sobota, 3 września 2022

"Moment największego niebezpieczeństwa"

 Wpis gościnny Williama Schryvera

Z niezrozumiałym krwawym i zrozumiałym bezlitosnym odparciem nieszczęsnej ukraińskiej "kontrofensywy Chersonia", a teraz niemal komicznym fiaskiem "nalotu komandosów" na zaporoską elektrownię jądrową, decydujące operacje wojskowe wojny ukraińskiej zrobiły gigantyczny krok w kierunku ich dawno przesądzonego zakończenia.

Rosja w pełni osiągnie trzy cele swojej "specjalnej operacji wojskowej", jak wyraźnie stwierdził Władimir Putin w swoim przemówieniu do świata wygłoszonym w dniu otwarcia wojny: wyzwolenie Donbasu; wymazanie wpływów nazistowskich z regionu i demilitaryzacja Ukrainy.

Demilitaryzacja Ukrainy przybrała szczególnie makabryczne rozmiary. To, co na początku 2022 r. było największymi, najlepiej wyszkolonymi i najlepiej wyposażonymi siłami lądowymi w Europie, zostało zredukowane do żałosnej skorupy dawnej świetności – blisko 100 000 zabitych i dwa razy więcej trwale okaleczonych. Żołnierze obsadzający teraz linię frontu są szmacianym zgromadzeniem w większości niewyszkolonych poborowych, często zmuszonych w punkcie własnych karabinów oficerskich do stawienia czoła masywnym ostrzałom artyleryjskim wroga, którego prawdopodobnie nigdy nie zobaczą i do którego nigdy nie będą mieli szansy odstrzelić, zanim pocisk z ich nazwiskiem na nim rozerwie ich na strzępy na dnie zaśmieconej kałem lisiej.

Oczywiście, Siły Zbrojne Ukrainy nadal zachowują niebezpieczną siłę uderzeniową dalekiego zasięgu w postaci garstki ocalałych haubic M-777 dostarczonych przez NATO i kilku rakiet, które pozostały dla ich kilkunastu pozostałych wyrzutni HIMARS.

Ale ta wojna osiągnęła etap równoważny nazistowskim Niemcom w połowie stycznia 1945 r.: wojna jest przegrana; wszyscy wiedzą, że jest stracony, a wszystko, co pozostaje, to ustawienie przed nieuniknioną kapitulacją, niepohamowane grabieże i okazjonalne nękanie snajperów, którzy nigdy nie umierają, którzy będą walczyć do ostatniej rundy amunicji i ostatniej kropli krwi.

Innymi słowy, w końcu dotarliśmy do najniebezpieczniejszego punktu tego konfliktu.

Widzicie, jak często obserwowałem, ta wojna, w jej najgłębszym korzeniu, zawsze była egzystencjalną walką między Rosją a gwałtownie upadającymi fortunami i panowaniem dawno nieodwołalnie skorumpowanego Imperium Amerykańskiego.

Począwszy od upadku Związku Radzieckiego i kontynuując przez całe lata 1990., zachodni kapitaliści sępów ścigali się, aby podzielić, podbić i ograbić niezgłębione bogactwo zasobów naturalnych byłego ZSRR. I rzeczywiście, w ciągu dziesięciu krótkich lat udało im się wydobyć ogromny stos skarbów kosztem Rosji, tylko po to, by zostać przedwcześnie udaremnionym przez nieprzewidziany wzrost wcześniej niejasnego Władimira Putina.

Początkowo drobno oczyszczona szarańcza wierzyła, że może manipulować Putinem tak łatwo, jak jego bezpośrednich poprzedników. Ale wkrótce zostali pozbawieni tego błędu. Wtedy zaczęli wywierać presję na Putina i Rosję, metodycznie asymilując w swoim "sojuszu obronnym" wszystkie wcześniej niezrzeszone narody, które stały między granicami NATO z 1997 roku a granicą rosyjską.

To oczywiście obudziło w Rosji trzeźwe poczucie ich coraz bardziej niepewnej pozycji, a w 2007 roku na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Putin wygłosił przełomowe przemówienie, w którym zwrócił uwagę Imperium, że Rosja rysuje linię na piasku, poza którą nie pozwoli na dalszą ekspansję NATO. Linia ta rozciągała się od wschodniej Polski do północnej Armenii.

Jak można było przewidzieć, deklaracje Putina zostały najpierw wyśmiane, a następnie w trybie doraźnym odrzucone.

Podejrzewam, że był to moment, w którym Rosja zrozumiała, że wojna jest najprawdopodobniej nieunikniona, aby zachować swoją suwerenność i bezpieczeństwo.

Niemniej jednak Putin wykazał się niezwykłą cierpliwością. Inicjując agresywny program modernizacji i rozbudowy wojska, czekał na kilka następnych lat.

Ale w obliczu zagrożenia dla strategicznej bazy morskiej Rosji w Syrii i zorganizowanego przez USA zamachu stanu na Ukrainie, został zmuszony do działania, choć ze znaczną powściągliwością, aby zmienić trajektorię wydarzeń. Wysłał siły ekspedycyjne do Syrii, aby zapobiec upadkowi reżimu Assada z rąk wspieranych przez USA "umiarkowanych rebeliantów"; posunął się do odzyskania historycznie rosyjskiego Krymu i do znacznie bardziej agresywnego wspierania etnicznych rosyjskich separatystów w Donbasie na Ukrainie, którzy prowadzili słabo wyważoną wojnę domową przeciwko zainstalowanemu przez USA reżimowi w Kijowie.

Amerykańskie projekty w Syrii zostały udaremnione. Ale trwająca de facto asymilacja Ukrainy przez NATO trwała nadal, gdy USA i ich sojusznicy z NATO postanowili metodycznie zbudować to, co ostatecznie stanie się najpotężniejszą armią zastępczą w historii, z ambicjami zwabienia Putina w słowiańską wojnę domową, która osłabiłaby rosyjską siłę, śmiertelnie zraniła jej wciąż kruchą gospodarkę i wywołała niepokoje społeczne w Rosji i niezadowolenie wśród jej różnych miejsc władzy wewnętrznej, i ostatecznie doprowadzić do "zmiany reżimu" na Kremlu.

Ale w każdym momencie Putin ich wymanewrował.

Tymczasem trwająca od dziesięcioleci przewaga rosyjskiej technologii rakietowej wyprodukowała dla Putina kilka atutów w postaci broni dalekiego zasięgu, która może zagrozić głównym amerykańskim zasobom wojskowym praktycznie w dowolnym miejscu na świecie.

Uzbrojony w tego "asa w rękawie" postawa negocjacyjna Putina została znacznie wzmocniona, a od 2018 roku zaczął znacznie mocniej artykułować, że Rosja nie wytrzyma dalszej ekspansji NATO w kierunku swoich granic – najbardziej wyraźnie w przypadku Ukrainy, gdzie ambitne szkolenie i wyposażenie armii zastępczej NATO trwało w szybkim tempie.

Po raz kolejny ostrzeżenia Putina zostały wyśmiane i odrzucone.

Wreszcie, kiedy zbyt pewny siebie rząd Zełenskiego w Kijowie ruszył pod koniec 2021 r. do rozmieszczenia swoich najbardziej doświadczonych, najlepiej uzbrojonych i najlepiej wyszkolonych sił w okupowanym przez Ukrainę zachodnim Donbasie i w Mariupolu, u bram krymskiego mostu lądowego – wyraźnie przygotowując się do próby podporządkowania sobie separatystycznych regionów wschodniej Ukrainy i ostatecznie odzyskania Krymu – cóż, Putin wiedział, że w końcu nadeszła chwila prawdy.

Pod koniec grudnia 2021 roku Rosjanie stworzyli i przekazali USA i ich wasalom NATO dokument szczegółowo wyrażający wyraźne żądania Rosji dotyczące wycofania NATO do granic z 1997 roku.

Po raz kolejny żądania i ostrzeżenia Rosji wywołały szydercze doraźne zwolnienia ze strony Stanów Zjednoczonych i ich uległych europejskich kolonii.

I tak, długo nieunikniona wojna rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku i trwa do dziś.

Teraz należy jasno zrozumieć, że wojna na Ukrainie to znacznie więcej niż tylko przywrócenie przez Rosję strategicznej głębi na jej zachodniej granicy i ponowna asymilacja etnicznych populacji rosyjskich w ojczyźnie.

Nie, chodzi o to, jak wszystkie wielkie mocarstwa planety bardzo wyraźnie przyznają, o położenie kresu niepohamowanej amerykańskiej hegemonii – ekonomicznej, politycznej i militarnej. Na pewnym poziomie nie może być wątpliwości, że jest to obecnie powszechnie uznawane za konsekwencję drugiego rzędu tej wojny.

Jest bezsprzecznie uznawany za taki na najwyższych szczeblach władzy imperialnej w Waszyngtonie, Nowym Jorku i Londynie.

Decydująca klęska Matki Wszystkich Zastępczych Armii na Ukrainie i niezatarte rozgraniczenie przez tę klęskę znaku wysokiej wody imperialnej ekspansji, przyspieszą już rozpoczęte przejście planety do wielobiegunowego paradygmatu równowagi sił, takiego jak charakteryzował świat przed pojawieniem się amerykańskiej globalnej dominacji w erze po II wojnie światowej.

Mówiąc najprościej, oznacza to koniec amerykańskiego imperium.

I jako tacy znajdujemy się obecnie w najbardziej niebezpiecznym momencie, z jakim ludzkość musiała się zmierzyć w ciągu ostatnich trzech czwartych stulecia – bardzo możliwe, że w całej swojej historii.

Teraz dowiemy się, co zrobią namaszczeni mistrzowie Imperium w obliczu zbliżającej się utraty panowania nad ziemią.

Coś mi mówi, że jest bardzo mało prawdopodobne, aby wzruszyli ramionami, filozoficznie podchodzili do całej sprawy, zebrali wszystkie swoje wojskowe zabawki i poszli do domu. Zrobienie tego sygnalizowałoby wszystkim ich koloniom i wasalom, że dżig jest dobrze i naprawdę w górze; NATO faktycznie przestanie być znaczącym i wiarygodnym sojuszem; Unia Europejska w obecnym kształcie szybko się rozpadnie.

To powiedziawszy, nie jestem w stanie przewidzieć, co zrobią imperialne mocarstwa w tym kluczowym momencie w historii ludzkości, ani nie mogę z przekonaniem przewidzieć, jakie będą konsekwencje ich działań.

Wiem tylko, że moment największego niebezpieczeństwa w naszym życiu ciąży teraz na nas. W pewnym momencie – prawdopodobnie wcześniej niż później – ci, którzy dzierżą władzę i kontrolują dźwignie imperium, wykonają ruch, aby zachować jego dominację.

Osobiście jestem przekonany, że zawiodą – i to fatalnie – ale prawie na pewno nie bez pozostawienia za sobą oceanów krwi i gór popiołu.

Przygotujcie się odpowiednio...

Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.theburningplatform.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz