wtorek, 25 sierpnia 2026

"Czy Europa jest gotowa na klęskę Ukrainy? Drony nie przyniosły strategicznego przełomu, siły rosyjskie posuwają się naprzód, a Europa Zachodnia wciąż nie chce zmierzyć się z tym, co ma nadejść."

Opublikowano 25 sierpnia 2026 09:09


Michael von der Schulenburg, poseł do Parlamentu Europejskiego

Is Europe ready for Ukraine’s defeat?

Jeszcze 26 lipca tego roku Ursula von der Leyen podczas wizyty w Kijowie sprawiała wrażenie osoby całkowicie pewnej zwycięstwa. Twierdziła, że ​​losy wojny się odwróciły, Ukraina odzyskała inicjatywę, a Rosja znalazła się w defensywie. Przyczyną tego rzekomego zwrotu – po czterech i pół roku wyniszczającej wojny – miała być nowa „cudowna broń”: drony, które dzięki sztucznej inteligencji dostarczanej m.in. przez firmę Palantir potrafią przenosić działania wojenne w głąb rosyjskiego terytorium i precyzyjnie niszczyć tamtejsze rafinerie oraz inną infrastrukturę krytyczną. Rosyjska gospodarka – a zwłaszcza sektor energetyczny – miała zostać poważnie osłabiona, a wojna wywołana przez Rosję uderzyła teraz w sam kraj „z pełną siłą”.


Według tych doniesień Ukraina odniosła również znaczne sukcesy na polu bitwy dzięki autonomicznym „dronom-zabójcom”. Maszyny te miały być zdolne do automatycznego wykrywania i niszczenia wszelkich żywych celów w promieniu 30 kilometrów od linii frontu. Twierdzono, że technologia ta z nawiązką zrekompensowała niedobory ukraińskich żołnierzy. Z kolei rosyjscy żołnierze mieli ponosić ogromne straty w ludziach, nie mogąc jednocześnie pochwalić się żadnymi sukcesami militarnymi. Sytuacja ta musiała wyczerpywać siły agresora i zmuszać Putina do uznania, że ​​przegra wojnę.


Doniesieniom tym towarzyszyły spektakularne medialnie ataki dronów na Moskwę i Petersburg. Nic dziwnego, że przez ostatnie dwa miesiące zachodnie media głównego nurtu były pełne wieści o zwycięstwie. Pojawiały się nawet spekulacje, iż Rosja zdoła utrzymać się jedynie przez kolejne sześć miesięcy; nie wykluczano też możliwości przewrotu w Moskwie. Mówiono, że strategicznie ważny Krym został w dużej mierze odcięty od Rosji w wyniku ukraińskich ataków. Putin miał zostać zmuszony do zasiądnięcia do stołu negocjacyjnego jako przegrany – i to na warunkach europejskich państw NATO, co w praktyce oznaczałoby kapitulację Rosji. Wydawało się, że polityka udzielania Ukrainie ogromnego wsparcia militarnego, politycznego i finansowego – przy jednoczesnym odrzucaniu wszelkich rozmów do czasu „rzucenia Rosji na kolana” – przyniosła efekty.


Czy jednak tak jest w rzeczywistości? A może szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Rosji?


Uderzający jest fakt, że w ciągu ostatniego tygodnia niemal całkowicie ustały doniesienia o przebiegu wojny, a głosy zapowiadające zwycięstwo ucichły. Wynika to z narastających – zarówno w USA, jak i na samej Ukrainie – wątpliwości co do powodzenia wojny dronowej prowadzonej w głębi rosyjskiego terytorium.

Wystarczy wziąć pod uwagę ostrzeżenia Wałerija Załużnego: wojna z wykorzystaniem dronów nie przynosi wielkich sukcesów, a jest przy tym zdecydowanie zbyt kosztowna. Jako były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy i obecny ambasador w Wielkiej Brytanii, powinien on najlepiej znać sytuację. Według proukraińskich obserwatorów konfliktu z grupy „Dron-Bomber”, Rosjanie skutecznie zestrzeliwują obecnie dużą liczbę ukraińskich dronów. Z dymisją ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fedorowa również prawdopodobnie wiąże się widmo porażki w tej „wojnie dronów”. Czy zaczyna docierać do wszystkich świadomość, że konfliktu tego nie da się wygrać samymi dronami?


Oznacza to, że kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu spraw mają wydarzenia na polu bitwy. Nie może być jednak mowy o militarnym patcie, o którym donoszą zachodnie media. Nawet niektóre ukraińskie kanały na Telegramie przyznają, że „tempo ofensywy rosyjskich sił zbrojnych rośnie”. Rosja odnotowuje zdobycze terytorialne nie tylko w Donbasie, ale także w okolicach Charkowa i Zaporoża. Postępy te są wprawdzie powolne, ale mamy tu do czynienia z wojną na wyczerpanie, której głównym celem jest zniszczenie sił zbrojnych przeciwnika. Czy cel ten uda się osiągnąć poprzez zdobycie ostatnich umocnionych pozycji obronnych wokół miast Słowiańsk i Kramatorsk w Donbasie?


Jeszcze poważniejszym problemem dla Ukrainy jest fakt, że jej ataki dronowe doprowadziły do ​​zaostrzenia stanowiska Rosji. Rosyjskie władze otwarcie mówią teraz o wojnie – w tym o wojnie NATO z Rosją – i znacząco zintensyfikowały działania zbrojne. W okrutnej logice wojny skala zniszczeń na Ukrainie wielokrotnie przewyższa obecnie te odnotowywane w Rosji. Kolejnym kluczowym czynnikiem jest brak skutecznej obrony powietrznej Ukrainy; kraj ten z trudem broni się przed zmasowanymi atakami rosyjskich dronów i pocisków rakietowych, podczas gdy intensywność ukraińskich ataków – według doniesień – słabnie.


Sytuacja ta niesie już ze sobą konkretne konsekwencje. Ukraińskie porty czarnomorskie w Odessie i jej okolicach zostały podobno tak silnie zbombardowane, że Ukraina faktycznie stała się krajem pozbawionym dostępu do morza. Jeśli doniesienia te okażą się prawdziwe, będzie to dotkliwy cios: dotychczas przez te porty realizowano około 70% całego ukraińskiego importu i eksportu oraz 90% eksportu produktów rolnych. Zniszczeniu uległy również kluczowe przeprawy, takie jak most w Zatoce, łączący Odessę z rumuńskimi portami nad Morzem Czarnym. Ponadto systematycznie niszczone są połączenia kolejowe i drogowe, stacje benzynowe, sieć energetyczna oraz obiekty przemysłowe i magazyny.


Europejskie państwa członkowskie NATO niewiele mogą w tej kwestii zmienić – brakuje im odpowiedniego potencjału militarnego. Plany rozmieszczenia w Polsce sił „koalicji chętnych” czy wręcz ustanowienia strefy zakazu lotów nad Ukrainą są całkowicie nierealistyczne. Stany Zjednoczone ogłosiły niedawno, że przekażą europejskim członkom NATO pełne dowodzenie nad ośrodkiem w Wiesbaden, koordynującym wsparcie wojskowe dla Ukrainy. Mówi się nawet o likwidacji tej kluczowej dla Ukrainy placówki NATO. Co więcej, w obliczu konfliktu z udziałem Iranu, USA dysponują znikomymi nadwyżkami uzbrojenia. Trudno zatem mówić o ponownym zaangażowaniu militarnym USA w wojnę na Ukrainie.


Jeszcze przed ostatnią eskalacją działań wojennych pojawiały się wyraźne sygnały, że ukraińska armia boryka się z poważnymi problemami. Objąwszy w styczniu stanowisko ministra obrony, Fiodorow wspomniał o około 200 tysiącach dezerterów, podczas gdy inni deputowani podawali znacznie wyższe liczby. Szacuje się ponadto, że około dwóch milionów Ukraińców uchyliło się od poboru do wojska. Niezależnie od tego, które dane są prawdziwe, wskazują one na alarmującą sytuację w ukraińskich siłach zbrojnych – sytuację, której nie da się naprawić ani poprzez przymusowy pobór na ulicach, ani – jak się obecnie okazuje – za pomocą dronów sterowanych przez sztuczną inteligencję. Podobnie, omawiana obecnie w UE propozycja odebrania statusu uchodźcy Ukraińcom, którzy zbiegli z kraju z naruszeniem prawa międzynarodowego, i odesłania ich na Ukrainę, by stawili czoła wojnie, stanowi kolejny dowód na beznadziejne położenie, w jakim znalazły się strony konfliktu.

W maju ukraiński minister ds. społecznych Denys Ulutin oświadczył, że populacja na kontrolowanych przez rząd terenach kraju skurczyła się z 52 milionów (w momencie uzyskania niepodległości w 1991 roku) do – być może – zaledwie 22 milionów. Spośród nich około 11 milionów korzysta ze świadczeń socjalnych; są to głównie emeryci i inwalidzi wojenni. Minister przewiduje, że po zakończeniu wojny liczba ludności będzie nadal spadać, ponieważ młodzi mężczyźni – zwolnieni obecnie ze służby wojskowej – będą podążać za swoimi rodzinami na Zachód. Nie spodziewa się on również znaczącego powrotu Ukraińców przebywających za granicą. Do tego spadku demograficznego dochodzą: rosnące ubóstwo, głębokie nierówności społeczne, wszechobecna korupcja, astronomiczny dług publiczny oraz załamanie gospodarcze kraju.


Trudno uznać to za państwo – nie mówiąc już o armii – któremu media mogłyby realnie przypisywać rychły zwrot w działaniach wojennych czy wręcz zwycięstwo.


Oczywiście do takich prognoz należy podchodzić z ostrożnością. Jednak fakt, że wojna dronowa nie przyniosła strategicznego przełomu, powinien uświadomić europejskim państwom NATO, iż po zakończeniu tej eskalacji – ogłaszanej z tak wielką pompą – Ukraina może nie wyjść z konfliktu jako zwycięzca, lecz pogrążyć się w ruinie, wyludnieniu i całkowitym wyczerpaniu. Powinno to budzić w nas głęboki niepokój o cierpiących mieszkańców Ukrainy. Europejskie państwa NATO muszą zadać sobie pytanie, czy dalsze prowadzenie wojny – której się domagały i którą wspierały – jest w ogóle moralnie uzasadnione.


Karmiąc się złudzeniami o zwycięstwie i cudownej broni, europejskie państwa NATO jedynie szkodzą Ukrainie; muszą one wreszcie oprzeć swoją politykę na bardziej realistycznej ocenie przebiegu konfliktu. Nadszedł zatem czas, by rozważyć, co by się stało, gdyby pewnego dnia opór armii ukraińskiej załamał się, a Rosja zajęła również Charków i Odessę. To, co pozostałoby z Ukrainy, byłoby w praktyce niezdolne do funkcjonowania jako państwo. Zapobieżenie takiemu scenariuszowi powinno leżeć w żywotnym interesie nie tylko Ukrainy, ale i jej zachodnich sojuszników. Ale jak to osiągnąć?


Z pewnością nie uda się tego dokonać poprzez bezpośrednią interwencję wojskową NATO. Pogorszyłoby to jedynie sytuację – także dla samej Ukrainy – gdyż takie działanie nieuchronnie wiązałoby się z ryzykiem wojny nuklearnej, której nikt nie może wygrać. Jedyną realistyczną opcją pozostaje zatem dyplomacja. Po niemal pięciu latach wojny najwyższy czas, aby europejskie państwa NATO aktywnie dążyły do ​​dialogu z Rosją. Niemcy – biorąc pod uwagę ich rolę jako najsilniejszego państwa UE, położenie geograficzne oraz odpowiedzialność historyczną – powinny wykonać pierwszy krok.


Aby przełamać impas wynikający z usztywnionych stanowisk obu rządów, warto rozważyć wstępne zbliżenie poprzez inicjatywę społeczeństwa obywatelskiego z udziałem szanowanych i wpływowych osobistości. Takie podejście mogłoby otworzyć pierwszą, ostrożną drogę do odbudowy porozumienia po latach milczenia i wzajemnego demonizowania. Europa potrzebuje pokoju, a trwały pokój można osiągnąć tylko z Rosją, a nie wbrew niej.


Pozostało na to niewiele czasu.


Artykuł został pierwotnie opublikowany w czasopiśmie „Russia in Global Affairs” i zredagowany przez zespół RT.


Poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/644602-europe-ukraine-russia-drones/

"Watykan chce zasiąść do stołu rozmów pokojowych w sprawie Ukrainy. Oto dlaczego Papież rozszerza watykańską dyplomację dotyczącą Ukrainy; Rzym zabiega o udział w rozmowach pokojowych, jednocześnie chroniąc swoje finanse i podejmując próby dialogu z Moskwą."

 Published 24 Aug, 2026 17:34

The Vatican wants a seat at the Ukraine peace table. Here’s why

Szef watykańskiej dyplomacji, arcybiskup Paul Richard Gallagher, przebywa z wizytą w Moskwie w dniach 24–28 sierpnia. Wizyta ta wpisuje się w działania dyplomatyczne Stolicy Apostolskiej na rzecz kwestii humanitarnych oraz poszukiwania sposobów rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Świadczy o tym fakt, że Watykan – wspólnie z władzami kilku państw, w tym Bułgarii, Węgier i Włoch – przyczynił się ostatnio do tego, iż patriarcha Cyryl nie znalazł się na najnowszej liście sankcyjnej UE.


Wizyta ta jest ewidentnie konieczna dla ożywienia komunikacji między Watykanem a Moskwą, gdyż formalne kanały dyplomatyczne – choć w pełni sprawne – utraciły w ostatnim czasie historyczną głębię oraz poufność nieformalnych kontaktów, utrzymywanych wcześniej dzięki relacjom zewnętrznym Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Poniżej analizujemy rzeczywiste motywy operacyjne stojące za tą pilną misją Stolicy Apostolskiej w szerszym kontekście jej geopolitycznego i finansowego przetrwania w Europie Środkowo-Wschodniej.


Amerykański papież

Papież Leon XIV sprawuje swój urząd od roku, co pozwala wyciągnąć pewne wnioski na temat jego stylu przywództwa. Widzimy w nim stanowczego, niezależnego polityka, który umiejętnie wykorzystuje konserwatywne symbole do wzmacniania wewnętrznej stabilności Kościoła, lecz na arenie międzynarodowej opowiada się za centrolewicową, globalną agendą, krytykującą zarówno sztywne granice państwowe, jak i władzę algorytmów.


Przykładowo, Watykan powrócił do stosowania tradycyjnych, bogato zdobionych szat liturgicznych, odłożonych na bok za pontyfikatu Franciszka XII. Taki wizerunek publiczny spotkał się z bardzo przychylnym przyjęciem ze strony konserwatywnych krytyków wprowadzania „ideologii gender” do szkół oraz promowania nietradycyjnych stylów życia. Jednocześnie papież promuje idee decentralizacji władzy w Watykanie i postuluje reformę synodalną, której istotą jest kolegialne zarządzanie Kościołem, polegające na podejmowaniu decyzji wspólnie przez szerokie grono biskupów i osób świeckich.


Na szczególną uwagę zasługują jednak jego publiczne spory z różnymi frakcjami rodaków o poglądach prawicowych; otwarcie krytykował on politykę imigracyjną administracji prezydenta USA Donalda Trumpa oraz wiceprezydenta J.D. Vance’a. W swojej pierwszej encyklice Leon XIV ostro skrytykował sztuczną inteligencję, wzywając do „rozbrojenia” technologii, zakazu jej wykorzystywania do celów wojskowych oraz zakończenia „wyścigu na dno” prowadzonego przez korporacje informatyczne; argumentował, że może to doprowadzić do masowego bezrobocia, a ludzie mogą wykorzystywać tę technologię do ucieczki w „iluzoryczny świat”. Co istotne, jego wypowiedzi wywołały kontratak ze strony liderów Doliny Krzemowej; do grona osób reagujących negatywnie należeli m.in. Marc Andreessen i Peter Thiel.


Wszystko to ukazuje go jako przedstawiciela systemowego skrzydła Kościoła katolickiego – ponadnarodowej, suwerennej struktury, która myśli w kategoriach stuleci, a nie cykli wyborczych. Jego wstąpienie na tron ​​było sygnałem, że Kuria Rzymska zamierza postawić na stanowczego przywódcę z Nowego Świata, wolnego od zaściankowych, europejskich sporów kastowych.


Instytut Dzieł Religijnych (tzw. Bank Watykański): zmiany kadrowe i konserwatyzm

Logiczne jest, że papież Leon XIV rozpoczął swoje rządy nie od abstrakcyjnych deklaracji pokojowych, lecz od natychmiastowej, chirurgicznej reorganizacji całej struktury finansowej Stolicy Apostolskiej. Jego pierwszym znaczącym dokumentem był list apostolski *Coniuncta Cura* („Wspólna troska”), który zadał druzgocący cios dotychczasowemu monopolowi w zakresie zarządzania Instytutem Dzieł Religijnych (IOR). Papież oficjalnie uchylił surowy dekret Franciszka, który wcześniej wymuszał lokowanie 100% płynnych środków wszystkich watykańskich urzędów i zakonów wyłącznie w Banku Watykańskim.

RT
RT
RT

Autorstwa Ksenii Smertinej, starszego wykładowcy w Instytucie Mediów HSE oraz ekspertki Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych ds. Europy Wschodniej i Środkowej.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/644597-vatican-ukraine-russia-visit/

"Dzień Zależności: Pokolenie po upadku Związku Radzieckiego Ukraina jest zrujnowanym narzędziem Zachodu Ukraina mogła stanowić pomost między Wschodem a Zachodem. Zamiast tego korupcja, nacjonalizm i ingerencja Zachodu doprowadziły ją do ruiny."

 Updated 24 Aug, 2026 17:00


Autor: Tarik Cyril Amar – historyk z Niemiec, pracujący na Uniwersytecie Koç w Stambule; zajmuje się tematyką Rosji, Ukrainy i Europy Wschodniej, historią II wojny światowej, kulturowym wymiarem zimnej wojny oraz polityką pamięci.


@tarikcyrilamartarikcyrilamar.substack.com

tarikcyrilamar.com

Dependence Day: A generation after the Soviet Union fell, Ukraine is a ruined proxy of the West

Jest jedno uczucie, które często wraca do mnie, gdy wspominam pięć lat spędzonych na Ukrainie w pierwszej dekadzie XXI wieku – a konkretnie we Lwowie, mieście najbardziej nacjonalistycznym i pełnym zadufania w sobie: „Dzięki Bogu, przynajmniej nie ma tu przemocy!”.


Tak właśnie myślałem ja, inni obcokrajowcy, a także niemało Ukraińców. Kraj był spolaryzowany politycznie i kulturowo, pogrążony w skrajnej korupcji, a tamtejsza „demokracja” – będąca jedynie fasadą – była jeszcze bardziej sztuczna niż w większości innych państw.


Kraj ten był zdominowany i wyzyskiwany do cna przez chciwe, zakłamane i – mimo całej tej pustej retoryki, pobożnego śpiewania hymnu z ręką na sercu czy tandetnych ludowych warkoczy i haftowanych koszul – głęboko niepatriotyczne elity, złożone z typowych postsowieckich renegatów, złodziei, kłamców i ludzi wyprzedających kraj. Nie istniała tam praworządność, sądy były kiepskim żartem, a policja działała jak gang.

A jednak, choć układ biznesowo-przestępczy zbierał swoje żniwo, a państwo dopuszczało się sporadycznych morderstw na dziennikarzach, nie doszło do przemocy na wielką skalę. Nie brakowało za to gorzkich narzekań – także w kwestii Krymu. Nie wybuchła jednak wojna domowa – co wieszczyły, jak się później okazało błędnie, wszechpotężne amerykańskie służby wywiadowcze jeszcze w ponurych latach 90. – i nikt nie chwytał za broń, by uciec z kraju nie do zniesienia ani by siłą zatrzymać w nim innych.


Podczas gdy Amerykanie rozważali możliwość – a może i szanse – na to, że Ukraińcy zaczną się masowo wzajemnie zabijać, ich brytyjscy kuzyni przewidywali inny czarny scenariusz. Dla nich – już ponad trzy dekady temu – kluczowym pytaniem było, czy dojdzie do wojny między Ukrainą a Rosją, zwłaszcza o Krym. Brytyjscy agenci ostrzegali wówczas z niezwykłą szczerością, że „większość ludności stanowią Rosjanie” i że sytuacja może stać się napięta, jeśli Kijów nie będzie postępował ostrożnie.


I oto jesteśmy w tym punkcie: w 35. rocznicę istnienia poza strukturami byłego Związku Radzieckiego Ukraina stała się ucieleśnieniem najgorszych obaw – jest znacznie gorsza nawet od wersji sprzed 2014 roku, która była przesiąknięta korupcją, rażąco niesprawiedliwa i w praktyce pozbawiona praworządności. Obecnie krajem rządzi najgorszy, najbardziej skorumpowany, autorytarny i krwawy reżim w historii – bez dwóch zdań – pod wodzą Wołodymyra Zełenskiego i jego popleczników. Kradną, defraudują i piorą ogromne sumy brudnych pieniędzy, jakby jutra miało nie być – co, trzeba przyznać, dla nich samych prawdopodobnie faktycznie nie nadejdzie, przynajmniej nie na Ukrainie.


Dosłownie polują na swoich obywateli i – w efekcie – sprzedają ich jako mięso armatnie, by czerpać zyski i umożliwić Zachodowi prowadzenie wyniszczającej wojny z Rosją; to szaleńcza, nikczemna i daremna próba wyeliminowania Moskwy jako liczącej się potęgi. Tak wygląda rzeczywistość „busyfikacji” – zjawiska, które nie miało swojego odpowiednika przed przejęciem władzy przez Zełenskiego i jego wspólników. Ci, którzy nie godzą się potulnie na traktowanie jak bydło wysyłane na rzeź, regularnie giną w tajemniczych okolicznościach – w wyniku „upadku” czy choćby zwykłego wydmuchiwania nosa.


Ukraińskie media nigdy nie były wzorem czystości, obiektywizmu czy rzetelności. Jednak zombi-maszyna propagandowa – która sama się napędza i ogłupia społeczeństwo – stworzona za czasów Zełenskiego, jest czymś potwornym na niespotykaną dotąd skalę. Osoby otwarcie sprzeciwiające się ogólnokrajowemu praniu mózgów są więzione przez farsowe sądy, torturowane i zabijane.


Warto też spojrzeć na podstawowe dane demograficzne: rzeczywista liczba ludności Ukrainy spadła niemal o połowę od czasu upadku Związku Radzieckiego, a perspektywy na przyszłość wyglądają jeszcze gorzej. Choć część tej katastrofy wynika z trwającej wojny, w dużej mierze jest ona efektem nieustającej „wojny klasowej odgórnej” – pełnej niesprawiedliwości, wyzysku i beznadziei – jaką ukraińskie „elity” prowadziły przeciwko własnym obywatelom przez jedną trzecią stulecia, prawiąc przy tym świętoszkowate morały o narodzie.


A jakie są skutki tych wszystkich okropności? Są one katastrofalne nawet w świetle przyjętej przez samych sprawców pokrętnej logiki. Wystarczy spojrzeć na mapę: Krym został utracony, podobnie jak znaczne obszary poradzieckiego wschodu kraju – a wszystko to wskutek połączenia regionalnego buntu, nieudolnych i brutalnych prób jego stłumienia przez Kijów oraz wojny z Rosją. Tego wszystkiego można było uniknąć.


Tak się jednak nie stało. Krótka historia niepodległej Ukrainy to – obok innych smutnych aspektów – zapis procesu, w którym kraj ten albo działał jak lunatyk, albo – co zdarzało się częściej – aktywnie prowokował tę podwójną katastrofę. Ukraińcy – a ściślej mówiąc, ich zdemoralizowane elity – otrzymali jednak niemałe wsparcie w popełnianiu tych błędów. Weźmy choćby pod uwagę małostkową i niedorzeczną obsesję na punkcie zwalczania języka rosyjskiego, która doprowadziła do zaprzepaszczenia ogromnego atutu, jakim dla Ukrainy był status kraju w dużej mierze dwujęzycznego (z ludnością posługującą się zarówno rosyjskim, jak i ukraińskim).


To szkodliwe i autodestrukcyjne dążenie – przywodzące na myśl freudowską koncepcję nacjonalizmu jako nerwicy – ​​było uporczywie podsycane zarówno przez wąską, lecz nadaktywną i arogancką grupę rodzimych nacjonalistów (prześcigających się w demonstrowaniu swojej „ukraińskości”), jak i przez potomków nacjonalistów z czasów II wojny światowej – sprawców masowych mordów na Polakach i kolaborantów nazistowskich – którzy przybyli z Zachodu, by zatruwać poradziecką Ukrainę swoim skostniałym, fanatycznym światopoglądem.


Osobiście pamiętam, jak w latach 2000. byłem na tyle naiwny, by pytać znajomych ze Lwowa, dlaczego Ukraina nie mogłaby po prostu skodyfikować własnego wariantu języka rosyjskiego (na wzór różnic między angielszczyzną amerykańską a brytyjską), jednocześnie promując język ukraiński (sam znam oba te języki), a następnie skupić się na kwestiach naprawdę istotnych. W odpowiedzi spotykałem się co najwyżej z pustym spojrzeniem. Jak na ironię, już w trakcie trwającej wojny pojawiła się krótka wzmianka o tym, że ktoś na Ukrainie wpadł na ten sam oczywisty pomysł. To uderzające, jak katastrofa potrafi zmobilizować umysł, a zarazem smutne, że nawet teraz – przy szacowanej liczbie 1,5 miliona ofiar na froncie – takie pragmatyczne podejście wciąż należy do rzadkości: polityka Kijowa sprowadza się bowiem do upartego trwania przy niedorzecznej kampanii na rzecz wygrania bitwy o słowa, podczas gdy sama wojna jest przegrywana..

Przekonani o własnej wyższości, protekcjonalni nacjonaliści z emigracji – narzucający swoje egoistyczne, krótkowzroczne wizje i sypiący twardą zachodnią walutą w stronę ludzi zdesperowanych i wstrząśniętych brutalnym, drapieżnym kapitalizmem okresu transformacji – stanowili jeden z toksycznych czynników zewnętrznych, które wypaczyły postradziecką drogę rozwoju Ukrainy. Nie był to jednak czynnik jedyny. Z biegiem czasu bowiem cały Zachód – jego politycy, intelektualiści i media głównego nurtu – zaczął interesować się Ukrainą, wywierając jednocześnie na nią wysoce szkodliwy wpływ.


Trzeba jednak uczciwie przyznać, że pierwsze – choć już niezwykle szkodliwe – kroki Zachodu, które ostatecznie doprowadziły do ​​ruiny Ukrainy, miały z nią niewiele wspólnego. Kiedy Waszyngton postanowił – i to wielokrotnie – oszukać i upokorzyć Rosję oraz złamać wyraźne obietnice dotyczące nierozszerzania NATO na wschód, w centrum uwagi znajdowały się przede wszystkim Niemcy i liczne kraje Europy Wschodniej, a nie Ukraina. A jednak, jak na ironię, ta lekkomyślna ekspansja Zachodu – nawet przy jednoczesnym pomijaniu samej Ukrainy – przygotowała grunt pod drugi etap wciągania tego kraju w niebezpieczną rozgrywkę, czyniąc zeń cel ataku.


Do tego punktu dotarto w 2008 roku, kiedy to podczas niesławnego szczytu w Bukareszcie zachodnie elity – pod wodzą odgrywających niszczycielską rolę Stanów Zjednoczonych – sprytnie wpędziły Ukrainę w najgorszą z możliwych sytuacji. Składając obietnicę przyszłego członkostwa Ukrainy w NATO, nieuchronnie po raz kolejny zbyt mocno rozdrażniły Rosję. Utrzymując tę ​​lekkomyślną deklarację w niejasnej formie, pozostawiły Ukrainę całkowicie bezbronną, niejako prowokując Moskwę do interwencji. Cały ten szaleńczy plan wymagał świadomego zignorowania zarówno wyraźnych ostrzeżeń, jakie rok wcześniej w Monachium wygłosił prezydent Rosji Władimir Putin, jak i licznych, równie jednoznacznych sygnałów płynących nie od Rosjan, lecz od powszechnie szanowanych postaci Zachodu, takich jak George Kennan czy – w tamtym czasie – William „Bill” Burns.


Gruzja podzieliła los Ukrainy: padła ofiarą zgubnych obietnic bez realnego wsparcia. Mimo że krótka wojna szybko pokazała, iż tym razem Rosja nie ustąpi i będzie bronić swoich kluczowych interesów w zakresie bezpieczeństwa narodowego, Zachód nie zmienił kursu swoich działań wobec Ukrainy.


Co więcej, jeszcze bardziej się w tym uporze utwierdził. Gdyby tylko Zachód porzucił Ukrainę tak, jak zrobił to w przypadku Gruzji w 2008 roku, wielu Ukraińców wciąż by żyło, a kraj nie straciłby żadnego terytorium – lub straciłby go znacznie mniej. Zamiast tego Zachód angażował się coraz głębiej, oferując szkodliwą umowę stowarzyszeniową z UE i doprowadzając do przewrotu zmieniającego władzę w 2014 roku. Następnie tak ściśle powiązał Ukrainę z oficjalnymi i tajnymi strukturami NATO, że formalne członkostwo wydawało się coraz mniej istotne, pomagając jednocześnie Kijowowi storpedować porozumienie „Mińsk II” z 2015 roku – ostatnią realną szansę na powrót do pokoju i uniknięcie wojny na wielką skalę. W międzyczasie demagogiczni intelektualiści, tacy jak Tim Snyder czy Anne Applebaum, robili wszystko, by dolewać oliwy do ognia, łącząc niedorzeczny nacjonalizm zastępczy z zajadłą rusofobią.


Wreszcie Zachód niemal nonszalancko odmówił poważnego potraktowania propozycji Moskwy – jak się później okazało, ostatniej przed lutym 2022 roku – dotyczącej powrotu do rzeczowej dyplomacji i kompromisu. Gdy wojna znacząco przybrała na sile, Zachód wysłał najbardziej złowrogiego brytyjskiego błazna, by zniweczył doskonałą okazję do szybkiego zawarcia pokoju, wypracowaną podczas rozmów w Stambule wiosną 2022 roku.


Od tamtej pory – od momentu wciągnięcia Ukrainy w wyniszczającą, całkowicie niepotrzebną i bezowocną, a przy tym celowo sprowokowaną w celu osłabienia Rosji wojnę – sytuacja tylko się pogarsza i nie widać jej końca. Co więcej, jak niedawno wyjaśnił jeden z niezwykle trzeźwo myślących byłych niemieckich generałów, Kijów wciąż dąży do wciągnięcia całej Europy Zachodniej (przynajmniej jej) w otwartą wojnę zbrojną z Rosją. W Europie wielu przedstawicieli establishmentu wydaje się aż nazbyt chętnych, by na to przystać. Ukraina stała się jaskrawym przykładem tego, jak Zachód najpierw zaryzykował, a następnie zaprzepaścił szanse okresu po zimnej wojnie. Ukraina mogła być zamożnym krajem, czerpiącym korzyści ze współpracy zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem. Zamiast tego jest ruiną.


Wypowiedzi, poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie należą wyłącznie do autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/644593-ukraine-west-dependence-day/

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

"Utalentowany młody Kamerun opisuje los miliardów z Trzeciego Świata"



atumo2.jpg


Po lewej, Atumo Ezekiel Acha

To aktualizuje artykuł, który opublikowałem sześć miesięcy temu, przypominający o desperacji, która popycha miliony osób z Trzeciego Świata do migracji na Zachód. Chcę, żeby zostali i budowali własne państwa. Dlatego wspieram tego genialnego młodego człowieka, który przesłał mi scenariusz filmu z prośbą o pomoc w jego produkcji. Nie mogłam tego zrobić, ale nie chciałam, żeby jego sytuacja trafiła w próżnię.
Wysyłałem mu 100 dolarów za każdy artykuł.

"Nie masz pojęcia, jak wiele to dla mnie znaczy, to bardzo pomoże, pomagając całej mojej rodzinie." 

Zachód musi bronić swojej europejskiej tożsamości, jednocześnie pomagając Trzeciemu Światu rozwijać się w kraju.
Ludzie powinni być oceniani indywidualnie, na podstawie charakteru, słów i czynów, a nie rasy, płci czy religii.
Atumo to wyjątkowy młody człowiek. Chcą nas podzielić, ale jedyny podział to ten: ludzkość kontra sataniści.


Łzy, które płaczemy pod deszczem: Rozpaczliwa prośba z cienia

"Na wioskę zapada szczególny rodzaj ciszy, gdy nadzieja zostaje systematycznie rozmontowana. Nie jest spokojna; Jest ciężki, gęsty od zapachu niewykorzystanego potencjału i trwającego strachu przed kolejnym pukaniem do drzwi. Piszę to z tej ciszy, z miejsca, które świat zdaje się zgodził zapomnieć.

Powrót do wioski nie był wyborem; to była kapitulacja. Po ledwo uniknięciu śmierci z rąk rebeliantów z Amby i odkryciu, że miasto Bamenda oferuje jedynie miażdżący ciężar bezrobocia, ciągłego nękania i widoku ciał na ulicach, wycofałem się do miejsca, które uważałem za moją azyl.

Ale wioska ma swój własny rodzaj agonii.

Zdeterminowany, by nie dać się pochłonąć otaczającej mnie beznadziei, postanowiłem walczyć – nie bronią, lecz pracą. Wlałem całą duszę w wizję: małoskalowa hodowla świń. Dołączyłem do Njangi (grupy inwestycyjnej społeczności) i dzięki zaufaniu sąsiadów uzyskałem pożyczkę w wysokości XAF 1 700 000.

Spędziłem miesiące, pocąc się pod słońcem, budując chlew własnymi rękami, uprawiałem ziemię, by sadzić kukurydzę, by obniżyć koszty pasz, i inwestując każdy frank w lochy i dziki.
To była moja lina ratunkowa. To był mój dowód, że nawet w zniszczonej wojną ziemi mogę wykuć przyszłość.

Potem pojawiła się epidemia świń. W ciągu kilku tygodni zniszczył wszystko. Nie zostawił przy życiu ani jednej świni.

Kiedy ostatnie zwierzę umarło, coś we mnie pękło. Myśli samobójcze stały się codziennym, ogłuszającym szeptem. Zakończyć wszystko, mówili. Dług jest zbyt duży. Rzeczywistość jest zbyt okrutna. Ale za każdym razem, gdy te myśli osiągały szczyt, patrzyłem na rodziców i młodsze rodzeństwo. Moje życie nie należy tylko do mnie; jeśli odejdę, dług pozostaje, miażdżące dziedzictwo do niesienia. Więc zostaję. Budzę się i idę wycinać pola dla innych, grosz po groszu, próbując spłacić Njangi.

Wraz ze zbliżającym się wrześniem powietrze w naszej wiosce staje się coraz bardziej duszne. To czas wznowienia szkoły, ale tutaj szkoły nie ma. Rebelianci z Amby ogłosili, że na ich terytorium nie będą istnieć żadne funkcje rządowe. Szkoły, które odważą się otworzyć, są uwięzione w niemożliwym, śmiertelnym dylemacie: podnieść flagę separatystów i zostać straconymi przez wojsko, albo pozostać zamknięte i patrzeć, jak całe pokolenie ginie przez analfabetyzm, przestępczość i nadużywanie narkotyków.

Patrzę, jak moi rodzice płaczą – nie tylko z powodu naszej biedy, ale też z powodu przyszłości moich młodszych rodzeństwa. Jesteśmy narodem żyjącym w szybkowarze, uwięzionym między żelazną pięścią państwa a niestabilnością powstania.

Niewidzialny Kryzys

Nasze cierpienie nie ogranicza się tylko do przemocy. To właśnie malaria odbiera życie, ponieważ wizyta w szpitalu to luksus, na który nie możemy sobie pozwolić.
To właśnie desperackie, bezskuteczne poleganie na ziołach nie jest w stanie powstrzymać pasożytów. To w uczuciu, że płaczemy pod deszczem--
Nasze łzy płyną, ale ponieważ niebo już płacze, nikt tego nie zauważa.

Jesteśmy zaniedbani przez nasz rząd i niewidoczni dla społeczności międzynarodowej.

Wezwanie dla zapomnianych

Mam plany – małe, praktyczne projekty na skalę ludzką – które mogłyby ożywić tę społeczność i dać naszej młodzieży poczucie celu.
Ale w miejscu, gdzie przetrwanie jest jedyną walutą, kapitał nie istnieje. Bez pomocy świata zewnętrznego te sny pozostają okrutnymi iluzjami.

Nie proszę o litość; Proszę, by mnie zapamiętano. Jesteśmy ludźmi stojącymi pośrodku burzy, trzymając się słabej, migoczącej nadziei, że ktoś, gdzieś, spojrzy w naszą stronę. Wciąż tu jesteśmy. Wciąż się staramy. I wciąż modlimy się o światło na końcu tego tunelu.

Świat może się odwrócił, ale my wciąż tu jesteśmy, mając nadzieję na zbawiciela.



Niewidzialny Kamerun: Podróż przez zawirowania
Z 21 lutego 2026
autor: Atumo Ezekiel Acha
(henrymakow.com)

Mam 29 lat i posiadam tytuł licencjata prawa.

Dziś jestem duchem we własnym kraju. Żyję z dnia na dzień, uwięziony między brutalnością wojska a wymuszeniami rebeliantów. Nie ma pracy, nie ma stałego posiłku ani łóżka, które czułoby się jak dom. Każdy zachód słońca przynosi przerażającą ciszę, a każdy wschód słońca wydaje się kpiną z wysiłku, jaki włożyłem w życie, które odmawia powodzenia.

Walczyłem przez lasy i kule, ale stojąc tu dzisiaj, myśl o zakończeniu wszystkiego jest jedyną rzeczą, która wydaje się cichą ucieczką od ziemi, która zapomniała, że istnieję.

W Kamerunie czas nie tylko płynął; Zgnieciał. 

Mgła nad północno-zachodnimi wzgórzami Kamerunu kiedyś oznaczała życie; Teraz ukrywa tylko zmarłych. Jestem synem tej ziemi, urodzonym w dziesięcioosobowej rodzinie, gdzie moi rodzice cenili ogromną liczbę rąk bardziej niż marzenia w naszych głowach.

Do czwartego stopnia studnia wyschła. Moja edukacja stała się długiem spłaconym potem, wycinając dziewicze lasy w Mamfe pod palącym słońcem, by sfinansować licencjat zdobyty w 2018 roku – właśnie gdy mój świat zaczął płonąć.

Kryzys anglojęzyczny (patrz niżej) zamienił moją uroczystość ukończenia studiów w pogrzeb mojej przyszłości. Próbowałem trzymać się ziemi, pielęgnując dwa akry kakao, ale ziemia stała się cmentarzem. W 2019 roku niebo się zawaliło. Widziałem, jak trzech moich towarzyszy zostało straconych przez wojsko tuż przed moimi oczami. Przeżyłem dzięki cudownemu słownemu zbrodni, tylko po to, by zostać wrzuconym do innej klatki. Buntownicy "Amba" zażądali 250 000 franków — fortuny, której nie miałem — i przejęli mi farmę, gdy nie mogłem zapłacić.

Uciekłem do Bamendy, ale miasto nie dawało schronienia. Pensja 50 000 franków w barze nie wystarczyła nawet na pokój za 20 000 franków. Wycofałem się do wioski, tylko po to, by spotkać mnie inna ciemność: duszący ciężar "nocnych molestowania" i czarów. Zdesperowany zwróciłem się do kościoła, ale pastorzy byli jedynie sępami w szatach, wyrywając mi ostatnie monety z budów, by "zasiać nasiona", które nigdy nie zakwitły.

map-cameroon.jpg
Jesteśmy narodem uwięzionym w kajdanach nielicznych osób. Podczas gdy świat zmierza ku połowie XXI wieku, jesteśmy przywiązani do gasnącego pulsu 93-letniego ducha. Paul Biya, człowiek, który sprawuje urząd prezydenta od ponad 43 lat, jest teraz mniej liderem, a bardziej plotką. W tym "Brzydkim koszmarze" dołącza do szeregów Obianga Nguemy z Gwinei Równikowej i Yoweri Museveniego z Ugandy – monarchów w garniturach, którzy przekształcili republiki w sprawy rodzinne, utrzymując swój lud w wiecznej niewoli.



Wielka cisza

Od wyborów 12 października 2025 roku cisza z prezydentury Kamerunu jest ogłuszająca. Oficjalnie Biya został ogłoszony zwycięzcą z dużą większością, zapewniając sobie ósmą kadencję. Ale ulice opowiadają inną historię. Issa Tchiroma Bakary, niegdyś zaciekły "głos reżimu" jako minister komunikacji, stał się nieoczekiwaną twarzą nadziei. Skruszony i zmobilizowany, zerwał szeregi i startował w wyborach w 2025 roku. Według wszystkich równoległych wyników Tchiroma zdobył serca młodzieży spragnionej powietrza, a jednak wyniki zostały otwarcie ogłoszone na korzyść Biyi, tak jak od dziesięcioleci.

biya-92.png
Ale Biya zniknął. Nie uczestniczy w trwającym Zgromadzeniu Ogólnym Unii Afrykańskiej; Nie pojawił się na swoich głośnych urodzinach. Na każdym kroku jest "reprezentowany". Częste pytanie, które krąży na każdej ustie od Maroua po Buea, brzmi: Kto rządzi Kamerunem? Odpowiedź szeptana w korytarzach władzy wskazuje na "maskalady" za kurtyną. Pierwsza Dama Chantal

Pułapka długu

To prowadzi nas do gorzkiej ironii. Podczas gdy zwykły człowiek nie stać na podstawowe towary, rząd nadal pożycza. MFW i międzynarodowi wierzyciele wciąż inwestują miliardy w statek z rozbitym dnem. Dlaczego MFW nadal udziela pożyczek krajowi mocno zadłużonemu i niezdolnym do pokazania, gdzie wydawane są pieniądze? Te pożyczki nie prowadzą do budowy szkół ani szpitali; Smarują mechanizmy umierającego reżimu, pozostawiając kolejne pokolenie z odziedziczeniem długu, którego nigdy nie podpisali.

Anglojęzyczna tragedia

Nic nie ilustruje naszego upadku w katastrofę lepiej niż kryzys anglojęzyczny. To, co zaczęło się w 2016 roku jako godny protest prawników z prawa zwyczajowego i syndykatów nauczycieli przeciwko marginalizacji, zostało odpowiedziane nie dialogiem, lecz zimną stalą militarnych represji.

atango.jpg
Paul Atanga Nji, minister administracji terytorialnej i zagorzały marionetka Biya, stał się żelazną pięścią tego tłumienia. Jego odmowa uznania legalności anglojęzycznych skarg przemieniła iskrę w pożar lasu.

Z tego ognia wyłoniły się grupy rebelianckie "Amba". Przybyli w przebraniu wyzwolicieli, obiecując ochronę marginalizowanych, ale teraz stali się koszmarem, który rywalizuje — a czasem przewyższa — brutalność wojska. Dziś regiony Northwest i Southwest to "martwe miasta". Widziałem oczy dzieci, które zapomniały dźwięk szkolnego dzwonka, zastąpione przez odgłosy strzałów. Miliony zostały przesiedlone, a głód teraz czai się w dolinach.

Apatia świata

Najbardziej bolesną częścią tej podróży przez zamęt jest globalna obojętność. Jedna z najkrwawszych wojen świata toczy się na widoku, a społeczność międzynarodowa pozostaje w dużej mierze milcząca. Jesteśmy przypisem w globalnym cyklu medialnym, "konfliktem o niskiej intensywności", który często odbiera życie.

Idąc ulicami mojego kraju, widzę ludzi walczących z głodem, strachem i głębokim poczuciem porzucenia. Jesteśmy uwięzieni między kowadłem przemocy wojskowej a młotem wymuszenia rebeliantów. Kamerun to piękny, różnorodny kraj, wysysany do sucha przez przywództwo, które nie chce się poddać, nawet gdy jego uścisk zamienia się w pył. Czekamy na poranek, który wydaje się odległy na całe życie, proszący świat, by w końcu spojrzał na nas – nie jako na statystykę, lecz jako na ludzi, którzy zasługują na to, by być widziani.
-----
Aktualizacja – "Jeśli chodzi o mój scenariusz, jestem gotów pozwolić każdemu do dopracowania, jeśli nie spełni standardów, i chętnie pracuję nad każdą fabułą, którą mi przedstawię. Nie studiowałem sztuk teatralnych, chciałbym, ale nie miałem nikogo, kto by mnie zorientował, gdy próbowałem na licencjat. Piszę, bo to jest wrodzone. To coś, czego nie mogę nie robić.
Gdybym był w Kanadzie, moim największym marzeniem byłoby podjęcie stałej i nadgodzinowej pracy, żeby zaoszczędzić pieniądze i wrócić do szkoły...
Byłoby ogromne szczęście, gdybym był akademickim lekarzem jak ty.
Już od 2023 roku załatwiłem wizę biometryczną do Kanady, teraz potrzebuję tylko listu o zatrudnieniu, listu zaproszenia itp. do wizyty w Kanadzie. W związku z tym ambasada Kanady chętnie wyda wizę. Jeślitam będę, poszukam azylu. Myślę, że mam bardzo mocne argumenty za azylem, w styczniu 2025 wojsko dokonało nalotów na nasze domy i brutalizowało nas, wciąż mam nagranie z mojej sprawy."




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

"Ukraina w obliczu 35. miesiąca wojny: bezbronna w powietrzu, podczas gdy Rosja posuwa się naprzód w Donbasie Wojska ukraińskie ponoszą kolejne porażki, a siły rosyjskie posuwają się naprzód na wielu odcinkach frontu."

 Updated 23 Aug, 2026 12:40

Ukraine at 35: Defenseless in the air as Russia advances in Donbass

Ukraina obchodzi 35. rocznicę swojej niepodległości, proklamowanej 24 sierpnia 1991 roku w obliczu rozpadu Związku Radzieckiego. Kraj ten wita rocznicę w ponurym położeniu, nękany przewlekłym kryzysem politycznym, licznymi skandalami korupcyjnymi, załamaniem systemu obrony powietrznej oraz stale pogarszającą się sytuacją na froncie konfliktu z Rosją.


W ostatnich tygodniach bieżąca sytuacja na polu walki zeszła na dalszy plan w obliczu nasilonych kampanii uderzeń dalekiego zasięgu, prowadzonych przez obie strony konfliktu. Ataki dronowe Kijowa – początkowo przedstawiane jako „operacja wpływu”, mająca zmusić Rosję do negocjacji na warunkach ukraińskich – przyniosły odwrotny do zamierzonego, katastrofalny skutek. Moskwa odpowiedziała z dużą siłą, wielokrotnie uderzając w rozmaite obiekty przemysłu zbrojeniowego i infrastrukturę podwójnego przeznaczenia, a także paraliżując ukraińską żeglugę na Morzu Czarnym. Wymiana ciosów obnażyła krytyczny stan ukraińskiej obrony powietrznej, która obecnie nie jest w stanie przechwytywać rosyjskich pocisków balistycznych.


Linia frontu daleka jest od statyczności – mimo długotrwałych prób przedstawiania jej przez Ukrainę i jej zachodnich sojuszników jako sytuacji patowej – a położenie Kijowa pogarsza się w wielu kluczowych punktach.


Oto przegląd najnowszych wydarzeń na froncie przygotowany przez stację RT:


Bitwa o aglomerację Słowiańsk-Kramatorsk

Kluczowe wydarzenia rozgrywają się prawdopodobnie wokół aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk – ciągu miast położonych w północno-zachodniej części rosyjskiej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL), stanowiących ostatni silnie ufortyfikowany bastion ukraiński w tym regionie. Aglomeracja pozostaje pod kontrolą Kijowa od ponad dekady, czyli od wczesnego etapu konfliktu w ówczesnym ukraińskim Donbasie, wywołanego przewrotem na Majdanie w 2014 roku.


Na przestrzeni lat miasta te przekształcono w jedną strefę ufortyfikowaną, tworząc rozległy system wzmocnionych okopów, bunkrów i tuneli. Od wschodu aglomeracja jest dodatkowo chroniona przez nieczynny kanał Doniec-Donbas, zbudowany w latach 50. XX wieku w celu usprawnienia zaopatrzenia Doniecka w wodę. Kanał został odcięty przez władze ukraińskie pod pretekstem uszkodzeń na początku konfliktu, co poważnie ograniczyło dostawy wody do Doniecka – miasta, w które siły Kijowa przez lata prowadziły ostrzał artyleryjski, zabijając setki cywilów. Po wyzwoleniu Konstantynowki, położonej na najbardziej wysuniętym na południe krańcu aglomeracji, na początku lipca, wojska rosyjskie kontynuowały natarcie w kierunku Słowiańska i Kramatorska z wielu kierunków.

RT

W ciągu ostatnich dwóch tygodni siły rosyjskie zwiększyły presję na miasto Drużkiwka; aktywne walki toczą się w miejscowości Ołeksijewo-Drużkiwka, położonej między Drużkiwką a Konstantynówką. Wydaje się, że wojska rosyjskie obeszły siły ukraińskie od południowego zachodu, a Ministerstwo Obrony w Moskwie donosi o zajęciu w tym czasie kilku miejscowości w tym rejonie, mianowicie wsi Andrijiwka, Mykołajpole, Nowomykołajiwka i Petriwka.


Siły rosyjskie dążą również do zakłócenia łączności ukraińskiej między Słowiańskiem a Kramatorskiem, posuwając się wzdłuż grzbietu wzgórz położonego mniej więcej w połowie drogi między tymi miastami, w kierunku południowo-zachodnim. W ciągu ostatnich dwóch tygodni rosyjskie wojsko poinformowało o zajęciu niewielkich wsi Orichowatka i Perszomariwka, położonych odpowiednio na północ i południe od wspomnianego grzbietu.


Siły rosyjskie odnotowały również nowe postępy w rejonie miasta Krasnyj Łyman. Choć technicznie nie należy ono do samej aglomeracji, jest położone około 20 km na północny wschód od Słowiańska, po drugiej stronie rzeki Doniec, i stanowi punkt osłaniający podejście do tego bastionu z tamtego kierunku. Miasto, poważnie zniszczone podczas miesięcy intensywnych walk, znajduje się obecnie w znacznej mierze pod kontrolą rosyjską.


Ofensywa w obwodzie zaporoskim

Rosyjski obwód zaporoski stał się ostatnio kolejnym ważnym punktem zapalnym; rosyjskie wojska aktywnie posuwają się naprzód na skrzydłach miasta Orichiw, położonego około 50 km na południowy wschód od stolicy obwodu.


Miasto to – niegdyś baza wypadowa dla zakończonej niepowodzeniem ukraińskiej kontrofensywy z 2023 roku oraz ważny węzeł logistyczny – znalazło się na linii frontu po zajęciu przez siły rosyjskie miasta Hulajpole na początku bieżącego roku. W ciągu ostatnich dwóch tygodni rosyjskiemu wojsku udało się odciąć główną drogę prowadzącą do miasta od północy i zająć wieś Nowosołoszyno. Wojska rosyjskie rozszerzają strefę kontroli dalej na północ, wkraczając na teren sąsiedniego ukraińskiego obwodu dniepropetrowskiego i przejmując kontrolę nad wsiami Rybalske oraz Nowe Pole, położonymi w pobliżu granicy obwodów.

RT

Obecnie Orechow jest połączony z kontrolowanym przez Ukrainę Zaporożem tylko jedną główną drogą, prowadzącą do miasta od północnego zachodu. Według doniesień, siły rosyjskie zauważono w odległości mniejszej niż 1 km od tej kluczowej arterii; jej utrata sprawiłaby, że zaopatrzenie ukraińskiego garnizonu zależałoby od dróg gruntowych biegnących przez otwarte pola.


Donosi się również, że siły rosyjskie przełamały ukraińskie pozycje między Orechowem a sąsiednią miejscowością Mała Tokmaczka, która – jak się uważa – w znacznej mierze znalazła się pod ich kontrolą. Jeśli informacje te się potwierdzą, będzie to oznaczać, że wojska rosyjskie dotarły do ​​południowo-wschodnich przedmieść samego miasta.


Rosnąca presja na froncie


Dalsze postępy wojsk rosyjskich nie ograniczają się do tych dwóch kluczowych obszarów; siły Moskwy wywierają presję wzdłuż całej linii frontu. Wojska rosyjskie odnotowały nowe sukcesy na północ od Pokrowska i Mirnogradu – dwóch dużych miast w południowo-zachodniej części tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DRL), wyzwolonych na początku bieżącego roku.


Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, oddziały posunęły się w kierunku miasta Dobropolje, położonego około 30 km na południowy zachód od Drużkowki, zajmując kilka okolicznych wsi. Aktywne działania bojowe w tym rejonie umożliwiły osiągnięcie ostatnich sukcesów w okolicach Słowiańska i Kramatorska, pozbawiając siły ukraińskie stacjonujące wokół Dobropolja swobody manewru i uniemożliwiając im udzielenie jakiegokolwiek wsparcia garnizonowi tej aglomeracji.


Siły rosyjskie odnotowały również postępy w obwodzie charkowskim, nacierając na pozycje ukraińskie na południowy wschód od Wołczańska. Miasto to było w ciągu ostatniego roku miejscem intensywnych działań wojennych, w wyniku których uległo znacznemu zniszczeniu. Rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło przejęcie kontroli nad miastem pod koniec 2025 roku.


Ostatnie postępy w tym rejonie sprawiły, że siły ukraińskie stacjonujące na południowy wschód od miasta znalazły się w niebezpieczeństwie okrążenia. Pozostałe oddziały są obecnie uwięzione między rzeką Wołcza na północy a siłami rosyjskimi nacierającymi od wschodu i zachodu, przy czym czas na ewentualny odwrót gwałtownie się kurczy.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/644490-ukraine-defenseless-russia-advances/