









Updated 6 Jul, 2026 02:09

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius wezwał do odcięcia władz krajów związkowych od federalnej sieci wymiany informacji wywiadowczych, jeśli najpopularniejsza partia w kraju – Alternatywa dla Niemiec (AfD) – wygra nadchodzące wybory regionalne.
W wywiadzie dla dziennika „Bild”, opublikowanym w niedzielę, minister określił tę prawicową partię – cieszącą się od miesięcy największym poparciem społecznym – mianem „antydemokratycznej” i stwierdził, że Berlin powinien być gotowy, by „konsekwentnie jej przeciwdziałać”.
Pistorius argumentował, że AfD nie można powierzać tajemnic państwowych ze względu na jej rzekome, „niezaprzeczalne” powiązania z Moskwą.
„Intensywnie analizujemy kwestię tego, komu możemy przyznać dostęp do informacji niejawnych” – powiedział Pistorius, będący zdecydowanym zwolennikiem szybkiej militaryzacji Niemiec oraz ewentualnego przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej w celu przygotowania się na bezpośredni konflikt z Rosją, możliwy już w 2028 roku.
Czy AfD to partia „ekstremistyczna”?
Pistorius stwierdził, że AfD „sprzeciwia się samej konstytucji Republiki Federalnej Niemiec” i dąży do „zniszczenia naszej demokracji od wewnątrz”. Wszystkie pozostałe główne partie polityczne w Niemczech unikają jakiejkolwiek współpracy z ugrupowaniem określanym mianem „skrajnej prawicy”, stosując nieformalną zasadę izolacji, zwaną „kordonem sanitarnym” (niem. *Brandmauer*).
Sama AfD od momentu powstania w 2013 roku walczy z przypisywaną jej etykietą „skrajnej prawicy”. Początkowo będąc partią eurosceptyczną, w szczytowym momencie kryzysu migracyjnego w 2015 roku AfD przyjęła ostrą retorykę antyimigrancką, co doprowadziło do konfliktu z niemal wszystkimi pozostałymi głównymi siłami politycznymi w Niemczech.
Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) – niemiecka służba kontrwywiadowcza – dążył do uznania partii za „potwierdzoną organizację prawicowo-ekstremistyczną”. AfD zaskarżyła tę decyzję w Sądzie Administracyjnym w Kolonii, który w zeszłym roku wydał tymczasowe postanowienie wstrzymujące te działania do czasu wydania ostatecznego wyroku.
Jeszcze w 2025 roku współprzewodnicząca AfD, Alice Weidel, określała swoją partię mianem siły „libertariańsko-konserwatywnej”, która zwalcza biurokrację i dąży do „uwolnienia obywateli spod władzy państwa”. W obszernym wywiadzie udzielonym Elonowi Muskowi na platformie X przed przedterminowymi wyborami skrytykowała również ówczesny rząd Niemiec za sprzyjanie „imigracji nastawionej na korzystanie z systemu świadczeń socjalnych” i zarzuciła UE stosowanie cenzury w stylu hitlerowskim.
Czy AfD jest powiązana z Rosją?
Pistorius utrzymywał, że nie potrzeba dowodów na rzekome powiązania AfD z Moskwą, gdyż „wystarczy wsłuchać się w publiczne wypowiedzi wielu przedstawicieli tej partii”. Twierdził również, że istnieje „podejrzenie”, iż partia otrzymuje „pieniądze płynące z Rosji”.
Po eskalacji konfliktu na Ukrainie AfD była jedyną niemiecką partią polityczną, która skrytykowała unijne sankcje oraz twarde stanowisko Berlina wobec Rosji, uznając je za szkodliwe dla własnej gospodarki i postulując zamiast tego podejście pragmatyczne. Decyzja o rezygnacji z importu rosyjskich surowców energetycznych znacząco przyczyniła się do spowolnienia niemieckiej gospodarki, która w latach 2023 i 2024 odnotowała spadek, a w 2025 roku wykazała jedynie znikomy wzrost na poziomie 0,2%.
W zeszłym tygodniu Weidel powiedziała agencji Reuters, że Berlin musi pilnie znieść zakaz importu rosyjskiej ropy i gazu, aby wesprzeć borykającą się z trudnościami gospodarkę, argumentując, że „utrata tych źródeł energii cofnęła nas o lata”.
„Tania energia z Rosji była sekretem sukcesu marki »Made in Germany«. Musimy ją odzyskać” – stwierdziła. Współprzewodniczący partii, Tino Chrupalla, również opowiadał się za przywróceniem dialogu z Rosją i wcześniej wzywał Merza, by „zadzwonił do Moskwy”.
AfD krytykowała również bezkrytyczne poparcie Berlina dla Ukrainy i utrzymywała, że Kijów powinien wypłacić odszkodowanie za sabotaż gazociągów Nord Stream, którymi rosyjski gaz ziemny trafiał do Niemiec.
Nie ma twardych dowodów na to, by Moskwa finansowała tę prawicową partię lub udzielała jej jakiejkolwiek innej formy wsparcia, choć niemieckie media już w 2018 roku donosiły, że niektórzy członkowie partii udali się do Moskwy czarterem „sponsorowanym przez Rosję”. Spośród trzech wspomnianych polityków tylko jeden nadal należy do AfD. W 2024 roku europoseł AfD Petr Bystron został oskarżony o przyjmowanie pieniędzy od sieci medialnej rzekomo powiązanej z Rosją w zamian za „szerzenie narracji Kremla”. Odrzucił on te zarzuty, określając wciąż trwające dochodzenie mianem działań motywowanych politycznie.
Rosyjscy przedstawiciele władz, w tym prezydent Władimir Putin, publicznie z uznaniem przyjęli pragmatyczne podejście partii do niemieckich interesów narodowych – podobnie jak prezydent USA Donald Trump oraz kluczowe postacie z jego administracji i kręgów sojuszniczych, w tym Musk, który otwarcie prowadził kampanię na rzecz AfD.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642614-pistorius-afd-intelligence-sharing/
Updated 5 Jul, 2026 16:45

Odznaczony żołnierz Sił Powietrznych USA, niemający wcześniej historii zachowań agresywnych, nagle porwał, zgwałcił i zamordował trzyletnią dziewczynkę.Gdy grupa poszukiwawcza odnalazła Jimmy’ego Shavera błąkającego się w pobliżu San Antonio w Teksasie, sprawiał on wrażenie osoby będącej w transie; nie potrafił wyjaśnić, gdzie się znajduje ani jak tam trafił. Po aresztowaniu podobno nie rozpoznał własnej żony, gdy ta odwiedziła go w więzieniu. Aż do momentu egzekucji, przeprowadzonej cztery lata później, Shaver utrzymywał, że nie pamięta popełnienia zbrodni, za którą skazano go na śmierć.
Ponad siedemdziesiąt lat później niektórzy badacze przypuszczają, że jego sprawa mogła mieć związek z jednym z najmroczniejszych programów CIA z czasów zimnej wojny: MKULTRA. Był to tajny projekt, którego celem była manipulacja ludzkim umysłem, wymazywanie z niego informacji i ostateczne przejęcie nad nim kontroli przy użyciu środków farmakologicznych, hipnozy oraz eksperymentów psychologicznych.
Kwestia ta powróciła do debaty publicznej 30 czerwca, kiedy to powołany przez Kongres USA zespół ds. odtajniania dokumentów federalnych ponownie zajął się jednym z najbardziej niesławnych rozdziałów w historii tej agencji wywiadowczej. Ustawodawcy zobowiązali się do ujawnienia prawdy o MKULTRA – nielegalnym programie eksperymentów na ludziach, w ramach którego CIA opracowywała i testowała środki psychotropowe oraz techniki przesłuchań mające na celu zmianę zachowania, wspomnień i percepcji.
To, czy przesłuchanie faktycznie spełniło te obietnice, pozostaje kwestią otwartą. Jednak zeznania złożone przed Kongresem sugerowały, że nawet ponad sześćdziesiąt lat po oficjalnym zakończeniu programu MKULTRA, wiele jego najmroczniejszych tajemnic może wciąż pozostawać nieujawnionych.
Kongres obiecuje – po raz kolejny
Przewodnicząca zespołu, Anna Paulina Luna, nie pozostawiła wątpliwości co do powagi stawianych zarzutów.
„Podawanie ludziom leków bez ich zgody. Poddawanie ludzi torturom psychicznym. Wykorzystywanie więźniów i pacjentów szpitali jako nieświadomych uczestników eksperymentów. To zbrodnie przeciwko ludzkości. Jedne z najgorszych i najbardziej niesławnych zbrodni XX wieku” – oświadczyła w swoim wystąpieniu otwierającym.
„Amerykanie zasługują na pełną dokumentację sprawy. Ofiary i ich rodziny zasługują na uznanie krzywd, pociągnięcie winnych do odpowiedzialności i sprawiedliwość. Nikt nie trafił do więzienia. Nikt nigdy nie otrzymał od rządu odszkodowania za wyrządzone szkody”.

Język był bezkompromisowy. A jednak brzmiał też uderzająco znajomo.
Prawie pół wieku temu Kongres wszczął kolejne dochodzenie w sprawie programu MKULTRA, obiecując ofiarom, że w końcu ujrzy światło dzienne pełna prawda, a osoby odpowiedzialne zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Zobowiązania te jednak po cichu odeszły w zapomnienie. Ofiar nigdy w pełni nie zidentyfikowano, odszkodowania nie wypłacono, a wiele dokumentów dotyczących programu uznano za bezpowrotnie utracone.
Tom O’Neill, autor książki *CHAOS: Charles Manson, the CIA, and the Secret History of the Sixties*, przypomniał ustawodawcom, że podążają ścieżką, którą Kongres przebył już wcześniej.
„Podczas tamtych przesłuchań członkowie komisji – tak jak państwo – obiecywali, że ofiary MKULTRA zostaną zidentyfikowane, otrzymają odszkodowania oraz dożywotnią opiekę medyczną” – powiedział członkom komisji. „Nic z tego nigdy nie doszło do skutku”.
Zdaniem O’Neilla ustawodawcy w latach 70. przyjęli jedno z najważniejszych twierdzeń CIA bez należytej weryfikacji: że po ponad dwóch dekadach tajnych eksperymentów agencji po prostu nie udało się opanować techniki kontroli umysłu.
Przedstawiciele CIA wielokrotnie utrzymywali, że „ich trwające dwadzieścia pięć lat starania, by nauczyć się kontrolować ludzki umysł, zakończyły się całkowitą porażką”.
O’Neill uważa, że wniosek ten wymaga ponownego rozpatrzenia.
Od lat przekonuje on, że materiały historyczne świadczą o czymś zupełnie innym – o historii, której Kongres nigdy w pełni nie zbadał i która mogła zostać celowo zatuszowana poprzez zniszczenie kluczowych dowodów. Aby poprzeć swoją tezę, oparł się nie na spekulacjach, lecz na dokumentach, którymi wymieniały się dwie kluczowe postacie stojące za najbardziej tajnymi eksperymentami CIA.
Plan kontroli umysłu
Uzasadniając swoje twierdzenie, że Kongres nigdy nie odkrył pełnego zakresu programu MKULTRA, O’Neill wskazał na zbiór korespondencji, która – w jego ocenie – zasadniczo zmienia nasze rozumienie tego przedsięwzięcia.
Listy te były wymieniane między psychiatrą Louisem Jolyonem Westem – który „dążył do kontrolowania umysłów ludzi bez ich wiedzy, stawiając sobie za ostateczny cel stworzenie zaprogramowanych zabójców” – a „Shermanem Griffordem”. Pod tym pseudonimem krył się Sidney Gottlieb, główny ekspert CIA od trucizn, który opracował założenia MKULTRA i nadzorował program od samego początku. O’Neill argumentował, że dokumenty te wcale nie opisują nieudanego eksperymentu naukowego, lecz przedstawiają niezwykle ambitny plan manipulacji ludzkim umysłem.

W liście otwierającym, napisanym przez Westa w 1953 roku, „nakreślono cele, metody oraz zamierzone rezultaty eksperymentów, które miał on nadzieję przeprowadzić na nieświadomych niczego ludziach”.
„Brzmi to jak strona wyrwana z notatnika badawczego Josefa Mengele”
– powiedział O’Neill ustawodawcom, porównując te propozycje do eksperymentów przeprowadzanych w Auschwitz przez owianego złą sławą nazistowskiego lekarza.
Z korespondencji wynika, że West proponował przeprowadzanie eksperymentów na „osobach nie wyrażających na to zgody”, w tym na żołnierzach, pacjentach psychiatrycznych, więźniach zakładów karnych oraz „osobach specjalnych” wskazanych przez CIA.

Jego metody obejmowały zarówno podawanie środków psychodelicznych (w tym LSD), jak i łączenie ich z hipnozą w celu wywołania stanów transu, dezorientacji, amnezji oraz innych sztucznie wykreowanych stanów psychicznych.
Cel nadrzędny wykraczał daleko poza zwykłe badanie ludzkich zachowań.
West planował opracowanie technik umożliwiających wydobywanie informacji od osób niechętnych do współpracy, wszczepianie fałszywych wspomnień oraz modyfikowanie przekonań, postaw i lojalności jednostek, które wcześniej opierały się przesłuchaniom czy manipulacji.
Plan operacji zakładał również niezwykłą dbałość o to, by pozostała ona niezauważona. Finansowanie miało być maskowane, powiązania instytucjonalne ukrywane, a nawet wielu współpracowników Westa – zarówno naukowców, jak i wojskowych – nie miało świadomości prawdziwego charakteru tych badań.
Według O’Neilla, Gottlieb zareagował z entuzjazmem.
Jeśli korespondencja ta wiernie oddawała ambicje CIA, świadczyło to o tym, że program MKULTRA nigdy nie był jedynie luźnym zbiorem dziwacznych eksperymentów. Było to zorganizowane przedsięwzięcie, którego celem było opracowanie praktycznych metod kontroli psychologicznej przy jednoczesnym ukryciu całego projektu przed opinią publiczną.
Sprawa, do której nigdy nie powinno było dojść
Dla O’Neilla wspomniana wcześniej sprawa Jimmy’ego Shavera ilustruje te ambicje bardziej wymownie niż jakikolwiek zachowany dokument.
Do niezwykłego przestępstwa doszło zaledwie rok po tym, jak Gottlieb zatwierdził propozycje Westa. Przed popełnieniem morderstwa Shaver poddawał się eksperymentalnemu leczeniu silnych migren w szpitalu Sił Powietrznych, gdzie West kierował oddziałem psychiatrycznym.
Sam West wystąpił później w trakcie procesu jako biegły psychiatra powołany przez sąd.
Shaver został uznany za winnego i skazany na śmierć. Jednak aż do momentu egzekucji w 1958 roku utrzymywał, że nie pamięta absolutnie nic z przebiegu zbrodni, za którą go skazano.

O’Neill nie przedstawia tej sprawy jako ostatecznego dowodu na stosowanie przez CIA technik kontroli umysłu. Przekonuje raczej, że uderzająca zbieżność między niewyjaśnionym zachowaniem Shavera, jego leczeniem pod nadzorem Westa a propozycjami samego psychiatry dotyczącymi wywoływania amnezji i zmienionych stanów świadomości wymaga znacznie wnikliwszej analizy, niż miało to miejsce do tej pory.
W jego ocenie sprawa ta rodzi tę samą niepokojącą ewentualność, która od dziesięcioleci kładzie się cieniem na programie MKULTRA: że niektóre z najbardziej brzemiennych w skutki eksperymentów w jego ramach mogły nigdy nie zostać ujawnione, nie mówiąc już o ich zbadaniu.
Właśnie dlatego – podsumował O’Neill – Kongres nie powinien bezkrytycznie przyjmować oficjalnych zapisów historycznych za pewnik.
„Blisko pięćdziesiąt lat temu inna komisja badająca MKULTRA była przekonana, że przedstawiono jej prawdę o programie” – powiedział ustawodawcom. – „Tak jednak nie było”.
Zamiast tego wezwał zespół do przeprowadzenia „gruntownej, ponownej analizy tego, co osiągnięto w ramach programu, co przekazano Kongresowi oraz co wciąż może pozostawać ukryte”.
Celowo zatarty ślad
O ile O’Neill zachęcał Kongres do ponownego przyjrzenia się osiągnięciom MKULTRA, o tyle dziennikarz i historyk Stephen Kinzer skupił się na innym zagadnieniu: dlaczego tak duża część programu pozostaje nieznana.
Kinzer jest autorem książki *Poisoner in Chief*, powszechnie uznawanej za najbardziej wyczerpującą biografię Sidneya Gottlieba. Powiedział ustawodawcom, że nawet po latach badań uważa, iż odkryto zaledwie ułamek całej historii.
„Mam bolesną świadomość, że odkryłem jedynie niewielką część tego, czego dopuścił się Gottlieb i czym w rzeczywistości był program MKULTRA” – stwierdził. Zdaniem Kinzera u podstaw projektu leżała ambicja znacznie bardziej radykalna niż zwykłe udoskonalenie technik przesłuchań.
Dążąc do „zaszczepienia nowego umysłu w czyimś mózgu”, CIA najpierw starała się „zniszczyć umysł, który już tam istniał”. Aby zrealizować ten cel, eksperymenty w ramach MKULTRA prowadzono w więzieniach, szpitalach psychiatrycznych, na uniwersytetach, w domach publicznych oraz w tajnych lokalach operacyjnych CIA. Kinzer argumentował, że według wszelkich współczesnych standardów wiele z tych eksperymentów stanowiło formę tortur medycznych.
Zauważył, że ofiary stanowiły w strukturach CIA szczególną kategorię. „Nazywano ich »ludźmi zbędnymi« (ang. *expendables*)” – powiedział Kinzer – „istotami ludzkimi, których zniknięcie nie zostałoby przez nikogo zauważone”.
Według Kinzera Gottlieb w praktyce dysponował czymś na kształt „pozwolenia na zabijanie”. Nawet dziś nikt nie wie, ilu ludzi poddano eksperymentom w ramach programu MKULTRA ani ilu z nich w ich wyniku zmarło.

Kinzer argumentował jednak, że skupianie się wyłącznie na osobie Gottlieba grozi błędnym zrozumieniem tego, jak program funkcjonował w rzeczywistości.
Stwierdził, że ścisłe kierownictwo CIA celowo zapewniło Gottliebowi ogromną swobodę działania, zachowując jednocześnie dystans pozwalający na późniejsze wyparcie się odpowiedzialności instytucjonalnej.
„Był to sposób, w jaki CIA mogła zaprzeczyć swojej roli instytucjonalnej w programie MKULTRA” – przekonywał Kinzer – „i przedstawić go w mylny sposób jako efekt sadyzmu lub nadgorliwości jednego człowieka”.
Jeśli strategia ta zakończyła się powodzeniem, stało się tak jedynie dlatego, że podjęto inną decyzję, która jeszcze bardziej utrudniła odtworzenie przebiegu wydarzeń.
Gdy w latach 70. wzrosło zainteresowanie opinii publicznej tą sprawą, Gottlieb i jego przełożony, dyrektor CIA Richard Helms, nakazali zniszczenie niemal wszystkich akt dotyczących MKULTRA.
Przez dziesięciolecia decyzję tę uznawano za moment, w którym ślad po sprawie definitywnie zaginął.
Kinzer jest jednak odmiennego zdania.
Mimo wydanego rozkazu zniszczenia dokumentacji, analityk CIA odkrył później tysiące wcześniej przeoczonych dokumentów dotyczących MKULTRA, ukrytych wśród akt finansowych agencji.
„Ta sama skrupulatność mogłaby przynieść rezultaty również dzisiaj” – powiedział ustawodawcom.
Zdaniem Kinzera zachowane akta sugerują, że historycy mogą wciąż znać zaledwie ułamek tego, co kryje się w przepastnych archiwach agencji.
Śmierć, która wciąż kładzie się cieniem na sprawie MKULTRA
Kinzer zasugerował, że jeśli Kongres zdecyduje się na dalsze działania, jednym z pierwszych wątków wartych zbadania powinna być tajemnicza śmierć Franka Olsona.
Oficjalnie Olson był naukowcem pracującym dla armii, który w listopadzie 1953 roku popełnił samobójstwo, wyskakując przez okno nowojorskiego hotelu.
W rzeczywistości – jak przypomniał ustawodawcom Kinzer – Olson potajemnie współpracował z CIA i był głęboko zaangażowany w program MKULTRA. Krótko przed śmiercią miał wyrażać rosnące wątpliwości natury moralnej co do tego programu i sygnalizować chęć wycofania się z niego. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą kontrowersje. „Dowody wskazują, że jego śmierć mogła nie być samobójstwem” – stwierdził Kinzer.

Argumentował, że jeśli istnieją jeszcze nieujawnione dokumenty CIA, mogłyby one ostatecznie wyjaśnić jedną z najtrwalszych tajemnic zimnej wojny związanych z tą agencją.
Sprawa Olsona jest jednak istotna z jeszcze jednego powodu. Kinzer zachęcał ustawodawców, by nie postrzegali jej jedynie jako nierozwiązanego epizodu historycznego, lecz by zadali sobie szersze – i potencjalnie bardziej niepokojące – pytanie.
Czy program MKULTRA rzeczywiście zakończył się wraz z zimną wojną?
A może po prostu przekształcił się w coś innego?
Czy MKULTRA naprawdę dobiegł końca?
Program MKULTRA oficjalnie zakończono w 1963 roku, po tym jak lata tajnych eksperymentów nie przyniosły przełomu, na jaki liczyli jego twórcy.
Sam Sidney Gottlieb doszedł ostatecznie do wniosku, że „kontrola umysłu nie istnieje”.
Kinzer nie podważa tej oceny. Twierdzi natomiast, że odzwierciedlała ona ograniczenia technologiczne tamtych czasów. „Nawet jeśli miał rację” – powiedział Kinzer ustawodawcom – „to mógł mieć rację tylko w tamtym konkretnym momencie”.
Od czasu zamknięcia MKULTRA neuronauka, technologie cyfrowe i sztuczna inteligencja rozwinęły się w sposób, jakiego Gottlieb z trudem mógłby sobie wyobrazić.
Zdaniem Kinzera postęp ten rodzi niewygodną ewentualność. Zamiast pytać jedynie o to, co program MKULTRA osiągnął w czasach zimnej wojny, Kongres powinien również rozważyć, czy technologie dostępne dziś agencjom wywiadowczym nie przywróciły aktualności pytań, na które CIA nie potrafiła odpowiedzieć dekady temu.
„Tajne służby mogą dysponować narzędziami do kontroli umysłu, jakich Sidney Gottlieb nie byłby w stanie sobie wyobrazić” – ostrzegał Kinzer.
Wezwał zespół zadaniowy do rozważenia, czy „dziś istnieje jakaś nowa odsłona programu MKULTRA”.
Dla Kinzera powrót do historii tego programu ma zatem znaczenie wykraczające poza zwykłe ustalenie faktów historycznych.
„To szansa na połączenie przeszłości z przyszłością” – stwierdził. „Może to pomóc zapobiec powstaniu wersji MKULTRA na miarę XXI wieku, która mogłaby okazać się jeszcze bardziej niszczycielska niż oryginał”.

Autorstwa RT Investigations – wewnętrznego zespołu specjalizującego się w wywiadzie opartym na jawnych źródłach informacji (OSINT) oraz ekskluzywnych materiałach śledczych.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642511-crimes-against-humanity-cia-mkultra/
Autor: Nicolas Hulscher
Global Research, 3 lipca 2026
Punkty centralne

Nowe recenzowane badanie opublikowane w International Journal of Innovative Research in Medical Science oficjalnie udokumentowało zjawisko, o którym balsamowicze informują od lat: niezwykłe białe włókniste struktury w żyłach i tętnicach zmarłych.

Badanie prowadził Thomas F. Haviland, emerytowany major Sił Powietrznych USA, matematyk i analityk danych, wraz z Laurą Kasner i Danielem Santiago, PharmD. Przez cztery kolejne lata ankiety, od 2022 do 2025 roku, badacze zbierali odpowiedzi od balsamistów ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii.
W ciągu czterech lat badań wzięło udział 808 balsamistów.
Po połączeniu wyników z okresu kilku lat 75,2% balsamistów zaobserwowało białe włókniste skrzepy, a szacuje się, że struktury te występują w 23,4% wszystkich zabalsamowanych zwłok.
Według respondentów, struktury te są zazwyczaj białe lub kremowo-białe, twarde, gumowe i często mają od kilku cali do ponad stopy długości. Wielu balsamistów zgłaszało, że wypełniają naczynia krwionośne, blokują drenaż i zakłócają normalną dystrybucję płynu balsamowego. Doświadczeni praktycy opisywali je jako odrębne od klasycznych zakrzepów typu "kurczaka tłuszcz" i "galaretka z porzeczki", które często spotykają się podczas balsamowania.
Jednym z najbardziej znaczących odkryć był czas wyczucia. W badaniu z 2022 roku balsamowicze odnotowali wyraźny wzrost liczby pierwszych obserwacji począwszy od 2020 roku i przyspieszający w 2021 roku. Ten wzrost zbiegł się z globalnym rozpoczęciem kampanii szczepień przeciw COVID-19, podczas których podano miliardy dawek na całym świecie.
Drugi artykuł opublikowany tego samego dnia wykraczał poza dane ankietowe i przeprowadził analizę laboratoryjną na reprezentatywnych próbkach tych struktur włóknistych. Badanie to było prowadzone przez Daniela Santiago, PharmD, wraz z Gregiem Harrisonem, Miklósem Veresem, Markiem File'em i Dennisem Plannerem, a do charakteryzacji materiału wykorzystano mikrospektroskopię Ramana, ilościową ilościową analizę białek oraz profilowanie aminokwasowe.

Naukowcy znaleźli silne sygnatury białkowe i doszli do wniosku, że struktury te wydają się reprezentować atypowe agregaty białkowe różniące się od konwencjonalnych zakrzepów pośmiertnych. Analiza spektroskopowa sugerowała przejście od natywnego stanu α-helikalnego do bardziej zaawansowanej konfiguracji wzbogaconej β arkuszami, zgodnej z zależną od etapu agregacją białek.
Mówiąc prosto, naukowcy znaleźli dowody na to, że te struktury nie są zwykłymi zakrzepami krwi. Zamiast tego wydają się składać z nieprawidłowych agregatów białek, które z czasem stają się coraz bardziej uporządkowane i zwarte. To stopniowe dojrzewanie strukturalne może pomóc wyjaśnić, dlaczego balsamowicze często opisują je jako długie, gumowate, wytrzymałe i trudne do wyjmowania.
Chociaż badanie wykazało dowody na agregację białek wzbogaconych β arkuszami — jedną z cech często kojarzonych z tworzeniem amyloidu — autorzy podkreślili, że przed klasyfikacją tych struktur jako prawdziwe włókna amyloidowe potrzebne są dodatkowe badania.
Te wyniki są szczególnie istotne w porównaniu z wcześniej opublikowanym, recenzowanym badaniem, które wykazało mikroskrzepy amyloidowe u 100% zaszczepionych uczestników, w tym wszystkich zaszczepionych "zdrowych kontroli".

W tym badaniu mikroskrzepy patologiczne zidentyfikowano za pomocą Tioflawiny-T, barwnika wiążącego amyloid, a oczyszczone białko kolców wykazano, że bezpośrednio indukuje tworzenie nierozpuszczalnych, odpornych na fibrynozę agregatów amyloidowych.
Razem te odkrycia sugerują, że mikroskopijne agregaty amyloidogenne wcześniej udokumentowane we krwi mogą stanowić wcześniejszy etap tego samego patologicznego procesu agregacji białek, który ostatecznie objawia się jako duże, gumowe, białe włókniste odlewy zgłaszane obecnie przez balsamistów na całym świecie.
Sedno jest proste: setki balsamistów z różnych krajów zgłaszają to samo nietypowe zjawisko, a wstępne analizy laboratoryjne sugerują, że te struktury nie są zwykłymi zakrzepami krwi po śmierci.
Tego nie wolno już dłużej ignorować.
Nicolas Hulscher, MPH, epidemiolog i administrator fundacji, McCullough Foundation
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://stateofthenation.info/