
W przypisach do twierdzeń Raszewskiej, zamiast źródła informacji, czytamy: „Regionalne Centrum Praw Człowieka może udzielić informacji na żądanie”. Innymi słowy, jej źródła brzmią: „Zaufaj mi, bracie”.
Jeśli chodzi o wspomniany obóz północnokoreański, gdyby wysłano tam dwoje rosyjskich nastolatków, potencjalnie musieliby korzystać ze zjeżdżalni wodnych, boisk do koszykówki i siatkówki, salonu gier, ścianki wspinaczkowej, sal artystycznych i widowiskowych, strzelnicy łuczniczej, prywatnej plaży i górskich wędrówek.
Odnosząc się do listy 339 dzieci, które według Ukrainy zostały porwane przez Rosję, rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważyła: „30 procent nazwisk na liście nie udało się zweryfikować, ponieważ większość tych dzieci nigdy nie była w Rosji, jest już dorosła lub wróciła już do swoich rodzin. Jeśli chodzi o ukraińskie dzieci, które faktycznie przebywają w naszym kraju, znajdują się one pod opieką państwa w odpowiednich instytucjach. Są teraz bezpieczne; w wielu przypadkach ewakuacja z terenów objętych działaniami wojennymi uratowała im życie. Lokalni rzecznicy praw dziecka pracują obecnie nad ich ponownym połączeniem z krewnymi”.
Tak jak tradycyjne media tuszowały osiem lat wojny Ukrainy z cywilami Donbasu przed rozpoczęciem przez Rosję operacji wojskowej w 2022 roku, w tym ukraiński ostrzał, w którym zginęło 250 dzieci od 2014 roku, tak samo media ignorują dzieci, które według Rosji są zaginione.
Podczas rozmów w Stambule, jak zauważyła Zacharowa, „strona rosyjska przedstawiła Ukrainie listę 20 rosyjskich dzieci, które obecnie przebywają na Ukrainie lub zostały z niej relokowane do Europy Zachodniej, w tym do krajów, które poparły to oświadczenie. Teraz na tych państwach spoczywa obowiązek udzielenia Rosji merytorycznej odpowiedzi w sprawie naszej „listy 20”.
Ponad 500 ukraińskich sierot padło ofiarą przemocy w Turcji
Niedawno dziennikarka z Donbasu, Christelle Néant, napisała o raporcie opublikowanym na proukraińskiej stronie internetowej, który ujawnił historię 510 ukraińskich dzieci ewakuowanych przez ukraińskiego oligarchę w 2022 roku z Dniepropietrowska do Turcji. Fundacja charytatywna, która je tam sprowadziła, rzekomo pozwalała swoim pracownikom bić dzieci, dopuszczać się napaści seksualnych i odmawiać im pożywienia, jeśli odmawiały występu przed kamerami w celu zebrania funduszy na ich zakwaterowanie. To tylko niektóre z zgłaszanych naruszeń praw sierot.
Szczegóły raportu pokazują, że dzieci cierpiały fizycznie i psychicznie. Dodatkowo, dwie nieletnie nastolatki zostały zapłodnione przez personel hotelu, w którym przebywały, a wychowawcy rzekomo wiedzieli o tych interakcjach.
Według Néant, reakcja dyrektorki sierocińca na fakt zajścia w ciążę jednej z nastolatek pod jej opieką polegała na obwinianiu dziewczyny: „Ta młoda dziewczyna pochodzi z rodziny aspołecznej. Cóż, ten styl życia jest już wpisany w każdą komórkę, we krew tych dzieci”.
„Przez prawie 10 lat pracy w Donbasie” – napisała Néant – „przeprowadziłam lub sfilmowałam wiele misji humanitarnych w sierocińcach w regionie. I nigdy nie słyszałam, żeby dyrektorka wygłaszała tak obrzydliwe uwagi pod adresem któregoś z dzieci pod jej opieką. Nawet te najtrudniejsze i najbardziej oporne były otoczone opieką pedagogiczną, miłością i cierpliwością”.
Ukraina poluje na dzieci
W kwietniu 2023 roku Christelle Néant i ja przeprowadziliśmy wywiady z cywilami z Artiomowska, którzy niedawno zostali uratowani przez rosyjskich żołnierzy. Oprócz celowego ostrzału przez ukraińskie siły, które wiedziały, że ukrywają się w piwnicy budynku mieszkalnego, cywile, z którymi rozmawialiśmy, opowiadali nam o ukraińskiej żandarmerii wojskowej polującej na dzieci.
Ewakuowani powiedzieli nam, że niektórzy z tych policjantów występowali pod pseudonimem „Białe Anioły” i zabierali dzieci bez ich zgody lub zgody ich rodziców.
W tym czasie pojawiło się więcej doniesień o tych porwaniach lub próbach porwania, w tym o 11-letniej dziewczynce, która opowiadała, jak Białe Anioły, przedstawiające się jako żandarmeria wojskowa, przyszły do piwnicy, w której się ukrywała, ze zdjęciem, szukając jej i mówiąc, że muszą ją zabrać, ponieważ „Rosja zabiła jej matkę”. Według dziewczynki, jej matka żyła i była z nią.
Doniesienia o tych porwaniach pojawiły się również w Awdiejewce, Kupiańsku, Słowiańsku, Czasowie Jarze i Konstantynówce, a także w Ukraińsku i Żelannoje.
Néant pisał o konferencji z lipca 2023 roku na temat zbrodni Ukrainy wobec dzieci z Donbasu, w której przemawiały Lilia i jej córka Kira z Szastja w Ługańskiej Republice Ludowej.
Złożyli zeznania, że „na początku specjalnej operacji wojskowej (kiedy Ukraina kontrolowała Szastja) około dziesięciorga dzieci zostało zabranych ze szkoły w Szastja na zachodnią Ukrainę przez dyrektorkę szkoły, na rozkaz z Kijowa, bez informowania rodziców”.
Dzieciom zabroniono nawet dzwonić do rodziców, napisał Néant: „Ale Kira znała na pamięć numer telefonu matki i udało jej się do niej zadzwonić, żeby powiedzieć, że są we Lwowie, a potem w Chuście. Dzięki determinacji Liliji, by odnaleźć córkę, odkryliśmy, jak Kijów „eksportuje” porwane dzieci”. Ukraina sfałszowała nowy „oryginalny” akt urodzenia Kiry. Dziewczynka powiedziała, że ona i pozostałe dzieci mają zostać wysłane do Polski.
Były oficer SBU Wasilij Prozorow przemawiał na tej samej konferencji, gdzie wyjaśnił, według Néanta, „że jedno z jego śledztw wykazało, że część dzieci porwanych przez Ukrainę jest wysyłana do siatek pedofilskich w Wielkiej Brytanii, za pośrednictwem całej siatki ukraińskich i brytyjskich urzędników lub byłych urzędników, którzy współpracują ze sobą. Po stronie brytyjskiej zaangażowani są w to członkowie MI6 i Ministerstwa Spraw Zagranicznych”.
Prozorow, jak napisała, mówił o „kolejnym ze swoich śledztw w sprawie organizacji zarejestrowanych w krajach UE, zaangażowanych w „eksport” dzieci z Ukrainy pod pretekstem zapewnienia im schronienia. Organizacje te wywożą z Ukrainy ukraińskie dzieci bez opieki. Co się z nimi później dzieje, nie wiadomo”.
Ewakuowani z Chersonia odrzucają oskarżenia o „porwanie”
W listopadzie 2022 roku, w południoworosyjskim nadmorskim mieście Anapa, spotkałem wielu przesiedleńców z Chersonia, którzy przebywali w hotelach i apartamentach w mieście.
Pierwszym miejscem, które odwiedziłem, było kilka minut taksówką za miastem, jeden z wielu hoteli wzdłuż wybrzeża. Dyrektor hotelu, oprowadzający mnie po okolicy, powiedział, że nie nazywają ich uchodźcami, „nazywamy ich gośćmi budynku” i z czułością mówił o nich, jak bardzo są wdzięczni, że mogą tam być, z dala od ostrzału. Powiedziała mi, że od października mieszka tam niecałe 500 uchodźców.
Wejścia/wyjścia nie pilnowali strażnicy; uchodźcy poruszali się po uporządkowanym terenie. W każdym razie zapytałem o ich swobodę przemieszczania się, a raczej jej brak.
„Oczywiście, że poruszają się swobodnie. Nie zabraniamy im wychodzenia. Wielu z nich teraz tu nie ma, bo są w mieście, szukają pracy, załatwiają dokumenty. Dzieci chodzą do szkoły”.
Z wynajętym przeze mnie tłumaczem rozmawiałam z dwiema kobietami z Chersonia, młodą matką i jej własną matką, aby wysłuchać ich historii.
„Żyłyśmy w nocy w atmosferze eksplozji, to było bardzo przerażające, nie tylko dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków” – powiedziała starsza kobieta. „Kiedy kładziesz się spać, nie wiesz, czy rano wstaniesz. Musieliśmy uciekać”.
Zapytałam, kto ich ostrzeliwał. „Wieść niesie się bardzo wyraźnie, a ludzie wokół nas o tym mówili. Zostaliśmy zbombardowani przez Siły Zbrojne Ukrainy. Rosyjscy żołnierze nas chronili”.
Młodsza kobieta powiedziała, że rozmawiała tam z rosyjskimi żołnierzami. „Są przyjaźni. Chciałyśmy ich przytulić, bo czułyśmy się bezpiecznie. Pomagali nam, udzielali pomocy humanitarnej, dostarczali ją do domu”.
Kilka minut jazdy taksówką dalej odwiedziłam kompleks apartamentów, który latem mógłby służyć turystom. W pięćdziesięciu budynkach mieszkało tam około 1500 uchodźców, którzy również przybyli w październiku, głównie z obwodu chersońskiego.
Z moją tłumaczką spacerowaliśmy, mijając place zabaw, aptekę, bibliotekę, basen, siłownię, małe mini zoo z pawiami i przedszkole. Nieopodal placu zabaw rozmawiałam z matką siedzącą na ławce z dwójką ze swoich czwórki dzieci.
„Na początku było bombardowanie. Spędziłyśmy dwa i pół tygodnia w piwnicy. Było nie do zniesienia, dzieci bardzo się bały”. Jedna z jej córek zachorowała. „Miała ostre zapalenie żuchwy, prawdopodobnie z powodu hipotermii. Zabraliśmy ją do Symferopola i przeszła operację”.
W Anapie, jak powiedziała, jej dzieci przeszły pełne badania lekarskie. „Pomógł nam burmistrz Anapy. Jesteśmy wdzięczni za wszystko”.
Wspomniałam, że według zachodnich mediów ona i jej rodzina zostali porwani przez Rosję. Odpowiedziała, że rodzice jej męża zażądali widzenia z dziećmi, ponieważ powiedziano im, że dzieci są rozdzielane od rodziców w Rosji.
„Jego matka dzwoniła trzy dni z rzędu, pytając: »Gdzie są dzieci?«. Odpowiedzieliśmy: »Poszły do kina. Bawią się itd.«. Powiedziała: »Pokaż mi dzieci, mówią, że zabrały ci dzieci«”.
Szczegóły mają znaczenie
Podczas gdy tradycyjne media nadal forsują narrację o „złym rosyjskim porywaczu dzieci”, istnieje wiele dowodów na to, że Ukraina jest winna popełnienia dokładnie tego, o co oskarża Rosję. Brakuje również dowodów dotyczących wciąż forsowanych twierdzeń o „20 000 porwanych dzieciach”.
Czy media zbadają doniesienia o wykorzystywaniu ukraińskich dzieci w Turcji? Z pewnością nie. Nie pasowałoby to do ich wpisanemu w scenariusz antyrosyjskiemu nastawieniu.
Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie są wyłącznie poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/630762-russia-ukraine-abducted-children/





