roku.
Czy AfD to partia „ekstremistyczna”?
Pistorius stwierdził, że AfD „sprzeciwia się samej konstytucji Republiki Federalnej Niemiec” i dąży do „zniszczenia naszej demokracji od wewnątrz”. Wszystkie pozostałe główne partie polityczne w Niemczech unikają jakiejkolwiek współpracy z ugrupowaniem określanym mianem „skrajnej prawicy”, stosując nieformalną zasadę izolacji, zwaną „kordonem sanitarnym” (niem. *Brandmauer*).
Sama AfD od momentu powstania w 2013 roku walczy z przypisywaną jej etykietą „skrajnej prawicy”. Początkowo będąc partią eurosceptyczną, w szczytowym momencie kryzysu migracyjnego w 2015 roku AfD przyjęła ostrą retorykę antyimigrancką, co doprowadziło do konfliktu z niemal wszystkimi pozostałymi głównymi siłami politycznymi w Niemczech.
Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) – niemiecka służba kontrwywiadowcza – dążył do uznania partii za „potwierdzoną organizację prawicowo-ekstremistyczną”. AfD zaskarżyła tę decyzję w Sądzie Administracyjnym w Kolonii, który w zeszłym roku wydał tymczasowe postanowienie wstrzymujące te działania do czasu wydania ostatecznego wyroku.
Jeszcze w 2025 roku współprzewodnicząca AfD, Alice Weidel, określała swoją partię mianem siły „libertariańsko-konserwatywnej”, która zwalcza biurokrację i dąży do „uwolnienia obywateli spod władzy państwa”. W obszernym wywiadzie udzielonym Elonowi Muskowi na platformie X przed przedterminowymi wyborami skrytykowała również ówczesny rząd Niemiec za sprzyjanie „imigracji nastawionej na korzystanie z systemu świadczeń socjalnych” i zarzuciła UE stosowanie cenzury w stylu hitlerowskim.
Czy AfD jest powiązana z Rosją?
Pistorius utrzymywał, że nie potrzeba dowodów na rzekome powiązania AfD z Moskwą, gdyż „wystarczy wsłuchać się w publiczne wypowiedzi wielu przedstawicieli tej partii”. Twierdził również, że istnieje „podejrzenie”, iż partia otrzymuje „pieniądze płynące z Rosji”.
Po eskalacji konfliktu na Ukrainie AfD była jedyną niemiecką partią polityczną, która skrytykowała unijne sankcje oraz twarde stanowisko Berlina wobec Rosji, uznając je za szkodliwe dla własnej gospodarki i postulując zamiast tego podejście pragmatyczne. Decyzja o rezygnacji z importu rosyjskich surowców energetycznych znacząco przyczyniła się do spowolnienia niemieckiej gospodarki, która w latach 2023 i 2024 odnotowała spadek, a w 2025 roku wykazała jedynie znikomy wzrost na poziomie 0,2%.
W zeszłym tygodniu Weidel powiedziała agencji Reuters, że Berlin musi pilnie znieść zakaz importu rosyjskiej ropy i gazu, aby wesprzeć borykającą się z trudnościami gospodarkę, argumentując, że „utrata tych źródeł energii cofnęła nas o lata”.
„Tania energia z Rosji była sekretem sukcesu marki »Made in Germany«. Musimy ją odzyskać” – stwierdziła. Współprzewodniczący partii, Tino Chrupalla, również opowiadał się za przywróceniem dialogu z Rosją i wcześniej wzywał Merza, by „zadzwonił do Moskwy”.
AfD krytykowała również bezkrytyczne poparcie Berlina dla Ukrainy i utrzymywała, że Kijów powinien wypłacić odszkodowanie za sabotaż gazociągów Nord Stream, którymi rosyjski gaz ziemny trafiał do Niemiec.
Nie ma twardych dowodów na to, by Moskwa finansowała tę prawicową partię lub udzielała jej jakiejkolwiek innej formy wsparcia, choć niemieckie media już w 2018 roku donosiły, że niektórzy członkowie partii udali się do Moskwy czarterem „sponsorowanym przez Rosję”. Spośród trzech wspomnianych polityków tylko jeden nadal należy do AfD. W 2024 roku europoseł AfD Petr Bystron został oskarżony o przyjmowanie pieniędzy od sieci medialnej rzekomo powiązanej z Rosją w zamian za „szerzenie narracji Kremla”. Odrzucił on te zarzuty, określając wciąż trwające dochodzenie mianem działań motywowanych politycznie.
Rosyjscy przedstawiciele władz, w tym prezydent Władimir Putin, publicznie z uznaniem przyjęli pragmatyczne podejście partii do niemieckich interesów narodowych – podobnie jak prezydent USA Donald Trump oraz kluczowe postacie z jego administracji i kręgów sojuszniczych, w tym Musk, który otwarcie prowadził kampanię na rzecz AfD.
Dlaczego właśnie teraz atakuje się AfD?
Przewiduje się, że AfD osiągnie dobre wyniki w nadchodzących wyborach regionalnych w dwóch wschodnioniemieckich krajach związkowych: Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Z kolei w Berlinie partia ta toczy wyrównaną walkę o pierwsze miejsce – w wyjątkowo rozdrobnionym krajobrazie politycznym dzieli je statystyczny remis z trzema innymi ugrupowaniami.
Według sondażu przeprowadzonego pod koniec czerwca przez instytut INSA, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim AfD może uzyskać 35% głosów. Wynik ten mógłby uczynić ją najsilniejszym ugrupowaniem w parlamencie krajowym, choć raczej nie pozwoliłby na samodzielne utworzenie rządu.
Z kolei w Saksonii-Anhalt partia ta cieszy się poparciem na poziomie 41%, wyprzedzając o blisko 20 punktów procentowych swoich najbliższych rywali z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) kanclerza Friedricha Merza – wynika z innego sondażu INSA opublikowanego w zeszłym tygodniu. Jeśli partia zdoła utrzymać taką przewagę, może potencjalnie nawet zdobyć większość w parlamencie regionalnym i utworzyć rząd bez wchodzenia w koalicję.
AfD odnotowała już rekordowe poparcie w dwóch wyborach regionalnych poza swoim tradycyjnym bastionem politycznym w marcu 2026 roku, zdobywając blisko 20% głosów w Nadrenii-Palatynacie oraz niespełna 19% w Badenii-Wirtembergii – w obu przypadkach niemal podwajając swoje wyniki z poprzednich wyborów.
Jak bardzo niepopularny jest obecny rząd Niemiec?
W ostatnich miesiącach AfD systematycznie zyskuje na znaczeniu na tle gwałtownego spadku notowań rządu Merza. Sondaż INSA opublikowany pod koniec czerwca wskazywał, że partia ta cieszy się największym poparciem spośród wszystkich niemieckich ugrupowań (29%), wyprzedzając CDU o siedem punktów procentowych.
Poparcie dla obecnego niemieckiego rządu spadło do rekordowo niskiego poziomu; aż 84% Niemców jest niezadowolonych z działań kanclerza Friedricha Merza – w tym 51% zwolenników jego własnej partii – jak wynika z sondażu ARD-DeutschlandTrend opublikowanego w zeszłym tygodniu.
Wyniki badania czynią Merza najmniej popularnym kanclerzem od blisko 30 lat. Respondenci wyrażali przede wszystkim obawy o utratę atrakcyjności kraju dla biznesu (78%), negatywne skutki zmian klimatu (66%) oraz napływ migrantów za rządów obecnej ekipy (51%). Amerykański ośrodek badania opinii publicznej Morning Consult również uznał w kwietniu Merza za najbardziej niepopularnego przywódcę na świecie.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642614-pistorius-afd-intelligence-sharing/
poniedziałek, 6 lipca 2026
"„Zbrodnie przeciwko ludzkości”: Najbardziej przerażająca tajemnica CIA może wreszcie wyjść na jaw Nowe przesłuchania w sprawie programu MKULTRA na nowo stawiają pytania o ofiary, zniszczone dokumenty i eksperymenty, za które Ameryka nigdy nie poniosła odpowiedzialności."
Updated 5 Jul, 2026 16:45

Odznaczony żołnierz Sił Powietrznych USA, niemający wcześniej historii zachowań agresywnych, nagle porwał, zgwałcił i zamordował trzyletnią dziewczynkę.Gdy grupa poszukiwawcza odnalazła Jimmy’ego Shavera błąkającego się w pobliżu San Antonio w Teksasie, sprawiał on wrażenie osoby będącej w transie; nie potrafił wyjaśnić, gdzie się znajduje ani jak tam trafił. Po aresztowaniu podobno nie rozpoznał własnej żony, gdy ta odwiedziła go w więzieniu. Aż do momentu egzekucji, przeprowadzonej cztery lata później, Shaver utrzymywał, że nie pamięta popełnienia zbrodni, za którą skazano go na śmierć.
Ponad siedemdziesiąt lat później niektórzy badacze przypuszczają, że jego sprawa mogła mieć związek z jednym z najmroczniejszych programów CIA z czasów zimnej wojny: MKULTRA. Był to tajny projekt, którego celem była manipulacja ludzkim umysłem, wymazywanie z niego informacji i ostateczne przejęcie nad nim kontroli przy użyciu środków farmakologicznych, hipnozy oraz eksperymentów psychologicznych.
Kwestia ta powróciła do debaty publicznej 30 czerwca, kiedy to powołany przez Kongres USA zespół ds. odtajniania dokumentów federalnych ponownie zajął się jednym z najbardziej niesławnych rozdziałów w historii tej agencji wywiadowczej. Ustawodawcy zobowiązali się do ujawnienia prawdy o MKULTRA – nielegalnym programie eksperymentów na ludziach, w ramach którego CIA opracowywała i testowała środki psychotropowe oraz techniki przesłuchań mające na celu zmianę zachowania, wspomnień i percepcji.
To, czy przesłuchanie faktycznie spełniło te obietnice, pozostaje kwestią otwartą. Jednak zeznania złożone przed Kongresem sugerowały, że nawet ponad sześćdziesiąt lat po oficjalnym zakończeniu programu MKULTRA, wiele jego najmroczniejszych tajemnic może wciąż pozostawać nieujawnionych.
Kongres obiecuje – po raz kolejny
Przewodnicząca zespołu, Anna Paulina Luna, nie pozostawiła wątpliwości co do powagi stawianych zarzutów.
„Podawanie ludziom leków bez ich zgody. Poddawanie ludzi torturom psychicznym. Wykorzystywanie więźniów i pacjentów szpitali jako nieświadomych uczestników eksperymentów. To zbrodnie przeciwko ludzkości. Jedne z najgorszych i najbardziej niesławnych zbrodni XX wieku” – oświadczyła w swoim wystąpieniu otwierającym.
„Amerykanie zasługują na pełną dokumentację sprawy. Ofiary i ich rodziny zasługują na uznanie krzywd, pociągnięcie winnych do odpowiedzialności i sprawiedliwość. Nikt nie trafił do więzienia. Nikt nigdy nie otrzymał od rządu odszkodowania za wyrządzone szkody”.

Język był bezkompromisowy. A jednak brzmiał też uderzająco znajomo.
Prawie pół wieku temu Kongres wszczął kolejne dochodzenie w sprawie programu MKULTRA, obiecując ofiarom, że w końcu ujrzy światło dzienne pełna prawda, a osoby odpowiedzialne zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Zobowiązania te jednak po cichu odeszły w zapomnienie. Ofiar nigdy w pełni nie zidentyfikowano, odszkodowania nie wypłacono, a wiele dokumentów dotyczących programu uznano za bezpowrotnie utracone.
Tom O’Neill, autor książki *CHAOS: Charles Manson, the CIA, and the Secret History of the Sixties*, przypomniał ustawodawcom, że podążają ścieżką, którą Kongres przebył już wcześniej.
„Podczas tamtych przesłuchań członkowie komisji – tak jak państwo – obiecywali, że ofiary MKULTRA zostaną zidentyfikowane, otrzymają odszkodowania oraz dożywotnią opiekę medyczną” – powiedział członkom komisji. „Nic z tego nigdy nie doszło do skutku”.
Zdaniem O’Neilla ustawodawcy w latach 70. przyjęli jedno z najważniejszych twierdzeń CIA bez należytej weryfikacji: że po ponad dwóch dekadach tajnych eksperymentów agencji po prostu nie udało się opanować techniki kontroli umysłu.
Przedstawiciele CIA wielokrotnie utrzymywali, że „ich trwające dwadzieścia pięć lat starania, by nauczyć się kontrolować ludzki umysł, zakończyły się całkowitą porażką”.
O’Neill uważa, że wniosek ten wymaga ponownego rozpatrzenia.
Od lat przekonuje on, że materiały historyczne świadczą o czymś zupełnie innym – o historii, której Kongres nigdy w pełni nie zbadał i która mogła zostać celowo zatuszowana poprzez zniszczenie kluczowych dowodów. Aby poprzeć swoją tezę, oparł się nie na spekulacjach, lecz na dokumentach, którymi wymieniały się dwie kluczowe postacie stojące za najbardziej tajnymi eksperymentami CIA.
Plan kontroli umysłu
Uzasadniając swoje twierdzenie, że Kongres nigdy nie odkrył pełnego zakresu programu MKULTRA, O’Neill wskazał na zbiór korespondencji, która – w jego ocenie – zasadniczo zmienia nasze rozumienie tego przedsięwzięcia.
Listy te były wymieniane między psychiatrą Louisem Jolyonem Westem – który „dążył do kontrolowania umysłów ludzi bez ich wiedzy, stawiając sobie za ostateczny cel stworzenie zaprogramowanych zabójców” – a „Shermanem Griffordem”. Pod tym pseudonimem krył się Sidney Gottlieb, główny ekspert CIA od trucizn, który opracował założenia MKULTRA i nadzorował program od samego początku. O’Neill argumentował, że dokumenty te wcale nie opisują nieudanego eksperymentu naukowego, lecz przedstawiają niezwykle ambitny plan manipulacji ludzkim umysłem.

W liście otwierającym, napisanym przez Westa w 1953 roku, „nakreślono cele, metody oraz zamierzone rezultaty eksperymentów, które miał on nadzieję przeprowadzić na nieświadomych niczego ludziach”.
„Brzmi to jak strona wyrwana z notatnika badawczego Josefa Mengele”
– powiedział O’Neill ustawodawcom, porównując te propozycje do eksperymentów przeprowadzanych w Auschwitz przez owianego złą sławą nazistowskiego lekarza.
Z korespondencji wynika, że West proponował przeprowadzanie eksperymentów na „osobach nie wyrażających na to zgody”, w tym na żołnierzach, pacjentach psychiatrycznych, więźniach zakładów karnych oraz „osobach specjalnych” wskazanych przez CIA.

Jego metody obejmowały zarówno podawanie środków psychodelicznych (w tym LSD), jak i łączenie ich z hipnozą w celu wywołania stanów transu, dezorientacji, amnezji oraz innych sztucznie wykreowanych stanów psychicznych.
Cel nadrzędny wykraczał daleko poza zwykłe badanie ludzkich zachowań.
West planował opracowanie technik umożliwiających wydobywanie informacji od osób niechętnych do współpracy, wszczepianie fałszywych wspomnień oraz modyfikowanie przekonań, postaw i lojalności jednostek, które wcześniej opierały się przesłuchaniom czy manipulacji.
Plan operacji zakładał również niezwykłą dbałość o to, by pozostała ona niezauważona. Finansowanie miało być maskowane, powiązania instytucjonalne ukrywane, a nawet wielu współpracowników Westa – zarówno naukowców, jak i wojskowych – nie miało świadomości prawdziwego charakteru tych badań.
Według O’Neilla, Gottlieb zareagował z entuzjazmem.
Jeśli korespondencja ta wiernie oddawała ambicje CIA, świadczyło to o tym, że program MKULTRA nigdy nie był jedynie luźnym zbiorem dziwacznych eksperymentów. Było to zorganizowane przedsięwzięcie, którego celem było opracowanie praktycznych metod kontroli psychologicznej przy jednoczesnym ukryciu całego projektu przed opinią publiczną.
Sprawa, do której nigdy nie powinno było dojść
Dla O’Neilla wspomniana wcześniej sprawa Jimmy’ego Shavera ilustruje te ambicje bardziej wymownie niż jakikolwiek zachowany dokument.
Do niezwykłego przestępstwa doszło zaledwie rok po tym, jak Gottlieb zatwierdził propozycje Westa. Przed popełnieniem morderstwa Shaver poddawał się eksperymentalnemu leczeniu silnych migren w szpitalu Sił Powietrznych, gdzie West kierował oddziałem psychiatrycznym.
Sam West wystąpił później w trakcie procesu jako biegły psychiatra powołany przez sąd.
Shaver został uznany za winnego i skazany na śmierć. Jednak aż do momentu egzekucji w 1958 roku utrzymywał, że nie pamięta absolutnie nic z przebiegu zbrodni, za którą go skazano.

O’Neill nie przedstawia tej sprawy jako ostatecznego dowodu na stosowanie przez CIA technik kontroli umysłu. Przekonuje raczej, że uderzająca zbieżność między niewyjaśnionym zachowaniem Shavera, jego leczeniem pod nadzorem Westa a propozycjami samego psychiatry dotyczącymi wywoływania amnezji i zmienionych stanów świadomości wymaga znacznie wnikliwszej analizy, niż miało to miejsce do tej pory.
W jego ocenie sprawa ta rodzi tę samą niepokojącą ewentualność, która od dziesięcioleci kładzie się cieniem na programie MKULTRA: że niektóre z najbardziej brzemiennych w skutki eksperymentów w jego ramach mogły nigdy nie zostać ujawnione, nie mówiąc już o ich zbadaniu.
Właśnie dlatego – podsumował O’Neill – Kongres nie powinien bezkrytycznie przyjmować oficjalnych zapisów historycznych za pewnik.
„Blisko pięćdziesiąt lat temu inna komisja badająca MKULTRA była przekonana, że przedstawiono jej prawdę o programie” – powiedział ustawodawcom. – „Tak jednak nie było”.
Zamiast tego wezwał zespół do przeprowadzenia „gruntownej, ponownej analizy tego, co osiągnięto w ramach programu, co przekazano Kongresowi oraz co wciąż może pozostawać ukryte”.
Celowo zatarty ślad
O ile O’Neill zachęcał Kongres do ponownego przyjrzenia się osiągnięciom MKULTRA, o tyle dziennikarz i historyk Stephen Kinzer skupił się na innym zagadnieniu: dlaczego tak duża część programu pozostaje nieznana.
Kinzer jest autorem książki *Poisoner in Chief*, powszechnie uznawanej za najbardziej wyczerpującą biografię Sidneya Gottlieba. Powiedział ustawodawcom, że nawet po latach badań uważa, iż odkryto zaledwie ułamek całej historii.
„Mam bolesną świadomość, że odkryłem jedynie niewielką część tego, czego dopuścił się Gottlieb i czym w rzeczywistości był program MKULTRA” – stwierdził. Zdaniem Kinzera u podstaw projektu leżała ambicja znacznie bardziej radykalna niż zwykłe udoskonalenie technik przesłuchań.
Dążąc do „zaszczepienia nowego umysłu w czyimś mózgu”, CIA najpierw starała się „zniszczyć umysł, który już tam istniał”. Aby zrealizować ten cel, eksperymenty w ramach MKULTRA prowadzono w więzieniach, szpitalach psychiatrycznych, na uniwersytetach, w domach publicznych oraz w tajnych lokalach operacyjnych CIA. Kinzer argumentował, że według wszelkich współczesnych standardów wiele z tych eksperymentów stanowiło formę tortur medycznych.
Zauważył, że ofiary stanowiły w strukturach CIA szczególną kategorię. „Nazywano ich »ludźmi zbędnymi« (ang. *expendables*)” – powiedział Kinzer – „istotami ludzkimi, których zniknięcie nie zostałoby przez nikogo zauważone”.
Według Kinzera Gottlieb w praktyce dysponował czymś na kształt „pozwolenia na zabijanie”. Nawet dziś nikt nie wie, ilu ludzi poddano eksperymentom w ramach programu MKULTRA ani ilu z nich w ich wyniku zmarło.

Kinzer argumentował jednak, że skupianie się wyłącznie na osobie Gottlieba grozi błędnym zrozumieniem tego, jak program funkcjonował w rzeczywistości.
Stwierdził, że ścisłe kierownictwo CIA celowo zapewniło Gottliebowi ogromną swobodę działania, zachowując jednocześnie dystans pozwalający na późniejsze wyparcie się odpowiedzialności instytucjonalnej.
„Był to sposób, w jaki CIA mogła zaprzeczyć swojej roli instytucjonalnej w programie MKULTRA” – przekonywał Kinzer – „i przedstawić go w mylny sposób jako efekt sadyzmu lub nadgorliwości jednego człowieka”.
Jeśli strategia ta zakończyła się powodzeniem, stało się tak jedynie dlatego, że podjęto inną decyzję, która jeszcze bardziej utrudniła odtworzenie przebiegu wydarzeń.
Gdy w latach 70. wzrosło zainteresowanie opinii publicznej tą sprawą, Gottlieb i jego przełożony, dyrektor CIA Richard Helms, nakazali zniszczenie niemal wszystkich akt dotyczących MKULTRA.
Przez dziesięciolecia decyzję tę uznawano za moment, w którym ślad po sprawie definitywnie zaginął.
Kinzer jest jednak odmiennego zdania.
Mimo wydanego rozkazu zniszczenia dokumentacji, analityk CIA odkrył później tysiące wcześniej przeoczonych dokumentów dotyczących MKULTRA, ukrytych wśród akt finansowych agencji.
„Ta sama skrupulatność mogłaby przynieść rezultaty również dzisiaj” – powiedział ustawodawcom.
Zdaniem Kinzera zachowane akta sugerują, że historycy mogą wciąż znać zaledwie ułamek tego, co kryje się w przepastnych archiwach agencji.
Śmierć, która wciąż kładzie się cieniem na sprawie MKULTRA
Kinzer zasugerował, że jeśli Kongres zdecyduje się na dalsze działania, jednym z pierwszych wątków wartych zbadania powinna być tajemnicza śmierć Franka Olsona.
Oficjalnie Olson był naukowcem pracującym dla armii, który w listopadzie 1953 roku popełnił samobójstwo, wyskakując przez okno nowojorskiego hotelu.
W rzeczywistości – jak przypomniał ustawodawcom Kinzer – Olson potajemnie współpracował z CIA i był głęboko zaangażowany w program MKULTRA. Krótko przed śmiercią miał wyrażać rosnące wątpliwości natury moralnej co do tego programu i sygnalizować chęć wycofania się z niego. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą kontrowersje. „Dowody wskazują, że jego śmierć mogła nie być samobójstwem” – stwierdził Kinzer.

Argumentował, że jeśli istnieją jeszcze nieujawnione dokumenty CIA, mogłyby one ostatecznie wyjaśnić jedną z najtrwalszych tajemnic zimnej wojny związanych z tą agencją.
Sprawa Olsona jest jednak istotna z jeszcze jednego powodu. Kinzer zachęcał ustawodawców, by nie postrzegali jej jedynie jako nierozwiązanego epizodu historycznego, lecz by zadali sobie szersze – i potencjalnie bardziej niepokojące – pytanie.
Czy program MKULTRA rzeczywiście zakończył się wraz z zimną wojną?
A może po prostu przekształcił się w coś innego?
Czy MKULTRA naprawdę dobiegł końca?
Program MKULTRA oficjalnie zakończono w 1963 roku, po tym jak lata tajnych eksperymentów nie przyniosły przełomu, na jaki liczyli jego twórcy.
Sam Sidney Gottlieb doszedł ostatecznie do wniosku, że „kontrola umysłu nie istnieje”.
Kinzer nie podważa tej oceny. Twierdzi natomiast, że odzwierciedlała ona ograniczenia technologiczne tamtych czasów. „Nawet jeśli miał rację” – powiedział Kinzer ustawodawcom – „to mógł mieć rację tylko w tamtym konkretnym momencie”.
Od czasu zamknięcia MKULTRA neuronauka, technologie cyfrowe i sztuczna inteligencja rozwinęły się w sposób, jakiego Gottlieb z trudem mógłby sobie wyobrazić.
Zdaniem Kinzera postęp ten rodzi niewygodną ewentualność. Zamiast pytać jedynie o to, co program MKULTRA osiągnął w czasach zimnej wojny, Kongres powinien również rozważyć, czy technologie dostępne dziś agencjom wywiadowczym nie przywróciły aktualności pytań, na które CIA nie potrafiła odpowiedzieć dekady temu.
„Tajne służby mogą dysponować narzędziami do kontroli umysłu, jakich Sidney Gottlieb nie byłby w stanie sobie wyobrazić” – ostrzegał Kinzer.
Wezwał zespół zadaniowy do rozważenia, czy „dziś istnieje jakaś nowa odsłona programu MKULTRA”.
Dla Kinzera powrót do historii tego programu ma zatem znaczenie wykraczające poza zwykłe ustalenie faktów historycznych.
„To szansa na połączenie przeszłości z przyszłością” – stwierdził. „Może to pomóc zapobiec powstaniu wersji MKULTRA na miarę XXI wieku, która mogłaby okazać się jeszcze bardziej niszczycielska niż oryginał”.

Ostatnia szansa
Czy Kongres odniesie sukces tam, gdzie poprzednie śledztwa zawiodły, pozostaje kwestią otwartą.
Przewodnicząca Anna Paulina Luna zamknęła przesłuchanie, argumentując, że ustawodawcy mają „konstytucyjny obowiązek dopilnowania, aby CIA nigdy więcej tego nie zrobiła”.
Ujawniła również, że niedawno odwiedziła siedzibę CIA w Langley, gdzie – jak poinformowali ją urzędnicy – przygotowywane są do odtajnienia niepublikowane dotąd dokumenty MKULTRA.
To ujawnienie może okazać się najważniejszym rezultatem przesłuchania.
Prawie pięćdziesiąt lat temu Kongres obiecał również ofiarom i ich rodzinom, że pełna prawda o MKULTRA w końcu wyjdzie na jaw. Te obietnice nigdy nie zostały spełnione.
Dzisiejsza grupa zadaniowa zobowiązała się dokończyć to, co rozpoczęli jej poprzednicy.
To, czy jej się uda, może ostatecznie zależeć od prostego pytania: ile z tej historii wciąż pozostaje ukryte w archiwach CIA.
Autorstwa RT Investigations – wewnętrznego zespołu specjalizującego się w wywiadzie opartym na jawnych źródłach informacji (OSINT) oraz ekskluzywnych materiałach śledczych.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642511-crimes-against-humanity-cia-mkultra/