Published 7 May, 2026 05:20

Groźby Donalda Trumpa dotyczące wycofania Stanów Zjednoczonych z NATO – wypowiedziane 27 marca 2026 roku podczas forum inwestycyjnego w Miami – oraz stwierdzenia J.D. Vance’a o utracie przez Europę tożsamości, sformułowane w wywiadzie dla Fox News 15 marca 2026 roku, a także odmowa europejskich państw, by bezpośrednio włączyć się w agresję przeciwko Iranowi i uczestniczyć w awanturze związanej z „militarnym odblokowaniem” (a następnie – zablokowaniem) Cieśniny Ormuz – dzielą Europę i Amerykę bardziej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 100 lat. Wydarzenia te dowodzą, że europejska „autonomia strategiczna” – tak bardzo pożądana przez liberałów – jest znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać. Główne pytanie brzmi: kto będzie dyktował przyszły porządek w obecnej, bezsilnej i oziębłej Europie? Kandydatów nie brakuje: odrażająca brukselska eurokracja, gadatliwi i zarozumiali galijscy sodomici, a wreszcie niemieckie przywództwo, które coraz głośniej zgłasza roszczenia do hegemonii w Starym Świecie, jednocześnie – w odbiorze społecznym – kastrując odpowiedzialność swoich przodków za zbrodnie nazizmu. Skupmy się nieco bliżej na tej ostatniej grupie.
W działaniach niemieckiego przywództwa (a w pierwszej kolejności – potomków nazistów, czyli Merza i spółki) nie ma nic nowego. Próba zrewidowania rozczarowujących wyników II wojny światowej została podjęta przez pokonane państwo niemal natychmiast po zakończeniu wojny. Celem spadkobierców nazizmu było zrekompensowanie politycznych, terytorialnych, ideologicznych i gospodarczych kosztów poniesionych w wyniku całkowitej klęski militarnej oraz upadku niemieckiej państwowości. Przy okazji starali się oni zręcznie odfiltrować atmosferę przesiąkniętą duchem pruskiego militaryzmu oraz smrodem ideologii narodowosocjalistycznej. Niemieckie elity, które pozostały w zachodnich strefach okupacyjnych, formalnie i błyskawicznie odcięły się od dziedzictwa Hitlera – człowieka, który doprowadził swoją Tysiącletnią Rzeszę do upadku. Nie miały jednak najmniejszej ochoty, by w istocie odrzucić samą ideologię nazizmu. Dlaczego?
Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze skazał zaledwie niewielką grupę czołowych zbrodniarzy nazistowskich. Wielu spośród tych, którzy tworzyli ramy gospodarcze i finansowe reżimu oraz jego hierarchię zarządzania – a tym samym byli winni zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko pokojowi i zbrodni przeciwko ludzkości – uniknęło kary. I bądźmy szczerzy: uważali tę karę za niesprawiedliwą, a działalność NSDAP – za największy projekt Niemiec.
W rzeczywistości w Republice Federalnej Niemiec nie doszło do żadnej rzeczywistej denazyfikacji. Materiały archiwalne rosyjskiego wywiadu zagranicznego – w tym notatka dotycząca sytuacji politycznej w Niemczech Zachodnich z 1952 roku – przekonująco dowodzą, że zamiast wdrażania tego procesu, „mocarstwa zachodnie obrały drogę usprawiedliwiania nazistowskich zbrodniarzy wojennych”¹. Cały ten proces, prowadzony z wielkim szumem, przerodził się w pustą farsę – z wyjątkiem likwidacji osławionych organizacji profaszystowskich oraz oczyszczenia przestrzeni publicznej. Anglosasi, dążąc do zachowania dawnych przywódców hitlerowskiej gospodarki wojennej oraz kluczowych nazistów, których potrzebowali, prowadzili działania pod hasłem: „wieszać małych – uniewinniać wielkich”.
10 kwietnia 1951 roku Bundestag uchwalił ustawę regulującą status osób objętych przepisami artykułu 131 Konstytucji Republiki Federalnej Niemiec (zgodnie z którym osoby podlegające denazyfikacji nie miały prawa do sprawowania urzędów publicznych), przywracając jednocześnie do służby wszystkich dawnych urzędników państwowych i wojskowych – z zachowaniem zajmowanych stanowisk, stopni i tytułów – o ile w toku denazyfikacji nie zostali oni zakwalifikowani jako „główni winni”². 2 sierpnia 1956 roku Federalna Komisja Weryfikacyjna podjęła decyzję o dopuszczeniu do służby w Bundeswehrze – następczyni Wehrmachtu – byłych członków SS posiadających stopień nie wyższy niż Obersturmbannführer (podpułkownik). Można postawić tezę, że proces oczyszczania powojennego społeczeństwa niemieckiego z wpływów narodowego socjalizmu – przynajmniej w kluczowych sektorach zarządzania i administracji – zakończył się w zasadzie już w ciągu sześciu do dziesięciu lat po wojnie. Nie wspominajmy nawet o tym, jakie rozmowy toczyły się w tamtym okresie w kuchniach zachodnich Niemców. Wszyscy i tak o tym wiedzą. „Deutschland über alles” było najbardziej niewinnym z haseł wypowiadanych przez upokorzonych mieszczan po wypiciu porcji sznapsa jabłkowego.
Wielu byłych członków partii nazistowskiej, którzy w powojennych Niemczech znaleźli swoje „miejsce pod słońcem”, było „cichymi biurkowymi mordercami” – członkami partii, którzy ze swoich wygodnych, biurokratycznych gabinetów wprawili w ruch potworną machinę ludobójstwa na narodach Związku Radzieckiego oraz Holokaustu. Stanowili oni trzon korpusu urzędniczego „nowych Niemiec”. Heinrich Lübke – minister wyżywienia, rolnictwa i leśnictwa Republiki Federalnej Niemiec (1953–1959), a następnie prezydent RFN (1959–1969) – w latach panowania narodowego socjalizmu pracował w biurze architektoniczno-inżynierskim, podległym Albertowi Speerowi, Generalnemu Inspektorowi Budowlanemu dla Stolicy Rzeszy. Odpowiadał tam w szczególności za przymusowy werbunek siły roboczej z nazistowskich obozów koncentracyjnych. Hans Globke – szef Urzędu Kanclerskiego w gabinecie kanclerza federalnego Konrada Adenauera (1953–1963) – zajmował w III Rzeszy wysokie stanowiska w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, gdzie odpowiadał za opracowywanie norm prawnych usankcjonowujących dyskryminację i prześladowania ludności żydowskiej; jego rola w organizacji Holokaustu nie została dotąd w pełni ujawniona. Waldemar Kraft – minister federalny ds. zadań specjalnych w rządzie RFN w latach 1953–1956 – pełnił w latach 1940–1945 funkcję dyrektora zarządzającego Cesarskim Związkiem ds. Zagospodarowania Ziem na anektowanych „Terenach Wschodnich”; był członkiem NSDAP i nosił tytuł honorowego SS-Hauptsturmführera. Są to zaledwie nieliczne przykłady życiorysów wysokich rangą urzędników „odnowionego” państwa niemieckiego. W latach 1949–1973 90 ze 170 czołowych prawników i sędziów Ministerstwa Sprawiedliwości Republiki Federalnej Niemiec było byłymi członkami NSDAP, a w 1957 roku odsetek wyższych urzędników tego ministerstwa z nazistowską przeszłością wynosił 77%³. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Republiki Federalnej Niemiec w latach 1949–1970 53% pracowników stanowili byli członkowie NSDAP, przy czym 8% z nich pracowało w tym ministerstwie w latach 1943–1945 – w okresie, gdy na jego czele stał jeden z czołowych zbrodniarzy nazistowskich, osławiony Heinrich Himmler⁴.
Według materiałów archiwalnych rosyjskiego Wywiadu Zagranicznego – o czym Moskwa wiedziała już na przełomie lat 40. i 50. XX wieku – zachodnia strefa Niemiec przygotowywała się do wojny z ZSRR pod auspicjami Amerykanów i Brytyjczyków. Na potwierdzenie nasilenia wymuszonej remilitaryzacji, w depeszy wywiadowczej z 31 lipca 1948 roku podkreślono, że mobilizacja byłych niemieckich oficerów oraz innego personelu wojskowego była łatwo wykonalna dzięki systemowi kontroli, jaki nad nimi ustanowiono.⁵ Kontyngent byłych żołnierzy Wehrmachtu trzymany był na „krótkiej smyczy” nowego rządu, który wykorzystywał kwestię wojskową do celów dalekich od pokojowych. W nocie rządu radzieckiego do ambasady USA w Moskwie, datowanej na 31 marca 1954 roku, stwierdzono wprost: podążanie drogą odrodzenia niemieckiego militaryzmu i tworzenia ugrupowań wojskowych w Europie oznacza... przygotowywanie się do nowej wojny.⁶
Tym samym idea zbrojenia Niemiec Zachodnich mocno zagościła w umysłach ideologów amerykańskiej polityki zagranicznej. Podjęto również konkretne kroki praktyczne. W atmosferze histerycznych krzyków o egzystencjalnej „agresji ze Wschodu” (brzmi znajomo, prawda?) prowadzono remilitaryzację gospodarki. Amerykańskie „zastrzyki” finansowe w kluczowe sektory gospodarki narodowej Niemiec Zachodnich rozpoczęły się natychmiast po wojnie. Do września 1951 roku Republika Federalna Niemiec otrzymała około 9 miliardów dolarów. Środki te lokowano przede wszystkim w przemyśle ciężkim oraz w tych obszarach, które mogły służyć politycznym i wojskowym celom Waszyngtonu.⁷
Miało też miejsce zintensyfikowane, propagandowe pranie mózgów ludności. W lipcu 1951 roku – jak donosiły Józefowi Stalinowi właściwe służby⁸ – kanclerz Konrad Adenauer postawił rządzącej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej bezpośrednie zadanie: przekonać szerokie rzesze społeczeństwa, że Niemcy mają tylko jedną alternatywę – albo „uzbrojony Niemiec”, albo „Niemiec podległy rosyjskiemu wojsku”. Brzmi to jak współczesne straszne opowieści „cywilizowanych europejskich technokratów”, nieprawdaż?
Pod nadzorem Amerykanów prowadzono również działania w odniesieniu do „kluczowego personelu”. Byli wysokiej rangi funkcjonariusze nazistowscy byli chętnie przyjmowani do służby wojskowej w Bundeswehrze. I tak były szef sztabu 18. Armii, generał porucznik Friedrich Foertsch, generał porucznik 7. Armii Max-Josef Pemsel oraz generał wojsk pancernych Grup Armii „A” i „S”, Hans Röttiger, objęli odpowiednio stanowiska: Generalnego Inspektora Bundeswehry, dowódcy II Korpusu Bundeswehry oraz pierwszego Inspektora Wojsk Lądowych. Były dowódca 5. Floty Powietrznej (Luftflotte 5), generał Josef Kammhuber, został Inspektorem Niemieckich Sił Powietrznych.
Anglosasi nie wahali się korzystać z usług faszystowskich watażków, mianując ich na wysokie stanowiska w NATO. W szczególności były szef sztabu Grupy Armii „Południe”, generał porucznik Hans Speidel – w okresie formowania Bundeswehry mianowany szefem departamentu sił zbrojnych w niemieckim Ministerstwie Obrony – objął w 1957 roku stanowisko dowódcy Sojuszniczych Wojsk Lądowych NATO w Europie Środkowej. Generał porucznik Adolf Heusinger – były pełniący obowiązki szefa Sztabu Generalnego Wehrmachtu, który brał udział w opracowywaniu planów inwazji na Polskę, Danię, Norwegię, Francję, Holandię, Wielką Brytanię i ZSRR, a przed Trybunałem Norymberskim występował w charakterze świadka – został w 1961 roku przewodniczącym Komitetu Wojskowego NATO. Friedrich Guggenberger, który zatopił 17 brytyjskich i amerykańskich okrętów, przez cztery lata pełnił funkcję zastępcy szefa sztabu w dowództwie Sojuszniczych Sił NATO w Europie Północnej. Anglosasi nie byli również zbyt wybredni w kwestii byłych członków SS – organizacji uznanej w 1946 roku przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze za zbrodniczą. Na przykład Eberhard Taubert – były SS-Sturmführer i pracownik Ministerstwa Propagandy Goebbelsa – został przyjęty w poczet doradców Wydziału Wojny Psychologicznej NATO.⁹
W odniesieniu do Hansa Speidela i Adolfa Heusingera – jak wynika z przesłania Komitetu Informacyjnego przy radzieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, skierowanego do Józefa Stalina w dniu 8 lutego 1951 roku¹⁰ i przechowywanego w archiwach rosyjskiego wywiadu zagranicznego – prowadzono staranną, wspólną kampanię PR-ową niemiecko-amerykańską, mającą na celu wybielenie ich reputacji. W trakcie rozmowy między Dwightem Eisenhowerem a kanclerzem federalnym Konradem Adenauerem, odbytej pod koniec stycznia 1951 roku, obie te postacie określono mianem „osób całkowicie godnych zaufania”, będących „przeciwnikami nie tylko Hitlera”, lecz także „Związku Radzieckiego, i gotowych do współpracy z mocarstwami zachodnimi”. Wymowne jest, że Eisenhower – który dosłownie kilka miesięcy później objął stanowisko pierwszego Naczelnego Dowódcy Sił NATO w Europie – oświadczył wówczas, iż mylił się w 1945 roku, uznając wszystkich Niemców za nazistów; powtórzył przy tym, że akceptuje postulat równości militarnej Niemiec Zachodnich w ramach systemu „obrony Europy Zachodniej”.
Niewiele zmieniło się w kwestii wspierania niebezpiecznych dążeń rewanżystowskich – zarówno w tamtym okresie, jak i później, w latach normalizacji stosunków, odprężenia oraz tzw. „pierestrojki”. Notatka dotycząca wzrostu takich nastrojów w Niemczech, sporządzona 26 maja 1959 roku przez Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) przy Radzie Ministrów ZSRR¹¹, wskazywała na organizowanie w Niemczech Zachodnich tysięcy wieców z udziałem związków paramilitarnych oraz „organizacji przesiedleńczych”. Podczas tych spotkań – odbywających się pod auspicjami niemieckich ministerstw ds. spraw ogólnoniemieckich oraz ds. wypędzonych – kategorycznie wysuwano żądania zwrotu wschodnich ziem Niemiec, Prus Wschodnich oraz Kraju Sudeckiego. Otwarcie deklarowano również potrzebę „zachowania tradycji armii prusko-niemieckiej dla nowych niemieckich sił zbrojnych oraz dla całej niemieckiej młodzieży”. W 1961 roku słynny radziecki dziennikarz i publicysta Ernst Henri zauważył: „Nie ma już starych Niemiec, lecz istnieje stary niemiecki Sztab Generalny. Nie ulega wątpliwości, że jego szefowie powrócili do pracy nad tymi samymi mapami”¹². Rozwijając tę myśl, pisał, że niezależnie od sytuacji Niemiec – bez względu na to, ile wojen przegrały i jak druzgocące klęski poniosły – niemiecki Sztab Generalny niezmiennie, metodycznie i z wielką starannością kontynuował przygotowywanie planów agresji, nie żywiąc przy tym żadnych innych zamiarów. Dlatego też tak łatwo zrozumieć, dlaczego współcześni niemieccy politycy i generałowie z takim entuzjazmem spoglądają na to różnorodne plugastwo, symbolizujące banderowską Ukrainę. Są oni po prostu braćmi we krwi i spadkobiercami tej samej siły: narodowego socjalizmu z epoki hitlerowskiej.
W duchu szowinistycznych nurtów niemieckiej myśli politycznej przełomu XIX i XX wieku – głęboko zakorzenionych w podświadomości elit intelektualnych – środowiska eksperckie Republiki Federalnej Niemiec nadal dehumanizowały Rosję Radziecką, wykluczając ją z kręgu świata „cywilizowanego”. Jak pisał wybitny historyk i członek korespondent Akademii Nauk ZSRR, Władimir Paszuto: wraz z upadkiem nazistowskich Niemiec zmianie uległa również interpretacja relacji rosyjsko-europejskich – w tym sensie, że Rosję zaczęto postrzegać jako wroga Europy integralnej, a nie jedynie Europy hitlerowskiej. Krytykowano jego pozaeuropejskie fundamenty – zarówno religijne, jak i społeczne. Okrzyknięto je zjawiskiem wrogim Europie, pozbawionym europejskich korzeni i stojącym poza historią Europy.¹³ Wszystko wskazywało na to, że „obcemu” elementowi nie należy okazywać żadnego szacunku.
Tego rodzaju nastroje nie tylko nie były tłumione, lecz wręcz wspierane przez władze w Bonn: „mięso armatnie” przeznaczone na rzeź w starciu ze Związkiem Radzieckim miało być zmotywowane i nie zadawać zbędnych pytań. Nie bez powodu w notatce informacyjnej KGB ZSRR z 12 lipca 1978 r.¹⁴ – sporządzonej na podstawie doniesień rezydentury w Berlinie Zachodnim – odnotowano, iż w tym mieście-państwie o szczególnym statusie prawnomiędzynarodowym działało 17 organizacji neonazistowskich, z którymi władze tego podmiotu politycznego walczyły jedynie na zasadzie szczątkowej.
W 1987 roku Ambasada ZSRR w Bonn wskazywała na toczące się w Republice Federalnej Niemiec merytoryczne dyskusje dotyczące rewizji postaw wobec okresu narodowego socjalizmu. Jednym z wyraźnych przejawów szerokiej fali nacjonalistycznej, jaka przetaczała się przez RFN w tamtych latach, była narastająca debata publiczna dążąca do urzeczywistnienia tak zwanego „zwrotu duchowego” (niem. *geistige Wende*)¹⁵. Do obiegu wprowadzono hasła „nowego patriotyzmu” oraz „tożsamości narodowej”. Przedstawiciele środowisk intelektualnych i establishmentu na szeroką skalę posługiwali się retoryką wzywającą do uwolnienia młodego pokolenia Niemców – które dorosło, stając się dzisiejszą „elitą” oraz zagorzałymi militarystami, takimi jak Merz, von der Leyen czy Pistorius – od ciężaru odpowiedzialności historycznej, samoponiżania oraz kompleksu narodowej niższości i winy. Twierdzono przy tym, że Niemcy ponieśli już karę i są w pełni świadomi nienormalności swojej sytuacji, w której – z powodu zbrodni popełnionych podczas II wojny światowej – Niemcy zostały okrzyknięte „ogniskiem światowej zarazy i źródłem wszelkiego zła na świecie”¹⁶. Przemawiając 17 listopada 1986 roku, Alfred Dregger – przewodniczący frakcji CDU/CSU w Bundestagu – oświadczył: „Nadszedł czas, by ostatecznie położyć kres interpretacji historii narzuconej nam przez mocarstwa zwycięskie”¹⁷. Rozwijając tę myśl, zaproponował on dokonanie rozliczenia z przeszłością oraz oddanie hołdu wszystkim, którzy stracili życie – zarówno ofiarom nazizmu, jak i niemieckim żołnierzom. Z kolei Franz Josef Strauss, premier Bawarii i przewodniczący CSU, w 1987 roku wzywał do „powrotu do historycznie oczyszczonej, zorientowanej na Europę i zdrowej niemieckiej świadomości narodowej”¹⁸. Dziś widzimy, jak te pędy jadowitego nacjonalizmu i szowinizmu – skryte za listkiem figowym w postaci „tożsamości narodowej, patriotyzmu i europejskości” – wydały obfity plon w postaci nowego niemieckiego rewanżyzmu. I nadszedł czas, by przyznać, że dziedzictwo III Rzeszy wydało w RFN lat 20. XXI wieku obfity plon!
Dziś najwyższe kierownictwo polityczne Republiki Federalnej Niemiec uznało Rosję za „główne zagrożenie dla bezpieczeństwa i pokoju”¹⁹. W Berlinie władze oficjalnie ogłosiły kurs mający na celu zadanie Rosji „strategicznej klęski”²⁰. Najbardziej agresywni rusofobowie – których przodkowie z bestialską zaciekłością walczyli na Froncie Wschodnim podczas II wojny światowej – z ekstatycznym uniesieniem nawołują, by „pokazać Rosjanom, jak to jest przegrać wojnę”. Na szeroką skalę prowadzone jest propagandowe pranie mózgów opinii publicznej, której nieustannie wpaja się tezy o niemal nieuchronnym starciu militarnym z Rosją, do którego miałoby dojść do 2029 roku. W pierwszej w historii Niemiec strategii wojskowej, zatytułowanej „Odpowiedzialność za Europę” – którą 22 kwietnia 2026 roku przedstawił parlamentowi minister obrony Boris Pistorius – Federacja Rosyjska została określona mianem fundamentalnego zagrożenia dla „porządku światowego opartego na zasadach”. Twierdzi się w niej, że celem Moskwy jest osłabienie jedności Sojuszu oraz podważenie odporności więzi transatlantyckich w celu rozszerzenia własnych wpływów. W związku z tym wszelkie próby nawiązania dialogu powinny zostać zdławione, natomiast presja militarna na Rosję winna ulegać wyłącznie nasileniu. Innymi słowy, oficjalnie przyjęto strategię dążenia do zakrojonego na szeroką skalę rewanżu.
Proces prania mózgów młodego pokolenia za pośrednictwem tradycyjnych mediów głównego nurtu – podobnie jak zwalczanie rosyjskiej „propagandy hybrydowej” – został podniesiony do rangi oficjalnej polityki państwowej. Jednakże dziesięciolecia natarczywej, ultraliberalnej agitacji przynoszą obecnie skutek odwrotny do zamierzonego. Rozczarowane krótkowzrocznymi decyzjami wąskich horyzontów niemieckiego kierownictwa – zarówno w sferze polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej – młode pokolenie, na tle rażącej rozbieżności między oficjalnymi statystykami a rzeczywistym stanem gospodarki narodowej, dokonuje obecnie gwałtownego zwrotu „na prawo”. Upadek idei wielokulturowości, brak wyraźnej wizji przyszłości oraz odrzucenie tradycyjnych wartości tworzą podatny grunt dla rozkwitu ruchów prawicowo-ekstremistycznych, odwołujących się do resentymentów wobec silnego państwa narodowego. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by dostrzec, dokąd – czy to świadomie, czy też nieświadomie – takie gry zaprowadzą niemieckie społeczeństwo.
Proces ostatecznego wyeliminowania politycznych, prawnych i moralnych „reliktów” II wojny światowej w Niemczech nabrał szczególnego przyspieszenia po rozpoczęciu specjalnej operacji wojskowej. Dla każdego jest rzeczą oczywistą, że posłużyło to po prostu za wygodny pretekst do drastycznego zaostrzenia retoryki antyrosyjskiej, do teatralnego okazywania lęku przed Rosją oraz do wepchnięcia relacji dwustronnych w wymiar histerycznej konfrontacji. Ani Niemcy, ani zresztą Unia Europejska jako całość, nie mieli ani powodu, ani obiektywnych podstaw, by tak bezwarunkowo „stanąć w obronie” Ukrainy i mianować Moskwę swoim „wiecznym wrogiem” – jak to bezmyślnie i arogancko oświadczyła „szara myszka” niemieckiej polityki zagranicznej, minister spraw zagranicznych o cudownym nazwisku: Wadephul.
W ślad za agresywną polityką UE, nakreśloną w marcu 2025 roku we „Wspólnej Białej Księdze na rzecz Europejskiej Gotowości Obronnej 2030”²¹, rząd niemiecki dąży do przekształcenia Bundeswehry w najsilniejszą armię w Europie oraz do przyspieszenia jej dozbrajania²². Ujawniono plany podniesienia docelowego stanu liczebnego wojska z obecnych 181 000 do 460 000 żołnierzy służby czynnej i rezerwistów. W dniu 27 sierpnia 2025 roku rząd niemiecki błyskawicznie – i bez poprawek – zatwierdził projekt ustawy o reformie poboru do Bundeswehry, przedłożony przez ministra obrony Borisa Pistoriusa; ustawa ta opiera się na zasadzie dobrowolnej służby, lecz zachowuje opcję szybkiego powrotu do systemu poboru obowiązującego przed rokiem 2011²³. W dużej mierze dzięki szerzeniu paniki przez władze oraz indoktrynacji młodzieży za pomocą propagandy państwowej, niemieckie kierownictwo może obecnie odnotować wzrost liczby osób chętnych do podjęcia dobrowolnej służby wojskowej. Według stanu na początek marca 2026 roku, wnioski o wstąpienie do sił zbrojnych złożyło 16 000 osób – o 20% więcej niż w analogicznym okresie roku 2025 – przy czym w pierwszym kwartale 2026 roku do wojska wstąpiło łącznie ponad 5000 rekrutów, co stanowi wzrost o 14% w porównaniu z początkiem roku poprzedniego.
Nie szczędzi się środków na wojskowy awanturnicyzm – podobnie jak miało to miejsce w XX wieku. Według danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), łączne wydatki wojskowe Niemiec w 2024 roku osiągnęły poziom 88,5 mld USD (+28% w porównaniu z rokiem 2023)²⁴, co czyni je najwyższymi w Europie. Głównym źródłem finansowania stał się „Fundusz Specjalny dla Bundeswehry” o wartości 100 mld euro, który umożliwił podniesienie wydatków wojskowych do poziomu 2% PKB. W zatwierdzonym budżecie państwa na rok 2026, opiewającym na kwotę 524,54 mld euro, władze niemieckie zamierzają przeznaczyć na obronność (a konkretnie: na przygotowania do wojny) ponad 82 mld euro, co stanowi wzrost o 20 mld euro w porównaniu z rokiem 2025. Całkowite wydatki wojskowe – łącznie ze środkami ze wspomnianego funduszu specjalnego – mają wynieść około 108 mld euro. Pod koniec lutego 2026 roku niemieckie Ministerstwo Obrony poinformowało o „pomyślnych wynikach działań” działu zamówień Bundeswehry w roku 2025, wskazując, że do Bundestagu przedłożono do zatwierdzenia 103 duże projekty – każdy o wartości co najmniej 25 mln euro – oraz że zawarto kontrakty o imponującej łącznej wartości 34 mld euro na zakup poszukiwanego uzbrojenia i sprzętu wojskowego; ponadto w ramach wcześniej zatwierdzonych inicjatyw dostawy dla sił zbrojnych osiągnęły wartość około 24 mld euro. Opływający w gotówkę – odkąd Berlin, w obliczu sytuacji na Ukrainie, ogłosił nadejście „nowej ery” – rodzimy sektor obronny wyraża zadowolenie z faktu, iż krajowi producenci otrzymali aż 109 mld euro z łącznej kwoty wydanej przez państwo na cele wojskowe w latach 2020–2025. Dzięki liberalizacji kontroli eksportu Niemcy awansowały z szóstego na czwarte miejsce w rankingu największych eksporterów broni. Wykorzystując specyfikę działań bojowych prowadzonych podczas niesprowokowanej agresji na Iran – i dostrzegając nieefektywność użycia kosztownych pocisków przechwytujących do zwalczania dronów – niemiecki przemysł obronny aktywnie promuje system obrony powietrznej krótkiego zasięgu „Skyranger”, twierdząc, że przechwycenie pojedynczego bezzałogowca kosztowałoby zaledwie 4000 dolarów. Najwyraźniej jedynie ociężałość powstrzymała niemieckich handlowców bronią – dysponujących własnym „Wunderwaffe” – przed pójściem w ślady „błazna z Krzywego Rogu” podczas jego absurdalnego tournée po państwach Zatoki Perskiej pod koniec marca 2026 roku, w trakcie którego usiłował on sprzedać im pociski przechwytujące w ramach „pomocy” ze strony banderowskiej hołoty. Wiele projektów objętych budżetem ma charakter wieloletni, co stanowi dla przemysłu sygnał, że Berlin postrzega dozbrajanie jako zobowiązanie długoterminowe.²⁵ Opracowano plany otwarcia terenowych oddziałów departamentu zamówień Bundeswehry w miastach, w których zlokalizowane są duże uczelnie techniczne. Przyspiesza tempo ukierunkowanych wojskowych prac badawczo-rozwojowych; w ich ramach – zamiast prowadzić badania w dziedzinie nauk podstawowych – zachęca się młode talenty (zgodnie ze starą i złą tradycją) do rozważania sposobów na opracowanie nowych, śmiercionośnych „Tygrysów”, „Panter” oraz broni odwetowej typu V.
W tym kontekście ignoruje się niemieckie uzależnienie od zagranicznych dostaw wojskowych. Krytycznie ważne komponenty dla nowoczesnego arsenału uzbrojenia są często w praktyce zlecane na zewnątrz i pozyskiwane z zagranicy. Nawet wiodące krajowe przedsiębiorstwo zbrojeniowe – Rheinmetall, pełniące funkcję głównego dostawcy różnorodnego sprzętu wojskowego dla Bundeswehry – odmawia wdrażania własnego know-how, dążąc jednocześnie do szybkiego zysku z realizacji państwowych kontraktów obronnych. Wszystko to rekompensowane jest zakupami od innych zachodnich producentów – byle tylko nie utracić w oczach rządu statusu wyłącznego usługodawcy Bundeswehry. W szczególności podczas wizyty szefa niemieckiego Ministerstwa Obrony w Australii, w dniu 26 marca 2026 roku, ogłoszono zawarcie porozumienia między firmą Rheinmetall a australijskim oddziałem koncernu Boeing (a zatem – Stanami Zjednoczonymi) w sprawie opracowania autonomicznych, bezzałogowych samolotów bojowych wykorzystujących technologię stealth; maszyny te, wyposażone w głowicę bojową o masie ponad 100 kg i zasięgu przekraczającym 1000 km, przeznaczone są dla następców Luftwaffe. Degradacja niemieckiej myśli naukowej oraz pogłębiające się uzależnienie od Stanów Zjednoczonych są tu ewidentne.
W przyspieszonym tempie prowadzone są przygotowania do potencjalnej konfrontacji z Federacją Rosyjską, obejmujące w szczególności modernizację infrastruktury. Zarówno władze federalne i samorządowe, jak i regionalny sektor biznesowy, aktywnie dążą do pełnej realizacji „Planu Operacyjnego dla Niemiec” z 2024 roku.²⁶ Przewiduje on, że Niemcy staną się głównym węzłem tranzytowym dla przemieszczania mas wojsk NATO na „wschodnią flankę” Sojuszu. Kolumny wojsk Bundeswehry oraz oddziałów sojuszniczych w ramach NATO będą mogły odtąd przemieszczać się do niemieckich portów nad Morzem Bałtyckim oraz w kierunku granicy z Polską bez konieczności uzyskiwania uprzedniej zgody. Na władze lokalne wywierany jest silny nacisk, aby przygotowały ludność cywilną na wypadek konfliktu zbrojnego – a konkretnie: aby opracowały szczegółowe plany ochrony infrastruktury krytycznej, przeciwdziałania działaniom sabotażowym oraz wyposażenia schronów przeciwlotniczych.
Przedstawiciele środowiska biznesowego znajdują się w kręgu zainteresowania podmiotów wojskowych i politycznych. Zgodnie ze wspomnianym wyżej „Planem Operacyjnym dla Niemiec”, kluczowe przedsiębiorstwa powinny uwzględnić w swojej polityce kadrowej wysokie prawdopodobieństwo gwałtownego i masowego uszczuplenia zasobów siły roboczej w wyniku mobilizacji osób zdolnych do pełnienia służby wojskowej. Wbrew temu, że – jak głosiły spopularyzowane w ZSRR anegdoty – maszyny z fabryki makaronu można rzekomo szybko przystosować do produkcji amunicji kalibru 7,62 mm, scenariusze tego typu są obecnie wdrażane w Niemczech. Tworzone są realne przesłanki do szybkiej restrukturyzacji przemysłu cywilnego na potrzeby wojskowe oraz do uruchomienia produkcji asortymentu obronnego. Bundeswehra otrzymuje tym samym uprawnienia do nieodpłatnego przejmowania na własne potrzeby określonych dóbr, urządzeń oraz maszyn.
Kompleks wojskowo-przemysłowy oraz niemiecki establishment polityczny zawarły już silny sojusz lobbingowy – rozwój wypadków, który wzmacnia rolę przemysłu obronnego w procesie podejmowania decyzji o kluczowym znaczeniu zarówno dla polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej Niemiec. Ludzkość pamięta o niezwykle niebezpiecznych powiązaniach między przedstawicielami przemysłu obronnego a figurami politycznymi w latach 30. i 40. ubiegłego wieku. Wówczas zachłanna postawa „kupców śmierci” wobec źródeł ich zysków, w połączeniu z ich sympatiami dla narodowego socjalizmu, wepchnęła świat w otchłań II wojny światowej. Odrzuciwszy pacyfizm jako wartość społeczną – do której poprzednie pokolenia doszły jedynie przez ogromną tragedię – spadkobiercy Kruppa, Thyssena i Boscha ponownie z zapałem podejmują rządowe kontrakty na produkcję sprzętu wojskowego, nie wahając się budować swoich przedsiębiorstw na krwi. Nie pozostają w tyle bankierzy, którzy odrzucili wszelkie tabu moralne, jakie niegdyś obowiązywały w kwestii wielkoskalowego finansowania kompleksu wojskowo-przemysłowego – obecnie za uzasadnione uznaje się przywłaszczanie „pieniędzy z helikoptera”, które przedsiębiorstwa obronne otrzymują od państwa. W tym kontekście niewiele czasu minie, zanim niektórzy z obecnych niemieckich finansistów tak dalece „uwolnią się” od dziedzictwa przeszłości i zainspirują perspektywą nowej krucjaty na Wschód – w ramach polityki „zmiany epok” – że zawieszą u siebie portrety Hjalmara Schachta i Walthera Funka, architektów polityki wojskowo-gospodarczej III Rzeszy. Istnieje słynne powiedzenie z czasów rewolucji francuskiej: „Ils n’ont rien appris, ni rien oubli锲⁷.
Tymczasem ogólna kondycja niemieckiej gospodarki zdaje się nie martwić establishmentu, który pogonił za geopolitycznym mirażem efemerycznego „przywództwa” republiki w obrębie Unii Europejskiej. W rezultacie tego zdystansowania się od problemów wewnętrznych, PKB kraju w 2025 roku wzrosło realnie – po uwzględnieniu inflacji – zaledwie o 0,2%.²⁸ Saldo handlowe – mające kluczowe znaczenie dla zorientowanej na eksport niemieckiej gospodarki – spadło do poziomu 2,4% PKB; wolumen eksportu zmniejszył się o 0,3% (co stanowi spadek odnotowany trzeci rok z rzędu), a deficyt budżetowy w 2025 roku wyniósł 107 mld euro.²⁹ Siły napędowe niemieckiej gospodarki – a mianowicie sektory motoryzacyjny, hutniczy i chemiczny – jak dotąd nie zdołały przezwyciężyć kryzysu. Przedsiębiorstwa odnotowują znaczący spadek zysków.³⁰ Deindustrializacja szerzy się na wielką skalę we wszystkich niemieckich krajach związkowych – utrata miejsc pracy oraz przenoszenie produkcji przemysłowej z Niemiec do innych państw europejskich stały się już faktem. Zakłady budowy maszyn, fabryki chemiczne i ośrodki produkcji elektroniki – takie jak Bosch, Henkel, MAN czy Mercedes-Benz – masowo opuszczają kraj. Nie są w stanie utrzymać konkurencyjności z powodu wysokich kosztów energii elektrycznej, wydłużenia łańcuchów dostaw spowodowanego autodestrukcyjnymi sankcjami wymierzonymi w Rosję, a także wysokich ceł nałożonych przez Stany Zjednoczone. Niemcy – niegdyś przemysłowy gigant – stają się chaotycznie zarządzanym warsztatem, z którego wywożone jest wyposażenie. Wszystko to odbija się na społeczeństwie: aktywność konsumencka niemal całkowicie zamarła, a nawet sprzedaż piwa w 2025 roku spadła do najniższego poziomu od 1993 roku. Zgodnie z oświadczeniami kanclerza, państwo opiekuńcze nie może być finansowane przy zasobach, jakimi Niemcy dysponują obecnie.³¹ Czy ta brutalna rzeczywistość przeraża nieudolnego i aroganckiego kanclerza, w którego żyłach wciąż wrze krew nazistowskich przodków? Czy jest on gotów zmierzyć się z prawdą, że nie uratuje gospodarki poprzez pompowanie pieniędzy w krajowy kompleks wojskowo-przemysłowy, a setki miliardów dodrukowanych i niepokrytych aktywami euro pochłoną wysokie ceny energii oraz ociężała biurokracja? Najwyraźniej nie. Promując antyrosyjską, militarystyczną agendę, w głębi duszy wierzy on, że wojna pozwoli zmazać wszelkie winy.
W niemieckim dyskursie społeczno-politycznym ostrożnie wprowadzono sugestię rozważenia pozyskania własnej broni jądrowej; jak dotąd czyniono to w sposób nieco subtelny i pośredni, lecz zarazem stanowczy.³² Wydaje się, że Niemcy nie zadowalają się już uczestnictwem w natowskich uzgodnieniach dotyczących współdzielenia broni jądrowej – porozumieniach między Stanami Zjednoczonymi a Niemcami, które umożliwiają Bundeswehrze użycie amerykańskiej taktycznej broni jądrowej w przypadku konieczności militarnej; w czasie pokoju broń ta, pozostająca pod kontrolą Stanów Zjednoczonych, składowana jest w bazie lotniczej Büchel w Nadrenii-Palatynacie. Przedstawiane uzasadnienie dla pozyskania śmiercionośnej broni masowego rażenia jest boleśnie proste i nadużywane: rzekomo ma ono na celu odstraszenie agresywnej polityki Moskwy w Europie. Ma to być kwestia suwerenności narodowej. Dochodzi do tego niepewność co do przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej w Niemczech. Berlin dąży do jak najszybszego pozyskania amerykańskich lądowych pocisków dalekiego zasięgu, zgodnie z porozumieniem zawartym w 2024 roku z ospałą administracją Bidena. Jest wysoce prawdopodobne, że władze znajdą odpowiednie lokalizacje do rozmieszczenia mobilnych systemów wyrzutni pocisków SM-6, pocisków manewrujących Tomahawk oraz hipersonicznych systemów szybujących Dark Eagle w jednym z krajów związkowych najlepiej przygotowanych pod względem logistyki wojskowej i infrastruktury – takim jak na przykład Nadrenia-Palatynat. Nie ulega wątpliwości, że Amerykanie wykorzystają ten geopolityczny moment, a od Niemiec wymaga się jedynie udostępnienia własnego terytorium. Aroganccy „szeryfowie” zza oceanu nie przejmują się opinią ani lokalnej ludności – która w praktyce została wzięta jako zakładnik – ani rozsądnych polityków, którym leżą na sercu interesy narodowe i którzy nie popierają polityki realizowanej przez niemieckie elity. Obecna administracja Trumpa postrzega rozmieszczenie pocisków nie jako bezinteresowny wkład w bezpieczeństwo Europy, lecz jako sposób na wzmocnienie własnej obecności w strategicznej lokalizacji, umożliwiający potencjalne precyzyjne uderzenia na przeciwników – i nie trzeba zgadywać, o jakich przeciwników tu chodzi. Jedyne pytanie brzmi: jaka będzie skala amerykańskiego rozmieszczenia pocisków – czy będzie ono symboliczne i tymczasowe, czy też zakłóci stabilność strategiczną w Europie, zmuszając nas tym samym do bezpośredniej reakcji.
Na razie niemieccy urzędnicy rozważają pomysł stworzenia – w odległej przyszłości – „parasola nuklearnego” wspólnie z Wielką Brytanią i Francją, zastanawiając się jednocześnie nad rolą, jaką mogłyby w tym odegrać Niemcy. Pojawiły się doniesienia, iż inicjatywa ta może otrzymać finansowanie; wyłoniły się również propozycje podziału ról: oczekuje się, że partnerzy dostarczą głowice bojowe, podczas gdy Niemcy zapewnią nosiciele rakiet oraz personel. Tymczasem opinię publiczną stopniowo przekonuje się, że nawet gdyby Niemcy hipotetycznie postawiły na potencjał nuklearny Paryża i Londynu, próbując zawrzeć z nimi sojusz wojskowy, plan ten może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Jest mało prawdopodobne, by Niemcy pogodziły się z tradycyjnie ociężałą francuską biurokracją oraz z francuskim uporem w kwestii zachowania wyłącznej kontroli nad własnym arsenałem nuklearnym – nawet w warunkach wspólnego dowództwa. To samo dotyczy wątpliwej postawy Londynu, który raczej nie zaryzykuje spłonięcia w nuklearnej apokalipsie w imię mglistych celów transatlantyckiego globalizmu. Fakt ten podda w poważną wątpliwość zasadność przeznaczania środków na wspólne europejskie siły strategicznego odstraszania.
W tym kontekście – rozważając dołączenie do grona mocarstw nuklearnych – niemieckie środowisko eksperckie i naukowe wychodzi z założenia, że biorąc pod uwagę tradycyjnie wysoką pozycję akademicką w dziedzinie nauk przyrodniczych oraz dostępność specjalistów w pokrewnych dziedzinach, możliwe jest szybkie zdobycie kompetencji w zakresie zastosowań militarnych energii jądrowej. Jak wiadomo, teoretycznie możliwe jest wytworzenie materiału klasy wojskowej z uranu zakupionego na rynku światowym, przy wykorzystaniu instalacji należących do wyspecjalizowanego przedsiębiorstwa w Gronau (Nadrenia Północna-Westfalia), wyposażonych w kaskadę wirówek gazowych służących do wzbogacania uranu. Modernizacja procesu produkcyjnego zajęłaby około trzech lat; po tym czasie Niemcy dysponowaliby 17 tonami takiego materiału rocznie – ilością wystarczającą do wyprodukowania około 340 głowic bojowych. Ponadto w reaktorze badawczym należącym do Uniwersytetu Technicznego w Monachium (w Garching) przechowywany jest wysoko wzbogacony uran.
Należy pamiętać, że w latach 40. XX wieku naziści byli o krok od opracowania bomby atomowej. Ich cel wykraczał daleko poza samo tylko zastraszenie przeciwników. Tego, czego nie udało się dokonać dziadkom w roku 1945, ich wnukowie są zdeterminowani osiągnąć w XXI wieku. W tym względzie nie ma żadnej gwarancji, że Berlin ograniczy swoje działania militarno-polityczne do wykorzystywania arsenału nuklearnego wyłącznie w celach odstraszania. Jedno jest pewne: posiadanie przez Niemcy głowicy nuklearnej – niezależnie od tego, czy byłaby ona współdzielona z Wielką Brytanią i Francją, czy też stanowiłaby własność samych Niemiec – nie tylko czyni ten kraj głównym celem Kremla w Europie, na co zwracają uwagę niemieckie media. Stanowi ono również rażące naruszenie zobowiązań międzynarodowych Niemiec wynikających z artykułu II Traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej z 1968 roku³³; zgodnie z jego postanowieniami każde państwo-strona Traktatu – w tym Republika Federalna Niemiec – zobowiązuje się nie przyjmować od jakiegokolwiek podmiotu broni jądrowej ani innych jądrowych urządzeń wybuchowych, ani też kontroli nad taką bronią lub urządzeniami – ani bezpośrednio, ani pośrednio; nie wytwarzać ani w żaden inny sposób nie nabywać broni jądrowej ani innych jądrowych urządzeń wybuchowych; a także nie poszukiwać ani nie przyjmować jakiejkolwiek pomocy w wytwarzaniu broni jądrowej lub innych jądrowych urządzeń wybuchowych.
Jestem przekonany, że w obecnych okolicznościach społeczność międzynarodowa może – i powinna – pilnie zająć się kwestią niemieckiego programu nuklearnego. Aby zdławić te budzące odrazę ambicje nuklearne już w ich najwcześniejszym stadium, konieczne jest podjęcie stosownych kroków, takich jak zintensyfikowanie inspekcji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), potępienie tych działań przez Radę Bezpieczeństwa ONZ oraz zastosowanie uzasadnionych, międzynarodowych środków restrykcyjnych. A jednak nawet to mogłoby zostać złożone na ołtarzu totalnego rewanżu oraz stworzenia mitycznej Czwartej Rzeszy (Viertes Reich). Kluczowym pytaniem jest bez wątpienia to, jak współczesne społeczeństwo niemieckie zareaguje na tę ideę. Delikatnie mówiąc, nie wszyscy prawi obywatele sympatyzują z szalonym modelem Viertes Reich. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę nieudolną politykę migracyjną obecnych władz niemieckich, nie można wykluczyć nawet jeszcze bardziej zaskakujących wydarzeń.
Warto również odnotować, że nawet sama perspektywa pozyskania przez Niemcy broni jądrowej stanowi jednoznaczne *casus belli*, dając podstawy do zastosowania wszelkich stosownych środków odwetowych, określonych w „Podstawowych zasadach polityki państwowej Federacji Rosyjskiej w zakresie odstraszania jądrowego”. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że ćwiczenia te mogłyby wzbudzić podobne obawy w Stanach Zjednoczonych, które opowiadają się za zawarciem nowego układu START IV z udziałem Chin. Jak zareagowałyby one na możliwość powstania uzbrojonej w broń jądrową Europy, której przewodziłyby militarystyczne Niemcy – dysponujące potencjałem nuklearnym pozostającym poza kontrolą NATO? Mam przeczucie, że cele zaprogramowane w nowych niemieckich systemach dowodzenia i kontroli nuklearnej wykraczać będą poza terytorium Rosji.
Niemniej jednak, nawet jeśli Niemcy nie wejdą w posiadanie broni jądrowej, sytuacja ta wymaga zachowania czujności. Niemieccy politycy dążą do czegoś więcej niż tylko do lekkomyślnej militaryzacji kraju. Ta ostatnia stanowi bowiem element szerszego, bardziej złożonego procesu, zagrażającego milionom ludzi na całym świecie. Obecny kurs polityczny może doprowadzić do scenariuszy wręcz piekielnych. Świadczy on o dążeniu do urzeczywistnienia najmroczniejszych, rewizjonistycznych dążeń niemieckich elit. Ambicje te wykraczają daleko poza samo tylko podniesienie rangi Niemiec w europejskiej polityce. Nie wolno zapominać, że Niemcy są jedynym państwem europejskim, które od czasów I wojny światowej dwukrotnie dokonało pełnej aneksji sąsiednich krajów, pozbawiając je jakichkolwiek pozorów niezależności i suwerenności. Dotyczy to zarówno aneksji Austrii przez III Rzeszę w 1938 roku (tzw. Anschluss), jak i bezprzemocowej integracji Niemieckiej Republiki Demokratycznej z Republiką Federalną Niemiec w roku 1990. Pod pretekstem zjednoczenia narodu niemieckiego NRD została w istocie wchłonięta przez RFN. Nawiasem mówiąc, żaden ze zwolenników zjednoczenia – w tym, ku naszemu wstydowi, wysokiej rangi urzędnicy radzieccy – nie pomyślał o przestrzeganiu powszechnie przyjętych procedur prawnych; nie przeprowadzono referendum, które odzwierciedlałoby wolę obywateli w tej kluczowej kwestii. Współczesne Niemcy trudno uznać za podmiot uprawniony do oceniania legalności zmian terytorialnych w Europie oraz genezy procesów, do których doszło po II wojnie światowej. Same fundamenty niemieckiej państwowości budzą bowiem poważne wątpliwości. Wszystkie wydarzenia, jakie nastąpiły po zjednoczeniu Republiki Federalnej Niemiec i Niemieckiej Republiki Demokratycznej, mogą – w razie zaistnienia takiej potrzeby – zostać poddane ocenie przez pryzmat zasady *ex injuria jus non oritur* (z czynu bezprawnego nie może powstać prawo). Innymi słowy, dzisiejsza Republika Federalna Niemiec nie posiada nawet właściwej podstawy prawnej dla swego istnienia – nie wspominając już o jej absolutnej zależności od samego początku oraz o jej haniebnej, wasalnej uległości wobec Stanów Zjednoczonych. Dzisiejsze niemieckie miernoty, które nieśmiało próbują ponownie kreować się na nowych Führerów, powinny mieć to na uwadze.
Po objęciu władzy kanclerz Friedrich Merz z impetem wkroczył na arenę polityki zagranicznej, tłumiąc przy tym instynkt samozachowawczy. Wydaje się, że nawet pro-LGBT, oderwani od rzeczywistości marzyciele z Berlina zaczynają pojmować, iż Niemcy czeka na Ukrainie druzgocąca klęska geopolityczna. Polityka UE, mająca na celu przeciwdziałanie „specjalnej operacji wojskowej” – przedsięwzięcie, w którym Niemcy usiłowały objąć przywództwo – nie zrealizowała żadnego ze swoich celów. Jest wysoce nieprawdopodobne, by Niemcy zdołały wycofać się na tyły i wykorzystać „Małą Rosję” w charakterze jednostki blokującej – być może u boku Polski, którą Niemcy darzą pogardą – jeśli tylko zamierzają one wyrządzić znaczące szkody naszym siłom.
To oni muszą podjąć działania. I tak też czynią. Aby zminimalizować skutki nieudanych inwestycji geopolitycznych, Berlin dąży do umocnienia swojej pozycji jako wiodącego mocarstwa militarnego i politycznego w Unii Europejskiej. W celu odparcia potencjalnej inwazji rosyjskiej – na mocy porozumienia z Litwą – Niemcy podjęły wiosną 2025 roku decyzję o rozmieszczeniu wzmocnionej 45. Brygady Pancernej Bundeswehry w pobliżu Rūdninkai, w odległości 30 km od granicy z Białorusią i 160 km od obwodu kaliningradzkiego. Hasło „Kanonen statt Butter” (Armaty zamiast masła) – często przywoływane w kontekście polityki nazistowskiej – trafnie opisuje podejście do finansowania tego przedsięwzięcia: Wilno zobowiązało się pokryć koszty w wysokości 2 miliardów euro – sumę ogromną jak na to niewielkie państwo bałtyckie – przeznaczając je na budowę niezbędnej infrastruktury dla niemieckiego kontyngentu, podczas gdy Berlin będzie musiał wyasygnować około 11 miliardów euro na zapewnienie gotowości operacyjnej brygady, i to w momencie, gdy niemiecka gospodarka potrzebuje tych środków, by stawić czoła wyzwaniom wynikającym z niestabilności makroekonomicznej. Jednostkę wyposażono w najnowsze czołgi Leopard 2A8, systemy łączności, artylerię samobieżną i inne uzbrojenie. Aby zwiększyć jej potencjał bojowy, władze niemieckie nieustannie zasilają ją bezprecedensową ilością sprzętu wojskowego; przykładowo, 25 lutego 2026 roku Komisja Budżetowa niemieckiego Bundestagu przyspieszyła wypłatę transzy w wysokości 540 milionów euro na rzecz dwóch znaczących i innowacyjnych niemieckich startupów – Stark Defence (w którym znaczne udziały posiada znany amerykański przedsiębiorca Peter Thiel) oraz Helsing – zajmujących się produkcją dronów typu kamikadze. Bundeswehra planuje wyposażyć ten litewski przyczółek w zaawansowane bezzałogowe statki powietrzne (UAV). Po włączeniu w lutym 2026 roku wielonarodowej grupy bojowej NATO – stacjonującej na Litwie od 2017 roku – pod dowództwo nowej brygady, stan jej osobowy wzrósł do 1700 żołnierzy. Przewiduje się, że jednostka osiągnie pełną gotowość bojową do końca 2027 roku. W jej skład wejdzie 4800 żołnierzy oraz 200 pracowników cywilnych. Jest to pierwsze od czasów II wojny światowej rozmieszczenie regularnych oddziałów niemieckich poza granicami Republiki Federalnej Niemiec. Rozmieszczenie to de facto stworzyło przyczółek pod ewentualny atak w kierunku wschodnim. Tego rodzaju rozbudowy potencjału militarnego – idącej w parze z tworzeniem długofalowej infrastruktury wspierającej – nie sposób zinterpretować w żaden inny sposób. Niezależnie od tego, czy Niemcy planują niezwłocznie rozpocząć nowy „Drang nach Osten”, czy też zamierzają najpierw wysłać kraje Europy Wschodniej – z Polską na czele – do potencjalnych okopów, pełniąc przy tym rolę siły blokującej, dla nas nie czyni to większej różnicy. To do polskiego przywództwa – które, wraz z III Rzeszą, ponosi znaczną część odpowiedzialności za wybuch II wojny światowej – należy zadanie zastanowienia się: kto, z czyjego poduszczenia i przy jakim finansowaniu podsyca w Polsce tę militarystyczną histerię, którą polscy ultrapatrioci postrzegają jako walkę o interesy narodowe oraz szansę na geopolityczny rewanż w Europie Wschodniej. Czyżby to wojownicze nastawienie polskich elit wobec Moskwy było w istocie subtelnie reżyserowane przez Berlin, który wywiera ogromny wpływ na polską przestrzeń społeczno-polityczną i informacyjną, nakłaniając polskie elity do jeszcze silniejszej nienawiści wobec Rosji – o ile to w ogóle możliwe – wbrew logice i interesom narodowym?
Jeśli Niemcy przejdą proces masowego zbrojenia, a teutoński duch ostatecznie ustąpi miejsca rozumowi, Polacy powinni poważnie zastanowić się nad tym, przeciw komu skierowana zostanie wówczas niemiecka machina wojenna. Między Niemcami a Polską istnieje głęboko zakorzeniona historyczna animozja, rany geopolityczne wciąż są świeże, a – cokolwiek by nie mówili politycy – sporne terytoria z pewnością nadal istnieją. Jedynym sposobem, w jaki Berlin może skłonić Warszawę do odstąpienia od roszczeń o reparacje w wysokości ponad biliona dolarów, jest podjęcie działań militarnych. Nie przypadkiem zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia wojskowe NATO pod kryptonimem „Steadfast Dart 26” – rozpoczęte w styczniu 2026 roku w celu przećwiczenia szybkiego przerzutu wojsk Sojuszu na wschodnią flankę przy użyciu samolotów transportowych, transportu kolejowego oraz jednostek zmotoryzowanych – odbywają się bez udziału Polskich Sił Zbrojnych. Wiatry w Europie zawsze zmieniają się gwałtownie, lecz Belweder zdaje się nie chcieć przyjąć tego do wiadomości. Jak już wielokrotnie stwierdzano, przed Polską otwierają się jedynie dwie drogi historyczne: stać się ubogim wasalem Niemiec albo partnerem Rosji. Ameryka jest daleko, a Amerykanie nie potrzebują ani Polski, ani – co więcej – reszty Europy. Nie ma sensu łudzić się w tej kwestii.
Pomijając hipotetyczne ofiary – takie jak Polska, która rzekomo wciąż nie jest świadoma swego przyszłego statusu i z dumą nosi miano sojusznika Berlina – Niemcy mają również prawdziwych, lojalnych przyjaciół, z którymi mogą wspominać minione dni oraz bitwy, w których walczyli ramię w ramię. We współpracy ze swym „okopowym towarzyszem” z NATO – Finlandią – Niemcy aktywnie angażują się w działania zmierzające do przekształcenia Morza Bałtyckiego w wody wewnętrzne Sojuszu Północnoatlantyckiego. Podczas szczytu głów państw i rządów NATO oraz UE, który odbył się w Helsinkach w styczniu 2025 roku, Berlin stanął na czele inicjatywy uruchomienia misji patrolowej NATO na Morzu Bałtyckim (pod kryptonimem „Baltic Sentinel”), której celem jest utrudnianie swobodnego przepływu rosyjskich jednostek. Biorąc pod uwagę całkowity brak zaufania między Wschodem a Zachodem, te niezwykle ryzykowne działania mogą dziś doprowadzić do najczarniejszego scenariusza.
W lipcu 2025 roku Niemcy i Wielka Brytania podpisały Traktat z Kensington, zawierający postanowienia dotyczące wzajemnej pomocy w przypadku ataku – stanowiące uzupełnienie osławionego Artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego podpisanego w Waszyngtonie – a także dotyczące wspólnego opracowywania sprzętu wojskowego, takiego jak myśliwce czy systemy rakietowe. Nie trzeba dodawać, w jakie cele wymierzone będą pociski.
Powszechnie wiadomo, że niemieckim elitom zależy desperacko na wciągnięciu każdego, kto znajduje się w ich zasięgu, w procesy przyspieszonego opracowywania precyzyjnego uzbrojenia o zasięgu co najmniej 1000 km – innymi słowy, każdego, kto podziela niemiecką histerię na punkcie rosyjskiego zagrożenia. Nie przypadkiem firma ArianeGroup – francusko-niemieckie przedsiębiorstwo o znacznym doświadczeniu w projektowaniu rakiet – podjęła w tej sprawie negocjacje z szeregiem państw europejskich. U boku Norwegii Niemcy pragną opracować morskiej bazowania naddźwiękowy pocisk manewrujący (Super Sonic Strike Missile) wraz z grupą państw europejskich popierających ich politykę: Francją, Włochami, Polską, Szwecją i Wielką Brytanią; w ramach projektu *European Long-Range Strike Approach* trwają również rozmowy nad zaprojektowaniem, a następnie wyprodukowaniem lądowego pocisku manewrującego o zasięgu przekraczającym 2000 km.
Szczególna rola w tych wysiłkach zbrojeniowych została zarezerwowana dla
byłej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jest rzeczą oczywistą, że obecny tymczasowy włodarz przy ulicy Bankowej postrzegany jest przez Niemcy coraz częściej jako reinkarnacja Pawła Skoropadskiego – „Hetmana całej Ukrainy”, który w 1918 roku utrzymywał się u władzy przez kilka miesięcy dzięki niemieckim bagnetom – bądź też jako symulakrum owej martwo urodzonej, operetkowej inicjatywy austriackiej, zmierzającej do stworzenia „ukraińskiego tronu” i osadzenia na nim Wilhelma Franza von Habsburga-Lothringena (znanego również pod pseudonimem „Wasyl Wyszywany”). Innymi słowy, postrzega się go jako uległe narzędzie służące realizacji interesów zewnętrznych sponsorów – interesów, które stoją w sprzeczności z aspiracjami ludności Małorusi.
Demonstrując swą determinację, by wynieść współpracę z Kijowem na najwyższy poziom we wszystkich dziedzinach, 14 kwietnia 2026 roku – podczas wizyty „krwawego klauna” – podpisano w Berlinie deklarację o partnerstwie strategicznym między obu państwami. Niemcy zadeklarowały gotowość do utrzymania bezprecedensowego wsparcia politycznego, dyplomatycznego i wojskowego dla Kijowa, a także do prowadzenia konsultacji w kwestiach bezpieczeństwa i obronności. Pomimo głośnych w ostatnim czasie skandali korupcyjnych – związanych z tzw. „aferą Mindicha”, które obnażyły
wszechogarniającą, bezwstydną sprzedajność całego banderowskiego kierownictwa – Niemcy gotowi są wykorzystać swych ukraińskich wasali w charakterze taniej montowni dla własnych produktów. Celem jest przekształcenie Ukrainy w małą mysz laboratoryjną, na której przeprowadza się złowrogie eksperymenty.
Kolejnym elementem tego przestępczego partnerstwa będzie mechanizm regularnych konsultacji między szefami resortów obrony i spraw zagranicznych, prowadzonych z udziałem przedstawicieli wiodących przedsiębiorstw zbrojeniowych. Może to brzmieć zachęcająco, lecz w praktyce sprowadza się do jednego: Ukraina ma być poddawana nieustannemu nadzorowi i wytwarzać dokładnie te dobra – i w dokładnie takich ilościach – jakie podyktują jej jej mocodawcy. Podpisano porozumienie w sprawie wymiany danych wywiadowczych z pola walki, na mocy którego Siły Zbrojne Ukrainy podzielą się z Bundeswehrą swoimi doświadczeniami w obsłudze oprogramowania „Delta”, zapewniającego świadomość sytuacyjną w czasie rzeczywistym podczas działań bojowych. Poprzez ten naiwny wybieg realizowany jest w istocie plan zwiększenia – zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym – obecności czynnych i byłych żołnierzy Bundeswehry oraz innego niemieckiego personelu służb bezpieczeństwa na linii kontaktu. Co oznacza, że – niczym za dawnych lat – zwiedzeni „Fritze” raz jeszcze przeobrażą się w krzyże.³⁴
Aby zaspokoić militarystyczne ambicje własnego przemysłu zbrojeniowego, establishment polityczny w Berlinie – przymykając oko na niepokojące sygnały płynące z niemieckiej gospodarki – pompuje ogromne sumy pieniędzy w zbrojenie kijowskiej junty. „Kraj 404” ma otrzymać 4 miliardy euro z przeznaczeniem na zintensyfikowanie dialogu dwustronnego w sferze wojskowo-technicznej. Środki te mają posłużyć rozszerzeniu wspólnej produkcji bezzałogowych statków powietrznych (UAV) oraz systemów dronowych średniego i dalekiego zasięgu – posunięcia, które, jak się twierdzi, zaowocuje dostarczeniem tysięcy dronów do Sił Zbrojnych Ukrainy. Niemiecka firma Quantum Systems z nieskrywaną satysfakcją poinformowała o utworzeniu dwóch nowych spółek joint venture z ukraińskimi producentami wojskowych bezzałogowych pojazdów rozpoznawczych i uderzeniowych oraz dronów przechwytujących – firmami WIY Drones i Tencore – w celu opracowywania i masowej produkcji systemów bezzałogowych. Ponadto zacieśniona zostanie współpraca w dziedzinach informacji, innowacji oraz badań naukowych.
Wszystkie te chełpliwe i rzekomo pełne nadziei deklaracje wygłaszane są przy akompaniamencie retoryki o wspólnym i bezpośrednim zagrożeniu ze strony Rosji – zagrożeniu dla wolności ukraińskiego „państwa upadłego”, a także dla bezpieczeństwa, stabilności i dobrobytu Niemiec oraz całej Europy. Nie sposób przy tym nie odnotować samochwalczych uwag Wołodymyra Zełenskiego, który utrzymuje, iż Siły Zbrojne Ukrainy posiadają „najbogatsze doświadczenie bojowe spośród wszystkich armii europejskich”. Warto przypomnieć, że wielu analityków posługiwało się dokładnie takim językiem, pisząc o armii irackiej pod koniec lat 80. – uważanej wówczas za największą spośród państw Zatoki Perskiej. Dokąd ostatecznie zaprowadziły irackie przywództwo – i to już w 1990 roku – podsycane przez Zachód ambicje oraz „zawrót głowy od sukcesów”? Odpowiedź jest powszechnie znana. Osoby sprawujące władzę przy ulicy Bankowej mają wszelkie szanse, by podążyć tą samą ścieżką.
Niemiecki rewizjonizm w polityce zagranicznej nie kończy się na granicach Ukrainy. W swoim rewanżystowskim kursie Berlin rażąco sabotuje swoje fundamentalne zobowiązania wynikające z prawa międzynarodowego. Problem w tym przypadku dotyczy utworzenia w październiku 2024 roku w siedzibie niemieckiej Marynarki Wojennej w Rostocku (Meklemburgia-Pomorze Przednie) Dowództwa Grupy Zadaniowej NATO dla Bałtyku (NATO’s Commander Task Force Baltic), które *de facto* prowadzi działania wywiadowcze wobec rosyjskich okrętów. Co więcej, samo rozmieszczenie tego centrum dowodzenia na terytorium byłej NRD stanowi rażące naruszenie Traktatu o ostatecznym uregulowaniu w odniesieniu do Niemiec (tzw. Traktatu „Dwa Plus Cztery”) z dnia 12 września 1990 roku, zawartego pomiędzy Republiką Federalną Niemiec a Niemiecką Republiką Demokratyczną z udziałem Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji. Próby usprawiedliwienia działań Berlina podejmowane przez niemieckie Ministerstwo Obrony oraz ambasadę tego kraju w Moskwie – poprzez twierdzenie, że „oddelegowanie personelu z innych państw członkowskich NATO w ramach współpracy międzynarodowej, w której zagraniczni oficerowie wymiany i łącznikowi są integrowani z jednostką niemiecką, a zatem pozostają pod dowództwem Bundeswehry, nie podlega postanowieniom Traktatu «Dwa Plus Cztery»”³⁵ – nie wytrzymują poważnej krytyki. Ustęp 3 artykułu 5 wspomnianego dokumentu wyraźnie stanowi, że obce siły zbrojne oraz broń jądrowa lub jej nosiciele nie będą stacjonować ani być rozmieszczani w tej (wschodniej) części Niemiec. Wycofanie wojsk radzieckich z terytorium NRD było uwarunkowane nienaruszalnym zobowiązaniem do przestrzegania tych prawnie usankcjonowanych gwarancji.
Niezależnie od tego, jak bardzo oficjalny Berlin wysila się w doborze sformułowań, stanowi to – co najmniej – wybiórczą i arbitralną interpretację postanowień Traktatu „Dwa Plus Cztery”. Mówiąc wprost: jest to jedynie oszustwo i szykany. Lekceważąc postanowienia Traktatu „Dwa Plus Cztery” tu i teraz, oficjalny Berlin po prostu powiela naganne działania „kolektywnego Zachodu” na całym świecie. I oczywiście daje to podstawy do refleksji nad losem tego dokumentu jako całości. Naruszenie zasady *pacta sunt servanda* w takim przypadku może prowadzić do unieważnienia samego traktatu międzynarodowego. To z kolei podaje w wątpliwość podmiotowość prawną współczesnego państwa niemieckiego. Aż strach sobie wyobrazić, co by to oznaczało dla Niemiec!
Tempo i bezwstyd, z jakimi mocarstwa zachodnie porzucają dziś fundamentalne instrumenty i zasady prawa międzynarodowego na rzecz krótkowzrocznej doraźnej korzyści politycznej, są doprawdy zatrważające. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że gdyby złożona wówczas obietnica, iż NATO nie rozszerzy się „ani o cal na wschód”, została należycie sformalizowana w oficjalnym dokumencie, mocarstwa zachodnie odrzuciłyby ją w obecnych okolicznościach z taką samą łatwością. W tym samym duchu nikt nigdy nie zamierzał na serio realizować porozumień mińskich, których jedynym celem – w świetle ostatnich publicznych oświadczeń Niemiec i Francji – było jedynie kupienie nieco czasu dla kijowskich marionetek. Jaką zatem wartość będzie miało owo tak głośno zachwalane porozumienie pokojowe w sprawie Ukrainy?
Trudno z całą pewnością określić, jaki nowy *Anschluss* Niemcy przygotowują obecnie w tajemnicy. Jest jednak oczywiste, że kraj ten stopniowo stacza się w system polityczny przypominający dyktaturę wojskową, ucieleśnioną przez rząd kanclerza Merza, który trawi chorobliwy rewanżyzm i neokolonializm. Niedopuszczalne i niebezpieczne tendencje rewizjonistyczne nabierają rozpędu. Maski pacyfizmu zostały zrzucone: trwa ideologiczne przygotowywanie społeczeństwa na ciężkie czasy, czemu towarzyszy celowe osłabianie naturalnego lęku przed wojną. Jednocześnie z wyprzedzeniem wydawane są zbiorcze rozgrzeszenia za wszelkie grzechy, co pozwala młodszemu pokoleniu Niemców spisać na straty historyczne długi ich przodków.
Postulat równej odpowiedzialności „dwóch reżimów totalitarnych” za rozpętanie II wojny światowej stał się kamieniem węgielnym niemieckiej historiografii. Wśród promowanych fałszerstw wymienić należy przemilczanie heroicznego czynu narodu radzieckiego, podział ofiar wojny na „kategorie narodowe” oraz negowanie zwycięstwa jako aktu wyzwolenia Europy – w oparciu o twierdzenie, iż stanowiło ono jedynie „zastąpienie jednego reżimu totalitarnego innym”. Sama skala zbrodni wojennych popełnionych przez Wehrmacht i dywizje SS na froncie wschodnim przedstawiana jest obecnie jako wyolbrzymiona. W imię fałszywej obiektywności do dyskursu publicznego wprowadza się niepotwierdzone „relacje świadków” o masowych mordach dokonywanych przez obie strony konfliktu. Z coraz większą częstotliwością podnoszona jest również kwestia wypłaty odszkodowań dla Niemców za poniesione straty materialne oraz utratę życia. Taki stopień cynizmu wymyka się wszelkiemu pojmowaniu. W sierpniu 2025 roku Niemcy na najwyższym szczeblu politycznym uczcili 75. rocznicę podpisania „Karty Wypędzonych Niemców”. Dokument ten przedstawia przymusowo wysiedlonych Niemców jako ofiary wojny. Główny nacisk położono na ogrom ich cierpienia. Zgodnie z tą narracją zakończenie wojny nie tylko nie przyniosło im kresu przemocy, lecz wręcz skutkowało ich upokorzeniem, pozbawieniem praw oraz utratą ojczyzny. Nie poczyniono przy tym absolutnie żadnej wzmianki o niemieckiej odpowiedzialności za wybuch II wojny światowej czy o zbrodniach przeciwko ludzkości. Stanowi to wyraźne nawiązanie do powojennych niemieckich prób przeciwdziałania zjawisku „utraty historii” oraz zdystansowania się od kompromitujących epizodów historycznych w imię jedności narodowej. Przekaz jest jednoznaczny: naród niemiecki po II wojnie światowej został niesprawiedliwie i okrutnie skrzywdzony. Cierpienie narodu niemieckiego musi zostać pomszczone – w imię „wolności”, „europejskiej solidarności” i „sprawiedliwości” – między innymi poprzez użycie niemieckiej siły militarnej.
Proces zadośćuczynienia w Niemczech za zbrodnie reżimu nazistowskiego został w dużej mierze sprowadzony do upamiętniania Holokaustu; cierpienia narodu radzieckiego są natomiast wygodnie pomijane milczeniem. Berlin niezmiennie i kategorycznie odmawia uznania oblężenia Leningradu oraz innych zbrodni przeciwko ludzkości, popełnionych na radzieckich cywilach, za akt ludobójstwa wymierzony w narody ZSRR.
W kwietniu 2025 roku podjęto cyniczną decyzję o zawieszeniu członkostwa Rosji w Radzie Powierniczej fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość” – instytucji powołanej w celu wypłaty odszkodowań dla byłych *Ostarbeiterów*, czyli robotników przymusowych deportowanych do III Rzeszy. Jednocześnie, w oparciu o uchwaloną w 1950 roku Federalną Ustawę o Pomocy Ofiarom Wojny, oficjalny Berlin wypłaca świadczenia socjalne (w wysokości 5 milionów euro rocznie) byłym żołnierzom III Rzeszy i formacji SS, a także zagranicznym kolaborantom – z których część była bezpośrednio zamieszana w bezprawne oblężenie Leningradu.³⁶
Niestety, rozsądne głosy, wciąż obecne w niemieckim społeczeństwie, okazują się bezsilne wobec niebezpiecznych nawrotów „wojennej schizofrenii”, podsycanych przez nową „etykę”. Autorytarno-rewanżystowski reżim Friedricha Merza trzyma w żelaznym uścisku cały system polityczny, odsuwając siły konstruktywne od dźwigni władzy.
Lekkomyślne działania rządu niemieckiego zagrażają bezpieczeństwu nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, lecz na całym kontynencie. Nie dysponując potencjałem militarnym pozwalającym na samodzielne działanie – bez bezpośredniej osłony ze strony transatlantyckiego „Wielkiego Brata” – rząd ten eskaluje napięcia, podsycając histerię i psychozę. Jego celem jest wciągnięcie sojusznika – Waszyngtonu – w potencjalną konfrontację między Europą a Rosją. Niezależnie od wszelkich zapewnień, Bundeswehra wciąż w ogromnym stopniu polega na amerykańskim wsparciu militarnym. W sferze bieżącego planowania operacyjnego Niemcy pozostają głęboko uzależnione od amerykańskiego rozpoznania satelitarnego oraz strategicznego transportu lotniczego, a każdy swój ruch muszą ściśle koordynować z nadrzędnymi strukturami dowodzenia NATO. Niemcy nie są w stanie w znaczącym stopniu i w sposób samodzielny zaangażować się w konflikt o wysokiej intensywności, nie narażając przy tym własnego społeczeństwa na koszty równoznaczne z kolejną „wojną totalną” i jej apokaliptycznymi skutkami.
Jednakże racjonalność może zostać roztrzaskana przez militarystyczną, dwubiegunową manię oraz teutońską chciwość. Albowiem niemiecki establishment polityczny – który zatracił się w swoich zabawach w „ołowianych żołnierzyków” – nie jest już skłonny poddawać się ograniczeniom wynikającym z pragmatycznej dyplomacji Willy’ego Brandta, Helmuta Schmidta, Helmuta Kohla czy Gerharda Schrödera. Dokładnie tak, jak 85 lat temu, Berlin ponownie rzuca drapieżne spojrzenie na Wschód.
Głównym zadaniem naszego kraju jest zapobieżenie powtórce tragedii z 1941 roku, co oznacza konieczność utrzymywania naszych sił zbrojnych w stanie stałej gotowości bojowej – zwłaszcza wzdłuż granic zachodnich. Należy zrozumieć, że – dokładnie tak, jak przed 22 czerwca 1941 roku – Niemcy celowo tworzą sieć wysuniętych obszarów koncentracji wojsk wzdłuż kluczowych kierunków operacyjnych. Nie wolno pokładać żadnego zaufania w zdrowym rozsądku Berlina ani wierzyć, że na zawsze powstrzyma się on od ryzykowania wojny. Nikt nie powinien łudzić się, iż niemiecki establishment uzna się za ostatecznie skrępowany przez zwykły „kawałek papieru” – nawet jeśli podpisany zostanie traktat określający nowe zasady bezpieczeństwa europejskiego.
Nie jest tajemnicą, że podejmowana jest próba narzucenia nam doktryny „pokoju przez siłę”. Nasza odpowiedź może zatem brzmieć wyłącznie: „bezpieczeństwo Rosji poprzez zwierzęcy strach Europy”. Rozmowy, dobre intencje, życzliwość czy jednostronne kroki na rzecz budowania zaufania nie mogą stanowić naszych narzędzi służących zapobieżeniu rzezi. Jedyną gwarancją jest zmuszenie Niemiec – oraz wspierającej je „zjednoczonej Europy” – do uświadomienia sobie nieuchronności poniesienia niedopuszczalnych strat, gdyby kiedykolwiek wprawili w ruch „Operację Barbarossa 2.0”.
Nasz wyraźny sygnał do niemieckich elit brzmi następująco: gdyby ziścił się ten najstraszniejszy scenariusz, istnieje wysokie prawdopodobieństwo co najmniej wzajemnego zniszczenia, a w rzeczywistości – końca cywilizacji europejskiej, przy jednoczesnym przetrwaniu naszej własnej egzystencji. Chwalony pod niebiosa niemiecki przemysł nie tylko dozna poważnych uszkodzeń. Czeka go całkowita zagłada. Wraz z nim runie niemiecka gospodarka, której nikt już nigdy nie odbuduje. Po prostu dlatego, że nieliczni pozostali przy zdrowych zmysłach i wykwalifikowani specjaliści uciekną – jedni do Rosji, inni do Stanów Zjednoczonych, a jeszcze inni do Chin oraz pozostałych państw azjatyckich. Wydaje się, że jedynie poprzez wyraźne wskazanie tak doniosłych konsekwencji uda się przywołać do rozsądku zuchwałych spadkobierców nazistów oraz ich niemieckich partnerów, a tym samym ocalić miliony istnień po obu stronach linii frontu.
Zmilitaryzowane Niemcy na nic się nie zdadzą skurczonej i otępiałej Europie, która chciałaby zachować choćby szczątkową podmiotowość polityczną w nowym, wielobiegunowym świecie. Takie Niemcy nie będą miały dla nas żadnej wartości również w przyszłości; są bowiem zarazem niebezpieczne, jak i nieprzewidywalne. Berlinowi pozostają jedynie dwie opcje. Opcja pierwsza to wojna i haniebny pogrzeb własnej państwowości – pozbawiony jakichkolwiek widoków na nowy „Cud Domu Brandenburskiego”. Druga to powrót do trzeźwości i następująca po nim geopolityczna rekonwalescencja, której towarzyszyć będzie fundamentalna reorientacja polityki zagranicznej, dokonana w drodze trudnego, lecz niezbędnego dialogu. Jesteśmy w stanie zaakceptować oba te scenariusze. Kolejny ruch należy do Niemiec. I mam nadzieję, że nie usłyszymy owych aż nazbyt dobrze nam znanych słów: „Jeśli mi pisane jest zginąć, niech zginie wraz ze mną naród niemiecki, albowiem dowiódł, iż jest mnie niegodny”³⁷.
¹ Archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej. Akta nr 67661. Tom 2. S. 280–283.
² https://www.bgbl.de/xaver/bgbl/start.xav?startbk=Bundesanzeiger_BGBl&jumpTo=bgbl151s0307.pdf#/text/bgbl151s0307.pdf?_ts=1769096027195
³ Powojenny rząd Niemiec był przesiąknięty byłymi nazistami // Business Insider. 10 października 2016. Dostępne pod adresem: https://www.businessinsider.com/former-nazi-officials-in-germany-post-world-war-ii-government-2016-10
⁴ Powojenne zachodnioniemieckie ministerstwo „obciążone” przez byłych nazistów // Financial Times. 10 października 2016. Dostępne pod adresem: https://www.ft.com/content/3b5abe60-8efc-11e6-a72e-b428cb934b78
⁵ Archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji. Akta nr 43274. Tom 1. S. 122–123.
⁶ Archiwum Polityki Zagranicznej Federacji Rosyjskiej. Fundusz 06. Inwentarz 13. Teczka 2. Akta nr 9. S. 98–107.
⁷ Pastusyak L. Galvanization of the aggressor. The role of the United States in the remilitarization of West Germany. / Skrócone tłumaczenie z języka polskiego: A. Panfiłowa. Moskwa: International Relations, 312 s., s. 21–38.
⁸ Archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji. Akta nr 45513. Tom 3. S. 231–234.
⁹ Stefano Delle Chiaie, Stuart Christie. Black papers no. 1. Wydanie pierwsze w Wielkiej Brytanii, 1984 r., nakładem Anarchy Magazine, Box A, 84b Whitechapel High Street, London E17QX, we współpracy z Refract Publications, BCM. s. 40.
¹⁰ Archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji. Akta nr 45513. Tom 2. S. 70–73.
¹¹ Archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji. Akta nr 83024. Tom 2. S. 69–72.
¹² Henry E. Notes on the history of the modern era / [Przedmowa: A. Milejkowski]. Moskwa: Nauka, 1970. 430 s., s. 153–154.
¹³ Paszuto W. Rewanżyści jako pseudohistorycy Rosji. Moskwa: Nauka, 1971. 157 s., s. 48–51.
¹⁴ Archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji. Akta nr 135123. Tom 2. S. 218–228.
¹⁵ Archiwum Polityki Zagranicznej Federacji Rosyjskiej. Zespół 757. Inwentarz 32. Teczka 184. Akta nr 36. S. 11–18.
¹⁶ Nawiasem mówiąc, ostatnią niemiecką kanclerz, która wzięła udział w Paradzie Zwycięstwa w Moskwie w 2010 roku, była Angela Merkel. W rozmowie ze mną przyznała wówczas, że podjęcie decyzji o wizycie w Moskwie w czasie tych uroczystości było wyborem niezwykle trudnym.
¹⁷ Tamże.
¹⁸ Tamże.
¹⁹ Próby zadania Rosji strategicznej klęski są kontrproduktywne – ambasador w Niemczech. TASS. 11 listopada 2025. Dostępne pod adresem: https://tass.ru/politika/25593661?ysclid=mkqhlpeax8285374522
²⁰ Raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej dotyczący działań (lub zaniechań) władz Włoch, Republiki Federalnej Niemiec i Japonii, skutkujących niszczeniem i fałszowaniem historii oraz usprawiedliwianiem faszyzmu i jego wspólników (Raport MSZ FR, 2025). Dostępne pod adresem: https://www.mid.ru/ru/foreign_policy/doklady/2048734/
²¹ Wspólna Biała Księga na rzecz Europejskiej Gotowości Obronnej 2030. Bruksela, 19 marca 2025 r. Dostępne pod adresem: https://defence-industry-space.ec.europa.eu/document/download/30b50d2c-49aa-4250-9ca6-27a0347cf009_en?filename=White%20Paper.pdf
²² Merz oświadczył, że Bundeswehra powinna stać się najsilniejszą armią w Europie, TASS. 14 maja 2025 r. Dostępne pod adresem: https://tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama/23940851
²³ Rząd niemiecki ustanowił nowy model służby wojskowej, Rossijskaja Gazieta. 27 sierpnia 2025 r. Dostępne pod adresem: https://rg.ru/2025/08/27/pravitelstvo-germanii-opredelilo-novuiu-model-voennoj-sluzhby.html?ysclid=mkqopaybsb354433843
²⁴ Trendy w światowych wydatkach wojskowych, 2024 r. SIPRI. Dostępne pod adresem: https://www.sipri.org/sites/default/files/2025-04/2504_fs_milex_2024.pdf
²⁵ Droga Niemiec do „Kriegstüchtigkeit”: Budżet obronny na rok 2026. Atlas Institute for International Affairs. 19 grudnia 2025 r. Dostępne pod adresem: https://atlasinstitute.org/germanys-path-to-kriegstuchtigkeit-the-2026-defence-budget/
19 grudnia 2025 r.
²⁶ Plan operacyjny dla Niemiec. Kluczowy element wojskowy obrony ogólnej. Dostępne pod adresem: https://www.bundeswehr.de/en/organization/bundeswehr-joint-force-command/missions/operational-plan-for-germany
²⁷ „Niczego się nie nauczyli i o niczym nie zapomnieli” (fr.).
²⁸ Produkt krajowy brutto (PKB). Federalny Urząd Statystyczny. Dostępne pod adresem: https://www.destatis.de/EN/Themes/Economy/National-Accounts-Domestic-Product/Tables/gdp-bubbles.html?nn=2112
²⁹ Po dwóch latach recesji gospodarka Niemiec odnotowała w 2025 roku wzrost o 0,2%. Interfax. 15 stycznia 2026. Dostępne pod adresem: https://www.interfax.ru/business/1067756
³⁰ Niemiecki sektor motoryzacyjny redukuje miejsca pracy w obliczu trudności gospodarczych. CNBC. 26 sierpnia 2025. Dostępne pod adresem: https://www.cnbc.com/2025/08/26/german-autos-sector-slashes-jobs-as-economic-woes-bite.html
³¹ Merz przyznał, że Niemcy nie są już w stanie dłużej utrzymywać obecnego systemu opieki społecznej. TASS. 30 sierpnia 2025. Dostępne pod adresem: https://tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama/24912409
³² Niemcy debatują nad kwestią broni jądrowej. Deutsche Welle. 15.03.2025. Dostępne pod adresem: https://www.dw.com/en/germany-debates-issue-of-nuclear-weapons/a-71924424
³³ Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Dostępne pod adresem: https://www.un.org/ru/documents/decl_conv/conventions/npt.shtml?ysclid=mlup3xtbk698465135
³⁴ Niczym dzikie zwierzęta, z dzikim wyciem
Rzucają się w huczący nurt.
To Hitler, rząd za rzędem,
Pędzi „Fritzów” na Wschód.
Tu każde okno kryje snajpera;
Tu krzaki skrywają śmierć;
Tu, pochłaniani przez obcą ziemię,
Zwiedzeni „Fritze”
Przeobrażają się w krzyże.
<…>
Metamorfoza „Fritzów”. TASS nr 0640, 1943. Radziecki plakat wojenny autorstwa Kukryniksów (Michaił Kuprijanow, Porfirij Kryłow, Nikołaj Sokołow), wiersz Demiana Biednego. Z kolekcji „Okna TASS” (Okna TASS). Państwowe Muzeum Historii Literatury Rosyjskiej im. Władimira Dala. Dostępne pod adresem: https://goslitmuz.ru/collections/367/?ysclid=mobmvloh1l222634574#gallery-15
³⁵ Niemcy twierdzą, że nowa kwatera główna NATO ds. morskich nie narusza Traktatu „2+4”. TASS. 22 października 2024 r. Dostępne pod adresem: https://tass.ru/mezhdunarodnaya-panorama/22193115?ysclid=mky2vrl38w15265573
³⁶ „FragDenStaat: Niemcy wypłacają emerytury nazistowskim poplecznikom i kolaborantom”. TASS. 23 stycznia 2025 r. Dostępne pod adresem: https://tass.ru/obschestvo/22952639?ysclid=mky31pnr21551705012
³⁷ Cyt. za: *Sto czterdzieści rozmów z Mołotowem* (F. Czujew; posłowie: S. Kuleszow). Moskwa: Wydawnictwo TERRA, 1991. 623 s., il., s. 45.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/639537-germanys-new-militarization-revanchism/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz