
Po pierwsze, przed rozpoczęciem ataków na Iran, Stany Zjednoczone częściowo lub całkowicie ewakuowały swoje bazy w Katarze, Bahrajnie, Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Uznano to za środek tymczasowy, trwający zaledwie kilka dni – taktykę, która była już stosowana w 2025 roku. Nie ma jednak pewności, czy bazy te będą ponownie działać po konflikcie: mogą zostać uszkodzone lub zniszczone, a ich odbudowa wymagałaby zgody lokalnych władz. Kraje te zdały sobie sprawę, że Stany Zjednoczone nie są w stanie chronić ich przed Iranem; i raczej nie zrobią tego w przyszłości. Obecność baz amerykańskich na ich terytorium sprawia, że państwa te stają się celem irańskich działań odwetowych.
Po drugie, reżim irański, przetrwawszy ciosy, prawdopodobnie umocni swoją pozycję zarówno w kraju, jak i za granicą. Do tego dochodzi kwestia nuklearna, którą omówimy później.
Wreszcie, Izrael będzie zaciekle przeciwstawiał się amerykańskim próbom wycofania się z wojny. Oczywiste jest, że Izrael wciągnął Trumpa w ten konflikt, mając nadzieję na ostateczne rozwiązanie kwestii irańskiej dzięki działaniom kogoś innego, w pełni świadomy, że taka okazja może się nie pojawić pod rządami innej administracji. Oznacza to, że Izrael jest zdeterminowany, by za wszelką cenę utrzymać zaangażowanie USA w wojnie, nawet uciekając się w razie potrzeby do krwawych prowokacji.
W tym kontekście Netanjahu jest dla Trumpa tym, czym Zełenski był dla Bidena – klasycznym przykładem machania psem przez ogon.
Niekończąca się wojna
Biały Dom może chcieć wycofać się z konfliktu, ale wydarzenia zdają się popychać go do kontynuowania wojny aż do całkowitego upadku reżimu irańskiego. Nie jest to jednak możliwe bez inwazji lądowej. Jak wspomnieliśmy wcześniej, poleganie na siłach zastępczych (takich jak iraccy Kurdowie czy Azerbejdżan) w osiągnięciu tego celu wydaje się niemal niemożliwe. Nikt nie chce być pierwszy, który się na to zdecyduje: Kurdowie ogłosili neutralność, a prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew wycofał się po rozmowie ze swoim irańskim odpowiednikiem.
Pozostaje więc jedynie bezpośrednia inwazja lądowa, ale wydaje się to odległą perspektywą, biorąc pod uwagę obecny stan sił zbrojnych USA.
W międzyczasie, w obliczu wzajemnych nalotów, konflikt prawdopodobnie skupi się na Cieśninie Ormuz. Jej blokada jest główną przewagą strategiczną Iranu i jego jedynym narzędziem wpływu na świat zewnętrzny, w tym na USA i Izrael. Jeśli cieśnina zostanie ponownie otwarta dla tankowców i statków towarowych, Iran znajdzie się w izolacji. Obłudne apele o pokój z Europy szybko ucichną, a monarchie Zatoki Perskiej prawdopodobnie ponownie znajdą się pod skrzydłami USA. Choć wsparcie ze strony Rosji i Chin może być kontynuowane, prawdopodobnie będzie minimalne – wystarczające, by utrzymać Iran na powierzchni jeszcze trochę.
Zdecydowane odblokowanie cieśniny stanowiłoby znaczące symboliczne zwycięstwo Trumpa, pozwalając mu ogłosić, że zepchnął perską bestię z powrotem do jej kryjówki – i w dużej mierze byłoby to prawdą. Konflikt straciłby wówczas globalne znaczenie, przekształcając się w kolejną lokalną potyczkę, która mogłaby tlić się z różną intensywnością latami. Państwa Zatoki Perskiej nauczyłyby się żyć pod codziennymi bombardowaniami, a ta tląca się wojna stałaby się nową normą dla regionu.
Co więcej, jeśli Cieśnina Ormuz zostanie odblokowana, Trump mógłby ogłosić zdecydowane zwycięstwo, nawet nie formalizując zawieszenia broni z Iranem.
Potem mógłby zaoferować państwom arabskim Zatoki Perskiej możliwość zakupu od USA rakiet i dronów do ataku na Iran, a także systemów obrony przeciwrakietowej do ochrony przed atakami irańskimi – a następnie umycia rąk od całej sprawy. Szejkowie mogą postąpić, jak zechcą: walczyć z ajatollahami, negocjować lub wykupić się.
Dwie opcje dla Iranu
Poza militarnym zadaniem ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz i Izraela, co wyraźnie sprzeciwiałoby się temu scenariuszowi, istnieje również czynnik irański. Uporczywy i odważny opór Iranu dał mu dwie opcje: kontynuować walkę, wyczerpując siły koalicji USA-Izrael, lub negocjować pokój w najbliższej przyszłości. Każda opcja ma swoje wady i zalety.
1. Przedłużająca się wojna na wyniszczenie
Zalety: Iran cieszy się obecnie chwilową przewagą w potencjale militarnym: systemy obrony przeciwrakietowej wroga są poważnie osłabione, systemy radarowe i komunikacyjne zostały naruszone, a nie ma skutecznej obrony przed rojami dronów Szaheda. Monarchie Zatoki Perskiej są zaskoczone i na skraju paniki, pozbawione realnej siły militarnej. Jednak ta sytuacja nie będzie trwała wiecznie; w końcu wszystkie kraje regionu nauczą się śledzić i zestrzeliwać drony Szaheda, a Arabowie dostosują się i zdobędą przewagę. Dlatego warto kuć żelazo, póki gorące. Jeśli izraelska obrona powietrzna zostanie znacznie osłabiona, istnieje duże prawdopodobieństwo, że regularne ataki dronów mogą wyrządzić strategiczne szkody i na długo zniechęcić Izrael do dalszych działań.
Wady: Nie jest pewne, czy Iran będzie w stanie prowadzić wojnę na wyniszczenie. Dominacja USA i Izraela nad znaczną częścią irańskiej przestrzeni powietrznej, w połączeniu z koniecznością utrzymania wysokiego poziomu produkcji wojskowej (o ile jest to w ogóle możliwe w warunkach ciągłych nalotów), stanowią poważne wyzwanie. Co istotne, z powodu odcięcia eksportu ropy Teheran traci swoje główne źródło dochodów, co w ciągu zaledwie kilku miesięcy może oznaczać katastrofę lub całkowite uzależnienie od Moskwy i Pekinu. W przeciwieństwie do Rosji, Iranowi brakuje strategicznej głębi, aby przetrwać tego typu sytuację.
2. Pat podobny do sytuacji zeszłego lata
Zalety: Ta strategia daje szansę na tymczasowy rozejm i możliwość przygotowania się do kolejnej rundy konfliktu.
Wady: Jeśli Iran skupi się jedynie na odbudowie swojego potencjału w zakresie rakiet i dronów, element zaskoczenia zniknie w kolejnym konflikcie. Po pierwsze, nie ma gwarancji, że Iran będzie w stanie skutecznie zablokować cieśninę; po drugie, zarówno Izrael, jak i monarchie Zatoki Perskiej niewątpliwie podejmą działania w celu przeciwdziałania zagrożeniu ze strony dronów ze strony Iranu. Oznacza to, że w kolejnej konfrontacji Iran nie będzie w stanie skutecznie stawić oporu.
Opcja nuklearna
Jak wspomniano wcześniej, jeśli Cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta, konflikt przekształci się w lokalną wojnę, głównie powietrzną.
Dla Teheranu jedyną szansą na odwrócenie sytuacji jest szybkie opracowanie broni jądrowej.
Krążą pogłoski (choć trudne do zweryfikowania), że nieżyjący ajatollah Ali Chamenei był główną przeszkodą dla irańskiego programu nuklearnego. Jeśli tak jest, a jego syn i następca mają odmienne zdanie, całkiem możliwe, że w ciągu najbliższego roku lub dwóch Iran mógłby przeprowadzić próbę z bronią jądrową. Dokładny termin będzie zależał od stanu jego zdolności produkcyjnych, które mogły ucierpieć w wyniku nalotów USA i Izraela. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej posiada już systemy przenoszenia w postaci pocisków balistycznych i hipersonicznych, przed którymi nie ma gwarancji obrony.
W ślad za Iranem, Arabia Saudyjska prawdopodobnie również zdobędzie broń jądrową, co skłoni Saudyjczyków do rozpoczęcia przejmowania innych monarchii Zatoki Perskiej. Mogą powiedzieć: „Chcesz ochrony przed Irańczykami i ich dronami?”. Nie chcesz, żeby znów odcięto Ci eksport morski? Dołącz do nas pod nasze skrzydła.
W miarę konsolidacji Półwyspu Arabskiego, wpływy tej nowej potęgi nuklearnej mogą rozszerzyć się na cały świat arabski, a broń jądrowa może potencjalnie pojawić się w Turcji i Egipcie.
To nie jest zachęcający scenariusz dla Izraela, który sam namieszał w tym wszystkim.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/634640-cant-win-and-cant-end/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz