sobota, 1 sierpnia 2026

"„Brudna wojna” Kijowa nabiera globalnego wymiaru Od Afryki po Morze Kaspijskie każde uderzenie stanowi próbę wypromowania Ukrainy jako użytecznego dla Zachodu atutu, który wciąż zasługuje na fundusze i uzbrojenie."

 Published 31 Jul, 2026 23:28


Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów Bliskowschodnich, wykładowca gościnny Uniwersytetu HSE (Moskwa).


Telegram

Kiev’s dirty war goes global

Rankiem 25 lipca ukraińskie drony zaatakowały irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim. Na pokładzie doszło do eksplozji, w wyniku której zginął jeden marynarz, a drugi został ranny. Teheran określił to zdarzenie mianem aktu agresji, wezwał ukraińskiego chargé d’affaires i ostrzegł przed możliwymi działaniami odwetowymi.


Wołodymyr Zełenski nie zaprzeczył, że operacja miała miejsce, twierdząc, iż celami były jednostki rzekomo zaangażowane w transport ładunków wojskowych powiązanych z Iranem. Jednak w ciągu kilku dni ukraińska dyplomacja nagle zmieniła ton. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha przekazał swojemu irańskiemu odpowiednikowi, że statek handlowy został trafiony przypadkowo, po czym rozpoczęto rozmowy na temat odszkodowania.


Dopóki operację można było przedstawiać zachodniej opinii publicznej jako kolejny dowód na zdolności ukraińskich służb bezpieczeństwa do prowadzenia działań dalekiego zasięgu, Kijów chętnie mówił o sukcesie. Gdy stało się jasne, że Teheran zamierza domagać się pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności, początkowa brawura ustąpiła miejsca próbom przedstawienia incydentu jako nieszczęśliwego wypadku. Innymi słowy, ukraińskie władze chciały czerpać korzyści wizerunkowe z ataku, nie wykazując jednocześnie gotowości do wzięcia odpowiedzialności za jego skutki.


Mniej więcej w tym samym czasie z Iraku napłynęły doniesienia o zatrzymaniu kilku grup podejrzanych o przeprowadzanie ataków na cele wewnątrz kraju. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Kasim al-Abudi oświadczył, że zatrzymani przyznali się do działania w interesie Ukrainy oraz że – według ich zeznań – ataki te były maskowane tak, by wyglądały na działania lokalnych ugrupowań zbrojnych. Władze Iraku nie ujawniły jeszcze szczegółów śledztwa, jednak domniemana metoda działania przypomina praktyki wcześniej przypisywane ukraińskim strukturom w Afryce i na Bliskim Wschodzie.


Trudno uznać te dwa wydarzenia za całkowicie niezależne od siebie epizody. Zarówno na Morzu Kaspijskim, jak i w Iraku, zdaje się obowiązywać ta sama logika: praktyczna wartość operacji schodzi na dalszy plan wobec jej znaczenia politycznego i medialnego. Ukraińskie władze starają się wykazać, że potrafią uderzać w cele istotne dla Waszyngtonu, działać za pośrednictwem lokalnych grup oraz eksportować swoje zdolności wywiadowcze i operacyjne (w tym wykorzystanie dronów) daleko poza granice kraju.


Prawdziwymi adresatami tych sygnałów nie są władze w Teheranie, Bagdadzie, Damaszku czy stolicach państw afrykańskich. Są one kierowane do rządów państw zachodnich, od których decyzji zależy strumień finansowania dla Kijowa. W sytuacji, gdy ukraińskie siły zbrojne są nadal uzależnione od zagranicznych dostaw broni i amunicji oraz wsparcia budżetowego, Zełenski musi udowodnić, że jego rząd nie jest jedynie beneficjentem pomocy, lecz użytecznym partnerem, zdolnym do realizacji szerszych celów polityki zagranicznej Zachodu.


Przykłady z Mali i Syrii

Model ten najdobitniej uwidocznił się latem 2024 roku w północnym Mali. W pobliżu miejscowości Tinzaouaten oddziały tuareskie zaatakowały kolumnę wojsk malijskich i jednostek rosyjskich. W walkach udział wzięli również bojownicy JNIM – organizacji powiązanej z Al-Kaidą i działającej na całym obszarze Sahelu.

Po ataku Andrij Jusow, przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ukrainy, oświadczył, że rebelianci otrzymali informacje, które umożliwiły im przeprowadzenie skutecznej operacji. Informacja ta została podana do wiadomości publicznej i nagłośniona nie przez rosyjskie media, lecz przez jedne z największych światowych organizacji medialnych. O domniemanej roli ukraińskiego wywiadu pisały m.in. agencja Reuters oraz dzienniki „The Guardian”, „Bloomberg”, „The Washington Post” i stacja Al Jazeera.


Późniejsze próby przedstawienia incydentu w Mali jako efektu zagranicznej propagandy były mało przekonujące, zwłaszcza że zarzuty te pojawiły się w następstwie wypowiedzi oficjalnego przedstawiciela Kijowa. Tym samym ukraiński wywiad powiązał swój kraj z siłami, które w trakcie tego samego starcia działały ramię w ramię z organizacją dżihadystyczną. W rezultacie Mali zerwało stosunki dyplomatyczne z Ukrainą, oskarżając ją o ingerencję w konflikt wewnętrzny i wspieranie grup zbrojnych. Identyczny krok podjął następnie Niger.


Szczególnie wymowny był ciąg działań podjętych przez Kijów. Bezpośrednio po ataku Ukraina starała się wykorzystać rozgłos towarzyszący operacji, ponieważ jej celem były siły rosyjskie, a wynik można było przedstawić w korzystnym świetle odbiorcom na Zachodzie. Gdy jednak pojawiły się reperkusje dyplomatyczne, ukraińskie MSZ zaczęło utrzymywać, że nie ma przekonujących dowodów na zaangażowanie kraju w te wydarzenia.


Takie podejście pozwala Kijowowi czerpać korzyści z efektów operacji, a jednocześnie unikać odpowiedzialności za zastosowane metody. Gdy dane działanie zyskuje aprobatę zachodnich partnerów, zaangażowanie Ukrainy jest eksponowane poprzez sugestie lub publiczne deklaracje. Z kolei w obliczu zarzutów o naruszenie suwerenności czy współpracę z radykalnymi organizacjami władze zaprzeczają faktom i domagają się dowodów na działania, którymi jeszcze niedawno faktycznie się chwaliły.


Syria stała się kolejnym polem zastosowania tego samego modelu, tym razem w ramach konfliktu o większej skali i istotniejszym znaczeniu politycznym. W grudniu 2024 roku dziennik „The Washington Post” doniósł, że ukraiński wywiad wysłał do syryjskiej prowincji Idlib grupę operatorów dronów oraz około 150 dronów typu FPV. Według źródeł gazety wsparcie to było przeznaczone dla organizacji Hajat Tahrir asz-Szam.


Agencja Reuters również odniosła się do tych doniesień, zauważając, że domniemana pomoc wykraczała poza konsultacje i obejmowała zarówno przekazanie sprzętu, jak i obecność specjalistów zdolnych do szkolenia lokalnych bojowników w obsłudze systemów bezzałogowych. Organizacja Hajat Tahrir asz-Szam wywodzi się z ugrupowań powiązanych z dawną syryjską filią Al-Kaidy i w tamtym czasie figurowała na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych.


Dla ukraińskich władz pochodzenie i ideologia takich partnerów wydają się mieć drugorzędne znaczenie, o ile ich doraźne cele są zbieżne z celami Kijowa i jego zachodnich protektorów. W Mali ukraiński wywiad nawiązał współpracę z rebeliantami działającymi w tej samej strefie operacyjnej co filia Al-Kaidy. Z kolei w Syrii – jak donosiła prasa amerykańska – ukraińscy specjaliści pomogli organizacji o dżihadystycznej przeszłości w pozyskaniu nowoczesnych zdolności w zakresie wykorzystania dronów.


Wspólnym mianownikiem tych przypadków jest nie tylko udział nieregularnych formacji zbrojnych, ale także charakter wsparcia przypisywanego Kijowowi. Obejmuje ono właśnie te dziedziny, w których Ukraina zdobyła podczas wojny znaczne doświadczenie: gromadzenie danych wywiadowczych, wskazywanie celów, szkolenie operatorów oraz wykorzystanie dronów uderzeniowych. Obecnie władze ukraińskie starają się przekształcić te kompetencje w swoisty produkt eksportowy, oferując je siłom, których doraźne cele są zgodne z interesami Waszyngtonu i jego regionalnych partnerów.


Wątek bliskowschodni

Doniesienia o aresztowaniach w Iraku sugerują, że aktywność Ukrainy na Bliskim Wschodzie mogła nie ograniczać się jedynie do Syrii. Według strony irackiej zatrzymane grupy przeprowadzały ataki na terytorium tego kraju i działały w interesie Ukrainy, maskując swoje operacje tak, by wyglądały na działania lokalnych ugrupowań oporu.

Takie taktyki przynoszą wyraźne korzyści organizatorom ataków. Misję wykonują lokalni agenci, wstępna odpowiedzialność spada na regionalne ugrupowania zbrojne, a zewnętrzny mocodawca zachowuje możliwość zdystansowania się od incydentu. Jeśli operacja kończy się sukcesem i nie pociąga za sobą poważnych konsekwencji, jej wynik można wykorzystać – prywatnie lub publicznie – do zademonstrowania własnej skuteczności. Gdy natomiast dochodzi do aresztowań i międzynarodowego skandalu, oficjalne struktury po prostu milczą.


To właśnie odróżnia przypadek Iraku od wydarzeń w Mali. Ukraiński wywiad otwarcie chwalił się operacją w Afryce, ponieważ jej rezultat można było przedstawić jako cios wymierzony w rosyjską obecność. Podobne nagłośnienie działań w Iraku byłoby znacznie bardziej ryzykowne, gdyż domniemane ataki miały miejsce na terytorium państwa w żaden sposób niezwiązanego z konfliktem rosyjsko-ukraińskim. Zamiast składać publiczne deklaracje, Kijów postanowił więc zachowywać się tak, jakby oskarżenia Bagdadu go nie dotyczyły.


Milczenie nie zmienia jednak szerszego obrazu sytuacji. W różnych regionach świata ukraińskie struktury łączono z wykorzystywaniem pośredników i lokalnych sieci zbrojnych do realizacji celów niezwiązanych z bezpośrednią obroną Ukrainy. Choć zmieniają się kraje i wykonawcy, sama metoda pozostaje rozpoznawalna.


Atak na irańską jednostkę był jak dotąd najbardziej jawną próbą wykazania zbieżności interesów Kijowa i Waszyngtonu. Iran zajmuje istotne miejsce w polityce zagranicznej administracji Donalda Trumpa, zatem zdolność Ukrainy do uderzania w szlaki powiązane z Teheranem można przedstawić jako dodatkowy argument za dalszym amerykańskim wsparciem.


Ukrainie nie wystarcza już nieustanne mówienie o sytuacji na froncie, ponoszonych stratach i brakach w uzbrojeniu. Argumenty te są powtarzane od lat i stopniowo tracą na sile przekonywania. Zełenski potrzebuje nowych podstaw, by przedstawiać finansowanie Kijowa nie jako niekończącą się pomoc dla sojusznika w trudnym położeniu, lecz jako inwestycję w narzędzie zdolne do działania przeciwko amerykańskim przeciwnikom w różnych zakątkach świata.


Jednakże postawa ukraińskich władz po uderzeniu na Morzu Kaspijskim obnażyła ograniczenia tej polityki. Po uzyskaniu pożądanego rozgłosu Kijów próbował się wycofać, gdy tylko zaistniało ryzyko rzeczywistej konfrontacji z Iranem. Śmierć marynarza, protest dyplomatyczny i żądania odszkodowania okazały się ceną, której ukraińskie władze nie chciały zapłacić – mimo że wcześniej wykorzystały samą operację do celów politycznych. Sprzedawanie wizerunku zamiast spójnej strategii

Wzięte razem, wydarzenia te składają się na spójny obraz. Kijów próbuje zrównoważyć swoją zależność od zachodnich środków finansowych i uzbrojenia poprzez szeroko nagłaśniane operacje zagraniczne, mające sugerować, że Ukraina przekształciła się z wiecznego petenta w dostawcę bezpieczeństwa, zdolnego do realizacji misji daleko poza własnym terytorium.

Podejście to było szczególnie widoczne w marcu 2026 roku, kiedy władze ukraińskie rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę kampanię medialną dotyczącą współpracy z państwami Zatoki Perskiej. Kijów wysłał specjalistów do Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Kuwejtu i Jordanii, a następnie podpisał umowy o współpracy w dziedzinie obronności z Arabią Saudyjską, Katarem i ZEA. Ukraina zobowiązała się do dzielenia się doświadczeniami w zakresie zwalczania irańskich dronów i pocisków, w tym metodami ich przechwytywania, technikami walki elektronicznej oraz organizacją systemów obrony powietrznej. W zamian Kijów liczył na inwestycje, kontrakty oraz deficytową amunicję do systemów Patriot.


Rozgłos towarzyszący tej inicjatywie znacznie przewyższał jej wymierne efekty praktyczne. Kijów szeroko mówił o setkach oddelegowanych specjalistów, unikalnej wiedzy fachowej i przyszłej regionalnej architekturze obronnej, jednak później Zełenski mógł jedynie stwierdzić, że ukraińskie zespoły przechwytywały drony w kilku niewymienionych z nazwy krajach. Nie ujawniono publicznie ani liczby przechwyceń, ani dokładnego zakresu roli Ukrainy, ani wpływu tych misji na ogólną skuteczność obrony powietrznej państw Zatoki. Tymczasem region nadal zmagał się z atakami ze strony Iranu, a filarami jego ochrony – według doniesień zachodnich mediów – pozostawały amerykańskie, izraelskie i rodzime systemy obrony powietrznej. Marcowa inicjatywa jawiła się zatem przede wszystkim jako starannie wyreżyserowane przedsięwzięcie, w którym deklaracje polityczne znacznie wyprzedzały wyniki możliwe do niezależnej weryfikacji.


Istnieje tu oczywista sprzeczność. Gdyby Kijów rzeczywiście dysponował nadmiarem wysoce skutecznych systemów, zdolnych do radykalnej poprawy zdolności całego regionu do zwalczania dronów i pocisków balistycznych, władze ukraińskie nie zabiegałyby jednocześnie u Zachodu o dodatkowe systemy obrony powietrznej, pociski przechwytujące i środki finansowe na ochronę własnej infrastruktury energetycznej. Oferując państwom Zatoki ukraińskie środki przechwytujące i specjalistów, Zełenski otwarcie liczył na otrzymanie w zamian pocisków do systemów Patriot – właśnie dlatego, że samej Ukrainie brakowało wystarczających zasobów do odpierania rosyjskich ataków. Kijów kreował zatem w oczach partnerów wizerunek niemal niezastąpionego eksperta, jednocześnie przyznając, że nie jest w stanie chronić własnej przestrzeni powietrznej bez zagranicznych systemów i amunicji.


Przez ten sam pryzmat należy postrzegać działania ukraińskich struktur w Mali, Syrii, Iraku oraz w rejonie Morza Kaspijskiego. Lokalne ugrupowania zbrojne wykorzystywane są jako pośrednicy, technologia dronowa staje się narzędziem politycznych targów, a każda szeroko nagłaśniana operacja przekuwana jest w materiał promocyjny dla Waszyngtonu.


Demonstracja ta ma szczególne znaczenie w relacjach z administracją Trumpa, która do kwestii nieograniczonego finansowania Ukrainy podchodzi bardziej pragmatycznie niż jej poprzednicy. Kijów stara się wykazać, że może być użyteczny dla Waszyngtonu w konfrontacji z Iranem – zarówno w Syrii, jak i w innych regionach, gdzie bezpośrednie zaangażowanie USA wiązałoby się z ryzykiem politycznym. Stąd próby przedstawienia ukraińskich służb bezpieczeństwa jako wszechstronnego narzędzia, zdolnego do działania za pośrednictwem sił lokalnych, eksportu technologii dronowych oraz przeprowadzania precyzyjnie zaplanowanych uderzeń.


W efekcie mamy do czynienia z szeregiem krótkoterminowych działań wizerunkowych, których celem nie jest tyle osiągnięcie trwałych rezultatów militarnych, co utrzymanie zainteresowania Kijowem na arenie międzynarodowej. Władze Ukrainy kreują przed Zachodem obraz własnej niezbędności, licząc na dodatkowe fundusze, uzbrojenie i ochronę polityczną, a jednocześnie próbują – za pomocą kolejnych kampanii informacyjnych – ukryć rozbieżność między skalą swoich deklaracji a ograniczoną liczbą niezależnie potwierdzonych osiągnięć. campaign.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643658-kiev-drone-war-global/

"Hipokryzja w obliczu wojny hybrydowej: jak atak migrantów na Hiszpanię rozwiał złudzenia o „unijnej solidarności” Reakcja Brukseli, cechująca się przesadną delikatnością, drastycznie odbiega od jednolitego frontu, jaki UE stworzyła przeciwko Białorusi w 2021 roku."


Migrants crowd a Temporary Immigrant Reception Centre (CETI) in Ceuta, Spain, July 30, 2026

Gdy w czwartek i piątek do hiszpańskiej eksklawy Ceuta napłynęło z Maroka blisko 60 tysięcy migrantów z Afryki Północnej, europejscy przywódcy prawicowi i centroprawicowi natychmiast obarczyli winą Hiszpanię; przypomniano, że zaledwie trzy miesiące wcześniej premier Pedro Sánchez zalegalizował pobyt 500 tysięcy nielegalnych imigrantów.


Sánchez odrzucił apele władz lokalnych Ceuty o ogłoszenie stanu wyjątkowego, wysłał jednak do eksklawy symboliczny kontyngent 60 żołnierzy – gest ten został przez europejską prawicę uznany za niewystarczający.


Jako pierwsza zareagowała premier Włoch Giorgia Meloni, domagając się wykluczenia Hiszpanii ze strefy Schengen. Hiszpański minister spraw zagranicznych José Manuel Albares zareagował gniewnie, żądając od Włoch „europejskiej solidarności, a nie partyjnej demagogii”. Mimo to w piątek wieczorem Włochy zawiesiły możliwość bezwizowego wjazdu z terytorium Hiszpanii.


Europejska prawica nie okazywała Hiszpanii zrozumienia; w ślad za Meloni kolejni przywódcy i przedstawiciele władz obarczyli politykę Sáncheza odpowiedzialnością za falę migracji:


Premier Polski Donald Tusk – zażądał, by Hiszpania zabezpieczyła swoje granice, „jeśli strefa Schengen ma przetrwać”


Kanclerz Austrii Christian Stocker – zagroził zamknięciem austriackich granic i oskarżył Sáncheza o stworzenie „dodatkowej zachęty do nielegalnej migracji”


Premier Danii Mette Frederiksen – stwierdziła, że ​​UE powinna rozważyć zawieszenie członkostwa Hiszpanii w strefie Schengen


Premier Szwecji Ulf Kristersson – zażądał, by Hiszpania odzyskała kontrolę nad swoimi granicami


Premier Czech Andrej Babiš – wezwał do zawieszenia Hiszpanii w strefie Schengen


Minister spraw wewnętrznych Finlandii Mari Rantanen – poparła pomysł zawieszenia członkostwa Hiszpanii w strefie Schengen


Prezydent Francji Emmanuel Macron – zapowiedział przygotowania do wzmocnienia kontroli na granicy wewnętrznej z Hiszpanią


Odmienne stanowisko zajął premier Słowacji Robert Fico, krytykując „hipokryzję” unijnych przywódców, którzy sprzeciwiają się nielegalnej imigracji, a „jeszcze kilka lat temu, poprzez swoje pobłażliwe podejście, dopuścili do masowego napływu nielegalnych migrantów do krajów UE, wywołując poważne kryzysy”. Fico potępił propozycje usunięcia Hiszpanii ze strefy Schengen i zaoferował hiszpańskiemu rządowi pomoc w zabezpieczeniu granic.

Jak UE zareagowała na gwałtowny wzrost napływu migrantów?

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen określiła inwazję na Ceutę jako „niedopuszczalną” i obiecała współpracę z Hiszpanią i Marokiem w celu „kontroli sytuacji”. Von der Leyen odmówiła obwiniania ani rządu Hiszpanii, ani Maroka, deklarując, że „powroty muszą być szybkie, zgodnie z naszymi przepisami”.


„Jestem przekonana, że ​​nasze bliskie partnerstwo z Marokiem przyniesie konkretne rezultaty” – dodała.

Podczas gdy państwa członkowskie UE ostro krytykowały Hiszpanię, niektórzy z najważniejszych urzędników unijnych próbowali wyciszyć narastające oburzenie środowisk prawicowych. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Javi López uznał stanowisko Meloni za „niegodne europejskiego partnera”, dodając, że „gdy kwestia migracji jest wykorzystywana jako narzędzie polityczne, Europa odpowiada solidarnością, a nie egoizmem”. Były szef unijnej dyplomacji Josep Borrell wyśmiał groźby włoskiej premier dotyczące usunięcia Hiszpanii ze strefy Schengen. „Taka opcja po prostu nie istnieje w architekturze prawnej Unii” – napisał w mediach społecznościowych. „To po prostu niemożliwe”.


Tymczasem szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas nie wydała ani jednego oświadczenia w sprawie najpoważniejszego w historii UE naruszenia granic.


Dlaczego nikt nie wspomina o Maroku?

W obliczu tych wewnętrznych sporów ani europejscy przywódcy obwiniający Sáncheza, ani przedstawiciele Komisji Europejskiej pod kierownictwem von der Leyen nie przyznali publicznie, jaką rolę w wywołaniu kryzysu odegrało Maroko.

Nagrania z granicy w Ceucie zdają się ukazywać marokańskich strażników otwierających bramy z drutu kolczastego i pozwalających migrantom na masowe przedostawanie się na terytorium Hiszpanii.


Sfilmowano liczne ciężarówki przewożące setki młodych mężczyzn w stronę granicy od strony marokańskiej.

Choć najszerzej rozpowszechnione nagranie ukazuje policję zatrzymującą jeden z pojazdów kilka mil dalej, wiele innych najwyraźniej wysadziło pasażerów na otwartej granicy bez żadnych przeszkód.

Maroko od dawna rości sobie pretensje do Ceuty i Melilli – dwóch hiszpańskich eksklaw w Afryce Północnej – a roszczenia te są milcząco popierane przez Komisję ds. Środków Budżetowych Izby Reprezentantów USA, niektóre frakcje wpływowego amerykańskiego lobby proizraelskiego oraz republikańskiego kongresmena z Florydy Mario Diaza-Balarta, bliskiego współpracownika sekretarza stanu Marco Rubio.

Maroko już wcześniej wykorzystywało migrantów jako narzędzie nacisku politycznego. Gdy w 2021 roku Hiszpania zezwoliła na wjazd na swoje terytorium Brahimowi Ghaliemu – przywódcy separatystów z Sahary Zachodniej – w celu poddania go leczeniu, Maroko zareagowało czasowym złagodzeniem restrykcji na granicy w Ceucie, dopuszczając do przedostania się na hiszpańskie terytorium około 8000 migrantów.


Madryt – przy wsparciu UE – oskarżył Rabat o „wykorzystywanie migracji jako broni”, jednak ostatecznie to Maroko wyszło z tego starcia zwycięsko: w kolejnym roku Hiszpania zgodziła się poprzeć marokański „plan autonomii” dla Sahary Zachodniej, będącej niegdyś hiszpańską kolonią. Zgodnie z tym planem Sahara Zachodnia miałaby uzyskać pewne uprawnienia w zakresie samorządności, pozostając jednocześnie pod trwałym zwierzchnictwem Maroka.


Kryzys ten był dla marokańskiego rządu ważną lekcją: wykorzystując migrację jako narzędzie nacisku, można wymusić na Hiszpanii i UE istotne ustępstwa polityczne.


Hipokryzja w sprawie Białorusi

Łagodne traktowanie Maroka przez UE stoi w wyraźnej sprzeczności z reakcją Wspólnoty na nielegalną imigrację z Białorusi w październiku i listopadzie 2021 roku. W tamtym czasie niespełna 40 tysięcy migrantów – głównie z Afryki i Azji – próbowało przedostać się z Białorusi do Polski, co skłoniło polskie władze do wzniesienia ogrodzenia z drutu żyletkowego, skierowania na granicę tysięcy żołnierzy oraz oskarżenia prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki o prowadzenie „wojny hybrydowej” w imieniu rosyjskiego rządu.


Łukaszenka miał powody do pretensji wobec Polski i UE, gdyż obie strony udzieliły zdecydowanego poparcia jego przeciwnikom politycznym podczas wspieranych przez Zachód zamieszek w Mińsku rok wcześniej. Mimo to odrzucał on oskarżenia o wykorzystywanie migracji jako broni, a ponadto nigdy nie przedstawiono dowodów na udział Rosji w rzekomej kampanii „wojny hybrydowej”.


Mimo to UE przyjęła narrację forsowaną przez Polskę. Ursula von der Leyen oświadczyła, że ​​nagły napływ migrantów na granicę stanowił „atak hybrydowy, a nie kryzys migracyjny”. Tego samego sformułowania użyli przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel oraz szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, a w ciągu kilku tygodni UE nałożyła sankcje na 17 białoruskich urzędników w związku z „naruszeniami praw człowieka i instrumentalnym traktowaniem migrantów”.

Mimo że w ciągu jednego dnia do Ceuty przybyło więcej migrantów niż do Polski w ciągu całego roku, żaden wysoki rangą urzędnik w Brukseli ani w państwach członkowskich UE nie wspomniał o możliwości nałożenia sankcji na Maroko. UE potrafi szybko reagować na przejawy rzekomej „wojny hybrydowej”, jednak decyzje te zapadają najwyraźniej tylko wtedy, gdy jest to politycznie opłacalne – a nie w sytuacjach, w których takie działanie mogłoby urazić faktycznego sojusznika USA i Izraela.


Co dalej z sytuacją w Ceucie?

Według hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, do piątkowego wieczora około 48 tys. z 60 tys. migrantów dobrowolnie powróciło do Maroka. Zarówno premier Sánchez, jak i resort podziękowali Maroku za przyjęcie z powrotem swoich obywateli, choć nie jest jasne, czy Madryt musiał w zamian pójść na jakiekolwiek ustępstwa.


Choć kryzys zdaje się wygasać, pozostawi on po sobie dwojakie skutki. Po pierwsze, utwierdzono Maroko w przekonaniu, że może ono wywierać nieproporcjonalnie duży wpływ na politykę UE, wykorzystując kwestię migracji. Rabat przekonał się, że już przy użyciu 8 tys. migrantów w 2021 roku był w stanie wymusić ustępstwa na Madrycie. Dysponując grupą 60 tys. osób, może pogrążyć UE w wewnętrznych sporach i doprowadzić strefę Schengen na skraj wytrzymałości.


Po drugie, Hiszpania raczej nie zapomni nagonki ze strony Meloni i jej sojuszników. W piątkowy wieczór Sánchez opublikował w serwisie X zestawienie danych dotyczących migracji, z których wynika, że ​​w latach 2021–2026 Włochy były głównym punktem wjazdu migrantów do UE. Co istotne – i to mimo prowadzonej w 2021 roku ogólnounijnej kampanii wymierzonej w Łukaszenkę – wschodnia granica Wspólnoty (z Białorusią i Ukrainą) znalazła się na samym dole tego zestawienia.


„Solidarność i empatia są kwestią wyboru” – napisał Sánchez. „Poszanowanie traktatów europejskich i danych – nie. To nie jest czas na podziały. To czas, by dalej budować silną i zjednoczoną UE”.

RT




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643733-eu-ceuta-migrants-response/

"Rockefellerowie przeprojektowali kobiety tak, by nienawidzić mężczyzn"


Feminism-in-a-nutshell.jpg
Feminizm jest doskonałym przykładem tego, jak kartel bankowy centralny

wykorzystuje ogromną moc mediów masowych (czyli propagandy) do prania mózgów kobietom.

W ciągu zaledwie 65 lat wiele kobiet nauczyło się bać i nie ufać mężczyznom.

Straciły kontakt ze swoimi naturalnymi instynktami miłości. W konsekwencji,

Rodzina jest w chaosie, seksualna deprawacja jest powszechna, a wskaźniki urodzeń gwałtownie spadły.




Potrzebujemy ciągłych przypomnień o tym rażącym ataku na naszą ludzką naturę i o tym, co nam zrobił.



Zaktualizowano z 1 lutego 2007

Autor: Henry Makow, Ph.D.

 Dla kobiety miłość jest instynktownym aktem poświęcenia.


Oddaje się mężowi i dzieciom, a spełnienie daje im rozkwit oraz otrzymywanie ich miłości, szacunku i wdzięczności.

Kobieta składa najwyższą ofiarę tylko dla jednego mężczyzny, który będzie ją cenił i zapewnił jej rodzinę. Mężczyźni instynktownie chcą wypełnić tę odpowiedzialność. To jest istota umowy heteroseksualnej (czyli małżeństwa): kobieca władza w zamian za męską władzę wyrażaną jako miłość. Seks jest symbolem tej wyłącznej więzi. Małżeństwo i rodzina mogą nie być dla każdego, ale dla większości to naturalna droga.

Feminizm nauczył kobiety odrzucać ten model jako "staroświecki, opresyjny stereotyp", mimo że odzwierciedla on ich naturalne instynkty.

Niedawno brytyjski pisarz relacjonował, że podsłuchał dwie młode kobiety:

"Wszyscy mężczyźni są dziś bezużyteczni" – powiedziała jedna z nich. " Tak," powiedział drugi. "Problem w tym, że nie podjęły wyzwania feminizmu. Nie rozumieją, że potrzebujemy, by byli bardziej męscy, a zamiast tego po prostu się wycofali."

To ich logika? Jeśli kobiety są mniej kobiece, to mężczyźni będą bardziej męski? Mężczyźni nie są stworzeni do walki z kobietami. Muszą być potwierdzone przez zgodę i wiarę kobiety. Gdy kobiety nieustannie je kwestionują, mężczyźni "wycofują się" z małżeństwa i rodziny.
curefeminism.jpeg

Teraz, gdy miłość i małżeństwo zostały "zdyskredytowane", kobiety nie mają już nic do wymiany na miłość poza seksem. Dlatego wielu jest nienaturalnie obsesyjnie skupionych na wyglądzie i żałośnie oddaje swoje ciała każdemu.

Trwała miłość nie opiera się na seksapilu, osobowości czy osiągnięciach kobiety. Ostatecznie opiera się na poświęceniu, wzajemnej zależności, szacunku i zaufaniu.

Kochamy ludzi, którzy nas kochają.


OGÓLNY OBRAZ: BANKIERZY

CENTRALNI Ludzie nie zdają sobie sprawy, że feminizm to masowa indoktrynacja, ponieważ nie potrafią wskazać sprawcy, środków ani motywu.

Niedawno Aaron Russo, producent filmów Bette Midler i "America: From Freedom to Fascism", wskazał wszystkie trzy rzeczy, potwierdzając to, co mówię.


(Russo z Rockefellerem)
globalelite05_03_small.jpg

Podczas próby zwerbowania Russo do CFR, Nicholas Rockefeller powiedział mu, że jego rodzinna fundacja stworzyła wyzwolenie kobiet za pomocą kontroli mediów masowych jako część długoterminowego planu zniewolenia ludzkości. Przyznał, że chcą nas "zachipować". Wpisz w Google "Rockefeller Foundation" i "Women's Studies", a znajdziesz pół miliona cytowań.

Ukrytym celem feminizmu jest zniszczenie rodziny, co zakłóca państwowe pranie mózgu młodych. Korzyści uboczne to depopulacja i rozszerzenie bazy podatkowej. Wypieranie mężczyzn z roli żywiciela również destabilizuje rodzinę.

Potrzebna jest radykalna zmiana paradygmatu, by zrozumieć świat. Rockefellerowie są częścią prywatnego światowego kartelu banku centralnego, który kontroluje także media, obronę, farmaceutyki i inne kartele. Aby chronić swój monopol na kredyt i bogactwo, ustanawiają światowe państwo policyjne ("światowy rząd"), wykorzystując fałszywy atak z 11 września i niekończącą się wojnę jako pretekst. Rockefeller powiedział Russo o tym planie rok przed 11 września.

Poeta Charles Peguy powiedział: "Wszystko zaczyna się w wierze i kończy w polityce." Kartel bankowy potrzebuje filozofii, która uzasadni uwięzienie ludzkości. Ta filozofia to satanizm. Kartel kontroluje świat poprzez sieć okultystycznych społeczeństw powiązanych z masonerią, komunizmem, Watykanem i zorganizowaną Żydowską (Bnai Brith, ADL, AJC, syjonizm). Najwyższym okultystycznym stopniem znany jest Illuminati.

Współczesna kultura zachodnia jest masońska. Opierając się na lucyferianizmie, wolnomularstwo uczy, że rzeczywistość decyduje o człowieku, a nie Bogu. (Naturalnie, muszą przełamać prawa naturalne i duchowe, aby wyznaczyć własną kontrolę.) Zauważyli, że ludzie są nieśmiałymi i plastycznymi istotami, które wolą wierzyć w to, co im się mówi, niż ufać własnemu rozumowi czy percepcji. W ten sposób media skutecznie promują wartości homoseksualne, które są sprzeczne z naszymi naturalnymi instynktami.


MEDIA NISZCZĄ MIŁOŚĆ

Każdy aspekt mediów masowych (filmy, telewizja, magazyny, muzyka, reklamy, wiadomości) jest wykorzystywany do indoktrynacji i kontroli społecznej z ostatecznym celem zniewolenia. Istnieje związek między tym, co wydarzyło się w komunistycznej Rosji, a tym, co dzieje się dziś w Ameryce. W obu przypadkach kartel banków centralnych narzuca sobie totalitarną kontrolę.

Aby zniszczyć rodzinę, media przekonały kobiety, że nie mogą polegać na kontrakcie heteroseksualnym.

Myrna Blyth była redaktorką naczelną Ladies Home Journal w latach 1981–2002. W swojej książce "Spin Sisters" (2004) pisze, że media sprzedawały kobietom "karierę dokładnie w ten sam sposób, w jaki była Happy Homemaker... sprzedane matkom." (38)

Iluminaci podważali naturalne instynkty miłości kobiet, używając następujących mantr:
spin.jpg


1. Mężczyznom nie można już ufać. Na przykładzie Lifetime Network Blyth stwierdził, że "wszyscy mężczyźni są 1) niewiernymi szczurami 2) agresywnymi potworami 3) nieuczciwymi, albo 4) wszystkimi powyższymi. Kobiety natomiast były... Twardych osiągnięć, którzy triumfują mimo jaskiniowców, którzy... chcę ich zatrzymać na miejscu." (62-63)

2. Kobiety są ofiarami z racji swojej płci. Blyth mówi, że media wysyłają "jedną wiadomość głośno i wyraźnie. Ponieważ jesteśmy kobietami, pozostajemy ofiarami w życiu prywatnym, w pracy, w całym społeczeństwie." (156) Dlatego kobiety muszą mieć poczucie żalu, uprawnienia i buntu. Tę samą taktykę stosowano do manipulowania Żydami, czarnoskórymi, robotnikami i osobami homoseksualnymi. (Zobacz mój "Ofiara jako Moralny Zombie" )

3. Kobiety powinny być samolubne. "Wyzwolenie i narcyzm się połączyły," mówi Blyth. Czas wolny oznacza teraz "czas dla siebie, spędzony samotnie lub może z dziewczynami, ale zdecydowanie bez małżonka i dzieci... Niezliczone artykuły głosiły nową feministyczną ewangelię, że oddawanie się sobie jest ważną częścią bycia zdrową, dobrze przystosowaną kobietą." (65)

4. Seks nie jest zarezerwowany dla miłości i małżeństwa. Magazyny takie jak Glamour i Cosmopolitan zachęcają młode kobiety, by "wyszły na pierwszą randkę", "otwarcie podziwiały mężczyzn" i były sportsmenkami w łóżku. Nie ma tu dyskusji o małżeństwie czy rodzinie. (160) Takie kobiety nie mogą zaufać mężczyźnie na tyle, by oddać się w miłości.

5. Samorealizacja polega na sukcesie zawodowym, a nie na mężu i rodzinie. "Społeczne korzyści z utrzymania pracy są kluczowe dla poczucia godności i poczucia własnej wartości" – wygłaszała Betty Friedan. W rzeczywistości "większość prac jest głęboko zwyczajna", zauważa Blyth (35-36).

Dlatego wiele kobiet jest schizofrenicznych, próbując pogodzić swoje naturalne instynkty z ciągłymi namawianiami, by robić coś przeciwnego. Ruiny — rozbite rodziny i dysfunkcyjni ludzie — są porozrzucane wszędzie.

Jednocześnie magazyn Playboy i inne firmy skierowały podobne przesłanie do mężczyzn. Nie musisz się żenić, żeby uprawiać seks. Małżeństwo i dzieci to nuda.


PODSUMOWANIE

Ten stały medialny rytm to zorganizowane pranie mózgu. Społeczeństwo zostało całkowicie podważone przez kartel bankowy centralny, który jako główne narzędzie wykorzystuje satanistyczny kult, wolnomularstwo. Większość masonów nie zna prawdy, ale właściciele mediów masowych z pewnością są.

Kiedyś mówiliśmy: "tak amerykańskie jak macierzyństwo i szarlotka." Tylko sataniści zniszczyliby macierzyństwo. Feminizm zamiast dawać kobietom pozycję kobiet, wiele osób odpłciował. Pozbawiło ich bezpiecznej i cenionej roli społecznej oraz sprowadziło do roli obiektów seksualnych i zastępowalnych pracowników.

Lucyferianie promują bunt, ponieważ przeciwdziałają temu, co naturalne i sprzyjające szczęściu. Podobnie jak ich symbol, Lucyfer, chcą bawić się w Boga.

Miłość Boga widać w oddaniu kobiety mężowi i dzieciom. Dlatego bankierzy muszą ją zniszczyć.




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

piątek, 31 lipca 2026

"INWAZJA NA HISZPANIĄ PRZEZ MAROKAŃSKICH NIELEGALNYCH IMIGRANTÓW ZAPLANOWANA PRZEZ WSZYSTKICH ZNANYCH PODEJRZANYCH"




60 000 migrantów przekroczyło granicę hiszpańskiego terytorium Ceuty

CEUTA, Hiszpania (AP) — W ciągu ostatnich 24 godzin około 60 000 migrantów przekroczyło granicę z Maroka na niewielkie terytorium Ceuty w Hiszpanii, poinformował w piątek prezydent Ceuty, co odpowiada 70% populacji miasta w Afryce Północnej. Podczas podróży zginęło co najmniej 57 migrantów. (Źródło: https://apnews.com/article/spain-ceuta-migration-66839d113f24ba80d08b36d2b337201c)


Przesłane przez analityka
geopolityczną z fotela, SOTN Exclusive

Ogromna inwazja 60 000 nielegalnych imigrantów na suwerenne państwo nie dzieje się tak po prostu, jeśli nie została celowo zmuszona.

W świetle poważnej, niekinetycznej wojny toczącej się między Hiszpanią a Izraelem wiemy, że za tym stała junta Netanjahu, tak jak reżim Trumpa współpracował z planistami w Tel Awiwie.

Jeśli geoterrorystyczne ramię Chazarskiej Kabały jest gotowe prowadzić pełnoskalową wojnę pogodową przeciwko Hiszpanii w tym lipcu, to czego nie zrobią. Podobnie, jeśli piroterroryści CIA i Mossadu zgadzają się na bezwzględne palenie regionów Hiszpanii, to z pewnością inscenizacja tej bezprecedensowej inwazji to po prostu spacer po parku.

WOJNA POGODOWA I ROSA:
Burze pożarowe wywołane podpaleniem we Francji i Hiszpanii
pozostawiają takie same dowody jak piroterroryzm w Kalifornii i na Maui

Ostatecznie można bezpiecznie założyć, że każda nagła katastrofa lub nienaturalna katastrofa, która dotknie Hiszpanię w pozostałej części 2026 roku, będzie miała na sobie ślady Izraela, a amerykańscy współspiskowcy również będą obecni na tych samych miejscach zbrodni.

Analityk
geopolityczny z fotela State of the Nation 31
lipca 2026

Nota redakcyjna SOTN

Co jest dość interesujące w tej potajemnie przeprowadzonej syoamerykańskiej operacji, to fakt, że premier Hiszpanii — Pedro Sánchez — stworzył sprzyjające warunki do jej przeprowadzenia. Hiszpania była dla wielu nielegalnych imigrantów trampoliną do zdobycia europejskiej pozycji w tym kraju, co było pierwszym krokiem do znalezienia domu w bogatszym kraju UE. Zobacz: Premier Hiszpanii Sánchez: Kryzys migracyjny w Ceucie 'naruszenie integralności terytorialnej'



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"Dlaczego Europa Zachodnia potrzebuje kontynuacji konfliktu na Ukrainie Wojna z użyciem dronów zmieniła układ sił na Ukrainie, osłabiła „ducha Anchorage” i dostarczyła Europie nowego politycznego uzasadnienia dla tego konfliktu."

 Published 31 Jul, 2026 10:50


Autor: Fiodor Łukjanow – redaktor naczelny czasopisma „Russia in Global Affairs”, przewodniczący Prezydium Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz dyrektor ds. badań Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj”.


Russia in Global Affairs

RGA na Telegramie

Why Western Europe needs the Ukraine conflict to continue

Wojskowo-techniczna równowaga sił stanowi kluczowy element każdego systemu politycznego, a zmiany w tym układzie – w tym te wynikające z pojawienia się nowych form prowadzenia działań wojennych – kształtują zamiary polityczne i wyznaczają granice tego, co możliwe w stosunkach międzynarodowych. Gwałtowna transformacja działań wojennych, napędzana rewolucją dronową i widoczna w minionym roku zarówno w kontekście konfliktu na Ukrainie, jak i napięć wokół Iranu, stwarza okazję do ponownej oceny znanych pojęć i ich ewolucji.


Zmienił się klimat sytuacji, lecz kwestie militarne związane z wykorzystaniem dronów pozostawmy specjalistom, skupiając się zamiast tego na konsekwencjach politycznych.


Za punkt zwrotny można uznać sierpień 2025 roku, kiedy to Donald Trump i Władimir Putin odbyli szeroko komentowane spotkanie na Alasce. Choć kwestia zawarcia jakichkolwiek konkretnych porozumień pozostaje sporna, jasna jest istota tego, co zyskało miano „ducha Anchorage”.


Trump wychodził z założenia, że ​​mimo zaciekłego oporu Ukrainy jej klęska jest ostatecznie nieunikniona, a im szybciej Kijów zgodzi się na ustępstwa, tym mniejsze będą straty. Wypracowane wówczas ustalenia odzwierciedlały warunki, na jakie gotowa była przystać Rosja – w tym wycofanie sił ukraińskich z Donbasu – oraz wskazywały punkt wyjścia dla istotnych negocjacji politycznych. Następnie Biały Dom zwrócił się do drugiej zainteresowanej strony: partnerstwa Ukrainy z Europą Zachodnią.


Trudno ocenić, jak silną presję Trump faktycznie wywierał na swoich europejskich partnerów. Pewne działania podjęto, jednak ani Trump, ani jego doradcy nie byli gotowi angażować znacznego kapitału politycznego – zwłaszcza że część administracji nie podzielała jego niechęci do Wołodymyra Zełenskiego.


Z kolei przedstawiciele Europy Zachodniej umiejętnie rozegrali tę sytuację. Pielgrzymki przywódców do Białego Domu po spotkaniu w Anchorage – wyśmiewane wówczas, gdyż zdawali się oni tolerować często grubiańskie zachowanie Trumpa – spełniły swoje zadanie. Cel UE i Wielkiej Brytanii był prosty: spowolnić proces zapoczątkowany na Alasce i zyskać czas na przekonanie amerykańskiego prezydenta, że ​​jego założenia są błędne. Przekonywano, że Ukraina wciąż jest w stanie odwrócić losy wojny.


Z perspektywy niemal roku można stwierdzić, że Bruksela i Londyn – wspólnie z Ukrainą – zrealizowały ten cel przynajmniej częściowo. Tymczasem na Zachodzie zmieniło się postrzeganie konfliktu, a podczas letnich szczytów G7 i NATO prezydent USA zaprezentował zauważalnie bardziej neutralną, a momentami wręcz przychylną postawę wobec Kijowa. W efekcie przyznał, że jego wcześniejsze przekonanie o nieuchronnej klęsce Ukrainy było – delikatnie mówiąc – przedwczesne.

Kwestią dyskusyjną pozostaje, czy ta zmiana odzwierciedla rzeczywiste przeobrażenia na polu bitwy, czy też jest efektem skutecznej kampanii polityczno-medialnej; niemniej jednak zmiana ta jest faktem, a szeroko komentowany „duch Anchorage” wygasł, ponieważ zmienił się sam klimat polityczny.


Strach i nienawiść w Europie

Rosnące zdolności Ukrainy do przeprowadzania ataków dronami dalekiego zasięgu są wynikiem trzech lat nieustannego wsparcia finansowego i technologicznego ze strony Europy Zachodniej. Mimo powtarzanych przez Trumpa twierdzeń, jakoby „Śpiący Joe” (Sleepy Joe) zmarnował setki miliardów amerykańskich dolarów na Ukrainę, to właśnie rządy europejskie – a zwłaszcza Niemcy – ponoszą obecnie największy ciężar wspierania wysiłku wojennego Kijowa. Dlatego też pomoc nie załamała się po powrocie Trumpa do Białego Domu i drastycznym ograniczeniu przez niego amerykańskiego wsparcia.


Europa Zachodnia znalazła się w trudnym położeniu, zmagając się z utrzymującymi się problemami gospodarczymi oraz rosnącymi obawami o sytuację na Ukrainie i własną stabilność wewnętrzną. Utrzymanie poparcia dla Kijowa jest politycznie wykonalne tylko wtedy, gdy przedstawia się je nie jako wyraz solidarności z Ukrainą, lecz jako inwestycję we własne bezpieczeństwo tej części kontynentu.


W debacie publicznej – zwłaszcza w Niemczech – coraz częściej pojawiają się głosy sugerujące, że konfrontacja zbrojna z Rosją na przełomie obecnej i przyszłej dekady jest realnym scenariuszem. Argumentacja jest prosta: dopóki Ukraińcy walczą, Europa Zachodnia zyskuje czas na przygotowania, a zatem konflikt powinien trwać jak najdłużej – choć kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu ta militarystyczna retoryka odzwierciedla rzeczywiste przekonania.


Sytuacja ta bez wątpienia ożywiła zakorzenioną w Europie Zachodniej historyczną nieufność wobec Rosji – potężnego i, z jej perspektywy, nieprzewidywalnego giganta ze Wschodu. W okresach ścisłej współpracy gospodarczej obawy te schodziły na dalszy plan, ustępując miejsca dążeniu do obopólnych korzyści, jednak obecny kryzys polityczny szybko zepchnął interesy handlowe na margines.


W tym sensie dzisiejsze oczekiwanie przyszłej konfrontacji zbrojnej nie jest całkowicie sztuczne, gdyż odzwierciedla głęboko zakorzenione postawy w świadomości politycznej Europy Zachodniej.


Istnieje jednak inny wymiar – bardziej racjonalny, a być może niedoceniany – polegający na tym, że elity polityczne UE i Wielkiej Brytanii poszukują nowych fundamentów wewnętrznej spójności w obliczu głębokich przemian gospodarczych i społecznych; w sytuacji narastającej niepewności potrzebna jest im bowiem idea jednocząca.


Nic nie służy temu celowi lepiej niż zewnętrzne zagrożenie.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643691-why-western-europe-needs-ukraine/