poniedziałek, 11 maja 2026

"Maksymalna presja, minimalne zwycięstwo: jak USA utraciły impet w Iranie Czy konflikt wygasa, zmierzając ku niepewnej stabilności, czy też narasta, zapowiadając nową eskalację? "

Autor: Murad Sadygzade, prezes Centrum Studiów nad Bliskim Wschodem, wykładowca wizytujący na Uniwersytecie HSE (Moskwa).

Telegram

Maximum pressure, minimum victory: How the US lost the momentum in Iran

W naturze niemal wszystko podlega prawu wahadła. Ruch rozpoczyna się impulsem, przyspiesza pod naporem energii kinetycznej, osiąga punkt skrajny, a następnie – prędzej czy później – zostaje pociągnięty z powrotem ku stanowi równowagi. Równowaga ta nigdy nie jest absolutna ani wieczna.


Stanowi ona jedynie tymczasowy stan stabilności – pauzę przed kolejnym wstrząsem, kolejnym naciskiem, kolejną siłą zewnętrzną, która ponownie wprawia ten mechanizm w ruch. Historia polityczna często toczyła się w tym samym rytmie. Imperia rozszerzają się i kurczą; rewolucje ulegają radykalizacji, by następnie przybrać formy zinstytucjonalizowane; wojny wybuchają, a potem szukają języka, w którym mogłyby wyrazić swe wyczerpanie. Obecna wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela przeciwko Iranowi nie stanowi tu wyjątku.


Niespokojna równowaga

Aktywna faza agresji wymierzonej w Iran – która rozpoczęła się 28 lutego zakrojonymi na szeroką skalę uderzeniami sił amerykańskich i izraelskich – trwała w swej najbardziej intensywnej formie niemal dwa miesiące. Konflikt otworzyły skoordynowane ataki na irańskie cele wojskowe, infrastrukturę oraz ośrodki dowodzenia; następnie jednak irańska odpowiedź przekształciła to wstępne uderzenie w szerszą konfrontację o wymiarze regionalnym. W świetle analogii z wahadłem, irański odwet stał się dodatkowym impulsem energii kinetycznej. Nie zatrzymał on mechanizmu – nadał mu jedynie kolejny zamach. Rozszerzył łuk wojny, wciągnął Cieśninę Ormuz w samo centrum kryzysu, zakłócił przepływ surowców energetycznych i zmusił Waszyngton do zmierzenia się z faktem, iż sama presja militarna przestała już zapewniać kontrolę polityczną.


Obecnie wydaje się, że wahadło powraca w stronę punktu równowagi. Nie w stronę pokoju – w pełnym, moralnym tego słowa znaczeniu – ani w stronę pojednania, lecz ku tymczasowej stabilizacji. W polityce stan równowagi stanowi często nie tyle triumf mądrości, co raczej uznanie własnych ograniczeń. Stany Zjednoczone odkryły granice stosowania przymusu; Iran – granice eskalacji; Izrael zaś przekonał się, że nawet przewaga militarna nie pozwala łatwo narzucić trwałego porządku regionalnego. Sam region po raz kolejny odkrył natomiast prawdę, iż żadna wojna tocząca się wokół Iranu nie pozostaje ograniczona wyłącznie do jego terytorium.


Pierwsza runda negocjacji w Islamabadzie zakończyła się fiaskiem, dowiodła jednak, że pod powierzchnią wydarzeń wciąż działa mechanizm dyplomacji. Na początku kwietnia Iran i Stany Zjednoczone otrzymały plan zakończenia działań wojennych – koncepcję opisaną jako dwuetapowe ramy porozumienia, zakładające rozpoczęcie procesu od zawieszenia broni, a następnie przejście do szerszej umowy końcowej, obejmującej zarówno ograniczenia w sferze nuklearnej, jak i zniesienie sankcji. Późniejsze doniesienia opisywały jednostronicowe memorandum, które miałoby ogłosić zakończenie wojny i otworzyć 30-dniowe okno negocjacyjne w kwestiach dotyczących Cieśniny Ormuz, irańskiego programu nuklearnego oraz amerykańskich sankcji.


Jest rzeczą oczywistą, że po niszczycielskich działaniach militarnych dyplomacja nie jest w stanie natychmiast zbudować zaufania. Musi najpierw stworzyć kanały komunikacji i wykazać, że druga strona jest zdolna do wywiązania się z ograniczonych zobowiązań. Nawet zaufanie ułomne, kruche – a wręcz nieufność opakowana w procedury – może okazać się lepsze niż całkowity brak komunikacji. Wojny często kończą się nie dlatego, że strony nagle zaczynają sobie ufać, lecz dlatego, że zaczynają obawiać się tego, co może wyniknąć z braku jakiegokolwiek porozumienia.


Pierwszym torem opisywanej, dwutorowej struktury jest porozumienie pokojowe – a ściślej rzecz ujmując: porozumienie w sprawie wstrzymania działań wojennych. Drugim torem jest uregulowanie kwestii nuklearnych, co wymagałoby więcej czasu, większych formalności prawnych, a prawdopodobnie także ram instytucjonalnych Rady Bezpieczeństwa. Według doniesień, kształtujący się plan zakłada wykorzystanie w pierwszej kolejności memorandum o porozumieniu w celu ogłoszenia zakończenia działań zbrojnych na kilku frontach – w tym w Libanie – przy jednoczesnym zobowiązaniu się obu stron do wzajemnego poszanowania swojej suwerenności terytorialnej. Następnie strony otrzymałyby około 30 dni na wynegocjowanie złagodzenia sankcji, kwestii odszkodowań, odblokowania zamrożonych aktywów, ograniczeń w sferze nuklearnej oraz ponownego otwarcia morskich szlaków komunikacyjnych.

Taka formuła odzwierciedla rzeczywisty rozkład nacisków. Waszyngton chce porozumienia nuklearnego, ale potrzebuje ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz i politycznego zakończenia wojny. Teheran chce złagodzenia sankcji i gwarancji bezpieczeństwa, ale potrzebuje również czasu na naprawienie szkód, przywrócenie wewnętrznego zaufania gospodarczego i przekształcenie wytrzymałości na polu bitwy w siłę dyplomatyczną. Stany Zjednoczone podobno zaoferowały częściowe złagodzenie sankcji i uwolnienie części zamrożonych irańskich funduszy w ramach powstających ram, podczas gdy Iran zaakceptowałby ograniczenia lub moratorium związane ze wzbogacaniem uranu i ograniczenia morskie.


Jak Stany Zjednoczone wpędziły się w kozi róg

Pozycję Ameryki osłabia centralna sprzeczność: Waszyngton przystąpił do konfrontacji z przytłaczającą siłą, ale nie uzyskał przytłaczającego poparcia politycznego. Sojusznicy z NATO chwalili pewne cele, ale wielokrotnie unikali bezpośredniego udziału w kampanii USA. Później odmówili przyłączenia się do blokady irańskich portów przez Trumpa, proponując pomoc dopiero po zakończeniu walk. To był znak, że amerykańska potęga, choć wciąż ogromna, nie wymusza już automatycznie posłuszeństwa sojuszników w wojnach, które inni uważają za opcjonalne, ryzykowne lub politycznie toksyczne.


Regionalni partnerzy Waszyngtonu również byli ostrożni. Państwa Zatoki Perskiej mogą obawiać się Iranu, ale obawiają się również, że staną się polem bitwy, na którym rozstrzygnie się eskalacja między Ameryką a Iranem. Kryzys w Cieśninie Ormuz pokazał, że geografia tej wojny daje Iranowi dźwignię, której nie da się zbombardować bez konsekwencji dla wszystkich. Reakcja militarna Iranu pociągnęła za sobą straty dla amerykańskich pozycji i aktywów w regionie, a jego kontrola nad morskim wąskim gardełkiem przekształciła wojnę z Iranem w globalny problem gospodarczy.


Dla Waszyngtonu jest to polityczna porażka, nawet jeśli bilans militarny pozostaje na jego korzyść. Mocarstwo może wygrywać bitwy i nadal tracić narrację, siać zniszczenie, ale nie zmusić przeciwnika do kapitulacji. Może ogłosić sukces i nadal być zmuszone do powrotu do negocjacji z tym samym państwem, które zamierzało złamać. Administracja Trumpa próbowała odbudować swoją pozycję poprzez presję, blokadę i ogłoszenie Projektu Wolność, operacji mającej na celu zabezpieczenie lub ponowne otwarcie przejścia przez Cieśninę Ormuz. Trump później wstrzymał operację, wskazując na postępy w rozmowach z Iranem.


Najpierw pojawiła się siła. Potem blokada. Potem operacja mająca na celu przezwyciężenie skutków blokady i kontrblokada. Następnie nastąpiła przerwa w tej operacji, ponieważ dyplomacja ponownie stała się konieczna. W szachach nazywa się to zugzwangiem – stanem, w którym każdy dostępny ruch pogarsza pozycję gracza. Eskalacja niesie ze sobą ryzyko wybuchu szerszej wojny regionalnej. Deeskalacja jawi się natomiast jako odwrót. Utrzymywanie blokady szkodzi handlowi światowemu i zraża partnerów. Jej zniesienie bez uzyskania ustępstw wygląda na porażkę. Żądanie całkowitej kapitulacji Iranu czyni zawarcie porozumienia niemożliwym. Zaakceptowanie częściowego kompromisu podważa z kolei pierwotną retorykę „maksymalnej presji”.


Chwiejne fundamenty

Nowy plan deeskalacji opiera się na założeniu, że Iranu nie da się po prostu „wymazać” z regionalnego ładu; że amerykańska potęga militarna nie zdoła zapewnić bezpieczeństwa w Cieśninie Ormuz bez odpowiednich uzgodnień politycznych; oraz że preferowana przez Izrael strategia stałej presji strategicznej nie wystarczy, by samodzielnie zagwarantować stabilność na Bliskim Wschodzie. Jeśli plan ten jest autentyczny, a strony zaakceptują jego podstawową logikę, może on stać się tymczasowym pomostem prowadzącym od wojny do kontrolowanej konfrontacji.

Niemniej jednak ryzyka pozostają ogromne, a pierwszym z nich jest Izrael. Wszelkie porozumienie, które zmniejszyłoby presję na Iran, zostanie odebrane przez izraelskich twardogłowych jako strategiczna porażka. Izrael może obawiać się, że nawet ograniczone memorandum pokojowe da Iranowi czas na odbudowę, dozbrojenie i przywrócenie potencjału odstraszania. Jeśli izraelscy przywódcy dojdą do wniosku, że dyplomacja zamraża konflikt na warunkach korzystnych dla Teheranu, mogą podjąć próbę sabotowania tego procesu poprzez nowe uderzenia, operacje wywiadowcze lub wywieranie presji na Waszyngton. Szerszy konflikt objął już wiele frontów, a doniesienia o kształtującej się sytuacji wyraźnie wspominają o działaniach zbrojnych poza granicami Iranu – w tym w Libanie. Każdy front, na którym nie uda się osiągnąć rozwiązania, może stać się iskrą, która ponownie wprawi wahadło w ruch.


Drugim ryzykiem jest amerykańska polityka wewnętrzna. Pragmatyczne porozumienie zawarte przed wyborami śródokresowymi może posłużyć Trumpowi jako sposób na zmniejszenie presji ze strony wyborców zmęczonych kolejną wojną na Bliskim Wschodzie. To samo porozumienie może jednak zostać wykorzystane również jako pauza służąca przegrupowaniu sił. Waszyngton może teraz zaakceptować tymczasową stabilizację, by po wyborach powrócić do scenariusza opartego na środkach przymusu, twierdząc, że Iran naruszył ducha zawartej umowy. Właśnie dlatego Teheran musi prowadzić negocjacje w dobrej wierze, lecz nie może demontować swojego potencjału odstraszania w zamian za obietnice, które mogą zostać unieważnione w wyniku kolejnych amerykańskich kalkulacji politycznych.


Trzecim ryzykiem jest sama kwestia nuklearna. Memorandum pokojowe może być zwięzłe, ponieważ milczenie często sprzyja dyplomacji. Jednak porozumienie nuklearne nie może opierać się na milczeniu. Musi ono udzielić odpowiedzi na trudne pytania dotyczące wzbogacania uranu, zgromadzonych zapasów, weryfikacji, sekwencji znoszenia sankcji, rekompensat oraz trwałości prawnej podjętych zobowiązań. Doświadczenia związane z wcześniejszym porozumieniem JCPOA wciąż rzucają cień na wszelkie nowe ustalenia. Iran będzie miał uzasadnione podstawy, by zapytać, dlaczego ma godzić się na ograniczenia, skoro przyszła administracja USA może odstąpić od umowy. Waszyngton z kolei będzie oczekiwał gwarancji, że po zakończeniu działań wojennych będzie mógł zaufać powściągliwości Iranu w sferze nuklearnej. Rozwiązanie tych kwestii będzie wymagało konkretnych mechanizmów, a nie jedynie retoryki.


Mimo to możliwość zawarcia nowego porozumienia jest realna – pod warunkiem pragmatycznego podejścia do sprawy. Wahadło powoli, lecz konsekwentnie zmierza ku stanowi równowagi, ponieważ dotychczasowy poziom energii kinetycznej stał się nie do utrzymania. Siły, które wprawiły ten system w ruch, wciąż są obecne, lecz sam system dąży do spoczynku, gdyż dalszy ruch grozi zniszczeniem jego mechanizmu.


Najbliższe tygodnie pokażą, czy nowy, dwuetapowy plan stanowi rzeczywisty pomost ku porozumieniu, czy też jedynie kolejną pauzę taktyczną. Jeśli memorandum zostanie podpisane, może ono wprowadzić wahadło w stan tymczasowej równowagi. Jeśli Izrael odrzuci stabilizację – lub jeśli Waszyngton potraktuje porozumienie jako przerwę przed ponownym wywarciem presji – wahadło znów otrzyma impuls. A jeśli do tego dojdzie, kolejne wychylenie może okazać się szersze, szybsze i bardziej niszczycielskie niż poprzednie.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639848-maximum-pressure-minimum-victory-us-iran/

Mike Stone –" Obcy nadchodzą!"


aliens6.jpg

Illuminati planują przekonać świat, że nawiązaliśmy kontakt
z obcymi stworzeniami. Dlaczego tak robią, nie mam pojęcia.
To najbardziej fałszywa i gejowska rzecz w świecie pełnym fałszywych i gejowskich rzeczy.



autor: Mike Stone
(henrymakow.com)

Chcesz usłyszeć szaloną historię?

Najpierw trochę tła.

Wiesz, że Pentagon planuje sfingować inwazję obcych co najmniej od lat 50. XX wieku.

Wiesz, że "lądowania na Księżycu" lat 60. i 70. były sfałszowane i nagrywane na planie zdjęciowym. (Pierwszy wyreżyserował Stanley Kubrick).

Miejmy na uwadze te dwa fakty i zastanów się nad tym, co fałszywe media rozpowszechniają przez ostatnie kilka miesięcy. Mówią nam, że wielu naukowców i personelu wojskowego pracujących nad ściśle tajnymi projektami UFO zniknęło bez śladu. Powiedziano nam, zaledwie w zeszłym miesiącu, o kolejnej fałszywej misji na Księżyc.

Teraz brytyjski reżyser filmowy Mark Christopher Lee twierdzi, że Donald Trump ogłosi na Mistrzostwach Świata 2026, że ludzie nawiązali kontakt z pozaziemskimi istotami. Czy naprawdę może być jeszcze bardziej szalone?

Właściwie to może.

Słyszymy teraz doniesienia, że fałszywi chrześcijańscy "pastorzy" są proszeni o przygotowanie swoich parafii na ważne ujawnienia dotyczące UFO i obcych:

https://x.com/ChristianPost/ status/2051852253095674186/zdjęcie/1

https://x.com/SPOOOKYUFO/ status/2051494585323733096


Mówię ci, ludzie, którzy nas obsługują, mają plan, by przekonać świat, że nawiązaliśmy kontakt z obcymi stworzeniami. Dlaczego tak robią, nie mam pojęcia. To najbardziej fałszywa i gejowska rzecz w świecie pełnym fałszywych i gejowskich rzeczy.

Jeśli ci fałszywi chrześcijańscy pastorzy zaczną mówić swoim wyznawcom, że nawiązaliśmy kontakt z kosmitami, zobaczycie, jak dziesiątki milionów ewangelicznych szaleńców szaleją. Poczekaj, cofam to. Już stracili rozum. Zobaczysz, jak tracą resztki rozumu, które im zostały.

Oto sprawa z tymi kłamstwami: żywią się nawzajem. Jeśli uda ci się sprawić, by ludzie uwierzyli w jedno kłamstwo, to znacznie łatwiej jest przekonać ich do kolejnego kłamstwa, i kolejnego, i kolejnego, każde z nich buduje na poprzednim.

Cofnijmy się kilka lat do fałszywej próby zamachu w Butler w Pensylwanii. Ponieważ większość ludzi uwierzyła w to kłamstwo, znacznie łatwiej było im uwierzyć w fałszywe zamach na Charliego Kirka, co z kolei ułatwiło im uwierzenie w fałszywe porwanie Madury, a to z kolei ułatwiło im uwierzenie w fałszywą misję na księżyc Artemis. Teraz wygląda na to, że handlarze oszustwami szykują się do uwolnienia jednego z największych kłamstw – fałszywego kontaktu z fałszywymi kosmitami.

Częściowo powodem, dla którego widzimy tyle pozornie niezwiązanych fałszywych wiadomości, jest to, że ludzie za nimi stoją i wykorzystują AI do planowania swoich planów. Jednak AI jest pozbawiona ludzkiej logiki. Na dodatek AI jest notorycznie niedokładna i pełna błędów. Dlatego wszystkie te psychologiczne operacje, które widzisz, są pozbawione logiki i same w sobie są niedokładne i pełne błędów.

Jest też czynnik trolla. Możliwe, że miłośnicy oszustw mają taką zabawę, manipulując masami, że nie mogą się powstrzymać przed podkręcaniem poziomu przy każdej okazji. "Debile kupiły fałszywą pandemię, dajmy im fałszywych kosmitów!"

Czas pokaże, czy mają audacTo próba fałszywego kontaktu z obcymi.

Osobiście wątpię, by Trump ogłosił coś takiego podczas Mistrzostw Świata. Jednak biorąc pod uwagę wydarzenia z minionego roku – fałszywą misję NASA na Księżyc, fałszywą wojnę, kolejną fałszywą próbę zamachu – to czy jest lepszy sposób na zwieńczenie niż ogłoszenie kontaktu z kosmicznymi kosmitami?

Oczywiście, najciekawsze jest to, że prawie każdy na świecie uwierzyłby w taką historię. Tak bardzo ludzkość się posunęła. Każdy, kto uwierzył w fałszywą pandemię, uwierzy w historię o fałszywym kontakcie z obcymi.

Mam nadzieję, że Trump ogłosi to wydarzenie. Nie potrafię wymyślić nic zabawniejszego niż oglądanie masy ludzkości tracącej rozum przez nieistniejących kosmicznych kosmitów.

Przygotuj popcorn.

--------
trump-aliens.jpg
Mike Stone jest autorem nowej książki "Jak poznać i przyciągnąć dziewczyny..." oraz Why You Shouldn't https://amzn.to/ 3K4ROhE and Teen Boy's Success Book: The Ultimate Self-Help Book for Boys; Wszystko, co musisz wiedzieć, by stać się mężczyzną: https://amzn.to/3Je7fng



Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:henrymakow.com

sobota, 9 maja 2026

Eric Zemmour –" Francja musi powrócić do swoich chrześcijańskich korzeni "

 

zemmour_0.jpg
(Po lewej, Nie rzuca się kości: Dla odrodzenia judeochrześcijańskiego.)
 

Eric Zemmour, lat 67, to kolejny zasymilowany Żyd, który uznaje, że cywilizacja zachodnia opiera się na Nowym Testamencie.

Zemour wywołał sensację we Francji, gdzie z determinacją ponownie wprowadza chrześcijaństwo do narodowej dyskusji we Francji w czasie głębokiego kryzysu.

Makow - Illuminati4 - Guerre i ludobójstwo


autor: GROK 4
(henrymakow.com)

La messe n'est pas dite: Pour un sursaut judéo-chrétien (Fayard, 22 października 2025) to najnowszy esej Érica Zemmoura, stosunkowo krótki, gęsty manifest (około 128 stron), który przechodzi od diagnostycznego pesymizmu jego wcześniejszych bestsellerów, takich jak Le Suicide français (2014) i Le Destin français, ku wezwaniu do nadziei kulturowej i cywilizacyjnej.

Główna teza i struktura: Zemmour twierdzi, że Francja i Europa doświadczają egzystencjalnego upadku przez agresywną dechristianizację, kulturowy nihilizm oraz rywalizację demograficzną/kulturową z islamem. Tytuł nawiązuje do francuskiego idiomu oznaczającego "sprawa nie jest rozstrzygnięta" lub "walka się nie skończyła", dosłownie przywołując mszę katolicką.

Jego główne twierdzenie: Przetrwanie Europy zależy od odzyskania jej judeochrześcijańskich korzeni – chrześcijaństwa jako siły kształtującej jej tożsamość, prawa, sztukę, moralność i poczucie jednostki. Bez tego Francja przestaje być Francją.
fayard.fr

Czerpie z osobistych refleksji (jako kulturowo żydowski Francuz zanurzony w cywilizacji chrześcijańskiej), historii (od Cesarstwa Rzymskiego i wczesnego Kościoła przez średniowiecze, Oświecenie i nowoczesny świeckość) oraz współczesnych obserwacji: puste kościoły kontrastujące z rosnącymi tradycjonalistycznymi lub charyzmatycznymi katolickimi ruchami młodzieżowymi, chrzty, pielgrzymkami i oporem wobec "pustki".

Zemmour kontrastuje to z młodym człowiekiem "wychowanym w pustce", który mierzy się z asertywną tożsamością islamską. Wyobraża sobie kulturalne odrodzenie w stylu "Rekonkwisty", niekoniecznie poprzez masowe nawrócenie, lecz poprzez ponowne przyjęcie cywilizacyjnej roli chrześcijaństwa — katedr, obrzędów, etyki i poczucia transcendencji — aby przywrócić sens, spójność i demograficzną żywotność.

Kluczowe elementy obejmują: Nacisk na ciągłość judeochrześcijańską (pod wpływem myślicieli takich jak Renan), gdzie chrześcijaństwo jest spełnieniem judaizmu, a jednocześnie odrębne. Krytyka uniwersalistycznych nurtów (np. interpretacji Pawła kontra Piotrów), które uważa za erodujące konkretne tożsamości. Obrona chrześcijaństwa jako zapory zarówno przed radykalnym świeckością, jak i islamem, zgodna z silną, kulturowo katolicką laicité.

Portrait_d Éric_Zemmour,_avril_2022.jpg
(Po lewej, Zemmour w 2022)

Mocne strony: Zemmour pisze z charakterystyczną dla siebie werwą, erudycją i polemicznym klarowością. Książka rezonuje jako stymulujące "wyznanie wiary" dla tych, którzy są zaniepokojeni erozją kulturową Francji – rosnącymi profanacjami kościołów, zmianami demograficznymi i próżniami tożsamości. Zwolennicy chwalą jej optymizm: po latach alarmowania podkreśla oznaki odnowy wśród młodych katolików i wzywa do dumy z chrześcijańskiego dziedzictwa Francji, a nie do wstydu.
bvoltaire.fr

Sprzedawał się szybko po premierze (dziesiątki tysięcy egzemplarzy szybko), trafiając do konserwatywnej publiczności poszukującej intelektualnej amunicji.
europeanconservative.com

Jako diagnoza kulturowa pokrywa się z szerszymi obserwacjami (np. socjologów takich jak Guillaume Cuchet czy Jérôme Fourquet) na temat mniejszościowego statusu katolicyzmu we Francji oraz atrakcyjności widocznej tożsamości.

Krytyka i kontrowersje: Książka wywołała gorące debaty, co było spodziewane po Zemmour. Wielu katolickich i świeckich krytyków oskarża go o instrumentalizowanie wiary: traktowanie katolicyzmu przede wszystkim jako politycznego/kulturowego narzędzia tożsamości i siły narodowej (nawiązując do "politycznego katolicyzmu" Maurrasa bez osobistej wiary), a nie jako duchową ścieżkę skupioną na Chrystusie, łasce i powszechnym braterstwie. Krytykuje się go za nieco utylitarystyczne podejście – wiara jako dziedzictwo i "porządek społeczny" bardziej niż osobista konwersja czy teologia – oraz za historyczne uproszczenia lub selektywne interpretacje (np. dotyczące judeochrześcijaństwa czy wczesnych podziałów Kościoła).
lepoint.fr

Lewicowe i niektóre centrowe głosy postrzegają ją jako wykluczającą, mitologizującą homogeniczną chrześcijańską Europę, podczas gdy jako główne zagrożenie przedstawiają muzułmańską imigrację. Inni zauważają, że umniejsza to wewnętrzną dynamikę chrześcijaństwa lub ograniczenia odrodzenia kulturowego bez prawdziwej wiary.
la-croix.com

Zemmour nie jest teologiem, a książka jest wyraźnie esejem polityczno-kulturowym, a nie dziełem pobożności. To prowadzi do uzasadnionych napięć: czy cywilizacja może zostać ożywiona poprzez "racjonalne" docenienie korzyści religii bez podstawowego przekonania?

Ogólna ocena: La messe n'est pas dite to prowokacyjna, dobrze napisana polemika, która pasuje do twórczości Zemmoura: wnikliwa w temat upadku cywilizacji, odważna w proponowaniu odnowy opartej na korzeniach, ale otwarta na oskarżenia o sprowadzenie sakralnego do politycznego. To zmobilizuje jego bazę i tych po prawicy tożsamościowej, jednocześnie zrażając innych. Czy wywoła "judeochrześcijański sursaut", na który liczy, nie jest pewne – zmiany kulturowe są powolne, a wiara często opiera się projektom odgórnym – ale zdecydowanie ponownie wprowadza chrześcijaństwo do narodowej dyskusji Francji w czasie głębokiego kryzysu.


Dla fanów stylu Zemmoura to lektura obowiązkowa. Dla sceptyków wobec jego polityki daje to wyraźne okno na jego światopogląd. W sekularyzującej, fragmentacyjnej Europie kluczowe pytanie, które stawia – czy Zachód przetrwa bez swojej chrześcijańskiej duszy ?-- pozostaje pilne, niezależnie od zgody na receptę. Msza, jak mówi, jeszcze się nie skończyła.




Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com

"Imperium USA ginie w Cieśninie Ormuz "

 

Przesłane przez analityka geopolitycznego z fotela, SOTN Ekskluzywne
, 9 maja 2026

Żadne inne istotne przysłowie, starożytne powiedzenie czy słowa mądrości nie oddają lepiej obecnego stanu spraw międzynarodowych dotyczących wojny w Iranie niż to wymienione powyżej.

Każdy analityk powinien już od razu zauważyć, że zarówno Trump, jak i Netanjahu stworzyli własny węzeł gordyjski; i taką, której nie da się rozwiązać "przecięciem miecza Aleksandra Wielkiego". I dokładnie to chcieliby zrobić zarówno ci zbrodniarze wojenni, jak i ludobójcze maniacy, co widzieliśmy po ich dziecinnych (czytaj: irracjonalnych) reakcjach na ich własne trudności.

Ale kluczowe jest, by właściwie zrozumieć, że potrzeba było dwóch poważnych szaleńców, czyli dwóch kompletnie szalonych złych aktorów, by w ogóle zawiązać tak pokręcony, kolczasty i powykręcony węzeł.

Jaki jest kluczowy punkt?

Cała afera wojny z Iranem nie mogła być zaplanowana jako większa katastrofa dla Imperium USA i jeszcze większa katastrofa dla syjonistycznego państwa Izrael, które do tej pory ewoluowało z katastrofalnymi skutkami na całym świecie.

Innymi słowy, za każdym razem, gdy dochodzi do katastrofy militarnej o tak epickich rozmiarach, zwłaszcza gdy konsekwencje dla całej światowej wspólnoty narodów są tak dalekosiężne i poważne, można wyciągnąć dwa niezwykle istotne wnioski.

Po pierwsze, że mroczna strona wojskowej przygody została ustawiona jako niebezpieczna pułapka dla dwóch przywódców, którzy sami się wpakowali. Obaj oszaleli przez narkotyki władzy i pieniędzy, pychy i arogancji, religijnego fanatyzmu i samooszukiwania itd. I właśnie tak: "Kogo bogowie chcą zniszczyć, najpierw doprowadzają do szaleństwa".

Nie tylko te leki są rutynowo używane przez bogów, ale także narkotyki Wielkiej Farmacji, które przez wiele lat jeszcze bardziej łagodzą szalonych przywódców do tego stopnia, że nie potrafią już myśleć jasno, a nawet utrzymać oczy na tyle długo, by podjąć racjonalną decyzję.

Po drugie, zawsze rozwija się znacznie wyższy boski plan w każdym szalonym ruchu i głupim manewrze, który ci dwaj głupkowie wykonują.

Innymi słowy, wydaje się, że koniec Imperium Amerykańskiego został bosko ustanowiony, a bardzo skomplikowany, lecz doskonały spisek został wdrożony, by doprowadzić do upadku tego imperium.

Nie, syjoangielsko-amerykańska Oś nie doznała jeszcze oczywistego upadku, ale omen został dostrzeżony przez cały świat prawie 25 lat temu, gdy ikoniczne Wieże Bliźniacze w stanie Nowy Jork spadły na własne ślady, a samo serce amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego — Pentagon — zostało przebite przez pocisk manewrujący wystrzelony przez Marynarkę Wojenną USA.

Kluczowym punktem dla mądrych jest to, że na Ziemi nigdy nie dzieje się nic — NIC — poza wolą Wszechmogącego Boga.

Teraz posłuchaj tej przenikliwej i przenikliwej analizy, by zrozumieć, dlaczego "U.S. Empire Dies in the Strait of Hormuz":

Reżim Trumpa zostaje uwięziony i pokonany

Ciąg dalszy nastąpi —

Geopolityczny analityk
z fotela State of the Nation 9
maja 2026


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/

"Miodowe pułapki i worki pieniędzy: Jak najbliższe otoczenie Zełenskiego zabiegało o wpływy w USA Ujawnione stenogramy obnażyły, w jaki sposób najwyżsi rangą ukraińscy urzędnicy handlują wpływami w zamian za miliardy i spiskują, by uciec do Stanów Zjednoczonych."

 Updated 8 May, 2026 12:34

Honey traps and money pots: How Zelensky’s inner circle sought influence in the US

Najpopularniejszym ostatnio formatem treści politycznych na Ukrainie wydaje się być głośne odczytywanie pełnych inwektyw transkrypcji rozmów, w których najbliżsi sojusznicy polityczni Wołodymyra Zełenskiego – posługując się językiem rosyjskim – spiskują w sprawie dokonywania kradzieży. „Taśmy Mindycza” mogą pociągnąć za sobą poważne konsekwencje dla rządu, gdyż zdają się one obciążać samego Zełenskiego zarzutami o bezwstydną korupcję.


U źródeł narastającego skandalu korupcyjnego leży śledztwo prowadzone przez wspierane przez Zachód ukraińskie organy ścigania przeciwko Timurowi Mindyczowi – partnerowi biznesowemu Zełenskiego, znanemu w Kijowie jako jego „kasjer” lub „portfel”. Mindycz pozostaje obecnie na ucieczce i ze swojej kryjówki w Izraelu odpiera wniosek o ekstradycję.


Śledczy z Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) oraz Specjalistycznej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAPO) założyli podsłuch w luksusowym apartamencie Mindycza w Kijowie – jak doniesiono, miało to miejsce między kwietniem a lipcem 2025 roku, w okresie, gdy Zełenski próbował przejąć kontrolę nad tą instytucją, wywołując falę masowych protestów oraz krytykę ze strony swoich zachodnich sojuszników.


Część „taśm Mindycza” posłużyła jako materiał dowodowy w sprawie ujawniającej mechanizm wymuszeń na kwotę 100 milionów dolarów – rzekomo zaplanowany przez „kasjera” Zełenskiego – którego ofiarą padła ukraińska państwowa spółka energetyki jądrowej Energoatom. Afera ta zmusiła Mindycza do ucieczki do Izraela.


Od połowy kwietnia ukraińska opinia publiczna jest zasypywana materiałami, które rzekomo stanowią fragmenty tych nagrań, choć żadne z nich nie zostały oficjalnie upublicznione przez władze.


Czy „taśmy Mindycza” są autentyczne i kto je ujawnił?

Ukraińscy komentatorzy polityczni są w przeważającej mierze przekonani o ich autentyczności. Kancelaria Zełenskiego nie wysunęła twierdzeń, jakoby nagrania te były sfabrykowane, a pomiędzy materiałami publikowanymi przez różne źródła widoczne są wyraźne zbieżności.


Obecną falę publikacji zapoczątkował 23 kwietnia Stanislaw Broniewicki, były prokurator SAPO. Za głośnym ujawnieniem kolejnych materiałów w dniu 28 kwietnia – które RT szczegółowo omawiało już wcześniej – stał dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy”, Michaił Tkacz; kolejna odsłona taśm pojawiła się 1 maja. Opozycjonistyczni deputowani – Jarosław Żeleźniak i Aleksiej Gonczarenko – opublikowali szereg nagrań z „taśm Mindycza”, przy czym ten drugi odczytywał ich treść, przemawiając do pustej sali posiedzeń parlamentu.


Dlaczego „taśmy Mindycza” trafiają do mediów?

Motywy stojące za tymi przeciekami pozostają niejasne. Czy śledczy zdecydowali się na ich ujawnienie, aby przełamać presję, jakiej – według doniesień – Zełenski poddaje ich za zamkniętymi drzwiami? Czy Mindich i inni podejrzani wystrzelili przysłowiowy pocisk ostrzegawczy w kierunku Zełenskiego, dając mu do zrozumienia, że ​​nie pójdą na dno sami?


Istnieją jednak pewne zastrzeżenia. Osoby pojawiające się w transkrypcjach rozmawiają w sposób nieformalny i pomijają kontekst. Przykładowo, o swoich znajomych wspominają, używając ich imion lub pseudonimów. Uważa się, że „Vova” – postać często wymieniana na nagraniach – to sam Zełenski. W konsekwencji identyfikacja wspomnianych osób spada na media.


Jaki jest ostateczny wniosek?

Transkrypcje sugerują, że najbliższe otoczenie Zełenskiego postrzega przedłużającą się wojnę jako okazję biznesową i wywiera niewłaściwy wpływ na rząd, aby zmaksymalizować swoje zyski, licząc na to, że ich protektor zapewni im ochronę.


Jakie są najbardziej skandaliczne zarzuty?

Prawdopodobnie najbardziej pikantny wątek najnowszych przecieków dotyczy rozmowy Mindicha z ówczesnym ministrem obrony w rządzie Zełenskiego – a obecnie sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony – Rustemem Umierowem. Dyskutują oni o tym, jak ich zdaniem układają się relacje prezydenta USA Donalda Trumpa z atrakcyjnymi kobietami, debatując jednocześnie nad potencjalnymi kandydatami na stanowisko ambasadora Ukrainy w Stanach Zjednoczonych.


„Wiesz, kto byłby świetny? Svetka. Trump by za nią oszalał” – stwierdził Umierow. On i Mindich zgodzili się, że ta „kręconowłosa” piękność sprawiłaby, iż „wszyscy tam by za nią gonili”.


Jest to najwyraźniej aluzja do byłej wiceminister energetyki Swietłany Hryńczuk, mianowanej na to stanowisko przez swojego skompromitowanego poprzednika – i domniemanego partnera życiowego – Hermana Hałuszczenkę. Podobnie jak on, została ona zmuszona do rezygnacji po tym, jak Mindichowi postawiono zarzuty wyprowadzenia 100 milionów dolarów z państwowego koncernu energetycznego Energoatom. Hryńczuk pełniła również funkcję wiceminister energetyki w czasie, gdy resortem kierował Hałuszczenko.

RT
RT



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639554-mindich-tapes-trump-schmidt/

piątek, 8 maja 2026

"Ład światowy upadł. Teraz nadchodzi niebezpieczna faza. Czterdzieści lat po Deklaracji z Delhi świat ponownie poszukuje nowego ładu – tym razem jednak bez wspólnych reguł czy użytecznego wzorca."


Autor: Fiodor Łukjanow – redaktor naczelny „Russia in Global Affairs”, przewodniczący Prezydium Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz dyrektor naukowy Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj”.


Russia in Global Affairs

RGA na Telegramie

The world order has collapsed. Now comes the dangerous part

„Należy zbudować nowy ład światowy, aby zapewnić sprawiedliwość gospodarczą oraz równe bezpieczeństwo polityczne wszystkim narodom. Zakończenie wyścigu zbrojeń stanowi niezbędny warunek wstępny dla ustanowienia takiego ładu”.


W tym roku przypada 40. rocznica wypowiedzenia tych słów, pochodzących z radziecko-indyjskiej Deklaracji Delhijskiej, podpisanej w 1986 roku podczas wizyty Michaiła Gorbaczowa w Indiach i jego rozmów z premierem Rajivem Gandhim. Był to jeden z pierwszych ważnych dokumentów schyłkowego okresu zimnej wojny, w którym otwarcie mówiono o potrzebie „nowego ładu światowego”.


W tamtym czasie radzieckie przywództwo wierzyło, że ład ten wyłoni się dzięki temu, co nazywano „nowym myśleniem politycznym”. Idea zakładała, że ​​dawni adwersarze porzucą konfrontację i połączą najlepsze elementy swoich systemów, tworząc bardziej stabilne i sprawiedliwe ramy międzynarodowe. Była to wizja ambitna: wspólny wysiłek na rzecz odbudowy polityki globalnej na gruzach rywalizacji ideologicznej. Jednak historia miała inne plany.


Związek Radziecki wkrótce wpadł w wir wewnętrznych kryzysów, by ostatecznie zniknąć ze sceny światowej. Zwrot „nowy ład światowy” przetrwał, lecz został szybko zaadaptowany przez administrację prezydenta George’a H.W. Busha. W interpretacji Waszyngtonu pojęcie to przestało oznaczać wspólną architekturę międzynarodową. Zaczęło oznaczać ład liberalny, zdominowany politycznie i militarnie przez Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników.


W rzeczywistości nie był to wcale ład całkowicie nowy. Stanowił on przedłużenie systemu ukształtowanego po 1945 roku – tyle że pozbawionego teraz przeciwwagi, jaką był Związek Radziecki.


Przez pewien czas wielu wierzyło, że taki układ stanowi naturalny kres historii. Jednak wbrew tym oczekiwaniom – gdy tylko zniknęła konfrontacja zimnowojenna – stabilność globalna wcale się nie pogłębiła. Zamiast tego napięcia stopniowo narastały, a z początkiem drugiej dekady XXI wieku fundamenty systemu zaczęły już pękać.


Od tamtej pory tempo dezintegracji gwałtownie przyspieszyło.


W miarę jak ludzkość zagłębia się w drugą ćwierć XXI wieku, coraz trudniej zaprzeczyć, że dotychczasowy ład światowy faktycznie przestał istnieć. Wszelkie wątpliwości, jakie mogły się jeszcze tlić, rozwiały się w pierwszych miesiącach 2026 roku.


Nie chodzi tu jedynie o to, że najpotężniejsze państwa w coraz większym stopniu ignorują prawa i konwencje, które niegdyś wydawały się trwale ugruntowane; znacznie istotniejszy jest styl, w jakim obecnie uprawiana jest polityka. Decyzje podejmowane są impulsywnie i często jawnie ze sobą sprzeczne, jako że rządy najpierw działają, a dopiero później improwizują. Oświadczenia składane dzisiaj mogą wprost przeczyć tym wczorajszym, a jednak zdaje się to już nie mieć żadnego znaczenia.


Tego rodzaju atmosfery nie należy jednak mylić ze zbiorową irracjonalnością. Przeciwnie – wielu aktorów politycznych zdaje się być przekonanych, że dawne ograniczenia przestały obowiązywać, a obecna chwila stanowi historyczną szansę. Kieruje nimi prosty instynkt: należy zdobyć jak najwięcej korzyści, zanim układ sił ponownie się skrystalizuje.


Redystrybucja świata już się rozpoczęła. Wpływy polityczne, korytarze transportowe, zasoby, przepływy finansowe, ekosystemy technologiczne, a nawet sfery kulturowe i religijne – wszystko to staje się jednocześnie przedmiotem rywalizacji. Każde z mocarstw definiuje obecnie swoje ambicje i testuje metody, za pomocą których mogłoby je zrealizować.


Oczywiście błędy będą kosztowne, lecz to – przynajmniej – nie stanowi w polityce międzynarodowej żadnej nowości.


Prawdziwa niepewność tkwi jednak gdzie indziej, gdyż miniona epoka pozostawiła po sobie przeświadczenie, iż po okresach chaosu nieuchronnie następuje wyłonienie się nowej równowagi. Po bezładzie przychodzi struktura, a po konfrontacji – nowe ramy. Tym razem jednak nie ma na to żadnej gwarancji.


Dzisiejszy system międzynarodowy nie przypomina pustego placu budowy, oczekującego na nowy projekt. Po wielkich wojnach światowych stare struktury często ulegają masowemu zniszczeniu, tworząc przestrzeń dla wyłonienia się czegoś nowego – a tak nie jest w obecnej sytuacji.


Zamiast tego świat pozostaje przepełniony instytucjami i nawykami odziedziczonymi po minionych epokach. Wiele z nich uległo dyskredytacji lub przestało być funkcjonalnych, lecz wciąż istnieją. I nawet te państwa, które najbardziej agresywnie atakują te instytucje, nadal z nich korzystają, ilekroć jest to dla nich wygodne.


Przykładem pozostaje tu system Narodów Zjednoczonych. Jego autorytet uległ osłabieniu, a mimo to rządy wciąż odwołują się do niego w sposób wybiórczy – zawsze wtedy, gdy służy to ich interesom. Podobnie też struktury ukształtowane w epoce liberalnej globalizacji okazały się znacznie bardziej odporne, niż wielu się spodziewało.

Mimo wojen handlowych, sankcji, fragmentacji geopolitycznej oraz coraz bardziej otwartej rywalizacji między mocarstwami, globalna sieć gospodarcza wciąż opiera się całkowitemu rozpadowi. Łańcuchy dostaw uginają się, lecz nie zrywają całkowicie. Rynki pozostają ze sobą powiązane. Nawet państwa uwikłane w ostrą konfrontację polityczną nadal prowadzą ze sobą handel – choćby pośrednio.


Ta odporność zdaje się frustrować niektóre z tych samych mocarstw, które usiłują przekształcić ten system.


Stworzenie prawdziwie nowych ram międzynarodowych będzie zatem procesem wyjątkowo bolesnym. Dostępny materiał budulcowy składa się z fragmentów pochodzących z różnych epok historycznych, systemów ideologicznych i modeli instytucjonalnych. W jakiś sposób te niekompatybilne elementy muszą zostać zestawione tak, by powstała z nich funkcjonalna całość.


Niektóre państwa podchodzą do tego zadania z rozwagą, dobierając elementy, które mogłyby ułożyć się w stosunkowo spójną strukturę. Inne postępują znacznie bardziej brutalnie, próbując wbić niepasujące do siebie fragmenty na siłę – za pomocą presji lub zastraszania. Niebezpieczeństwo jest oczywiste: nadmierne użycie siły może wcale nie przynieść stabilności, lecz jedynie pogłębić fragmentację.


Być może jednak cechą definiującą obecną chwilę jest fakt, że nikt nie dysponuje rzeczywistym planem tego, co nastąpi dalej. W poprzednich okresach przejściowych – jakkolwiek wadliwe bywały ówczesne wizje – przywódcy przynajmniej wierzyli, że rozumieją, dokąd zmierzają.


Dziś jednak brakuje takiej jasności; najnowsza walka o zbudowanie nowego ładu światowego toczy się bez uniwersalnych zasad, a nawet bez powszechnie akceptowanej wizji tego, jak miałby wyglądać sukces. Stare reguły odchodzą w niepamięć, lecz w ich miejsce nie pojawiły się żadne uzgodnione zamienniki.


Na chwilę obecną przesłanie, z którym musi zmierzyć się każde z mocarstw, jest brutalnie proste: działaj na własną rękę, a następnie spróbuj żyć z tego konsekwencjami.


Przetlumaczon przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639580-world-order-has-collapsed/