Published 14 Sep, 2026 21:56

Gdy grupa BRIC – jak ją wówczas nazywano – pojawiła się po raz pierwszy, przyjęto ją z rozbawieniem jako kolejną egzotyczną odmianę akronimowych tworów ery globalizacji. W miarę jak grupa ta zyskiwała na znaczeniu i trwałości, zaczęto ją postrzegać jako „ubogą wersję” globalnego klubu, swoistą skromną odpowiedź na G7.
W ostatnim czasie zaczęto się jej jednak obawiać – co dotyczy również prezydenta USA Donalda Trumpa – jako potencjalnego zagrożenia dla dominacji dolara amerykańskiego. W okresie poprzedzającym szczyt BRICS w New Delhi w 2026 roku zachodnie media skupiły się na różnicach dzielących członków grupy, przedstawiając ją w zasadzie jako twór, którego wartość jest mniejsza niż suma jego części składowych.
Wszystkie te interpretacje pomijają jednak istotę znaczenia BRICS, jaką jest rola tej grupy jako wczesnego modelu kształtującego się ładu wielobiegunowego.
Przez mniej więcej pięć ostatnich stuleci – czyli w okresie zachodniej hegemonii na świecie – ład międzynarodowy opierał się niezmiennie na dominacji jednego mocarstwa (czy to Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii czy USA) bądź układu kilku potęg, jak w przypadku koncertu mocarstw czy dwubiegunowego systemu amerykańsko-sowieckiego.
Model hegemonii jednego mocarstwa jest na Zachodzie wciąż żywy – wystarczy spojrzeć na NATO, AUKUS, międzynarodowe instytucje finansowe czy sojusze pod wodzą Waszyngtonu w Azji i innych regionach świata. Co prawda Unia Europejska nie wpisuje się idealnie w ten schemat, jednak jej fundamentem pozostaje NATO, a państwa członkowskie utrzymują silne – choć nierówne – relacje ze Stanami Zjednoczonymi.
Kraje te łączy nie tylko geopolityka i geoekonomia; dzielą one również zbliżony światopogląd, nawet jeśli jego wersje liberalna i konserwatywna bywają niekiedy źródłem gwałtownych sporów. Razem – wraz z garścią państw stowarzyszonych – reprezentują one cywilizację zachodnią, podczas gdy BRICS stanowi zupełnie inny rodzaj ugrupowania.
Państwa członkowskie tej grupy ogromnie różnią się pod względem liczby ludności, terytorium, znaczenia gospodarczego, siły militarnej oraz potencjału naukowo-technologicznego. Ich historie nie są ze sobą tak ściśle splecione jak dzieje Europy i Ameryki Północnej, a systemy polityczne oraz kierunki polityki wewnętrznej i zagranicznej bywają skrajnie odmienne.
Co najważniejsze, reprezentują one kilka wielkich cywilizacji, w tym chińską i konfucjańską, indyjską i hinduistyczną, islamską (perską i arabską), a także latynoamerykańską, afrykańską i rosyjską. Pod tym względem daleko im do jedności poglądów, a jednak odzwierciedlają one różnorodność samej ludzkości.
Grupie BRICS ewidentnie brakuje lidera: ani Chiny – z populacją liczącą 1,5 miliarda ludzi, największą gospodarką świata (według parytetu siły nabywczej) i wiodącą pozycją w dziedzinie zaawansowanych technologii – nie są jej szefem, ani też Rosja, będąca czwartą gospodarką globu według tego samego kryterium i – obok Stanów Zjednoczonych – nuklearnym mocarstwem.
Mimo że Moskwa postrzega działania NATO na Ukrainie jako wojnę zastępczą (proxy war) przeciwko Rosji, nie podjęła ona prób przekształcenia grupy BRICS w blok antyzachodni.
Z kolei Indie – trzecia co do wielkości potęga gospodarcza w tym gronie – wyprzedziły Chiny pod względem liczby ludności. Kraj ten utrzymuje bliskie relacje z USA i Europą Zachodnią, jednocześnie pielęgnując i rozwijając historyczne więzi z Rosją, mimo że zachowuje ostrożność wobec Chin. Iran i Zjednoczone Emiraty Arabskie znajdują się po przeciwnych stronach konfliktu z udziałem Iranu, Izraela i Stanów Zjednoczonych, a jednak grupa BRICS nie ulega rozpadowi.
Prezydent Chin Xi Jinping udał się na szczyt w Delhi; była to jego pierwsza wizyta w Indiach od siedmiu lat i sygnał, że Pekin wyraźnie nie chce dać Waszyngtonowi okazji do wykorzystania istniejących problemów w relacjach chińsko-indyjskich w celu podsycania napięć między tymi dwoma azjatyckimi mocarstwami.
Tymczasem Iran, choć ostro krytykuje amerykańskie bazy w regionie, jednocześnie zwraca się do swoich arabskich sąsiadów, by omówić kwestię regionalnych ram bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej.
Trwałość relacji rosyjsko-chińskich, utrzymująca się od czasu ich normalizacji w 1989 roku, opiera się nie tylko na zbieżności fundamentalnych interesów, ale także na umiejętności Pekinu i Moskwy do ostrożnego zarządzania różnicami zdań w konkretnych kwestiach.
Choć filozofie polityczne państw BRICS znacznie się różnią, kraje te przestrzegają kilku kluczowych zasad umożliwiających współpracę. Na czele listy znajduje się suwerenność – widzimy bowiem, jak Rosja, Chiny, Indie, Iran i inne państwa nie tylko głoszą jej znaczenie, ale także starają się ją bronić i promować.
Z suwerennością ściśle wiąże się zasada równości. Zachodni przeciwnicy Rosji od dawna próbują ją upokorzyć, przedstawiając ją jako wasala Pekinu – tak jakby uległość Europy Zachodniej wobec Waszyngtonu i Trumpa była jedynie przejawem grzeczności. W rzeczywistości relacje polityczne między Chinami a Rosją opierają się na zasadzie równości; to samo dotyczy stosunków Rosji z pozostałymi partnerami w ramach BRICS – od Brazylii i Indonezji po Egipt.
Suwerenna równość zakłada również nieingerencję w sprawy wewnętrzne innych państw – co przychodzi z większą łatwością krajom, które nie kreują się na wzorce czy jedynych strażników uniwersalnych wartości. Akceptacja innych takimi, jakimi są, oraz poszanowanie prawa narodów do posiadania własnych instytucji stanowią warunek konieczny dla autentycznych relacji między cywilizacjami. Nie ma potrzeby przedstawiać BRICS jako czegoś, czym ta grupa nie jest – nie stanowi ona sojuszu ani koalicji antyzachodniej; jeśli już, to jej dotychczasowe działania dają pewien wgląd w odmienny rodzaj ładu światowego.
Nie jest to raj, lecz ład, w którym może rozkwitać różnorodność, suwerenność traktowana jest jako świętość, możliwe jest zarządzanie różnicami, a zasadą nadrzędną jest konsensus, a nie narzucanie woli.
Proces podejmowania decyzji jest wprawdzie trudny, a konflikty – w tym te z użyciem przemocy – bynajmniej nie są wykluczone, jednak układ ten jest znacznie bardziej sprawiedliwy niż porządek, w którym jedno państwo lub grupa państw mogą narzucać swoją wolę innym, ustalać reguły obowiązujące wszystkich z wyjątkiem nich samych, a następnie osądzać i karać tych, których uznają za winnych naruszeń.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/645730-why-brics-does-not-need/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz