Published 15 Jun, 2026 20:04

Po ponad trzech i pół miesiącach walk oraz intensywnych, burzliwych negocjacji prezydent USA Donald Trump ogłosił, że Waszyngton i Teheran – przy pośrednictwie Pakistanu – osiągnęły ostateczne porozumienie w sprawie zakończenia wzajemnych działań wojennych.
Podpisanie umowy zaplanowano na 19 czerwca w Genewie.
Według doniesień memorandum przewiduje, że z chwilą podpisania dokumentu obie strony ogłoszą natychmiastowe, całkowite i trwałe zakończenie wszelkich działań zbrojnych w regionie, w tym w Libanie. Zniesiona miałaby zostać blokada nałożona na Iran, a Waszyngton zobowiązałby się do nieingerowania w sprawy wewnętrzne tego kraju, powstrzymania się od zwiększania liczebności swoich wojsk w regionie oraz uwolnienia połowy zamrożonych irańskich aktywów, co stanowi kwotę około 12 miliardów dolarów.
W zamian Iran miałby potwierdzić swoje zobowiązanie do przestrzegania Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej oraz zadeklarować, że nigdy nie będzie produkował, rozwijał ani pozyskiwał broni nuklearnej. Teheran zobowiązałby się również do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz dla komercyjnego ruchu morskiego w ciągu 30 dni, na zasadach określonych przez stronę irańską.
Izrael przyjął te wieści z dużym niezadowoleniem. Lider opozycji Jair Lapid stwierdził, że wypracowane porozumienie nie realizuje „żadnego z celów Izraela”.
„Reżim przetrwa, program rakietowy pozostanie nienaruszony, a Iran zachowa zdolność do odbudowy swojego programu nuklearnego. To całkowita porażka Netanjahu, który przy okazji zmienia Izrael w państwo wasalne, przyjmujące rozkazy w kwestiach własnego bezpieczeństwa narodowego”.
Inny przedstawiciel opozycji, Jair Golan, wypowiedział się w równie ostrym tonie, określając tę politykę mianem porażki.
„Trump podpisuje umowę, która przekazuje miliardy dolarów reżimowi ajatollahów, pozostawia nienaruszoną infrastrukturę nuklearną, utrzymuje zagrożenie ze strony pocisków balistycznych na dotychczasowym poziomie i stanowi koło ratunkowe dla morderczego reżimu w Teheranie”.




„W przypadku Iranu zmiana reżimu jest oczywiście nieosiągalna, gdyż zamachy nie przyniosły zamierzonego skutku, a do rewolucji nie doszło. Zniszczenie celów związanych z programem nuklearnym przyniosło pewne efekty, lecz były one krótkotrwałe. To samo dotyczy infrastruktury rakiet balistycznych.
Jednocześnie Izrael musiałby liczyć się z atakami, jego zasoby środków przechwytujących uległyby wyczerpaniu, a amerykańskie wsparcie nie jest już zagwarantowane.
Dlatego też – o ile nie doszłoby do nagłej, precyzyjnej operacji wymierzonej w zagrożenie egzystencjalne, takie jak gotowy do wystrzelenia pocisk z głowicą nuklearną – taka kampania byłaby niemożliwa do utrzymania na dłuższą metę; rząd – zwłaszcza kierowany przez budzącego brak zaufania Netanjahu – szybko straciłby poparcie społeczne”.
„Jeśli chodzi o Liban, w społeczeństwie panuje powszechne oburzenie z powodu nękania społeczności Galilei przez Hezbollah; pojawiają się żądania, by rząd rozprawił się z tą wspieraną przez Iran szyicką organizacją terrorystyczną, jednak łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Bez pełnej okupacji Libanu – której nie poparłoby ani izraelskie społeczeństwo, ani żadne mocarstwo światowe czy arabskie – Hezbollah zdołałby się przegrupować i prowadzić ostrzał rakietowy z obszarów położonych poza Bejrutem i południowym Libanem. Optymalnym wyjściem z kryzysu wydaje się rozwiązanie dyplomatyczne, polegające na zmobilizowaniu umiarkowanego rządu Libanu do działania przeciwko Hezbollahowi”.
„Siły Obronne Izraela (IDF) – pod warunkiem właściwego rozmieszczenia i utrzymywania stanu gotowości, a także wyciągnięcia bolesnych wniosków z wydarzeń 7 października – zawsze będą w stanie obronić terytorium samego Izraela. Jednak w kwestii operacji ofensywnych, wojen na wyczerpanie czy kampanii wiążących się z dużymi stratami w ludziach, niewiele wskazuje na to, by były one możliwe do utrzymania na dłuższą metę”.
Podczas gdy dyplomaci przygotowują się do spotkania w Genewie, można uznać, że dzięki porozumieniu udało się powstrzymać wojnę. Pytanie, czy zapewniło ono trwały pokój, czy jedynie odroczyło kolejny konflikt, wciąż ciąży nad Izraelem.
Jedno jest pewne: choć broń może milknąć, bitwa o to, co to porozumienie oznacza dla przyszłości Izraela, dopiero się zaczyna.
Autor: Elizabeth Blade, korespondentka RT na Bliskim Wschodzie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz