Nie tak wspaniale dla podatników
autorstwa Ellen Brown
Na początku maja BlackRock po cichu zamroził wypłaty w kilku swoich funduszach kredytowych prywatnych, ograniczając wypłaty z pojazdów reklamowanych jako oferujące łatwą płynność.
Ruch ten był prawnie ważny, ale inwestorzy uznali, że drobny druk został wykorzystany przeciwko nim. Była to najbardziej widoczna łamina stresowa do tej pory na rynku bankowości cieni o wartości 3 bilionów dolarów, który niemal całkowicie wyszedł poza federalną kontrolę.
Prasa finansowa traktowała to jako odosobniony problem płynności, ale to ta sama strukturalna słabość, która doprowadziła do upadku branży oszczędnościowo-kredytowej – tylko zwiększona, sekurytyzowana i głęboko zakorzeniona w dzisiejszym systemie finansowym.
Załamanie S&L pod koniec lat 80. ustanowiło wzorzec, który rządził każdym poważnym kryzysem od tamtej pory: deregulacja, spekulacja, upadek, ratowanie, konsolidacja, powtarzanie. Ta pomoc kosztowała podatników szacunkowo od 124 do 160 miliardów dolarów, z czego znaczna część nadal pokrywa dług federalny.
Społeczeństwu mówiono, że branża spłaci koszty przez czterdzieści lat, ale nigdy tego nie zrobiła. Ustawa została po prostu przesunięta w przyszłość, a ta przyszłość jest teraz.
Zamrożenie BlackRock to najnowszy rozdział tej niekończącej się sagi ratunkowej. Ta sama wstrzymanie regulacji, która umożliwiła spekulacje na rynku obligacji śmieciowych w latach 80., pozwoliła dzisiejszym gigantom bankowości cieni rozwijać się bez istotnego nadzoru.
A gdy zakłady się pogorszyją, ryzyko ponownie przeniesie się na publiczny bilans. Aby zrozumieć, dlaczego system ciągle się psuje w ten sam sposób, musimy wrócić do momentu, gdy stary model bankowości opartej na społeczności został zlikwidowany i zastąpiony reżimem napędzanym kryzysowym, zależnym od ratunku.
Pakiet ratunkowy S&L znormalizował przekonanie, że społeczeństwo poniesie straty, podczas gdy prywatni aktorzy przejmują zyski. Zapoczątkowało to czterdziestoletnią transformację amerykańskiego bankowości, która trwała od kryzysu instrumentów pochodnych w 2008 roku, przez upadek Silicon Valley Bank, obecny kryzys private equity, aż po miliardy dolarów w formie instrumentów pochodnych z opóźnieniem.
Aby zrozumieć, jak przebiegała ta transformacja, musimy wrócić do momentu, gdy stary model bankowości opartej na społeczności został zlikwidowany i zastąpiony reżimem napędzanym kryzysowym, zależnym od ratunku.
Świat, który zbudował George Bailey i jak został zniszczony
Przez większość XX wieku amerykański przemysł oszczędnościowo-pożyczkowy funkcjonował jak Bailey Building & Loan w filmie To wspaniałe życie. Federalnie zarejestrowane firmy oszczędnościowe przyjmowały lokalne depozyty i udzielały długoterminowych kredytów hipotecznych na domy.
Limity stóp procentowych depozytów utrzymywały stabilność, podczas gdy Federal Savings and Loan Insurance Corporation (FSLIC) wspierała deponentów. To była forma bankowości nudna, lokalna i bezpieczna. Sklepy z oszczędnych źródeł finansowały powojenny boom mieszkaniowy, który stworzył amerykańską klasę średnią.
System ten zaczął pękać pod koniec lat 70., gdy dwucyfrowa inflacja cen konsumpcyjnych, wywołana embargiem OPEC na ropę w 1973 roku, skłoniła przewodniczącego Rezerwy Federalnej Paula Volckera do zdecydowanego podnoszenia stóp procentowych.
Do 1981 roku stopa procentowa wzrosła do 20%. Firmy oszczędnościowe musiały mieć kredyty hipoteczne o niskiej stopie zwrotu, generujące niższe oprocentowanie niż musiałyby płacić, by powstrzymać deponentów przed ucieczką do funduszy rynku pieniężnego o wyższych stopach zwrotu.
Gdzie znaleźć pieniądze, by wypełnić tę lukę? Odpowiedzią Kongresu była ustawa o deregulacji i kontroli monetarnej instytucji depozytowych z 1980 roku (DIDMCA) oraz Garn-St. Ustawa o instytucjach depozytowych Germain z 1982 roku. Te przepisy zlikwidowały limity stóp procentowych i znacząco poszerzyły możliwości inwestycyjne sklepów z opadami, pozwalając im gonić za ryzykownymi, lecz dochodowymi transakcjami w nieruchomościach komercyjnych, obligacjach śmieciowych i innych spekulacyjnych przedsięwzięciach.
Oszustwo zostało szczegółowo opisane przez Michaela Waldmana w jego książce z 1990 roku Who Robbed America? Przewodnik obywatelski po skandalu oszczędnościowo-pożyczkowym. Waldman dokumentuje, jak nowe zasady niemal z dnia na dzień przemieniły senne instytucje społecznościowe w kasyna o wysokich stawkach. S&L mogły teraz płacić dowolne stawki, by przyciągnąć "brokerowane" depozyty – "gorące pieniądze" z dowolnego miejsca.
Mogliby inwestować w wszystko, od centrów handlowych po maszynę do junk-bondów Michaela Milkena w Drexel Burnham Lambert. Wstrzymanie regulacyjne i presja polityczna ze strony garstki senatorów zwanych Keating Five podsycały napięcie. W połowie lat 80. około jedna trzecia z 3 800 second-handów w kraju była w poważnych tarapatach.
Waldman postrzegał kryzys S&L nie jako porażkę rynku, lecz jako celowy napad możliwy przez deregulację, chciwość i polityczne przejęcie. Setki sklepów z oszczędnymi środkami zostały splądrowane, miliardy dolarów zniknęły na marginesie obligacji, a spekulacje na rynku nieruchomości i jawne oszustwa szły na pełnych obrotach, pozostawiając zwykłych deponentów i podatników z niedogodnymi konsekwencjami. We wstępie do książki Waldmana Ralph Nader nazwał ją "bezprecedensową gorączką spekulacji i przestępczości biznesowej."
Przez dekady działalności rzeczniczej Nader wielokrotnie ujawniał ten schemat – deregulację finansową, która zamienia instytucje społecznościowe w kasyna, ratunki socjalizujące straty podczas prywatyzacji zysków oraz wzrost systemu bankowości cieni opartego na instrumentach pochodnych, który przyćmiewa realną gospodarkę.
Charles Keating i boom wykupu z lewaracją opartą na junk-bondach
Charles Keating uosabiał nową mentalność "chciwość jest dobra". W 1984 roku wykorzystał obligacje Drexel – obligacje dłużne o wysokim oprocentowaniu i wysokim ryzyku, emitowane przez firmę inwestycyjną Drexel Burnham Lambert – do przejęcia Lincoln Savings & Loan z Irvine w Kalifornii.
W ciągu kilku lat zainwestował 51 milionów dolarów w portfel obligacji śmieciowych o wartości 454 milionów dolarów. Większość z tego stanowiła papier Drexela – obligacje śmieciowe emitowane przez jego współpracowników w Drexel – tworzące okrągły, samowystarczalny rynek dla ryzykownych inwestycji.
Ekspansja ta była możliwa dzięki federalnej deregulacji, która pozwoliła S&L na hazard z depozytami ubezpieczonymi federalnie. Keating przejął aktywa Lincolna i odszedł od bezpiecznych kredytów hipotecznych, powiększając bilans spekulacyjnymi nieruchomościami i ryzykownymi kredytami deweloperskimi. Gdy te zakłady o wysokich stawkach zawiodły, sam upadek Lincolna kosztował podatników ponad 2 miliardy dolarów.
Keating ostatecznie odsiedział karę więzienia za oszustwa z papierami wartościowymi, ale wielu innych podążyło za jego strategią. Blackstone Group, założona w 1985 roku, wcześnie wkroczyła do handów z używanymi rzeczami. W tym samym roku Larry Fink inkubował BlackRock w Blackstone, aby zarządzać papierami o stałym dochodzie i zabezpieczonymi kredytami hipotecznymi.
Dziesiątki secondhandów załadowały się wysokodochodowymi obligacjami śmieciowymi, które generowała maszyna Michaela Milkena w Drexel. Te obligacje były paliwem dla leveraged buyoutów (LBO) – wrogich przejęć przez banki z Wall Street i nowe firmy private equity – firmy specjalizujące się w kupowaniu firm w celu ich restrukturyzacji.
Przejęliby firmę docelową za ogromne ilości pożyczonych pieniędzy, a następnie przeniesliby dług użyty do zakupu firmy na jej własne księgi, zmuszając ją do pokrycia własnego przejęcia.
Książka Waldman opisuje ludzkie koszty: małe firmy zmiażdżone przez drapieżne pożyczki, emeryci wymazani, gdy sklepy z oszczędnymi sklepami sprzedawały im bezwartościowe długi udające "bezpieczne" inwestycje, oraz całe społeczności wydrążone, gdy pękały bańki na rynku nieruchomości.
Ratunek chroniący niewłaściwych ludzi
Gdy muzyka ucichła, rząd działał szybko. Ustawa o reformie, odbudowie i egzekwowaniu instytucji finansowych z 1989 roku utworzyła Resolution Trust Corporation (RTC), aby radzić sobie z niewypłacalnymi inwestorami oszczędnościowymi. RTC ostatecznie rozwiązało 747 z nich, posiadając aktywa o wartości ponad 400 miliardów dolarów.
Deponenci zostali w całości spłaceni dzięki ubezpieczeniom FSLIC/FDIC – około 123,8 miliarda dolarów z funduszy podatników do końca dekady, plus kolejne 29 miliardów dolarów pochodziło z samego sektora oszczędnościowego. Ostateczny koszt netto dla podatników szacowany jest na około 124 do 160 miliardów dolarów.
Aby uspokoić oburzenie społeczne, Kongres i regulatorzy nalegali, że pakiet ratunkowy nie będzie trwałym obciążeniem. Branża bankowa, jak mówili, spłaci koszty przez ponad czterdzieści lat poprzez oceny i opłaty. Problem polegał na tym, że nie istniał mechanizm egzekwowania – nie było dedykowanego funduszu powierniczego, nie było przejrzystej księgowości, nie było wymogu, by pieniądze były faktycznie śledzone lub raportowane. Z biegiem lat obietnica gasła.
RTC została rozwiązana. Księgowość została włączona do operacji ogólnego rządu. Pamięć publiczna przygasła. A sektor bankowy, zamiast spłacić koszty, wyszedł z kryzysu większy, bardziej skoncentrowany i politycznie potężniejszy niż wcześniej.
Kryzys S&L był punktem zwrotnym, gdy Stany Zjednoczone przeszły od systemu finansowania opartego na społeczności na system zdominowany przez megabanki, kapitał spekulacyjny oraz aparat regulacyjny, który traktuje kryzysy jako okazje do konsolidacji.
Plan "czterdziestoletniej spłaty" był mniej planem finansowym, a bardziej politycznym tematem — sposobem na rozładowanie oburzenia i przeniesienie kryzysu z pierwszych stron gazet i daleko w przyszłość. Ale ta przyszłość jest teraz i rachunek już nadszedł.
Czterdziestoletnia nagroda, która nigdy nie nastąpiła
RTC miało sprzedać przejęte aktywa i odzyskać jak najwięcej, aby zrekompensować wypłaty z ubezpieczeń FSLIC/FDIC. Zamiast tego pozbywała się zaniepokojonych nieruchomości, pożyczek i portfeli obligacji śmieciowych po cenach wyprzedażowych – często groszach za dolara na najsłabszych rynkach – aby szybko zdobyć potrzebną gotówkę. Prywatni inwestorzy, w tym wczesni gracze private equity, tacy jak Blackstone, zgarnęli te okazje.
Gdy rynki ostatecznie się odbudowały, ci nabywcy zamieniali aktywa na niespodziewane zyski, podczas gdy podatnicy ponieśli trwałą stratę w różnicy między wartością rynkową a tym, co faktycznie odzyskano. Oficjalne dane pokazują, że RTC ostatecznie odzyskało około 85 procent "wycenionej wartości" obsługiwanych aktywów.
Brzmi to godnie uwagi, ale jest mylące. W porównaniu z pierwotną "wartością księgową" – czyli wartością tych aktywów przed kryzysem – ożywienie wynosiło bliżej 50 procent. Kupującymi byli zaawansowani operatorzy z Wall Street, którzy potrafili przeczekać cykl nieruchomości.
Rząd socjalizował straty, by chronić deponentów (co było słusznym celem), ale sprywatyzował zyski tym firmom, które przyczyniły się do spekulacji, tak że straty spadały na podatników, a nie na sprawców oszustw.
Same S&L były likwidowane, a ich kierownictwo i właściciele często odchodzili z "złotymi spadochronami" lub lekkimi karami. Ale prawdziwymi zwycięzcami były firmy z Wall Street, które dostarczały obligacje śmieciowe, doradzały przy transakcjach, a teraz kupowały aktywa w trudnej sytuacji tanio.
Płatności balonowe są już wymagane
Ustawodawcy zapewnili społeczeństwo, że pakiet ratunkowy nie stanie się trwałym obciążeniem. Koszty, jak mówili, zostaną spłacone "w czasie", głównie przez samą branżę finansową.
Aby uczynić tę obietnicę wiarygodną, Kongres utworzył dwa specjalne narzędzia finansowania – Financing Corporation (FICO) w 1987 roku oraz Resolution Funding Corporation (REFCorp) w 1989 roku – które emitowały obligacje trzydziesto- i czterdziestoletnie, aby pokryć straty.
Branża oszczędnościowa pokrywałaby odsetki, a długie terminy zapadalności dałyby regulatorom czas na odzyskanie aktywów i odbudowę funduszu ubezpieczeniowego. W praktyce spłata nigdy nie nastąpiła. Banki płaciły odsetki od obligacji FICO poprzez obowiązkowe oceny depozytów, które utrzymywały się do 2019 roku.
Ale opłaty były nakładane na wszystkie banki, nie tylko na sprawców. Był to więc ukryty podatek dla ludzi, ponieważ aby zrównoważyć swoje księgi, banki musiały obniżyć odsetki płacone deponentom – a kapitał tych obligacji zawsze miał być spłacany przez Skarb Państwa.
Obligacje REFCorp – największa część finansowania ratunkowego – były instrumentami bez kuponów, co oznaczało, że nie wypłacano odsetek rocznie. Zamiast tego cały kapitał plus zaliczone odsetki byłyby należne w momencie zapadalności.
Te terminy zapadalności przypadają na okres 2026–2030. Jak zauważa Fundacja Petera G. Petersona, "płatności za kryzys S&L zakończą się w 2030 roku, kiedy wszystkie obligacje REFCorp wykupią termin."
Branża second-handów nigdy nie spłaciła pakietu ratunkowego. Koszt został po prostu przesunięty czterdzieści lat w przyszłość, zakopany w federalnym długu i zapomniany. Teraz, gdy zbliżają się ostateczne balonowe płatności, Skarb Państwa – już przeciążony – niemal na pewno przeniesie pozostałe zobowiązania w długoterminowy dług rządowy, gdzie będą naliczane odsetki w nieskończoność. Rachunek za kryzys S&L nie został zlikwidowany. Zostało to odroczone. A teraz płaci za to społeczeństwo.
Schemat powtarza się — 2008, 2023 i teraz
Kryzys S&L ustanowił wzorzec, który powtarza się do dziś. W 2008 roku deregulacja, sekurytyzacja, spekulacyjne nadwyżki i jawne oszustwa doprowadziły do załamania rynku nieruchomości, które znacznie przewyższyły katastrofę S&L.
Społeczeństwu powiedziano sobie, że ratunek jest konieczny, aby zapobiec katastrofie gospodarczej. Aktywa upadłych instytucji były sprzedawane po dużych rabatach większym, lepiej powiązanym firmom. Efektem była dalsza konsolidacja i jeszcze większa koncentracja władzy finansowej.
W 2023 roku upadki Silicon Valley Bank, Signature Bank i First Republic były objawami tej samej strukturalnej kruchości: niezgodności między stanami, skoncentrowane bazy deponentów oraz ograniczenie regulacji, które zwolniło banki średniej wielkości z rozszerzonego nadzoru.
Gdy te banki upadły, reakcja podążała za znanym schematem. Regulatorzy gwarantowali depozyty, organizowali awaryjne przejęcia i zapewniali społeczeństwo, że system jest sprawny. JPMorgan Chase – już największy bank w kraju – wchłonął First Republic przy wsparciu rządowym.
Kryzys private equity i rozliczenie z bankowością cieni
Drapieżna kultura wykupu z lewaracją, zrodzona w erze Savings & Loan, przerodziła się w branżę private equity, która obecnie decyduje o stabilności amerykańskiego systemu finansowego. Dziś firmy takie jak Blackstone i BlackRock stanowią logiczny punkt końcowy wieloletniego regulacyjnego wycofania: system zaprojektowany do socjalizowania ogromnych strat podczas prywatyzacji zysków garstki miliarderów zarządzających funduszami.
Kongres i federalni regulatorzy obecnie śpiący wchodzą w stronę powolnego kryzysu bankowego. W jego centrum znajduje się załamający się rynek nieruchomości komercyjnych (CRE), gdzie do końca 2027 roku ma wyrosnąć ponad bilion dolarów długu. Te wieżowce biurowe i centra handlowe, wydrążone przez zmieniającą się gospodarkę i wysokie stopy procentowe, nie wspierają już ogromnych obciążeń zadłużenia nakładanych na nie przez właścicieli private equity.
Zagrożenie dotyczy nie tylko budynków, ale także regionalnych i średnich banków, które posiadają większość tych kredytów. Te banki są głównymi pożyczkodawcami dla naszych lokalnych społeczności, a ich bilansy są zatruwane przez agresywne, wysokozadłużone ryzyka firm takich jak Blackstone, które już zaczęły nie wypłacać z wysokoprofilowymi obligacjami biurowymi.
Kasyno instrumentów pochodnych – podręcznik S&L na sterydach
Ten sam mechanizm, który napędzał upadek S&L, jest teraz wzmocniony na rynku instrumentów pochodnych. W przeciwieństwie do tradycyjnego zabezpieczenia, nowoczesne instrumenty pochodne pozwalają instytucjom obstawiać na cenę ropy, akcji, kredytów hipotecznych czy stóp procentowych bez posiadania aktywa bazowego. Te sztuczne zakłady można tworzyć w nieograniczonej ilości.
Efektem jest globalna książka instrumentów pochodnych, której wartość nominalna szacuje się obecnie przez niektórych analityków na ponad kwadrilion dolarów – wielokrotnie większą niż realna gospodarka. Zabezpieczenia złożone na poparcie tych zakładów mogą być ponownie zastawiane – zadeklarowane, ponownie złożone i ponownie zobowiązane – co pomnoża dźwignię dźwigniową wykładniczo.
Jeden szok rynkowy, wezwanie do marży lub geopolityczne zakłócenie może przetoczyć się przez łańcuch, zamieniając aktywa widmowane w bardzo realne straty. To nie jest zabezpieczanie w tradycyjnym sensie – rolnicy chroniący przed złą pogodą w czasie zbiorów. To spekulacje warstwowe na spekulacjach, oparte na założeniu, że społeczeństwo zawsze będzie gotowe ponieść straty.
Co straciliśmy i co mogło zostać zbudowane
Mało omawianym skutkiem upadku S&L jest erozja bankowości społecznościowej. Przed kryzysem lokalni pożyczkodawcy odgrywali kluczową rolę w finansowaniu małych firm, przystępnych cenowo mieszkań oraz rozwoju lokalnego.
Znali swoje społeczności, rozumieli lokalne warunki i byli odpowiedzialni przed swoimi deponentami. Kryzys S&L zniszczył tysiące tych instytucji. Ocalałe banki zostały wchłonięte przez większe banki bez lokalnych powiązań.
W rezultacie spadek liczby pożyczek opartych na relacjach oraz wzrost liczby ustandaryzowanych, algorytmicznych decyzji kredytowych. Małe firmy napotykają większe bariery kredytowe. Społeczności wiejskie i o niskich dochodach mają trudności z przyciągnięciem inwestycji.
Lokalne gospodarki stały się bardziej podatne na krajowe i globalne trendy finansowe. Istniała inna droga – model bankowości w interesie publicznym, który zachowałby mocne strony S&L, jednocześnie eliminując luki, które czynią je łatwymi celami dla spekulacji i oszustw.
Państwowy Bank of North Dakota to stuletni przykład, jak bankowość publiczna może stabilizować system finansowy, wspierać banki społecznościowe i utrzymywać przepływ kredytów podczas kryzysów.
Dakota Północna ma sześciokrotnie wyższą średnią krajową niż banki społecznościowe na mieszkańca, głównie dzięki pożyczkom partnerskim BND z bankami lokalnymi, unią kredytową i CDFI, które wzmacniają się, a nie konkurują z lokalnymi pożyczkodawcami.
BND działa jak "miniFed" dla banków stanu, zapewniając płynność, udział w kredytach oraz wsparcie podczas spowolnień finansowych. Na szczeblu federalnym bankowość pocztowa kiedyś zapewniała bezpieczne, tanie usługi milionom Amerykanów. Na całym świecie banki infrastruktury publicznej wykazały, że pożyczki publiczne mogą być efektywne i odpowiedzialne fiskalnie.
Rozliczenie czterdziestoletnie
Kryzys S&L był początkiem nowej ery w amerykańskich finansach – ery zdefiniowanej przez deregulację, ryzyko moralne i stopniowe erozję demokratycznej kontroli nad systemem finansowym.
Porażki z lat 2008 i 2023 były przewidywalnymi skutkami systemu zaprojektowanego do prywatyzacji zysków i socjalizacji strat. Pytanie na 2026 rok brzmi, czy nadal będziemy akceptować strukturę finansową traktującą społeczeństwo jako wiecznego gwaranta ryzyka prywatnego, czy też w końcu zbudujemy system służący interesowi publicznemu. Czterdziestoletnie okno się zamyka, ustawa wciąż jest do zapłacenia, a społeczeństwo zasługuje na rozliczenie.
Ellen Brown jest prawniczką, autorką 13 książek oraz założycielką Public Banking Institute. Jej strona internetowa to EllenBrown.com.
____
https://capitolhillcitizen.substack.com/p/the-bailout-that-never-ended
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://stateofthenation.info/












