sobota, 1 sierpnia 2026

"Jaki związek mają Indie z Arktyką i dlaczego stanowi to sprawdzian dla grupy BRICS? Długoletnie partnerstwo New Delhi z Rosją – kluczowym graczem w regionie arktycznym – może pomóc w uwzględnieniu obaw krajów rozwijających się w debatach na temat Dalekiej Północy."

Aktualizacja: 31 lipca 2026 r., 18:48


Autorzy: dr Raj Kumar Sharma, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie im. Süleymana Demirela (Ałmaty) i były starszy analityk w organizacji NatStrat (Nowe Delhi), oraz Jekatierina Sierowa, kierownik Działu Spraw Międzynarodowych w Centrum Eksperckim – Biurze Projektowym ds. Rozwoju Arktyki (Moskwa).

What does India have to do with the Arctic and why is it a test for BRICS

Choć w świetle prawa międzynarodowego Arktyka nie stanowi „dobra wspólnego ludzkości” (ang. *global common*), pod względem swoich skutków stała się nim w praktyce; tamtejszy system klimatyczny wpływa na monsuny w Azji Południowej, fale upałów w Europie, ekstremalne zjawiska pogodowe w Ameryce Północnej oraz bezpieczeństwo żywnościowe w Afryce. Z tego powodu Arktykę często określa się mianem „kuchni światowej pogody”. Właściwsze może być zatem postrzeganie jej jako „wspólnego zasobu klimatycznego”, co odzwierciedla transgraniczny charakter jej oddziaływania na środowisko. Takie nowe ujęcie podkreśla potencjalną rolę instytucji takich jak BRICS w rozwiązywaniu wyzwań klimatycznych związanych z Arktyką, mimo że większość państw członkowskich tego ugrupowania nie leży w regionie arktycznym.


W tym kontekście objęcie przez Indie przewodnictwa w BRICS w 2026 roku przypada na kluczowy moment. Jako wiodący głos Globalnego Południa oraz coraz bardziej aktywny uczestnik spraw arktycznych – dzięki badaniom naukowym i dyplomacji polarnej – Indie mają wyjątkową szansę na poszerzenie dyskusji o Arktyce poza ramy tradycyjnej rywalizacji geopolitycznej.


Umieszczając w centrum agendy BRICS powiązane ze sobą kwestie odporności klimatycznej, zrównoważonego rozwoju, współpracy naukowej i inkluzywnego zarządzania, New Delhi może pomóc w zbudowaniu pomostu między obawami Globalnego Południa a szybko zmieniającymi się realiami Dalekiej Północy. Dla Indii stanowi to okazję do przedefiniowania sposobu, w jaki wschodzące potęgi angażują się w zarządzanie sprawami Arktyki.


Indie stopniowo dostrzegały te przemiany. Od utworzenia stacji badawczej Himadri na Svalbardzie w 2008 roku aż po przyjęcie polityki arktycznej w 2022 roku, New Delhi konsekwentnie rozszerzało swoje zaangażowanie naukowe i dyplomatyczne. Mimo to podejście tego kraju do Arktyki pozostaje w dużej mierze oparte na nauce i jest stosunkowo ostrożne. W przeciwieństwie do państw arktycznych posiadających wybrzeże w tym regionie, Indie nie żywią ambicji terytorialnych na tym obszarze. Zamiast tego dążą do odpowiedzialnego uczestnictwa, opartego na badaniach naukowych, trosce o środowisko, zrównoważonym rozwoju i współpracy międzynarodowej.


BRICS stanowi unikalną platformę, dzięki której Indie mogą promować tę wizję.


Inicjatywa BRICS

Sama Arktyka przechodzi głębokie zmiany geopolityczne. Rosja pozostaje dominującą potęgą arktyczną, dysponującą około połową linii brzegowej tego regionu, największą na świecie flotą atomowych lodołamaczy oraz rozbudowaną infrastrukturą energetyczną. Jednocześnie zachodnie sankcje i pogorszenie relacji na linii Rosja–Zachód po wybuchu konfliktu na Ukrainie znacząco zakłóciły dotychczasowe mechanizmy zarządzania i współpracy w Arktyce.


Zarządzanie w rękach „Arktycznej Ósemki” czy zarządzanie poprzez współpracę? Ta druga koncepcja zakłada zmiany o charakterze instytucjonalnym oraz szersze postulaty dotyczące udziału w zarządzaniu Arktyką, wynikające z niepodzielnego charakteru współczesnych wyzwań środowiskowych, globalnych skutków zmian klimatu oraz narastających napięć międzynarodowych, które dotykają wszystkie państwa.


Uzasadnienie dla takich postulatów zyskało na wyrazistości w ostatnich latach, w związku z zawieszeniem przez państwa zachodnie współpracy z Rosją w ramach Rady Arktycznej. W rezultacie Rada Arktyczna stała się w dużej mierze nieaktywna. Dostarczyło to państwom spoza regionu arktycznego – dążącym do odgrywania większej roli w sprawach arktycznych – przekonującego argumentu na rzecz promowania bardziej inkluzywnych rozwiązań w zakresie zarządzania tym obszarem.

Z perspektywy Rosji i państw arktycznych inicjatywy takie postrzegane są jednak bardziej jako wyzwanie niż szansa. Rosja pozostaje zainteresowana przywróceniem pełnego funkcjonowania Rady Arktycznej.


Z punktu widzenia Rosji najbardziej niekorzystnym scenariuszem byłaby sytuacja, w której zarządzanie oparte na współpracy przekształciłoby się w internacjonalizację Arktyki – czyli otwarcie procesu zarządzania tym regionem na wszystkich zainteresowanych interesariuszy na równych zasadach. Dlatego priorytetem Rosji jest obecnie utrzymanie jedności Rady Arktycznej przy jednoczesnym angażowaniu państw spoza regionu arktycznego w najbardziej akceptowalne formy współpracy w Arktyce.


Zaangażowanie to może odbywać się na drodze dwustronnej lub poprzez mechanizmy wielostronne, pod warunkiem że będą one uzupełniać Radę Arktyczną, a nie ją zastępować. Ich rozwój powinien uwzględniać zarówno priorytety polityki krajowej Rosji, jak i oczekiwania jej partnerów.


Jednocześnie grupa BRICS rozszerzyła się zarówno geograficznie, jak i politycznie. Wraz z przyjęciem nowych członków, w tym państw z Azji Zachodniej i Afryki, BRICS coraz częściej pozycjonuje się jako platforma reprezentująca Globalne Południe. Choć nie wszyscy członkowie BRICS mają bezpośrednie interesy w Arktyce, wielu z nich odczuwa skutki zmian klimatycznych wywołanych procesami w tym regionie, a także zmian w globalnych szlakach żeglugowych i na rynkach energii.


Stwarza to szansę na poszerzenie dyskusji o zarządzaniu Arktyką poza krąg tradycyjnej „ósemki arktycznej”. Zamiast postrzegać Arktykę wyłącznie przez pryzmat rywalizacji militarnej czy eksploatacji zasobów, państwa BRICS mogą kłaść nacisk na sprawiedliwość klimatyczną, zrównoważony rozwój i współpracę naukową.


Indie są szczególnie dobrze przygotowane do moderowania tej dyskusji, co wpisuje się w ich relacje z Rosją. Kraj ten utrzymuje długotrwałe partnerstwo strategiczne z Rosją, jednocześnie zacieśniając współpracę z innymi kluczowymi państwami arktycznymi, takimi jak Stany Zjednoczone, Norwegia, Dania czy Kanada. Taka elastyczność dyplomatyczna pozwala New Delhi angażować się w działania ponad podziałami geopolitycznymi, bez konieczności opowiadania się wyłącznie po jednej ze stron. Zdolność Indii do utrzymywania dialogu z rywalizującymi obozami geopolitycznymi może okazać się atutem, a nie obciążeniem.


Zaangażowanie Indii w sprawy Arktyki opiera się na pięciu powiązanych ze sobą filarach: badaniach naukowych, odporności na zmiany klimatu, zrównoważonym rozwoju gospodarczym, łączności morskiej oraz zarządzaniu międzynarodowym. Badania prowadzone w ramach stacji Himadri oraz indyjskich ekspedycji arktycznych przyczyniają się do zrozumienia powiązań między procesami zachodzącymi w Arktyce a monsunem indyjskim, lodowcami Himalajów i ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi.


Należy jednak zaznaczyć, że ta wiarygodność naukowa oraz rosnąca rola Indii w zarządzaniu Arktyką nie oznaczają poparcia dla internacjonalizacji regionu w sensie prawnym. Szerszy proces internacjonalizacji, oparty na uznaniu Arktyki za „wspólne dziedzictwo ludzkości” – co w praktyce oznaczałoby objęcie tego regionu reżimem prawnym zbliżonym do tego, który obowiązuje na Antarktydzie – jest nierealny i niezgodny z istniejącymi ramami prawnymi. Arktyka nie jest *terra nullius*; podlega ona złożonym regulacjom prawa międzynarodowego, ustanowionym przede wszystkim na mocy Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS).


Znaczenie grupy BRICS

Indie obejmują przewodnictwo w grupie BRICS w czasie, gdy instytucje globalnego zarządzania zmagają się z rosnącą fragmentacją. Choć współpraca naukowa jest kontynuowana w różnych formach, możliwości prowadzenia dialogu politycznego zostały znacząco ograniczone.

BRICS nie może zastąpić Rady Arktycznej ani nie powinien tego robić. Zamiast tego może uzupełniać istniejące instytucje, koncentrując się na kwestiach, w których gospodarki wschodzące mają wspólne interesy.


Istnieją cztery obszary, na które należy zwrócić uwagę.


Po pierwsze, adaptacja do zmian klimatu. Wiele krajów BRICS należy do najbardziej narażonych na zmiany klimatu, pomimo stosunkowo niewielkiego wkładu w historyczne emisje. Ocieplenie Arktyki przyspiesza globalne zaburzenia klimatyczne, które w nieproporcjonalnym stopniu dotykają kraje rozwijające się. Dialog BRICS łączący naukę arktyczną z adaptacją do zmian klimatu w krajach Globalnego Południa wypełniłby istotną lukę w zarządzaniu.


Po drugie, współpraca naukowa. Wspólne badania polarne z udziałem uniwersytetów, instytutów badawczych, programów satelitarnych i misji oceanograficznych BRICS zdywersyfikowałyby produkcję wiedzy wykraczającą poza tradycyjne zachodnie sieci badawcze.


Po trzecie, zrównoważona żegluga. Stopniowe otwieranie arktycznych szlaków morskich stwarza zarówno możliwości, jak i niepewność. Chociaż Północna Droga Morska nie zastąpi Kanału Sueskiego w dającej się przewidzieć przyszłości, sezonowa żegluga mogłaby zmienić kształt części handlu euroazjatyckiego. Indie, z rozwijającą się gospodarką morską i zainteresowaniem Międzynarodowym Korytarzem Transportowym Północ-Południe oraz Korytarzem Morskim Czennaj-Władywostok, mają powody, by rozumieć te ewoluujące procesy logistyczne.


Po czwarte, czysta energia. Arktyka posiada znaczne rezerwy minerałów krytycznych, pierwiastków ziem rzadkich, gazu ziemnego oraz nowe możliwości w zakresie energii odnawialnej. Współpraca w zakresie innowacji technologicznych, norm środowiskowych i odpowiedzialnego zarządzania zasobami przyniosłaby korzyści zarówno gospodarkom Arktyki, jak i rozwijającym się gospodarkom poza Arktyką.


Czynnik rosyjski

Poparcie Rosji dla większej roli BRICS w Arktyce wynika z wysiłków na rzecz wzmocnienia i rozszerzenia współpracy w regionie. Włączając zaufane, wschodzące mocarstwa, zwłaszcza Indie, do arktycznej energetyki, żeglugi, nauki i infrastruktury, Moskwa dąży do dywersyfikacji partnerów, aby przezwyciężyć ograniczenia wynikające z zachodnich sankcji, wzmocnić komercyjną opłacalność Północnego Szlaku Morskiego, zmniejszyć nadmierne uzależnienie od Chin i osadzić rozwój Arktyki w instytucjach rodzącego się porządku wielobiegunowego.


W tej wizji BRICS uzupełnia, a nie zastępuje istniejącą architekturę zarządzania Arktyką, poszerzając uczestnictwo bez podważania suwerennych prerogatyw państw arktycznych. Żadna dyskusja na temat zaangażowania Indii lub BRICS w Arktyce nie może pomijać Rosji, ponieważ jest ona jedynym państwem arktycznym w tym ugrupowaniu.


Rosja pozostaje głównym partnerem Indii w Arktyce. Współpraca wykracza poza kwestie węglowodorów i obejmuje wymianę naukową, szkolnictwo wyższe, logistykę morską oraz badania polarne. Rosyjskie doświadczenie w technologii lodołamaczy, zarządzaniu portami arktycznymi, inżynierii klimatu zimnego i infrastrukturze północnej reprezentuje potencjał, którym dysponuje niewiele krajów.


Łączenie Globalnego Południa z Daleką Północą

Być może największy wkład Indii leży nie w potencjale materialnym, ale w innowacjach narracyjnych. Arktyka była często przedstawiana jako wyłączna domena państw arktycznych lub mocarstw. Jednak zmiany klimatyczne pokazują, że transformacje Arktyki generują konsekwencje wykraczające daleko poza koło podbiegunowe.


Indie mogą zatem rozwijać szersze ramy koncepcyjne, łącząc zarządzanie Arktyką z priorytetami Globalnego Południa. Zamiast dalszej sekurytyzacji Arktyki, Indie mogłyby opowiadać się za „odpowiedzialną globalizacją zarządzania Arktyką”, podejściem uznającym zarówno suwerenne prawa państw arktycznych, jak i uzasadnione interesy interesariuszy spoza Arktyki, dotkniętych zmianami klimatu w Arktyce.


Obecne przewodnictwo Indii w BRICS stwarza krajom BRICS okazję do przejścia od retoryki do praktycznej współpracy w Arktyce. Sieć Badań Polarnych BRICS mogłaby łączyć uniwersytety, instytuty klimatyczne i ośrodki badań polarnych w celu realizacji wspólnych projektów i wymiany badawczej.


Platforma Danych Klimatycznych BRICS mogłaby integrować obserwacje satelitarne, badania kriosfery i modelowanie klimatu, aby usprawnić planowanie adaptacji w krajach rozwijających się. Indie mogłyby inicjować coroczne dialogi BRICS na temat zarządzania Arktyką, w których uczestniczyliby decydenci, naukowcy, przedstawiciele rdzennej ludności i eksperci branżowi.


Nowy Bank Rozwoju mógłby badać mechanizmy finansowania zrównoważonej infrastruktury związanej z Arktyką, technologii odnawialnych źródeł energii i projektów adaptacji do zmian klimatu, pod warunkiem, że będą one zgodne z normami środowiskowymi.

Wymiana edukacyjna koncentrująca się na inżynierii polarnej, technologiach przystosowanych do warunków chłodnego klimatu oraz zarządzaniu środowiskiem Arktyki mogłaby wzmocnić kapitał ludzki w państwach grupy BRICS. Żadna z tych inicjatyw nie stanowiłaby wyzwania dla istniejących instytucji arktycznych. Przeciwnie – stanowiłyby one ich uzupełnienie, jednocześnie zwiększając udział państw Globalnego Południa w dyskusjach naukowych i politycznych.


Wyzwania na horyzoncie

Niemniej jednak Indie będą musiały postępować ostrożnie. Arktyka ulega coraz większej militaryzacji. Rosnąca obecność NATO na północy, obawy Rosji o bezpieczeństwo oraz nasilająca się rywalizacja między USA a Chinami komplikują sytuację strategiczną. Indie powinny unikać wciągania w geopolityczne spory, które mogłyby podważyć ich wiarygodność naukową.


Kluczowe znaczenie mają również kwestie ochrony środowiska. Wzmożony ruch statków, eksploatacja węglowodorów oraz wydobycie surowców mineralnych wiążą się z uzasadnionym ryzykiem ekologicznym. Dlatego wszelkie działania w Arktyce powinny opierać się na zasadach zrównoważonego rozwoju i prawie międzynarodowym. O wiarygodności przyszłych inicjatyw zadecyduje umiejętność pogodzenia szans gospodarczych z odpowiedzialnością za środowisko.


Rosnąca konieczność

Zmiany klimatu, badania naukowe, połączenia morskie i zrównoważony rozwój sprawiły, że sprawy Dalekiej Północy splotły się z aspiracjami i wyzwaniami, przed którymi stoi Globalne Południe. Przejęcie przez Indie przewodnictwa w grupie BRICS w 2026 roku zbiega się w czasie z momentem, w którym powiązań tych nie sposób już ignorować. Zamiast postrzegać Arktykę wyłącznie jako arenę rywalizacji strategicznej, New Delhi ma szansę promować bardziej inkluzywną wizję, łączącą współpracę naukową, odporność na zmiany klimatu oraz odpowiedzialne zarządzanie.


Sukces nie będzie zależał od prób przekształcania instytucji arktycznych, lecz od budowania mostów między regionami, dziedzinami nauki i podziałami politycznymi. Indie mogą wykorzystać swój dorobek naukowy, elastyczność dyplomatyczną oraz wieloletnie partnerstwa – w tym relacje z Rosją – aby wspierać konstruktywny dialog między państwami arktycznymi a podmiotami spoza tego regionu.


Jeśli działania te będą prowadzone konsekwentnie, przewodnictwo Indii w BRICS może stać się ważnym krokiem w kierunku powiązania spraw Globalnego Południa z przyszłością Dalekiej Północy. W czasach, gdy ocieplenie Arktyki coraz silniej wpływa na pogodę, gospodarki i społeczeństwa na całym świecie, takie powiązanie przestaje być jedynie postulatem, a staje się koniecznością.


Stwierdzenia, poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT..



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/india/643696-india-chairship-brics-arctic-russia/

"INWAZJA NA HISZPANIĄ PRZEZ MAROKAŃSKICH NIELEGALNYCH IMIGRANTÓW ZAPLANOWANA PRZEZ WSZYSTKICH ZNANYCH PODEJRZANYCH"




60 000 migrantów przekroczyło granicę hiszpańskiego terytorium Ceuty

CEUTA, Hiszpania (AP) — W ciągu ostatnich 24 godzin około 60 000 migrantów przekroczyło granicę z Maroka na niewielkie terytorium Ceuty w Hiszpanii, poinformował w piątek prezydent Ceuty, co odpowiada 70% populacji miasta w Afryce Północnej. Podczas podróży zginęło co najmniej 57 migrantów. (Źródło: https://apnews.com/article/spain-ceuta-migration-66839d113f24ba80d08b36d2b337201c)


Przesłane przez analityka
geopolityczną z fotela, SOTN Exclusive

Ogromna inwazja 60 000 nielegalnych imigrantów na suwerenne państwo nie dzieje się tak po prostu, jeśli nie została celowo zmuszona.

W świetle poważnej, niekinetycznej wojny toczącej się między Hiszpanią a Izraelem wiemy, że za tym stała junta Netanjahu, tak jak reżim Trumpa współpracował z planistami w Tel Awiwie.

Jeśli geoterrorystyczne ramię Chazarskiej Kabały jest gotowe prowadzić pełnoskalową wojnę pogodową przeciwko Hiszpanii w tym lipcu, to czego nie zrobią. Podobnie, jeśli piroterroryści CIA i Mossadu zgadzają się na bezwzględne palenie regionów Hiszpanii, to z pewnością inscenizacja tej bezprecedensowej inwazji to po prostu spacer po parku.

WOJNA POGODOWA I ROSA:
Burze pożarowe wywołane podpaleniem we Francji i Hiszpanii
pozostawiają takie same dowody jak piroterroryzm w Kalifornii i na Maui

Ostatecznie można bezpiecznie założyć, że każda nagła katastrofa lub nienaturalna katastrofa, która dotknie Hiszpanię w pozostałej części 2026 roku, będzie miała na sobie ślady Izraela, a amerykańscy współspiskowcy również będą obecni na tych samych miejscach zbrodni.

Analityk
geopolityczny z fotela State of the Nation 31
lipca 2026

Nota redakcyjna SOTN

Co jest dość interesujące w tej potajemnie przeprowadzonej syoamerykańskiej operacji, to fakt, że premier Hiszpanii — Pedro Sánchez — stworzył sprzyjające warunki do jej przeprowadzenia. Hiszpania była dla wielu nielegalnych imigrantów trampoliną do zdobycia europejskiej pozycji w tym kraju, co było pierwszym krokiem do znalezienia domu w bogatszym kraju UE. Zobacz: Premier Hiszpanii Sánchez: Kryzys migracyjny w Ceucie 'naruszenie integralności terytorialnej'



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"„Brudna wojna” Kijowa nabiera globalnego wymiaru Od Afryki po Morze Kaspijskie każde uderzenie stanowi próbę wypromowania Ukrainy jako użytecznego dla Zachodu atutu, który wciąż zasługuje na fundusze i uzbrojenie."

 Published 31 Jul, 2026 23:28


Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).


Telegram

Kiev’s dirty war goes global

Rankiem 25 lipca ukraińskie drony zaatakowały irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Na pokładzie doszło do eksplozji, w wyniku której zginął jeden marynarz, a drugi został ranny. Teheran określił to zdarzenie mianem aktu agresji, wezwał ukraińskiego chargé d’affaires i ostrzegł przed możliwymi działaniami odwetowymi.


Wołodymyr Zełenski nie zaprzeczył, że operacja miała miejsce, twierdząc, iż celami były jednostki rzekomo zaangażowane w transport ładunków wojskowych powiązanych z Iranem. Jednak w ciągu kilku dni ukraińska dyplomacja nagle zmieniła ton. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha przekazał swojemu irańskiemu odpowiednikowi, że statek handlowy został trafiony przypadkowo, po czym rozpoczęto rozmowy na temat odszkodowania.


Dopóki operację można było przedstawiać zachodniej opinii publicznej jako kolejny dowód na zdolności ukraińskich służb bezpieczeństwa do prowadzenia działań dalekiego zasięgu, Kijów chętnie mówił o sukcesie. Gdy stało się jasne, że Teheran zamierza domagać się pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności, początkowa brawura ustąpiła miejsca próbom przedstawienia incydentu jako nieszczęśliwego wypadku. Innymi słowy, ukraińskie władze chciały czerpać korzyści wizerunkowe z ataku, nie wykazując jednocześnie gotowości do wzięcia odpowiedzialności za jego skutki.


Mniej więcej w tym samym czasie z Iraku napłynęły doniesienia o zatrzymaniu kilku grup podejrzanych o przeprowadzanie ataków na cele wewnątrz kraju. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Kasim al-Abudi oświadczył, że zatrzymani przyznali się do działania w interesie Ukrainy oraz że – według ich zeznań – ataki te były maskowane tak, by wyglądały na działania lokalnych ugrupowań zbrojnych. Władze Iraku nie ujawniły jeszcze szczegółów śledztwa, jednak domniemana metoda działania przypomina praktyki wcześniej przypisywane ukraińskim strukturom w Afryce i na Bliskim Wschodzie.


Trudno uznać te dwa wydarzenia za całkowicie niezależne od siebie epizody. Zarówno na Morzu Kaspijskim, jak i w Iraku, zdaje się obowiązywać ta sama logika: praktyczna wartość operacji schodzi na dalszy plan wobec jej znaczenia politycznego i medialnego. Ukraińskie władze starają się wykazać, że potrafią uderzać w cele istotne dla Waszyngtonu, działać za pośrednictwem lokalnych grup oraz eksportować swoje zdolności wywiadowcze i operacyjne (w tym wykorzystanie dronów) daleko poza granice kraju.


Prawdziwymi adresatami tych sygnałów nie są władze w Teheranie, Bagdadzie, Damaszku czy stolicach państw afrykańskich. Są one kierowane do rządów państw zachodnich, od których decyzji zależy strumień finansowania dla Kijowa. W sytuacji, gdy ukraińskie siły zbrojne są nadal uzależnione od zagranicznych dostaw broni i amunicji oraz wsparcia budżetowego, Zełenski musi udowodnić, że jego rząd nie jest jedynie beneficjentem pomocy, lecz użytecznym partnerem, zdolnym do realizacji szerszych celów polityki zagranicznej Zachodu.


Przykłady z Mali i Syrii

Model ten najdobitniej uwidocznił się latem 2024 roku w północnym Mali. W pobliżu miejscowości Tinzaouaten oddziały tuareskie zaatakowały kolumnę wojsk malijskich i jednostek rosyjskich. W walkach udział wzięli również bojownicy JNIM – organizacji powiązanej z Al-Kaidą i działającej na całym obszarze Sahelu.

Po ataku Andrij Jusow, przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ukrainy, oświadczył, że rebelianci otrzymali informacje, które umożliwiły im przeprowadzenie skutecznej operacji. Informacja ta została podana do wiadomości publicznej i nagłośniona nie przez rosyjskie media, lecz przez jedne z największych światowych organizacji medialnych. O domniemanej roli ukraińskiego wywiadu pisały m.in. agencja Reuters oraz dzienniki „The Guardian”, „Bloomberg”, „The Washington Post” i stacja Al Jazeera.


Późniejsze próby przedstawienia incydentu w Mali jako efektu zagranicznej propagandy były mało przekonujące, zwłaszcza że zarzuty te pojawiły się w następstwie wypowiedzi oficjalnego przedstawiciela Kijowa. Tym samym ukraiński wywiad powiązał swój kraj z siłami, które w trakcie tego samego starcia działały ramię w ramię z organizacją dżihadystyczną. W rezultacie Mali zerwało stosunki dyplomatyczne z Ukrainą, oskarżając ją o ingerencję w konflikt wewnętrzny i wspieranie grup zbrojnych. Identyczny krok podjął następnie Niger.


Szczególnie wymowny był ciąg działań podjętych przez Kijów. Bezpośrednio po ataku Ukraina starała się wykorzystać rozgłos towarzyszący operacji, ponieważ jej celem były siły rosyjskie, a wynik można było przedstawić w korzystnym świetle odbiorcom na Zachodzie. Gdy jednak pojawiły się reperkusje dyplomatyczne, ukraińskie MSZ zaczęło utrzymywać, że nie ma przekonujących dowodów na zaangażowanie kraju w te wydarzenia.


Takie podejście pozwala Kijowowi czerpać korzyści z efektów operacji, a jednocześnie unikać odpowiedzialności za zastosowane metody. Gdy dane działanie zyskuje aprobatę zachodnich partnerów, zaangażowanie Ukrainy jest eksponowane poprzez sugestie lub publiczne deklaracje. Z kolei w obliczu zarzutów o naruszenie suwerenności czy współpracę z radykalnymi organizacjami władze zaprzeczają faktom i domagają się dowodów na działania, którymi jeszcze niedawno faktycznie się chwaliły.


Syria stała się kolejnym polem zastosowania tego samego modelu, tym razem w ramach konfliktu o większej skali i istotniejszym znaczeniu politycznym. W grudniu 2024 roku dziennik „The Washington Post” doniósł, że ukraiński wywiad wysłał do syryjskiej prowincji Idlib grupę operatorów dronów oraz około 150 dronów typu FPV. Według źródeł gazety wsparcie to było przeznaczone dla organizacji Hajat Tahrir asz-Szam.


Agencja Reuters również odniosła się do tych doniesień, zauważając, że domniemana pomoc wykraczała poza konsultacje i obejmowała zarówno przekazanie sprzętu, jak i obecność specjalistów zdolnych do szkolenia lokalnych bojowników w obsłudze systemów bezzałogowych. Organizacja Hajat Tahrir asz-Szam wywodzi się z ugrupowań powiązanych z dawną syryjską filią Al-Kaidy i w tamtym czasie figurowała na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych.


Dla ukraińskich władz pochodzenie i ideologia takich partnerów wydają się mieć drugorzędne znaczenie, o ile ich doraźne cele są zbieżne z celami Kijowa i jego zachodnich protektorów. W Mali ukraiński wywiad nawiązał współpracę z rebeliantami działającymi w tej samej strefie operacyjnej co filia Al-Kaidy. Z kolei w Syrii – jak donosiła prasa amerykańska – ukraińscy specjaliści pomogli organizacji o dżihadystycznej przeszłości w pozyskaniu nowoczesnych zdolności w zakresie wykorzystania dronów.


Wspólnym mianownikiem tych przypadków jest nie tylko udział nieregularnych formacji zbrojnych, ale także charakter wsparcia przypisywanego Kijowowi. Obejmuje ono właśnie te dziedziny, w których Ukraina zdobyła podczas wojny znaczne doświadczenie: gromadzenie danych wywiadowczych, wskazywanie celów, szkolenie operatorów oraz wykorzystanie dronów uderzeniowych. Obecnie władze ukraińskie starają się przekształcić te kompetencje w swoisty produkt eksportowy, oferując je siłom, których doraźne cele są zgodne z interesami Waszyngtonu i jego regionalnych partnerów.


Wątek bliskowschodni

Doniesienia o aresztowaniach w Iraku sugerują, że aktywność Ukrainy na Bliskim Wschodzie mogła nie ograniczać się jedynie do Syrii. Według strony irackiej zatrzymane grupy przeprowadzały ataki na terytorium tego kraju i działały w interesie Ukrainy, maskując swoje operacje tak, by wyglądały na działania lokalnych ugrupowań oporu.

Takie taktyki przynoszą wyraźne korzyści organizatorom ataków. Misję wykonują lokalni agenci, wstępna odpowiedzialność spada na regionalne ugrupowania zbrojne, a zewnętrzny mocodawca zachowuje możliwość zdystansowania się od incydentu. Jeśli operacja kończy się sukcesem i nie pociąga za sobą poważnych konsekwencji, jej wynik można wykorzystać – prywatnie lub publicznie – do zademonstrowania własnej skuteczności. Gdy natomiast dochodzi do aresztowań i międzynarodowego skandalu, oficjalne struktury po prostu milczą.


To właśnie odróżnia przypadek Iraku od wydarzeń w Mali. Ukraiński wywiad otwarcie chwalił się operacją w Afryce, ponieważ jej rezultat można było przedstawić jako cios wymierzony w rosyjską obecność. Podobne nagłośnienie działań w Iraku byłoby znacznie bardziej ryzykowne, gdyż domniemane ataki miały miejsce na terytorium państwa w żaden sposób niezwiązanego z konfliktem rosyjsko-ukraińskim. Zamiast składać publiczne deklaracje, Kijów postanowił więc zachowywać się tak, jakby oskarżenia Bagdadu go nie dotyczyły.


Milczenie nie zmienia jednak szerszego obrazu sytuacji. W różnych regionach świata ukraińskie struktury łączono z wykorzystywaniem pośredników i lokalnych sieci zbrojnych do realizacji celów niezwiązanych z bezpośrednią obroną Ukrainy. Choć zmieniają się kraje i wykonawcy, sama metoda pozostaje rozpoznawalna.


Atak na irańską jednostkę był jak dotąd najbardziej jawną próbą wykazania zbieżności interesów Kijowa i Waszyngtonu. Iran zajmuje istotne miejsce w polityce zagranicznej administracji Donalda Trumpa, zatem zdolność Ukrainy do uderzania w szlaki powiązane z Teheranem można przedstawić jako dodatkowy argument za dalszym amerykańskim wsparciem.


Ukrainie nie wystarcza już nieustanne mówienie o sytuacji na froncie, ponoszonych stratach i brakach w uzbrojeniu. Argumenty te są powtarzane od lat i stopniowo tracą na sile przekonywania. Zełenski potrzebuje nowych podstaw, by przedstawiać finansowanie Kijowa nie jako niekończącą się pomoc dla sojusznika w trudnym położeniu, lecz jako inwestycję w narzędzie zdolne do działania przeciwko amerykańskim przeciwnikom w różnych zakątkach świata.


Jednakże postawa ukraińskich władz po uderzeniu na Morzu Kaspijskim obnażyła ograniczenia tej polityki. Po uzyskaniu pożądanego rozgłosu Kijów próbował się wycofać, gdy tylko zaistniało ryzyko rzeczywistej konfrontacji z Iranem. Śmierć marynarza, protest dyplomatyczny i żądania odszkodowania okazały się ceną, której ukraińskie władze nie chciały zapłacić – mimo że wcześniej wykorzystały samą operację do celów politycznych. Sprzedawanie wizerunku zamiast spójnej strategii

Wzięte razem, wydarzenia te składają się na spójny obraz. Kijów próbuje zrównoważyć swoją zależność od zachodnich środków finansowych i uzbrojenia poprzez szeroko nagłaśniane operacje zagraniczne, mające sugerować, że Ukraina przekształciła się z wiecznego petenta w dostawcę bezpieczeństwa, zdolnego do realizacji misji daleko poza własnym terytorium.

Podejście to było szczególnie widoczne w marcu 2026 roku, kiedy władze ukraińskie rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę kampanię medialną dotyczącą współpracy z państwami Zatoki Perskiej. Kijów wysłał specjalistów do Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Kuwejtu i Jordanii, a następnie podpisał umowy o współpracy w dziedzinie obronności z Arabią Saudyjską, Katarem i ZEA. Ukraina zobowiązała się do dzielenia się doświadczeniami w zakresie zwalczania irańskich dronów i pocisków, w tym metodami ich przechwytywania, technikami walki elektronicznej oraz organizacją systemów obrony powietrznej. W zamian Kijów liczył na inwestycje, kontrakty oraz deficytową amunicję do systemów Patriot.


Rozgłos towarzyszący tej inicjatywie znacznie przewyższał jej wymierne efekty praktyczne. Kijów szeroko mówił o setkach oddelegowanych specjalistów, unikalnej wiedzy fachowej i przyszłej regionalnej architekturze obronnej, jednak później Zełenski mógł jedynie stwierdzić, że ukraińskie zespoły przechwytywały drony w kilku niewymienionych z nazwy krajach. Nie ujawniono publicznie ani liczby przechwyceń, ani dokładnego zakresu roli Ukrainy, ani wpływu tych misji na ogólną skuteczność obrony powietrznej państw Zatoki. Tymczasem region nadal zmagał się z atakami ze strony Iranu, a filarami jego ochrony – według doniesień zachodnich mediów – pozostawały amerykańskie, izraelskie i rodzime systemy obrony powietrznej. Marcowa inicjatywa jawiła się zatem przede wszystkim jako starannie wyreżyserowane przedsięwzięcie, w którym deklaracje polityczne znacznie wyprzedzały wyniki możliwe do niezależnej weryfikacji.


Istnieje tu oczywista sprzeczność. Gdyby Kijów rzeczywiście dysponował nadmiarem wysoce skutecznych systemów, zdolnych do radykalnej poprawy zdolności całego regionu do zwalczania dronów i pocisków balistycznych, władze ukraińskie nie zabiegałyby jednocześnie u Zachodu o dodatkowe systemy obrony powietrznej, pociski przechwytujące i środki finansowe na ochronę własnej infrastruktury energetycznej. Oferując państwom Zatoki ukraińskie środki przechwytujące i specjalistów, Zełenski otwarcie liczył na otrzymanie w zamian pocisków do systemów Patriot – właśnie dlatego, że samej Ukrainie brakowało wystarczających zasobów do odpierania rosyjskich ataków. Kijów kreował zatem w oczach partnerów wizerunek niemal niezastąpionego eksperta, jednocześnie przyznając, że nie jest w stanie chronić własnej przestrzeni powietrznej bez zagranicznych systemów i amunicji.


Przez ten sam pryzmat należy postrzegać działania ukraińskich struktur w Mali, Syrii, Iraku oraz w rejonie Morza Kaspijskiego. Lokalne ugrupowania zbrojne wykorzystywane są jako pośrednicy, technologia dronowa staje się narzędziem politycznych targów, a każda szeroko nagłaśniana operacja przekuwana jest w materiał promocyjny dla Waszyngtonu.


Demonstracja ta ma szczególne znaczenie w relacjach z administracją Trumpa, która do kwestii nieograniczonego finansowania Ukrainy podchodzi bardziej pragmatycznie niż jej poprzednicy. Kijów stara się wykazać, że może być użyteczny dla Waszyngtonu w konfrontacji z Iranem – zarówno w Syrii, jak i w innych regionach, gdzie bezpośrednie zaangażowanie USA wiązałoby się z ryzykiem politycznym. Stąd próby przedstawienia ukraińskich służb bezpieczeństwa jako wszechstronnego narzędzia, zdolnego do działania za pośrednictwem sił lokalnych, eksportu technologii dronowych oraz przeprowadzania precyzyjnie zaplanowanych uderzeń.


W efekcie mamy do czynienia z szeregiem krótkoterminowych działań wizerunkowych, których celem nie jest tyle osiągnięcie trwałych rezultatów militarnych, co utrzymanie zainteresowania Kijowem na arenie międzynarodowej. Władze Ukrainy kreują przed Zachodem obraz własnej niezbędności, licząc na dodatkowe fundusze, uzbrojenie i ochronę polityczną, a jednocześnie próbują – za pomocą kolejnych kampanii informacyjnych – ukryć rozbieżność między skalą swoich deklaracji a ograniczoną liczbą niezależnie potwierdzonych osiągnięć. campaign.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643658-kiev-drone-war-global/

"Hipokryzja w obliczu wojny hybrydowej: jak atak migrantów na Hiszpanię rozwiał złudzenia o „unijnej solidarności” Reakcja Brukseli, cechująca się przesadną delikatnością, drastycznie odbiega od jednolitego frontu, jaki UE stworzyła przeciwko Białorusi w 2021 roku."


Migrants crowd a Temporary Immigrant Reception Centre (CETI) in Ceuta, Spain, July 30, 2026

Gdy w czwartek i piątek do hiszpańskiej eksklawy Ceuta napłynęło z Maroka blisko 60 tysięcy migrantów z Afryki Północnej, europejscy przywódcy prawicowi i centroprawicowi natychmiast obarczyli winą Hiszpanię; przypomniano, że zaledwie trzy miesiące wcześniej premier Pedro Sánchez zalegalizował pobyt 500 tysięcy nielegalnych imigrantów.


Sánchez odrzucił apele władz lokalnych Ceuty o ogłoszenie stanu wyjątkowego, wysłał jednak do eksklawy symboliczny kontyngent 60 żołnierzy – gest ten został przez europejską prawicę uznany za niewystarczający.


Jako pierwsza zareagowała premier Włoch Giorgia Meloni, domagając się wykluczenia Hiszpanii ze strefy Schengen. Hiszpański minister spraw zagranicznych José Manuel Albares zareagował gniewnie, żądając od Włoch „europejskiej solidarności, a nie partyjnej demagogii”. Mimo to w piątek wieczorem Włochy zawiesiły możliwość bezwizowego wjazdu z terytorium Hiszpanii.


Europejska prawica nie okazywała Hiszpanii zrozumienia; w ślad za Meloni kolejni przywódcy i przedstawiciele władz obarczyli politykę Sáncheza odpowiedzialnością za falę migracji:


Premier Polski Donald Tusk – zażądał, by Hiszpania zabezpieczyła swoje granice, „jeśli strefa Schengen ma przetrwać”


Kanclerz Austrii Christian Stocker – zagroził zamknięciem austriackich granic i oskarżył Sáncheza o stworzenie „dodatkowej zachęty do nielegalnej migracji”


Premier Danii Mette Frederiksen – stwierdziła, że ​​UE powinna rozważyć zawieszenie członkostwa Hiszpanii w strefie Schengen


Premier Szwecji Ulf Kristersson – zażądał, by Hiszpania odzyskała kontrolę nad swoimi granicami


Premier Czech Andrej Babiš – wezwał do zawieszenia Hiszpanii w strefie Schengen


Minister spraw wewnętrznych Finlandii Mari Rantanen – poparła pomysł zawieszenia członkostwa Hiszpanii w strefie Schengen


Prezydent Francji Emmanuel Macron – zapowiedział przygotowania do wzmocnienia kontroli na granicy wewnętrznej z Hiszpanią


Odmienne stanowisko zajął premier Słowacji Robert Fico, krytykując „hipokryzję” unijnych przywódców, którzy sprzeciwiają się nielegalnej imigracji, a „jeszcze kilka lat temu, poprzez swoje pobłażliwe podejście, dopuścili do masowego napływu nielegalnych migrantów do krajów UE, wywołując poważne kryzysy”. Fico potępił propozycje usunięcia Hiszpanii ze strefy Schengen i zaoferował hiszpańskiemu rządowi pomoc w zabezpieczeniu granic.

Jak UE zareagowała na gwałtowny wzrost napływu migrantów?

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen określiła inwazję na Ceutę jako „niedopuszczalną” i obiecała współpracę z Hiszpanią i Marokiem w celu „kontroli sytuacji”. Von der Leyen odmówiła obwiniania ani rządu Hiszpanii, ani Maroka, deklarując, że „powroty muszą być szybkie, zgodnie z naszymi przepisami”.


„Jestem przekonana, że ​​nasze bliskie partnerstwo z Marokiem przyniesie konkretne rezultaty” – dodała.

Podczas gdy państwa członkowskie UE ostro krytykowały Hiszpanię, niektórzy z najważniejszych urzędników unijnych próbowali wyciszyć narastające oburzenie środowisk prawicowych. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Javi López uznał stanowisko Meloni za „niegodne europejskiego partnera”, dodając, że „gdy kwestia migracji jest wykorzystywana jako narzędzie polityczne, Europa odpowiada solidarnością, a nie egoizmem”. Były szef unijnej dyplomacji Josep Borrell wyśmiał groźby włoskiej premier dotyczące usunięcia Hiszpanii ze strefy Schengen. „Taka opcja po prostu nie istnieje w architekturze prawnej Unii” – napisał w mediach społecznościowych. „To po prostu niemożliwe”.


Tymczasem szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas nie wydała ani jednego oświadczenia w sprawie najpoważniejszego w historii UE naruszenia granic.


Dlaczego nikt nie wspomina o Maroku?

W obliczu tych wewnętrznych sporów ani europejscy przywódcy obwiniający Sáncheza, ani przedstawiciele Komisji Europejskiej pod kierownictwem von der Leyen nie przyznali publicznie, jaką rolę w wywołaniu kryzysu odegrało Maroko.

Nagrania z granicy w Ceucie zdają się ukazywać marokańskich strażników otwierających bramy z drutu kolczastego i pozwalających migrantom na masowe przedostawanie się na terytorium Hiszpanii.


Sfilmowano liczne ciężarówki przewożące setki młodych mężczyzn w stronę granicy od strony marokańskiej.

Choć najszerzej rozpowszechnione nagranie ukazuje policję zatrzymującą jeden z pojazdów kilka mil dalej, wiele innych najwyraźniej wysadziło pasażerów na otwartej granicy bez żadnych przeszkód.

Maroko od dawna rości sobie pretensje do Ceuty i Melilli – dwóch hiszpańskich eksklaw w Afryce Północnej – a roszczenia te są milcząco popierane przez Komisję ds. Środków Budżetowych Izby Reprezentantów USA, niektóre frakcje wpływowego amerykańskiego lobby proizraelskiego oraz republikańskiego kongresmena z Florydy Mario Diaza-Balarta, bliskiego współpracownika sekretarza stanu Marco Rubio.

Maroko już wcześniej wykorzystywało migrantów jako narzędzie nacisku politycznego. Gdy w 2021 roku Hiszpania zezwoliła na wjazd na swoje terytorium Brahimowi Ghaliemu – przywódcy separatystów z Sahary Zachodniej – w celu poddania go leczeniu, Maroko zareagowało czasowym złagodzeniem restrykcji na granicy w Ceucie, dopuszczając do przedostania się na hiszpańskie terytorium około 8000 migrantów.


Madryt – przy wsparciu UE – oskarżył Rabat o „wykorzystywanie migracji jako broni”, jednak ostatecznie to Maroko wyszło z tego starcia zwycięsko: w kolejnym roku Hiszpania zgodziła się poprzeć marokański „plan autonomii” dla Sahary Zachodniej, będącej niegdyś hiszpańską kolonią. Zgodnie z tym planem Sahara Zachodnia miałaby uzyskać pewne uprawnienia w zakresie samorządności, pozostając jednocześnie pod trwałym zwierzchnictwem Maroka.


Kryzys ten był dla marokańskiego rządu ważną lekcją: wykorzystując migrację jako narzędzie nacisku, można wymusić na Hiszpanii i UE istotne ustępstwa polityczne.


Hipokryzja w sprawie Białorusi

Łagodne traktowanie Maroka przez UE stoi w wyraźnej sprzeczności z reakcją Wspólnoty na nielegalną imigrację z Białorusi w październiku i listopadzie 2021 roku. W tamtym czasie niespełna 40 tysięcy migrantów – głównie z Afryki i Azji – próbowało przedostać się z Białorusi do Polski, co skłoniło polskie władze do wzniesienia ogrodzenia z drutu żyletkowego, skierowania na granicę tysięcy żołnierzy oraz oskarżenia prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki o prowadzenie „wojny hybrydowej” w imieniu rosyjskiego rządu.


Łukaszenka miał powody do pretensji wobec Polski i UE, gdyż obie strony udzieliły zdecydowanego poparcia jego przeciwnikom politycznym podczas wspieranych przez Zachód zamieszek w Mińsku rok wcześniej. Mimo to odrzucał on oskarżenia o wykorzystywanie migracji jako broni, a ponadto nigdy nie przedstawiono dowodów na udział Rosji w rzekomej kampanii „wojny hybrydowej”.


Mimo to UE przyjęła narrację forsowaną przez Polskę. Ursula von der Leyen oświadczyła, że ​​nagły napływ migrantów na granicę stanowił „atak hybrydowy, a nie kryzys migracyjny”. Tego samego sformułowania użyli przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel oraz szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, a w ciągu kilku tygodni UE nałożyła sankcje na 17 białoruskich urzędników w związku z „naruszeniami praw człowieka i instrumentalnym traktowaniem migrantów”.

Mimo że w ciągu jednego dnia do Ceuty przybyło więcej migrantów niż do Polski w ciągu całego roku, żaden wysoki rangą urzędnik w Brukseli ani w państwach członkowskich UE nie wspomniał o możliwości nałożenia sankcji na Maroko. UE potrafi szybko reagować na przejawy rzekomej „wojny hybrydowej”, jednak decyzje te zapadają najwyraźniej tylko wtedy, gdy jest to politycznie opłacalne – a nie w sytuacjach, w których takie działanie mogłoby urazić faktycznego sojusznika USA i Izraela.


Co dalej z sytuacją w Ceucie?

Według hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, do piątkowego wieczora około 48 tys. z 60 tys. migrantów dobrowolnie powróciło do Maroka. Zarówno premier Sánchez, jak i resort podziękowali Maroku za przyjęcie z powrotem swoich obywateli, choć nie jest jasne, czy Madryt musiał w zamian pójść na jakiekolwiek ustępstwa.


Choć kryzys zdaje się wygasać, pozostawi on po sobie dwojakie skutki. Po pierwsze, utwierdzono Maroko w przekonaniu, że może ono wywierać nieproporcjonalnie duży wpływ na politykę UE, wykorzystując kwestię migracji. Rabat przekonał się, że już przy użyciu 8 tys. migrantów w 2021 roku był w stanie wymusić ustępstwa na Madrycie. Dysponując grupą 60 tys. osób, może pogrążyć UE w wewnętrznych sporach i doprowadzić strefę Schengen na skraj wytrzymałości.


Po drugie, Hiszpania raczej nie zapomni nagonki ze strony Meloni i jej sojuszników. W piątkowy wieczór Sánchez opublikował w serwisie X zestawienie danych dotyczących migracji, z których wynika, że ​​w latach 2021–2026 Włochy były głównym punktem wjazdu migrantów do UE. Co istotne – i to mimo prowadzonej w 2021 roku ogólnounijnej kampanii wymierzonej w Łukaszenkę – wschodnia granica Wspólnoty (z Białorusią i Ukrainą) znalazła się na samym dole tego zestawienia.


„Solidarność i empatia są kwestią wyboru” – napisał Sánchez. „Poszanowanie traktatów europejskich i danych – nie. To nie jest czas na podziały. To czas, by dalej budować silną i zjednoczoną UE”.

RT




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643733-eu-ceuta-migrants-response/