sobota, 9 maja 2026

"Imperium USA ginie w Cieśninie Ormuz "

 

Przesłane przez analityka geopolitycznego z fotela, SOTN Ekskluzywne
, 9 maja 2026

Żadne inne istotne przysłowie, starożytne powiedzenie czy słowa mądrości nie oddają lepiej obecnego stanu spraw międzynarodowych dotyczących wojny w Iranie niż to wymienione powyżej.

Każdy analityk powinien już od razu zauważyć, że zarówno Trump, jak i Netanjahu stworzyli własny węzeł gordyjski; i taką, której nie da się rozwiązać "przecięciem miecza Aleksandra Wielkiego". I dokładnie to chcieliby zrobić zarówno ci zbrodniarze wojenni, jak i ludobójcze maniacy, co widzieliśmy po ich dziecinnych (czytaj: irracjonalnych) reakcjach na ich własne trudności.

Ale kluczowe jest, by właściwie zrozumieć, że potrzeba było dwóch poważnych szaleńców, czyli dwóch kompletnie szalonych złych aktorów, by w ogóle zawiązać tak pokręcony, kolczasty i powykręcony węzeł.

Jaki jest kluczowy punkt?

Cała afera wojny z Iranem nie mogła być zaplanowana jako większa katastrofa dla Imperium USA i jeszcze większa katastrofa dla syjonistycznego państwa Izrael, które do tej pory ewoluowało z katastrofalnymi skutkami na całym świecie.

Innymi słowy, za każdym razem, gdy dochodzi do katastrofy militarnej o tak epickich rozmiarach, zwłaszcza gdy konsekwencje dla całej światowej wspólnoty narodów są tak dalekosiężne i poważne, można wyciągnąć dwa niezwykle istotne wnioski.

Po pierwsze, że mroczna strona wojskowej przygody została ustawiona jako niebezpieczna pułapka dla dwóch przywódców, którzy sami się wpakowali. Obaj oszaleli przez narkotyki władzy i pieniędzy, pychy i arogancji, religijnego fanatyzmu i samooszukiwania itd. I właśnie tak: "Kogo bogowie chcą zniszczyć, najpierw doprowadzają do szaleństwa".

Nie tylko te leki są rutynowo używane przez bogów, ale także narkotyki Wielkiej Farmacji, które przez wiele lat jeszcze bardziej łagodzą szalonych przywódców do tego stopnia, że nie potrafią już myśleć jasno, a nawet utrzymać oczy na tyle długo, by podjąć racjonalną decyzję.

Po drugie, zawsze rozwija się znacznie wyższy boski plan w każdym szalonym ruchu i głupim manewrze, który ci dwaj głupkowie wykonują.

Innymi słowy, wydaje się, że koniec Imperium Amerykańskiego został bosko ustanowiony, a bardzo skomplikowany, lecz doskonały spisek został wdrożony, by doprowadzić do upadku tego imperium.

Nie, syjoangielsko-amerykańska Oś nie doznała jeszcze oczywistego upadku, ale omen został dostrzeżony przez cały świat prawie 25 lat temu, gdy ikoniczne Wieże Bliźniacze w stanie Nowy Jork spadły na własne ślady, a samo serce amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego — Pentagon — zostało przebite przez pocisk manewrujący wystrzelony przez Marynarkę Wojenną USA.

Kluczowym punktem dla mądrych jest to, że na Ziemi nigdy nie dzieje się nic — NIC — poza wolą Wszechmogącego Boga.

Teraz posłuchaj tej przenikliwej i przenikliwej analizy, by zrozumieć, dlaczego "U.S. Empire Dies in the Strait of Hormuz":

Reżim Trumpa zostaje uwięziony i pokonany

Ciąg dalszy nastąpi —

Geopolityczny analityk
z fotela State of the Nation 9
maja 2026


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"Miodowe pułapki i worki pieniędzy: Jak najbliższe otoczenie Zełenskiego zabiegało o wpływy w USA Ujawnione stenogramy obnażyły, w jaki sposób najwyżsi rangą ukraińscy urzędnicy handlują wpływami w zamian za miliardy i spiskują, by uciec do Stanów Zjednoczonych."

 Updated 8 May, 2026 12:34

Honey traps and money pots: How Zelensky’s inner circle sought influence in the US

Najpopularniejszym ostatnio formatem treści politycznych na Ukrainie wydaje się być głośne odczytywanie pełnych inwektyw transkrypcji rozmów, w których najbliżsi sojusznicy polityczni Wołodymyra Zełenskiego – posługując się językiem rosyjskim – spiskują w sprawie dokonywania kradzieży. „Taśmy Mindycza” mogą pociągnąć za sobą poważne konsekwencje dla rządu, gdyż zdają się one obciążać samego Zełenskiego zarzutami o bezwstydną korupcję.


U źródeł narastającego skandalu korupcyjnego leży śledztwo prowadzone przez wspierane przez Zachód ukraińskie organy ścigania przeciwko Timurowi Mindyczowi – partnerowi biznesowemu Zełenskiego, znanemu w Kijowie jako jego „kasjer” lub „portfel”. Mindycz pozostaje obecnie na ucieczce i ze swojej kryjówki w Izraelu odpiera wniosek o ekstradycję.


Śledczy z Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) oraz Specjalistycznej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAPO) założyli podsłuch w luksusowym apartamencie Mindycza w Kijowie – jak doniesiono, miało to miejsce między kwietniem a lipcem 2025 roku, w okresie, gdy Zełenski próbował przejąć kontrolę nad tą instytucją, wywołując falę masowych protestów oraz krytykę ze strony swoich zachodnich sojuszników.


Część „taśm Mindycza” posłużyła jako materiał dowodowy w sprawie ujawniającej mechanizm wymuszeń na kwotę 100 milionów dolarów – rzekomo zaplanowany przez „kasjera” Zełenskiego – którego ofiarą padła ukraińska państwowa spółka energetyki jądrowej Energoatom. Afera ta zmusiła Mindycza do ucieczki do Izraela.


Od połowy kwietnia ukraińska opinia publiczna jest zasypywana materiałami, które rzekomo stanowią fragmenty tych nagrań, choć żadne z nich nie zostały oficjalnie upublicznione przez władze.


Czy „taśmy Mindycza” są autentyczne i kto je ujawnił?

Ukraińscy komentatorzy polityczni są w przeważającej mierze przekonani o ich autentyczności. Kancelaria Zełenskiego nie wysunęła twierdzeń, jakoby nagrania te były sfabrykowane, a pomiędzy materiałami publikowanymi przez różne źródła widoczne są wyraźne zbieżności.


Obecną falę publikacji zapoczątkował 23 kwietnia Stanislaw Broniewicki, były prokurator SAPO. Za głośnym ujawnieniem kolejnych materiałów w dniu 28 kwietnia – które RT szczegółowo omawiało już wcześniej – stał dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy”, Michaił Tkacz; kolejna odsłona taśm pojawiła się 1 maja. Opozycjonistyczni deputowani – Jarosław Żeleźniak i Aleksiej Gonczarenko – opublikowali szereg nagrań z „taśm Mindycza”, przy czym ten drugi odczytywał ich treść, przemawiając do pustej sali posiedzeń parlamentu.


Dlaczego „taśmy Mindycza” trafiają do mediów?

Motywy stojące za tymi przeciekami pozostają niejasne. Czy śledczy zdecydowali się na ich ujawnienie, aby przełamać presję, jakiej – według doniesień – Zełenski poddaje ich za zamkniętymi drzwiami? Czy Mindich i inni podejrzani wystrzelili przysłowiowy pocisk ostrzegawczy w kierunku Zełenskiego, dając mu do zrozumienia, że ​​nie pójdą na dno sami?


Istnieją jednak pewne zastrzeżenia. Osoby pojawiające się w transkrypcjach rozmawiają w sposób nieformalny i pomijają kontekst. Przykładowo, o swoich znajomych wspominają, używając ich imion lub pseudonimów. Uważa się, że „Vova” – postać często wymieniana na nagraniach – to sam Zełenski. W konsekwencji identyfikacja wspomnianych osób spada na media.


Jaki jest ostateczny wniosek?

Transkrypcje sugerują, że najbliższe otoczenie Zełenskiego postrzega przedłużającą się wojnę jako okazję biznesową i wywiera niewłaściwy wpływ na rząd, aby zmaksymalizować swoje zyski, licząc na to, że ich protektor zapewni im ochronę.


Jakie są najbardziej skandaliczne zarzuty?

Prawdopodobnie najbardziej pikantny wątek najnowszych przecieków dotyczy rozmowy Mindicha z ówczesnym ministrem obrony w rządzie Zełenskiego – a obecnie sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony – Rustemem Umierowem. Dyskutują oni o tym, jak ich zdaniem układają się relacje prezydenta USA Donalda Trumpa z atrakcyjnymi kobietami, debatując jednocześnie nad potencjalnymi kandydatami na stanowisko ambasadora Ukrainy w Stanach Zjednoczonych.


„Wiesz, kto byłby świetny? Svetka. Trump by za nią oszalał” – stwierdził Umierow. On i Mindich zgodzili się, że ta „kręconowłosa” piękność sprawiłaby, iż „wszyscy tam by za nią gonili”.


Jest to najwyraźniej aluzja do byłej wiceminister energetyki Swietłany Hryńczuk, mianowanej na to stanowisko przez swojego skompromitowanego poprzednika – i domniemanego partnera życiowego – Hermana Hałuszczenkę. Podobnie jak on, została ona zmuszona do rezygnacji po tym, jak Mindichowi postawiono zarzuty wyprowadzenia 100 milionów dolarów z państwowego koncernu energetycznego Energoatom. Hryńczuk pełniła również funkcję wiceminister energetyki w czasie, gdy resortem kierował Hałuszczenko.

RT
RT



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639554-mindich-tapes-trump-schmidt/

piątek, 8 maja 2026

"Ład światowy upadł. Teraz nadchodzi niebezpieczna faza. Czterdzieści lat po Deklaracji z Delhi świat ponownie poszukuje nowego ładu – tym razem jednak bez wspólnych reguł czy użytecznego wzorca."


Autor: Fiodor Łukjanow – redaktor naczelny „Russia in Global Affairs”, przewodniczący Prezydium Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz dyrektor naukowy Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj”.


Russia in Global Affairs

RGA na Telegramie

The world order has collapsed. Now comes the dangerous part

„Należy zbudować nowy ład światowy, aby zapewnić sprawiedliwość gospodarczą oraz równe bezpieczeństwo polityczne wszystkim narodom. Zakończenie wyścigu zbrojeń stanowi niezbędny warunek wstępny dla ustanowienia takiego ładu”.


W tym roku przypada 40. rocznica wypowiedzenia tych słów, pochodzących z radziecko-indyjskiej Deklaracji Delhijskiej, podpisanej w 1986 roku podczas wizyty Michaiła Gorbaczowa w Indiach i jego rozmów z premierem Rajivem Gandhim. Był to jeden z pierwszych ważnych dokumentów schyłkowego okresu zimnej wojny, w którym otwarcie mówiono o potrzebie „nowego ładu światowego”.


W tamtym czasie radzieckie przywództwo wierzyło, że ład ten wyłoni się dzięki temu, co nazywano „nowym myśleniem politycznym”. Idea zakładała, że ​​dawni adwersarze porzucą konfrontację i połączą najlepsze elementy swoich systemów, tworząc bardziej stabilne i sprawiedliwe ramy międzynarodowe. Była to wizja ambitna: wspólny wysiłek na rzecz odbudowy polityki globalnej na gruzach rywalizacji ideologicznej. Jednak historia miała inne plany.


Związek Radziecki wkrótce wpadł w wir wewnętrznych kryzysów, by ostatecznie zniknąć ze sceny światowej. Zwrot „nowy ład światowy” przetrwał, lecz został szybko zaadaptowany przez administrację prezydenta George’a H.W. Busha. W interpretacji Waszyngtonu pojęcie to przestało oznaczać wspólną architekturę międzynarodową. Zaczęło oznaczać ład liberalny, zdominowany politycznie i militarnie przez Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników.


W rzeczywistości nie był to wcale ład całkowicie nowy. Stanowił on przedłużenie systemu ukształtowanego po 1945 roku – tyle że pozbawionego teraz przeciwwagi, jaką był Związek Radziecki.


Przez pewien czas wielu wierzyło, że taki układ stanowi naturalny kres historii. Jednak wbrew tym oczekiwaniom – gdy tylko zniknęła konfrontacja zimnowojenna – stabilność globalna wcale się nie pogłębiła. Zamiast tego napięcia stopniowo narastały, a z początkiem drugiej dekady XXI wieku fundamenty systemu zaczęły już pękać.


Od tamtej pory tempo dezintegracji gwałtownie przyspieszyło.


W miarę jak ludzkość zagłębia się w drugą ćwierć XXI wieku, coraz trudniej zaprzeczyć, że dotychczasowy ład światowy faktycznie przestał istnieć. Wszelkie wątpliwości, jakie mogły się jeszcze tlić, rozwiały się w pierwszych miesiącach 2026 roku.


Nie chodzi tu jedynie o to, że najpotężniejsze państwa w coraz większym stopniu ignorują prawa i konwencje, które niegdyś wydawały się trwale ugruntowane; znacznie istotniejszy jest styl, w jakim obecnie uprawiana jest polityka. Decyzje podejmowane są impulsywnie i często jawnie ze sobą sprzeczne, jako że rządy najpierw działają, a dopiero później improwizują. Oświadczenia składane dzisiaj mogą wprost przeczyć tym wczorajszym, a jednak zdaje się to już nie mieć żadnego znaczenia.


Tego rodzaju atmosfery nie należy jednak mylić ze zbiorową irracjonalnością. Przeciwnie – wielu aktorów politycznych zdaje się być przekonanych, że dawne ograniczenia przestały obowiązywać, a obecna chwila stanowi historyczną szansę. Kieruje nimi prosty instynkt: należy zdobyć jak najwięcej korzyści, zanim układ sił ponownie się skrystalizuje.


Redystrybucja świata już się rozpoczęła. Wpływy polityczne, korytarze transportowe, zasoby, przepływy finansowe, ekosystemy technologiczne, a nawet sfery kulturowe i religijne – wszystko to staje się jednocześnie przedmiotem rywalizacji. Każde z mocarstw definiuje obecnie swoje ambicje i testuje metody, za pomocą których mogłoby je zrealizować.


Oczywiście błędy będą kosztowne, lecz to – przynajmniej – nie stanowi w polityce międzynarodowej żadnej nowości.


Prawdziwa niepewność tkwi jednak gdzie indziej, gdyż miniona epoka pozostawiła po sobie przeświadczenie, iż po okresach chaosu nieuchronnie następuje wyłonienie się nowej równowagi. Po bezładzie przychodzi struktura, a po konfrontacji – nowe ramy. Tym razem jednak nie ma na to żadnej gwarancji.


Dzisiejszy system międzynarodowy nie przypomina pustego placu budowy, oczekującego na nowy projekt. Po wielkich wojnach światowych stare struktury często ulegają masowemu zniszczeniu, tworząc przestrzeń dla wyłonienia się czegoś nowego – a tak nie jest w obecnej sytuacji.


Zamiast tego świat pozostaje przepełniony instytucjami i nawykami odziedziczonymi po minionych epokach. Wiele z nich uległo dyskredytacji lub przestało być funkcjonalnych, lecz wciąż istnieją. I nawet te państwa, które najbardziej agresywnie atakują te instytucje, nadal z nich korzystają, ilekroć jest to dla nich wygodne.


Przykładem pozostaje tu system Narodów Zjednoczonych. Jego autorytet uległ osłabieniu, a mimo to rządy wciąż odwołują się do niego w sposób wybiórczy – zawsze wtedy, gdy służy to ich interesom. Podobnie też struktury ukształtowane w epoce liberalnej globalizacji okazały się znacznie bardziej odporne, niż wielu się spodziewało.

Mimo wojen handlowych, sankcji, fragmentacji geopolitycznej oraz coraz bardziej otwartej rywalizacji między mocarstwami, globalna sieć gospodarcza wciąż opiera się całkowitemu rozpadowi. Łańcuchy dostaw uginają się, lecz nie zrywają całkowicie. Rynki pozostają ze sobą powiązane. Nawet państwa uwikłane w ostrą konfrontację polityczną nadal prowadzą ze sobą handel – choćby pośrednio.


Ta odporność zdaje się frustrować niektóre z tych samych mocarstw, które usiłują przekształcić ten system.


Stworzenie prawdziwie nowych ram międzynarodowych będzie zatem procesem wyjątkowo bolesnym. Dostępny materiał budulcowy składa się z fragmentów pochodzących z różnych epok historycznych, systemów ideologicznych i modeli instytucjonalnych. W jakiś sposób te niekompatybilne elementy muszą zostać zestawione tak, by powstała z nich funkcjonalna całość.


Niektóre państwa podchodzą do tego zadania z rozwagą, dobierając elementy, które mogłyby ułożyć się w stosunkowo spójną strukturę. Inne postępują znacznie bardziej brutalnie, próbując wbić niepasujące do siebie fragmenty na siłę – za pomocą presji lub zastraszania. Niebezpieczeństwo jest oczywiste: nadmierne użycie siły może wcale nie przynieść stabilności, lecz jedynie pogłębić fragmentację.


Być może jednak cechą definiującą obecną chwilę jest fakt, że nikt nie dysponuje rzeczywistym planem tego, co nastąpi dalej. W poprzednich okresach przejściowych – jakkolwiek wadliwe bywały ówczesne wizje – przywódcy przynajmniej wierzyli, że rozumieją, dokąd zmierzają.


Dziś jednak brakuje takiej jasności; najnowsza walka o zbudowanie nowego ładu światowego toczy się bez uniwersalnych zasad, a nawet bez powszechnie akceptowanej wizji tego, jak miałby wyglądać sukces. Stare reguły odchodzą w niepamięć, lecz w ich miejsce nie pojawiły się żadne uzgodnione zamienniki.


Na chwilę obecną przesłanie, z którym musi zmierzyć się każde z mocarstw, jest brutalnie proste: działaj na własną rękę, a następnie spróbuj żyć z tego konsekwencjami.


Przetlumaczon przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639580-world-order-has-collapsed/

"Czy prezydent Donald Trump stracił rozum? "

 

Ron Unz
– recenzja The Unz

Przez ponad dwanaście lat strona Daily Stormer Andrew Anglina była najpopularniejszą publikacją alt-right w Internecie, prawdopodobnie mając więcej czytelników niż wszystkie inne razem wzięte.

To niezwykłe osiągnięcie miało miejsce mimo bezprecedensowej kampanii nękania, tłumienia i deplatformowania, z którą musiał się zmierzyć. Jego zaciekli wrogowie nie tylko zbanowali go praktycznie ze wszystkich standardowych usług internetowych, ale nawet zorganizowali wielokrotne konfiskaty jego domen internetowych, co wcześniej wydawałoby się nie do pomyślenia.

Po drodze stał się także jedną z pierwszych osób, które kiedykolwiek zostały zbanowane na Twitterze. Po tym, jak Elon Musk kupił tę firmę i ogłosił nową politykę wolności słowa, Anglin został na krótko dopuszczony do powrotu. Jednak mimo starannego unikania kontrowersyjnych tematów, wkrótce ponownie został zbanowany.

Wszystko to sprawiło, że zyskał tytuł najbardziej ocenzurowanego pisarza na świecie. Taki przydomek nadaliśmy mu, gdy ogłosił, że każdy może swobodnie publikować jego teksty, i zaczęliśmy to robić, w tym ponad 2000 jego wpisów i artykułów w ciągu ostatnich pięciu lat.

Jak można się było spodziewać, ogromne ludzkie i finansowe obciążenie związane z prowadzeniem strony internetowej w tak trudnych warunkach stało się dla niego zbyt wielkie, a w zeszłym miesiącu ostatecznie porzucił ten wysiłek, publikując wpis zatytułowany "Koniec Daily Stormera".

W początkowym okresie jego skrajnie prowokacyjne i łamiące tabu komentarze przyniosły tak ogromny wzrost jego publikacji, że dość przechwalająco przewidywał, iż w ciągu kilku lat przewyższy czytelników New York Timesa i niemal wszystkich innych publikacji. Jednak jego ideologiczni przeciwnicy położyli temu kres, a w swoim końcowym wpisie opisał swój nieszczęśliwy los:

To już trzynasty rok istnienia tego miejsca. Jednak dopiero w czwartym roku działalności wyciągnięto mi dywan spod nóg w zupełnie bezprecedensowy sposób. Przez 9 lat strona działała z trudem, z znaczącą, ale niemal całkowicie stagnującą liczbą czytelników, bez możliwości rozwoju. Utrzymanie strony online było nieprzyzwoicie kosztowne, przez co stało się finansowo nieopłacalne.

Niekonstytucyjna cenzura jest powodem, dla którego się zamykam, i dlatego publikuję na dailystormer.pw setki tysięcy osób zamiast dziesiątek milionów na dailystormer(dot)com. To, co zrobili mi i mojej stronie, było całkowicie bezprecedensowe, poziom cenzury, której nigdy nie doświadczyła żadna osoba ani publikacja.

Chociaż strona była skuteczna pod wieloma względami, nawet w osłabionym stanie, mój 25-letni plan budowy i zarządzania najpopularniejszym niezależnym serwisem informacyjnym i komentatorskim na świecie został anulowany.

Przy całkowitej blokadzie ze strony wszystkich zachodnich firm infrastrukturalnych internetowych musiałem korzystać z podejrzanych usług offshore, które w przeciwnym razie były przeznaczone dla przestępców. Absurdalnie drogie i nieefektywne.

Mimo to twierdził, że odniósł moralne zwycięstwo, zauważając, że niektóre kontrowersyjne tematy, których relacje odważnie zapoczątkował, stały się teraz całkowicie powszechne:

Misja wykonana

Napisałem tę stronę internetową, aby agitować o zmiany w Stanach Zjednoczonych, Europie i na świecie, z agresywnym naciskiem na problem żydowski.

Wiele osób teraz mówi wszystko, co ja mówiłem dekadę temu. Nie wypowiadają ich zbyt dobrze, nie tak bym to zrobił. Ale nikt już nie może zaprzeczyć tej żydowskiej sprawie. Nikt już nawet nie próbuje. Każdy popularny, istotny komentator prawicowy brzmi teraz jak jakaś zbugowana wersja mnie. To surrealistyczne. Gdziekolwiek to się nie potoczy, nie mam żadnych skrupułów nazywać tego ogromnym osobistym i zawodowym zwycięstwem. Żyjemy w nowym paradygmacie, którego byłem głównym pionierem.

Pomimo porzucenia swojej strony internetowej, nadal pisze na platformie społecznościowej o nazwie Primal, a my od czasu do czasu publikujemy jego dłuższe wpisy, gdy się pojawią.

Kilka tygodni temu pierwszy z nich przedstawił jego dość pesymistyczne spojrzenie na obecną wojnę Donalda Trumpa w Iranie. Rozpoczął tekst od podkreślenia, że nasze główne źródła alternatywnych informacji o tym konflikcie i wielu innych ważnych tematach coraz bardziej przesuwały się z blogów na podcasty:

Większość z nas czerpie informacje i analizy dotyczące wojny w Iranie z podcastów. Główne wiadomości są bezużyteczne, a ku mojemu osobistemu żalowi czasy blogowania w dużej mierze się skończyły. Alternatywne głosy wolą podcasty.

Sędzia Napolitano, Glenn Diesen, Danny Davis, ten uzbecki facet – wszyscy prowadzą tych samych komentatorów w pętli, tworząc tyle treści, że można ich słuchać każdej chwili. (Biorąc pod uwagę, że to wszystko jest dozwolone na YouTube i staje się coraz popularniejsze, można się zastanowić, czy nie dzieje się coś bardziej złowrogiego, choć większość osób wydaje mi się uczciwa, więc jeśli to operacja psychologiczna, większość z nich nie jest w to zamieszana.)

Tucker Carlson, bestia podcastu, ma większą różnorodność gości i udziela własnych komentarzy.

 

Z pewnością podzielam ten sam wniosek mediów. Chociaż wciąż czytam gazety i inne mainstreamowe publikacje oraz regularnie śledzę przydatne analizy i linki udostępniane przez alternatywnych blogerów i strony internetowe, takie jak SimpliciusNaked CapitalismMoon of Alabama czy Sonar21 Larry'ego Johnsona, spędzam znacznie więcej czasu tygodniowo, słuchając wywiadów podcastowych na kanałach, które Anglin cytował, a także na kilku innych. Razem wzięte filmy, które udostępniają, prawdopodobnie przyciągają miliony wyświetleń każdego dnia, całkowicie przytłaczając czytelników tekstów alternatywnych dotyczących tych samych tematów.

Chociaż część tego można przypisać łatwiejszym aspektom biernego oglądania zamiast czytania treści, uważam, że inne czynniki są bardziej istotne.

Doświadczony ekspert wymagałby znacznego czasu i wysiłku, by stworzyć artykuł podsumowujący jego aktualne poglądy, zwłaszcza jeśli chciałby opublikować dopracowany tekst napisany według własnych standardów. Ale biorąc pod uwagę szybkie tempo, w jakim mogą się rozwijać nowe wydarzenia, trwałość takich komentarzy prawdopodobnie byłaby mierzona jedynie w dniach, a nawet godzinach, więc efekt nie byłby wart wysiłku.

Godzinna dyskusja prawdopodobnie liczy co najmniej 7 000 lub 8 000 słów, ale napisanie tak długiego artykułu z pewnością wymagałoby dni pracy.

Tymczasem wywiad w podcaście pozwoliłby mu dostarczyć podobnej analizy przy minimalnym ułamku czasu i wysiłku, a z łatwością mógłby dotrzeć do milionów widzów, a nie tylko do dziesiątek tysięcy. Ten format wydaje się więc znacznie bardziej opłacalnym sposobem komentowania bieżących wydarzeń przemijających dla potencjalnie ogromnej globalnej publiczności.

Wywiady podcastowe otwierają także drzwi do komunikacji dla osób, które mogą posiadać ważne informacje, ale nie mają umiejętności pisarskich, by skutecznie przedstawić swoje poglądy w takim formacie.

Ten stosunkowo nowy ekosystem informacyjny odważnych prowadzących wywiady podcastowe zapewnił potężną platformę dla być może kilkudziesięciu stałych gości, z których większość była solidnie lub nawet bardzo dobrze wykwalifikowana.

John Mearsheimer i Jeffrey Sachs to dwaj z naszych najbardziej wybitnych naukowców, podczas gdy Chas Freeman zajmuje podobną pozycję wśród amerykańskich dyplomatów. Były analityk CIA Ray McGovern kierował naszą radziecką grupą badawczą i pełnił funkcję porannego briefinga wywiadowczego dla pół tuzina amerykańskich prezydentów, a następnie stał się jednym z naszych najzagorzalszych publicznych krytyków nieudane wojny prezydenta George'a W. Busha w Iraku. Pułkownik Larry Wilkerson był wieloletnim szefem sztabu sekretarza stanu Colina Powella i ostatecznie ujawnił, że to on ujawnił mediom, że Saddam Husajn nie posiadał broni masowego rażenia.

W mniej skorumpowanych czasach wszyscy ci ludzie byliby honorowymi gośćmi na naszych czołowych kanałach mediów elektronicznych, ale zamiast tego zostali całkowicie wpisani na czarną listę w tych miejscach. To pomaga wyjaśnić, dlaczego sieci informacyjne w kablach doświadczają tak drastycznego spadku – większość ich widowni sprowadzona jest obecnie do osób starszych, łatwowiernych oraz osób siedzących w terminalach lotniczych lub gabinetach dentystycznych.

Weźmy pod uwagę ogromną liczbę tych wiarygodnych postaci przedstawiających perspektywę tak radykalnie różną od tej, którą powszechnie przedstawia nasz establishment polityczny i medialny. Gdyby robiła to tylko jedna lub dwie osoby, naturalnie bylibyśmy sceptyczni, niezależnie od tego, jak dobrze mają kwalifikacje. Łatwo wyobrazić sobie, że kilka osób popada w złudzenia lub nieracjonalne.

Ale te same wątpliwości rozpraszają się, gdy osiągnięto taką krytyczną masę, a argumenty, które przedstawiają, wydają się logiczne. Mogą się mylić w niektórych swoich punktach i jestem pewien, że czasem tak jest. Ale wydają się całkiem uczciwi i bezpośredni i nie widzę żadnego wiarygodnego powodu, dla którego mieliby próbować mnie oszukać, zwłaszcza biorąc pod uwagę przytłaczający ciężar finansowania i władzy politycznej, jaki leży po stronie establishmentaristycznej postawy.

Naturalnie bardzo chętnie usłyszałbym drugą stronę argumentu, jeśli da się ją przekonująco przedstawić, ale wydaje się, że prawie nie istnieje. Z tego co wiem, osoby, które media stawiają na pierwszym planie, by wspierać oficjalną narrację, nie mają poważnej wiarygodności ani nie potrafią przedstawić żadnych logicznych argumentów. Na przykład czasem widziałem fragmenty Jacka Keane'a, bardzo starszego emerytowanego czterogwiazdkowego generała, regularnie pojawiającego się w FoxNews, wspierającego zwycięską trumpowską narrację o wojnie w Iranie, ale jego faktograficzne twierdzenia wydają się absolutnie absurdalne. Senator Lindsey Graham, jeden z najzagorzalszych neokonserwatystów w Senacie, zachowuje się podobnie, podobnie jak inni wybrani urzędnicy, co nie dziwi, biorąc pod uwagę ogromną polityczną siłę establishmentu, jego think-tanków i darczyńców.

Co więcej, jako istotna korzyść dla ich odbiorców, osoby mogą czasem wygłaszać ważne stwierdzenia w luźnym podcaście, których prawdopodobnie nie chcieliby zrobić w formie cold print.

Na przykład pułkownik Wilkerson przez dekady był filarem establishmentu rządowego i uczestnikiem najgłębszych kręgów spraw bezpieczeństwa narodowego. W ciągu ostatniego roku lub dwóch stał się niezwykle krytyczny wobec Izraela, jego zachowania oraz podporządkowania się własnego rządu jego nakazom i amerykańskim zwolennikom. W wywiadzie z Andrew Napolitano kilka dni temu oświadczył, że jest absolutnie pewien, iż Izrael zabił Charliego Kirka, aby otorować drogę do wojny w Iranie, której oczekiwał od prezydenta Trumpa, i wskazał, że ten sam kraj odegrał również kluczową rolę w zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy'ego.

Chociaż to drugie przekonanie stało się coraz powszechniejsze w głównym nurcie, a prof. Sachs i wielu innych ostatnio sugerowało to samo, to najnowsze wypowiedzenie tak szanowanej i mainstreamowej postaci jak Wilkerson znacznie przyspieszyło ten trend.

Link wideo 

Ten krajobraz medialny stał się centralnym źródłem informacji dla mojej własnej analizy prezydenta Donalda Trumpa i jego prowadzenia naszej wojny z Iranem, która trwa już ponad dwa miesiące.

Po masowym, początkowym ataku amerykańskich i izraelskich pod koniec lutego, kolejne tygodnie wypełniły ponad 20 000 nalotów na irańskie cele, podczas gdy Iran odpowiedział tysiącami uderzeń odwetowych ze swojego ogromnego arsenału rakiet balistycznych i potężnych dronów. Co jeszcze ważniejsze, Irańczycy zamknęli także Cieśninę Ormuz dla większości tankowców i innych statków towarowych, demonstrując tym samym swoją ogromną dominację nad światową gospodarką.

Ta początkowa, silnie "dynamiczna" faza wojny została teraz poprzedzona przez niemal miesiąc kruchego i niepełnego zawieszenia broni. Ta druga faza była naznaczona wczesną rundą nieudanych negocjacji w Islamabadzie. Ta porażka skłoniła Trumpa do ogłoszenia własnej kontrblokady Iranu, nakazując swoim siłom morskim przechwytywanie i przechwytywanie irańskich tankowców, wierząc, że utrata dochodów Iranu i niemożność przechowywania niesprzedanej ropy zmuszą kraj do kapitulacji.

Jak donosił Wall Street Journal w zeszłym tygodniu, Trump oświadczył, że zamierza utrzymać blokadę przez dłuższy czas, wierząc, że czas jest po jego stronie.

Prezydent Trump polecił swoim doradcom przygotować się do przedłużonej blokady Iranu, jak poinformowali amerykańscy urzędnicy, celując w skarbce reżimu w ryzykownej próbie wymuszenia kapitulacji nuklearnej, której Teheran od dawna odmawia.

Podczas ostatnich spotkań, w tym poniedziałkowej dyskusji w Situation Room, Trump zdecydował się kontynuować presję na gospodarkę Iranu i eksport ropy, uniemożliwiając transport do i z portów. Stwierdził, że jego inne opcje—wznowienie bombardowań lub wycofanie się z konfliktu—niosą większe ryzyko niż utrzymanie blokady, jak twierdzą urzędnicy...

Na razie Trump akceptuje nieokreśloną blokadę, o której napisał we wtorek na Truth Social, że popycha Iran ku "Stanu Upadku". Wysoki rangą urzędnik USA powiedział, że blokada wyraźnie niszczy gospodarkę Iranu — ten usiłuje przechowywać niesprzedaną ropę — i wywołał nowe kontakty reżimu z Waszyngtonem.

Jednak Journal zauważył, że obserwatorzy z zewnątrz byli znacznie mniej pewni, która strona ma przewagę w tej sytuacji.

"Obie strony zdają się wierzyć, że to one dobrze obliczyły i że czas jest po ich stronie," powiedział Nico Lange, dyrektor niemieckiego Instytutu Analizy Ryzyka i Bezpieczeństwa Międzynarodowego oraz były szef sztabu niemieckiego ministerstwa obrony.

Rzeczywiście, istnieją bardzo silne powody, by wątpić, czy blokada Trumpa byłaby skuteczna w taki sposób, jaki on zakładał. Wcześniej w wojnie administracja Trumpa była tak zdesperowana, by utrzymać obfite światowe zapasy ropy, że zniosła wszystkie sankcje na irańską ropę, co pozwoliło Iranowi szybko sprzedać około 140 milionów baryłek, które już zostały wypompowane i wyeksportowane, ale wcześniej pozostawały niesprzedane. Ta zaskakująca decyzja zapewniła rządowi Iranu ogromny zastrzyk dodatkowych dochodów.

Co więcej, w kolejnych tygodniach wzrost irańskiego eksportu ropy i jej sprzedaż po znacznie wyższych cenach mniej więcej potroiły bieżące irańskie przychody.

 

Łącznie te dwa ogromne wzrosty dochodów z irańskiej ropy znacznie przewyższały wszelkie obecne redukcje nałożone przez blokadę.

Tymczasem pozorne przekonanie Trumpa, że Irańczycy będą teraz zmuszeni do zaprzestania wydobycia ropy z powodu braku magazynów, co trwale uszkodzi ich pola, wydaje się dość wątpliwe. Podkreślił to były analityk CIA Larry Johnson, który zauważył, że Iran skutecznie radził sobie z wcześniejszymi długotrwałymi ograniczeniami eksportu.

Przewodniczący parlamentu Iranu również wyśmiał tę teorię.

 

Być może właśnie dlatego szybko pojawiły się powszechne obawy, że Trump zmienił zdanie i zamierza wznowić wojnę, a wielu analityków sądziło, że w miniony weekend może rozkazać kolejny pełny atak.

Jednak istniały bardzo mocne praktyczne powody przeciwko temu, by Trump to zrobił. Spędziliśmy lata, a nawet dekady, gromadząc nasz niezwykle kosztowny arsenał "butikowej" broni, by teraz zużyć dużą część tej amunicji w zaledwie kilka tygodni walk z Iranem, walki, która nie przyniosła żadnych naszych deklarowanych celów militarnych. Najnowszy raport CSIS w pełni potwierdził tę sytuację, wskazując, że w wielu kategoriach wyczerpaliśmy co najmniej jedną trzecią do połowy całych naszych globalnych zapasów, których uzupełnienie zajmie lata. Konsekwencje drugiej takiej walki mogą więc doprowadzić do czegoś zbliżonego do jednostronnego rozbrojenia Amerykanów.

Co więcej, jeśli Trump zrealizowałby swoje powtarzające się groźby intensywnego atakowania irańskiej infrastruktury cywilnej, Irańczycy zagroziliby odpowiedzią na to ogromne zbrodnie wojenne w ten sam sposób i zadaniem równych lub gorszych zniszczeń Izraelowi oraz naszym arabskim sojusznikom z Zatoki, którzy umożliwiali te ataki.

Więc jeśli nasza blokada morska była skazana na porażkę, a wznowienie operacji wojskowych równie nieudane, to oczywiście nie mieliśmy dobrych opcji.

To był rzeczywiście surowy werdykt prof. Mearsheimera. Chociaż jest powszechnie znany ze swoich ostrożnych i wyważonych wypowiedzi, w długim, niedawnym wywiadzie oświadczył, że wojna jest całkowicie przegrana, mówiąc to w bardzo stanowczych słowach:

Przegraliśmy tę wojnę na wielką skalę. Ta wojna to katastrofa dla Stanów Zjednoczonych... Jesteśmy skończeni... Trump chce zakończyć wojnę, ale jedynym sposobem, by się poddał. Ta wojna to jednoznaczna porażka Stanów Zjednoczonych. To przejdzie do historii jako największy błąd polityki zagranicznej w historii Ameryki, zastępując wojnę w Iraku na szczycie list... Ta wojna to kolosalna katastrofa...

Link wideo

Podkreślił, że czas w całości leży po stronie Iranu, a ich pozycja negocjacyjna z każdym tygodniem się wzmacniała, gdy podwójne blokady doprowadziły światową gospodarkę na skraj całkowitej katastrofy. Wyjaśnił też, że Trump nie miał skutecznych opcji wojskowych i byłby niezwykle nierozsądny, wznowiając operacje bojowe.


Chociaż zdecydowanie zgadzałem się z większością ocen Mearsheimera, uważam, że był zbyt optymistyczny wobec racjonalności Trumpa. Dlatego bardzo obawiałem się, że nasz prezydent zamierza wznowić walki mimo oczywiście katastrofalnych konsekwencji, które prawdopodobnie nastąpiły.

Moje postrzeganie nieprzewidywalnego i irracjonalnego zachowania Trumpa wcale nie było nowym zjawiskiem.

2 kwietnia 2025 roku Trump ominął nasz ustalony konstytucyjny system zmiany polityki podatkowej, wydając rozporządzenie wykonawcze ogłaszające serię masowych podwyżek podatków na importowane produkty w ramach "Dnia Wyzwolenia", które ostatecznie zostały uniesione przez Sąd Najwyższy. Jego działanie wydawało mi się spóźnionym żartem prima aprilisowym, a tytuły wielu artykułów, które później opublikowałem, sugerowały moje silne wątpliwości co do równowagi psychicznej Trumpa.

Na początku tego roku Trump zarządził nalot komandosów, który skutecznie porwał prezydenta Wenezueli i jego żonę. Wkrótce potem nasz prezydent udzielił zdumiewającego dwugodzinnego wywiadu dla New York Times, w którym oświadczył, że jest ponad wszelkimi prawami i normami międzynarodowymi:

Powiedział też, że nie czuje się ograniczony żadnym międzynarodowym prawem, normami, mechanizmami kontroli i równowagi.

Zapytany przez kolegów, czy istnieją jakieś ograniczenia w jego możliwości wykorzystania amerykańskiej siły militarnej, odpowiedział: "Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać."

Najwyraźniej upojony tym sukcesem militarnym przeciwko słabemu krajowi Ameryki Łacińskiej, Trump kontynuował atak na Iran. Jeśli uznamy obszerną relację z obrad w New York Times, Trump zrobił to wbrew zaleceniom wszystkich swoich wysokich urzędników ds. bezpieczeństwa narodowego.

Razem z Izraelczykami, nasze rakiety i bomby zadały tygodnie ogromnych szkód Iranowi i jego miastom. Ale ten duży kraj liczący ponad 90 milionów mieszkańców, porównywalny rozmiarem do Europy Zachodniej, przyjął nasze ciosy na siebie i pozostał niezłomny, kontynuując skuteczny kontratak, podczas gdy nasze ataki całkowicie nie osłabiły znacząco jego zdolności militarnych.

Coraz bardziej zdesperowany Trump zdał sobie sprawę, że wbrew wszystkim swoim niekończącym się obietnicom wyborczym, wciągnął Amerykę w dokładnie taki rodzaj "wiecznej wojny" na Bliskim Wschodzie, który zawsze potępiał, obawiając się, że jedynym sposobem zakończenia konfliktu będzie upokarzająca polityczna kapitulacja.

Stając w obliczu tego strasznego dylematu, najwyraźniej rozkazał nalot komandosów sił specjalnych, by przejąć wzbogacony irański uran, mając nadzieję, że wykorzysta to głośne zwycięstwo do ukrycia odwrotu, ale ten wysiłek zakończył się całkowitą katastrofą po irańskim zasadzce. Ponad tuzin naszych samolotów zostało zniszczonych, co było największymi jednodniowymi stratami od czasów wojny w Wietnamie ponad pół wieku temu, a widzieliśmy zdjęcia pokazujące ich szczątki rozrzucone na tymczasowym pasie startowym w pobliżu Isfahanu, przypominające upokarzającą irańskią aferę prezydenta Jimmy'ego Cartera w 1979 roku, ale na znacznie większą skalę. Według obszernej relacji w Wall Street Journal, "impulsywny styl" Trumpa sprawił, że jego współpracownicy nawet wykluczyli go z pokoju sytuacyjnego Białego Domu, gdy podejmowano kluczowe decyzje operacyjne.

Od tego momentu Trump wydawał się całkowicie niepoczytalny, wygłaszając przerażające groźby masowych zbrodni wojennych na swojej platformie Truth Social, począwszy od Niedzieli Wielkanocnej:

Te wypowiedzi były tak oburzające, że spotkały się z ostrymi potępieniami ze strony niektórych z jego najzagorzalszych dawnych zwolenników, zwłaszcza tych głęboko chrześcijańskich, z których jeden potępił go jako "złego psychopatę".

Co więcej, wszystkie te niezwykle brutalne groźby były regularnie przeplatane całkowicie fikcyjnymi lub urojeniowymi twierdzeniami, że Irańczycy zamierzają się poddać jego żądaniom i zakończyć wojnę na korzystnych warunkach.

Kilka dni później Trump jeszcze bardziej oburzył wielu swoich byłych chrześcijańskich zwolenników, publikując zdjęcie przedstawiające siebie jako postać podobną do Jezusa, co oni słusznie uznali za całkowicie bluźniercze.

Połączenie tych wszystkich czynników sprawiło, że wielu zaczęło się zastanawiać, czy nasz prezydent cierpi na demencję i całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością. W kilku wywiadach Jeffrey Sachs informował, że specjaliści zdrowia psychicznego prywatnie wyrażali tę opinię.

 

Na początku skłaniałem się do odrzucenia tej drugiej możliwości, ale teraz nie jestem już taki pewien.

Jeszcze kilka tygodni temu nazwisko Robert Barnes nic mi nie mówiło, ale teraz odkryłem, że jest prawnikiem, który przez ostatnie dekady stał się wielkim bohaterem dla konserwatystów i prawicowców, skutecznie reprezentując ich w wielu z ich najbardziej głośnych pozwów. Był też zdecydowanym wczesnym zwolennikiem Trumpa i ruchu MAGA, a połączenie tych wszystkich czynników zdawało się dawać mu bliskie kontakty z wieloma urzędnikami Trumpa, zarówno w Białym Domu, jak i w Pentagonie. W rezultacie w ostatnich wywiadach mógł przedstawić bardzo szczere spojrzenia na obecny stan naszego prezydenta i jego administracji, w których wydał mi się całkowicie wiarygodny. Wiele z tych artykułów, które relacjonował, wydawało się bardzo podobnych do znacznie bardziej eufemistycznych wersji przedstawionych w profilu Journal.

Miesiąc temu opisywałem niektóre z ważnych materiałów, które Barnes przekazał w pierwszym wywiadzie, na który natrafiłem:

Barnes twierdził, że oburzeni pracownicy Pentagonu rutynowo opisywali swoje departamenty pod Hegsethem ani jako Departament Obrony, ani Departament Wojny, lecz Departament Zbrodni Wojennych.

Barnes twierdził również, że Trump był nieustannie karmiony kłamstwami o ogromnych sukcesach naszych operacji wojskowych, a na podstawie takich urojeniowych informacji jego przemówienie pierwotnie miało ogłosić rozpoczęcie operacji lądowych w Iranie. Jednak pod ogromną presją wiceprezydenta JD Vance'a i innych, Trump w końcu przedstawił bardziej realistyczne informacje, i choć rzekomo zareagował gniewem, tymczasowo odroczył publiczne rozpoczęcie pełnych operacji lądowych.

Link wideo

W kolejnym wywiadzie Barnes przekonująco argumentował, że Trump całkowicie stracił rozum i że wszyscy jego współpracownicy desperacko próbują powstrzymać go przed zniszczeniem świata lub przynajmniej globalnej gospodarki. Barnes twierdził również, że bardziej racjonalni urzędnicy Trumpa obawiali się, że jeśli wojna potrwa jeszcze 3-4 tygodnie, świat zacznie doświadczać "szoku podażowego na poziomie Covid".

Link wideo

Według Barnesa, główną trudnością podczas negocjacji z Irańczykami było to, że Trump często "fastrowalizował" warunki przedstawionych przez nas porozumień, opisując je jako bardzo różne od tego, czym były w rzeczywistości. To doprowadziło Iran do wniosku, że negocjacje z Ameryką są po prostu niemożliwe, a Barnes zdawał się zgadzać, że irracjonalne zachowanie Trumpa oznacza, iż musi zostać całkowicie wyłączony z procesu decyzyjnego, aby cokolwiek zostało pomyślnie rozwiązane.

Link wideo

W tym ostatnim wywiadzie Barnes w pełni potwierdził także wybuchowe twierdzenia byłego analityka CIA Larry'ego Johnsona, że podczas burzliwego sobotniego wieczornego posiedzenia nadzwyczajnego Trump poprosił o kody broni jądrowej, ale jego żądania zostały odrzucone przez gen. Dana Caine'a, wybranego przez niego samego przewodniczącego Połączonych Szefów Sztabów.

 

Gorąco zachęcam ludzi, by obejrzeli niektóre z tych ważnych wywiadów z Barnesem i sami zdecydowali, czy jego relacje wydają się wiarygodne. Jeśli tak, problemy, z jakimi boryka się nasz kraj, są znacznie poważniejsze, niż większość by sądziła.

Dodatkowym dowodem jest to, że Biały Dom właśnie opublikował niezwykle dziwaczny klip wideo, na którym prezydent Trump przez całą godzinę powtarza jedno słowo "WINNING". Trudno mi uwierzyć, że zrobiliby coś tak dziwnego bez zgody samego prezydenta. Jak można się było spodziewać, główne odpowiedzi na ten dziwaczny Tweet były absolutnie jadowite.

 

 

Jednym z oczywistych czynników, który musiał znacząco przyczynić się do obecnego stanu psychicznego Trumpa, była straszliwa upokorzenie związane z bezpośrednią amerykańską porażką strategiczną z rąk średniej wielkości potęgi regionalnej, takiej jak Iran.

W wielu swoich publicznych wypowiedziach Trump był dumny z tego, co uważał za niezrównaną potęgę militarną Ameryki, ale szybko odkrył, że jest ona bezużyteczna do zadań, których wymagał. Nasza marynarka może być najsilniejsza na świecie, ale nie miała szans na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz przeciwko irańskiemu oporowi, a jeśli nasze okręty wojenne zbliżyłyby się zbyt blisko wybrzeża Iranu, prawdopodobnie zostałyby zatopione lub unieruchomione przez irańskie rakiety i drony. Nasze wojska lądowe miały niewielkie szanse na zdobycie znaczącego irańskiego terytorium i poniosłyby ciężkie straty, gdyby spróbowały. Nasze elitarne siły specjalne zostały najwyraźniej katastrofalnie pokonane, gdy rozkazał nalot mający na celu przejęcie wzbogaconego uranu Iranu.

Ogromne fale ataków rakietowych podczas tygodni naszych aktywnych walk poważnie uszkodziły dużą część irańskiego przemysłu i zabiły tysiące Irańczyków, ale opłacalność naszych operacji mogła być daleka od optymalnej. Na przykład ciekawa analiza New York Timesa sugerowała, że w wielu przypadkach wystrzeliliśmy pociski przechwytujące kosztujące miliony dolarów, by zestrzelić irańskie drony warte 30 000 dolarów.

Nawet to mogło nie być najgorsze z tego, co się wydarzyło. Alastair Crooke spędził dekady zaangażowany na Bliskim Wschodzie, najpierw jako wysoki rangą oficer MI6, a później jako brytyjski dyplomata, i w swoich wywiadach regularnie twierdził, że wiele celów zniszczonych przez Amerykanów to w rzeczywistości tanie chińskie manekiny, a nie faktyczne irańskie platformy broni. Ostatnio w mediach społecznościowych rozeszły się plotki, że Irańczycy zakupili około 900 000 takich nadmuchiwanych wabików od Chin, jednostek tak zaawansowanych, że emitowały nawet sygnały radiowe i cieplne – więc nieznana część wielomilionowych ataków rakietowych, które pierwotnie napełniały Trumpa dumą, mogła być całkowitą porażką.

 

Wszystkie te koszty się sumują, a jeszcze przed wybuchem wojny Trump zadeklarował, że podniesie nasz już ogromny budżet Pentagonu o aż 50% do 1,5 biliona dolarów rocznie. Ta liczba nie tylko była mniej więcej równa całkowitym wydatkom wojskowym wszystkich innych państw na świecie, ale w skali uwzględnionej inflacji była nawet znacznie wyższa niż to, co wydawaliśmy w szczytowym momencie II wojny światowej. Nie powinniśmy zapominać, że główną przyczyną upadku ZSRR były ogromne sumy wydanych przez Sowietów na zbrojenia, które stworzyły kolosa wojskowego z ekonomicznymi stopami gliny.

Przez wiele lat nasze roczne wydatki wojskowe były ponad sto razy większe niż Iranu. Jeśli więc ostateczny wynik wojny będzie podobny do tego, co argumentował Mearsheimer, nasza klęska z pewnością stanie się ważnym studium przypadku wykorzystywanym w programie nauczania wszystkich akademii wojskowych.

 

Strategiczna analiza Mearsheimera podkreślała ogromną presję, jaką Iran może wywierać na gospodarkę światową, jeśli Ameryka nie zgodzi się zakończyć wojny na warunkach korzystnych dla tego kraju, i to było głównym tematem mojego poprzedniego artykułu opublikowanego dwa tygodnie temu. Twierdziłem, że wojna Trumpa w Iranie może doprowadzić do globalnego krachu gospodarczego z powodu strasznych niedoborów ropy, gazu ziemnego i innych kluczowych towarów eksportowych z Zatoki Perskiej, prawdopodobnie przybierając formę poważnej światowej recesji lub być może nawet nowego Wielkiego Kryzysu.

Przed wybuchem wojny Cieśnina Ormuz przewoziła 20-25% światowych zapasów ropy i LNG oraz jeszcze większy procent światowych nawozów. Zamykając tę drogę wodną dla większości ruchu towarowego, Irańczycy pokazali, jak potężną mają władzę nad tymi kluczowymi globalnymi zasobami.

Chociaż Saudyjczycy użyli rurociągu, by przenieść większość swoich eksportów ropy do Morza Czerwonego, globalny niedobór ropy już przekroczył 500 milionów baryłek. Jak dotąd skutki tych strat zostały w pełni złagodzone przez uwolnienie 400 milionów baryłek z zachodnich rezerw strategicznych oraz decyzję Ameryki o zniesieniu sankcji na rosyjską, a nawet irańską ropę, przy czym setki milionów tych baryłek zostały już wypompowane i wyeksportowane, ale wcześniej niesprzedane na morzach.

Jednak te tymczasowe zapasy były już bliskie wyczerpaniu, podczas gdy Irańczycy i ich sojusznicy Huti regularnie grozili zamknięciem alternatywnej drogi wodnej Morza Czerwonego, co dodatkowo ograniczało eksport do Zatoki Perskiej. Nawet bez tej drugiej możliwości, na horyzoncie wydawały się poważne niedobory i skoki cen.

Jeszcze bardziej ponurą możliwością było to, że Trump prędzej czy później zrealizuje swoje powtarzające się przerażające groźby zniszczenia irańskiej infrastruktury energetycznej i cywilnej, co skłoniłoby Irańczyków do podobnych zniszczeń na państwa arabskie Zatoki. To mniej więcej podwoiłoby obecny niedobór ropy i uczyniłoby te straty trwałymi na wiele lat.

Prof. Jeffrey Sachs z Uniwersytetu Columbia spędził dekady jako jeden z naszych czołowych ekonomistów międzynarodowych. W niedawnym, dwugodzinnym wywiadzie z Tuckerem Carlsonem wyjaśnił, że napisał rozprawę doktorską o wstrząsach naftowych lat 70., którą następnie opublikował jako jedną z najwcześniejszych analiz tych wydarzeń, co pozwoliło mu z pewną sprawiedliwością stwierdzić, że "napisał książkę" na ten temat. Chociaż cały wywiad zdecydowanie warto obejrzeć, w pewnym fragmencie pod koniec wyjaśnił, że stoimy na rozdrożu, a zła decyzja prawdopodobnie doprowadzi do bezprecedensowych zniszczeń dla globalnej gospodarki.

Link wideo

 

W moim artykule podkreśliłem, że jednym z najdziwniejszych aspektów strasznego kryzysu gospodarczego, który się teraz rozwija, było to, że nasze rynki finansowe niemal całkowicie go ignorowały, co w przeciwnym razie mogłoby wywierać ogromną presję na Trumpa i rząd amerykański, by wyciągnąć nas z krawędzi.

Zamiast właściwie odzwierciedlać bardzo realną możliwość globalnego kryzysu na horyzoncie, amerykańskie akcje regularnie osiągały rekordowe poziomy. Prawdopodobnym powodem, dla którego traderzy i zarządzający funduszami pozostawali tak nieświadomi tych ogromnych ryzyk, było to, że wbrew wszelkim oczekiwaniom ceny ropy rosły jak dotąd znacznie mniej niż ktokolwiek spodziewał się na początku wojny.

Na przykład do ostatniego tygodnia szeroko cytowana cena referencyjna ropy naftowej była nadal tylko o około 30% wyższa od bardzo niskich poziomów z początku tego roku, nie wykazując żadnych z masywnych wzrostów cen, które były szeroko przewidywane. Tak więc wzrost cen, który był dość umiarkowany i być może tylko tymczasowy, pomógł wyjaśnić, dlaczego akcje w dużej mierze ignorowały konflikt.

Jednak mniej więcej w czasie, gdy ukazał się mój artykuł, saudyjski minister finansów stwierdził, że te papierowe ceny są całkowicie nierealistyczne i nie odzwierciedlają rzeczywistych cen, po których obecnie handlowano ropą.

 

Wpływowy Economist opublikował także obszerny artykuł ostrzegający, że obecne ceny terminowe na ropę są całkowicie nierealistyczne i nie dostrzegają straszliwej katastrofy gospodarczej, z jaką mierzy się świat.

TRADERZY KONTRAKTÓW TERMINOWYCH NA ROPĘ to pogodna grupa. 17 kwietnia, po tym jak minister spraw zagranicznych Iranu ogłosił Cieśninę Ormuz "całkowicie otwartą", cena ropy Brent spadła o 10%, do 90 dolarów za baryłkę. W ciągu kilku godzin Iran zmienił kurs i zaatakował indyjski tankowiec. Następnego dnia globalny benchmark wzrósł zaledwie o 5%. Pozostaje około 20 dolarów poniżej szczytu z końca marca, mimo że amerykańska blokada irańskiej ropy oznacza, że jeszcze więcej ropy jest uwięzionych w Zatoce...

Ten pocieszający obraz jest głęboko mylący. Do 20 kwietnia ostatnie tankowce, które przekroczyły Hormuz przed wybuchem wojny, dotarły do swoich celów – do Malezji i Kalifornii. Nie ma już żadnego bufora, który chroniłby świat przed szokiem podażowym, w czasie roku, gdy popyt ze strony kierowców świątecznych zaczyna rosnąć...

Rynki kontraktów terminowych mają inne spojrzenie na sprawy. Jednak nawet gdyby Hormuz został dziś ponownie otwarty, pełne wznowienie produkcji ropy naftowej w Zatoce Perskiej, żeglugi i rafinerii zajmie miesiące. Saad Rahim z Trafigura, trader, ocenia, że skumulowana strata 1,5 mld baryłek z Zatoki Perskiej, czyli 5% rocznej globalnej produkcji, jest niemal nieunikniona. Jeśli cieśnina się nie otworzy ponownie, może łatwo osiągnąć dwukrotność tej liczby. Ostatni raz popyt na ropę spadł o 10% w krótkim czasie podczas lockdownów związanych z covid-19 w 2020 roku, co spowodowało również spadek światowego PKB o ponad 3%. Czas na uniknięcie podobnej sytuacji powoli się kończy.

Od czasu ukazania się mojego artykułu poinformowano o kolejnych 20%, ale kilka dni temu CEO Exxon-Mobil ostrzegł, że te ceny nadal nie odzwierciedlają prawdziwego wpływu trwających zakłóceń rynkowych.

Gorąco polecam niedawny wywiad z analitykiem o imieniu Chris Martinsen, który wydawał się bardzo dobrze zorientowany na kwestie podaży ekonomicznej dotyczące ropy i innych kluczowych surowców, a także na temat analogii historycznych.

Link wideo

Przedstawił mocne argumenty, że szok naftowy, który nieuchronnie nadchodzi na drodze, przyćmie większość poprzednich i będzie miał ogromną skalę, nawet jeśli konflikt zakończyłby się dziś, a Irańczycy ponownie otworzyliby cieśninę. Gdyby konflikt trwał lub faktycznie eskalował, jak wydaje się możliwe, skutki byłyby całkowicie druzgocące. Wydawało mu się, że ceny ropy wynoszące 200 dolarów za baryłkę lub nawet znacznie, znacznie wyższe są całkiem prawdopodobne.

Oczywiście nic z tego nie odzwierciedla się w obecnych rynkach kontraktów terminowych, więc argumentował, że te ostatnie są mocno manipulowane. Ale gdy pojawiły się poważne niedobory ropy, ta manipulacja się załamała.

Weźmy pod uwagę, że Korea Południowa i niektóre kraje europejskie już zaczęły racjonować benzynę, a linie lotnicze zamykają dziesiątki tysięcy swoich lotów. Nic z tego nie wydarzyło się podczas poprzedniego szoku naftowego w 2022 roku po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, więc obecny jest oczywiście znacznie gorszy. Ale nikt nigdy by się tego nie spodziewał na podstawie szeroko notowanych cen kontraktów terminowych na ropę, co sugeruje, że te ostatnie prawdopodobnie nie odpowiadają rzeczywistości.

Martensen spodziewał się, że próba ukrycia prawdziwych cen rynkowych załamie się w ciągu kolejnych kilku tygodni, nawet jeśli wojna nie zostanie wznowiona, więc wkrótce zobaczymy, czy ma rację.

 

Jednym z ważnych punktów, które Martensen podkreślił, była względna kruchość Zachodu wobec nadchodzącego szoku naftowego. Nie tylko cios prawdopodobnie był znacznie większy niż straty dostaw w latach 70., ale nasza gospodarka i system finansowy były teraz znacznie mniej zdolne poradzić sobie z tym skutkiem.

Zaledwie kilka dni temu WSJ opublikowało na pierwszej stronie artykuł, w którym informował, że nasz własny dług narodowy przekroczył już 100% naszego PKB:

WASZYNGTON — Dług narodowy USA przekracza obecnie 100% produktu krajowego brutto, przekraczając niegdyś nie do pomyślenia próg, na drodze do pobicia rekordu ustanowionego po II wojnie światowej.

Na dzień 31 marca publiczne zadłużenie kraju wynosiło 31,265 biliona dolarów, podczas gdy PKB w poprzednim roku wynosiło 31,216 biliona dolarów, według danych opublikowanych w czwartek. Daje to wskaźnik 100,2%, w porównaniu do 99,5% na zakończenie ostatniego roku fiskalnego 30 września. Ta liczba prawdopodobnie będzie rosła w najbliższej przyszłości, ponieważ rząd federalny utrzymuje historycznie wysokie roczne deficyty sięgające prawie 6% PKB, co zwiększa zadłużenie.

Rząd wydaje 1,33 dolara na każdy dolar uzyskanych przychodów, a deficyt budżetowy w tym roku szacowany jest na 1,9 biliona dolarów. To niewiele się zmieniło względem 2025 roku, ponieważ cięcia podatkowe Republikanów wchodzą w życie zanim cięcia wydatków wejdą w życie. Ostateczny wynik będzie zależał od wydatków wojennych Iranu, zwrotów ceł oraz siły gospodarki.

Ten dług był do opanowania tylko dlatego, że stopy procentowe, które obecnie płacimy na obligacje skarbowe, były bardzo niskie według długoterminowych standardów historycznych, a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wciąż jest znacznie poniżej 4,5%.

Nie bylibyśmy w stanie poradzić sobie z opłacaniem stóp procentowych z lat 80. i 90., które często były dwa lub trzykrotnie wyższe. Ale nawet jeśli inflacyjny wpływ nadchodzącego szoku naftowego zmusiłby długoterminowe stopy procentowe do wzrostu o kilka punktów procentowych do poziomu z 1999 roku, bylibyśmy zmuszeni spłacać dodatkowe 600 miliardów dolarów rocznie na samą obsługę długu, co mogłoby łatwo wystarczyć, by doprowadzić nas do bankructwa narodowego.

 

W tym samym wydaniu Journal pojawił się kolejny artykuł na pierwszej stronie, w którym informowano, że choć nasz wzrost PKB w pierwszym kwartale wyniósł stosunkowo zdrowe 2%, to w dużej mierze był to napędzany ciągłym boomem wydatków na AI:

Wzrost gospodarczy USA przyspieszył w pierwszym kwartale, gdy firmy zainwestowały znaczne środki w sztuczną inteligencję, odbijając się po czwartym kwartale naznaczonym zamknięciem rządu...

W pierwszym kwartale odnotowano silny wzrost wydatków biznesowych na kategorie ściśle powiązane ze SI, takie jak sprzęt i produkty własności intelektualnej, co podkreśla, jak bardzo AI stała się motorem gospodarki kraju. Ogólne inwestycje biznesowe wzrosły w kwartale w tempie 10,4% rocznie, co jest najsilniejszym wzrostem od prawie trzech lat.

"Nawet po uwzględnieniu faktu, że większość sprzętu komputerowego jest importowana, inwestycje w AI wydają się stanowić około połowy całkowitego wzrostu PKB w pierwszym kwartale" – powiedział Oliver Allen, ekonomista z Pantheon Macroeconomics.

Jeśli te ogromne wydatki na AI ostatecznie osiągną niezwykłe poprawy gospodarcze, które przewidują jej zwolennicy, wszystko może się ułożyć na dobre. Jednak obszerny artykuł w środku tej samej gazety nosił ostrzegawczy tytuł "Czas tyka dla wielkich technologii, by sztuczna inteligencja opłacała" i zaczynał się od następujących obaw:

Największe firmy technologiczne wydają teraz fortunę na AI. Oni i ich akcjonariusze będą za to płacić przez wiele lat...

Kiedy firmy dokonują inwestycji kapitałowych, nie liczą od razu wydatków jako wydatków. Zamiast tego aktywa kapitałowe muszą być amortyzowane przez pewien czas. Wpływ na zyski jest więc opóźniony. Jednak w nadchodzących latach banknot wart wiele bilionów dolarów będzie musiał przejść, odbierając ugryzienie w raportowanych zyskach.

A wpływ wydatków ostatnich kilku lat już szybko rośnie — tym bardziej, że żywotność chipów i serwerów AI jest stosunkowo krótka w porównaniu z innymi typami zasobów. Microsoft, Amazon, Meta i Google deprecjonują swój sprzęt serwerowy przez pięć do sześciu lat. Oznacza to, że rekordowa kwota wydatków inwestycyjnych wydanych obecnie zostanie odliczona od ich dochodów w ciągu najbliższych kilku lat.

Kluczowe jest to, że z perspektywy księgowości ogromne sumy, które wszystkie te firmy technologiczne obecnie inwestują w systemy AI, traktowane są według zasad "Kup teraz, zapłać później", przy czym większość kosztów pojawia się jedynie w przyszłych rachunkach zysków i strat. Jeśli więc te systemy AI okażą się mniej korzystne, niż się obecnie oczekuje, roczne zyski przez wiele lat ucierpią z powodu obecnych wydatków kapitałowych, co może mieć dramatyczny wpływ na wartość rynkową tych firm.

Te nieco zawiłe kwestie księgowe są często ignorowane przez zwykłych inwestorów, podobnie jak podczas słynnej bańki dot-com, która pękła około ćwierć wieku temu, ale uważam, że dziś mają spore znaczenie.

W 2002 roku opublikowałem artykuł w Los Angeles Times, w którym wyśmiewałem absurdalne sztuczki księgowe, które wówczas stosowały wysoko popularne firmy technologiczne, by zawyżać swoje wyniki finansowe i wartość rynkową, i wydaje się, że bardzo podobne metody są dziś stosowane w podobnych celach, choć na znacznie większą skalę.

Na przykład wyceny firm często opierają się na ich wolnych przepływach pieniężnych. Ale kilka miesięcy temu zauważyłem, że Journal przeprowadził analizę ujawniającą, że dla naszych gigantów technologicznych te wyniki mogą być znacznie niższe niż powszechnie zakładano, a najbardziej ekstremalnym przykładem jest Facebook-matka Meta Platforms:

Wolny przepływ gotówki to ważny wskaźnik finansowy. Inwestorzy polegają na niej jako na wskaźniku dyskrecjonalnej gotówki, którą firma pozostała po reinwestowaniu w działalność w celu nagrodzenia akcjonariuszy lub spłaty długu.

Jednak termin wolny przepływ pieniężny nie ma jednolitej definicji w zasadach rachunkowości...

W rzeczywistości koszty gotówkowe bezpośrednio powiązane z nagrodami pracowniczymi pochłaniały w zeszłym roku 42 miliardy dolarów, czyli 96% wolnych przepływów pieniężnych Meta. Rzecznik Meta odmówił komentarza.

Zaledwie kilka tygodni po publikacji tego artykułu Meta ogłosiła, że zwalnia 10% wszystkich swoich pracowników, co trudno było oczekiwać od firmy, która rzekomo była tak ogromnie dochodowa, ale znacznie bardziej zgodne z zupełnie innym korporacyjnym obrazem przedstawionym przez Journal.

Wartość rynkowa Meta wynosi obecnie około 1,5 biliona dolarów, a jeśli ta przeciwna analiza jest trafna, ta kwota powinna zostać obniżona o 96%, co stanowi konsekwencje przebicia bańki wyceny wywołanej przez wprowadzające w błąd rachunkowość. I chociaż Meta była najbardziej ekstremalnym przykładem, podobne problemy księgowe występowały w przypadku innych gigantów technologicznych wartych biliony dolarów, takich jak Alphabet, Microsoft i Nvidia.

Pierwszą wskazówką, która skłoniła felietonistę Journal do zgłębiania tych kwestii księgowych, było to, że Meta i wszystkie te inne firmy technologiczne raportowały ogromne roczne wolne przepływy pieniężne, a mimo to nadal zaciągały ogromne pożyczki na pokrycie kosztów swoich projektów AI, co było dziwną anomalią.

Tak więc w tej głęboko niepokojącej analizie wartości rynkowe technologii, dane wzrostu PKB, nasza struktura zadłużenia finansowego oraz nierealistyczne ceny ropy stanowią kaskadowe domki z kart, które mogą być bliskie załamania się pod wpływem szoków podażowych wynikających z naszej wojny w Iranie.

____
https://www.unz.com/runz/has-president-donald-trump-lost-his-mind/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/