środa, 22 lipca 2026

"Podczas gdy polityczny cyrk i wojna z Iranem nas rozpraszają, Flock buduje cyfrowe państwo policyjne"

 

autorstwa Johna W. I Nisha Whitehead

Musiałeś żyć — żyłeś, z nawyku, który stał się instynktem — zakładając, że każdy dźwięk, który wydajesz, jest podsłuchiwany, a poza ciemnością każdy ruch jest poddawany uważnie. —George Orwell, 1984

Podczas gdy Amerykanie pozostają zafascynowani politycznym cyrkiem — wiwatują na cześć swojej preferowanej partii, wyśmiewają opozycję, obsesyjnie analizują każde wykreowane oburzenie i czekają na kolejny spektakl — Państwo Nadzoru kontynuuje swój nieustanny marsz naprzód.

Rząd obserwuje.

Obserwuje, dokąd idziesz, kogo spotykasz, gdzie czcisz, jakie przychodnie odwiedzasz, w jakich wiecach politycznych uczestniczysz, w jakich protestach uczestniczysz, jakie książki czytasz, jakie strony odwiedzasz i jakie sprawy wspierasz.

Obserwuje przez twój telefon, samochód, dzwonek do drzwi, sprzęt AGD, zakupy, konta w mediach społecznościowych oraz kamery rozmieszczone wzdłuż codziennych drog.

Tak umiera wolność w cyfrowym państwie policyjnym: nie zawsze przez dramatyczne ogłoszenia stanu wojennego czy żołnierzy rozmieszczonych na każdym rogu, lecz przez stopniowe budowanie technologicznej sieci — elektronicznego obozu koncentracyjnego — tak wszechobecnego, że prywatność staje się niemożliwa, a anonimowość podejrzana.

Na scenę wkracza Flock Safety, prywatna firma technologiczna z branży nadzoru, której automatyczne czytniki tablic rejestracyjnych rozprzestrzeniły się w tysiącach amerykańskich społeczności.

Te kamery, które robią znacznie więcej niż tylko fotografują tablice rejestracyjne, stanowią kolejną ewolucję partnerstwa rządowego w zakresie nadzoru publicznego i prywatnego.

Dokumentują czas i miejsce każdego przejeżdżającego pojazdu oraz rejestrują cechy charakterystyczne takie jak marka, model, kolor, uszkodzenia, bagażniki dachowe, naklejki na zderzaki i inne charakterystyczne cechy. Te informacje można następnie umieścić w przeszukiwalnej bazie danych i wykorzystać do śledzenia ruchów pojazdu w czasie.

Jednak prawdziwa siła — i prawdziwe zagrożenie — Flock nie pochodzi wyłącznie z kamer.

Pochodzi od sztucznej inteligencji.

Aparat może sfotografować samochód. Platforma Flock oparta na sztucznej inteligencji może zidentyfikować i sklasyfikować pojazd, porównać obserwację z zapisanymi dokumentami, generować alerty, identyfikować powiązania i pomagać policji w odtworzeniu miejsca, w którym pojazd się znajdował.

To AI przekształca fotografię w fundamenty podejrzanego społeczeństwa.

Dzięki AI każdy kierowca staje się punktem danych. Każdy punkt danych staje się wzorcem. I każdy wzorzec staje się podejrzeniem.

W ten sposób zwykłe ruchy stają się potencjalnie podejrzane i poddane kontroli rządu. Pozwala organom porządkowym przeszukiwać nie tylko pełny numer rejestracyjny, ale także częściowe tablice i opisy fizyczne, takie jak kolor pojazdu, marka, model, uszkodzenia, bagażniki dachowe, naklejki na zderzaki i inne cechy charakterystyczne.

Policjant może poprosić system o zlokalizowanie każdego czerwonego pickupa z drabiną widzianego w pobliżu protestu, każdego pojazdu, który wielokrotnie odwiedzał dany adres lub każdego samochodu zaobserwowanego przemierzającego między dwoma lokalizacjami.

Sztuczna inteligencja zajmuje się sortowaniem. Baza danych dostarcza historię.

Rząd otrzymuje listę potencjalnych podejrzanych.

To już nie jest nadzór prowadzony przez poszczególnych funkcjonariuszy podążających za konkretnymi tropami. To nadzór prowadzony z prędkością maszynową, nad całymi populacjami, z algorytmami decydującymi, czyje ruchy zasługują na dalszą kontrolę.

Weźmy pod uwagę skalę tego, co się dzieje.

Kamery rejestrujące tablice rejestracyjne rejestrują obecnie około 20 miliardów skanów pojazdów miesięcznie.

Dwadzieścia miliardów.

To nie jest ukierunkowana policja. To jest masowa kolekcja.

Zdecydowana większość tych skanów nie dotyczy skradzionych samochodów, poszukiwanych podejrzanych, porwań ani przestępstw z użyciem przemocy. Dokumentują zwykłych ludzi wykonujących codzienne czynności: dojazd do pracy, odwożenie dzieci do szkoły, odwiedzanie przyjaciół, uczestnictwo w kościele, wizyty lekarskie, udział w protestach lub po prostu powrót do domu.

Jednak każda z tych niewinnych podróży staje się częścią przeszukiwalnej policyjnej bazy danych.

Przy 20 miliardach skanów miesięcznie Flock nie szuka konkretnych podejrzanych, a potem nie próbuje ich śledzić. Rejestruje ruchy wszystkich, aby policja mogła później zdecydować, kogo chce śledzić.

To cyfrowy odpowiednik przydzielenia agentowi rządowego śledzenia każdego kierowcy w Ameryce — i zachowania notatek agenta na wypadek, gdyby rząd kiedyś uznał je za przydatne.

Jednak masowe zbieranie to dopiero pierwszy etap państwa nadzoru AI. Kolejnym krokiem jest połączenie tych miliardów obserwacji ze wszystkim, co rząd i jego korporacyjni partnerzy o nas wiedzą.

Flock jest także częścią znacznie większego przejścia w kierunku sztucznej inteligencji "fuzji danych", w której rejestry tablic rejestracyjnych są łączone z wynikami rozpoznawania twarzy, nagraniami z monitoringu, raportami politycznymi, aktywnością w mediach społecznościowych, informacjami kupowanymi komercyjnie, alertami wykrywania strzałów oraz innymi bazami danych rządowych.

Niebezpieczeństwo polega już nie tylko na tym, że jeden system może śledzić samochód. Jest to połączenie wcześniej oddzielnych strumieni informacji w jeden system zdolny do mapowania ruchów, relacji, nawyków i skojarzeń danej osoby.

Systemy te coraz częściej robią więcej niż tylko dostarczają funkcjonariuszom informacji do oceny. Przypisują znaczenie powiązaniom, wskazują rzekome zagrożenia i generują tropy śledcze — często za pomocą zastrzeżonych algorytmów, których ani oskarżony, ani opinia publiczna nie mogą zbadać.

Sztuczna inteligencja nie eliminuje ludzkich uprzedzeń, instytucjonalnych uprzedzeń ani złych informacji.

To ich uprzemysłowia.

Podaj wadliwy system niedokładnym danym, stronniczym rejestrom aresztowań lub konstytucyjnie podejrzewanym nadzorowi, a AI potrafi odtworzyć te wady z prędkością i skalą, której żaden pojedynczy policjant nie mógłby dorównać.

Gdy komputer wskaże kogoś podejrzanego, funkcjonariusze mogą potraktować algorytmiczny wniosek jako obiektywny fakt.

Maszyna oskarża. Policja działa. Obywatel musi udowodnić, że maszyna się myliła.

Pomimo niezwykłego zasięgu tej technologii, Flock nadal przedstawia swój system jako ograniczone, starannie kontrolowane narzędzie walki z przestępczością.

Flock nalega, aby jego kamery zbierały informacje o pojazdach, a nie o ludziach, że agencje kontrolowały dostęp do własnych danych, aby wyszukiwania były rejestrowane, a informacje zazwyczaj usuwane po 30 dniach. Jednak te zapewnienia w dużej mierze sprowadzają się do różnic bez różnicy.

Pojazdy są przedłużeniem osób, które nimi jeżdżą.

Jeśli śledzisz pojazd wystarczająco długo, wiesz, gdzie jego właściciel śpi, pracuje, modli się, robi zakupy, spotyka się towarzysko, szuka pomocy medycznej i uczestniczy w działalności politycznej.

Wiesz, kiedy ktoś wychodzi z domu, kiedy wraca, kogo odwiedza i jak często.

Możesz nie znać treści ich rozmów, ale wiesz na tyle, by stworzyć intymny portret ich życia.

To jest obserwacja.

Nie staje się mniej inwazyjna tylko dlatego, że rząd zlecił kamery, bazy danych i algorytmy prywatnej korporacji.

Nie przestaje też być inwigilacją dlatego, że policja twierdzi, że te informacje mogą kiedyś okazać się przydatne przy rozwiązaniu przestępstwa.

To właśnie ta sztuczka pozwoliła państwu nadzoru tak szybko się rozwinąć.

Rząd nie musi już instalować każdej kamery, utrzymywać każdej bazy danych ani bezpośrednio zbierać każdej informacji.

Jedynie zachęca prywatne firmy, przedsiębiorstwa, stowarzyszenia właścicieli domów, szkoły i indywidualnych konsumentów do tworzenia powiązanego ekosystemu nadzoru — a następnie prosi o dostęp.

To porozumienie publiczno-prywatne pozwala agencjom rządowym nabyć zdolności, które mogłyby nigdy nie otrzymać publicznej zgody lub wystarczających środków na samodzielną budownicę.

To również sprawia, że odpowiedzialność jest niemal niemożliwa.

Gdy dochodzi do nadużyć, lokalna policja obwinia dostawcę technologii. Dostawca technologii nalega, aby lokalna policja kontrolowała dane. Agencje federalne twierdzą, że jedynie poprosiły o dostęp. Lokalni urzędnicy twierdzą, że nie byli świadomi, iż informacje mogą być udostępniane poza ich jurysdykcją.

Wszyscy wskazują gdzie indziej.

Tymczasem naród amerykański pozostaje pod obserwacją.

Flock stał się szczególnie kontrowersyjny, ponieważ jego sieć potrafi przekształcić to, co wydaje się zbiorem lokalnych kamer, w coś znacznie potężniejszego: przeszukiwalny system nadzoru, który pozwala organom ścigania zajrzeć daleko poza własne jurysdykcje.

Flock twierdzi, że wymiana danych między agencjami jest opcjonalna i kontrolowana przez klientów. Jednak cała wartość takiego systemu tkwi w jego wzajemnych powiązaniach.

Kamera w jednym mieście to urządzenie do monitorowania ruchu.

Tysiące kamer połączonych za pomocą przeszukiwalnych baz danych tworzą sieć śledzącą ruch.

Niebezpieczeństwo nie polega tylko na tym, że policja może szukać skradzionego samochodu.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że system pozwala urzędnikom państwowym zaczynać od lokalizacji, opisu lub fragmentu informacji i pracować wstecz, aż ktoś okaże się podejrzanym.

To odwraca tradycyjny porządek policji konstytucyjnej.

Zgodnie z Czwartą Poprawką policja powinna rozwijać indywidualne podejrzenia, wykazywać prawdopodobną przyczynę, a następnie ubiegać się o nakaz przeszukania dowodów związanych z konkretną osobą lub przestępstwem.

Systemy masowego nadzoru zaczynają się od zbierania informacji o wszystkich.

W tym procesie każda niewinna osoba jest traktowana jak potencjalny podejrzany, którego ruchy muszą być rejestrowane na wypadek, gdyby rząd kiedyś uznał je za istotne.

To jest poczucie winy przez algorytm.

To także ta sama konstytucyjna inwersja, która jest sercem nakazów geofence, które pozwalają policji żądać informacji identyfikujących każdy telefon komórkowy, który akurat znajdował się w pobliżu danego miejsca o określonej godzinie.

Niedawna decyzja Sądu Najwyższego USA w sprawie Chatrie przeciwko Stanom Zjednoczonym może sygnalizować, że kontrola konstytucyjna wreszcie zaczyna doganiać państwo inwigilacyjne.

Sprawa dotyczyła nakazu geofence używanego do uzyskania rejestrów lokalizacji telefonów komórkowych w pobliżu miejsca napadu. Zamiast zaczynać od zidentyfikowanego podejrzanego, policja domagała się informacji o urządzeniach, które akurat znajdowały się w wyznaczonym obszarze w danym okresie, a następnie cofała się, by zidentyfikować ich właścicieli.

Sąd Najwyższy orzekł, że policja przeprowadza przeszukanie na podstawie Czwartej Poprawki, gdy uzyska historię lokalizacji telefonu komórkowego danej osoby od firmy technologicznej.

Ten wniosek ma znaczenie.

Odrzuca coraz wygodniejszy argument rządu, że intymne informacje tracą ochronę konstytucyjną tylko dlatego, że prywatna korporacja je zebrała, przechowywała lub przeanalizowała.

Sąd nie wydał orzeczenia w sprawie kamer Flock ani zautomatyzowanych baz danych tablic rejestracyjnych. Nie zdecydowała też, że każde żądanie geofence jest koniecznie niekonstytucyjne. Sędziowie pozostawili Czwartemu Okręgowi decyzję, czy nakaz spełnia wymogi Czwartej Poprawki dotyczące prawdopodobnej przyczyny i szczególności na każdym etapie przeszukania.

Niemniej jednak zasada konstytucyjna leżąca u podstaw Chatrie wykracza daleko poza telefony komórkowe.

Rząd nie powinien unikać Czwartej Poprawki, zlecając masowy nadzór prywatnym firmom technologicznym.

Nie powinno mieć znaczenia, czy ślad lokalizacji pochodzi od Google, Flock, operatora telefonii komórkowej, brokera danych czy połączonej sieci prywatnych kamer.

Szczegółowy zapis ruchów osoby nie staje się mniej odkrywczy, ponieważ podąża za pojazdem, a nie telefonem. Rządowi nie powinno się pozwolić na realizację przez Flock tego, czego nie mógł osiągnąć konstytucyjnie, przydzielając policjantów do śledzenia milionów Amerykanów wszędzie, gdzie jeżdżą.

W rzeczywistości Flock może być jeszcze bardziej niepokojącym odwróceniem konstytucyjnego nadzoru policji.

Przeszukiwania geofence zazwyczaj zaczynają się od konkretnego przestępstwa, miejsca i okresu. Flock nieustannie zbiera informacje o milionach pojazdów, zanim popełni jakiekolwiek przestępstwo i zanim ktokolwiek zostanie podejrzany o wykroczenie.

Policja może wtedy sięgnąć wstecz do tej zapisanej historii i odtworzyć ruchy danej osoby.

Najpierw jest obserwacja. Podejrzenia pojawiają się później.

Nakaz, jeśli w ogóle jest o niego potrzebny, może pojawić się dopiero po tym, jak rząd już zbuduje bazę danych, którą zamierza przeszukać.

Chatrie może dostarczyć konstytucyjnej amunicji do zakwestionowania tego rozwiązania, ale żadne pojedyncze orzeczenie sądu nie rozmontuje mechanizmu masowego nadzoru.

Technologia ta jest już osadzona w tysiącach społeczności.

Bazy danych są już wypełniane.

Agencje są już połączone.

A firmy czerpiące zyski z tej infrastruktury będą walczyć o jej zachowanie.

Niestety, zabezpieczenia konstytucyjne rzadko nadążały za apetytem rządu na inwigilację.

Zagrożenia nie są już teoretyczne.

Dane Flock były podobno wykorzystywane w śledztwach odległych od poważnych przestępstw z użyciem przemocy, które rutynowo powołują się do uzasadnienia tych systemów.

To nieunikniona trajektoria każdej technologii nadzoru. Po pierwsze, jest wprowadzana jako środek awaryjny. Wtedy jest usprawiedliwiany jako narzędzie walki z przestępczością. Następnie rozszerza się na mniejsze przestępstwa. Następnie wykorzystywany jest do egzekwowania prawa administracyjnego, monitoringu politycznego, dochodzeń imigracyjnych oraz celów osobistych.

Ostatecznie staje się częścią tła rządu — stałym elementem codziennego życia, który przestaje przyciągać uwagę, ponieważ wszyscy przyzwyczaili się do bycia obserwowanymi.

Tak działa creep misji.

Uprawnienia nadzoru stworzone do wykrywania porywaczy i brutalnych przestępców nie ograniczają się do porywaczy i przestępców z użyciem przemocy.

Bazy danych stworzone do lokalizowania skradzionych pojazdów nie ograniczają się do pojazdów skradzionych.

Agencje rządowe nie mogą oprzeć się pokusie wykorzystania dostępnej władzy, zwłaszcza gdy jej użycie jest tanie, łatwe i w dużej mierze ukryte przed opinią publiczną.

Potencjał tej technologii do błędów czyni to jeszcze bardziej niebezpiecznym.

Czytniki tablic rejestracyjnych mogą błędnie odczytywać tablice, polegać na niedokładnych listach aktywnych lub kojarzyć niewinny pojazd z przestępstwem. Gdy system wyda ostrzeżenie, funkcjonariusze mogą traktować wygenerowany wynik komputerowy jako fakt.

Osoba po stronie odbiorcy może zostać zatrzymana, otoczona przez uzbrojoną policję, skuta kajdankami, przeszukana lub zatrzymana, zanim ktokolwiek odkryje, że maszyna była błędna.

To nie jest sprawiedliwość. To automatyczne podejrzenie.

Flock to tylko jeden element ekosystemu nadzoru, który obejmuje kamery dzwonkowe, rozpoznawanie twarzy, drony, śledzenie telefonów komórkowych, bazy danych biometrycznych oraz centra kryminalne w czasie rzeczywistym.

Efektem jest nadzór 360 stopni.

Osoba może opuścić dom monitorowany przez inteligentny dzwonek, przejechać obok sieci czytników tablic rejestracyjnych, wejść do firmy wyposażonej w rozpoznawanie twarzy, zabrać telefon z danymi lokalizacyjnymi i wrócić do domu ulicami monitorowanymi przez kamery policyjne i prywatne systemy bezpieczeństwa.

W żadnym momencie rząd nie musi fizycznie podążać za tą osobą, ponieważ infrastruktura robi to automatycznie.

Algorytmy sortują informacje. Bazy danych ją zachowują. Prywatne firmy to monetyzują. Agencje rządowe go przeszukują.

To wszystko dzieje się podczas gdy kraj pozostaje uwięziony w niekończącej się partyjnej klatce.

Obie partie przyczyniły się do powstania Państwa Nadzoru. Obie partie ją rozszerzyły. Obie partie wykorzystały strach, by przekonać społeczeństwo, że wolność musi zostać poświęcona dla bezpieczeństwa.

Cele mogą się zmieniać w zależności od tego, kto sprawuje władzę, ale mechanizmy pozostają.

Gdy infrastruktura już istnieje, nie ma gwarancji, że będzie używana tylko przeciwko osobom, których nie lubisz lub z którymi się politycznie nie zgadzasz.

To jest lekcja, której Amerykanie wielokrotnie odmawiają przyswojenia.

Narzędzie nadzoru stworzone przez jedną administrację zostanie odziedziczone przez następną. Baza danych złożona do jednego celu nieuchronnie zostanie wykorzystana do innego. System ustanowiony do monitorowania "ich" ostatecznie zostanie obrócony przeciwko "nam".

Społeczności w całym kraju wreszcie zaczynają dostrzegać zagrożenie.

Niektóre miasta zakończyły lub odmówiły przedłużenia kontraktów z Flock. Inni wstrzymali wdrożenie lub domagali się silniejszych ograniczeń w udostępnianiu danych, ich przechowywaniu i dostępie federalnym.

Ten opór jest już dawno potrzebny.

Nie możemy pozwolić sobie na tak duże rozproszenie się teatrem polityki, by nie zauważyć architektury tyranii, która wokół nas się buduje.

Państwo nadzoru nie obchodzi się, którą partię popierasz. Nie obchodzi go, na kogo głosowałeś.

Nie obchodzi go, czy uważasz, że nie masz nic do ukrycia.

Kamery obserwują. Bazy danych rosną. Sieci się łączą.

I jak jasno podkreślam w Battlefield America: The War on the American People oraz jego fikcyjnym odpowiedniku The Erik Blair Diaries, jeśli nie zadziałamy teraz, wkrótce może nie być dokąd pójść, nie wiedząc dokładnie, gdzie byliśmy.

____
https://ronpaulinstitute.org/while-the-political-circus-distracts-us-flock-builds-the-digital-police-state/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

wtorek, 21 lipca 2026

"Co jest normą społeczną w "Izraelu" według najnowszego śledztwa""

 

Od religijnych rytualnych gwałtów po sadystyczne gwałty na palestyńskich więźniach, w tym dzieciach, to społeczeństwo upojone przemocą, deprawacją i bez żadnych rozpoznawalnych granic

VANESSA BEELEY

18-miesięczny Karim torturowany przez siły syjonistyczne w Gazie. Zdjęcie: Osama Al-Kahlout

W ostatnich tygodniach siły syjonistyczne torturowały 18-miesięczne dziecko, by zmusić jego ojca, który był świadkiem nadużyć, do przyznania się do winy. Przerażające wydarzenie miało miejsce w centralnej części Gazy, w obozie dla uchodźców Al Maghazi.

Ojciec, Osama Abu Nasser, już cierpiał z powodu syjonistycznej biedy po śmierci jego konia, który był jedynym źródłem dochodu. Zabrał syna, by kupić zapasy dla rodziny. Został uwięziony przez ogień w pobliżu swojego domu, a IOF nakazała mu porzucić syna na ziemi i podejść do syjonistycznego punktu kontrolnego. Następnie został zmuszony do rozebierania się do naga.

Według zeznań świadków syjoniści zabrali dziecko i przesłuchiwali ojca, gdy dziecko stało przed nim. Terroryści spalili dziecko papierosami, wbili metalowy gwóźdź w jego nogę, podczas gdy ojciec patrzył, bezsilny. Później potwierdził to raport medyczny.

Po 10 godzinach przemocy dziecko Karim zostało zwolnione i przekazane Międzynarodowemu Czerwonemu Krzyżowi. Ojciec wciąż jest zatrzymany.

Niedawny nagłówek – którego wariacje można znaleźć w różnych mediach, w tym hebrajskim, opisuje następujące rewelacje:

Izraelska Rada Osadników wydaje bezprecedensowe przyznanie się do rytualnego wykorzystywania seksualnego dzieci po tym, jak nadawca ujawnia tuszowanie sprawy

Rada Regionalna Gusz Etzion na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu publicznie przyznała, że rytualne wykorzystywanie seksualne dzieci miało miejsce w jej społecznościach, co jest pierwszym przypadkiem, gdy organ zarządzający w religijno-syjonistycznym sektorze osadników Izraela zerwał z wieloletnim zaprzeczeniem.

Syjonistyczny nadawca Kan 11 przeprowadził śledztwo, w którym wyemitowano relacje pięciu niezwiązanych ze sobą kobiet, opisujących identyczne wzorce "wielofunkcjonujących rytualnych nadużyć seksualnych" na określonych obszarach okupacji. Śledztwo jest zwieńczeniem zbierania zeznań ocalałych przez ponad rok. Opiera się także na rabinicznym ostrzeżeniu i śledztwach policyjnych, które przełamały dekady instytucjonalnej ciszy.

Poprzednie śledztwo Israel Hayom również głęboko zagłębiło się w to złowrogie i sadystyczne rytualne wykorzystywanie i gwałty na dzieciach przez członków rodziny i drapieżców religijnych.

Ayala: "To zawsze ciemne miejsce. Jest tam od sześciu do dziewięciu mężczyzn. Przywiąż mnie do łóżka rękami i stopami, stań w kręgu, mamrocząc modlitwy lub błogosławieństwa, a tam jest rabin, który zawsze prowadzi sytuację i mówi, co robić. Jest ceremonia i każdy z nich mnie gwałci"

Z dochodzenia w sprawie Kan:

Ocalała Yael Ariel powiedziała komisji, że doświadczała rytualnego nadużycia od piątego roku życia aż do późnej młodości i była zmuszona do krzywdzenia innych dzieci w tym czasie. Powiedziała, że otrzymała zeznania kilku kobiet, które twierdziły, że "lekarze, edukatorzy, policjanci oraz byli i obecni członkowie Knesetu" byli zamieszani w nadużycia. Złożyła skargę na policję, która została zamknięta po kilku miesiącach. "Dzisiejsze wystąpienie w Knesecie to historyczny moment" – powiedziała.

Yael Shitrit, kolejna osoba, która przeżyła, opisała przemoc, która zaczęła się, gdy miała trzy lata. "Nie macie pojęcia, czym jest nadużycie rytualne" – powiedział Shitrit członkom komisji. 'Ludzki mózg nie jest w stanie tego pojąć. Nie wyobrażasz sobie, co to znaczy programować trzyletnią dziewczynkę przez gwałt i sadyzm, żeby mogła robić, co chce, a nikt o tym nie wie." Shitrit opisywał, jak był przemyty przez Izrael z ceremonii na ceremonię. 'Nagi mężczyźni stali w kole. Moja terapeutka, jej mąż i jej syn mi wyrządzili krzywdę, a było też dziesiątki innych dziewcząt i chłopców, którzy mnie skrzywdzili." Powiedziała, że policja znała te sprawy od roku, ale brakowało jej narzędzi do działania: "Osoby, które upadną, to bardzo, bardzo wysokie rangą osoby. Ci ludzie zarządzają społecznościami i agencjami rządowymi.'

Trzecia osoba, która zeznawała anonimowo, opisała przemoc zaczynającą się w wieku 11 lat, która eskalowała do 14. roku życia do "sadystycznych klubów" prowadzonych przez znane osoby, gdzie była przywiązana kajdankami do słupa. Opisywała rytuały związane z piciem krwi menstruacyjnej i ubojem zwierząt. 'Mówili, że nikt mi nie uwierzy, jeśli się odezwę.' Powiedziała, że pięć lat wcześniej złożyła skargę na policję i przedstawiła nagrane zeznania jednego z domniemanych sprawców, ale sprawa została dwukrotnie zamknięta z powodu rzekomego braku dowodów.

Centrum Badań i Informacji Knesetu zauważyło w 2025 roku, że legislatura okupacyjna nie ma prawnej definicji "rytualnego nadużycia" – być może dlatego, że większość osób u władzy w tej ohydnej formie to główni drapieżcy i oprawcy własnych dzieci, palestyńskich dzieci i dorosłych, a nie dotyczy to tylko okupowanych terytoriów palestyńskich, lecz rozszerza się globalnie. Najnowsze relacje o gwałtach i systemowych torturach przez uczestników Flotylli Sumud z całego świata świadczą o tym, że ta seksualna perwersja i sadyzm są normą społeczną w tym zdeprawowanym azylu dla pedofilów.

____
https://beeley.substack.com/p/ritual-child-abuse-and-rape-is-a


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"Sposób, w jaki żyjemy teraz – Rozbiórka sztuki "


postertheway.jpeg

Film oparty na powieści wiktoriańskiej
O zniszczeniach
żydowskiego promotora giełdowego
jest przypomnieniem, że sztuka kiedyś była istotna
i prawdziwe.
Sztuka dzisiaj była
Zniechęcony przez poprawność polityczną
co jest komunistyczną żydowską (satanistyczną) indoktrynacją.
Żydzi komuniści nazywają to "agitprop".

Rola sztuki polega na podnoszeniu społeczeństwa
poprzez edukację i inspirowanie.


Celowo jesteśmy pozbawieni prawdziwego intelektualisty

oraz duchowe pożywienie.



Publikuję to ponownie, aby pokazać, jak masoński żydowski spisek przeciwko Bogu i człowiekowi jest zarówno długotrwały, jak i wszechobecny w społeczeństwie.

Czytając to, zastanów się, jak duża część dzisiejszego społeczeństwa zachodniego angażuje się w spekulacje na giełdzie, gdy nasze kraje są podważane i najechane.

Nie mniej niż seks, chciwość została wykorzystana, by nas podważyć.


z 9 sierpnia 2012
roku autorstwa Henry'ego Makowa, PhD



, głodny rozrywki opisującej "sposób, w jaki żyjemy teraz?"

Może będziesz musiał wrócić do 1875 roku, kiedy Anthony Trollope opublikował powieść o tym tytule.

Czteroczęściowy miniserial BBC (2001) oparty na nim przedstawia zniszczenia żydowskiego bankiera "Augustusa Melmotte'a" w brytyjskim społeczeństwie. Pokazuje to jego wpływ na ludzi chętnych do ochrony swoich wartości, ale podatnych na pokusy (czyli chciwość).


Melmotte to podejrzana postać, niedawno przybyła z Frankfurtu przez Wiedeń, podążając za plotkami o upadkach banków i oszustwach. Szybko ugruntowuje swoją pozycję w Londynie jako osoba do inwestowania i zysku.


felix.jpegJego emocjonalnie potrzebująca córka Marie przyciąga rozrzutnych arystokratów.

 
Sir Felix Carbury, śmieszny nieudacznik, jest pierwszy w kolejce do względów Marie (po lewej).

Paul Montague, gorliwy młody angielski inżynier, szuka wsparcia Melmotte'a dla linii kolejowej łączącej Salt Lake City z Vera Cruz w Meksyku.

Melmotte wprowadza firmę na Londyńską Giełdę Papierów Wartościowych bez zamiaru faktycznej budowy kolei.

Jest wspaniała scena, w której Melmotte wygłasza wykład swojej (Gentile) Radzie Dyrektorów o motywie zysku, który "przesuwa góry i zmienia świat." Radzi im, by ostatni szyling włożyli w akcje kolejowe, bo liczba ta się poczterokrotnie powiększy!

"Po prostu mi zaufaj!" mówi. Efekt na nich jest odurzający.

Melmotte startuje w wyborach, a jego przemówienie podczas kampanii jest zarówno upajające,

jak i prorocze: "Mieliśmy Cesarstwo Austriackie i Imperium Osmańskie. Wszystkie te zostaną zastąpione przez Imperium Handlu. Efektem będzie niewyobrażalne bogactwo dla was wszystkich!"

Melmotte zostaje wybrany do parlamentu, gdzie opowiada się za wolnym handlem, kosztem lokalnych przemysłów.


Scenarzysta Andrew Davies był zachwycony aktualnością powieści: "Jest tak mroczna i tak nowoczesna w tonie, skupiająca się na miejskim oszustwie, które przypomina upadek dot-comów czy niedawny skandal Enronu. A pośrodku jest ten ogromny potwór, Melmotte, siedzący jak gruby pająk, wciągający wszystkich innych bohaterów w swój wielki plan."


Paul Montague wraca z Meksyku oburzony, że nic nie zostało wykonane. Melmotte zapewnia go, że "utrzymanie zaufania społecznego jest najważniejsze."
suchet.jpeg
 
Widzimy powracający motyw kabalistów, że "mówić to wierzyć", a nie widzieć.

Rob Byrdon gra "pana Alfa", zdeterminowanego dziennika, który konfrontuje się z Melmotte'em:
 
"Gór się nie przesuwa. Przenosisz tylko pieniądze, z innych kieszeni do własnych!"

Jest wiele wątków romantycznych dotyczących małżeństw z miłości kontra pieniędzy, co jest wiktoriańskim zamartwieniem. W jednej z nich córka zmagającego się angielskiego arystokraty ma poślubić innego żydowskiego bankiera, gdy ten ją porzuca.

"Zostawił mnie Żyd!" – wykrzykuje z niedowierzaniem.

Ogólnie rzecz biorąc, miniserial nie jest antysemicki, choć wyśmiewa brak wdzięku i manier Żydów. Jednak równie ostro krytykuje dekadencką angielską arystokrację.

Ostatecznie córka Melmotte'a, spragniona miłości, Marie, okazuje się bardzo współczująca. Żydowscy współpracownicy Melmotte'a, Breghert i Croll, są przedstawiani jako honorowi ludzie.

Ostatecznie powieść/miniserial jest inspirującą zapowiedzią obalenia tradycyjnych wartości przez satanistyczny redukcjonizm zysku, promowany przez żydowskie finanse. Trudno uwierzyć, że ta powieść została napisana przed skandalem panamskim w 1892 roku i skandalem Marconiego z 1912 roku.

David Suchet (znany z Herkulesa Poirota) jest przekonujący jako Melmotte, a Mathew Macfadyen to zabawny jako nieudacznik Felix Carbury.

Gorąco polecam tę miniserię jako budujące przypomnienie o sztuce, gdy podtrzymywała prawdę i trwałą mądrość. BBC dziś to nic innego jak propagandowe skrzydło partii Melmotte.


---

Uwaga:

The Way We Live Now był dostępny na Netflixie

Powiązane: Makow - Film "antysemicki" przeszedł niezauważony




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

niedziela, 19 lipca 2026

Arthur Kwon Lee –" Kto kontroluje naszą przyszłość"


boho-grove.jpeg

Arthur Kwon Lee twierdzi, że ich udział w skrajnych aktach deprawacji – szczególnie tych dotyczących dzieci, seksualnych tabu i rytualnych przewinień – nie jest przypadkową perwersją ani zwykłą korupcją. Zamiast tego funkcjonuje jako celowa "technologia duchowa" zakorzeniona w starożytnych zasadach lucyferiańskich. Celem, według Lee, jest samoubóstwienie: przekraczanie zwykłej ludzkości poprzez bunt przeciwko boskiemu porządkowi moralnemu, rozbijanie "obrazu Boga" w niewinnych i wyniesienie woli jednostki ponad wszelką zewnętrzną władzę, w tym samego Boga.


Arthur Kwon Lee, lat 35, jest koreańsko-amerykańskim malarzem. Eksploruje okultyzm nie jako magię, lecz jako mapę ludzkiego umysłu. Używa symboli okultystycznych i mitologicznych, by pokazać, jak ukryte, starożytne idee wciąż kształtują nasze współczesne życie i wewnętrzne zmagania.


Autor: GROK 4
(henrymakow.com)


Główna teza opiera się na idei, że te elity podejmują wymyśloną inwersję świętych granic jako drogę do postrzegania boskości.

Popełniając najbardziej zakazane czyny – wykorzystywanie dzieci, tortury, kanibalizm (lub symboliczne odpowiedniki jak zbieranie adrenochromu) oraz rytualne nadużycia – wierzą, że uwalniają się od ludzkiego sumienia i prawa. To tworzy nierozerwalne więzi wspólnego poczucia winy między uczestnikami, jednocześnie przekonując ich, że stoją "ponad ludzkością, ponad prawem, ponad sumieniem."

Lee przedstawia to jako ostateczny bunt: nowoczesną kontynuację gryzienia zakazanego owocu w kosmicznym "tańcu między Lucyferem a Lilith". Potężni ryzykują wszystko, bo nagroda jest egzystencjalna – wracają do życia publicznego w "masce cywilizacji", kierując bankami, rządami i kulturą, działając według aksjomatu, że mogą zrobić wszystko każdemu.

Lee zaczyna od wezwania widzów, by "wyciągnęli na światło dzienne" to, co przez wieki było pogrzebane w gajach, prywatnych wyspach i marmurowych świątyniach: handel ludźmi, tortury dzieci, rytualne nadużycia i kanibalizm. Są one przedstawiane nie jako odosobnione skandale, lecz jako "widoczne owoce drzewa, którego korzenie sięgają całej zapisanej historii."

Przytacza znakomite przykłady, by uzasadnić swoje twierdzenia. Prywatna wyspa Jeffreya Epsteina służyła rzekomo rajem, gdzie młode dziewczęta były przemycane, wykorzystywane i przekazywane między prezydentami, książętami, miliarderami i naukowcami. Kolacje "duchowe gotowanie" Mariny Abramović obejmowały menu z mlekiem matki, plemnikiem, moczem i krwią menstruacyjną, prezentowanymi jako sztuka performatywna, ale obecnymi przez elity. Bohemian Grove, ekskluzywne kalifornijskie miejsce wypoczynku, prezentuje rytuał "Kremacji Opieki" przed olbrzymim posągiem sowy – symboliczną kpinę z sumienia społecznego – któremu towarzyszą uporczywe oskarżenia o mroczniejsze działania poparte zeznaniami ocalałych.
youtube.com

Rytuał Kremacji Opieki w Bohemian Grove i posąg olbrzymiej sowy, centralne dla dyskusji Lee o elitarnych ceremonialnych practices.nytimes.com

spirit-cooking.jpg
Odniesienia do performans Mariny Abramović "Spirit Cooking", które Lee wymienia jako przykłady elitarnych rytualnych lub transgresyjnych spotkań ujętych jako sztuka.

Lee podkreśla, że nie są to zwykłe hedonistyczne ani operacje szantażu (choć szantaż jest uznawany za narzędzie). Reprezentują formę lucyferiańskiego kultu skupioną na samoubóstwieniu.

Czerpiąc z ezoterycznych tradycji, opisuje, jak Lucyfer (lub ich odpowiedniki pod nazwami takimi jak przynoszący światło, przynoszący wiedzę czy bunt) nakazuje inicjowanym, by oddzielili się od zewnętrznego autorytetu – w tym Boga – i wywyższali siebie jako najwyższego.

Im bardziej ktoś burzy moralne ograniczenia definiujące zwykłą ludzkość, tym bliżej zbliża się do tego boskiego stanu. Tworzy to hierarchię, w której elity postrzegają siebie jako "wybrani" ponad "nieżydowskie masy bydła", które dzieli partyjność i kontrolowane narracje.

Aby to potwierdzić, Lee wytycza historyczne i ezoteryczne paralele. Odnosi się do starożytnych kultów misternych (obrzędy dionizyjskie i mithraickie obejmujące ekstazę i symboliczne konsumowanie boskości), oskarżeń wobec templariuszy (kult Bafometa, sodomia i rytuały odwrócenia), rzekomego stosowania kompromisów seksualnych przez bawarskich iluminatów do infiltracji oraz wielowarstwowych stopni, tajnych przysiąg i symboliki lucyferiańskiej wolnomularstwa (przytaczając postacie takie jak Albert Pike).

Łączy okultystów XIX i XX wieku, takich jak Helena Blavatsky, a zwłaszcza Aleister Crowley ("Czyń, co chcesz, będzie całym Prawem") oraz Ordo Templi Orientis, które promowało transgresję jako środek do boskości. Współczesne odpowiedniki to zamknięte spotkania w Bohemian Grove, Bilderbergu, Światowym Forum Ekonomicznym, prywatne wyspy i bunkry – przestrzenie, gdzie elementy rytualne, szantaż i nieograniczona władza się przecinają.

Znaczna część analizuje mechanizmy "ciemnej psychologii", które Lee uważa za skuteczne czyniąc te praktyki skutecznymi. Naruszenie tabu wywołuje intensywne neurochemiczne przypływy – przypływy dopaminy i adrenaliny – które w grupach są wzmacniane i uświęcane, przeprogramowując uczestników do kojarzenia ekstremalnych czynów z transcendencją i mocą.

Deindywidualizacja następuje, gdy zewnętrzne wartości moralne są usuwane; Grupa staje się nową autorytetem, rozpuszczając indywidualne ego w zbiorową tożsamość, która wydaje się ponad zwykłym prawem. Wspólne przestępstwa tworzą "alchemię winy i wyższości": wzajemne gwarantowane zniszczenie tworzy niezłomne zaufanie, podczas gdy sama wina jest przedstawiana jako dowód na przekroczenie ludzkich ograniczeń. Konkretne rytuały są interpretowane odpowiednio – kanibalizm (dosłowny lub symboliczny) jako pochłanianie siły życiowej lub mocy; naruszając dzieci jako deklarację dominacji nad niewinnością i obrazem Boga; symboliczne akty, jak "jazda na kozie" w masońskiej tradycji, jako moralna transmutacja przez bestialstwo; oraz odwrócenia, jak gotowanie duchowe jako mroczna parodia Eucharystii.

Lee umieszcza te praktyki w szerszej wojnie duchowej. Elity rzekomo używają ich jako "duchowego mrocznego narzędzia" do niszczenia tradycyjnych zasad moralnych, konsolidacji władzy poprzez tajemnicę i kompromis oraz działania niezauważonego, jednocześnie narzucając społeczeństwu odwrócone wartości. Aborcja jest często łączona w jego szerszej twórczości jako masowa, uprzemysłowiona forma składania ofiar z dzieci starożytnym bóstwom, takim jak Baal czy Moloch, kontrastując prywatne rytuały elit z wersjami na skalę publiczną. Masy, rozproszone przez politykę partyjną i programy kulturalne, pozostają ślepe na tę ukrytą warstwę kontroli.

Podsumowując, Lee oferuje antidotum zakorzenione w jego chrześcijańskim światopoglądzie. Prawdziwa transcendencja, jak twierdzi, nie pochodzi z samowywyższania i odwrócenia, lecz przez pokorę, miłość, poświęcenie i zgodność z przykładem Chrystusa. Rozwiązanie polega na odzyskaniu świętości, zaciekłej ochronie niewinnych (zwłaszcza dzieci), odmowie uczestnictwa w inwersji lub jej normalizacji oraz poszukiwaniu prawdziwego duchowego rozeznania. Wzywa do modlitwy o odwagę i ujawnienie tych systemów, przedstawiając stawkę jako wieczną. Teledysk kończy się nutą oporu: "Chrystus jest Królem", odwracając inwersję poprzez uniwersalny porządek moralny, a nie elitarną wyjątkowość.


Przez cały czas Lee stosuje intensywną, pilną retorykę typową dla jego treści – łącząc odniesienia do historii sztuki, bieżące wydarzenia (akta Epsteina itd.) oraz interpretacje religijne. Jego przekaz jest wyraźnie konspiracyjny, często używa zakodowanego lub prowokującego języka, a także niesie ze sobą silne antysemickie podteksty typowe dla innych jego filmów (np. odniesienia do "sekt diaspory", "małych kapeluszy" czy historycznych wydaleń związanych z rzekomymi rytualnymi praktykami).

[Koszerne zastrzeżenie] "Te twierdzenia odzwierciedlają długoletnie narracje marginalne dotyczące zniesławienia krwi, satanistycznego nadużycia rytualnego (), adrenochromu i elitarnych kręgów pedofilskich, z których wiele nie ma wiarygodnych potwierdzeń głównego nurtu i zostało szeroko obalonych lub pozostaje nieudowodnionych mimo szeroko zakrojonych śledztw." [Koszerne zastrzeżenie]

Lee przedstawia się jako prawdomówca i "miecz Boga", zachęcając widzów do odrzucenia systemu i dostosowania się do tradycyjnych wartości chrześcijańskich. Treść jest wysoce kontrowersyjna, pełna emocji i zaprojektowana tak, by wywołać silne reakcje – widzom zaleca się krytyczne podejście, niezależne porównanie twierdzeń oraz rozpoznanie różnicy między udokumentowanymi skandalami (takimi jak zbrodnie Epsteina) a szerszymi teoriami spiskowymi interpretacyjnymi.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com