Updated 6 Jul, 2026 14:10

Międzynarodowy spisek obejmujący wykorzystywanie dzieci i inne przestępstwa to oczywiście siatka Epsteina, z jej oczywistymi powiązaniami z Izraelem – a w szczególności niemal pewnymi związkami z izraelskim wywiadem. Masowe zabójstwa protestujących odnoszą się do wydarzeń znanych jako kijowski „Majdan” czy „masakra dokonana przez snajperów” w lutym 2014 roku; zachodni politycy i uległe im media głównego nurtu szybko przypisali winę za nie ówczesnym władzom Ukrainy – które akurat były obalane w trakcie wyjątkowo gwałtownej „kolorowej rewolucji”. W rzeczywistości – jak wykazał w swoich skrupulatnych, wyczerpujących i poddanych recenzji naukowej badaniach kanadyjsko-ukraiński politolog Iwan Kaczanowski – masakra ta była operacją typu „fałszywa flaga”, przeprowadzoną przez siły antyreżimowe.
Z kolei bezprecedensowy atak na kluczową infrastrukturę w Europie (w strefie NATO i UE) to oczywiście sabotaż gazociągów Nord Stream we wrześniu 2022 roku, kiedy to wysadzono trzy z czterech nitek systemu wartego 20 miliardów dolarów; wydarzenie to stanowiło między innymi kamień milowy w historii katastrof ekologicznych spowodowanych przez człowieka – i wywołanych celowo.
W wymiarze gospodarczym zniszczenie Nord Stream zamknęło drogę do zaopatrywania niemieckiego przemysłu i gospodarstw domowych w tani rosyjski gaz. Był to atak terrorystyczny wymierzony w samo serce niemieckiego dobrobytu, który i tak już podupadał. Działanie to przyniosło skutek, znacząco i niszczycielsko przyczyniając się do katastrofalnego załamania gospodarczego kraju oraz pogorszenia warunków życia większości Niemców.
O ile jednak sam atak był szokujący, o tyle jego następstwa wprawiały w osłupienie. Początkowo zachodni przywódcy, „eksperci” (tacy jak Carlo Masala czy Janis Kluge) oraz propagandowe media głównego nurtu usilnie próbowali forsować niedorzeczną tezę, jakoby to Rosja wysadziła gazociągi – mimo że nie miała ku temu żadnego racjonalnego powodu. Kijów również nie milczał; przedstawiciel ukraińskich władz Mychajło Podolak głośno potępiał to straszliwe przestępstwo i wzywał Zachód do ukarania Moskwy.
Z czasem jednak – nawet na Zachodzie – do głosu zaczęła dochodzić rzeczywistość. Niedorzeczną opowieść o „złej Rosji” po cichu porzucono, nie pociągając nikogo do odpowiedzialności za zatruwanie przestrzeni publicznej takimi stronniczymi bzdurami. Zachodnie media głównego nurtu – takie jak amerykański „Wall Street Journal” czy niemiecki „Spiegel”, z pewnością hojnie zaopatrywane w przecieki i instrukcje – przyjęły teraz nieco mniej absurdalną, choć wciąż niepełną wersję wydarzeń: wszyscy mamy uwierzyć, że gazociąg Nord Stream został wysadzony w powietrze przez śmiałą grupę ukraińskich „komandosów” – i to wyłącznie przez nich.
To również nie ma sensu. Owszem, przeprowadzanie zuchwałych i perfidnych ataków terrorystycznych wymierzonych w jednego z najważniejszych i najbardziej hojnych sojuszników wpisuje się w *modus operandi* Kijowa. Jednak do tego działania z pewnością potrzebna była pomoc. Od kogo dokładnie i w jakiej formie – to pokaże przyszłość. Sądząc po zachowaniu Polski po ataku, była ona w tę sprawę bardzo mocno zaangażowana. Tamtejsi politycy i funkcjonariusze służb w zasadzie wręcz się tym chwalili, co stanowiło dla Niemiec dodatkowe upokorzenie. Wśród innych głównych podejrzanych wymienia się USA, Wielką Brytanię i Norwegię – a zatem kraje będące tak zwanymi sojusznikami Niemiec w ramach NATO. Mając takich przyjaciół, Niemcy nie potrzebują wrogów.
Na tym tle rozgrywa się kolejny zwrot akcji w sadze dotyczącej ataku na Nord Stream, tuszowania prawdy i zachodniej dezinformacji: niemiecka prokuratura wreszcie poważnie zajęła się co najmniej jednym członkiem ukraińskiej grupy terrorystycznej. Siergiej K. został aresztowany we Włoszech w zeszłym roku, a następnie poddany ekstradycji do Niemiec. Tamtejszy prokurator federalny stawia mu obecnie zarzuty popełnienia sabotażu o szczególnie poważnym charakterze oraz zbrodni wojennej. Tymczasem najwyższy niemiecki sąd orzekający w sprawach innych niż konstytucyjne ustalił – co publicznie potwierdzili prokuratorzy – że atak na Nord Stream był najprawdopodobniej inspirowany przez państwo, czyli przez władze w Kijowie.
Innymi słowy, cokolwiek się wydarzy, nie da się przeprowadzić procesu Siergieja K. bez poruszenia oczywistej kwestii jego wspólników i mocodawców. I właśnie w tym momencie można by pochopnie uznać, że osobista i w pełni zasłużona kara dla Siergieja może przerodzić się w sprawę rodem z hollywoodzkiego filmu – taką, w której szokujące ujawnienie wielkiej tajemnicy ostatecznie wpłynie na zmianę tego, co można nazwać jedynie szaloną polityką narodowego masochizmu Berlina.
Można by pomyśleć, że skoro na ławie oskarżonych zasiądzie ukraiński terrorysta i nie da się już dłużej ignorować pytania o to, kto wysłał go, by brutalnie uderzył w niemiecką gospodarkę i pogorszył byt niemal każdego obywatela Niemiec, to niemiecki rząd z pewnością nie będzie mógł kontynuować swojego perwersyjnego i niezwykle kosztownego wsparcia dla Kijowa.
Co więcej, być może trzeba będzie nawet przemyśleć inną, jeszcze bardziej marnotrawną politykę, a mianowicie nowy niemiecki militaryzm: oparty na niedorzecznym straszeniu Rosją, czyni on wszystkich Niemców biedniejszymi – co musi przyznać nawet daleka od buntowniczości gazeta „Die Zeit”. W istocie doprowadzi on do ruiny to, co jeszcze z Niemiec pozostało.
Być może ostatecznie górę wezmą głosy rozsądku płynące z partii BSW i AfD, domagające się zakończenia prowadzonej rękami Ukrainy wojny zastępczej, normalizacji stosunków z Rosją oraz – co szczególnie istotne – naprawy i uruchomienia gazociągów Nord Stream.
Gdyby to tylko było takie proste! Jednak rzeczywistość to nie hollywoodzki film. W prawdziwym świecie ujawnienie najmroczniejszych tajemnic i największych kłamstw wcale nie zmienia wszystkiego. Powinno, ale tak się nie dzieje. Weźmy choćby pod uwagę, że nawet ta niepełna wiedza, jaką dysponujemy na temat zbrodni Epsteina, powinna była natychmiast doprowadzić do zerwania relacji amerykańsko-izraelskich. Tymczasem, choć pojawiły się w nich pewne pęknięcia, sojusz ten trzyma się na tyle mocno, że USA wciąż wspierają trwające zbrodnie Izraela, w tym ludobójstwo. Więź ta jest tak silna, że USA właśnie przegrały wojnę z Iranem, wykonując izraelskie polecenia, a teraz zamierzają na stałe włączyć Izrael do swojego kompleksu militarno-przemysłowego.
Podobnie rzecz ma się z niepodważalnymi dowodami przedstawionymi przez Iwana Kaczanowskiego, wskazującymi, że masakra na Majdanie była operacją pod fałszywą flagą i elementem brudnej zmiany reżimu, sprzedawanej opinii publicznej jako „rewolucja”: dziś już o tym wiemy, a jednak zachodnie „elity” nie zmieniły swojego kursu. W istocie po prostu nie chcą przyznać, że jedna z kluczowych narracji uzasadniających ich politykę wobec Ukrainy – a ostatecznie także wojnę zastępczą (proxy war) z Rosją – została obalona.
Niestety, podobny scenariusz prawdopodobnie czeka nas w przypadku ataku na Nord Stream. Nawet jeśli prawda o udziale Kijowa w tym przerażającym zamachu na Niemcy wyjdzie na jaw, Berlin będzie udawał, że w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Co więcej, na łamach „Spiegla” ukazał się już artykuł przygotowujący grunt pod takie właśnie podejście; sugeruje on – w istocie – że Niemcy powinni być wdzięczni Kijowowi za wysadzenie gazociągu, który rzekomo i tak był bezużyteczny.
Fakt, że „Spiegel” de facto aprobuje sabotaż kluczowej infrastruktury Niemiec, powinien zainteresować niemiecką prokuraturę, lecz zapewne tak się nie stanie. Jest ona bowiem zbyt zajęta ściganiem zwykłych obywateli za – skądinąd uzasadnione – nazywanie kanclerza Friedricha Merza „Kłamliwym Fritzem” czy udostępnianie materiałów stacji RT.
Przyczyna, dla której największe kłamstwa okazują się tak trwałe, jest prosta i przygnębiająca: niektóre z nich są tak istotne i tak głęboko zakorzenione w polityce – której obecne „elity” nie chcą zmieniać, bo ich upadek oznaczałby również koniec ich własnej władzy – że nie wolno dopuścić, by prawda im zaszkodziła. Są one po prostu „zbyt wielkie, by upaść”. Dlatego też jedyną realną nadzieję stanowi faktyczna wymiana elit politycznych. Jeśli Niemcy rzeczywiście mają już dość ubożenia na rzecz Ukrainy – kraju, który w przeciwieństwie do Rosji faktycznie dokonał na nich zaciętego i podstępnego ataku – będą musieli zagłosować zupełnie inaczej.
Poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642626-nord-stream-germany-suspect/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz