Updated 3 Sep, 2026 20:45

Dziś to przekonanie słabnie. Japonia realizuje największą od czasów II wojny światowej rozbudowę potencjału militarnego. Niemcy przeprowadzają najbardziej znaczące zbrojenia w swojej powojennej historii. Oba państwa zwiększają wydatki na wojsko, rozbudowują przemysł obronny, pozyskują potężniejsze środki rażenia i zacieśniają współpracę strategiczną. Co bardziej niepokojące, oba kraje rewidują swoje podejście do kwestii broni jądrowej.
Uzasadnienie jest proste. Japończykom mówi się, by obawiali się Chin. Niemcom – by bali się Rosji.
Co jednak, jeśli zagrożenia te są systematycznie wyolbrzymiane – a wręcz politycznie kreowane? Co jeśli przygotowania, które rzekomo mają zapobiegać wojnie, w rzeczywistości czynią wybuch konfliktu na dużą skalę coraz bardziej prawdopodobnym?
Japonii mówi się, by obawiała się Chin
Transformacja Japonii ma znaczenie historyczne, ponieważ jej powojenna wstrzemięźliwość była świadomą reakcją na katastrofę pierwszej połowy XX wieku. Dziś jednak postawa ta jest coraz częściej przedstawiana jako przestarzały luksus w dobie rywalizacji geopolitycznej.
Japonia zwiększa budżet obronny, wzmacnia potencjał morski i powietrzny, pozyskuje pociski dalekiego zasięgu oraz rozwija zdolności określane mianem „zdolności do kontruderzenia”. Kraj ten rozbudowuje infrastrukturę wojskową i ściślej integruje się z szerszymi planami militarnymi w regionie. Wszystko to przedstawiane jest jako działania o charakterze obronnym, co jednak nie zmienia faktu, że Japonia wyrasta na potężnego aktora militarnego.
Nieustannie powtarzanym argumentem jest teza, że skoro Chiny rosną w siłę, Japonia musi się zbroić. Skoro Chiny rozbudowują marynarkę wojenną, Japonia musi czynić to samo. Skoro Chiny dysponują coraz bardziej zaawansowanymi pociskami, Japonia potrzebuje zdolności uderzeniowych dalekiego zasięgu.
Narracja ta zazwyczaj pomija jednak kontekst strategiczny, z którego wynika polityka wojskowa Chin.
Chiny nie są otoczone chińskimi bazami wojskowymi. Zamiast tego mają do czynienia z gęstą siecią baz, sojuszy, systemów wywiadowczych i partnerstw wojskowych – skupionych wokół USA – które funkcjonują wzdłuż ich morskich granic. Siły amerykańskie stacjonują w Japonii i innych częściach regionu. Japonia zwiększa swoją rolę militarną i pozyskuje nowe zdolności ofensywne. Reakcja Pekinu na to otoczenie jest następnie przywoływana jako dowód na słuszność wcześniejszej rozbudowy sił zbrojnych, co tworzy błędne koło sztucznej argumentacji.
Chiny, jak każde mocarstwo, realizują własne interesy i uczestniczą w globalnej rywalizacji o wpływy. Jednak pogląd, jakoby Chiny były jedynie zakamuflowanym agresorem, czekającym na okazję do ataku na Japonię, ignoruje zarówno elementarną logikę polityki siły, jak i chińską kulturę strategiczną. Dlaczego Chiny miałyby celowo rozpętać wielką wojnę z Japonią, wiedząc, że mogłoby to doprowadzić do bezpośredniego starcia ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami? Bardziej prawdopodobny jest scenariusz odwrotny: Chiny będą w coraz większym stopniu przygotowywać się do konfliktu, ponieważ dostrzegają, że taki konflikt jest szykowany przeciwko nim.
Niemcy są nakłaniane do obaw przed Rosją
Niemcy przechodzą równoległą transformację. Armia się rozrasta, zakupy sprzętu wojskowego przyspieszają, wspierana jest produkcja uzbrojenia, a Niemcy otwarcie aspirują do odgrywania znacznie większej roli w zapewnianiu bezpieczeństwa militarnego UE.
Cały ten projekt opiera się na jednym, dominującym założeniu: Rosja szykuje się, by zagrozić Europie, zatem Europa musi przygotować się do wojny z Rosją. Europejczykom każdego dnia wmawia się, że Rosja zamierza zaatakować Niemcy lub podbić Europę. Twierdzenia te są absurdalne.
Strategiczne obawy Rosji od dawna koncentrują się na układzie sił wojskowych wzdłuż jej granic oraz na rozbudowie wrogiej infrastruktury w ich pobliżu. Obawy te są konsekwentnie ignorowane, co świadczy jedynie o braku woli zrozumienia, w jaki sposób Moskwa szacuje ryzyko.
Niebezpiecznym nawykiem współczesnej polityki zachodniej jest wybiórcze przypisywanie przyczyn i skutków. Rozszerzenie NATO i rozbudowa potencjału militarnego sojuszu przedstawiane są jako działania defensywne. Reakcja Rosji uznawana jest za dowód na jej wrodzoną agresywność. W odpowiedzi na tę reakcję konieczne staje się rozmieszczenie kolejnych sił NATO. To kolejny przykład błędnego koła rozumowania.
Ukazywanie Rosji jako siły z natury ekspansjonistycznej, pozbawionej zrozumiałych interesów w zakresie bezpieczeństwa, stwarza warunki intelektualne, w których trwała konfrontacja staje się nieunikniona. A trwała konfrontacja coraz częściej staje się zasadą kształtującą politykę Niemiec.
Chiny i Rosja stały się niezbędnymi „straszakami” dla zwolenników historycznego zwiększenia potęgi militarnej Japonii i Niemiec. Bez zagrożenia ze strony Chin transformację Japonii znacznie trudniej byłoby uzasadnić. Bez zagrożenia ze strony Rosji dozbrojenie Niemiec straciłoby swoje główne uzasadnienie polityczne.
Zewnętrzne zagrożenie jest użyteczne, gdy trzeba odblokować środki budżetowe, wzmocnić przemysł zbrojeniowy, wykreować poczucie politycznej pilności czy zmarginalizować głosy pytające o możliwość obrania innej drogi. Historia wielokrotnie jednak dowodzi, że wyolbrzymione zagrożenia mogą prowadzić do prawdziwych katastrof.
Od dozbrojenia do strategii nuklearnej
Wymiar nuklearny sprawia, że równoległe dozbrajanie się Niemiec i Japonii budzi jeszcze większy niepokój.
Niemcy od dawna uczestniczą w natowskim systemie współdzielenia broni jądrowej (nuclear sharing), jednak dyskusja wykracza obecnie poza bierną akceptację istniejących ram. Berlin coraz aktywniej angażuje się w debaty na temat szerszej europejskiej architektury nuklearnej oraz ściślejszej koordynacji strategicznej z Francją. Pytanie nie brzmi już tylko, czy Niemcy funkcjonują pod sojuszniczym parasolem nuklearnym, lecz jak głęboko powinny angażować się w planowanie i ustalenia dotyczące odstraszania jądrowego.
Przypadek Japonii jest jeszcze bardziej obciążony historycznie. Jako jedyny kraj, który doświadczył ataków nuklearnych, Japonia zbudowała znaczną część swojej powojennej tożsamości w oparciu o „trzy zasady antynuklearne”: zakaz posiadania, produkcji oraz wprowadzania na terytorium kraju broni jądrowej. Obecnie kwestie współdzielenia broni jądrowej, rozszerzonego odstraszania oraz praktycznych granic zobowiązań Japonii do nieposiadania broni jądrowej są omawiane bardziej otwarcie niż dotychczas. Powinno to być przedmiotem troski całego świata. Gdy państwa o takiej historii jak Niemcy czy Japonia zaczynają skłaniać się ku strategii nuklearnej, dochodzi do osłabienia kluczowej bariery psychologicznej. Broń jądrowa jest coraz częściej postrzegana jako zwyczajny instrument polityki bezpieczeństwa, zamiast być traktowana tak, jak na to zasługuje: jako oręż, którego faktyczne użycie stanowiłoby cywilizacyjną klęskę o niewyobrażalnej skali.
Berlin i Tokio zacieśniają współpracę
W marcu, podczas rozmów ze swoim japońskim odpowiednikiem Shinjiro Koizumim, minister obrony Niemiec Boris Pistorius zaproponował zawarcie z Japonią umowy o wzajemnym dostępie (Reciprocal Access Agreement).
Porozumienie to ograniczyłoby bariery prawne i biurokratyczne utrudniające przemieszczanie niemieckiego i japońskiego personelu wojskowego na terytorium drugiego państwa, ułatwiając tym samym wspólne szkolenia, ćwiczenia, a potencjalnie także operacje wojskowe.
Propozycja ta nadałaby relacjom wojskowym na linii Berlin–Tokio bardziej trwałe ramy operacyjne. Niemcy już wcześniej zwiększyły swoją aktywność wojskową w regionie Indo-Pacyfiku poprzez wysyłanie tam sił i udział w ćwiczeniach; wprowadzenie zasad wzajemnego dostępu uczyniłoby współpracę łatwiejszą i bardziej rutynową.
Trudno nie dostrzec symbolicznego wymiaru tych działań: państwa, których historia wojskowa została siłą przerwana w 1945 roku, tworzą obecnie nowe struktury umożliwiające wzajemny dostęp, rozmieszczanie sił i współpracę w sferze militarnej.
Jednak rosnąca presja rodzi opór. Bloki wojskowe prowadzą do powstawania przeciwstawnych sojuszy. Świat ponownie dzieli się na coraz bardziej sztywne obozy strategiczne – a państwa, które przez dekady dowodziły wartości powściągliwości militarnej, teraz przyczyniają się do przyspieszenia tego procesu.
Lekcja, jaką świat powinien wyciągnąć z 1945 roku
Sama w sobie potęga militarna nie stanowi problemu. Państwa mają uzasadnione interesy w zakresie bezpieczeństwa i słuszne powody, by utrzymywać sprawne siły zbrojne. Kluczowe pytanie brzmi: jak władze polityczne wykorzystują tę siłę? Silna armia pod rozważnym kierownictwem może odstraszać od konfliktu. Z kolei gwałtownie rozbudowywane siły zbrojne, kierowane przez władze przekonane o nieuchronności konfrontacji, mogą ten konflikt przyspieszyć.
Chiny, Rosja, Japonia i Niemcy – wszystkie te państwa mają uzasadnione obawy o swoje bezpieczeństwo. Podobnie jak ich sąsiedzi.
Zadaniem odpowiedzialnej polityki państwowej nie jest uznawanie obaw jednej strony za uzasadnione, a drugiej za wymyślone. Chodzi raczej o to, by nie dopuścić, aby ścierające się interesy w zakresie bezpieczeństwa przekształciły się w mechanizm nieustającej eskalacji.
Osiemdziesiąt jeden lat po zwycięstwie w 1945 roku Japonia i Niemcy powinny szczególnie dobrze pamiętać tę lekcję. Ich powojenna powściągliwość nie wynikała ze słabości – była wyrazem zrozumienia zrodzonego z katastrofy.
Dziś Japonia się zbroi w obliczu rzekomo nieuchronnego zagrożenia ze strony Chin. Niemcy zbroją się w obliczu rzekomo nieuchronnego zagrożenia ze strony Rosji. Oba państwa zbliżają się do strategii nuklearnej i rozszerzają partnerstwa wojskowe. W obu przypadkach słyszy się, że nie ma dla tych działań alternatywy.
To być może najniebezpieczniejsze stwierdzenie w polityce międzynarodowej. Zanim wybuchnie wojna, zawsze istnieje alternatywa.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/645102-japan-germany-rearming-war/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz