środa, 18 lutego 2026

"Erdogan chce broni jądrowej: Co turecka bomba oznaczałaby dla Bliskiego Wschodu Ankara mówi światu, że selektywne i siłowe podejście do irańskiej kwestii nuklearnej może wywołać reakcję łańcuchową"

Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).


Erdogan wants nukes: What a Turkish bomb would mean for the Middle East

To klucz do zrozumienia nowej intensywności debaty. Sygnały Ankary nie są przede wszystkim emocjonalną reakcją na Teheran. Turcja i Iran pozostają konkurentami, ale ich tarcia są również rozwiązywane za pomocą pragmatycznej dyplomacji, a Turcja konsekwentnie sprzeciwia się militarnemu rozwiązaniu irańskiego problemu nuklearnego. Erdogan ponownie przedstawił Turcję jako mediatora, nalegając na deeskalację i odrzucając działania militarne, które mogłyby wciągnąć region w szerszy chaos.


Siła napędowa to strach, że zasady nie są już zasadami. Kiedy egzekwowanie staje się selektywne, a przymus jest stosowany w sposób, który wydaje się lekceważyć szerszą stabilność, bodźce zmieniają się dla każdego mocarstwa średniego znajdującego się w promieniu rażenia. Sygnał z Ankary jest taki, że jeśli Bliski Wschód wkroczy w świat, w którym potencjał nuklearny będzie traktowany jako jedyna niepodważalna gwarancja przed siłą zagrażającą reżimowi, to Turcja nie może pozwolić sobie na pozostanie wyjątkiem.

Ta logika jest niebezpieczna właśnie dlatego, że jest zaraźliwa. Zamienia proliferację w polisę ubezpieczeniową. W niestabilnym regionie, gdzie zaufanie jest nikłe, a pamięć o wojnie wciąż żywa, idea broni jądrowej jako tarczy przed ingerencją może brzmieć brutalnie racjonalnie. Jeśli posiadanie bomby podnosi koszty interwencji do niedopuszczalnego poziomu, można ją postrzegać jako ostateczny środek odstraszający, gwarancję, że osoby z zewnątrz dwa razy się zastanowią. Jednak ta sama logika, która zdaje się obiecywać bezpieczeństwo jednemu podmiotowi, rodzi niepewność dla wszystkich pozostałych. W praktyce napędza wyścig zbrojeń, którego celem nie jest stabilność, ale zatłoczone środowisko odstraszania, w którym prawdopodobieństwo pomyłki staje się większe, zarządzanie kryzysowe trudniejsze, a konflikty konwencjonalne bardziej wybuchowe, ponieważ cienie nuklearne unoszą się nad każdą drabiną eskalacji.


Odnowiona pilność odzwierciedla również szerszy globalny trend. Rywalizacja zbrojeń nasila się daleko poza Bliskim Wschodem. Erozja nawyków kontroli zbrojeń, normalizacja sankcji jako narzędzia strategicznego przymusu i powrót blokowego myślenia na wielu teatrach działań – wszystko to przyczynia się do poczucia, że ​​powściągliwość nie jest już nagradzana. Dla Turcji, państwa, które postrzega siebie jako zbyt duże, by być jedynie klientem, i zbyt narażone na pełną autonomię, pokusą jest poszukiwanie siły nacisku, której nie da się zniwelować w negocjacjach. Opóźnienie w rozwoju energetyki jądrowej, nawet bez faktycznej bomby, może stanowić strategiczną kartę przetargową.


Jednak przejście od ambicji do potencjału nie jest proste. Turcja dysponuje istotnymi elementami, które czynią ją poważnym państwem do cywilnego wykorzystania energii jądrowej, a te możliwości mają znaczenie, ponieważ kształtują percepcję. Kraj buduje kapitał ludzki w dziedzinie inżynierii jądrowej i rozwija ekosystem instytucji badawczych, reaktorów szkoleniowych i eksperymentalnych, obiektów akceleracyjnych oraz zastosowań medycyny nuklearnej. Najbardziej widocznym przykładem jest projekt elektrowni jądrowej Akkuyu, realizowany wspólnie z Rosją, który posłużył jako motor napędowy szkoleń i uczenia się instytucjonalnego, nawet jeśli transfer technologii jest ograniczony, a projekt pozostaje w zależności od zewnętrznych źródeł.

Turcja podkreśla również krajowy potencjał surowcowy, w tym uran, a zwłaszcza tor, który często jest traktowany jako długoterminowy atut strategiczny. Zasoby surowcowe nie przekładają się automatycznie na potencjał zbrojeniowy, ale redukują jedną barierę – potrzebę trwałych i wrażliwych łańcuchów dostaw. W rezultacie Turcja może wiarygodnie prezentować się jako państwo, które, gdyby zechciało, mogłoby odejść od pokojowych kompetencji nuklearnych w kierunku utajonej postawy zbrojeniowej.


Prawdziwe wąskie gardło nie ma charakteru materialnego. Ma charakter polityczny i prawny. Turcja jest stroną Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej i działa w ramach sieci zobowiązań międzynarodowych, które uczyniłyby jawny program zbrojeniowy niezwykle kosztownym. Wycofanie się z traktatu lub jego naruszenia na dużą skalę niemal na pewno doprowadziłyby do daleko idących sankcji, izolacji dyplomatycznej i zerwania relacji z głównymi partnerami gospodarczymi. W przeciwieństwie do państw, które dostosowały swoje gospodarki do warunków długotrwałego oblężenia, Turcja jest głęboko zintegrowana z globalnym handlem, finansami i logistyką. Krótkoterminowy szok wywołany kryzysem proliferacyjnym byłby dotkliwy i Ankara zdaje sobie z tego sprawę.


Dlatego najbardziej prawdopodobną ścieżką, gdyby Turcja kiedykolwiek poszła w tym kierunku, nie byłby dramatyczny, publiczny sprint. Byłaby to ostrożna, niejednoznaczna strategia, która wydłuża czas oczekiwania, jednocześnie zachowując pole manewru dyplomatycznego. Czas oczekiwania może oznaczać inwestowanie w wiedzę specjalistyczną, infrastrukturę podwójnego zastosowania, zdolności rakietowe i kosmiczne, które można dostosować, oraz opcje cyklu paliwowego, które pozostają uzasadnione ze względów cywilnych. Może to również oznaczać pielęgnowanie relacji zewnętrznych, które skracają terminy, nie pozostawiając śladów.


W tym miejscu debata staje się jeszcze bardziej drażliwa, ponieważ ryzyko proliferacji dotyczy nie tylko tego, co dany kraj może zbudować, ale także tego, co może otrzymać. Bliski Wschód od dawna jest nawiedzany przez możliwość tajnego transferu technologii, czy to poprzez czarny rynek, tajne wsparcie państwa, czy nieoficjalne porozumienia w sprawie bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach dyskusje wokół Pakistanu stały się szczególnie istotne, między innymi dlatego, że Islamabad jest jednym z niewielu mocarstw posiadających broń jądrową, w których większość stanowią muzułmanie, i historycznie utrzymywał bliskie więzi bezpieczeństwa z monarchiami Zatoki Perskiej.


Arabia Saudyjska wielokrotnie sygnalizowała, że ​​nie zaakceptuje równowagi regionalnej, w której tylko Iran posiada broń jądrową. Przywódcy Arabii Saudyjskiej niekiedy sugerowali, że jeśli Iran zdobędzie bombę, Rijad poczuje się zmuszony do powtórzenia tego kroku ze względów bezpieczeństwa i równowagi. Te oświadczenia nie dowodzą istnienia aktywnego programu zbrojeniowego, ale stanowią przygotowanie polityczne, kształtujące oczekiwania i normalizujące pogląd, że proliferacja może być postrzegana jako defensywna, a nie destabilizująca.


W dyskursie regionalnym pojawiły się również niezwykle wyraźne aluzje do ustaleń dotyczących ochrony jądrowej, w tym argumenty, że Pakistan mógłby w pewnym scenariuszu rozszerzyć formę odstraszania na Arabię ​​Saudyjską. Nawet jeśli takie twierdzenia mają charakter częściowo performatywny, podkreślają one, jak strategiczna dyskusja w regionie przechodzi od tabu do planowania awaryjnego.

Gdy te drzwi zostaną otwarte, Turcja nieuchronnie wkracza na scenę regionalnej wyobraźni. Turcja, Pakistan i Arabia Saudyjska są powiązane poprzez nakładającą się współpracę obronną i koordynację polityczną, a analitycy coraz częściej dyskutują o powstaniu elastycznych grup bezpieczeństwa, funkcjonujących obok lub częściowo poza formalnymi strukturami Zachodu. Pomysł, że technologia, know-how lub gwarancje odstraszania mogłyby krążyć w ramach takich sieci, to właśnie koszmarny scenariusz dla reżimów nierozprzestrzeniania, ponieważ skraca to harmonogramy i ogranicza widoczność, od której zależą międzynarodowe obserwatorzy.


Dla Ankary stwarza to zarówno szansę, jak i ryzyko. Szansą jest to, że Turcja mogłaby wzmocnić swoją pozycję odstraszającą bez ponoszenia pełnych kosztów jawnego rozwoju. Ryzyko polega na tym, że Turcja mogłaby uwikłać się w kaskadę proliferacji, której nie byłaby w stanie kontrolować, jednocześnie prowokując reakcję Zachodu, która zmieniłaby jej gospodarkę i sojusze.


W tym miejscu pytanie staje się głęboko geopolityczne. Turcja uzbrojona w broń jądrową nie zmieniłaby po prostu Bliskiego Wschodu. Zmieniłoby to europejski krajobraz bezpieczeństwa i podważyło logikę rządzącą relacjami Turcji z Zachodem przez dekady. Stolice zachodnie tolerowały, zarządzały i ograniczały Turcję poprzez mieszankę zachęt, powiązań instytucjonalnych, współpracy obronnej i presji. Członkostwo Turcji w NATO, jej powiązania gospodarcze z Europą oraz obecność amerykańskiej broni jądrowej składowanej w Incirlik w ramach porozumień sojuszniczych – wszystkie te elementy były elementami szerszych ram strategicznych, w których Turcja była postrzegana jako zakotwiczona, nawet w trudnych politycznie sytuacjach.


Gdyby Turcja uzyskała własną broń jądrową, to zakotwiczenie uległoby drastycznemu osłabieniu. Ankara zyskałaby formę autonomii, której żadne groźby sankcji nie mogłyby całkowicie zniweczyć. Zyskałaby również zdolność do podejmowania ryzyka pod parasolem nuklearnym, co niepokoi stolice zachodnie, ponieważ mogłoby to ośmielić bardziej konfrontacyjne zachowania regionalne. Spory Turcji z partnerami zachodnimi są już i tak zacięte w kwestiach od polityki energetycznej we wschodniej części Morza Śródziemnego, przez Syrię, zamówienia obronne, po granice solidarności sojuszniczej. Odstraszanie nuklearne mogłoby utrudnić zarządzanie tymi sporami, ponieważ ostateczna dominacja w eskalacji nie byłaby już wyłącznie w rękach tradycyjnych mocarstw nuklearnych.


Jednocześnie turecka bomba mogłaby przyspieszyć odsuwanie się Turcji od Zachodu, nie tylko dlatego, że Zachód zareagowałby presją, ale także dlatego, że sam akt budowania takiego potencjału byłby ideologicznym oświadczeniem, że Turcja odrzuca hierarchię zdefiniowaną przez Zachód. Byłby to najbardziej dramatyczny sposób Ankary na powiedzenie, że nie zaakceptuje podrzędnej pozycji w systemie, który uważa za hipokrytyczny.

Nic z tego nie oznacza, że ​​Turcja jest o krok od wyprodukowania broni. Przeszkody polityczne pozostają ogromne, a wyzwania techniczne byłyby znaczące, gdyby Ankara musiała działać we własnym zakresie, będąc pod obserwacją. Wiarygodny program zbrojeniowy wymaga ścieżek wzbogacania lub plutonu, specjalistycznej inżynierii, niezawodnej konstrukcji głowic, rygorystycznych procedur testowania lub zaawansowanych możliwości symulacyjnych, bezpiecznego dowodzenia i kontroli oraz systemów przenoszenia, które są w stanie przetrwać i przeniknąć do uranu. Turcja posiada programy rakietowe, które teoretycznie można by dostosować, ale przekształcenie regionalnych sił rakietowych w solidną architekturę przenoszenia broni jądrowej nie jest trywialne.


Bardziej bezpośrednim zagrożeniem nie jest to, że Turcja nagle ujawni bombę, ale to, że region zmierza w kierunku ery progowej, w której wiele państw rozwija zdolność do szybkiego uzyskania broni jądrowej. W takim otoczeniu kryzysy stają się bardziej niebezpieczne, ponieważ przywódcy zakładają najgorsze intencje, a mocarstwa zewnętrzne mogą odczuwać presję, by uderzyć wcześnie, zamiast czekać. Ironią jest to, że broń mająca zapobiec interwencji może zwiększyć prawdopodobieństwo interwencji, jeśli przeciwnicy obawiają się, że kończy im się czas.


Eskalacja napięć między USA i Izraelem a Iranem, w połączeniu z szerszą logiką wyścigu zbrojeń rozprzestrzeniającą się na Bliskim Wschodzie i na całym świecie, sprawia, że ​​ta spirala staje się bardziej prawdopodobna. Niepewność jest paliwem proliferacji, ponieważ przekonuje państwa, że ​​przyszłość będzie bardziej niebezpieczna niż teraźniejszość, a czekanie jest strategicznym błędem.


Retorykę Turcji należy zatem odczytywać zarówno jako ostrzeżenie, jak i groźbę. Ankara ostrzega świat, że selektywne i siłowe podejście do irańskiej kwestii nuklearnej może wywołać reakcję łańcuchową. Informuje również regionalnych rywali, że Turcja nie zaakceptuje przyszłości, w której będzie strategicznie narażona na ryzyko w sąsiedztwie, gdzie inni mają ostateczne zabezpieczenie.


Tragedią jest to, że właśnie w ten sposób rozpadają się porządki nuklearne. Nie upadają, gdy jedno państwo budzi się i decyduje się na ryzyko. Upadają, gdy wiele państw jednocześnie dochodzi do wniosku, że istniejące przepisy już ich nie chronią i że odstraszanie, jakkolwiek niebezpieczne, jest jedynym dostępnym substytutem. W stabilnym regionie wniosek ten może zostać odrzucony. Na Bliskim Wschodzie, gdzie wojny się nakładają, sojusze się zmieniają, a zaufanie jest ograniczone, może on szybko stać się powszechnie akceptowaną mądrością.


Jeśli celem jest zapobieżenie regionalnej kaskadzie nuklearnej, pierwszym wymogiem jest przywrócenie wiarygodności idei, że przepisy obowiązują wszystkich, a bezpieczeństwo można osiągnąć bez przekraczania progu nuklearnego. Oznacza to obniżenie temperatury wokół Iranu, a jednocześnie zajęcie się głębszymi asymetriami, które sprawiają, że system wydaje się nieuprawniony w oczach ambitnych mocarstw średniego szczebla. Bez tego turecka debata nuklearna nie pozostanie abstrakcyjnym ćwiczeniem. Stanie się częścią szerszej regionalnej rekalkulacji, która grozi przekształceniem i tak już niestabilnego regionu w arenę nuklearną, gdzie każdy kryzys niesie ze sobą ryzyko katastrofy.

"Co Soros robił w Monachium? Na najważniejszej konferencji poświęconej bezpieczeństwu w Europie Zachodniej Alex Soros spotkał się ze swoją najbardziej obiecującą inwestycją: Gavinem Newsomem."


What was Soros up to in Munich?

Jednak żaden z pięciu Demokratów, których spotkał w Monachium, nie potrzebuje w tym roku jego pieniędzy. Clinton i Pelosi wycofały się z polityki, Newsom pełnił już dwie kadencje jako gubernator i nie może ubiegać się o kolejną, a Kelly i Murphy są bezpieczni w Senacie do 2028 roku. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że wszelkie rozmowy o finansowaniu i strategii skupiają się na o wiele ważniejszej bitwie politycznej: wyborach prezydenckich w 2028 roku.


Skupienie na celu

Newsom i Kelly przedstawili się jako kandydaci do nominacji Demokratów w 2028 roku. Newsom jest powszechnie uważany za głównego kandydata i chociaż unikał pytań o swoje ambicje prezydenckie, zatrudnił zespół mediów społecznościowych, aby nękać prezydenta Donalda Trumpa w internecie, a swoją podróż do Monachium wykorzystał do umocnienia swojej pozycji lewicowego „antytrumpowca”, posuwając się nawet do podpisania umowy o czystej energii między Kalifornią a Wielką Brytanią i zawarcia podobnej umowy o partnerstwie z Ukrainą.


Podczas piątkowej dyskusji na temat zmian klimatycznych Newsom powiedział europejskim przywódcom, że „za trzy lata odejdzie”, mając na myśli Trumpa. Przesłanie było jasne: dla Europejczyków wahających się przed negocjacjami z Białym Domem Trumpa, Kalifornia Newsome'a ​​stanowi alternatywny ośrodek władzy w USA.


Wizyta Kelly'ego w Monachium dała mu również okazję do przekazania swojego przesłania z amerykańskiej telewizji kablowej na arenę światową. Emerytowany astronauta, który niedawno wezwał żołnierzy amerykańskich do niewykonywania „nielegalnych” rozkazów atakowania rzekomych statków z narkotykami na Karaibach, ostro skrytykował politykę zagraniczną Trumpa, oskarżając prezydenta o „niszczenie” NATO i uczynienie USA „uboższymi i mniej bezpiecznymi”.


Niecały dzień po spotkaniu z Sorosem Kelly powiedział BBC, że „poważnie rozważy” start w wyborach prezydenckich.


Wybór Sorosa

Newsom i Kelly już wcześniej otrzymywali pieniądze od rodziny Sorosów i Democracy PAC. George Soros wydał milion dolarów, aby chronić Newsome'a ​​przed próbą odwołania w 2021 roku, a w zeszłym roku wypisał czek na 10 milionów dolarów na kampanię zmiany okręgów wyborczych w Kalifornii. Jeśli kampania zmiany okręgów wyborczych zakończy się sukcesem, może ona doprowadzić do usunięcia sześciu republikanów z Izby Reprezentantów.

RT



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632688-soros-newsom-2028-munich/

"MGTOW – Mężczyźni poszli własną drogą"


What-is-the-MGTOW-Movement-and-Its-Impact-on-Men.png

 


Kobiety miały wychowywać męża i dzieci oraz być w zamian kochane.
Feminizm nauczył ich, że to jest "opresyjne" i że należy dążyć do niezależności i kariery. YouTube jest pełen filmów kobiet narzekających, że mężczyźni już do nich nie podchodzą.
Myślą, że ich jedyną wartością jest seks, ale mężczyźni nie muszą już się angażować, by to osiągnąć.

Moc = penis. Feminizm upokorził mężczyzn i wykastrował kobiety. Zamieniło kobiety w mutantki... lesbijki lub dziwki. Only Fans 3,2 miliona kobiet ogląda striptiz ze swoich sypialni. Dziesięć milionów młodych kobiet deklaruje swoją rozwiązłość na Tinderze. Nie kochają mężczyzn. Wykorzystują je.

Społeczeństwo zostało podporządkowane przez komunistów, którzy chcą zniszczyć rodzinę i zmniejszyć populację. Ci hejterzy naturalnie nazywają MGTOW "nienawiścią". Ostrzegałem przed tym w Cruel Hoax- Feminism & The NWO (2008), ale kobiety wolą być politycznie poprawne, umrzeć samotnie i nieszczęśliwe. Zdradzili swoje społeczeństwo, a co ważniejsze, siebie samych.



Kobiety naprawdę pragną dożywotniego oddania kochającego męża. Związek heteroseksualny wymaga oddania kobiecej władzy na rzecz męskiej władzy wyrażanej jako miłość.
Mogą mieć władzę lub miłość. Ale nie mogą mieć obu tych rzeczy.

Zapytałem GROK---"Mężczyźni idą własną drogą" MGTOW: Jak opisałbyś ten ruch i jego wpływ dzisiaj?

Autor: GROK 4
(henrymakow.com)

Mężczyźni idą własną drogą (MGTOW) to ruch skoncentrowany na internecie, który pojawił się na początku lat 2000. jako część szerszej "manosfery" — luźnej grupy antyfeministycznych męskich społeczności.

W swojej istocie MGTOW promuje separatyzm mężczyzn: mężczyźni powinni stawiać na pierwszym miejscu własne życie, niezależność, finanse, hobby i samodoskonalenie, jednocześnie celowo unikając małżeństwa, długoterminowych związków romantycznych, wspólnego zamieszkania, a często nawet przypadkowych relacji seksualnych lub emocjonalnych z kobietami.

Zwolennicy postrzegają współczesne społeczeństwo jako "ginocentryczne" (skoncentrowane na kobietach), skażone feminizmem, stronniczymi sądami rodzinnymi, prawem rozwodowym, fałszywymi oskarżeniami oraz postrzeganą kobiecą hipergamią lub przywilejowaniem. Filozofia ta przedstawia rezygnację jako wzmocnienie i instynkt samozachowawczy, a nie gorycz (choć krytycy twierdzą, że często leżą u tego wściekłość, strach i mizoginia).

compare-mgtow.jpg
Lewica Komuniści traktują opór wobec swojej nienawiści jako nienawiść.

Istnieje wspólny system "poziomów":

Poziom 1: Odrzucić długoterminowe związki/małżeństwo.

Poziom 2: Odrzuć także krótkoterminowe związki.

Poziom 3: Minimalizacja udziału ekonomicznego (np. zmniejszenie dochodu podlegającego opodatkowaniu, aby uniknąć wspierania "opieki społecznej dla samotnych matek").

Poziom 4: Pełna izolacja ("przejście w ducha" poza siecią).

Większość uczestników zostaje na wcześniejszych poziomach. Ruch ten jest szeroko opisywany przez organizacje takie jak ADL, SPLC, ONZ Women oraz źródła akademickie jako antyfeministyczny, mizoginistyczny i część męskich suprematystycznych lub ekstremistycznych przestrzeni internetowych, z powiązaniami z incelami, działaczami na rzecz praw mężczyzn i postaciami takimi jak Andrew Tate.

Łączy się to z normalizacją wrogości wobec kobiet, choć niektórzy zwolennicy i obserwatorzy postrzegają ją jako pragmatyczną reakcję na postrzegane ryzyka związane z randkowaniem czy małżeństwem, a nie jawną nienawiścią.

Cyfrowe etnografie forów (np. dawne r/MGTOW) podkreślają wspólne wsparcie emocjonalne wśród mężczyzn czujących się samotnymi lub wykluczonymi, jednocześnie wzmacniając narracje obwiniające kobiety/feminizm.

Wpływ dzisiaj (stan na 2026)

MGTOW osiągnęło szczyt rozpoznawalności około 2018-2020 roku, a jego główny subreddit na Reddicie (zbanowany z powodu nienawiści i podżegania) osiągnął ~150 000 członków przed rozproszeniem się. Główne platformy zdeplatformowały lub ograniczały wiele przestrzeni MGTOW, przenosząc aktywność na mniejsze fora, tablice obrazowe (np. Wizardchan), kanały YouTube oraz rozproszone konta X/Twitter.

W połowie lat 2020. jego bezpośrednia, zorganizowana obecność spadła — nie ma już ogromnych centralnych centrów jak wcześniej — ale jej idee zyskały szersze przeniknięcie kulturowe: Szersze treści "manosfery" (filozofia red pill, antyfeministyczne krytyki, męskie skupienie na sobie) docierają do milionów ludzi dzięki influencerom, podcastom, algorytmom TikTok/YouTube, a raporty pokazują, że dwie trzecie młodych mężczyzn angażuje się w treści o męskości w internecie.

cancer-mgtow.png
Spadające wskaźniki małżeństw/urodzeń, rosnąca liczba singli mężczyzn oraz konserwatywne/regresywne poglądy młodych mężczyzn na płeć są zgodne z rezygnacją z MGTOW, nawet jeśli nie jest to wprost określane.

Najnowsze dyskusje na X (2025-2026) pokazują ciągłe odniesienia: mężczyźni twierdzący, że "ogromne liczby" idą do MGTOW, kobiety "skończyły z mężczyznami" lub społeczeństwo potwierdzające narracje MGTOW poprzez postrzeganą toksyczną kobiecość i ustawione systemy.

Niektóre komentarze z lat 2025-2026 przedstawiają rok 2025/2026 jako "manosferę" lub "MGTOW", kiedy mężczyźni odchodzą od randkowania, podchodzą do mniej lub stawiają na niezależność — co przyczynia się do trendów samotności po obu stronach.

Incydenty (np. rzadkie przypadki przemocy związane z retoryką MGTOW) utrzymują ją w centrum nadzoru, ale codzienny wpływ wydaje się bardziej rozproszony: normalizuje męskie wycofanie się z tradycyjnych ról bez formalnego członkostwa.

Ogólnie rzecz biorąc, MGTOW dziś to mniej spójny "ruch" z masowymi forami, a bardziej filozofia/subkultura, której podstawowe zasady (unikanie ryzyka ginokentrycznego, skupienie się na sobie, odrzucanie małżeństwa/związków) przeniknęły do głównego nurtu dyskusji o niezadowoleniu mężczyzn — zwłaszcza w obliczu presji ekonomicznej, zmian na rynku randkowym i polaryzacji płci. Krytycy postrzegają to jako szkodliwą mizoginię napędzającą radykalizację; zwolennicy postrzegają to jako racjonalną samoobronę. Szczyt może już minął, ale echa wciąż pojawiają się w szerszych trendach kulturowych.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

Mike Stone - "Porwanie Guthriego wygląda jak operacja psychologiczna"


Savannah-Guthrie-mother-Nancy-Guthrie-020226-04-3fa516478d0846e5a6393a87d703b98f.jpg


Jeśli chodzi o rozróżnianie, co jest prawdziwe, a co nie,

Prawda jest dokładnie odwrotna

O tym, co relacjonują główne media.


Autor: Mike Stone

(henrymakow.com)


Największą wiadomością ostatnich dwóch tygodni nie jest limitowana publikacja akt Epsteina, lecz porwanie Guthrie.

Savannah Guthrie, której matka rzekomo została porwana, oraz mąż Guthrie, Michael Feldman, są wymienieni w aktach Epsteina.

Savannah Guthrie została wymieniona w Wikileaks za współpracę z kampanią prezydencką Hillary Clinton w 2016 roku. Innymi słowy, choć twierdziła, że jest niezależną dziennikarką, przekazywała pytania do debat Hillary i w inny sposób wspierała kampanię.

Oto Guthrie w 2016 roku, próbujący zatuszować sprawę Pizzagate i zarzuty gwałtu na dzieciach, które obecnie potwierdzają akta Epsteina, i przy okazji bardzo nieuprzejmy wobec Donalda Trumpa: 

https://youtu.be/oC_RkQbHSs8?si=lmXnKct4Ae73X76t

Widać, że od co najmniej dekady brudzi sobie ręce.

W 2020 roku matka Guthriego z radością chwaliła się, że chce zobaczyć całą rodzinę Donalda Trumpa w więzieniu. Może być też brudna.

Przenieśmy się do 2026 roku, kiedy matka Guthriego została rzekomo porwana.

Dowiadujemy się, że tajemnicza rękawica znaleziona na miejscu zbrodni może być wskazówką, przypominającą czarną rękawicę, którą Mark Fuhrman podłożył na posiadłości O.J. Simpsona.

Mówi się, że tajemniczy plecak może być wskazówką, przypominającą czarne plecaki z fałszywego zamachu bombowego w Bostonie.

Mamy Savannah Guthrie nagrywającą wideo, w którym wypowiada kwestie prosto z filmu Milczenie owiec:

 https://x.com/i/web/status/2021301281114161604

Greg Gutfeld, który niedawno powiedział gospodarzom Fox News, że porwanie Nicolasa Maduro było fałszywe i homoseksualne, a teraz mówi, że Savannah Guthrie powinna przejść test na wykrywaczu kłamstw.

A tak przy okazji, za każdym razem, gdy dochodzi do porwania, wszyscy członkowie rodziny natychmiast przechodzą test wykrywacza kłamstw. Jesteśmy już kilka tygodni w tej sprawie i żaden członek rodziny nie został przebadany.

Savannah Guthrie napisała w swojej książce, że jako dziecko była obsesyjnie zainteresowana porwaniami, a jej matka często wspierała Savannah w inscenizowaniu udawanych porwań.

 https://x.com/i/web/status/2023570276605427822

savannah-guthrie-dismisses-sheriff-from-search-for-her-missing-mom-1771020906.jpg

Lokalny szeryf, który wygląda podejrzanie, mówi teraz, że rozwiązanie sprawy i znalezienie ciała zajmie lata.

Oto Dominos Pizza robiąca dostawy do domu Nancy Guthrie. Tak jak pizzagate, rozumiesz?


 https://x.com/i/web/status/2021324520779403515

Ile jeszcze potrzebujesz, by zobaczyć, że całe to "porwanie" jest fałszywe i gejowskie? Możliwe, że miało to odwrócić uwagę od ujawnienia akt Epsteina. Możliwe, żeby odwrócić uwagę od protestów ICE. Zauważ, jak nagle się skończyły?

Pamiętaj, że pierwszą zasadą przy rozróżnianiu, co jest prawdziwe, a co nie, jest założenie, że prawdziwa prawda jest dokładnym przeciwieństwem tego, co relacjonują główne media.

----

Mike Stone jest autorem nowej książki "Jak poznać i przyciągnąć dziewczyny..." oraz Why You Shouldn't oraz Teen Boy's Success Book: the Ultimate Self-Help Book for Boys; Wszystko, co musisz wiedzieć, by zostać mężczyzną



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

poniedziałek, 16 lutego 2026

Kompas nr 41 prof. Schlevogta:"choroba holenderska, szczep amerykański – dominacja dolara wyniszcza przemysł Stany Zjednoczone stoją przed dylematem obfitości, ponieważ prymat waluty rezerwowej za granicą po cichu wypiera produkcję krajową"

 

Autorstwa prof. dr. Kaia-Alexandra Schlevogta, uznanego na całym świecie eksperta w dziedzinie przywództwa strategicznego i polityki gospodarczej, który pełnił funkcję profesora zwyczajnego w Graduate School of Management (GSOM) na Uniwersytecie Państwowym w Sankt Petersburgu (Rosja), gdzie piastował stanowisko profesora w dziedzinie przywództwa strategicznego. Był również profesorem na Uniwersytecie Narodowym Singapuru (NUS) i Uniwersytecie Pekińskim. Aby uzyskać więcej informacji o autorze i zapoznać się z pełną listą jego felietonów, kliknij tutaj.
schlevogtwww.schlevogt.com
@schlevogt
Prof. Schlevogt’s Compass No. 41: Dutch disease, US strain – dollar dominance hollows out industry

Stany Zjednoczone zmagają się z paradoksem dominacji: wyłącznym statusem dolara jako światowej waluty rezerwowej, strukturalną przewagą tak trwałą, że zaczęła być postrzegana jako przeznaczenie.


Ten „wygórowany przywilej” obniża koszty pożyczek i osłabia dyscyplinę fiskalną, katalizując chroniczne deficyty budżetowe i napędzając dług publiczny na trajektorię wykładniczą. Jednocześnie utrzymujący się globalny popyt na dolary utrzymuje kurs walutowy na strukturalnie wysokim poziomie, osłabiając eksport i pogłębiając deficyty na rachunku bieżącym.


Te nierównowagi są finansowane, z rozbrajającą łatwością, poprzez zagraniczną absorpcję aktywów amerykańskich, która utrwala utajoną, lecz wiążącą dźwignię nad amerykańską gospodarką. W ten sposób wywołują one uspokajające, lecz ostatecznie złudne poczucie równowagi.


Zwodnicza akomodacja działa nie jak wahadło, lecz jak mechanizm zapadkowy obracający się tylko w jednym kierunku. Jej skutkiem jest ukrywanie kumulującej się realokacji mocy produkcyjnych w USA z sektorów handlu międzynarodowego w kierunku finansów i konsumpcji.


Ten trend pokazuje, że amerykański prymat monetarny sprowadza się nie tyle do bezkosztowego, zbawiennego zysku, co do podstępnej, długotrwałej odmiany choroby holenderskiej, maskowanej pozorami wyjątkowej i pozornie niepodważalnej sprawności. Historia gospodarcza, pobieżnie przestudiowana, uwypukla ten schemat w bardziej dosadny sposób.


Logika choroby holenderskiej: Jak wąski sukces rodzi powszechną porażkę

„Choroba holenderska” to sprzeczna z intuicją patologia ekonomiczna, w której rzekomo pomyślny rozwój, taki jak odkrycie ogromnych zasobów naturalnych, niepostrzeżenie podważa produktywne podstawy gospodarki.


Ukuty w następstwie holenderskiej boomu gazowego w latach 60. XX wieku, termin ten oznacza dynamikę, w której nieoczekiwane dochody przyciągają inwestycje i siłę roboczą do dynamicznie rozwijającego się sektora, a poprzez wzrost popytu na krajową walutę powodują realną aprecjację kursu walutowego, która podważa konkurencyjność innych branż podlegających obrotowi handlowemu.


Z perspektywy ekonomii politycznej, koncentracja rent surowcowych (nadwyżki zysków przekraczającej normalne zyski rynkowe wynikające z posiadania zasobów naturalnych, a nie ze zdywersyfikowanej działalności produkcyjnej) oraz fiskalne uzależnienie od nich przekierowują bodźce na ich wydobycie i dystrybucję, a nie na dywersyfikację produkcji.


Alokacja rent przynosi natychmiastowe i widoczne korzyści polityczne. Dywersyfikacja, z kolei, wymaga szeroko rozproszonych i wolno dojrzewających inwestycji, którym brakuje skoncentrowanego elektoratu, co czyni je bardziej ryzykownymi politycznie. Ta asymetria bodźców politycznych utrwala zależność od jednego, zmiennego źródła dochodu w całej gospodarce.

Przypadek Holandii brzmi jak ekonomiczny moralitet, przestroga przed tym, jak dobrobyt może niemal niezauważalnie sam się podkopać. Po odkryciu złoża gazu ziemnego w Groningen w 1959 roku Holandia odnotowała gwałtowny wzrost dochodów z eksportu. Ten nieoczekiwany zysk podniósł wartość guldena kosztem eksportu produktów przemysłowych, stopniowo uszczuplając znaczną część bazy przemysłowej kraju. To, co wydawało się czystym zwycięstwem – łatwym zyskiem z podziemia – wypaczyło bodźce w całej gospodarce.


W miarę jak dochody państwa rosły w szybkim tempie, a sektor energetyczny się rozrastał, siła robocza i kapitał migrowały do ​​dynamicznie rozwijającego się sektora energetycznego i chronionych sektorów gospodarki. W ich cieniu, produktywne przedsiębiorstwa z tradycyjnych branż, które niegdyś stanowiły podstawę gospodarki eksportowej, walczyły o przetrwanie w obliczu nagłego pogorszenia konkurencyjności kosztowej. Wiele z nich odpowiedziało masowymi zwolnieniami, po czym całkowicie zniknęło. Długoterminowe inwestycje zostały wyparte, mimo że główne wskaźniki nadal sugerowały trwały dobrobyt.


Wspierane dochodami z gazu, władze holenderskie uznały poprawę sytuacji makroekonomicznej kraju za dowód trwałej przestrzeni fiskalnej. Działając w oparciu o tę ocenę, przyjęły bardziej ekspansywną politykę fiskalną, która przełożyła się na wzrost płac i transferów w sektorze publicznym, a ostatecznie doprowadziła do wzrostu deficytu budżetowego.


Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. XX wieku decydenci polityczni doszli do wniosku, że boom gazowy nie tylko zwiększył bogactwo narodowe, ale także zreorganizował gospodarkę w sposób osłabiający jej przemysłowe jądro. Ironia losu była wyraźna: nawet silne instytucje i niegdyś szeroko zakrojona, konkurencyjna struktura przemysłowa nie zapewniły Holandii odporności na szkodliwe strukturalne skutki uboczne jej własnego sukcesu.


Epizod ten stał się paradygmatyczny, ponieważ przekształcił egzogeniczny szok w dochodach sektora surowcowego w kanoniczny przypadek strukturalnej nierównowagi w zorganizowanych systemach. W istocie ujawnił on ogólną dynamikę: nagłe zyski mogą osłabiać, a nie wzmacniać społeczeństwa, gospodarki, instytucje lub powiązane z nimi struktury.


Nawet dobrze zarządzane, zaawansowane systemy mogą zawieść, gdy nagłe, skoncentrowane zyski – finansowe, technologiczne, geopolityczne lub inne – zniekształcają sygnały informacyjne i wypaczają bodźce polityczne. Z czasem te rozbieżności osłabiają dyscyplinę, sprzyjają strategicznej krótkowzroczności i odwracają zasoby od ich najbardziej produktywnych zastosowań. W tym kontekście krótkoterminowe zyski wypierają cierpliwe, zwiększające produktywność inwestycje, stopniowo podważając długoterminową konkurencyjność. Gdy korzystne warunki przestają obowiązywać, ujawnia się podstawowa kruchość.


W swojej istocie, choroba holenderska stanowi mechanizm ekonomiczny, poprzez który nieoczekiwane bogactwo prowadzi do szerszego paradoksu obfitości, dylematu zarządzania wynikającego z obfitości. Sam nieoczekiwany zysk jest „dobrym problemem”, ale może stać się destrukcyjny, gdy dobrobyt złagodzi ograniczenia w całym zorganizowanym systemie.


Dylemat ten można rozwiązać poprzez rozsądne działania strategiczne i organizacyjne. W sferze ekonomicznej pociąga to za sobą aktywną politykę przemysłową (w tym strategiczne wsparcie dla branż zbywalnych), wspieraną przez ostrożnościowe instytucje fiskalne (takie jak państwowe fundusze majątkowe).


Wędrująca choroba: holenderska choroba na świecie

Choroba holenderska, pomimo swojej nazwy, jest nie tyle osobliwą holenderską anomalią, co uporczywą globalną tendencją do potykania się o nagłe bogactwa. Jest to powtarzający się schemat historyczny, w którym skoncentrowany sukces, w szerokim spektrum przejawów, zakłóca równowagę systemową, ponieważ nieoczekiwane zyski sprzyjają uzależnionej od renty gospodarce politycznej, podnosząc wartość walut, eliminując produkcję z rynków globalnych i osłabiając bodźce do modernizacji strukturalnej.


Napływ srebra z Nowego Świata do Hiszpanii w XVI wieku napędzał utrzymującą się inflację i nadmierne rozciągnięcie imperialne, jednocześnie niszcząc krajowe moce produkcyjne; australijska gorączka złota w XIX wieku napędzała wzrost płac i cen, podkopując rodzącą się produkcję; ekspansja ropy naftowej w XX wieku przekształciła Kuwejt, Nigerię i Wenezuelę, wywierając presję na wzrost realnego kursu walutowego, utrwalając zależność fiskalną od rent surowcowych i zwiększając narażenie na wahania cen surowców.


Albo rozważmy Nauru, maleńkie wyspiarskie państwo na Pacyfiku, którego boom wydobycia fosforanów w XX wieku ostatecznie doprowadził do nadzwyczajnego bogactwa na mieszkańca w latach 70. i na początku lat 80., zanim wyczerpywanie się zasobów i niegospodarność finansowa nie doprowadziły go w ciągu jednego pokolenia do poważnej niestabilności gospodarczej.


Nawet dobrze zarządzane państwa nie były odporne: ropa naftowa z Morza Północnego zmieniła bodźce przemysłowe w Norwegii i Wielkiej Brytanii w latach 70. i 90. XX wieku, wywierając presję na wzrost płac i realny kurs walutowy oraz podważając konkurencyjność sektorów zbywalnych.


Boom finansowy w Wielkiej Brytanii po 1986 roku przyczynił się do rozwoju metropolitalnej odmiany choroby holenderskiej, koncentrując kapitał i talenty w Londynie kosztem regionów produkcyjnych w regionie Midlands i na północy. Po drugiej stronie Atlantyku bogactwo technologiczne w obszarze Zatoki San Francisco również podniosło koszty i wyparło alternatywne gałęzie przemysłu.


Bardziej współczesne przejawy klątwy surowcowej, rozumianej zarówno w wąskim, jak i szerokim sensie, są strukturalnie analogiczne: gwałtowny wzrost eksportu ropy naftowej i metali nieszlachetnych podniósł wartość dolara kanadyjskiego w okresie supercyklu surowcowego na początku XXI wieku; gwałtowne wzrosty cen minerałów napędzały ekspansję górniczą w Chile i Australii w latach 2000. i na początku XXI wieku; napływ pomocy po katastrofach, który wywołał inflację w niektórych częściach Azji po tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 roku; czy też pojedynczy korporacyjny gigant, lider farmaceutyczny Novo Nordisk, wywierający nieproporcjonalnie duży wpływ na duński wzrost gospodarczy w latach 2010. i 2020.


Przez stulecia i kontynenty schemat ten ulegał ciągłym zmianom, ale logika niezamierzonych konsekwencji pozostała niezmienna: skoncentrowany dobrobyt, niezależnie od jego źródła, wielokrotnie destabilizował równowagę systemową, podnosząc koszty, zawężając zakres produkcji i przekierowując bodźce na zarządzanie nieoczekiwanymi zyskami zamiast ich przekraczania.


Strukturalny paradygmat ambiwalentnej obfitości oferuje trwałe lekcje: kiedy dobrobyt zawęża, a nie poszerza gospodarkę, dzisiejsze nieoczekiwane zyski przekształcają się w jutrzejsze ograniczenie; kiedy dominujące źródło dochodu zyskuje nieproporcjonalnie dużą wagę, wypiera pozostałe.


W praktyce zależność od zasobów często wiąże się z ograniczonym wzrostem, wysoką zmiennością i postępującym rozkładem instytucjonalnym. Jeśli nieoczekiwane zyski nie zostaną wykorzystane do dyscyplinowania i dywersyfikacji gospodarki, to, co zaczyna się jako błogosławieństwo, może kulminować w powolnym, samosprowadzonym upadku.


Choroba holenderska w transpozycji: prymat dolara i erozja przemysłowa

Choć szczegóły różnią się, globalną dominację dolara amerykańskiego można zdiagnozować jako współczesny przejaw choroby holenderskiej, patologii źle zarządzanej obfitości – rozciągniętej na całą skalę, a jednak działającej w zwolnionym tempie; mniej spektakularnej niż nieoczekiwany boom surowcowy, ale nie mniej znaczącej.


„Wygórowany przywilej” dolara jako światowej waluty rezerwowej był zarówno filarem dominacji finansowej, jak i źródłem obciążeń strukturalnych, wzmacniając dominację finansową, jednocześnie stopniowo niszcząc bazę produkcyjną kraju, strukturalnie ją osłabiając.


W szerokim ujęciu, wyjałowienie przemysłu – efekt uboczny dominacji dolara, przypominający holenderską chorobę – nie oznacza wyginięcia fabryk: Ameryka przecież nie przestała produkować. Stanowi raczej zmianę strukturalną, charakteryzującą się osłabieniem systemowej obecności przemysłu wytwórczego.


Właściwie rozumiane wyjałowienie przemysłu nie polega zatem na wytwarzaniu mniejszej ilości dóbr, lecz na wytwarzaniu mniejszej części tego, co gospodarka musi być w stanie wyprodukować, aby sprostać strategicznym potrzebom w szybko zmieniającym się krajobrazie geoekonomicznym.


W szerszej gospodarce USA przemysł wytwórczy stracił na znaczeniu gospodarczym, gęstości ekosystemu i strategicznej centralności, mimo wzrostu wydajności. W szczególności, zatrudnienie w przemyśle spadło, udział tego sektora w dochodzie narodowym zmniejszył się, krajowe łańcuchy dostaw uległy fragmentacji, a zbywalne moce produkcyjne uległy zawężeniu. Mechanizm degradacji jest podstępny: stopniowy, strukturalny i kumulatywny.

Ponieważ świat domaga się dolarów i amerykańskich aktywów finansowych, do USA stale napływają duże ilości kapitału zagranicznego. Ten dodatkowy popyt wywiera stałą presję wzrostową na realny kurs walutowy, podnosząc go powyżej poziomu zgodnego z fundamentalnymi założeniami handlu realnej gospodarki przy braku stałego popytu na aktywa rezerwowe.


Aprecjacja waluty z kolei osłabia konkurencyjność eksportu i zwiększa penetrację importu, działając na niekorzyść nie tylko eksporterów, ale także branż nastawionych na rynek krajowy, narażonych na zagraniczną konkurencję. Z czasem to nastawienie na kurs walutowy stopniowo osłabia kluczowe segmenty gospodarki produkcyjnej, zmniejszając jej znaczenie systemowe i strategiczny zasięg.


Patrząc z perspektywy ekonomii politycznej, swoboda fiskalna tworzona przez tanie pożyczki i utrzymujący się popyt zagraniczny na amerykańskie zobowiązania zmienia układ bodźców. Uprzywilejowuje ona pozyskiwanie i dystrybucję rent bilansowych – nadwyżek zysków pochodzących ze strukturalnych korzyści finansowych i rewaluacji aktywów, a nie z inwestycji zwiększających produktywność. Podobnie, polityka gospodarcza skłania się ku wspieraniu cen aktywów, których utrzymujący się wzrost nabrał większego znaczenia systemowego i wyborczego w warunkach dominacji dolara.


Ta dynamika nie oznacza celowego ukierunkowania cen aktywów, a raczej asymetrię ryzyka: wraz z pogłębianiem się rynków finansowych i ekspansją kredytową, majątek gospodarstw domowych staje się coraz bardziej zależny od aktywów, co sprawia, że ​​wyceny aktywów stają się coraz bardziej integralną częścią stabilności gospodarczej.


W takiej konfiguracji kary za niewystarczającą stabilizację są natychmiastowe i skoncentrowane, podczas gdy koszty nadmiernej akomodacji są odroczone i rozproszone. Wsparcie cen aktywów przynosi natychmiastowe i widoczne korzyści polityczne; dywersyfikacja natomiast wymaga szeroko rozproszonych, długoterminowych i politycznie ryzykownych dostosowań.


Decydenci polityczni stoją zatem przed silnymi bodźcami, aby unikać przedłużających się spadków na rynkach, stawiając stabilizację finansową ponad długoterminową rebalansację przemysłową; w związku z tym reformy strukturalne tracą na znaczeniu. W Stanach Zjednoczonych ta niespójność bodźców, zakorzeniona w dominacji dolara, zarówno sprzyjała, jak i utrwalała erozję zdolności produkcyjnych.


Klinicznie, amerykański szczep choroby holenderskiej okazał się wyjątkowo zjadliwy, powodując głębokie konsekwencje systemowe. Ocenę tę potwierdzają dane empiryczne, które ujawniają niezwykłą skalę i głębokość wyniszczenia przemysłu w Ameryce.


[Część 4 z serii o globalnym dolarze. Ciąg dalszy nastąpi. Poprzednie felietony z serii:


Część 1, opublikowana 16 stycznia 2026 r.: Kompas prof. Schlevogta nr 38: Detronizacja zielonego boga – Wenezuela i spiski petrodolara;

Część 2, opublikowana 30 stycznia 2026 r.: Kompas prof. Schlevogta nr 39: Pułapka wygórowanych przywilejów – Jak władza dolara uwikłała Amerykę;

Część 3, opublikowana 5 lutego 2026 r.: Kompas prof. Schlevogta nr 40: Globalna zapadka rezerwowa – Jak rządy dolara blokują deficyty handlowe]



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/632588-dutch-disease-us-dollar/