Aktualizacja: 15 lipca 2026 r., 06:01
Autor: Michaił Afanasjew, kierownik działu badań w ramach projektu RT „Indeks dobrostanu społecznego”

W wielu krajach na świecie rośnie liczba dzieci nieuczęszczających do szkoły. UNESCO odnotowało już ten niepokojący trend, który wymaga wyjaśnienia.
UNESCO regularnie gromadzi i publikuje informacje na temat postępów w realizacji jednego z kluczowych Celów Zrównoważonego Rozwoju: powszechnego objęcia dzieci w wieku szkolnym edukacją na poziomie podstawowym i średnim. W ostatnich latach eksperci często wiązali negatywne zjawiska w tej dziedzinie z pandemią COVID-19 i jej następstwami. Jednak najnowszy raport *Global Education Monitoring Report 2026* pozwala znacznie lepiej naświetlić sytuację: okazuje się, że nie mamy do czynienia z przejściowymi trudnościami, lecz ze zmianą globalnego trendu – a punkt zwrotny nastąpił prawdopodobnie jeszcze przed pandemią.
O ile w latach 90. i na początku XXI wieku większość krajów świata odnotowywała wysokie tempo wzrostu udziału dzieci w edukacji, o tyle po 2015 roku postępy te wyhamowały niemal wszędzie. Co więcej, w wielu państwach wzrosła liczba dzieci nieuczęszczających do szkoły. Ponieważ zjawisko to dotyczyło głównie krajów Afryki Subsaharyjskiej, mogło się wydawać, że to kolejny przykład typowych dla tego regionu problemów: konfliktów plemiennych, korupcji itp. Następnie wybuchła pandemia i dzieci zostały odesłane do domów. Minęła jednak dekada i okazuje się, że odsetek dzieci niechodzących do szkoły wcale nie maleje – przeciwnie, rośnie, i to w skali globalnej.
Raport UNESCO oczywiście milczy na temat tego nowego globalnego trendu i – opierając się na danych statystycznych przekazywanych przez rządy – przedstawia obraz stałego rozwoju systemów edukacji podstawowej i średniej na całym świecie. Jednocześnie raport odnotowuje, że w „czterech najludniejszych regionach świata (Europa i Ameryka Północna, Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia, Ameryka Łacińska i Karaiby oraz Afryka Subsaharyjska) wzrost udziału dzieci w edukacji szkolnej w ciągu ostatniej dekady uległ zahamowaniu. Co więcej, w wielu krajach odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły po 2015 roku nawet nieco wzrósł”.
Aby zrozumieć, co to oznacza, należy najpierw ocenić skalę i geografię tego zjawiska. Najlepiej zrobić to, porównując dane UNESCO dotyczące odsetka dzieci poza systemem szkolnym w latach 2024 i 2015 oraz przyglądając się krajom, w których odnotowano taki wzrost.
Jak widać, w 148 krajach – czyli niemal we wszystkich państwach świata – pełna edukacja na poziomie ponadgimnazjalnym (wyższym szczeblu szkoły średniej) nie jest de facto powszechna. Co więcej, 131 krajów nie zapewnia edukacji na poziomie gimnazjalnym (niższym szczeblu szkoły średniej) wszystkim dzieciom, a w 128 krajach znaczna część dzieci nie uczęszcza nawet do szkoły podstawowej.
Jednocześnie w 66 krajach odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły wzrósł w ciągu ostatniej dekady. Liczba krajów wymienionych w raporcie UNESCO okazuje się zatem bardzo duża. Przyjrzyjmy się teraz, które to państwa.
Autorzy raportu podkreślają trudną sytuację w Afryce Subsaharyjskiej. Jednak na „czarnej liście” obejmującej 66 krajów znajduje się tylko 20 państw afrykańskich. Warto zauważyć, że sytuacja na południe od Maghrebu nie jest jednoznaczna: na 20 krajów, w których odnotowano negatywną dynamikę, przypada 11 takich, gdzie odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły wyraźnie spadł, natomiast w pozostałych państwach nie widać wyraźnego trendu.
Zatem ten regresywny wzrost odsetka dzieci nieuczęszczających do szkoły – stanowiący krok wstecz w porównaniu z historycznym postępem – bynajmniej nie jest zjawiskiem ograniczonym wyłącznie do Afryki. Przy bliższym przyjrzeniu się sprawie staje się jasne, że trend ten nie ogranicza się do „słabo rozwiniętych peryferii”. Pouczającym przykładem jest Singapur – symbol globalizacji, miasto-państwo o jednym z najwyższych standardów życia i niemal powszechnym dostępie do edukacji. Wyidealizowany obraz Singapuru wymaga obecnie rewizji, ponieważ w ciągu ostatniej dekady coraz większa grupa dzieci znalazła się poza systemem szkolnym: 5% dzieci nie uczęszcza do szkoły podstawowej, 10% pozostaje poza systemem edukacji na poziomie niższym średnim (odpowiednik dawnego gimnazjum), a 14% nie jest objętych edukacją na poziomie wyższym średnim (szkoły ponadgimnazjalne/ponadpodstawowe).
Singapur nie jest wyjątkiem, lecz otwiera listę krajów rozwiniętych, w których wzrósł odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły. Lista ta mówi sama za siebie: USA, Kanada, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Finlandia, Czechy, Węgry i Estonia. Tymczasem państwa członkowskie UE, takie jak Rumunia i Bułgaria, pod względem tego negatywnego wskaźnika dorównują już krajom afrykańskim, w tym tym położonym na południe od regionu Maghrebu.
Do wzrostu globalnego odsetka dzieci nieuczęszczających do szkoły znacząco przyczyniają się również nowi liderzy światowej gospodarki – Indie i Chiny, zamieszkane przez około 3 miliardy ludzi, czyli zdecydowaną większość populacji świata. Rozwojowi ich ogromnych gospodarek nie towarzyszy wzrost udziału dzieci w edukacji podstawowej i średniej. To samo można powiedzieć o trzeciej co do wielkości gospodarce Ameryki Północnej – Meksyku.
Krótko mówiąc – jeśli ktoś jeszcze się nie domyślił – mamy do czynienia z globalnym kontrtrendem: wskaźnik objęcia dzieci edukacją podstawową i średnią przestał rosnąć i zaczął spadać.
Aby zrozumieć istotę zachodzących zmian, wróćmy do sformułowania UNESCO: w „czterech najludniejszych regionach świata (Europa i Ameryka Północna, Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia, Ameryka Łacińska i Karaiby, Afryka Subsaharyjska) wzrost udziału dzieci w edukacji szkolnej w ciągu ostatnich dziesięciu lat ustał”. Najludniejsze regiony świata są jednocześnie najbardziej zurbanizowane. Warto się nad tym zastanowić.
Zawsze zakładano, że urbanizacja – mimo wielu wad – ma ogólnie korzystny wpływ na ludzkość, ponieważ sprzyja wymianie informacji, indywidualizacji, oświeceniu oraz rozwojowi nauki i technologii. Narosło wiele sceptycyzmu wobec społecznych konsekwencji postępu naukowo-technicznego, jednak imperatyw edukacji masowej – a zwłaszcza kształcenia dzieci – przetrwał nawet ekscesy postmodernizmu i do niedawna zachowywał swoją moc. Związek między edukacją a urbanizacją wydawał się niepodważalny..
A teraz, na początku XXI wieku, gdy zdecydowana większość ludzkości skupiła się w wielkich miastach, dzieje się coś niewyobrażalnego: udział dzieci w edukacji szkolnej przestaje rosnąć i zaczyna spadać. I dzieje się to nie na peryferiach, lecz w zurbanizowanym do granic możliwości jądrze zjednoczonej „cywilizacji światowej”. Jak należy to rozumieć?
Przypomnijmy sobie i zestawmy kilka prostych prawd.
Filozof Karl Popper słusznie dostrzegł, że kulturową dominantą ludzkiego rozwoju jest rosnąca indywidualizacja jednostek, choć błędnie ocenił jej konsekwencje. Postępujący indywidualizm doprowadził do atomizacji społeczeństwa. Socjolog Zygmunt Bauman nazwał współczesną, zindywidualizowaną ludzkość „płynną”, ponieważ w wyniku zderzania się woli wyemancypowanych jednostek wszelkie instytucje i pojęcia tracą swą pewność oraz moc wiążącą. Skutkiem skupienia się zatomizowanej ludzkości w megamiastach stała się przemiana miasta – historycznej kolebki indywidualizacji – w przestrzeń maksymalnej „płynności”, czyli w epicentrum narastającego chaosu.
Dzisiejsza cywilizacja światowa to zglobalizowany system akumulacji kapitału. Jak dawno temu zauważył Arystoteles, chrematystyka – czyli kapitalizm – niszczy społeczeństwo, ponieważ zaprzecza zasadzie wzajemności, na której opiera się ludzkie współistnienie. Innymi słowy, kapitalizm absolutyzuje i pielęgnuje indywidualizm jako psychologiczny, mentalny i behawioralny warunek własnego odtwarzania się i triumfu – czyli urynkowienia całej ludzkości. Dlatego też kapitalizm konsekwentnie profanuje i niweluje tradycyjne więzi społeczne oraz fundamenty życia – religię, wspólnotę ludową, naród, pamięć historyczną, rodzinę – pogłębiając tym samym naturalną indywidualizację ludzi i sprowadzając postępową ludzkość do „stanu natury”, w którym kościoły, sądy, hierarchie państwowe i uniwersytety stają się jedynie wyspecjalizowanymi arenami wojny wszystkich ze wszystkimi.
„Wolne” jednostki, napędzane i nastawiane przeciwko sobie przez logikę akumulacji kapitału, pozbawione wzajemnego zaufania i nawyku współpracy, nie są już w stanie realizować alternatywnych scenariuszy. Tymczasem coraz potężniejsze i coraz węższe kręgi elit, gromadzące coraz większe zasoby, całkowicie uwalniają się od ograniczeń narzucanych przez społeczeństwo. Odpowiedzialność społeczna, która utraciła swą dawną moc wiążącą i stała się nie do zniesienia w warunkach kurczących się zysków, zostaje po prostu odrzucona. W minionym stuleciu, zanim jeszcze ogłoszono „koniec historii”, wizję desocjalizacji ludzkości trzeba było opakować w szatę społecznego optymizmu. W świadomość ekspertów, a następnie w świadomość masową, wpajano ideologiczne konstrukcje społeczeństwa „postindustrialnego” i „informacyjnego”; kusiły one zachodnią klasę średnią wizją dołączenia do „twórczej mniejszości” rządzącej nowym, „cybernetycznym” światem. W rzeczywistości jednak przemysł przetwarzania wielkich zasobów informacji został skapitalizowany i zmonopolizowany – podobnie jak każdy inny zasób życia i władzy – co pociągnęło za sobą odpowiednie konsekwencje dla klasy średniej i społeczeństwa masowego. Informatyzacja nie zmieniła logiki rozwoju kapitalizmu; jedynie zaostrzyła wojnę wszystkich ze wszystkimi.
Kluczowa dla egzystencji cecha człowieka nie polega na przyswajaniu i przekazywaniu coraz większych ilości informacji, lecz na umiejętności ich weryfikacji. Informacja – niczym ruda metali ziem rzadkich – składa się z ogromnych hałd żużla i zaledwie nielicznych, mozolnie wydobywanych ziaren wiedzy. Dlatego też intensyfikacja wymiany informacji potęguje nierówności i koncentrację władzy społecznej. Życie szerokich rzesz ludzi staje się przejrzyste dla zewnętrznej obserwacji, kontroli i wpływów, podczas gdy ośrodki władzy pozostają zamknięte – zarówno informacyjnie, jak i fizycznie. W warunkach narastającego szumu informacyjnego wiedza staje się trudniejsza do zweryfikowania, a przez to jeszcze mniej dostępna i bardziej elitarna. Uczestnicząc w wytwarzaniu i konsumpcji szumu informacyjnego, masy łatwo i niezauważalnie tracą zdolność weryfikowania informacji oraz uczenia się. Główną grupą ryzyka w społeczeństwie informacyjnym są dzieci.
Dlaczego w 2015 roku zahamował wzrost wskaźnika uczęszczania do szkół i dlaczego zaczęła rosnąć liczba dzieci nieobjętych edukacją szkolną? Ponieważ osiem lat wcześniej, w 2007 roku, rozpoczęła się nowa era: premiera iPhone’a zapoczątkowała masową popularyzację smartfonów, zapewniających stałą łączność z internetem i aplikacjami – czyli natychmiastowy dostęp do rozrywki i komunikacji zdalnej. Spowodowało to zasadnicze przesunięcie uwagi oraz gwałtowny wzrost ilości czasu poświęcanego na cyfrowe formy wypoczynku. A siedem lat później wiek szkolny osiągnęło pierwsze pokolenie ludzi wychowanych w otoczeniu gadżetów. Od tego momentu z roku na rok przybywało dzieci korzystających z gadżetów – a jednocześnie rosła liczba dzieci nieuczęszczających do szkoły.
Warto zauważyć, że dzieci uczęszczające do szkoły to również użytkownicy gadżetów, którzy w najlepszym razie rozstają się z nimi jedynie na czas lekcji. Badania terenowe wskazują, że w krajach, w których uczniowie spędzali w ciągu dnia szkolnego dużo czasu na korzystaniu z gadżetów w celach rozrywkowych, wyniki testów w latach 2012–2022 drastycznie spadły. Zatem nieuczęszczanie do szkoły jest jedynie najbardziej widocznym, a nie jedynym negatywnym skutkiem informatyzacji życia od najmłodszych lat.
Niestety, można z dużą pewnością przewidzieć, że zarówno wskaźnik uczęszczania do szkół, jak i poziom wiedzy będą nadal spadać – przy czym im dłużej potrwa ten proces, tym bardziej gwałtowny będzie to spadek. Przekraczamy bowiem właśnie kolejny punkt zwrotny i wkraczamy w nowy etap informatyzacji ludzkości: rozpoczęła się ekspansja sztucznej inteligencji. Aby lepiej zrozumieć antropologiczne konsekwencje tej nowej rewolucji informacyjnej, wsłuchajmy się w głosy tych, którzy formułują – a wręcz wyznaczają – mapę drogową globalnych przemian.
Znany wizjoner Klaus Schwab ogłasza nadejście „ery inteligencji”. Występując w maju na Uniwersytecie w Johannesburgu, Schwab stwierdził:
„Na czym polega era inteligencji? Zastępuje ona nasze zdolności poznawcze algorytmami”.
„Nie trzeba już chodzić na uniwersytet. Z każdym pytaniem wymagającym wiedzy można zwrócić się do Claude’a, ChatGPT czy jakiegokolwiek innego narzędzia. Wiedza nas otacza i jest dostępna za darmo”.
Jak widać, Schwab z handlową bezpośredniością ukazuje nam alienację intelektu od człowieka i proponuje oddanie „naszych zdolności poznawczych” w zamian za łatwy dostęp do wiedzy. Po co myśleć, skoro można natychmiast uzyskać odpowiedź?
Nie należy przeceniać poznawczej odporności i ewolucyjnej stabilności *Homo sapiens*, sentymentalnie odwołując się do metafory „myślącej trzciny”. Spójrzmy na sprawy trzeźwo: Schwab złożył nam propozycję, której być może nie będziemy w stanie odrzucić.
Szczególnie uderzające jest użycie przez niego słowa „darmowy”. Porównajmy obietnicę złożoną przez Schwaba afrykańskiej młodzieży z wypowiedzią Sama Altmana, szefa OpenAI, wygłoszoną w marcu podczas waszyngtońskiego szczytu infrastrukturalnego firmy BlackRock. Mając na uwadze swoich odbiorców, Altman nie oferował propagandy, lecz model biznesowy:
„Widzimy przyszłość, w której inteligencja jest dobrem użyteczności publicznej, podobnie jak prąd czy woda, a ludzie kupują ją od nas, płacąc za faktyczne zużycie”.
Aby uczynić tę perspektywę jeszcze bardziej atrakcyjną dla inwestorów, Altman nakreślił prawdopodobny scenariusz niedoboru mocy obliczeniowej, w którym „cena staje się naprawdę wysoka”.
Zatem wiedza stanie się droższa. Informacyjny ściek będzie przybierał na objętości i agresywności. Zdolność większości ludzi do weryfikacji informacji ulegnie pogorszeniu. Sztuczna inteligencja szybko stanie się dominującym – a dla wielu jedynym – źródłem wiedzy i podstawą podejmowania decyzji. Łatwy dostęp do gotowych odpowiedzi ograniczy motywację do zdobywania wykształcenia. A skoro nie będzie już potrzeby studiowania, tym bardziej zbędna stanie się szkoła – to oczywiste. Zanik masowej edukacji szkolnej nastąpi szybciej, niż jesteśmy w stanie sobie obecnie wyobrazić. Spadek udziału dzieci w systemie edukacji utrwali i pogłębi przepaść – swoisty apartheid – między bogatą, wykształconą elitą a poddaną cyfryzacji masą.
Już pod koniec XX wieku program kapitalistycznej globalizacji zakładał erozję historycznych narodów. Zanik masowej edukacji szkolnej przypieczętuje ten proces – narody ostatecznie staną się cieniem przeszłości. Mapa drogowa przejścia światowej cywilizacji od humanizmu do transhumanizmu jest całkowicie jasna. Pytanie brzmi, czy narody dysponujące odpowiednimi zasobami i suwerennością będą w stanie znaleźć alternatywną ścieżkę rozwoju i zachować swój dobrobyt społeczny.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643060-pinocchio-information-age-ai-education/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz