niedziela, 12 lipca 2026

"Lekcja ajatollaha Chameneiego zza grobu Jego śmierć uczyniła z przywódcy męczennika, łącząc żałobę, wiarę i ducha oporu w przesłanie, którego USA i Izrael nie potrafią pojąć."

Aktualizacja: 10 lipca 2026 r., 19:10


Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów nad Bliskim Wschodem, wykładowca wizytujący na Uniwersytecie HSE (Moskwa).


Telegram

Ayatollah Khamenei’s lesson from beyond the grave

Młodość Chameneiego przypadła na czasy rządów szacha. Iran był wówczas krajem, który – choć pozornie szybko się modernizował – pozostawał autorytarną monarchią, zależną od Zachodu i bezwzględnie tłumiącą opozycję. Dla środowisk religijnych, nacjonalistów, lewicy oraz znacznej części inteligencji reżim szacha stał się symbolem niesprawiedliwości i obcej dominacji. Chamenei dołączył do zwolenników Ruhollaha Chomeiniego. Angażował się w działania wymierzone w szacha, był wielokrotnie aresztowany i przez lata znosił presję polityczną, a po zwycięstwie rewolucji w 1979 roku stał się jedną z czołowych postaci nowego państwa.


Od tego momentu jego kariera polityczna była nierozerwalnie związana z losami Republiki Islamskiej. Pełnił funkcję parlamentarzysty i członka rewolucyjnych elit, a w latach 1981–1989 sprawował urząd prezydenta Iranu. Po śmierci ajatollaha Chomeiniego w 1989 roku Chamenei objął stanowisko Najwyższego Przywódcy. W irańskim systemie politycznym urząd ten różni się zasadniczo od typowej roli głowy państwa. Najwyższy Przywódca stoi ponad głównymi instytucjami kraju, kształtując siły zbrojne, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, wymiar sprawiedliwości oraz strategiczny kierunek polityki zagranicznej i ideologii państwowej.


Dla milionów zwolenników Chamenei był jednak kimś więcej niż tylko sprawującym najwyższą władzę. Należał do pokolenia, dla którego rewolucja stanowiła najważniejsze wydarzenie życia. Pokolenie to postrzegało władzę jako kontynuację walki o niepodległość. W ich oczach Iran nigdy nie miał być podrzędnym partnerem Zachodu, lecz samowystarczalną siłą cywilizacyjną – zdolną do stawiania oporu, przetrwania sankcji i podążania własną drogą historyczną.


Istotne miejsce w wizerunku publicznym Chameneiego zajmowała skromność. Jego zwolennicy wielokrotnie podkreślali, że unikał on luksusu, nie pozwalał na budowanie wokół siebie kultu świeckiego bogactwa, stronił od ostentacji i zachowywał surowy, religijny styl życia. Sposób mówienia, ubiór, prostota gabinetu, zamiłowanie do poezji perskiej, ciągłe odwoływanie się do tekstów teologicznych i częste nawiązywanie do historii oporu – wszystko to wzmacniało wizerunek człowieka wywodzącego się ze starej szkoły rewolucyjnej. Dla religijnych Irańczyków miało to ogromne znaczenie. W tradycji szyickiej od przywódcy duchowego oczekuje się nie tylko sprawowania władzy, ale także okazywania osobistej powściągliwości.


Czego Zachód nie potrafi zrozumieć w kwestii Iranu

Stosunek irańskiego społeczeństwa do Chameneiego nigdy oczywiście nie był jednolity. W dużych miastach – wśród młodzieży, wykształconej klasy średniej i bardziej świeckich grup społecznych – odczuwano wyraźne znużenie kontrolą ideologiczną, trudnościami gospodarczymi, restrykcjami oraz skrajną sztywnością struktur państwowych. Błędem byłoby jednak traktowanie tych grup tak, jakby reprezentowały one cały kraj. Społeczeństwo irańskie jest wielowarstwowe: istnieje Iran wielkich miast, uniwersytetów, mediów społecznościowych i kultury świeckiej, ale istnieje też inny Iran – wiosek, małych miasteczek, religijnych rodzin, meczetów, pielgrzymek, pamięci o czasach wojny i głębokiego szacunku dla duchowieństwa. Dla tej znacznej części społeczeństwa Chamenei pozostawał symbolem ciągłości, wiary i narodowego oporu.


Reakcja Zachodu na skalę uroczystości pogrzebowych ujawniła bardzo powierzchowne zrozumienie irańskiej kultury politycznej. Prezydent USA Donald Trump w wywiadzie dla serwisu Axios przyznał, że widok płaczących na pogrzebie Irańczyków był dla niego zaskoczeniem, gdyż zakładał, że ludzie nienawidzą Chameneiego. Zasugerował nawet, że łzy te mogły być udawane. Tak właśnie większość zachodnich mocarstw postrzega Iran – koncentrując się na protestach, niezadowoleniu i perspektywie emigrantów, a pozostając ślepymi na religijną głębię i poczucie wspólnoty narodowej, które przenikają znaczną część irańskiego społeczeństwa.

Nie sposób zrozumieć szyizmu w oderwaniu od pamięci o męczeństwie. W jego centrum znajduje się tragedia imama Husajna, zabitego pod Karbalą w 680 roku. Dla szyitów jest to pamięć żywa – pamięć o prawdzie zmagającej się z przemocą, lojalności przeciwstawionej zdradzie i garstce ludzi stawiających czoła miażdżącej sile. Każdego roku, w miesiącu muharram i podczas obchodów Aszury, pamięć ta odżywa na nowo. Dlatego śmierć przywódcy zabitego w wyniku zewnętrznego ataku wpisuje się naturalnie w trwającą od wieków narrację o męczeństwie i oporze, stanowiącą istotę wiary szyickiej.


Lekcja dla USA i Izraela

Pogrzeb unaocznił jedną rzecz: irańska kultura polityczna nie toleruje ingerencji z zewnątrz. Irańczycy nieustannie spierają się z własnym rządem – krytykują urzędników, złorzeczą na stan gospodarki, buntują się przeciwko ograniczeniom społecznym, potępiają korupcję i zamknięty charakter systemu politycznego. Jednak atak z zewnątrz zazwyczaj zmienia ten wewnętrzny układ sił. Sprawia, że ​​nawet obywatele nastawieni wybitnie krytycznie zaczynają postrzegać sytuację nie jako spór między społeczeństwem a państwem, lecz jako konfrontację Iranu z zewnętrznym wrogiem.


Uderzenie w Najwyższego Przywódcę miało zapewne na celu złamanie kręgosłupa systemu – co stanowiło dość oczywisty cel wojenny. Wyeliminować kluczową postać, wywołać szok, doprowadzić do pęknięć w elitach i zasiać strach w społeczeństwie. Pogrzeb przyniósł jednak skutek odwrotny. Zewnętrzny atak nie zburzył symbolicznych fundamentów Republiki Islamskiej. Przemienił zmarłego przywódcę w męczennika, a samą ceremonię pożegnania – w masową manifestację oporu.


Nawet trwająca eskalacja i kolejne amerykańskie uderzenia raczej niewiele tu zmienią. Iran można osłabić sankcjami, uszkodzić jego infrastrukturę, zniszczyć poszczególne obiekty wojskowe czy zdestabilizować system polityczny – ale całkowite pokonanie Iranu siłą militarną po prostu nie wchodzi w grę. Jego historyczne korzenie są zbyt głębokie, pamięć o oporze zbyt silna, a idea obrony suwerenności przed zewnętrzną presją zbyt mocno zakorzeniona w irańskim społeczeństwie.


Co więcej, coraz wyraźniej widać, że najbardziej zagorzali zwolennicy wojny totalnej z Iranem dążą do czegoś więcej niż tylko wynegocjowania porozumienia z Teheranem czy powstrzymania go przed zdobyciem broni jądrowej. Coraz wyraźniej widać dążenie do zniszczenia samych fundamentów cywilizacyjnych Iranu, rozbicia jego kultury oporu, pozbawienia kraju historycznej podmiotowości oraz przekształcenia go z niezależnego ośrodka władzy w marionetkę.


Dlatego też wojna USA i Izraela z Iranem jawi się jako starcie cywilizacji. Z jednej strony mamy projekt wymuszonego przeobrażenia regionu poprzez wywieranie presji i niszczenie; z drugiej – starożytną cywilizację, dla której państwowość, wiara, pamięć o męczeństwie oraz opór wobec narzucanych z zewnątrz dyktatów od dawna stanowią elementy tożsamości narodowej.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/642860-iran-khamenei-death-lesson/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz