poniedziałek, 16 lutego 2026

Kompas nr 41 prof. Schlevogta:"choroba holenderska, szczep amerykański – dominacja dolara wyniszcza przemysł Stany Zjednoczone stoją przed dylematem obfitości, ponieważ prymat waluty rezerwowej za granicą po cichu wypiera produkcję krajową"

 

Autorstwa prof. dr. Kaia-Alexandra Schlevogta, uznanego na całym świecie eksperta w dziedzinie przywództwa strategicznego i polityki gospodarczej, który pełnił funkcję profesora zwyczajnego w Graduate School of Management (GSOM) na Uniwersytecie Państwowym w Sankt Petersburgu (Rosja), gdzie piastował stanowisko profesora w dziedzinie przywództwa strategicznego. Był również profesorem na Uniwersytecie Narodowym Singapuru (NUS) i Uniwersytecie Pekińskim. Aby uzyskać więcej informacji o autorze i zapoznać się z pełną listą jego felietonów, kliknij tutaj.
schlevogtwww.schlevogt.com
@schlevogt
Prof. Schlevogt’s Compass No. 41: Dutch disease, US strain – dollar dominance hollows out industry

Stany Zjednoczone zmagają się z paradoksem dominacji: wyłącznym statusem dolara jako światowej waluty rezerwowej, strukturalną przewagą tak trwałą, że zaczęła być postrzegana jako przeznaczenie.


Ten „wygórowany przywilej” obniża koszty pożyczek i osłabia dyscyplinę fiskalną, katalizując chroniczne deficyty budżetowe i napędzając dług publiczny na trajektorię wykładniczą. Jednocześnie utrzymujący się globalny popyt na dolary utrzymuje kurs walutowy na strukturalnie wysokim poziomie, osłabiając eksport i pogłębiając deficyty na rachunku bieżącym.


Te nierównowagi są finansowane, z rozbrajającą łatwością, poprzez zagraniczną absorpcję aktywów amerykańskich, która utrwala utajoną, lecz wiążącą dźwignię nad amerykańską gospodarką. W ten sposób wywołują one uspokajające, lecz ostatecznie złudne poczucie równowagi.


Zwodnicza akomodacja działa nie jak wahadło, lecz jak mechanizm zapadkowy obracający się tylko w jednym kierunku. Jej skutkiem jest ukrywanie kumulującej się realokacji mocy produkcyjnych w USA z sektorów handlu międzynarodowego w kierunku finansów i konsumpcji.


Ten trend pokazuje, że amerykański prymat monetarny sprowadza się nie tyle do bezkosztowego, zbawiennego zysku, co do podstępnej, długotrwałej odmiany choroby holenderskiej, maskowanej pozorami wyjątkowej i pozornie niepodważalnej sprawności. Historia gospodarcza, pobieżnie przestudiowana, uwypukla ten schemat w bardziej dosadny sposób.


Logika choroby holenderskiej: Jak wąski sukces rodzi powszechną porażkę

„Choroba holenderska” to sprzeczna z intuicją patologia ekonomiczna, w której rzekomo pomyślny rozwój, taki jak odkrycie ogromnych zasobów naturalnych, niepostrzeżenie podważa produktywne podstawy gospodarki.


Ukuty w następstwie holenderskiej boomu gazowego w latach 60. XX wieku, termin ten oznacza dynamikę, w której nieoczekiwane dochody przyciągają inwestycje i siłę roboczą do dynamicznie rozwijającego się sektora, a poprzez wzrost popytu na krajową walutę powodują realną aprecjację kursu walutowego, która podważa konkurencyjność innych branż podlegających obrotowi handlowemu.


Z perspektywy ekonomii politycznej, koncentracja rent surowcowych (nadwyżki zysków przekraczającej normalne zyski rynkowe wynikające z posiadania zasobów naturalnych, a nie ze zdywersyfikowanej działalności produkcyjnej) oraz fiskalne uzależnienie od nich przekierowują bodźce na ich wydobycie i dystrybucję, a nie na dywersyfikację produkcji.


Alokacja rent przynosi natychmiastowe i widoczne korzyści polityczne. Dywersyfikacja, z kolei, wymaga szeroko rozproszonych i wolno dojrzewających inwestycji, którym brakuje skoncentrowanego elektoratu, co czyni je bardziej ryzykownymi politycznie. Ta asymetria bodźców politycznych utrwala zależność od jednego, zmiennego źródła dochodu w całej gospodarce.

Przypadek Holandii brzmi jak ekonomiczny moralitet, przestroga przed tym, jak dobrobyt może niemal niezauważalnie sam się podkopać. Po odkryciu złoża gazu ziemnego w Groningen w 1959 roku Holandia odnotowała gwałtowny wzrost dochodów z eksportu. Ten nieoczekiwany zysk podniósł wartość guldena kosztem eksportu produktów przemysłowych, stopniowo uszczuplając znaczną część bazy przemysłowej kraju. To, co wydawało się czystym zwycięstwem – łatwym zyskiem z podziemia – wypaczyło bodźce w całej gospodarce.


W miarę jak dochody państwa rosły w szybkim tempie, a sektor energetyczny się rozrastał, siła robocza i kapitał migrowały do ​​dynamicznie rozwijającego się sektora energetycznego i chronionych sektorów gospodarki. W ich cieniu, produktywne przedsiębiorstwa z tradycyjnych branż, które niegdyś stanowiły podstawę gospodarki eksportowej, walczyły o przetrwanie w obliczu nagłego pogorszenia konkurencyjności kosztowej. Wiele z nich odpowiedziało masowymi zwolnieniami, po czym całkowicie zniknęło. Długoterminowe inwestycje zostały wyparte, mimo że główne wskaźniki nadal sugerowały trwały dobrobyt.


Wspierane dochodami z gazu, władze holenderskie uznały poprawę sytuacji makroekonomicznej kraju za dowód trwałej przestrzeni fiskalnej. Działając w oparciu o tę ocenę, przyjęły bardziej ekspansywną politykę fiskalną, która przełożyła się na wzrost płac i transferów w sektorze publicznym, a ostatecznie doprowadziła do wzrostu deficytu budżetowego.


Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. XX wieku decydenci polityczni doszli do wniosku, że boom gazowy nie tylko zwiększył bogactwo narodowe, ale także zreorganizował gospodarkę w sposób osłabiający jej przemysłowe jądro. Ironia losu była wyraźna: nawet silne instytucje i niegdyś szeroko zakrojona, konkurencyjna struktura przemysłowa nie zapewniły Holandii odporności na szkodliwe strukturalne skutki uboczne jej własnego sukcesu.


Epizod ten stał się paradygmatyczny, ponieważ przekształcił egzogeniczny szok w dochodach sektora surowcowego w kanoniczny przypadek strukturalnej nierównowagi w zorganizowanych systemach. W istocie ujawnił on ogólną dynamikę: nagłe zyski mogą osłabiać, a nie wzmacniać społeczeństwa, gospodarki, instytucje lub powiązane z nimi struktury.


Nawet dobrze zarządzane, zaawansowane systemy mogą zawieść, gdy nagłe, skoncentrowane zyski – finansowe, technologiczne, geopolityczne lub inne – zniekształcają sygnały informacyjne i wypaczają bodźce polityczne. Z czasem te rozbieżności osłabiają dyscyplinę, sprzyjają strategicznej krótkowzroczności i odwracają zasoby od ich najbardziej produktywnych zastosowań. W tym kontekście krótkoterminowe zyski wypierają cierpliwe, zwiększające produktywność inwestycje, stopniowo podważając długoterminową konkurencyjność. Gdy korzystne warunki przestają obowiązywać, ujawnia się podstawowa kruchość.


W swojej istocie, choroba holenderska stanowi mechanizm ekonomiczny, poprzez który nieoczekiwane bogactwo prowadzi do szerszego paradoksu obfitości, dylematu zarządzania wynikającego z obfitości. Sam nieoczekiwany zysk jest „dobrym problemem”, ale może stać się destrukcyjny, gdy dobrobyt złagodzi ograniczenia w całym zorganizowanym systemie.


Dylemat ten można rozwiązać poprzez rozsądne działania strategiczne i organizacyjne. W sferze ekonomicznej pociąga to za sobą aktywną politykę przemysłową (w tym strategiczne wsparcie dla branż zbywalnych), wspieraną przez ostrożnościowe instytucje fiskalne (takie jak państwowe fundusze majątkowe).


Wędrująca choroba: holenderska choroba na świecie

Choroba holenderska, pomimo swojej nazwy, jest nie tyle osobliwą holenderską anomalią, co uporczywą globalną tendencją do potykania się o nagłe bogactwa. Jest to powtarzający się schemat historyczny, w którym skoncentrowany sukces, w szerokim spektrum przejawów, zakłóca równowagę systemową, ponieważ nieoczekiwane zyski sprzyjają uzależnionej od renty gospodarce politycznej, podnosząc wartość walut, eliminując produkcję z rynków globalnych i osłabiając bodźce do modernizacji strukturalnej.


Napływ srebra z Nowego Świata do Hiszpanii w XVI wieku napędzał utrzymującą się inflację i nadmierne rozciągnięcie imperialne, jednocześnie niszcząc krajowe moce produkcyjne; australijska gorączka złota w XIX wieku napędzała wzrost płac i cen, podkopując rodzącą się produkcję; ekspansja ropy naftowej w XX wieku przekształciła Kuwejt, Nigerię i Wenezuelę, wywierając presję na wzrost realnego kursu walutowego, utrwalając zależność fiskalną od rent surowcowych i zwiększając narażenie na wahania cen surowców.


Albo rozważmy Nauru, maleńkie wyspiarskie państwo na Pacyfiku, którego boom wydobycia fosforanów w XX wieku ostatecznie doprowadził do nadzwyczajnego bogactwa na mieszkańca w latach 70. i na początku lat 80., zanim wyczerpywanie się zasobów i niegospodarność finansowa nie doprowadziły go w ciągu jednego pokolenia do poważnej niestabilności gospodarczej.


Nawet dobrze zarządzane państwa nie były odporne: ropa naftowa z Morza Północnego zmieniła bodźce przemysłowe w Norwegii i Wielkiej Brytanii w latach 70. i 90. XX wieku, wywierając presję na wzrost płac i realny kurs walutowy oraz podważając konkurencyjność sektorów zbywalnych.


Boom finansowy w Wielkiej Brytanii po 1986 roku przyczynił się do rozwoju metropolitalnej odmiany choroby holenderskiej, koncentrując kapitał i talenty w Londynie kosztem regionów produkcyjnych w regionie Midlands i na północy. Po drugiej stronie Atlantyku bogactwo technologiczne w obszarze Zatoki San Francisco również podniosło koszty i wyparło alternatywne gałęzie przemysłu.


Bardziej współczesne przejawy klątwy surowcowej, rozumianej zarówno w wąskim, jak i szerokim sensie, są strukturalnie analogiczne: gwałtowny wzrost eksportu ropy naftowej i metali nieszlachetnych podniósł wartość dolara kanadyjskiego w okresie supercyklu surowcowego na początku XXI wieku; gwałtowne wzrosty cen minerałów napędzały ekspansję górniczą w Chile i Australii w latach 2000. i na początku XXI wieku; napływ pomocy po katastrofach, który wywołał inflację w niektórych częściach Azji po tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 roku; czy też pojedynczy korporacyjny gigant, lider farmaceutyczny Novo Nordisk, wywierający nieproporcjonalnie duży wpływ na duński wzrost gospodarczy w latach 2010. i 2020.


Przez stulecia i kontynenty schemat ten ulegał ciągłym zmianom, ale logika niezamierzonych konsekwencji pozostała niezmienna: skoncentrowany dobrobyt, niezależnie od jego źródła, wielokrotnie destabilizował równowagę systemową, podnosząc koszty, zawężając zakres produkcji i przekierowując bodźce na zarządzanie nieoczekiwanymi zyskami zamiast ich przekraczania.


Strukturalny paradygmat ambiwalentnej obfitości oferuje trwałe lekcje: kiedy dobrobyt zawęża, a nie poszerza gospodarkę, dzisiejsze nieoczekiwane zyski przekształcają się w jutrzejsze ograniczenie; kiedy dominujące źródło dochodu zyskuje nieproporcjonalnie dużą wagę, wypiera pozostałe.


W praktyce zależność od zasobów często wiąże się z ograniczonym wzrostem, wysoką zmiennością i postępującym rozkładem instytucjonalnym. Jeśli nieoczekiwane zyski nie zostaną wykorzystane do dyscyplinowania i dywersyfikacji gospodarki, to, co zaczyna się jako błogosławieństwo, może kulminować w powolnym, samosprowadzonym upadku.


Choroba holenderska w transpozycji: prymat dolara i erozja przemysłowa

Choć szczegóły różnią się, globalną dominację dolara amerykańskiego można zdiagnozować jako współczesny przejaw choroby holenderskiej, patologii źle zarządzanej obfitości – rozciągniętej na całą skalę, a jednak działającej w zwolnionym tempie; mniej spektakularnej niż nieoczekiwany boom surowcowy, ale nie mniej znaczącej.


„Wygórowany przywilej” dolara jako światowej waluty rezerwowej był zarówno filarem dominacji finansowej, jak i źródłem obciążeń strukturalnych, wzmacniając dominację finansową, jednocześnie stopniowo niszcząc bazę produkcyjną kraju, strukturalnie ją osłabiając.


W szerokim ujęciu, wyjałowienie przemysłu – efekt uboczny dominacji dolara, przypominający holenderską chorobę – nie oznacza wyginięcia fabryk: Ameryka przecież nie przestała produkować. Stanowi raczej zmianę strukturalną, charakteryzującą się osłabieniem systemowej obecności przemysłu wytwórczego.


Właściwie rozumiane wyjałowienie przemysłu nie polega zatem na wytwarzaniu mniejszej ilości dóbr, lecz na wytwarzaniu mniejszej części tego, co gospodarka musi być w stanie wyprodukować, aby sprostać strategicznym potrzebom w szybko zmieniającym się krajobrazie geoekonomicznym.


W szerszej gospodarce USA przemysł wytwórczy stracił na znaczeniu gospodarczym, gęstości ekosystemu i strategicznej centralności, mimo wzrostu wydajności. W szczególności, zatrudnienie w przemyśle spadło, udział tego sektora w dochodzie narodowym zmniejszył się, krajowe łańcuchy dostaw uległy fragmentacji, a zbywalne moce produkcyjne uległy zawężeniu. Mechanizm degradacji jest podstępny: stopniowy, strukturalny i kumulatywny.

Ponieważ świat domaga się dolarów i amerykańskich aktywów finansowych, do USA stale napływają duże ilości kapitału zagranicznego. Ten dodatkowy popyt wywiera stałą presję wzrostową na realny kurs walutowy, podnosząc go powyżej poziomu zgodnego z fundamentalnymi założeniami handlu realnej gospodarki przy braku stałego popytu na aktywa rezerwowe.


Aprecjacja waluty z kolei osłabia konkurencyjność eksportu i zwiększa penetrację importu, działając na niekorzyść nie tylko eksporterów, ale także branż nastawionych na rynek krajowy, narażonych na zagraniczną konkurencję. Z czasem to nastawienie na kurs walutowy stopniowo osłabia kluczowe segmenty gospodarki produkcyjnej, zmniejszając jej znaczenie systemowe i strategiczny zasięg.


Patrząc z perspektywy ekonomii politycznej, swoboda fiskalna tworzona przez tanie pożyczki i utrzymujący się popyt zagraniczny na amerykańskie zobowiązania zmienia układ bodźców. Uprzywilejowuje ona pozyskiwanie i dystrybucję rent bilansowych – nadwyżek zysków pochodzących ze strukturalnych korzyści finansowych i rewaluacji aktywów, a nie z inwestycji zwiększających produktywność. Podobnie, polityka gospodarcza skłania się ku wspieraniu cen aktywów, których utrzymujący się wzrost nabrał większego znaczenia systemowego i wyborczego w warunkach dominacji dolara.


Ta dynamika nie oznacza celowego ukierunkowania cen aktywów, a raczej asymetrię ryzyka: wraz z pogłębianiem się rynków finansowych i ekspansją kredytową, majątek gospodarstw domowych staje się coraz bardziej zależny od aktywów, co sprawia, że ​​wyceny aktywów stają się coraz bardziej integralną częścią stabilności gospodarczej.


W takiej konfiguracji kary za niewystarczającą stabilizację są natychmiastowe i skoncentrowane, podczas gdy koszty nadmiernej akomodacji są odroczone i rozproszone. Wsparcie cen aktywów przynosi natychmiastowe i widoczne korzyści polityczne; dywersyfikacja natomiast wymaga szeroko rozproszonych, długoterminowych i politycznie ryzykownych dostosowań.


Decydenci polityczni stoją zatem przed silnymi bodźcami, aby unikać przedłużających się spadków na rynkach, stawiając stabilizację finansową ponad długoterminową rebalansację przemysłową; w związku z tym reformy strukturalne tracą na znaczeniu. W Stanach Zjednoczonych ta niespójność bodźców, zakorzeniona w dominacji dolara, zarówno sprzyjała, jak i utrwalała erozję zdolności produkcyjnych.


Klinicznie, amerykański szczep choroby holenderskiej okazał się wyjątkowo zjadliwy, powodując głębokie konsekwencje systemowe. Ocenę tę potwierdzają dane empiryczne, które ujawniają niezwykłą skalę i głębokość wyniszczenia przemysłu w Ameryce.


[Część 4 z serii o globalnym dolarze. Ciąg dalszy nastąpi. Poprzednie felietony z serii:


Część 1, opublikowana 16 stycznia 2026 r.: Kompas prof. Schlevogta nr 38: Detronizacja zielonego boga – Wenezuela i spiski petrodolara;

Część 2, opublikowana 30 stycznia 2026 r.: Kompas prof. Schlevogta nr 39: Pułapka wygórowanych przywilejów – Jak władza dolara uwikłała Amerykę;

Część 3, opublikowana 5 lutego 2026 r.: Kompas prof. Schlevogta nr 40: Globalna zapadka rezerwowa – Jak rządy dolara blokują deficyty handlowe]



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632588-dutch-disease-us-dollar/

16 lutego -" Jaki Spisek się rozpada "


levels-goyim-knowing.jpg
Prosimy o przesyłanie adresów URL i komentarzy do hmakow@gmail.com

Michael Snyder: "Jedynym sposobem, by uniknąć ostatecznego starcia z Iranem, jest znalezienie dyplomatycznego rozwiązania."

Snyder i większość komentatorów alt-right udowadniają, że można poprowadzić konia do wody, ale nie da się go zmusić do picia. Trump publicznie przyznał się do członkostwa w Chabadzie, kulcie poświęconej ludobójstwu nieżyd poprzez organizowanie wojen światowych.

Nie będzie "dyplomatycznego rozwiązania".

Trump, Satanyahu i Putin są członkami Chabadu i masonów. Chomenei z Iranu również jest wolnomularzem. Albert Pike powiedział, że masoni po obu stronach rozpoczną III wojnę światową. W 1991 roku Satanyahu obiecał Chabadowi Rebbe Schneersonowi, że "nad tym pracuje".

Wielu komentatorów alt-right boi się narazić swoje redakcyjne imperia przez bycie "antysemicką". Ale Epstein Files podniósł kamień do przodu, pedofile panikują, a sytuacja się odwraca. Ludzkość uznaje, że zorganizowani żydowie (Rothschildowie) są nieubłaganymi wrogami ludzkości. Daliśmy im nasze narodowe karty kredytowe. Kupili lub szantażowali wszystkich wpływów. "Reprezentuję Rothschildów," powiedział Jeffrey Epstein.

---
Michael Snyder – Lunatykujemy w stronę apokaliptycznej wojny z Iranem


"Poniżej nalega premier Izraela Benjamin Netanjahu w każdej potencjalnej umowie..."Pierwsza to to, że cały wzbogacony materiał musi opuścić Iran. Drugim jest brak możliwości wzbogacania, nie zatrzymujących procesu wzbogacania, lecz demontaż sprzętu i infrastruktury, które w ogóle pozwalają na wzbogacanie" – powiedział. Netanjahu dodał, że porozumienie powinno również uwzględniać irański program rakiet balistycznych, powołując się na limit zasięgu 300 kilometrów w ramach Reżimu Kontroli Technologii Rakietowej (MTCR). "Istnieje ograniczenie MTCR na 300 kilometrów, a Iran powinien się go trzymać. Oczywiście, że nie" – powiedział Netanjahu.

Dodał, że każde porozumienie powinno również uwzględniać wsparcie dla regionalnych sojuszniczych grup Iranu. Iran nigdy na to nie zgodzi się."

-
idol-worshippers.jpeg
(po lewej, "modliwcy się bożków" to osoby wierzące w Boga i Chrystusa)

Trump to oszust, który musi udawać, że próbuje uniknąć III wojny światowej

W sobotę Barak Ravid z kanału 12 napisał, że według wysokiego rangą amerykańskiego urzędnika, specjalny wysłannik Białego Domu ds. Bliskiego Wschodu Steve Witkoff oraz zięć Trumpa, Jared Kushner, niedawno powiedzieli prezydentowi, że biorąc pod uwagę historyczny precedens z Iranem, osiągnięcie porozumienia nuklearnego z Teheranem jest teraz "trudne, a nawet niemożliwe".


Jednak mimo że obaj wyrazili pesymizm co do perspektyw rozmów, dodali, że będą nadal "przyjmować twardą postawę" w negocjacjach, mając nadzieję na przeciwstawienie przeciwności i osiągnięcie dyplomatycznego przełamania.
--
Jerry Seinfeld rozkoszuje się "młodym ludzkim ciałem".


---
Nawet Żydzi pytają: Czy judaizm to satanistyczny kult?


Will Newman – "Modlitwy we współczesnych synagogach to nic innego jak ukryte demoniczne wezwania. Są to zaklęcia hipnotyczne, podobne do języka enochiańskiego Kościoła Szatana."

greater-israel-herzl-quote.png
MAGA motywowana żydowskim supremacjonizmem

W świetle licznych "gojskich" e-maili Epsteina, oto fragment Marii Farmer z 2020 roku:

"Ghislaine [dała mi do zrozumienia], że Annie miała ogromne szczęście, żeby... nosić żydowskie dziecko... [i] Znam wielu żydowskich suprematystów. Wszyscy są elitami, są ze sobą powiązani i tworzą jedną wielką grupę. I są największymi suprematystami, jakich kiedykolwiek spotkałem... I bardzo jasno to dali... że jestem służącą, bo jestem biały. Byłem białym służącym."



-----
Film Global Research jednoznacznie potwierdza, że nigdy nie było "nowego koronawirusa", nigdy nie było pandemii.

Dokument o Covidzie: Najbardziej niszczycielski kryzys w historii ludzkości


Tak zwany lockdown – polegający na zamykaniu ludzi w domach i "zamrażaniu miejsca pracy" – sprzyjał światowemu procesowi upadku gospodarczego i społecznego, połączonemu z starannie zaplanowaną Kampanią Strachu na poziomie całej planety.
----

"Świat jest w niebezpieczeństwie": Szef bezpieczeństwa antropicznej AI rezygnuje, wydawa ostre ostrzeżenia


hoover2.jpeg
Sharma napisał, że ludzkość zdaje się zbliżać do "progu, w którym nasza mądrość musi rosnąć w równym stopniu z naszą zdolnością do wpływania na świat, inaczej poniesiemy konsekwencje." Opisał zagrożenie wynikające nie tylko ze sztucznej inteligencji i broni biologicznej, ale także z "całej serii powiązanych kryzysów rozgrywających się właśnie w tej chwili."

Przyznał także wewnętrzne napięcie związane z próbą pozwolenia, by "nasze wartości rządziły naszymi działaniami" w obliczu uporczywych presji, by odłożyć na bok to, co najważniejsze. Kilka dni później odszedł z laboratorium.
--

Peter Koenig – PRZEŁOMOWE: WEF jest "Epsteinowany"


Jeśli rzeczywiście pliki Epsteina zniszczą "system", byłoby to dobrze. Ale tylko jeśli my, Naród, wykorzystamy okazję do zbudowania cywilizacji opartej na naszych wrodzonych wartościach ludzkich, z sumieniem, z empatią dla siebie nawzajem, z niezłomną determinacją do pokoju. To będzie codzienna praca, wypatrując tych złych duchów, które nie odpuszczają. Ale czego nauczyliśmy się – lub powinniśmy byli się nauczyć z upadku obecnego świata i chaosu, który prowadzi nas w otchłań – to że nic nie przychodzi za darmo.

Upadek WEF może wywołać efekt domina, szybko burząc całą obecną strukturę świata, "porządek bez reguł" – ponieważ wszyscy główni tak zwani światowi przywódcy są zaangażowani w pedofilię Epsteina.

Epstein pracował dla izraelskiego Mossadu, a kto pracuje dla Mossadu, domyślnie pracuje dla słynnego tria: Mossad, CIA (USA) i MI6 (Wielka Brytania). Ich plan był genialny, przygotowany może od ponad 100 lat. Epstein był idealnym narzędziem – zdobyć żądnych pieniędzy i władzy pedofilów, "przywódców" świata, zamieszanych w przestępstwa seksualne, gwałty na nieletnich, pedofilię na handlu ludźmi, bezbronnych, małych dzieci, kanibalizm, a ostatecznie szybkie pozbycie się ich zmasakrowanych ciał, głównie w morzu.

--
sitting-down.png
"Gdy społeczeństwa dotkniętych krajów zrozumieją, że zostały brutalnie wykorzystywane i okłamywane w ramach transnarodowej operacji głębokiego państwa mającej na celu doprowadzenie do ich technokratycznego zniewolenia, przytłaczająca liczba ludzi dołączy do ruchu oporu, decydując o przesunięciu równowagi sił klasowych przeciwko potencjalnym globalnym technokratom."--David A. Hughes, "Covid-19", Operacje psychologiczne i wojna o technokrację (2024)


BILL COOPER miał rację

"Bill Cooper, człowiek, który przewidział własną śmierć i który mówi przez czas. To tak, jakby mówił o dzisiejszym świecie – montaż wideo: "The Storyist"


---
Polska jest największym wydawcą na amerykański sprzęt wojskowy


Polska to kanarek, który próbował połknąć dwa koty.
-

Mel Gibson ujawnia dowody, że Netanyahu zamienia Argentynę w "Wielki Izrael" przed III wojną światową

--
Ludzie odmawiają płacenia rachunków, a ta choroba rozprzestrzenia się po całej Ameryce


"Amerykanie odmawiają opłacania rachunków, a powody mogą cię zszokować. Od czynszu i pożyczek studenckich po karty kredytowe i opiekę zdrowotną – miliony po prostu odchodzą od swoich długów. Ale kto naprawdę się zmaga, a kto podejmuje fatalne decyzje?
W tym filmie analizujemy prawdziwe historie osób, które unikały czynszu, zachowując swoje samochody, świętowały eksmisje jako "pokonanie systemu", a nawet popełniały oszustwa, by uniknąć kredytów studenckich. Zwracamy też uwagę na ciężko pracujące rodziny, które robią wszystko dobrze, ale nadal nie stać ich na zakupy spożywcze ani ogrzewanie.
Gdy dwa dochody nie wystarczają do przetrwania, a prawdziwa granica ubóstwa jest czterokrotnie wyższa niż mówi rząd, coś jest głęboko złamane. Konsekwencje są wszędzie, od zamkniętych półek sklepowych po zorganizowane kradzieże żywności."

-

grr-citizen-cattle.png
(Los godny bydła)

AKTUALNE: Senator Rand Paul przedstawia federalną ustawę mającą na celu zakończenie ochrony odpowiedzialności producentów szczepionek


WSZYSTKIE SZCZEPIONKI ZABIJĄ CIEBIE I TWOJE POTOMSTWO: RFK JR. WYJAŚNIA, ŻE NIE MA ANI JEDNEGO TESTU BEZPIECZEŃSTWA KONTROLOWANEGO PLACEBO DLA ŻADNEGO OBOWIĄZKOWEGO SZCZEPIENIA BEZ ODPOWIEDZIALNOŚCI DLA DZIECI
-
----

Krwawa zniesławienie staje się coraz bardziej prawdopodobne





Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

"Czy „lu.....stwo chrześcijan” odzwierciedla rzeczywistość mapy bezpieczeństwa tego kraju? Długotrwałe, rozdrobnione regionalnie kryzysy bezpieczeństwa w Nigerii są podsycane przez złożoną kombinację czynników."

Does ‘Christian genocide’ capture the reality of this nation’s security map?

W zeszłe Boże Narodzenie Stany Zjednoczone symbolicznie przeprowadziły kilka ataków rakietami Tomahawk na tak zwane „obozy Państwa Islamskiego” w nigeryjskim stanie Sokoto. Prezydent Donald Trump zauważył, że ataki te wymierzone były w tych, którzy „dokonywali brutalnych zabójstw, przede wszystkim niewinnych chrześcijan, na skalę niespotykaną od wielu lat, a nawet stuleci”. Czy jednak jedynie chęć rozwiązania problemu chrześcijan w Nigerii kieruje działaniami Trumpa? Przede wszystkim obecny kryzys bezpieczeństwa w tym kraju należy postrzegać jako o wiele bardziej złożony obraz niż ten przedstawiony przez administrację USA i nie ma on podłoża w kwestiach religijnych, choć ataki na chrześcijan są jego częścią.


Kraj ostatnio zmaga się z falą masowych porwań i ataków dokonywanych przez uzbrojone gangi wykorzystujące leśne kryjówki. 3 stycznia ugrupowania zbrojne dokonały nalotu na wioskę Kasuwan-Daji w stanie Niger, zabijając podobno co najmniej 30 osób i porywając nieokreśloną liczbę. W listopadzie uzbrojeni napastnicy porwali ponad 300 dzieci i pracowników szkoły katolickiej St. Mary’s w tym samym stanie. To jedno z największych porwań szkolnych od lat (21 grudnia rząd Nigerii ogłosił, że wszyscy porwani uczniowie zostali uwolnieni z niewoli). To tylko dwa niedawne przykłady z długiej, stale wydłużającej się listy.


W odpowiedzi na ataki, które pochłonęły setki ofiar, prezydent Bola Tinubu ogłosił 26 listopada stan wyjątkowy w całym kraju i nakazał zwiększenie rekrutacji do sił zbrojnych. Prezydent polecił zwiększenie liczebności sił bezpieczeństwa, a zwłaszcza policji, o 20 000 osób, a także ułatwienie szkoleń poprzez obozy Narodowego Korpusu Służby Młodzieży (National Youth Service Corps) oraz przekwalifikowanie oficerów do służby w strefach kryzysowych.


Skomplikowany obraz: Boko Haram i Państwo Islamskie

Nigeria od wielu lat wykazuje niestabilność systemową, napędzaną chronicznymi kryzysami bezpieczeństwa, rozproszonymi regionalnie i podsycanymi przez kombinację czynników: od ekstremizmu ideologicznego na północnym wschodzie, bandytyzmu w stanach północno-zachodnich, po konflikty między rolnikami a pasterzami w Środkowym Pasie, prowadzące do erozji kontroli państwa, strat gospodarczych i kryzysów humanitarnych.


Ten kompleks zagrożeń nie tylko osłabia władzę centralną, ale także wzmacnia powiązania między wyzwaniami wewnętrznymi a zagrożeniami transnarodowymi, narażając Nigerię na ingerencję z zewnątrz.

RT

Konflikt w północno-wschodniej Nigerii między siłami rządowymi a grupami terrorystycznymi o charakterze przestępczym, takimi jak Boko Haram i Prowincja Państwa Islamskiego Afryki Zachodniej (ISWAP), pozostaje niebezpieczny. Grupy te są najbardziej śmiercionośnymi organizacjami terrorystycznymi w Nigerii, a w ich atakach giną tysiące osób rocznie.


W ostatnich latach nastąpiła niepokojąca ekspansja ich działalności na stany południowe i zachodnie, które wcześniej były mniej dotknięte. Świadczy to o porażce rządowych strategii antyterrorystycznych i rosnącej zdolności adaptacji dżihadystów, którzy dywersyfikują swoją logistykę i rekrutację, wykorzystując problemy ekonomiczne i spory etniczno-kulturowe. W 2024 roku cywile stanowili ponad 62% ofiar ataków terrorystycznych.


Wieki konfrontacji

Działalność terrorystyczna nakłada się na wielowiekową konfrontację między pasterzami a rolnikami, gdzie powierzchowne aspekty religijne i etniczne maskują głęboko zakorzenione przyczyny społeczno-ekonomiczne. Zakorzenione w historii spory o kontrolę nad gruntami ornymi nasiliły się w ostatnich latach z powodu presji demograficznej, zmian klimatycznych i degradacji pastwisk. Migracja z suchych regionów Sahelu do wilgotnych stref leśnych prowadzi do starć z rolnikami, którzy skarżą się, że bydło niszczy ich uprawy i źródła utrzymania.


Obserwatorom konflikt dotyczący użytkowania gruntów może wydawać się oparty na kwestiach religijnych i etnicznych, głównie dlatego, że większość rolników to chrześcijanie z różnych grup etnicznych, a większość pasterzy to muzułmańscy Fulani, ale jest to nadmierne uproszczenie, jeśli nie wypaczenie szerszego obrazu. Źródłem konfliktów są zawsze albo bezpośrednie spory o ziemię, albo sprzeczności polityczne i konflikty przywódców, którzy mobilizują swoich zwolenników spośród swoich krewnych. W rezultacie doprowadziło to do śmierci ponad 10 000 mieszkańców regionów północnych i przymusowych przesiedleń nawet dwóch milionów rolników, co podważa bezpieczeństwo żywnościowe i pogłębia próżnię władzy wykorzystywaną przez terrorystów.


Radykalizacja młodzieży

W północno-zachodniej Nigerii szczególnie widoczna jest działalność grup przestępczych, które dokonują ataków na miejscową ludność i siły zbrojne w celu przejęcia broni. Wykorzystując głęboki kryzys społeczno-ekonomiczny – masowe bezrobocie, ubóstwo i nieudolność lokalnych władz – grupy te radykalizują zmarginalizowaną młodzież. Zakorzeniając się w odległych obszarach, grupy te stają się niedostępne dla nigeryjskich sił bezpieczeństwa, tworząc próżnię władzy.


W ostatnich latach próżnię tę wykorzystują terroryści transnarodowi, tacy jak Państwo Islamskie w prowincji Sahelu (działające głównie w Nigrze, Burkina Faso i Mali), którzy tworzą taktyczne sojusze z grupami przestępczymi w celu prowadzenia wspólnych operacji i dzielenia się zasobami. Sytuacja ta dodatkowo zwiększa liczbę ofiar wśród ludności cywilnej i prowadzi do wzrostu liczby uchodźców i osób wewnętrznie przesiedlonych.RT

RT
RT
RT

A co mówią nigeryjscy chrześcijanie?

Porwania i morderstwa, akty terrorystyczne i ataki grup przestępczych w Nigerii są na porządku dziennym, podczas których cierpią wszyscy Nigeryjczycy różnych wyznań i grup etnicznych. Z jednej strony, grupy terrorystyczne, zazwyczaj utożsamiane z islamem, regularnie atakują kościoły i parafian w kilku stanach Nigerii. W związku z tym, formalnie rzecz biorąc, część ludności cywilnej ginie z powodu swojej wiary.


Jednak akty ekstremizmu nie cieszą się poparciem społecznym; między wspólnotami religijnymi w kraju panuje wzajemne zrozumienie, a w licznych atakach na północy giną mieszkający tam muzułmanie, postrzegani przez terrorystów jako odstępcy od wiary.


Nic więc dziwnego, że reakcja przywódców chrześcijańskich na wypowiedzi Trumpa była generalnie ostrożna. Chociaż większość nigeryjskich przywódców chrześcijańskich sprzeciwiała się wpisaniu kraju na listę KPCh, niektórzy pastorzy, na przykład ze wspólnot zielonoświątkowych i katolickich, z zadowoleniem przyjęli uwagę Trumpa na ten problem. Inni stwierdzili, że bandytyzmu nie należy nazywać prześladowaniami religijnymi, podkreślając, że problem jest bardziej złożony.


Chrześcijańskie Stowarzyszenie Nigerii (CAN) – główny organ koordynujący różne wyznania chrześcijańskie w kraju – zaapelowało o jedność, a nie o podsycanie napięć. Przewodniczący Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Nigerii w stanach północnych, pastor John Joseph Hayab, z zadowoleniem przyjął uwagę poświęconą tej sprawie, mówiąc dziennikarzom, że słowa Trumpa „powinny być powodem, dla którego miłujący pokój chrześcijanie i muzułmanie zjednoczą się i zażądają od rządu podjęcia konkretnych kroków w celu zapewnienia bezpieczeństwa i wolności wszystkim obywatelom, niezależnie od religii czy przynależności”.

RT
RT

niedziela, 15 lutego 2026

"Co stało się z pozostałymi trzema milionami akt Epsteina? Gdzie są zaginione dokumenty i czy mają znaczenie?"

 Autorstwa Witalija Riumszyna, dziennikarza i analityka politycznego

What happened to the other three million Epstein files?

Minęły prawie dwa tygodnie od publikacji materiałów związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina, a zainteresowanie opinii publicznej nie słabnie. Wręcz przeciwnie, kontrowersje wokół archiwum Epsteina zdają się tylko nasilać. Ujawnione informacje okazały się wystarczająco skandaliczne, by zdominować nagłówki gazet, ale niewystarczające, by zaspokoić oczekiwania. Rezultatem jest znajoma mieszanka oburzenia, podejrzeń i spisku.


Tak zwana „biblioteka” Epsteina została natychmiast przedstawiona jako skarbnica mrocznych sekretów.

 Sądząc po reakcjach w mediach i mediach społecznościowych, Epstein został przekształcony w niemal mityczne ucieleśnienie zła: 

człowieka, który podobno przeniknął każdą sferę elitarnego życia, znał wszystkich, którzy się liczyli i w jakiś sposób był odpowiedzialny za wszystko, od globalnego upadku politycznego po współczesny marazm kulturowy.

 W tej wersji Epstein stał się nie tylko przestępcą, ale symbolem wszystkiego, co zepsute na Zachodzie.


A jednak, pomimo całego szumu, rewelacje te nie doprowadziły do ​​niczego.


Jedynym krajem, w którym akta wywołały zauważalny rezonans polityczny, była Wielka Brytania. 

Nawet tam reakcja była bardziej związana z warunkami wewnętrznymi niż z samym Epsteinem: dotkliwym kryzysem gospodarczym, powszechną frustracją społeczną i głęboką nieufnością do rządu Keira Starmera.

Historia Epsteina trafiła na podatny grunt, już przygotowany na skandal.


W Stanach Zjednoczonych, gdzie ujawnienie dokumentów było najbardziej oczekiwane, reakcja była uderzająco stonowana.

 Pojawiły się insynuacje o tajemniczym kulcie pedofilskim wśród amerykańskich elit, ale brakowało twardych dowodów na poparcie tych twierdzeń.

 Nie wymieniono żadnych nowych wspólników. Nie pojawiły się żadne listy klientów. 

Nie nastąpiły żadne dramatyczne potwierdzenia.

 Nawet przeciwnicy Donalda Trumpa nie zdołali wydobyć niczego wartościowego; zadowolili się sekretarzem handlu Howardem Lutnickiem, którego przyłapano na kłamstwie w sprawie kontaktów z Epsteinem. To był koniec.

Z tego można wyciągnąć dwa podstawowe wnioski. Albo prawdziwa skala zbrodni Epsteina została znacznie wyolbrzymiona, albo władze USA nadal ukrywają najbardziej szkodliwe materiały.

 Osobiście skłaniam się ku pierwszemu wyjaśnieniu.


Wielu Amerykanów doszło jednak do przeciwnego wniosku. 

Ponieważ ujawnione dokumenty nie ujawniły oczekiwanych okrucieństw, uważają, że zostali celowo wprowadzeni w błąd.

 To poczucie zdrady ponownie rozpaliło machinę spiskową.

 Plotki się mnożą.

 Spekulacje przeradzają się w pewność.

 Politycy, jak zawsze, chętnie pomagają.


Obecnie pojawiły się dwa odrębne nurty krytyki wobec Departamentu Sprawiedliwości USA i administracji Trumpa. 

Pierwszy pochodzi głównie od demokratycznych kongresmenów, którzy oskarżają władze o nadmierną cenzurę.

 Ich zarzut jest konkretny:

 podczas procesu redagowania usunięto nazwiska wpływowych osób powiązanych z Epsteinem, nawet jeśli osoby te nie były ofiarami, a mogły być klientami lub wspólnikami. 

Przegląd nieocenzurowanych materiałów przez Kongres ujawnił podobno co najmniej 20 takich ocenzurowanych nazwisk.


Drugi zarzut dotyczy ogromnej ilości nieopublikowanych materiałów. 

Początkowo urzędnicy amerykańscy twierdzili, że archiwum Epsteina zawierało około 6 milionów plików. Z tego około 3,5 miliona zostało ujawnionych. To nieco ponad połowa.

 Następnie proces został przerwany.


Wyjaśnienie przedstawione przez zastępcę prokuratora generalnego USA było przewidywalne: pozostałe pliki rzekomo zawierają dane osobowe ofiar, materiały związane z innymi śledztwami lub duplikaty dokumentów, które już zostały upublicznione.

 Dla znacznej części amerykańskiej opinii publicznej wyjaśnienie to było całkowicie niezadowalające. 

Wielu jest przekonanych, że brakujące 2,5-3 miliony plików skrywają najbardziej kontrowersyjne informacje: 

wysoko postawionych urzędników, niezbite dowody i dowody na istnienie rozległej siatki przestępczej. 

Teraz domagają się całkowitego ujawnienia.


Czy je otrzymają? 

Prawie na pewno nie.


Debata na temat Epsteina trwa głównie dlatego, że służy doraźnym potrzebom politycznym. W obliczu zbliżających się wyborów do Kongresu skandal – a dokładniej sposób, w jaki Biały Dom sobie z nim poradził – oferuje wygodne narzędzie do atakowania administracji.

 Dodajmy do tego długotrwałą amerykańską kulturę myślenia spiskowego, która utrudnia wielu obywatelom przyjęcie banalnych wyjaśnień, a wynik jest nieunikniony.

 Musi istnieć ukryty cel.

 Musi być coś więcej. Nawet jeśli nie ma.


Jaka jest więc rzeczywistość sprawy Epsteina?


Odrzućmy histerię, a obraz stanie się mniej filmowy.

 Epstein był głęboko niemoralną osobą z niezwykłym talentem do budowania i wykorzystywania więzi społecznych.

 Jego zbrodnie były prawdziwe i naganne. 

Jednak jego wpływ na sprawy światowe został mocno przesadzony.


Dostępne dokumenty sugerują, że przestępcza działalność Epsteina opierała się na konkretnym, stosunkowo ograniczonym schemacie:

 werbowaniu nieletnich dziewcząt do zaspokajania własnych zboczonych pragnień, przy udziale niewielkiego kręgu współpracowników i pomocników.

 Większość tych osób jest nieznana, nawet dla Amerykanów.

 Nie mówiąc już o Rosjanach.

 Gdyby rozległa, potężna sieć rzeczywiście istniała, wiarygodni świadkowie lub rozstrzygające dowody niemal na pewno pojawiliby się już teraz, bez konieczności dodatkowego gromadzenia dokumentów.


Jeśli pozostałe akta zostaną kiedykolwiek opublikowane, mało prawdopodobne, aby przyniosły prawdziwe rewelacje.

 W najlepszym razie mogą dodać nowe znane nazwiska do listy osób, z którymi Epstein korespondował lub spotykał się towarzysko.

 To wywoła nowe plotki, wybiórcze przecieki i ponowną panikę moralną – ale nie jasność.

 Celem nie będzie prawda, a napięcie: 

utrzymanie poziomu publicznego oburzenia, przydatnego dla wszystkich stron amerykańskiej walki politycznej.


Krótko mówiąc, Epstein był przestępcą, a nie marionetkarzem współczesnego świata.

 Mit, który narósł wokół niego, mówi więcej o amerykańskiej kulturze politycznej niż o nim samym.


Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany w gazecie internetowej Gazeta.ru, a tłumaczenie i redakcja: zespół RT.


Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłącznie poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632539-what-happened-to-other-files/