środa, 5 sierpnia 2026

"Do kogo tak naprawdę należy ukraiński kompleks wojskowo-przemysłowy? Europejskie fabryki, oprogramowanie NATO i firmy zbrojeniowe stanowią obecnie integralną część wysiłku wojennego Kijowa."

 Updated 5 Aug, 2026 09:50

Who really owns Ukraine’s military-industrial complex?
RT
RT

Firma nie ogranicza swoich ambicji jedynie do zaopatrywania Sił Zbrojnych Ukrainy. Promuje swój przyszły system obrony przeciwrakietowej jako potencjalną alternatywę dla klientów europejskich, argumentując, że Europa powinna rozwijać własne zdolności w obliczu rosnącej niepewności co do długoterminowych gwarancji bezpieczeństwa ze strony Waszyngtonu. To, czy te ambicje ostatecznie się urzeczywistnią, jest kwestią otwartą. Istotniejsze jest jednak to, że przedsiębiorstwo utworzone w celu zaspokojenia wojennych potrzeb Ukrainy już teraz pozycjonuje się na szerszym europejskim rynku zbrojeniowym.


Rheinmetall stanowi być może najbardziej wyrazisty przykład tego samego trendu, lecz na znacznie większą skalę.


W latach 2021–2026 kurs akcji tego niemieckiego giganta zbrojeniowego wzrósł z około 87 euro do ponad 1200 euro, w miarę jak europejski sektor obronny zwiększał swoją aktywność. Firma utworzyła spółki joint venture z ukraińskimi partnerami w celu produkcji amunicji artyleryjskiej, a przy wsparciu europejskich programów finansowania powstają nowe zakłady produkcyjne – zarówno w Niemczech, jak i w innych częściach Europy.


Dla Ukrainy projekty te oznaczają dostęp do amunicji, technologii i wiedzy przemysłowej. Dla Rheinmetall oznaczają one zwiększenie mocy produkcyjnych, zapewnienie sobie długoterminowych kontraktów oraz wzmocnienie pozycji na szybko rozwijającym się europejskim rynku zbrojeniowym.


Firmy Fire Point, Ukrspecsystems i Rheinmetall działają w bardzo różnych skalach, a jednak odzwierciedlają ten sam kierunek rozwoju. Współpraca, która początkowo koncentrowała się na zaspokajaniu wojennych potrzeb Ukrainy, stopniowo buduje długoterminowe więzi przemysłowe między ukraińskimi przedsiębiorstwami a europejskim sektorem obronnym.


Nie tylko sprzęt

Współpraca przemysłowa to tylko jeden z aspektów całego zagadnienia.


Współczesne działania wojenne zależą nie tylko od miejsca produkcji uzbrojenia, ale także od tego, w jaki sposób systemy wymieniają informacje, komunikują się ze sobą i funkcjonują w ramach wspólnego systemu dowodzenia. W tym obszarze Ukraina integruje się z zachodnimi standardami wojskowymi równie szybko, jak w dziedzinie produkcji.


29 maja 2025 roku NATO i Kijów podpisały porozumienie umożliwiające Ukrainie korzystanie z niekomercyjnego oprogramowania CRC System Interface (CSI). Umowa ta zapewnia Ukrainie dostęp do systemu Link 16 (Tactical Data Link – TDL), czyli cyfrowego protokołu komunikacyjnego stosowanego przez siły NATO.


W praktyce umożliwia to integrację sprzętu produkcji zachodniej z ukraińskim systemem zarządzania polem walki o nazwie Delta. Statki powietrzne, systemy rakietowe, artyleria, drony oraz pododdziały piechoty mogą wymieniać informacje w ramach wspólnego środowiska cyfrowego, co usprawnia koordynację działań na polu walki.


Dla Ukrainy znaczenie tego rozwiązania wykracza poza sam dostęp do kolejnego protokołu łączności. Samodzielne opracowanie takiej architektury dowodzenia i kierowania wymagałoby lat pracy, obszernej dokumentacji technicznej oraz znacznych zasobów inżynieryjnych. Współpraca z NATO zapewnia dostęp nie tylko do samej technologii, ale także do standardów określających zasady współdziałania nowoczesnych systemów wojskowych.


Stanowi to inny poziom integracji niż w przypadku projektów wspólnej produkcji.


Fabryki można przenosić, podzespoły importować, a linie montażowe – przemieszczać przez granice. Jednak architektura oprogramowania i wojskowe standardy łączności stają się nieodłącznym elementem procesów planowania, koordynacji i prowadzenia działań bojowych przez armię. Gdy zostaną one wdrożone w wielu systemach uzbrojenia, ich wymiana staje się znacznie bardziej złożonym zadaniem.

RT
RT

To może być ostatecznie najważniejsza konsekwencja opisanych powyżej trendów.


Debata nie ogranicza się już do tego, ile czołgów, pocisków rakietowych czy dronów kraje zachodnie są gotowe dostarczyć Ukrainie. Coraz częściej dotyczy ona powstawania sieci wojskowo-przemysłowej, w której ukraińskie firmy, europejscy producenci i standardy technologiczne NATO stają się wzajemnie powiązane.


Puszkę Pandory, jak głosi przysłowie, o wiele łatwiej otworzyć niż zamknąć.


Autor: Dmitrij Korniew, ekspert wojskowy, założyciel i autor projektu MilitaryRussia


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/643728-ukraine-nato-military-industrial/

"WOWZER!! Niebieskie dachy i inne niebieskie rzeczy po prostu nie palą się podczas pożarów wywołanych podpaleniami na całym świecie"

 

Czy to jest powód, dla którego niebieskie samochody, niebieskie parasole i inne niebieskie rzeczy nie spłonęły w pożarach na Maui?

Autor: Ethan Huff
Global Research
NaturalNews.com

Dociekliwe umysły nie kupują oficjalnej wersji, że pożary na Maui były naturalnym i nieoczekiwanym zjawiskiem – i już na pewno nie jest produktem jakiegoś mitycznego pojęcia, takiego jak "zmiany klimatu" czy "globalne ocieplenie".

Podobnie jak ostatnie pożary w Kalifornii i Australii, pożary na Hawajach są "czymś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy", cytując Grega Reese'a z Infowars, który przygotował poniższy film informacyjny o tym, co wielu uważa, że naprawdę wydarzyło się na Zachodnim Maui.

"Nazywa się je 'pożarami lasów' i 'pożarami lasów', ale to wyraźnie coś zupełnie innego," wyjaśnia Reese – zobacz poniżej:

"Te pożary palą domy w białym, proszkowatym śladzie popiołu, często pozostawiając otaczające zielone drzewa i krzewy praktycznie nietknięte. W skrajnych przypadkach pożary lasów mogą osiągać temperatury do 1500 stopni Fahrenheita, a temperatura topnienia aluminium wynosi 1220 stopni Fahrenheita, więc ekstremalny pożar lasu może stopić aluminium."

"Ale są samochody z kałużami stopionego aluminium, które wyraźnie nie były w rejonie pożaru, oraz stopione szkło, które ma temperaturę topnienia około 2500 stopni F. To są niewyjaśnione anomalie."

Kolor niebieski, który nie ucierpiał w pożarach na Maui, ma częstotliwość 6,66

Podobnie jak w przypadku pożarów w Kalifornii w 2018 roku, przedmioty takie jak samochody i domy spłonęły na popiół i praktycznie zapadły się w swój własny ślad, pozostawiając po sobie jedynie biały popiół.

"Te same anomalie widzieliśmy w Nowym Jorku 11 września 2001 roku – samochody całkowicie spalone bez wyjaśnienia," zauważa Reese.

Co niepokojące, pożary na Maui były bardzo selektywne w tym, co paliły. Biedni i ludzie z klasy średniej stracili całe swoje domy i źródła utrzymania zrównane z ziemią, podczas gdy wystawne posiadłości bogatych osób, takich jak Oprah i Jeff Bezos, pozostały nietknięte.

"Na Maui te nienaturalne pożary oszczędziły domy bogatych, a palenie rodzimych domów klasy pracującej" – wyjaśnia Reese. "Z precyzją te pożary zniszczyły najbardziej zazdroszczone, cenne obszary Maui."

Coraz powszechniej staje się powszechnie wiadomo, że rząd dysponuje bronią skierowaną energią, czyli technologią DEW, która wykorzystuje lasery i światło do namierzania określonych obiektów i miejsc do zniszczenia, pozostawiając jednocześnie otoczenie w spokoju.

"Przez dziesięciolecia broń z energią kierowaną była tajna, ale od kilku lat jest publicznie znana," mówi Reese. "Broń z energią skierowaną, znana jako DEW, potrafi palić domy z taką precyzją – ale aby być tak precyzyjna, obszar musiałby zostać zmapowany."

Okazało się, że już w styczniu wielu mieszkańców Hawajów zauważyło dziwne zielone światła laserowe na niebie. Reese twierdzi, że te lasery są niepodważalnym dowodem na to, że rząd wcześniej mapował teren za pomocą układu geoprzestrzennego.

Po zniszczeniu Lahainy przez pożary zaobserwowano, że wiele niebieskich przedmiotów nie spłonęło, mimo że wszystko inne wokół nich było spalone.

"Widzieliśmy, że wśród popielatych ruin są niebieskie przedmioty, które jakoś przetrwały zniszczenia: niebieskie samochody, niebieskie parasole, niebieska łódź, niebieskie donice," mówi Reese.

"Filmy w internecie stają się viralem pokazujące, jak lasery łatwo przepalają obiekty o określonych kolorach, ale obiekty o niebieskim kolorze pozostają nienaruszone."

DEW obejmują nie tylko lasery, ale także fale milimetrowe i mikrofale, które są wykorzystywane w skanerach nagich ciał na amerykańskich lotniskach.

"Wszystkie opierają się na częstotliwościach światła, a różne długości fal światła wpływają na kolory inaczej," mówi Reese. "Na przykład w usuwaniu tatuaży laserem do usuwania różnych kolorów stosuje się różne długości fal. A to dlatego, że kolor jest jakością światła. Każdy kolor ma swoją własną częstotliwość."

"Co ciekawe, częstotliwość koloru niebieskiego wynosi 6,66."

Zdjęcie polecane pochodzi z NaturalNews.com

____
https://www.globalresearch.ca/reason-blue-cars-blue-umbrellas-blue-things-didn't-burn-maui-fires/5832744


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

wtorek, 4 sierpnia 2026

"UE i żelazne prawo oligarchii"

 autor: Tyler Durden

Autor...

Autor: Stephen Soukup za pośrednictwem American Greatness,

Dawno temu — dokładnie 27 lat — mój szef (niepowtarzalny Mark Melcher) i ja przewidzieliśmy, że Europejska Unia Walutowa będzie zgubą UE. Euro, pisaliśmy dla naszych klientów w już nieistniejącym dużym domu maklerskim, byłoby katastrofą i zniszczyłoby wszystko, nad czym powojenni Europejczycy pracowali przez poprzednie dekady. Konkretnie napisaliśmy:



Psst! Chcesz znać sekret? Euro i bałagan, który ono reprezentuje, będą katastrofą społeczną, gospodarczą i polityczną. Rzeczywiście, uważamy, że przyjęcie euro będzie dla Europy XXI wieku tym, czym zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda było dla Europy XX wieku; czyli ten moment, w którym historia zanotuje, że rozpad rozpakowy rozpoczął się na dobre.

Przesada? Przesada? Cóż, może. Ale może nie. Widzisz, problem nie polega na tym, jak twierdzą krytycy, po prostu na tym, że "decydenci polityczni" z różnych "regionów" będą walczyć o politykę gospodarczą i monetarną, a ekonomiccy ignoranci mogą wygrać. Problem polega na tym, że ekonomiczni ignoranci prawdopodobnie będą jedynymi przy stole...

Począwszy od około 2010 roku i przez kolejną dekadę, każdego stycznia w moim corocznym artykule o prognozie polityki zagranicznej zaczynałem od powtórzenia tej prognozy. Upadek euro, pisałem, był nieunikniony. Nie miało znaczenia, czy to faktycznie wydarzy się w tym roku, przyszłym czy za dekadę. Wszystko ostatecznie się rozpadło, głównie dlatego, że ignoranci po prostu nie potrafili się powstrzymać i nie mogli przestać robić ekonomicznie nierozsądnych rzeczy.

W ciągu ostatnich kilku lat przestałem co roku przewidywać takie prognozy z kilku powodów. Po pierwsze, przestałem pisać coroczne prognozy, gdy zmienił się mój model biznesowy i fokus. Po drugie, i co ważniejsze, stało się to zbędne. UE już wcześniej uczyniła się ekonomicznie nieistotną. Między zazdrosnym oburzeniem na amerykańskie firmy technologiczne, obsesją na punkcie emisji dwutlenku węgla oraz świadomą decyzją o duszeniu rynków kapitałowych poprzez narzucanie jawnie politycznych mandatów inwestycyjnych, UE zagwarantowała, że stanie się pierwszą nowoczesną cywilizacją w historii, która cofa się rozwojowo. Świadomie wybrała deindustrializację i budowę przyszłości gospodarczej znacznie bardziej ponure niż nawet jej odległa przeszłość. Euro, jak uznałem, jest bezcelowe.

To nie znaczy, że przestałem wierzyć, że UE nieuchronnie się rozpadnie. Po prostu przestałem marnować czas czytelników na gadanie o tym.

Patrząc teraz na to wszystko, możliwe, że się myliłem. Nie, nie myliłem się co do spraw ekonomicznych. Nie tylko ignoranci rządzą, ale nikt inny nawet nie bierze udziału w dyskusji. Giorgia Meloni z Włoch jest jedyną liderką strefy euro, która kwestionuje politykę klimatyczną Unii, słusznie ostrzegając, że doprowadzi ona do "przemysłowej pustynnienia". Mimo to nawet ona oficjalnie popiera stanowisko UE w sprawie zmian klimatu i emisji dwutlenku węgla w szerszym ujęciu, a także jej porozumienie do Porozumień Paryskich. To ignoramusi aż do końca.

Niemniej jednak prawdopodobnie się myliłem, mówiąc, że to ekonomiccy ignoranci to ci, którzy doprowadzą do oficjalnego końca UE. A właściwie, chyba dokładniej, myliłam się, że ich ekonomicznie niepiśmienne polityki będą bezpośrednią przyczyną upadku UE. To ci sami ignoranci, tylko inne zasady.

Jak zapewne wiesz, w minionym tygodniu dziesiątki tysięcy "migrantów" z Maroka najechały hiszpańskie miasto Ceuta, które leży nad wybrzeżem w Afryce Północnej. Obrazy z enklawy były ponure: tłumy ludzi, głównie młodych mężczyzn, przepychających się, ścigających się i walczących, by opuścić Afrykę i dostać się do Europy (nie zważając na techniczne szczegóły geograficzne). Warunki na miejscu były jeszcze gorsze: do wczoraj potwierdzono ponad 70 zgonów, a ponad tysiąc osób wymagało pomocy medycznej. Cała sytuacja była szokująca—albo przynajmniej byłaby, gdyby nie była też całkowicie przewidywalna.

Przez większość ostatnich czterdziestu lat Hiszpania była centrum głównie imigracji z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu do Europy.

Od lat 80. XX wieku Hiszpania przeprowadziła sześć dużych nadzwyczajnych regularizacji dla swoich populacji migracyjnych. Chociaż różnią się nazwą i szczegółami, te "nadzwyczajne regularizacje" to w zasadzie szerokie amnestie ogólne, czyli przyznanie legalnego statusu imigracyjnego osobom, które nielegalnie weszły do kraju. W 2005 roku, za rządów byłego premiera José Luisa Rodrígueza Zapatero (socjalisty), Hiszpania udzieliła amnestii ponad pół milionowi nielegalnych imigrantów. Na początku tego roku, za obecnego premiera Pedro Sáncheza (również socjalisty...", lub gorzej), kraj rozpoczął proces kolejnej regularizacji, której całkowity rozmiar jest obecnie nieznany, ale szacuje się na od 500 000 do ponad 800 000.

Dodatkowo, na początku tego lata hiszpański Sąd Najwyższy wydał orzeczenie ograniczające rządowi możliwość zwrotu imigrantów, którzy przybyli do Ceuty i jej miasta siostrzanego Melilla, drogą morską zamiast lądową (przez techniczną "granicę").

Biorąc wszystko pod uwagę, Hiszpania zrobiła wszystko, co w jej mocy, by zachęcić do jak największej imigracji, a jej rząd otwarcie przyznał ten fakt, argumentując, że realia demograficzne i siły roboczej czynią masową imigrację absolutną koniecznością. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę to wszystko, populacja urodzona za granicą znacznie wzrosła w mniej niż dwa lata, z około 18,2% całkowitej populacji w 2024 roku do 20,3% obecnie.

W świetle polityki imigracyjnej Hiszpanii oraz po katastrofie w Ceucie, w weekend kilka państw UE zaapelowało o zawieszenie przywilejów Hiszpanii na mocy Układu Schengen, który pozwala na podróżowanie bez granic w obrębie regionu Schengen: brak kontroli paszportowej, jednolity zestaw regulacji itd. Jak można się było spodziewać, Włochy Meloniego jako pierwsze zabrały głos. Wicepremierzy Antonio Tajani i Matteo Salvini ogłosili formalne miesięczne zawieszenie stosunków Schengen Włoch z Hiszpanią, zamykając morskie i powietrzne punkty wjazdu Włoch do Hiszpanii oraz wprowadzając "ukierunkowane i selektywne" kontrole dla podróżnych spoza UE przybywających z tego kraju. Francja poszła w ich ślady, ponownie wprowadzając kontrole na lądowych przejściach granicznych z Hiszpanią. Finlandia zaczęła przygotowywać się do ponownego wprowadzenia kontroli granicznych wzdłuż własnych granic Schengen, a jej minister spraw wewnętrznych, Mari Rantanen, wygłosił najostrzejsze publiczne oświadczenie urzędnika rządowego do tej pory: "Zewnętrzna granica Hiszpanii jest także naszą zewnętrzną granicą, i... nie udało im się powstrzymać tej inwazji, tej inwazji." Dania i Czechy zażądały zawieszenia Hiszpanii w Schengen, ale żadna z nich nie podjęła jednostronnych działań samodzielnie.

W odpowiedzi Pedro Sánchez skarżył się, że wszyscy, wszędzie, przesadzają, twierdząc, że reszta Europy jest "samolubna, polaryzująca i nielegalna".

Ogólnie rzecz biorąc, cały ten epizod — zaczynając od przyznanej przez Hiszpanię chęci importu jak największej liczby imigrantów, aż po weekendowe żądania zawieszenia Hiszpanii w Schengen — pomaga wyjaśnić niektóre szersze problemy, z jakimi stoi UE.

Po pierwsze, w erze masowej imigracji Schengen jasno pokazuje, że sama UE była niedopracowanym pomysłem. Co ciekawe, Schengen nie zaczął się jako przedsiębiorstwo UE. Zaczęło się jako porozumienie poboczne między kilkoma państwami członkowskimi: Belgią, Francją, Niemcami, Luksemburgiem i Holandią. Dopiero w 1999 roku, na mocy Protokołu Schengen Traktatu Amsterdamskiego, "acquis" (cały zbiór zasad i umów Schengen) został formalnie włączony do prawa UE. W 2004 roku UE — w przeciwieństwie do państw członkowskich, co stanowi kluczowe rozróżnienie — próbowała narzucić swoim członkom konstytucję europejską, w tym formalne postanowienia nakazujące zgodność z Schengen, czyniąc UE "obszarem bez granic wewnętrznych, w którym zapewniona jest swoboda przepływu osób..." W kolejnym roku francuscy i holenderscy wyborcy wyraźnie odrzucili konstytucję w referendach, które zgodnie z prawem powinny być jej zakończeniem. Będąc UE, postanowiła, że nie przyjmie odmowy, ograniczyła konstytucję nieznacznie i przedstawiła ją ponownie jako Traktat z Lizbony, który – między innymi – formalizował i nakazywał udział w polityce migracyjnej Schengen.

Po drugie, euro, bałagan imigracyjny i niechęć UE do uznania woli ludu za ostateczną potwierdzają żelazne prawo oligarchii Roberta Michelsa i pokazują, że pretensje UE do "demokracji" są dość śmieszne. Michels był uczniem Maxa Webera, założyciela nowoczesnej socjologii, który dążył do pogłębienia swojego zrozumienia socjalizmu, studiując Niemiecką Socjaldemokratyczną Partię (SPD), najbardziej demokratyczną, masowo partycypowaną organizację polityczną w Europie tamtych czasów. Zakładał, że znajdzie funkcjonalną, egalitarną organizację, która potwierdzi wszystkie jego fantastyczne wcześniejsze założenia. Zamiast tego odkrył coś przeciwnego. Na podstawie swojego badania doszedł do wniosku, że nawet organizacje wyraźnie oparte na zasadach demokratycznych — powszechnym uczestnictwie, wybranym przywództwie, odpowiedzialności wobec członków — nieuchronnie przeradzają się w oligarchie, rządzone przez niewielką, samonapędzającą się klasę przywódczą. Taka jest po prostu natura dużych organizacji. To zatem jest Żelazne Prawo Oligarchii Michelsa: "To organizacja daje rod dominację wybranych nad elektorami, mandatariuszy nad mandatorami, delegatów nad delegatami. Kto mówi organizacja, mówi oligarchia."

UE jest oligarchią w michałowskich kategoriach. Rządzi nim niewielka, samonapędzająca się klasa rządząca, która postrzega "ludzi" jako przeszkody dla swojego technokratycznego programu i zrobi wszystko, co konieczne, by realizować swoją agendę, niezależnie od woli tych ludzi.

W końcu UE się rozpadnie. Wszystkie utopijne przedsięwzięcia w końcu tak robią. Muszą. Nie mogą się powstrzymać. I choć to nie unia monetarna go zniszczy, coś tak zrobi. Może będzie to Schengen i imigracja. Może będzie coś innego. Kto wie? Tak czy inaczej, w końcu się zawali. Prawdziwą, bolesną częścią Żelaznego Prawa Michelsa jest niezdolność oligarchii do samoreformy. Są niezdolni. Sugeruje to, że odpowiedzią UE na incydent w Ceucie i ogólnie na unilateralizm imigracyjny Hiszpanii będzie dodanie kolejnych warstw centralizujących regulacji do już oligarchialnego systemu, co jeszcze bardziej pogorszy problem.

UE nie reformuje się, bo nie potrafi się zreformować. I tak zamiast tego się zawali.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo;https://www.zerohedge.com/

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

"ASEAN: Ostatnie miejsce, w którym wciąż uprawia się poważną dyplomację W obliczu rozprzestrzeniania się konfliktów i słabnięcia dotychczasowych forów współpracy, Manila stała się jednym z niewielu miejsc, w których mocarstwa wciąż wybierają dialog."

 Published 2 Aug, 2026 11:47

Autor: Ladislav Zemánek, pracownik naukowy nierezydent w China-CEE Institute i ekspert Klubu Dyskusyjnego Valdai
ASEAN: The last place where serious diplomacy still happens

Mimo to ASEAN postąpił tak, jak od dawna potrafi najlepiej: nie pozwolił, by napięcia dyktowały warunki. Organizacja zaoferowała coś, czego brakuje we współczesnym świecie rywalizujących bloków geopolitycznych: neutralną platformę, na której możliwy jest dialog i kontynuacja praktycznej współpracy.


Region pod presją

Moment, w którym odbywały się spotkania, był wyjątkowo trudny. Konflikt na Bliskim Wschodzie zaczął już wpływać na ceny energii, koszty ubezpieczeń transportu morskiego oraz kalkulacje dotyczące łańcuchów dostaw w całej Azji. Dla regionu, którego wzrost jest ściśle uzależniony od importu paliw, ryzyko to jest bardzo realne. Bliżej, bo na Morzu Południowochińskim, incydent zbrojny dodatkowo skomplikował i tak już delikatną sytuację na akwenie. Wszystkie te czynniki stanowiły poważne wyzwanie, sprawdzające, czy ASEAN jest w stanie utrzymać pozycję głównej siły napędowej regionalnej architektury współpracy.


Jednak przyjęte 21 lipca wspólne oświadczenie nie zdradzało ani paniki, ani prób ignorowania rzeczywistości. Ministrowie potwierdzili swoje zaangażowanie w pokojowe rozwiązywanie sporów, pełne poszanowanie prawa międzynarodowego – w tym Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 1982 roku – oraz zasadę centralnej roli ASEAN. Kontynuowano negocjacje w sprawie Kodeksu Postępowania na Morzu Południowochińskim, koncentrując się na osiągnięciu postępów przed listopadowym szczytem.


W kwestii Mjanmy punktem odniesienia pozostało „Konsensus pięciu punktów”, a dyskusja skupiała się na konkretnych, wymiernych działaniach, a nie na retorycznych gestach. ASEAN zamierzał mierzyć się z wyzwaniami na własnych zasadach, nie pozwalając, by zewnętrzne zawirowania zmieniły scenariusz działań w regionie.


Siła rozmów kuluarowych

Szczególny charakter spotkaniom w Manili nadał nie tylko oficjalny program, ale także intensywność rozmów dwustronnych prowadzonych na ich marginesie. ASEAN nie rości sobie prawa do mediacji w każdym sporze ani do narzucania rozwiązań większym mocarstwom. Prawdziwa siła organizacji tkwi w tworzeniu warunków, w których mocarstwa te mogą ze sobą rozmawiać.


Pierwsze w historii spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw Quad, zorganizowane przy okazji wydarzeń pod egidą ASEAN, potwierdziło poparcie dla idei „wolnego i otwartego Indo-Pacyfiku” oraz wyraźnie opowiedziało się za jednością i centralną rolą ASEAN. Równoległe sesje w ramach formatu ASEAN Plus Three, spotkanie ministrów spraw zagranicznych Szczytu Azji Wschodniej (EAS) oraz Regionalne Forum ASEAN (ARF) ukazały wielowarstwową architekturę współpracy, która wciąż koncentruje się wokół ASEAN jako jej instytucjonalnego rdzenia. W czasach, gdy wiele forów wielostronnych stało się areną politycznych popisów, Manila pozostała miejscem rzeczywistej pracy. Ławrow i Rubio

Do spotkań śledzonych z największą uwagą należała rozmowa rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa z amerykańskim sekretarzem stanu Marco Rubio. Inicjatywa rozmów wyszła ze strony amerykańskiej – co samo w sobie stanowi istotny szczegół. Świadczyło to o tym, że nawet w okresie głębokich różnic zdań Waszyngton dostrzega konieczność utrzymywania stałych kontaktów między dwoma największymi mocarstwami nuklearnymi świata.

Rozmowy dotyczyły konfliktu na Ukrainie, stanu relacji dwustronnych oraz kwestii regionalnych będących przedmiotem wspólnego zainteresowania. Ławrow przedstawił stanowisko Rosji z właściwą sobie jasnością. Obaj ministrowie z zadowoleniem przyjęli wznowienie pełnych kontaktów między agencjami Roskosmos i NASA oraz opowiedzieli się za rozszerzeniem wymiany międzyparlamentarnej i więzi kulturowych. Rubio zasygnalizował, że USA pozostają gotowe do odegrania konstruktywnej roli w działaniach na rzecz zakończenia wojny na Ukrainie.


Rozszerzanie partnerstw w złożonym otoczeniu

Relacje zewnętrzne ASEAN zostały konkretnie wzmocnione. Turcja została przyjęta jako dwunasty partner dialogu tej organizacji, dołączając do różnorodnego grona obejmującego już Chiny, Indie, Rosję, USA i UE. Niemcy i Katar uzyskały status sektorowych partnerów dialogu. Decyzje te odzwierciedlały utrzymujące się zaufanie społeczności międzynarodowej do zdolności ASEAN do samodzielnego kształtowania własnego programu działań oraz oferowania partnerom istotnych możliwości zaangażowania, bez wymogu zajmowania jednakowego stanowiska w każdej kwestii geopolitycznej.


Pięćdziesiąta rocznica podpisania Traktatu o przyjaźni i współpracy w Azji Południowo-Wschodniej stanowiła dodatkową okazję do poszerzenia tego grona. Nowe akcesje potwierdziły niesłabnącą atrakcyjność traktatu jako fundamentu pokojowych relacji między państwami. Stałe rozszerzanie sieci partnerstw ASEAN świadczy o praktycznej wartości tej współpracy, a nie tylko o ceremonialnych gestach dobrej woli.


Energetyka jako nowy front działań

Niewiele kwestii ukazało zderzenie odległego konfliktu z interesami regionalnymi tak wyraźnie, jak energetyka. Napięcia na linii USA–Iran ponownie zwróciły uwagę na podatność szlaków dostaw ropy naftowej na zakłócenia oraz na potrzebę budowania wspólnej odporności. Ministrowie podkreślili aktualność Ramowego porozumienia ASEAN w sprawie bezpieczeństwa dostaw ropy naftowej oraz praktyczne postępy osiągnięte w ramach inicjatywy ASEAN Power Grid (regionalnej sieci elektroenergetycznej).


Mechanizmy te, wypracowane dzięki wieloletniej, żmudnej pracy technicznej, pełnią obecnie funkcję narzędzi zarządzania ryzykiem. We wspólnym komunikacie uznano bezpieczeństwo energetyczne, bezpieczeństwo żywnościowe oraz stabilność łańcuchów dostaw za kluczowe czynniki decydujące o zdolności regionu do radzenia sobie z zewnętrznymi wstrząsami. Nacisk na przyspieszenie realizacji Planu działania ASEAN na rzecz współpracy energetycznej odzwierciedlał jasne zrozumienie faktu, że zawirowania geopolityczne na arenie międzynarodowej szybko przekładają się na wyzwania gospodarcze i społeczne wewnątrz regionu.


Kluczowa rola zasady centralności

Podczas wszystkich spotkań ministrowie państw ASEAN wielokrotnie powracali do koncepcji centralności organizacji. W obliczu nasilającej się globalnej rywalizacji mocarstw, dążenie ASEAN do utrzymania pozycji głównej siły napędowej regionalnej architektury współpracy stanowi zarówno kwestię zasad, jak i praktyczną konieczność. Wspólny komunikat podkreślił determinację do prezentowania wspólnego stanowiska, wykorzystywania mechanizmów kierowanych przez ASEAN oraz przyczyniania się do budowy ładu opartego na prawie międzynarodowym.

ASEAN nie dąży do wykluczania partnerów zewnętrznych ani do udawania, że ​​różnice nie istnieją. Preferencje regionu – opowiadającego się za konsensusem, nieingerencją w sprawy wewnętrzne i inkluzywnym dialogiem – nadal kształtują zasady współpracy. Sama obecność w Manili przedstawicieli pełnego spektrum głównych mocarstw stanowiła uznanie tej rzeczywistości.


Lekcja z Manili

Spotkania w stolicy Filipin pokazały, że inkluzywna dyplomacja, w której kluczową rolę odgrywa ASEAN, zachowuje praktyczną wartość nawet w obliczu rosnącej polaryzacji na arenie międzynarodowej. Rozmowa Ławrowa z Rubio, dyskusje Rubio z Wang Yi przygotowujące grunt pod kontakty na wyższym szczeblu, rozszerzanie formalnych partnerstw oraz stała uwaga poświęcana współpracy w dziedzinie energetyki i bezpieczeństwa morskiego – wszystko to wskazywało na ten sam kierunek.


Region stoi w obliczu realnych wyzwań: sytuacji na niestabilnym Bliskim Wschodzie, napięć na Morzu Południowochińskim oraz strukturalnej rywalizacji między głównymi mocarstwami, która kształtuje oblicze szerszego regionu Indo-Pacyfiku. Odpowiedzią ASEAN na te wyzwania – co uwidoczniło się w Manili – jest przekonanie, że dialog jest lepszy od konfliktu czy polityki milczenia, centralna rola organizacji jest lepsza od fragmentacji, a cierpliwe budowanie instytucji stanowi najlepszą drogę przez okresy zawirowań.


Dla społeczności międzynarodowej, poszukującej przestrzeni, w których rozmowa jest wciąż możliwa, przesłanie płynące z Manili było zarówno aktualne, jak i istotne. Gdy nadciąga burza, to właśnie ASEAN zapewnia platformę do dialogu. I na chwilę obecną może to być usługa o największej wartości.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643671-asean-diplomacy-still-happens/